Piekielna żona. Tom 3 - Klaudia Gregorczyk

Kup ebooka

44.90 zł
37.26 zł (21,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Rozdział 1

Biel od zawsze była symbolem czystości i niewinności. W materiał o tym kolorze owijano dzieci zaraz po narodzinach, a panny, które nie osiągnęły jeszcze dojrzałości, nosiły białe suknie, żeby podkreślić swoją delikatność. Jasne płótna chroniły meble, kiedy właściciel domu decydował się wyjechać. W odcieniach bieli szyto stroje do spania, pościele i obrusy. Barwa niewinności towarzyszyła ludziom od narodzin, przez ślub, aż do śmierci, kiedy to białą tkaniną okrywano ciało składane do grobu.

Ale Lecie biel najbardziej kojarzyła się z domem, za którym teraz, kiedy w Czerwonym Królestwie spadł śnieg, tęskniła jeszcze bardziej. Pierwsze płatki pojawiły się tydzień temu, zaraz po tym, jak Domhan oznajmił jej i Aidanowi, że podjął decyzję co do terminu ich ślubu. Pamiętała uczucia, jakie nią wtedy targały. Po kilku dniach, kiedy patrzyła na pokryty śniegiem dziedziniec, było ich jeszcze więcej. W jej głowie toczyła się nieustanna walka rozumu z sercem, które w żaden sposób nie umiały się ze sobą porozumieć. Nie mogła udawać, że nie chce tego małżeństwa, szczególnie po tym, jak razem z Aidanem zaczęli odkrywać przed sobą tłumione uczucia. Nie padły żadne zapewnienia ani obietnice, ale oboje widzieli je w swoich oczach. Jednak strach przed tym, co nadejdzie, nie pozwalał Lecie cieszyć się Aidanem w pełni. Ślub przybliżał ją do podróży do domu i finału planu Yenisei. Nie bała się śmierci. Bała się stracić Aidana i obiecała sobie, że zrobi wszystko, by go ratować. Nie wiedziała tylko, że on złożył sobie taką samą obietnicę.

Potarła ramiona dłońmi i odwróciła się w kierunku Kenny, która właśnie wchodziła do głównej komnaty z herbatą na srebrnej tacy. Dziewczyna posłała jej szczery uśmiech i postawiła dzbanek z gorącym napojem na stoliku przy kominku. Letha schyliła się i poczuła przyjemną woń pomarańczy oraz cynamonu. Kenna napełniła jedną z filiżanek i podała jej, nadal się uśmiechając. Po wygranej bitwie uparła się, że wróci do swoich obowiązków. Letha postanowiła, że gdy zobaczy chociaż jeden grymas bólu na jej twarzy, od razu odeśle ją do pokoju.

Niebieska otuliła ramiona ozdobnym szalem i oparła się plecami o szybę w wysokim oknie. Ponownie rzuciła szybkie spojrzenie na dziedziniec, ale po chwili wróciła wzrokiem do Kenny. Ruchem głowy dała jej znak, żeby usiadła. Dziewczyna zajęła jeden z foteli obok.

- Jak się dzisiaj czujesz?

Kenna przewróciła oczami. Letha spojrzała na nią z lekkim rozbawieniem.

- W porządku. Obiecałam, że powiem, jeśli coś mnie zaboli.

- Ufam, że dotrzymasz słowa. - Letha mrugnęła do niej, a przyjaciółka wydała z siebie stłumiony śmiech.

- Naprawdę doceniam wszystko, co zrobiliście dla mnie z księciem. To znaczy z Aidanem - poprawiła się, a Letha zdusiła w sobie chichot.

- Ciągle bawi mnie to, że pozwolił ci mówić do siebie po imieniu. Obie wiemy, że jest trochę gburowaty.

Kenna ledwie przełknęła herbatę. Letha uśmiechnęła się szeroko.

- Nie wolno nam tak mówić! - upomniała ją Czerwona.

- Czyżby? - Letha wyraźnie się z nią droczyła.

