Okinawa czy Iwo Jima?
Tego dnia w sztabie Naczelnego Dowódcy Alianckich Połączonych Sił
Zbrojnych w rejonie północnego, środkowego i południowego Pacyfiku, a jednocześnie Dowódcy Amerykańskich Sił Morskich na Pacyfiku, admirała
floty Chestera W. Nimitza, panował niecodzienny ruch.
Pod obsadzony palmami podjazd luksusowego pałacyku w kolonialnym stylu,
który jakimś cudem uniknął zniszczeń od amerykańskich bomb i nawały
pocisków artyleryjskich hojnie obsypujących wyspę w czasie niedawnej
inwazji na Archipelag Mariański, z piskiem gwałtownie hamowanych opon
zajeżdżały kolejno jeepy powiewające na bokach maski silnika
proporczykami z różną liczbą złotych gwiazdek. Każdy taki proporczyk
oznajmiał wszem i wobec, że na "pokładzie" jeepa znajduje się "big
brass", to jest wysoki dowódca amerykańskich bądź alianckich sił
zbrojnych na Pacyfiku, którego stopień wojskowy odzwierciedlała liczba
złotych gwiazdek na proporczyku, natomiast kolor proporczyka mówił o przynależności pasażera do rodzaju wojsk.
Piętnastokilometrowy odcinek drogi łączący bazę lotniczą North Field ze
sztabem naczelnego dowódcy zamienił się w prawdziwą "promenadę
VIP-ów"1, jak nazwał ją dowódca 314 Skrzydła Bombowego, któremu z racji równoczesnego pełnienia obowiązków dowódcy bazy przypadł w udziale
zaszczyt witania i odprawiania do sztabu admirała Nimitza zlatujących
się do North Field z różnych zakątków Oceanu Spokojnego na pokładach
samolotów bombowych typu B-29 Superfortress wysokich dowódców
amerykańskich i alianckich.
l tak z bazy morskiej Ulithi na Karolinach zawitał dowódca 5 Floty USA
na Pacyfiku wiceadmirał Raymond E. Spruance w towarzystwie dowódcy nowo
utworzonego 58 Zespołu Operacyjnego Lotniskowców, czyli 58 Task Force,
wiceadmirała Marca A. Mitchera.
Z Wysp Hawajskich przybył dowódca sił amfibijnych floty wojennej Stanów
Zjednoczonych wiceadmirał Richmond Kelly Turner, który po drodze wziął
na pokład swej maszyny o wdzięcznej nazwie "Wandering Star" dowódcę V
Korpusu Amfibijnego piechoty morskiej generała majora Harry Schmidta.
Osobiście prowadząc superfortecę, przyleciał z Indii dowódca
amerykańskich sił powietrznych na Pacyfiku generał porucznik Millard F.
Harmon w towarzystwie dowódcy 20 Armii Powietrznej generała majora
Haywooda S. Hansella i dowódcy 7 Armii Powietrznej generała majora
Willisa H. Hale.
Z Wysp Salomona zjawił się wiceadmirał Harry Hill, który poprzednio
dowodził inwazją na wyspy Saipan i Tinian, a z wyspy Leyte na Filipinach
- przebywający tam służbowo w sztabie generała MacArthura - dowódca
zespołu ogniowo-uderzeniowego 58 Zespołu Operacyjnego wiceadmirał Wiliam
H. P. Blandy.
I wreszcie z samych Stanów Zjednoczonych przyleciał dowódca
amerykańskich sił powietrznych generał Henry H. Arnold, przywożąc ze
sobą świeżo mianowanego dowódcę nowo utworzonego XXI Korpusu Bombowego
generała majora Curtissa E. Le Maya, który bojowe laury zdobywał dotąd
na europejskim teatrze wojny, dowodząc lotnictwem bombowym słynnej 8
Armii Powietrznej w jej ofensywie przeciwko przemysłowi zbrojeniowemu
III Rzeszy.
Większość z przybyłych dowódców gościła w North Field po raz pierwszy od
czasu przeniesienia sztabu naczelnego dowódcy z Karolin na Mariany.
Admirał Nimitz chciał być jak najbliżej aktualnego teatru działań
wojennych i dlatego wkrótce po opanowaniu Wysp Mariańskich przez
oddziały amerykańskiej piechoty morskiej polecił wyszukać odpowiednie
miejsce na wyspie Guam i zorganizować polowy sztab naczelnego dowódcy
alianckich połączonych sił zbrojnych i głównodowodzącego flotą wojenną
Stanów Zjednoczonych na Pacyfiku.
