Rozdział 1
Letha przewróciła kolejną kartę grubej księgi, która była w jej rodzinie od wieków, i spojrzała na wpatrzone w nią dzieci. Usadowiły się wygodnie wokół: jedne na kamiennej nawierzchni, którą było wyłożone całe miasto, a inne tuż obok, na krawędzi fontanny z trzonem w kształcie fali - symbolu ich narodu. Oczy słuchaczy były szeroko otwarte. Niektóre dzieci siedziały ze skrzyżowanymi nogami; pozostałe położyły się na brzuchach i podparły głowy dłońmi.
Przy każdym kolejnym spotkaniu były coraz bardziej żądne wiedzy. Letha lubiła je obserwować. Uważała, że każdy powinien znać historię swojego państwa, i starała się im przekazać jak najwięcej. Nie miały tyle szczęścia co ona i nie pamiętały świata bez wojny.
Dziewczyna wbiła wzrok w kamienną nawierzchnię i zamyśliła się na chwilę.
- Letho, opowiadaj dalej! - nakazała rudowłosa Brenyn, jedna z jej ulubienic.
- Dobrze. - Posłała dziewczynce uśmiech. - Na czym skończyłam?
Dzieci zaczęły się przekrzykiwać jedno przez drugie, a ona zaśmiała się pod nosem i uciszyła je ruchem dłoni.
- Spokojnie, Llyr. - Rzuciła do chłopca w bardzo zniszczonej czapce. Nigdy się z nią nie rozstawał. Była to jedyna rzecz, która została mu po ojcu, poległemu podczas wojny z Czerwonymi.
- Opowiedz nam jeszcze raz o żywiołach!
Zanim zdążyła coś powiedzieć, inne dzieci zawtórowały Llyrowi i na rynku rozległ się krzyk, przepełniony dziecięcym entuzjazmem.
- Dobrze, już dobrze. - Dziewczyna odłożyła książkę na ziemię i zaczęła opowiadać, żywo gestykulując.
Uwielbiała tę historię pomimo jej tragicznego zakończenia. Chociaż w głębi duszy każdy członek narodu Niebieskich miał nadzieję, że prawdziwe zakończenie dopiero nadejdzie.
- Jak już doskonale wiecie, wiele lat przed istnieniem bóstw, bogów i mitycznych stworzeń Matka Natura stworzyła pięć niezwykłych i silnych postaci. Byli to: Gaoth - zrodzony z powietrza, Eoghan - dziecko ziemi, bliźniaki Maureen i Mervin - stworzone przez wodę, a także Laisren, który powstał za sprawą ognia.
Na dźwięk tego ostatniego imienia dzieci skrzywiły się z niezadowoleniem.
- Matka Natura nakazała całej piątce zająć przydzielone im strony świata i stworzyć tam królestwa, których mieszkańcy będą się wzajemnie szanować i wspierać - kontynuowała Letha. - Gaoth zajął zachód i północny zachód, Eoghan - północ, Laisren - wschód i północny wschód, a nasi władcy, Maureen i Mervin, osiedli na południu, gdzie zima nigdy nie mija. Każdy z nich został obdarzony mocą pochodzącą ze źródła, które go stworzyło. Gaoth władał powietrzem, Eoghan - ziemią, Maureen i Mervin - wodą, a Laisren - ogniem. I tak właśnie powstały żywioły, które ukształtowały całą naszą planetę.
- Opowiedz o barwach i krajach - ponownie wtrąciła się Brenyn.
Letha zmierzwiła dziewczynce włosy i zmieniła pozycję na bardziej wygodną.
- Każdy z władców stworzył swój kraj i przyjął barwę symbolizującą żywioł, któremu zawdzięczał życie. Kraj powietrza nazwał się Białym, a jego symbolem stał się wietrzny wir. Eoghan nazwał swoje państwo Zielonym, a symbolem mianował drzewo. Nasz naród nazwano Niebieskim, a jego znakiem rozpoznawczym została fala, którą widzicie na fontannie. Laisren mianował swoje państwo Czerwonym, a jego znakiem, jak można się domyślić, uczynił płomień.
- A co ze Srebrnym?! Zapomniałaś o Srebrnym! - krzyczały dzieci. Letha patrzyła na nie ze stoickim spokojem. Miała aż nadto cierpliwości do swoich najmłodszych towarzyszy.
- Historia narodu Srebrnego jest usytuowana w chronologii powstawania królestw nieco dalej - powiedziała i posłała dzieciom wymowne spojrzenie. Jeśli chodzi o wiedzę historyczną i liczbę przeczytanych książek, nie miała sobie równych.
Słuchacze spuścili wzrok i pokiwali głowami na znak, że miała rację. Letha pokręciła głową. Postanowiła dać im to, czego chcieli.
- Srebrny naród został stworzony kilkanaście lat po objęciu tronów przez pierwszych władców. Królowa Maureen i król Laisren zakochali się w sobie bez pamięci i postanowili wspólnie panować nad królestwami wody i ognia. Z czasem królowa przeniosła się do kraju Czerwonego, a tutaj został jej brat, Mervin. Wiele ksiąg mówi o tym, że historia Maureen i Laisrena to przykład prawdziwej miłości. Władcy doczekali się syna Deigha. Wszyscy się zastanawiali, po którym z rodziców chłopiec odziedziczy władzę nad żywiołem. On jednak wykazywał inne zdolności niż cała piątka władców. Panował nad lodem i umiał stworzyć z niego wszystko. Podobno panował również nad pogodą i wywoływał śnieżyce, które chroniły kraj przed wrogami. Kiedy osiągnął pełnoletniość, rodzice pozwolili mu założyć własne królestwo. Wujek Mervin udostępnił mu ziemie w naszym regionie. Deigh nazwał je Srebrnymi, a na ich symbol wybrał płatek śniegu. Srebrni to bardzo małe królestwo. Teraz podlega Niebieskim i naszej obecnej królowej. Dar lodu jest bardzo rzadki, stąd mała liczba naszych sąsiadów.