Kenna zachichotała. Niebieska upiła łyk herbaty. Głośno przełknęła napój, który rozgrzał ją od środka, i zaczęła się śmiać, widząc w drzwiach lekko poirytowanego Aidana. Kenna powędrowała spojrzeniem za jej wzrokiem i drgnęła.

- Wasza wysokość, prosimy o wybaczenie! - jęknęła piskliwie.

Letha przewróciła oczami. Z jej twarzy nie schodził bezczelny uśmiech.

- Ja nie. Mów za siebie - wykrztusiła przez śmiech. Kenna wytrzeszczyła na nią oczy.

Kąciki ust Aidana lekko się uniosły. Zrobił kilka kroków w stronę kobiet i wyjął Lecie filiżankę z dłoni. Upił z niej duży łyk herbaty i odstawił na stolik.

- Miałaś mówić do mnie po imieniu, Kenno. Poza tym... - Na chwilę zamilkł i wodził wzrokiem po twarzy narzeczonej. - ... rzeczywiście jestem trochę gburowaty.

Letha ponownie zaniosła się śmiechem, a Kenna nerwowo bawiła się palcami. Aidan przywołał na twarz zawadiacki uśmiech. Letha ułożyła usta w wąską kreskę. Musiała powstrzymać się przed pocałowaniem go i doprowadzeniem Kenny do jeszcze większych palpitacji. Aidan jakby czytał w jej myślach. Uniósł brwi i posłał ukochanej wymowne spojrzenie, na które zareagowała kolejnym zduszonym śmiechem. Kenna błądziła wzrokiem od Lethy do księcia i z powrotem. Czuła, że robi jej się gorąco.

- Mam dla ciebie niespodziankę - powiedział Aidan.

Narzeczona zmrużyła oczy, jakby zrobił coś złego. Droczyła się z nim.

Kenna szybkim krokiem podeszła do stolika. Chwyciła tacę w dłonie i odwróciła się w stronę głównych drzwi.

- Zostawię was. Mam jeszcze dużo pracy.

Zanim zdążyli zareagować, wyszła. Aidan powrócił spojrzeniem do Lethy, która postanowiła jeszcze trochę go podrażnić.

- Zupełnie nie rozumiem, co ją w tobie tak peszy.

Książę zaśmiał się pod nosem. Ona zrobiła to samo. Podszedł do niej bliżej i położył dłonie na jej talii.

- Właśnie dlatego to ty będziesz moją żoną.

- Romantycznie. Szczególnie że zostałeś zmuszony do tego, by mnie poślubić.

- Lubię ryzyko - zażartował. - A poza tym ty zostałaś zmuszona bardziej.

- Niespodzianka - przypomniała mu.

Aidan mimowolnie uniósł kąciki ust.

- Nie odpuścisz?

- Znasz mnie.

Pocałował ją w czubek głowy. Chwyciła jego twarz w dłonie i przyłożyła usta do jego ust. Oddał pocałunek od razu i instynktownie przyciągnął ją bliżej. Wydał z siebie ciche mruknięcie. Udało mu się wypowiedzieć kilka słów między pocałunkami.

- Zaraz zapomnę, o czym miałem ci powiedzieć...

Letha próbowała zachować powagę. Odsunęła się od niego na kilka centymetrów.

- Słucham.

- Mój ojciec wyjechał do Zielonych. Spędzi tam całą zimę.

Dziewczyna otworzyła szerzej oczy ze zdumienia. Aidan zauważył w nich iskierki nadziei.

- Jak to? Dlaczego?

- Nienawidzi zimy i śniegu. Kojarzą mu się z moją matką. Co roku opuszcza Czerwone Królestwo, żeby wygrzewać się u Zielonych - wyjaśnił.

Pokręciła głową z niedowierzaniem. Jej ekscytacja była coraz bardziej widoczna.

- Aidanie, to znaczy, że będziemy mogli w spokoju zaplanować bunt! - krzyknęła.