Było to tym ważniejsze, że teraz, po opanowaniu Filipin przez wojska
podległe naczelnemu dowódcy alianckich połączonych sił zbrojnych w rejonie południowo-zachodniego Pacyfiku generałowi MacArthurowi, główny
ciężar amerykańskiego i alianckiego wysiłku zbrojnego przesunął bardziej
na północ, to jest w kierunku wysp japońskiej metropolii, a więc rejony
znajdujące się w operacyjnym dowodzeniu admirała Nimitza.
Nimitz żywił ciche nadzieje, że może nareszcie doczeka się pełnej
swobody działania podległych sobie sił i środków. Do tej pory bowiem na
teatrze wojny Pacyfiku panowała nienormalna sytuacja. Podczas gdy na
innych teatrach II wojny światowej siłami zbrojnymi państw
sprzymierzonych dowodził jeden dowódca naczelny, tu, na Pacyfiku, było
ich aż dwóch: generał MacArthur i admirał Nimitz. Zadecydowały o tym
racje czysto personalne. Otóż prezydent Roosevelt chciał umożliwić
generałowi MacArthurowi dotrzymanie słowa danego Filipińczykom podczas
wycofywania się Amerykanów z wysp w 1942 roku, że wróci na Filipiny i przepędzi z nich japońskich agresorów.
Teraz stało się to już faktem, a zatem rejon południowo-zachodniego
Pacyfiku stracił na znaczeniu strategicznym, które dotąd generał Mac
Arthur głośno podkreślał, zwłaszcza przez swych popleczników w Kongresie
Stanów Zjednoczonych i wśród otoczenia prezydenta Roosevelta.
Nimitz zatem spodziewał się, że "niekoronowany król Filipin", dopiąwszy
wreszcie swego celu, spocznie na zasłużonych laurach, a główny ciężar
dalszego prowadzenia ofensywnej wojny przeciwko Japończykom spadnie
teraz na niego i podległe mu amerykańskie i sprzymierzone wojska.
Utwierdzały go w tym również ściśle tajne instrukcje otrzymywane z połączonego komitetu szefów sztabów amerykańskich sił zbrojnych,
nakazujące jak najszybsze rozpoczęcie operacji "Grand Strike", to jest
zmasowanej ofensywy powietrznej na japońskie ośrodki przemysłu
zbrojeniowego, a zwłaszcza lotniczego. Miało to być preludium do
realizacji największego zamierzenia strategicznego II wojny światowej,
określonego kryptonimem "Downfall", czyli inwazji na wyspy japońskie.
Pierwsza część tego zamierzenia pod kryptonimem "Olympic" przewidywała
rozpoczęcie w dniu 1 września 1945 roku inwazji na wyspę Kiusiu. W ślad
za nią, równo w trzy miesiące później, miała się rozpocząć "Coronet",
czyli inwazja na wyspę Honsiu.
Zgodnie z założeniami operacji "Olympic" inwazja na wyspę Kiusiu powinna
zostać poprzedzona zdecydowanymi atakami powietrznymi o niespotykanej
dotąd skali i intensywności, prowadzonymi przez siły powietrzne
Dalekiego Wschodu, 20 armię powietrzną Stanów Zjednoczonych i lotnictwo
pokładowe Floty Pacyfiku, a zwłaszcza specjalnie w tym celu utworzonego
58 Zespołu Operacyjnego Lotniskowców.
Co prawda, już od połowy 1944 roku lotnictwo bombowe 20 Armii
Powietrznej stacjonującej wówczas w Indiach zostało przebazowane na
wysunięte lotniska polowe do prowincji Cheng Tu w czangkajszekowskich
Chinach i stamtąd rozpoczęto prowadzenie rajdów bombowych na ośrodki
przemysłowe Mandżurii i częściowo samej Japonii w ramach realizacji
operacji "Matternhorn". Niestety, nawet maksymalnie wyśrubowany zasięg
superfortec typu B-29 pozwalał im na osiągnięcie tylko najbardziej na
południe wysuniętego terytorium japońskiej metropolii, to jest wyspy
Kiusiu.
Ten fakt właśnie stał się główną przyczyną podjęcia inwazji na Wyspy
Mariańskie oddalone od Tokio i wszystkich ważniejszych japońskich
ośrodków przemysłowych "zaledwie" o 2500 kilometrów. Taka odległość już
zupełnie swobodnie mieściła się w promieniu bojowym samolotów B-29,
który pozwalał na przeniesienie sześciotonowego ładunku bombowego na
odległość rzędu 3 tysięcy kilometrów, wykonanie nawet dwóch zajść nad
bombardowany cel naziemny i powrót do rodzimej bazy. Dlatego też po
zdobyciu Wysp Mariańskich przystąpiono do gorączkowej budowy pięciu
wielkich baz lotniczych specjalnie przystosowanych do obsługi
superfortec B-29. Pierwsza z nich - Isley Field na wyspie Saipan - była
gotowa już w końcu października 1944 roku. W początkach listopada
przebazowano do niej z Chin 73 Skrzydło Bombowe.