Jeden z chłopców nagle podniósł rękę i zanim Letha zdążyła zapytać, o co chodziło, zalał ją potokiem słów:
- Czy to prawda, że niektórzy Niebiescy mogą władać wodą i lodem?
- Tak, ale jest ich bardzo mało. Pochodzą od córki Deigha, Allany, która jako pierwsza wykazywała takie zdolności. Czerwoni uważali ich za podwójne zagrożenie. Prawie wszystkich wyłapali i zabrali na Czerwony Dwór. Podobno istnieją jeszcze Niebiescy panujący nad tymi dwoma żywiołami, ale ukrywają się z obawy przed utratą życia.
Chłopiec pokiwał głową ze smutkiem, a reszta znowu spuściła wzrok. Dzieci bały się rozmawiać o Czerwonych. Letha wypuściła powietrze z ust i starała się odwrócić uwagę słuchaczy od tematu związanego z żywiołem ognia.
- Może przypomnieć wam legendę o imionach? - zaproponowała, a jej uczniowie energicznie pokiwali głowami na zgodę. - Kiedy Matka Natura nadawała imiona pięciu władcom, uznała, że każde z nich powinno mieć znaczenie. Uważała, że imię, które ma swoją definicję, sprawi, że człowiek, który je nosi, będzie coś znaczył na świecie. Dlatego do dzisiaj we wszystkich królestwach nadaje się dzieciom imiona o różnych znaczeniach, niekoniecznie związanych z pochodzeniem. Mogą to być nazwy nawiązujące do kontynentów, z których pochodzą dane osoby, lub cech, jakie dzieci wykazują zaraz po urodzeniu. Gaoth oznacza 'wiatr', Eoghan - 'zrodzony z cisu', Maureen - 'gwiazda morza', Mervin - 'przyjaciel morza', a Laisren - 'płomień'.
Podniosła wzrok na zegar na wieży ratusza. Dochodziło południe. To oznaczało koniec spotkania z dziećmi.
- Na dzisiaj wystarczy - powiedziała, a na placu rozległ się głośny dźwięk świadczący o niezadowoleniu. - Widzimy się za tydzień. Opowiem wam wtedy o tym, jak Deigh poznał swoją żonę Eae.
Jedna z dziewczynek podeszła do niej i pociągnęła ją za koniec tuniki, która wystawała spod futrzanej kamizelki. Letha kucnęła przed dzieckiem, żeby spojrzeć mu w oczy, i uśmiechem zachęciła je do mówienia.
- Czy to prawda, że Czerwoni wygrają wojnę? - zapytała dziewczynka, a w jej głosie było tyle smutku, że Letha od razu zapragnęła zdjąć ciężar z tych małych ramion.
- Nie, dobro zawsze wygra - skłamała najbardziej pogodnie, jak umiała, i dotknęła palcem czubka nosa dziewczynki.
Jej rozmówczyni roześmiała się cicho i pobiegła za innymi dziećmi, które rozpierzchły się po uliczkach. Letha wzięła głęboki wdech, wyprostowała się i rozejrzała po rynku. Spojrzała w niebo. Świeciło słońce, a wiatr był dziś przyjemny i spokojny.
Odwróciła się i wpatrzyła w szczyty ośnieżonych gór, w wodospad wypływający spod zamku z szarej cegły, w którym mieszkała królowa Yenisei. Była ona jedyną na świecie żywą monarchinią oprócz króla Domhana, który bez wahania zabił innych władców i zagarnął ich królestwa kilka lat temu, na początku wojny. Yenisei ocalała, bo rodzice ukryli ją w klasztorze. Sami polegli podczas oblężenia. Domhan zabijał każdego, kogo spotkał na swojej drodze, byle zapanować nad pięcioma królestwami. Nie udało mu się tylko z Niebieskimi i ze Srebrnymi, którzy zjednoczyli siły i jako jedyni mieli królową, a ta dokładała wszelkich starań, żeby jej lud nie podzielił losu narodów Białego i Zielonego. Dopóki Yenisei żyła i siedziała na tronie, Domhan nie przejmie nad nimi władzy.
Letha nie mogła uwierzyć, że jeszcze kilka lat temu spacerowała po tych ulicach jako beztroska nastolatka, z niecierpliwością czekając na jarmarki i festyny organizowane przez lokalną społeczność. Czasami nie miała też siły wierzyć, że te czasy kiedykolwiek powrócą.
Poczuła na ramieniu czyjąś dłoń i odwróciła się, żeby zobaczyć, do kogo ona należy. Nie miała zbyt wielu przyjaciół. Tamizę, która stała teraz przed nią, mogła zaliczyć do grona swoich dobrych znajomych. Dziewczyna posłała jej słaby uśmiech. Odpowiedziała jej tym samym.
- Lubię słuchać, jak przybliżasz dzieciakom historię. Nie mogą się teraz normalnie uczyć, a dzięki tobie zdobywają wiedzę. Poza tym uwielbiają spotkania z tobą.
Letha zamyśliła się na chwilę i utkwiła wzrok w grupce chłopców, którzy bawili się niedaleko ratusza.
- Ja też je uwielbiam. Przy nich mogę chociaż na chwilę zapomnieć, co dzieje się na świecie. - Jej twarz przybrała chłodny wyraz, jakby Letha starała się nie pokazywać po sobie żadnych głębszych emocji. - Muszę już iść. Kelvin na mnie czeka - powiedziała i zanim Tamiza zdążyła się z nią pożegnać, zniknęła w uliczce.