Obserwował ją z uwagą. Z każdą sekundą był pod coraz większym wrażeniem jej oddania. Doceniał to, że pomyślała o buncie. Ale miał dla nich jeszcze inne plany, o których Letha zapomniała z powodu nadmiaru obowiązków.

- Prawdę mówiąc, chodziło mi o coś innego.

Odwróciła się na pięcie. Ugryzła skórkę przy paznokciu. Uśmiech zniknął z jej twarzy.

- O co?

- Nieobecność ojca oznacza więcej czasu sam na sam z moją piękną narzeczoną - odpowiedział spokojnie i poważnie.

Letha przyglądała mu się przez chwilę w milczeniu. Obawiał się, że nie podzielała jego entuzjazmu. Chciał ją uspokoić. Otworzył usta, by coś powiedzieć. Ale Letha uśmiechnęła się szeroko, podbiegła do niego i rzuciła mu się na szyję. Podniósł ją, a ona wplotła palce w jego gęste, lekko zmierzwione włosy. Widział, jak bardzo była szczęśliwa. Chciał, żeby tak było już zawsze.

- To najlepsza niespodzianka, jaką dostałam - powiedziała.

Spojrzał jej głęboko w oczy. - Obiecuję, że nie ostatnia.

Letha siedziała za stołem i wodziła wzrokiem od lokajów do Aidana i z powrotem. Książę zerkał na nią czasami, jakby lekko speszony obecnością służby. Podczas wyjazdów ojca posiłki z narzeczoną należały do jego ulubionych momentów dnia. Szczególnie teraz, kiedy z powodu mdłości Rose i obowiązków Kennetha jadali zupełnie sami.

Czas bez Domhana mijał im bardzo szybko. Wieczorami zasypiali wtuleni w siebie na kozetce przed kominkiem, a rano mówili ze śmiechem, że bolą ich wszystkie kości. Takie były ich wspólne dni: wolne od zmartwień, zamienionych w radość.

Spojrzał znowu na narzeczoną. Szybko podchwyciła jego wzrok i posłała mu uśmiech, przez który zapomniał, jak się oddycha. Sięgnął po jej dłoń i zacisnął na niej palce. Dziewczyna odwzajemniła uścisk. Aidan czekał, aż służba przestanie przynosić kolejne potrawy. Chciał zostać z Lethą sam na sam. Uwielbiał momenty, w których nie musiał dzielić się nią ze światem, gdy mogli rozmawiać do rana i całować się bez opamiętania.

Nagle poczuł coś ciepłego na lewym ramieniu. Omiótł je wzrokiem. Stojący obok kamerdyner odstawił na stół wazę z zupą i sięgnął po ozdobne chusty. Wahał się jednak, czy powinien dotknąć nimi poplamionego jedzeniem rękawa księcia.

- Wasza wysokość, proszę o wybaczenie! - powiedział drżącym głosem.

Aidan kątem oka dostrzegł, że Letha z trudem dusi w sobie śmiech. Przewrócił oczami. Śmiertelne przerażenie mężczyzny wprawiło go w zakłopotanie, którego szczerze nie lubił. Chciał uspokoić lokaja, ale nie był w stanie powstrzymać jego bełkotu o przebaczeniu.

- Wasza książęca mość, klnę się na Matkę Naturę, że tego nie chciałem!

Aidan wziął od niego chustę i starał się mu przerwać, ale służący dalej ciągnął swój monolog. Letha wciąż ledwie powstrzymywała się od śmiechu. Wykorzystując nieuwagę księcia, sięgnęła po ryż z gotowanymi jabłkami i z premedytacją rzuciła potrawą w Aidana. Danie wylądowało na jego twarzy i szyi. Mężczyzna wziął głęboki wdech. Lokaj otworzył szeroko oczy, a z jego ust nie wydobyły się już żadne słowa. Patrzył na Lethę z przerażeniem. Wzruszyła ramionami.

- Myślę, że książę się na ciebie nie gniewa - powiedziała przez śmiech.