I oto w dniu 24 listopada 1944 roku sto jedenaście superfortec ze składu
73 Skrzydła Bombowego wystartowało z bazy Isley Field i wykonało
pierwszy - od czasu zuchwałego rajdu Mitchellów słynnego pułkownika
Doolittle'a w sierpniu 1942 roku - zmasowany nalot bombowy na Tokio.
Chociaż nie przyniósł on jakichś szczególnie znaczących wyników i został
okupiony stosunkowo dużymi stratami, to jednak miał kapitalne znaczenie
moralne, zwłaszcza dla Amerykanów. Stolica imperium wschodzącego słońca
nareszcie znalazła się w zasięgu amerykańskiego oręża.
Następną bazę lotniczą - na wyspie Tinian - ukończono w połowie grudnia
1944 roku i jeszcze przed świętami Bożego Narodzenia znalazło się w niej
313 Skrzydło Bombowe.
Trzecia baza lotnicza - North Field na wyspie Guam - gotowa była w początkach stycznia 1945 roku, a w dniu święta Trzech Króli zawitało tam
314 Skrzydło superfortec B-29.
Jednocześnie gorączkowo budowano drugą bazę na wyspie Tinian i drugą
bazę na wyspie Guam, aby pomieścić w nich wszystkie samoloty XXI Korpusu
Bombowego.
W każdej z nich znajdowało się około 12 tysięcy żołnierzy, którzy mogli
obsłużyć 180 superfortec. Lotnictwo amerykańskie dalekiego zasięgu
nareszcie dostało odskocznię do prowadzenia ofensywy powietrznej na
cesarstwo. Ponieważ jednak oddalenie Marianów od wysp japońskich było
większe niż zasięg amerykańskich myśliwców towarzyszących dalekiego
zasięgu, superfortece musiały odbywać swe rajdy samotnie, licząc tylko
na wzajemnie powiązany system ognia rombu bojowego oraz przysłowiowy łut
szczęścia.
Aby więc wypełnić dyrektywy zawarte w planach operacji "Grand Strike",
trzeba było dokonać kolejnej inwazji na archipelag wysp Bonin i Riukiu,
wśród których czołową rolę odgrywały dwie wyspy: Okinawa w archipelagu
Riukiu i Iwo Jima w archipelagu Bonin, a raczej w jego najbardziej
południowej części, zwanej Kazan Retto, czyli Wyspami Wulkanicznymi.
Okinawa była oddalona od Tokio o 1500 kilometrów, a od południowych
wybrzeży Kiusiu o 675 kilometrów, natomiast odległość Iwo Jimy zarówno
od Tokio, jak i od większości japońskich ośrodków przemysłowych wynosiła
około 1200 kilometrów. Te odległości mieściły się już swobodnie w zasięgu amerykańskich myśliwców towarzyszących typu Mustang.
Pozostawał zatem do rozwiązania dylemat: gdzie dokonać inwazji najpierw?
Na Okinawę czy Iwo Jimę? Kierownictwo Połączonego Komitetu Szefów
Sztabów amerykańskich sił zbrojnych pozostawiło tu admirałowi Nimitzowi
zupełnie wolną rękę. Przed podjęciem jednak ostatecznej decyzji naczelny
dowódca postanowił wysłuchać opinii swych najbliższych współpracowników
i podwładnych. To właśnie stało się przyczyną masowego zjazdu w North
Field wysokich osobistości wojskowych z różnych zakątków Oceanu
Spokojnego.
Punktualnie o godzinie szesnastej na salę odpraw wszedł admirał Nimitz w towarzystwie dowódcy 5 Floty USA wiceadmirała Spruance'a, dowódcy sił
amfibijnych Stanów Zjednoczonych wiceadmirała Turnera i dowódcy
lotnictwa amerykańskich sił lądowych generała Arnolda. Wszyscy obecni
podnieśli się ze swych miejsc i przyjęli postawę zasadniczą, trwając tak
aż do chwili, gdy admirał Nimitz wraz z towarzyszącymi osobistościami
zajęli miejsca za stołem prezydialnym.
- Gentlemen - rozpoczął dowódca amerykańskich sił morskich na Pacyfiku.
- Zebrałem panów tutaj, żebyśmy się wspólnie zastanowili nad celem
naszego następnego uderzenia, które położy podwaliny pod realizację
operacji "Grand Slam", a następnie operacji "Olympic". Założenia obu
operacji mają panowie w leżących przed wami teczkach. Zanim wypowiecie
swe opinie, proszę o wysłuchanie krótkich raportów o stanie naszych sił
morskich, piechoty morskiej i lotnictwa, które aktualnie znajduje się w naszej dyspozycji. Admirale Mitcher - tu Nimitz zwrócił się do dowódcy
58 Zespołu Operacyjnego Lotniskowców - może pan zapozna pokrótce kolegów
o możliwościach Task Force 58 i przedstawi swoje propozycje w przedmiotowej sprawie.