Nie lubiła ckliwych rozmów, które robiły z niej bohaterkę, i stroniła od ludzi. Oprócz Kelvina jedynym towarzystwem uznawanym przez nią za przyjemne były dzieci, które uczyła historii. Prawda była taka, że potrzebowała tych spotkań bardziej niż maluchy. Chciała chociaż przez chwilę poczuć się normalnie, jak w klasztorze, kiedy Kapłanki Kryształowego Źródła prowadziły dla wychowanków lekcje na świeżym powietrzu. Na to wspomnienie mimowolnie się uśmiechnęła. Pamiętała klasztor, mury z błyszczącego lodu i ich zapierające dech w piersiach piękno. Pomimo tego, że ona i Kelvin nie mieli rodziców, ich dzieciństwo było naprawdę udane. Dopiero potem, kiedy powoli zaczęła poznawać dorosłość, Domhan odebrał jej wszystko. Nie mogła już być beztroską nastolatką. Musiała stać się kobietą, która umie się obronić i walczyć o swój kraj. Bezpowrotnie straciła czas na odkrywanie i zgłębianie tajników kobiecości. Nigdy nie urządzi balu z okazji pełnoletniości. Nie miała też okazji potajemnie spotykać się z chłopcami ani wybierać swojej pierwszej sukni. Czasami się zastanawiała, czy kiedykolwiek będzie miała szansę na rodzinę. To wszystko straciła przez jedną noc, podczas której uzurpator rozpoczął wojnę.
Skręciła w kilka kolejnych uliczek i wbiegła do Osady Rybackiej. Mieszkała tam wraz z bratem w niewielkim drewnianym domu. Osada mieściła się po drugiej stronie miasta. Można powiedzieć, że była jego końcem. Niewielki akwen oddzielał ją od Srebrnych, których królestwo znajdowało się niedaleko, na sąsiedniej wyspie. W przeciwieństwie do portu i północnej strony stolicy Osada była spokojna. Niestety, jak to z takimi miejscami bywa, także najbiedniejsza. Ludzie utrzymywali się tu głównie z handlu rybami. Ci, którzy dostarczali je do zamku, mogli być spokojni o swój byt. Za to osoby, które handlowały na własną rękę, często nie miały za co napalić w piecach, żeby się ogrzać. Pomimo tego Letha dobrze się tutaj czuła. Osadnicy byli dla siebie uprzejmi i traktowali ją i Kelvina jak swoją rodzinę. Dla niej nie liczyło się miejsce, ale ludzie, którzy przemieniali je w prawdziwy dom.
Dziewczyna minęła kutry rybackie i szybkim krokiem pokonała pomost, na końcu którego znajdował się jej dom - mała chata z bali, którą kochała tak, jakby to był zamek królowej. Był to jej pierwszy prawdziwy dom. Kiedy kapłanki znalazły go dla niej i Kelvina, była przeszczęśliwa. Gdyby nie wojna, mogłaby powiedzieć, że to był najszczęśliwszy dzień jej życia. Ale król ognia zabrał jej również i to.
Letha zeskoczyła z pomostu na ziemię i popchnęła drewniane drzwi. Weszła do środka, odłożyła książkę na stół i rozejrzała się dookoła. Szukała wzrokiem brata. Zmarszczyła brwi, bo dostrzegła, że palenisko było całkowicie wygaszone. Już miała tam podejść, gdy nagle Kelvin zasłonił jej oczy. Odpowiadając na zaczepkę, wykręciła mu rękę, po czym uwolniła się z jego uścisku.
- Ha! Moje nauki nie poszły w las! - wykrzyknął ze śmiechem Kelvin. Letha też się uśmiechnęła. Na jej twarzy malowała się duma.
- Kiedy mówisz: "moje nauki", masz na myśli generała Shirridana? - zapytała z lekką drwiną.
Kelvin przewrócił oczami i odsunął nogą jedno z krzeseł, na którym po chwili usiadł. Letha wspięła się na rękach i zajęła miejsce na stole, tuż przed nim.
- Jako twój starszy brat powinienem być dla ciebie autorytetem.
Dziewczyna pogłaskała go po czekoladowych włosach i wetknęła mu niesforny kosmyk za ucho.
- Zawsze będziesz dla mnie autorytetem, mój starszy o osiem minut bracie.
Kelvin zrobił taką minę, jakby dostał w twarz, a ona głośno się roześmiała. Uwielbiała się z nim droczyć. Nie wyobrażała sobie życia bez brata bliźniaka. Gdyby nie on, prawdopodobnie dawno załamałaby się jak wiele kobiet z miasteczka. Dziergałaby na drutach, byle nie myśleć o wojnie. Dzięki Kelvinowi nauczyła się walczyć. Nie można jej było nazwać słabą dziewczyną. Była silną kobietą, która wolała stracić życie, niż poddać się bez walki. Zasługiwała na noszenie spodni bardziej niż niejeden mężczyzna.
Kelvin wziął siostrę za rękę, a ona się domyśliła, że nie miał dobrych wieści. Znali się jak nikt i nie potrzebowali słów, żeby się porozumieć.
Z twarzy chłopaka zniknął figlarny uśmieszek, ale pozostał na niej entuzjazm. To właśnie Letha kochała w nim najbardziej: nigdy nie tracił pogody ducha. Nawet jak było bardzo źle.
Patrzyła mu w oczy i czekała, aż zaleje ją fala złych wiadomości, na które codziennie była gotowa. Nauczyła się je po prostu akceptować. Tak było o wiele łatwiej.
- Skończyło się drewno na opał, a nie mamy za co kupić nowego - powiedział Kelvin. Letha zamknęła na chwilę oczy, żeby oswoić się z tą sytuacją. Musiała wymyślić coś, dzięki czemu nie staną się lodowymi posągami.
- Sprzedam kilka książek - stwierdziła i podniosła się z miejsca. Zanim zdążyła odejść od stołu, Kelvin złapał ją za nadgarstek. Rzuciła mu zdezorientowane spojrzenie, a on wziął głęboki wdech i przywołał na twarz swój czarujący uśmiech.
- Nie zrobisz tego. Już wystarczająco dużo książek dla nas sprzedałaś. Wszystko zostało ustalone. - Podniósł na nią wzrok, oparł się wygodnie i założył ręce za głowę.
Letha spojrzała na niego z podejrzliwością i skrzyżowała ręce na piersiach. Zbyt dobrze znała brata, żeby tak po prostu odpuścić. Nie podobał się jej wyraz jego twarzy. Kiedy byli młodsi, oznaczał jedynie kłopoty. Bardzo kochała brata, ale czasami go nie znosiła.
- Od kogo znowu pożyczyłeś?! - wypaliła, a on wydał z siebie dźwięk oznaczający irytację. - Kelvin!
- Braden powiedział, że...
- Braden! Mogłam się domyślić! - Machnęła ręką i poprawiła sztylet, który nosiła w bucie.
Szybko podeszła do drzwi i otworzyła je solidnym kopnięciem. Kelvin zerwał się na równe nogi i pobiegł za nią. Kiedy jego siostra była zdenerwowana, ciężko mu było ją dogonić, nie mówiąc już o jej uspokojeniu. Wiele razy jej obiecywał, że nie będzie pożyczał pieniędzy, ale prawda była taka, że robił to głównie dla niej. Czym był honor w czasach, w których z jego powodu mogliby zamarznąć?
Kelvin podbiegł do siostry i stanął przed nią tak, że prawie na niego wpadła.
- Zejdź mi z drogi. Z tobą porozmawiam później - syknęła. Przygotował się na to, że za chwilę może zostać znokautowany.
- Moje pytanie brzmi: gdzie ty właściwie idziesz?
Letha odepchnęła go jednym ruchem ręki i kontynuowała swój marsz.
- Zabić Bradena. Obaj mi coś obiecaliście i jak zwykle obaj knujecie za moimi plecami.
Kelvin próbował dorównać jej kroku, a jednocześnie wytłumaczyć sytuację. Nie miał już nadziei, że uda mu się ją zatrzymać. Zastanawiał się tylko, który z nich skończy gorzej: on czy jego przyjaciel.
- Letho, Braden ma jedną z największych w królestwie hodowli ryb. Dlaczego nie mielibyśmy z tego skorzystać? W końcu lubimy tego pajaca nie bez powodu, prawda?
- Po pierwsze, to nie on ma hodowlę ryb, tylko jego rodzice. A po drugie, nie mów tak o nim. To brzmi, jakbyśmy przyjaźnili się z nim tylko przez wzgląd na jego pieniądze.
Kelvin zauważył, że siostra mówi już nieco spokojniej. Postanowił spróbować ją udobruchać.
- Pajac to pieszczotliwa nazwa. Poza tym zależy mu na tobie. Myślisz, że robi to dla mnie? Zawsze lubił cię bardziej niż mnie!
Dziewczyna zatrzymała się tak gwałtownie, że tym razem to on prawie na nią wpadł. Ich oczy się spotkały. Zbliżyła się do niego tak, że ich twarze dzieliło zaledwie kilka centymetrów.
- Mówiłam ci już, że nie chcę tego słuchać.
- Nie chcesz, bo to prawda. Podobasz mu się.
- Zaraz cię zabiję!
- Nie kłam. Masz tylko mnie.
- On ma rację!
Oboje spojrzeli na chłopaka o jasnych włosach, jak zwykle nienagannie ubranego w skórzany strój z futrzanymi wstawkami. Przyglądał im się z lekkim rozbawieniem. Przez plecy miał przewieszony srebrzysty miecz, bez którego rzadko wychodził z domu.
Letha spiorunowała go wzrokiem. W kilku susach znalazła się przy nim, po czym mocno popchnęła go do tyłu. Chłopak zachwiał się, ale szybko odzyskał równowagę.
- Ciebie zabiję pierwszego! Obiecałeś!
Braden chwycił ją za nadgarstki i uśmiechnął się do niej zawadiacko, przez co na chwilę zapomniała, za co tak naprawdę się na niego złości.
- Po to się ma przyjaciół, żeby prosić ich o pomoc - powiedział spokojnie.
Kelvin dobiegł do nich i przybrał pozycję do walki - na wypadek, gdyby trzeba było ich rozdzielić. Jako jedni z najlepszych wojowników w mieście bez problemu mogliby się pozabijać.
- Prosić o pomoc - tak. Ale nie o kolejne długi. - Letha wyrwała się Bradenowi szybkim ruchem i odskoczyła do tyłu.
Braden wypuścił powietrze z ust i spojrzał na nią z troską. Ostatnio robił to coraz częściej. Znał ją, odkąd mieli po szesnaście lat i oboje pracowali u jego ojca. Ona obierała i czyściła ryby, a on uczył się podstawowych obowiązków, żeby w przyszłości zająć miejsce ojca i zarządzać rodzinnym interesem. Od tamtej pory byli nierozłączni. Braden z każdym dniem się przekonywał, że drugiej takiej kobiety jak ona nie znajdzie już nigdy w życiu.
Widząc jego minę, Letha pokręciła głową i zmieniła ton z wściekłego na proszący.
- Nie rób tego. Poradzimy sobie. Nie chcę od ciebie żadnych pieniędzy.
Braden schował ręce do kieszeni kubraka i podszedł bliżej, a ona świdrowała go swoimi niebieskimi jak ocean oczami, przez co ledwo mógł pozbierać myśli.
- Dlatego właśnie nie dam wam pieniędzy. Obiecałem Kelvinowi dwa koszyki ryb. Sprzeda je, zarobi na drewno, a moi rodzice nawet się nie zorientują, że ubyło cokolwiek z towaru.
Dziewczyna rzuciła bratu szybkie spojrzenie, a ten posłał jej wymowny, pełen satysfakcji uśmiech.
- Gdybyś pozwoliła mi dokończyć, powiedziałbym ci to od razu.
- Nie bądź taki mądry - skarcił go Braden. - Tam masz koszyki. Biegnij handlować. Najszybciej sprzedasz to w głównym porcie.
Kelvin przewrócił oczami i głośno westchnął.
- Myślisz, bogaty łajdaku, że jak nosisz spodnie z lepszej skóry, to możesz mi rozkazywać? - zażartował. W odpowiedzi Braden dał mu kuksańca w bok.
- Czas to pieniądz! - krzyknął po chwili za przyjacielem, który oddalał się w stronę rynku.
Braden odprowadził Kelvina wzrokiem i ponownie utkwił spojrzenie w jego siostrze, która w dalszym ciągu patrzyła na niego szeroko otwartymi oczami. Znał ją zbyt dobrze, żeby nie wiedzieć, jak bardzo była mu wdzięczna.
- Dziękuję - powiedziała, a on wzruszył ramionami i wetknął kosmyk włosów, który uwolnił się z luźnego warkocza, za jej ucho. - Czasami mam wrażenie, że bez twoich pomysłów mój brat już dawno skończyłby w obozie pracy przymusowej za długi.
Braden zaśmiał się pod nosem, a ona ukryła twarz w dłoniach i opanowała rozbawienie.
- Wiesz, że nie robię tego dla niego. Nie wybaczyłbym sobie, gdybyś marzła.
Podniosła na niego wzrok. Zauważył jej zmieszanie. Przez kilka ostatnich lat dawał jej wyraźne znaki, że była dla niego kimś więcej niż przyjaciółką. Ale ona pozostawała sceptyczna. Udawała, że temat w ogóle jej nie dotyczy. Nie chciał na nią naciskać. Rozumiał jej obawy związane z wojną i niezbyt dobrymi czasami na miłość czy jakikolwiek związek, ale ani on, ani ona nie wiedzieli, czy nadejdą lepsze. Nie zamierzał jednak z niej rezygnować i w każdej rozmowie starał się przemycić choć skrawek informacji, która pokaże jej, jaka była dla niego ważna.
Letha spuściła wzrok, ale zauważył na jej twarzy cień uśmiechu. Postanowił, że na razie da jej spokój i spędzi z nią czas tak, jak dotychczas.
- Masz ochotę na spacer? - zapytał, a ona pokiwała głową na zgodę.
Lekko szturchnął ją łokciem. Udało jej się rozluźnić. Powoli poszli w kierunku starego, opuszczonego kutra rybackiego, na którym jeszcze sześć lat temu spotykali się, żeby nocą popatrzeć na zorzę polarną.
Kuter utknął tu podczas pierwszego ataku na miasto. Pociski ognia roztrzaskały jego lewą burtę, ale nie zatonął, choć wszyscy myśleli, że tak właśnie się stanie. Zanim zdążył opaść na dno, uderzył o brzeg, do którego jakimś cudem przymarzł, i został tam do dziś.
Braden podszedł bliżej, podciągnął się na rękach i wskoczył na pokład. Podał dziewczynie dłoń, ale ona już chwyciła się barierki i wspinała. Braden mimowolnie się uśmiechnął. Lubił w niej te dwie strony: jedną kobiecą i delikatną, czasami nawet wystraszoną i bezradną, a drugą silną, niezależną i nieulękłą.
Letha otrzepała spodnie ze śniegu i z rdzy, po czym wyprostowała się z uśmiechem na ustach. W tym miejscu zawsze odzyskiwała dobry humor. Wiązało się z nim tyle dobrych wspomnień, że nie mogłaby się tu martwić. Rozejrzała się dookoła. Nie pamiętała już, kiedy ostatnim razem była tutaj przed zachodem słońca. Braden jakby czytał w jej myślach. Położył się na dziobie. Posłała mu pytające spojrzenie.
- Co robisz? - zapytała lekko zdezorientowana i odruchowo spojrzała w niebo, na które patrzył jej przyjaciel.
- Udaję, że jest noc, i szukam zorzy polarnej - odpowiedział i włożył ręce pod głowę.
Letha przyłączyła się do niego. Nie mogła ukryć emocji, które było widać na jej twarzy. Położyła się obok Bradena. Jej długi brązowy warkocz połaskotał go w nos. Oboje cicho się roześmiali. Braden odwrócił głowę i ich spojrzenia się spotkały. Przez chwilę leżeli w milczeniu. Zauważył zmianę w jej spojrzeniu. Nie patrzyła na niego tak, jak zazwyczaj; nie tworzyła bariery, która nie pozwalała mu się do niej zbliżyć. Byłby głupcem, gdyby nie wykorzystał takiej sytuacji. Powoli zbliżył swoją dłoń do jej dłoni i lekko chwycił ją za palce. Spojrzała w dół i wsunęła swoją dłoń w jego tak, że obejmował ją teraz całą. Kiedy zacisnął mocniej palce, ponownie podniosła na niego wzrok. Wpatrywał się w nią z takim podziwem i zachłannością, jakby chciał jej przez to powiedzieć, że jest najpiękniejszą istotą, jaką widział w życiu.
- Daj mi szansę, Letho - wyszeptał. Gdyby ich twarzy nie dzieliły zaledwie milimetry, pewnie by go nie usłyszała.
Na dźwięk tych słów serce zaczęło jej bić szybciej i mocniej, a oddech przyśpieszył. Żadne z nich nie puściło dłoni drugiego. Przez kilka minut wpatrywała się w niego z przejęciem, a on cierpliwie czekał na jej odpowiedź.
- To nie jest dobry czas, Braden - powiedziała w końcu. W jej głosie usłyszał nutę smutku.
- A kiedy będzie dobry? - Nie chciał dać za wygraną.
Dziewczyna przygryzła dolną wargę. Patrzyła na niego, a jej klatka piersiowa poruszała się szybciej niż zwykle.
- Nie wiem - odpowiedziała cicho.
- Ja też nie wiem. Dlaczego więc uważasz, że teraz jest nieodpowiedni? - Widział, jak targały nią emocje. Walczyła ze sobą, a on miał zamiar pokazać jej, którą z dróg powinna wybrać.
Myślał, że nigdy się na to nie zdobędzie, ale nie miał już siły ani czasu tego odciągać. Trwała wojna. Kto wie, ile jeszcze będzie mu dane tu być. Przy niej.
- Kocham cię.
Letha prawie przestała oddychać. Ponownie na niego spojrzała, a on nie zastanawiał się ani chwili. Chwycił jej twarz w dłonie i przyciągnął do siebie. Zamknął jej usta głębokim pocałunkiem, o którym marzył już od kilku lat. Wargi Lethy były delikatne i ciepłe, a on nigdy nie czuł się tak dobrze. Odwzajemniła pocałunek i położyła mu dłonie na piersiach. Wiedział, że to najlepsza chwila w jego dotychczasowym życiu. A teraz będzie już tylko lepiej, bo ją miał. W końcu ją miał.
Delikatnie wplotła palce w jego złociste włosy, a on przyciągnął ją do siebie, jakby chciał się upewnić, że była prawdziwa. Ich pocałunki były gorące i namiętne, a jednocześnie pełne tęsknoty, którą oboje odczuwali. Tęsknoty za prawdziwym uczuciem w tych trudnych czasach. Kiedy w końcu się od siebie odsunęli, oboje szybko oddychali i nie mogli oderwać od siebie wzroku. Braden pogładził Lethę po policzku z taką czułością, że ponownie zapragnęła poczuć jego usta na swoich. Już miała go pocałować, gdy nagle zobaczyła na jego jasnych włosach czarny śnieg. Było go coraz więcej. Chłopak zmarszczył brwi, kiedy taki sam śnieg pojawił się na jej policzkach.
Letha podniosła się i spojrzała w niebo. Braden zrobił to samo. Dziewczyna wystawiła dłoń, na którą spadło kilka płatków. Przyjrzała im się z bliska i wtedy się zorientowała, że to wcale nie był śnieg. Popatrzyła na przyjaciela. Był równie zdezorientowany jak ona.
- To popiół - powiedziała cicho. Bała się wypowiedzieć te słowa głośniej.
Braden rozejrzał się po okolicy. Coraz gęstsza warstwa popiołu powoli przykrywała leżący wkoło śnieg. Letha zwróciła wzrok w kierunku rynku i głównego portu. Dostrzegła kłęby dymu z kominów nadpływających statków. Zmrużyła oczy i próbowała rozpoznać okręty. Wpatrywała się w nie przez chwilę. Nagle poczuła, że przez całe jej ciało przechodzi przeraźliwy dreszcz. Czerwona flaga z płomieniem powiewała na wietrze i ani myślała zniknąć. Braden też ją zauważył. Otworzył szerzej oczy.
- Czerwoni - stwierdził. W jego głosie było słychać niedowierzanie i przerażenie.
Zanim dziewczyna zdążyła coś odpowiedzieć, oboje zauważyli lecące na miasto kule ognia. Przeraźliwy wybuch sprawił, że stracili równowagę i przewrócili się na ziemię. Braden próbował osłonić Lethę, ale odepchnęła go i zeskoczyła z pokładu kutra prosto w zaspę. Zerwał się na równe nogi i wychylił za barierkę.
- Letho, stój!
- Tam jest Kelvin! - krzyknęła i pobiegła przed siebie, ile sił w nogach.
Braden zeskoczył w śnieg i szybkimi susami popędził za nią. Nie mógł pozwolić, żeby coś jej się stało. A ona nie mogła pozwolić, żeby Czerwoni skrzywdzili jej brata.
Biegła szybko, a zimne powietrze kłuło ją w gardło i płuca. Nie miała ani chwili do stracenia. Widziała, jak płoną ratusz i statki w porcie. Za wszelką cenę musiała znaleźć brata. Nie miała przy sobie miecza, a jedynie sztylet w bucie. Wiedziała, że w walce z Czerwonymi na nic jej się nie przyda. Pomimo to biegła i nie zwalniała nawet wtedy, gdy kule ognia wybuchały po obu jej stronach, niszcząc budynki i ulice, które tak dobrze znała. Minęła rynek, na którym ludzie krzyczeli i uciekali w panice. Skręciła w wąską uliczkę - najkrótszą drogę do portu. Wybiegła spomiędzy domów mieszkalnych i nagle znalazła się w środku czegoś, co można było nazwać piekłem.
Płomienie trawiły dosłownie wszystko, a kule ognia niszczyły nie tylko sklepy i domy, lecz także statki. Letha ledwo mogła złapać oddech. Zaczęła szukać Kelvina w tłumie. Widziała, jak Czerwoni z zimną krwią zabijają napotkanych ludzi, którzy w żaden sposób nie byli przygotowani na ich atak.
"Zanim dotrze tutaj armia królowej, połowa ludzi straci życie", pomyślała. Rozejrzała się dookoła w poszukiwaniu czegoś, czym mogłaby się bronić. Na razie musiała jej wystarczyć walka na moce. Skupiła w sobie całą energię, podniosła wodę z oceanu i wylała ją na palące się statki oraz pobliskie budynki. Nagle poczuła, jak ciecz, którą właśnie sterowała, wymyka jej się z rąk i paruje. Odwróciła się i zobaczyła, że jeden z Czerwonych podgrzewa ją i zamienia w parę wodną. Niebieska puściła wody oceanu i skupiła całą moc na żołnierzu, który biegł w jej stronę. Kiedy był tuż przed nią, upadł na kolana i zaczął się krztusić. Dziewczyna wykonała okrężny ruch dłonią. Mężczyzna wypluł z ust wodę pomieszaną z krwią, a jego ciałem wstrząsnęły torsje. Po chwili osunął się przed nią na plecy.
Letha zabrała mu miecz i pobiegła przed siebie. Kilku żołnierzy widziało, co zrobiła. Czterech ruszyło za nią, prezentując błyszczące klingi. Zatrzymała się i czekała na ich atak. Jeden z nich się zamachnął, a ona się obróciła, unikając uderzenia, i od razu wytrąciła mu ostrze z ręki. Czerwony zaklął pod nosem i rzucił w jej stronę kulę ognia. Letha ruchem ręki zakryła twarz wodną zasłoną i tym samym doprowadziła wroga do furii.
