Pierdzielnik Stefana - Emil Kowalski

Kup ebooka

30.29 zł
25.14 zł (30,29 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Niniejsza książka jest dedykowana...wszystkim czytającym. Nie wiem, co napisać we wstępie, nigdy nie miałem talentu na rozpoczęcie czegokolwiek, więc zaczynam tymi słowami marnymi.

Powieść, bo chyba taki ma charakter ta książka, opowiada o życiu... Stefana.

Chciałbym od razu wszystkich poinformować, że treści w tej powieści, bywają wulgarne, nieprzyzwoite, nieczyste, odrażające, odpychające itd. Zatem w żadnym wypadku książki nie powinny czytać dzieci.

To bezpośrednie przesłanie, bez oszczędzania słów, ma jednak przekaz i swój poetycki charakter. To znaczy, mnie jako autorowi tak się wydaje i mam nadzieję, że moje zdanie podzielą również czytelnicy.

Niemniej jednak to pierwsze takie moje dzieło, w którym pozwalam sobie na dosyć ostre teksty. I przyznam szczerze, że w momencie publikacji tego tomu, bałem się czy nie przysporzę sobie więcej niechętnych dla mojej twórczości. Tak czy inaczej, chciałem spróbować czegoś nowego, może bardziej odważnego. Czy to, co napisałem, jest głupie? Nie jestem w stanie sam określić i pozostawię to czytelnikom, ale wydaje mi się, że czasami ludzie chcą takiej otwartej i zwykłej, z dnia codziennego, literatury, w której nie ma wielu skomplikowanych frazesów, a jest proza życia i to dosadnie przedstawiona. Myślę, że takie przesłanie spełnia ta książka i oprócz samej krytyki, zwracania uwagi na wszelkie tekst, wydające się prymitywnymi, jest w książce wiele życiowych prawd, a nawet można wyciągać daleko idące wnioski.

Życie Stefana skłania do refleksji i być może przypomina wielki chaos, ale czy my wszyscy nie mamy takiego w naszej codzienności? Zapewne nie ma życia idealnego. A Stefan jest przykładem bohatera w pełni człowieczego, prostego faceta, i wydaje się całkiem realną postacią wręcz wyłonioną spośród wielu istnień ludzkich.

Cała gama sytuacji, w jakich Stefan bywał, to także niebezpieczne chwile życiowe. Pomimo że na pierwszy rzut oka, treść może się wydawać stekiem opisywanych, wulgarnych bzdur, to jednak wywodzą się ona z prawdziwego życia i są realne. Jako Autor tej powieści, lubię obserwować świat i ludzi, zatem są oni dla mnie inspiracją i ich życie stanowi o fabule, przynajmniej po części, w moich powieściach. Te wszystkie opisywane wątki, to nie tylko typowa fikcja, ale zostały one wymyślone na podstawie różnych zauważonych w sieci, czy też na co dzień w życiu, wydarzeń. Można tutaj wykryć kilka znaczących prawd, mimo że one są przedstawione w taki, a nie inny sposób, czyli żartobliwy, a czasem bardzo niesmaczny. Oczywiście, że dorośli są w stanie zrozumieć idące podteksty i zapewne też zaakceptują sposób ich obrazowania jako czarny humor, może też skrytykują. Ale nie moim celem było pisać niezwykle grzecznie. Po prostu pisałem tak, jak widziałem dane chwile z życia bohatera.

Stefan i Mikołajki

- Jutro szósty grudnia i mikołaj! - Wykrzyczał po cichu do siebie Stefan, chociaż nie wiedział po co, bo i tak nie będzie żadnego prezentu dla niego. No, chyba że matka coś mu kupi, ale nie liczył na to. Myślał, żeby coś sobie zamówić, jakiś dezodorant, perfum albo spodnie, kurtkę. Jednak co się przymierzał do jakichkolwiek zakupów, to stwierdzał, że nie ma sensu wydawać kasy, bo ma starą kurtkę, nigdzie się specjalnie nie umawiał. To po co mu kolejna? Żeby wisiała? Zresztą nie wychodził z domu prawie wcale, bo miał problemy z chodzeniem. Może jakby latami nie chlał, to by ich nie miał? Tak czasem sobie myślał, ale czasu nie cofnie. A dezodorant? Też niepotrzebny, bo ma jedne perfumy, które o dziwo nie wypił, a była taka sytuacja, że brakło mu alkoholu i go trzepało ostro i miał zwidy, to prawie rozbebeszył buteleczkę i chciał przelać do kieliszka. Na szczęście pojawił się jak zbawienie Robal, jego druh, który miał zwyczaj niespodziewanie postawić mu nawet kilka piw. I to zawsze trafiał na momenty, kiedy to Stefan, akurat był na głodzie z małymi perspektywami, chociażby na jabcoka. Więc biorąc pod uwagę to wszystko, Stefan zrezygnował z zamawiania kosmetyków. Stwierdził też, że nic w ogóle nie kupi, chociaż o dziwo, pomyślał o innych członkach rodziny, bo oprócz matki, miał jeszcze dwóch braci. Nawet już zrobił zamówienie w sklepie kosmetycznym, ale go nie zrealizował. Doszedł do wniosku, że jeśli nie pracuje, to nie ma sensu wydawać matczynych pieniędzy, a potem znowu prosić się jej o kolejne. I tak to robił, ale...