Na twarzy Aidana było widać wyraźne oznaki irytacji pomieszanej z rozbawieniem. Książę wytarł mus jabłkowy i posłał Lecie groźne spojrzenie.

- Wiesz, że wywołałaś wojnę? - zapytał spokojnie i sięgnął po ziemniaczane purée.

Pokręciła głową, ale zanim się odezwała, Aidan rzucił w jej stronę odrobinę pulpy. Zaskoczona, otworzyła szeroko usta. Mężczyzna wydał z siebie głośny i szczery śmiech, którego służba do tej pory nie słyszała. Lokaj bezszelestnie oddalił się od nich i dołączył do reszty pracowników. Stali pod ścianą i zdezorientowani przyglądali się bitwie, która rozgorzała między dwojgiem monarchów.

Aidan zanurzył dłoń w gotowanych warzywach. Letha pobiegła do drugiego końca stołu i chwyciła świeże pieczywo. Zaczęli obrzucać się nawzajem jedzeniem. Próbowali przy tym zasłaniać rękami twarze i głośno się śmiali. Byli jak dzieci, które bawiły się w najlepsze. Służba z zaskoczeniem i fascynacją, a po chwili także ze śmiechem przyglądała się, jak krzycząc, biegali wokół stołu.

Nagle Letha zaplątała się w swoją długą suknię, co uniemożliwiło jej dalszą ucieczkę. Aidan, cały w resztkach jedzenia, uśmiechnął się do niej złowieszczo. Zanurzył dłonie w musie śliwkowym i zaczął powoli iść w jej kierunku. Kręciła głową, a z jej twarzy nie schodził wyraz rozbawienia.

- Nie zrobisz tego!

- Oczywiście, że zrobię.

- Aidanie! - krzyknęła przez śmiech, a on przyłożył brudne dłonie do jej policzków.

Jęknęła i wydała z siebie głośny chichot pomieszany z piskiem. Aidan śmiał się na cały głos, wyraźnie zadowolony z tego, co mu się udało. Chwycił ją w talii i przyciągnął do siebie, a ona zebrała ze skóry mus i wtarła go w jego włosy i policzki. Ich twarze dzieliło kilka centymetrów. Śmiali się do utraty tchu. Wplotła palce w jego rozczochrane i poklejone włosy, a wtedy on przyłożył swoje usta do jej warg. Bez zastanowienia oddała pocałunek. Czuła ciepło Aidana. Całowali się szybko i łapczywie. Oboje chcieli chłonąć z siebie nawzajem jak najwięcej. Pragnęli właśnie takiego życia: wolnego od etykiety, pełnego momentów, w których mogli się razem śmiać.

- Chciałem się do was przyłączyć, ale widzę, że to impreza dla dwojga. - Głos Kennetha sprowadził ich na ziemię i zmusił do oderwania od siebie nawzajem.

Letha zagryzła dolną wargę, a Aidan wzruszył ramionami, cały czas trzymając w nich narzeczoną.

- Jeśli znajdziesz coś, w co nie włożyliśmy rąk, to się częstuj. Śmiało - powiedział wyraźnie zadowolony, co ponownie rozbawiło Lethę.

Kenneth ominął resztki leżące na podłodze.

- Zaczynam tęsknić za czasami, kiedy nie mogliście na siebie patrzeć - zażartował i włożył sobie do ust winogrono.

Aidan i Letha patrzyli na niego z wypiekami na twarzach. Ich oddechy dopiero się uspokajały. Kenneth posłał im zdziwione spojrzenie.

- No co? Czemu mi się tak przyglądacie? - zapytał.

Letha zaśmiała się pod nosem, a Aidan poruszył ramionami jak zwierzę gotowe do ataku.

- Czy ty właśnie nas obraziłeś? - wycedził.

Kenneth błyskawicznie się zorientował, co jego przyjaciel ma zamiar teraz zrobić. Ale zanim zdążył schować się za stołem, Aidan wycelował w niego porcją ryżu. Kenneth roześmiał się i zaklął. Książę uniósł brwi.

- Załatwię was - obiecał Kenneth i chwycił kilka winogron.

Letha i Aidan ponownie zanieśli się śmiechem. Cała trójka z krzykiem ganiała się wokół stołu. Przyglądająca się temu wszystkiemu służba musiała przyznać, że tyle radości na Czerwonym Dworze nie było jeszcze nigdy.

Rozdział 2

- Ufasz mi? - Aidan prowadził Lethę przed sobą. Dłońmi zakrywał jej oczy.

Szła niepewnie z rozłożonymi rękami, jakby się bała, że za chwilę się przewróci. Słyszała tylko odgłosy kroków na kamiennej posadzce i echo rozmów gdzieś daleko na korytarzach.

- Z każdym krokiem coraz mniej - zażartowała, a on zaśmiał się pod nosem. - Jeśli chcesz mi pokazać kolejne ukryte jezioro, to tym razem cię do niego wepchnę - zagroziła z udawaną powagą.

- Wiesz, że pociągnę cię za sobą.

- Wiesz, że właśnie o to mi chodzi.

Oboje się roześmiali. Nagle Aidan przystanął.

- Nie otwieraj oczu - rozkazał i odsunął dłonie od jej twarzy.

Stała lekko zniecierpliwiona, ale nie podniosła powiek. Wiedziała, że zależało mu na tym, aby ją zaskoczyć. Nie zrobiłaby czegoś, co mogłoby sprawić mu zawód.

Skrzyżowała ręce na piersiach i czekała. Usłyszała, jak Aidan otwiera wiekowy zamek. Uchylił drzwi, które głośno skrzypnęły. Poczuła, że chwycił ją za rękę. Znowu pozwoliła mu się prowadzić. Pociągnął ją delikatnie za sobą. Zrobiła kilka kroków po trzeszczących starych deskach. Poczuła w nozdrzach przyjemne zapachy drewna, skóry i starych książek. Uśmiechnęła się pod nosem i mocniej ścisnęła dłoń Aidana. - Otwórz oczy - usłyszała. Kiedy posłuchała, aż przyłożyła dłonie do ust, a oddech zatrzymał się jej w gardle.

Ze zdumieniem rozglądała się dookoła. Była w ogromnej starej bibliotece. Wykonane z drewna półki z książkami sięgały aż do ozdobnych fresków na suficie. Dostrzegła schody wyglądające jak dzieła sztuki oraz fotele, w których każdy czytelnik chętnie zasiadłby na kilka godzin albo i dłużej. Wnętrze rozświetlały promienie słońca wpadające przez wysokie okna, a bujna roślinność tworzyła idealny klimat i dodawała pomieszczeniu tajemniczości. Kominki, stoliki, kozetki, rzeźby... Letha poczuła, że nie chce stąd wychodzić. Spojrzała na Aidana. Przyglądał się jej z zaciekawieniem. Pokręciła głową z niedowierzaniem.

- Skąd? - Pod wpływem emocji tylko tyle dała radę z siebie wydusić.

Aidan uśmiechnął się i oparł dłonie na biodrach. Widział, jaka była zachwycona.

- To biblioteka mojej matki - wyjaśnił. - Ojciec kazał ją zamknąć i wyrzucić klucze, ale mama dała mi zapasowe. Przychodzę tu wtedy, kiedy nie ma go w zamku. To tutaj nauczyłem się panować nad swoimi żywiołami.

Letha ponownie rozejrzała się dookoła. Wyglądała jak dziecko, które dostało wymarzony prezent. Z trudem się powstrzymywała, żeby nie rzucić się w kierunku półek i nie zacząć przeglądać stojących na nich książek.

- Jest niesamowita!

Aidan uniósł kąciki ust. Lubił sprawiać Lecie radość. Potrafiła cieszyć się z rzeczy, z których kobiety, jakie znał do tej pory, nie czerpały przyjemności. Ona była inna. Tak wyjątkowa, że brakowało mu słów, którymi mógłby ją określić. Wiedział to od początku, od czasu, kiedy zobaczył ją po raz pierwszy w wieży.

- To ty jesteś niesamowita - wyznał z powagą w głosie.

Odwróciła się, żeby na niego spojrzeć. W jego oczach zobaczyła wszystko, o czym do tej pory nie śmiała nawet marzyć.

Kenneth powoli podniósł się z łóżka i sięgnął po koszulę, którą poprzedniej nocy rzucił na stojące obok krzesło. Założył jeden rękaw i spojrzał na śpiącą kobietę. Od dawna uważał ją za tę jedyną. Nie chciał dla niej życia, które oboje wiedli pod panowaniem Domhana. Dlatego tak mocno pragnął, żeby to Aidan przejął tron. Wtedy wszystko stałoby się prostsze, a on nie musiałby wymykać się potajemnie do ukochanej. Tej nocy też to zrobił. Skorzystał z okazji - wiedział, że rano Aidan zabierze Lethę do biblioteki i nie będzie go pytał o pomiętą koszulę.

Chciał mu o wszystkim powiedzieć - we właściwym czasie. Nie czuł się dobrze, ukrywając tak ważną informację przed swoim najlepszym przyjacielem. Ale na razie nie miał wyboru. Często dręczyły go z tego powodu wyrzuty sumienia. Aidan miał jednak własne problemy, a on nie zamierzał dokładać mu swoich. Wiedział, że kiedy przedstawi księciu ukochaną, ten na pewno udzieli im błogosławieństwa. Uśmiechnął się pod nosem i nachylił, aby pocałować dziewczynę w czoło. Jej zapach sprawił, że od razu za nią zatęsknił. Kenneth postanowił wrócić do niej, jak tylko wypełni swoje obowiązki. Patrzył na nią przez kilka minut. Coraz trudniej było mu się z nią rozstać. Nakreślił kilka zdań na kawałku pergaminu i położył go na poduszce obok ukochanej. Zostawiał jej liściki po każdym spotkaniu, a ona chowała je do drewnianego pudełka ukrytego pod łóżkiem. Koniuszkiem palca pogładził pasemko jej włosów. Po chwili cicho zamknął za sobą drzwi.

Kilkanaście minut później stał na dziedzińcu Czerwonego Dworu i pilnował wojsk, które szkolił podczas nieobecności Domhana. Bez króla wszystko było lepsze. Ludzie wydawali się spokojniejsi i bardziej chętni do pracy. Kenneth zamyślił się na chwilę. Wyobraził sobie życie bez rządów tyrana. Zobaczył w marzeniach komnaty w zamku, swoją piękną wybrankę i gromadkę dzieci, o których tak marzył. Aidan byłby blisko, a on służyłby mu radą, przyjaźnią i wsparciem. Skończyłyby się egzekucje i bitwy. Żyliby tak, jak na to zasługiwali, razem z kobietami, które szczerze kochali.

Zazdrościł Aidanowi, że mimo wszystko mógł cieszyć się Lethą. Nie musiał powstrzymywać się od patrzenia na nią przy ludziach i trzymania jej dłoni na oczach służby. Wszyscy wiedzieli, że Letha należała do niego.

Kenneth wypuścił powietrze z ust i pokiwał głową, jakby na potwierdzenie swoich myśli. Nie mógł doczekać się dnia, kiedy wszyscy się dowiedzą, że on też jest zakochany.

Letha oparła głowę o tors Aidana, a on objął lewą ręką jej talię. Położyli się na jednej z kozetek w bibliotece. Nie przeszkadzało im to, że ledwo się na niej mieścili. Letha zamknęła oczy i wsłuchała się w baryton Aidana jak w najpiękniejszą baśń. Narzeczony czytał jej swoje ulubione wiersze. Część z nich znał na pamięć, ale nie dał się namówić na ich wyrecytowanie. Jego nieśmiałość ją rozbawiła, a zarazem zauroczyła. Ciągle odkrywał przed nią cechy, o które nigdy by go nie podejrzewała. Zakochiwała się w nim coraz bardziej z każdym kolejnym słowem i gestem, a jednak bała się powiedzieć mu to prosto w oczy. Nie wiedziała, że również pod tym względem są do siebie bardzo podobni.