Jego koledzy ją okrążyli. Odpierała ataki i zadawała kolejne ciosy. Mężczyzna bez broni przez cały czas próbował odwrócić jej uwagę zaklęciami, które rzucał w jej stronę. Kiedy chroniła się wodą, jeden z Czerwonych wykorzystał sytuację i drasnął ją tak, że na chwilę straciła orientację. To wystarczyło. Moment, w którym spojrzała na cienką stróżkę krwi spływającą po futrzanej kamizelce, przyniósł jej porażkę. Żołnierze wytrącili jej z ręki miecz i popchnęli tak mocno, że upadła na plecy. Jeden z nich stanął nad nią i już wymierzał ostateczny cios, kiedy nagle wir wodny odepchnął go kilka metrów od niej.
W tym momencie Letha kopnęła tego, który stał najbliżej niej, i sięgnęła po ostrze. Szybkim ruchem podniosła się z ziemi i już wiedziała, komu zawdzięcza życie.
Braden powalił dwóch żołnierzy, bezlitośnie tnąc ich klatki piersiowe. Wymienili się spojrzeniami i nie potrzebowali już niczego więcej. Odwrócili się do siebie plecami i czekali na kolejne ataki.
Kule ognia w dalszym ciągu latały nad ich głowami, a ludzie bronili się mocami i czym tylko mogli, żeby nie zostać wyrżnięci w pień przez okrutne wojsko. Braden i Letha działali jak zespół, który walczył wspólnie od lat. Osłaniali się nawzajem i potrafili przewidzieć swoje ciosy. Kiedy Letha przebiła ostatniego walczącego z nimi Czerwonego, spojrzała na Bradena, który oddychał ciężko, ale nie miał zamiaru się poddawać. Oboje byli poobijani i zmęczeni. Wiedzieli, że jeśli odpuszczą, zapłacą za to życiem.
- Wojsko! Wojsko królowej! - krzyknęła, a Braden powędrował wzrokiem za jej spojrzeniem.
- Czerwoni się wycofują! - odpowiedział i na jego twarzy pojawiła się radość.
- Muszę znaleźć Kelvina!
Tym razem Braden nie miał zamiaru jej powstrzymywać. Pobiegł za nią w głąb portu i rozglądał się równie uważnie jak ona. Letha odepchnęła kilku żołnierzy strumieniem wody wprost do oceanu i zobaczyła, że niebieska armia sieje spustoszenie w szeregach wroga. Czerwoni zaczęli uciekać na swoje statki. Zatrzymała się i patrzyła, jak niektórzy z nich kończą swój żywot w porcie Niebieskiego Królestwa, na które właśnie próbowali napaść.
Zerknęła na grupę płaczących kobiet. Kiedy powędrowała wzrokiem za ich spojrzeniami, zobaczyła, że Czerwoni wykorzystują nieuwagę zajętych walką Niebieskich i siłą wprowadzają na jeden ze statków zakładników z jej miasta. Znała kilku z tych mężczyzn. Kiedy na pokładzie dostrzegła swojego brata, pobitego i skutego, ugięły się pod nią nogi.
W jednej chwili zerwała się z miejsca i zaczęła krzyczeć jego imię. Usłyszał ją i pokręcił głową na znak, żeby go nie ratowała. Ona jednak biegła. Wolała umrzeć z nim, niż żyć tutaj bez niego. Ale zanim zdążyła przedrzeć się przez walczących, ktoś z ogromną siłą powalił ją na ziemię. Próbowała się wyrwać. Szarpała się, krzyczała, ale uścisk Bradena był nadludzko silny. Po jej policzkach zaczęły lecieć łzy. Statek, na którym był jej brat, odpływał. Wydała z siebie krzyk rozpaczy. Wiedziała, że nie może nic zrobić. Kelvin rzucił jej ostatnie spojrzenie, po czym jeden z żołnierzy uderzył go w kark.
- Nie! Puść mnie, Braden! - Powoli przestawała się szarpać. Zaczynała rozumieć swoją porażkę. - Puść mnie! - nakazała przez łzy. Z trudem łapała powietrze, a on trzymał ją i przytulał do siebie.
Razem patrzyli, jak ich brat i przyjaciel znika za horyzontem, płynąc prosto w ręce ich najgorszego wroga. Do Czerwonego Królestwa, z którego nikt nigdy nie wrócił, a śmierć, którą tam zadawano, była powolna i przepełniona męką.
Rozdział 2
Letha popchnęła drzwi do domu i weszła do środka. Złapała się za głowę. Ledwo udało jej się utrzymać równowagę. W końcu opadła na krzesło. Braden zamknął drzwi i nie odstępował jej ani na krok. Nigdy nie widział jej tak załamanej. Sam czuł się okropnie, ale gdyby miał kolejną szansę, żeby ją uratować, zachowałby się dokładnie tak samo. Wiedział, że Kelvin też by tego chciał. To było równie pewne jak to, że jeśli nie uda im się go wydostać, Letha nigdy mu tego nie wybaczy.
Spojrzał na nią. Siedziała i się trzęsła, gryząc skórkę przy paznokciu. Robiła to zawsze, kiedy się bała. Chciał ją przytulić, ale wiedział, że zapewne odepchnęłaby go, gdyby tylko się teraz zbliżył. Usiadł na krześle naprzeciwko niej i czekał, aż sama będzie miała ochotę się odezwać. Jej wzrok był wbity w podłogę, o którą nerwowo stukała obcasami skórzanych kozaków.
- Dlaczego to zrobiłeś? - zapytała tak słabo, jakby nie miała siły mówić.
Nawet na niego nie zerknęła. Czuł, że jej myśli skupiają się teraz tylko na Kelvinie.
- Złapaliby cię. Zrobiłbym to jeszcze raz, bo nigdy nie pozwolę cię skrzywdzić.
Po jej policzku popłynęła łza. Letha wyglądała, jakby była w transie. Braden wiedział, że jeśli nie odzyska brata, już nigdy nie będzie taka sama. Musiał zrobić wszystko, żeby jej w tym pomóc.