W każdym razie czuł zbliżający się klimat świąt i nawet tak się złożyło, że przysłali mu książkę o mikołaju. Więc chętnie zaczął ją czytać. Te książki, czasem dostawał od wydawnictw, bo potem o nich pisał w internecie. Zatem nie musiał płacić i miał przynajmniej taki materialny zarobek. Uzupełniał w ten sposób braki w swoim słownictwie, które przez lata picia sprowadzało się najczęściej do jednego zdania: No to zdrowie panowie!. Taki toast zawsze wznosił, a to, że wiecznie pił sam (oprócz tego, że czasem z Robalem), to już inna sprawa. Często sam ze sobą rozmawiał i lubił to, bo wiedział wtedy, że ktoś go słucha. Tak sobie tłumaczył.

- Może ktoś niespodziewanie kupi mi jakiś prezent? Ale nie! Nie chcę takiego prezentu kupnego! Chcę Wiktorię jako prezent! Wiktorio, o moja Wiktorio! Wiktorio ma! - Zanucił na koniec monologu piosenkę Dżemu, która podobała mu się najbardziej ze wszystkich, jakie słyszał. To był jego hymn, można by powiedzieć. No i czasem "Czerwony jak cegła".

- Jestem coraz większym dziadem - Stwierdził nagle. I pomyślał o tym, ile ma lat i, że w swoim życiu niczego nie osiągnął.

Zatem ta mikołajkowa radość w jego sytuacji właśnie w taki sposób się objawiała, że Stefan żalił się sam do siebie i pierdolił wszystko, bo właśnie takim podsumowaniem "Pierdolić to", kończył piękne rozmyślania o rodzinnej atmosferze świątecznego grudnia. Tak było od lat.

Gdy wieczorem 5 grudnia 2022 roku dumał nad swoją egzystencją, przypomniało mu się, że dostał list polecony.

- Jednak miałem Mikołaja. Muszę pierdolony wykaz majątkowy przedstawić komornikowi - Łatwo domyślić się treści tego listu. Stefan był zadłużony po uszy na kwotę, której do końca życia nie spłaci, nawet nie wiadomo, czy tyle zarobi. O ile w ogóle zarobi jeszcze cokolwiek ponad kilkaset złotych miesięcznie. Bo tyle, co najwyżej mu się trafiało z opublikowanych w internecie treści. A i to też niekoniecznie, bo czasem nie było nic w danym miesiącu.

- Na cholerę uruchomiłem wtedy firmę i w ogóle, po co się przeprowadzałem i zakochałem w tej pindzie! - Wściekły Stefan wspomniał czasy, kiedy to był biznesmenem i zatrudniał nawet ludzi. Był też wtedy w związku z kobietą, do której przeprowadził się na drugi koniec Polski. Wszystko szlag trafił i szkoda było mu nawet o tym wspominać. Niestety, ale nawet tego nie mógł, bo komornicy skutecznie przypominali mu tamte czasy, kiedy to banki go wspierały w biznesie.

Stefan już się uodpornił na szczęście. Przyzwyczaił się, że nie zarobi nigdy dużo, żeby mu ściągnęli z wypłaty każdą kwotę przewyższającą najniższą krajową.

- Nie będę bogaty. Moja perspektywa życia w biedzie to pewna sprawa. Więc srać na to! - Twardo sobie wmawiał, że jest odporny i nie dołuje się z tego powodu. Tak naprawdę, to miał momenty, kiedy to chciał się nawet zabić, gdy tylko pomyślał, że nic w życiu mu się nie należy oprócz jałmużny. To smutne i każdy, kto go znał, współczuł mu. Dlatego też Stefan przez nikogo nie był gnębiony, każdy patrzył na niego z politowaniem i czasem za jego plecami, było słychać:

- Ten to ma życie. A chuj mu w dupę, jak był głupi, to niech ma to, co teraz. Pierdolić go.

Z powodu braku pieniędzy, nie miał kobiety. Chociaż bardzo chciał. Stąd też żywił się płonną nadzieją o Wiktorii.

- Wiktorio, jeszcze nie czas, ale obiecuję, że Cię uszczęśliwię! Choćbym miał umrzeć, to tego dokonam!

I faktycznie. Zdawało się, że mówił prawdę, bo było to realne. W końcu kiedyś umrze...