Aidan przewrócił pożółkłą kartę tomu wierszy. Zamilkł na chwilę, zbierając myśli. Letha odchyliła głowę do tyłu. Spojrzał jej w oczy. Panująca między nimi cisza była elektryzująca i jednocześnie komfortowa. Nie potrzebowali słów. Zależało im jedynie na wzajemnej obecności i dotyku, którego ostatnio sobie nie szczędzili. Dziewczyna posłała księciu zachęcający uśmiech. Kąciki jego ust lekko się uniosły. Kochał to, jaka była wobec niego cierpliwa. Nigdy na niego nie naciskała i szanowała jego decyzje.

- Ten jeden, Kołysanka - zaczął niepewnie i przeniósł spojrzenie na kartę - jest dla mnie wyjątkowy. Szczególnie teraz.

Letha powędrowała wzrokiem za jego spojrzeniem. Nie śmiała jednak przeczytać wiersza, zanim Aidan nie będzie gotowy, by się nim z nią podzielić. Poczuła, że dłoń mężczyzny przesuwa się po jej udzie. Aidan pochylił głowę tak, że jego usta niemal dotykały teraz ucha dziewczyny. Na chwilę wstrzymała oddech, a przez jej ciało przeszedł dreszcz. Wtedy usłyszała aksamitny głos narzeczonego. Skupiła się na wierszu.

Kiedy nadchodzi całun nocy,

a czerń pochłania każdy skrawek mego ciała,

jestem sam.

Nie śpię, boję się, myślę,

nie chcę taki być.

Pytam siebie dlaczego

i nie potrafię znaleźć odpowiedzi.

Czuję pustkę, czuję strach i nie wiem, czy czegoś mi brak,

czy to odruch, a może zły sen.

Czuję lęk, tęsknię za kimś, kogo nie znam,

i dalej nie mogę spać.

Kogoś chcę poznać, być z kimś, mieć dla kogoś znaczenie,

bo kim jestem bez bliskości, bez uczuć, bez prawdziwej miłości?

Kim jestem jako samotnik? Czy coś znaczę?

Czy zostanę zapamiętany?

I po wielu czarnych nocach nagle widzę gwiazdy,

małe świetliste kropki na niebie,

a wszystko to zmieniło jedno spotkanie, jedno spojrzenie.

Wniosło światło w moje życie, a całun nocy już mnie nie przeraża.

Nie boję się zmierzchu, nie boję się, że zniknę,

nie boję się, że nie zaznam uczuć,

bo kołyszesz mnie do snu zapachem swych włosów,

dotykiem ust, muśnięciem skóry, kolorem oczu i barwą głosu.

Przestałem bać się samotności,

przestałem bać się ciemności,

bo całunu już nie ma.

Jesteś tylko ty.

Bicie twego serca jest jak kołysanka,

która odstrasza moje koszmary.

Aidan skończył czytać. Letha poczuła, że całe jej ciało się rozluźnia. Słowa wiersza poruszyły ją, a jednocześnie wprawiły w melancholijny nastrój. Nie chciała wstawać. Pragnęła, żeby czytał dłużej, więcej. Była jak zaczarowana, jakby utwór wdarł się do jej umysłu i na chwilę zabrał ją gdzieś indziej.

- Jest piękny - stwierdziła po chwili.

Słyszała, jak Aidan oddycha, jak bije jego serce. Brzmiało to delikatniej i ciszej niż dotychczas. Wydawał się spokojny. Jak gdyby udało mu się uwolnić od czegoś, czego od dawna się bał. Małymi krokami oboje pokonywali swoje lęki.

- Bo mówi o tobie.