Mitcher podniósł się ze swego miejsca i przeszedł pod ścianę sali, na
której wisiał cały rząd wielkich plansz z czerwonymi napisami "Top
Secret" na wszystkich rogach.
Wskazując na jedną z plansz z napisem "Fast Carrier Force, 58 Task
Force", wiceadmirał Mitcher rozpoczął:
- W skład podległego mi nowo utworzonego 58 Zespołu Operacyjnego
Lotniskowców wchodzi sto szesnaście okrętów wojennych, a w tym:
jedenaście ciężkich lotniskowców uderzeniowych klasy "Essex" o wyporności dwadzieścia siedem tysięcy ton do działań dziennych, dwa
ciężkie lotniskowce uderzeniowe do działań nocnych, pięć lekkich
lotniskowców uderzeniowych klasy "Independence" o wyporności jedenaście
tysięcy ton, również do działań dziennych, osiem znacznie wolniejszych
lotniskowców towarzyszących, przewidzianych głównie do zabezpieczenia
wsparcia lotniczego dla piechoty morskiej, a ponadto osiem okrętów
liniowych, dwanaście ciężkich krążowników oraz sześćdziesiąt jeden
niszczycieli i okrętów wsparcia. Na pokładach szybkich lotniskowców
uderzeniowych i towarzyszących bazują pięćdziesiąt trzy dywizjony
lotnicze liczące łącznie tysiąc dwieście trzynaście samolotów
myśliwskich, myśliwsko-bombowych, bombowych i torpedowych, w przeważającej większości nowych typów.
Po sali przeszedł lekki szmerek. Wszyscy obecni z grubsza orientowali
się, że nowo utworzony 58 Zespół Operacyjny to coś zupełnie nowego w historii wojny na Pacyfiku, ale dopiero teraz mogli sobie w pełni
uzmysłowić, jaka potęga morska i lotnicza kryła się za tym skromnym
oznaczeniem: Task Force 58.
- Nazwa "szybki lotniskowiec" - podjął swe wywody wiceadmirał Mitcher -
jest w pełni uzasadniona, bowiem ciężkie lotniskowce uderzeniowe
rozwijają prędkość maksymalną rzędu trzydziestu trzech, a lekkie
lotniskowce uderzeniowe rzędu trzydziestu dwóch węzłów2. Pozwala
to na szybkie przemieszczanie się całego zespołu operacyjnego po
olbrzymich bezmiarach wodnych Pacyfiku. Dla przykładu: w razie potrzeby
średnie tempo przemieszczania się 58 Zespołu Operacyjnego wynosi około
tysiąca trzystu kilometrów na dobę. W ciągu zatem niecałych dwóch dób od
chwili opuszczenia dotychczasowej bazy w atolu Ulithi na Karolinach
zespół ten jest w stanie osiągnąć wody Okinawy czy nawet przedpola wysp
Kiusiu i Honsiu, a w ciągu jednej doby - znaleźć się pobliżu Iwo Jimy.
Aby ułatwić wykonywanie zadań taktycznych, cały 58 Zespół Operacyjny
został podzielony na cztery grupy uderzeniowe, w skład których wchodzą
na ogół dwa ciężkie lotniskowce uderzeniowe, jeden lub dwa lekkie
lotniskowce uderzeniowe, dwa pancerniki lub ciężkie krążowniki i przeciętnie dwa dywizjony niszczycieli.
Dowódca Task Force 58 przerwał i podszedł do kolejnej planszy,
przedstawiającej skład drugiej grupy uderzeniowej oznaczonej jako TG
58.2.
- Jak panowie widzą, w skład grupy wchodzą ciężkie lotniskowce
uderzeniowe "Lexington" i "Hancok" oraz jeden lekki lotniskowiec
uderzeniowy "San Jacinto", posiadające na swych pokładach łącznie
dwieście dwadzieścia osiem samolotów bojowych, w tym dziewięćdziesiąt
pięć myśliwskich, siedemdziesiąt dwa myśliwsko-bombowe, dwadzieścia
siedem bombowych i trzydzieści cztery torpedowe, zorganizowane w trzy
pokładowe grupy lotnicze, które stanowią podstawową pięść uderzeniową
tego zespołu. Natomiast potęgę ogniową grupy stanowią pancerniki
"Missouri" i "Wisconsin" ze swymi działami, ciężkie krążowniki "San
Francisco" i "Boston" oraz szesnaście niszczycieli.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki