Piękni, młodzi i bogaci - Jolanda Maloy

Kup ebooka

8.52 zł
7.07 zł (7,23 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

3. Odwiedziny

Minęły dwa tygodnie od pamiętnego napadu. Ledwo młodzieńcy wyjechali, a Juliette znów zapragnęła ich towarzystwa. Miała ku temu powody. Żegnając się obiecali, że w drodze powrotnej odwiedzą Montpellier.

Każdy kolejny dzień ciągnął się w nieskończoność. Nie mogła skupić się na codziennych czynnościach. Całymi dniami rozmyślała o nowo poznanym młodzieńcu. Gdy zamykała oczy, widziała moment ich poznania.

Starała się zachowywać normalnie, jednak udawało jej się to z wielkim trudem. Żeby rodzice nie spostrzegli jej dziwnego zachowania, wiele czasu spędzała w swoich apartamentach na pierwszym piętrze.

Któregoś dnia, wyglądając przez okno, ujrzała trzech mężczyzn, wjeżdżających na pałacowy dziedziniec. To byli oni! Tak długo wyczekiwani przez nią Pierre, Paul oraz Michael.

Rozpromieniona zbiegła schodami na dół. Odruchowo wzięła ze sobą książkę, którą właśnie czytała. "Sen nocy letniej" Szekspira.

Wbiegła do salonu. Pokój był pusty. Usiadła na kanapie, rozłożywszy książkę na stronie, na której przed chwilą skończyła czytać. Chociaż wodziła oczami po tekście, nie mogła skupić się na ani jednym zdaniu.

Myśli jej krążyły tylko wokół Pierre'a oraz tego, czy ona sama wystarczająco ładnie wygląda. Chciała podejść do lustra, żeby to sprawdzić, jednak zawahała się, widząc wchodzącą do salonu pokojówkę.

- Ma panienka gości - oznajmiła służąca, kłaniając się grzecznie.

- Ja? - Juliette była zaskoczona.

Czyżby mama była aż tak zajęta?

- Mama panienki pojechała do modystki. Pana hrabiego nie ma już od jakiegoś czasu, zapewne panienka o tym wie - wyjaśniła służąca, widząc zdziwione spojrzenie hrabianki.

- Oczywiście, pamiętam. Papa dwa dni temu wyjechał w interesach.

- Sądzę, iż siostra panienki jest jeszcze trochę za młoda na przyjmowanie mężczyzn - dodała pokojówka, z lekkim cynizmem w głosie.

- Rozumiem - odparła Juliette. - Bardzo proszę, wprowadź gości do salonu. Przypomnij mi proszę Gertrudo, kto zawitał w nasze progi? - udała, że nie wie, o kogo chodzi.

- Przybyli panowie Michael Roscherie, Pierre Duvalle oraz Paul Duvalle.

- Wprowadź, proszę - odpowiedziała, starając się powstrzymać wzruszenie.

Po krótkiej chwili w salonie pojawiło się trzech młodych mężczyzn. Wszyscy, jak na komendę, skłonili się młodej hrabiance.

- Miło mi widzieć panów - powiedziała Juliette, wyciągając dłoń na przywitanie.

Paul podszedł pierwszy. Widać było, że jest najbardziej energiczny z całej trójki.

- Pięknie panienka wygląda - całując dłoń, uwodzicielsko zatopił wzrok w jej oczach.

Uśmiechnęła się, spoglądając dyskretnie w stronę Pierre'a. Machinalnie podała dłoń, zbliżającemu się właśnie, Michaelowi. Gdy w końcu Pierre podszedł do niej, miała wrażenie, że cała drży. Ze wzruszenia nie mogła wydusić z siebie słowa.

- Witaj, panienko - usłyszała jego ciepły, a zarazem bardzo męski głos.

Serce zaczęło jej bić jak oszalałe. Miała wrażenie, że cały świat wiruje razem z nią, a jej ciało przeszywa dziwny dreszcz. Gdy wyciągnęła rękę w stronę Pierre'a, zdawało jej się, że dłoń drży. Nie była pewna, czy to jej subiektywne odczucie, czy naprawdę jej dłonie drżały z nadmiaru emocji. Pierre spojrzał w jej seledynowe oczy, uśmiechnął się i przytrzymał mocniej jej dłoń. Stali tak przez dłuższą chwilę w milczeniu, wpatrzeni w siebie. Nagle usłyszeli głos Henrietty, wbiegającej do salonu.

- Jak miło panów widzieć!

Wszyscy w salonie odruchowo zwrócili się w jej kierunku. Juliette, lekko speszona widokiem siostry, wysunęła pospiesznie dłoń z uścisku Pierre'a.

Ochłonąwszy trochę, zaproponowała:

- Panowie na pewno zmęczeni i głodni. Zapraszam zatem na obiad.

- Nie chcielibyśmy sprawiać kłopotu - odezwał się Michael.

- To żaden kłopot. Myślę, a nawet jestem tego pewna, że mama miałaby do mnie pretensję, gdybym puściła panów bez poczęstunku. Wybawili nas panowie z opresji, może nawet uratowali życie? - dodała zerkając w stronę Pierre'a.

* * *

Pogoda była wymarzona na popołudniowy spacer. Na błękitnym niebie przesuwały się drobne białe obłoczki. Wiał lekki wiosenny wietrzyk.

Juliette i Pierre kroczyli przodem. Kilka kroków za nimi podążała Henrietta w towarzystwie Paula oraz Michaela.

- Zobaczą panowie nasz piękny ogród. Co prawda, nie umywa się do ogrodu, który niedawno...

- Henrietto, myślę, że panów nie bardzo interesują tak przyziemne sprawy, jak ogrody - przerwała jej w pół zdania Juliette.

Henrietta zamilkła, zrozumiawszy, iż lepiej nie wspominać nic o Armandzie oraz ogrodzie, który niedawno zwiedzały. Cała piątka stała na tarasie, podziwiając widok rozciągający się poniżej.

Darmowy fragment