Letha usiadła i spojrzała mu w oczy. Oboje byli poważni, przepełnieni emocjami podsyconymi przez przeczytane słowa. Ich serca biły w jednym rytmie, a wibrująca między nimi energia stała się jeszcze silniejsza. Z każdym dniem trudniej im było się przy sobie opanować. Jeszcze nie wiedzieli, że to nic złego.

- Nie boję się zmierzchu ani tego, że zniknę, bo ty jesteś moją kołysanką, Letho - dokończył Aidan. Sam nie wierzył, że udało mu się to powiedzieć. Nie umiał okazywać emocji. Nigdy nie lubił czułych gestów. Przy niej te słowa same wypłynęły z jego ust.

Serce dziewczyny zatrzepotało w piersi, a jej ręce zaczęły drżeć. To wyznanie było dla niej czymś więcej niż niejedna obietnica miłości. Wiedziała, co Aidan miał na myśli, bo czuła dokładnie to samo. Powstrzymała łzy wzruszenia. Spojrzała mu w oczy. Zobaczyła w nich szczerość. Zapewniały ją, że wszelkie wyrzuty sumienia przychodzące do niej przed snem są niepotrzebne. Aidan był jej kołysanką. Pierwszy raz czuła prawdziwe oddanie drugiej osobie, która nie była Kelvinem. Na jej twarzy pojawił się uśmiech. Spuściła wzrok. Aidan chwycił dłoń narzeczonej, przez co poczuła kolejny dreszcz.

- Co się stało? - zapytał. - Czasami jesteś smutna, jakbyś się zastanawiała, ile będą trwały takie chwile jak ta.

- Bo się zastanawiam.

- Zrobię wszystko, żeby trwały jak najdłużej.

Na twarzy dziewczyny odbiło się zmartwienie. Wyrzuty sumienia nie pozwoliły jej cieszyć się tym, co przed chwilą usłyszała.

- Obyś miał rację.

- Nie pozwolę zrobić ci krzywdy.

Letha spojrzała w jego błękitne oczy. Coraz ciężej było jej ukrywać przed nim prawdę.

- Tylko czy ja nie pozwolę zrobić jej tobie?

Aidan posłał jej zdezorientowane spojrzenie. Dostrzegła w nim niepokój. Nie dała rady i pozwoliła uwolnić się dwóm łzom. Mężczyzna chwycił jej twarz w dłonie, a ona wzięła głęboki wdech, żeby poradzić sobie z chwilą zwątpienia. Nie mogła wiecznie sobie wmawiać, że im się uda. Nie miała takiej pewności, choć bardzo tego chciała.

- Letho, co się dzieje?

- Przepraszam! - jęknęła. Przyglądał się jej uważnie. - Przepraszam za rzeczy, o których wiesz, i za te wszystkie, o których nie masz pojęcia. - Była na krawędzi rozpaczy. Aidan obiecał sobie, że nie pozwoli jej w nią wpaść.

Ich spojrzenia ponownie się spotkały. Tym razem to on był dla niej kotwicą, której nie mogła puścić.

- Posłuchaj mnie teraz uważnie. Wiem o tobie wystarczająco dużo. Wiem, że jesteś odważna, mądra, empatyczna i waleczna, że dzięki tobie chcę od życia czegoś więcej niż przetrwania. O wszystkim innym będę miał czas dowiedzieć się do końca naszych dni.

Patrzyła na niego przez chwilę. Dzięki tym słowom jej obawy zniknęły tak szybko, jak się pojawiły.

- Ty też jesteś moją kołysanką - powiedziała i zatopiła usta w jego wargach.

Przyciągnął ją mocniej do siebie. Wplotła palce we włosy ukochanego. Księga spadła na podłogę. Aidan posadził sobie Lethę na kolanach i na kilka sekund przerwał pocałunki, by ponownie na nią spojrzeć. Był pewien, że na nią nie zasługuje. Kochał ją jednak zbyt mocno, aby trzymać się od niej z daleka. Pocałował ją po raz kolejny, a ona oddała mu pocałunek z taką samą pasją. Z nią u boku mógł zrobić wszystko, o czym kiedyś bał się nawet pomyśleć.