- Oni go zabiją - szepnęła.
Znalazł się przy niej w kilka sekund. Kucnął przed nią i chwycił jej twarz dłońmi. Zmusił ją, aby spojrzała mu w oczy. Kiedy to zrobiła, zobaczył w nich niekończącą się rozpacz.
- Odzyskamy go. Pójdę teraz do ojca. Uruchomimy kontakty. Może uda się go wykupić. - Pogłaskał ją po policzku. - Zostań tutaj i opatrz tę ranę na brzuchu. Zobaczysz, wyciągniemy go. - Pocałował ją w czoło, podniósł się i wyszedł.
Letha odprowadziła go wzrokiem i wytarła łzę, której pozwoliła się uwolnić.
- Ja go wyciągnę - powiedziała i zerwała się z miejsca.
Pożyczyła konia od jednego z sąsiadów i pogalopowała w kierunku zamku. Rana na brzuchu była płytka i udało jej się zabezpieczyć ją zwykłym skrawkiem materiału. Nie obchodził jej teraz ból. Liczył się tylko Kelvin. Nie mogła stracić ani minuty dłużej. Prosiła w myślach, żeby brat dożył poranka. Wiedziała, że nie złamią go żadne tortury, a to działało tylko na jego niekorzyść.
Wszystko przez królową Yenisei. Gdyby zgodziła się wyjść za syna Domhana, Czerwoni zaprzestaliby regularnych napadów, żeby przekonać ją do zmiany zdania.
Pognała konia jeszcze szybciej. Kiedy znalazła się pod główną bramą, wykorzystała nieuwagę gwardzistów, którzy zbierali się po porannym ataku, i pogalopowała na dziedziniec. Zeskoczyła na ziemię i kilkoma susami pokonała schody prowadzące do głównych drzwi zamku. Zanim je przekroczyła, poczuła na nadgarstku czyjąś dłoń. Nieznajomy pociągnął ją do tyłu, przez co ledwo utrzymała równowagę. Gwardzista patrzył na nią surowym spojrzeniem, a ona rozważała znokautowanie go. Ale to przekreśliłoby jej szansę na spotkanie z królową.
- Co ty robisz, dziewczyno?! Nie możesz wejść do zamku! - Mężczyzna próbował sprowadzić ją po schodach, ale zaparła się nogami i ani drgnęła. Znowu spojrzał na nią z gniewem. Nie zamierzała rezygnować.
- Muszę się zobaczyć z królową! Błagam!
Gwardzista wyszczerzył zęby w drwiącym uśmiechu. Tym razem udało mu się pociągnąć dziewczynę za sobą. Próbowała wyrwać się z jego uścisku, ale nie miała szans. Królewskie wojska były szkolone od dziesięcioleci, a ona tylko przez kilka lat.
- Królowa to nie medyk. Nie przyjmuje byle kogo.
Letha kopnęła mężczyznę w piszczel. Syknął i od razu ją puścił. Szybko pokonała schody i wbiegła do środka zamku. Rozejrzała się dookoła i popędziła długim korytarzem, a potem kolejnymi schodami na górę. Nie miała pojęcia, gdzie mieściły się komnaty królowej, ale musiała je znaleźć za wszelką cenę. Słyszała za sobą głosy żołnierzy i ich kroki. Od złapania jej dzieliły ich sekundy. Zanim wymyśliła kolejną drogę ucieczki, gwardzista i jego kumple zablokowali jej ręce. Mężczyzna złapał ją w pasie i podniósł. Jej nogi zawisły nad ziemią. Szarpała się i wierzgała, ale nie była w stanie uwolnić się z jego mocnego uścisku.
- Dziewczyno, masz ogromne kłopoty. - Zaczął ją ciągnąć w stronę wyjścia, a ona w dalszym ciągu nie dawała za wygraną.
- Puść mnie! Muszę się spotkać z królową! Puszczaj!
- Co tu się dzieje? - zapytał inny męski głos. Na jego dźwięk żołnierze się zatrzymali.
Letha znała ten głos. Podniosła wzrok i już wiedziała, że była uratowana.
- Generale - odezwał się gwardzista, który ją trzymał. - Ta dziewczyna wdarła się do zamku.
Shirridan podszedł bliżej i spojrzał na Lethę z rozczarowaniem.
- Puśćcie ją. Ja się nią zajmę - rozkazał, a żołnierze zniknęli tak szybko, jak się pojawili. - Letho, co ci odbiło?
- Czerwoni mają Kelvina! Muszę porozmawiać z królową.
Generał pobladł na twarzy, a na jego czole pojawiły się dwie głębokie zmarszczki. Traktował Lethę i Kelvina jak własne dzieci, których nie miał. Po śmierci rodziców bliźniąt to on uczył je walczyć, kiedy jeszcze mieszkały w klasztorze, a potem wraz z kapłankami znalazł im dom, w którym mogły zamieszkać. Wiadomość o schwytaniu Kelvina bardzo go zmartwiła. Doskonale wiedział, co Czerwoni potrafią zrobić z więźniem z innego kraju.
- To okropne wieści, ale co ma do tego królowa?
- Ona jedyna może go wyciągnąć, a ja chwycę się każdej szansy, żeby go ratować. Proszę cię, wiem, że ci na nim zależy, więc błagam, zrób to dla niego! Zaprowadź mnie do królowej!
Shirridan przyglądał się jej przez chwilę. Wiedział, jak Yenisei reagowała na prośby poddanych, ale zdecydował się pomóc rodzeństwu. Letha zawsze go zaskakiwała. Tak było i tym razem. Skinął głową i kazał jej iść za sobą długim korytarzem.
W normalnych okolicznościach Letha zachwycałaby się freskami i rzeźbami na ścianach. Była w królewskim zamku pierwszy raz od śmierci rodziców i słabo pamiętała jego wnętrza. Od tamtego czasu budynek przeszedł ogromną renowację z rozkazu Yenisei i nie wyglądał tak, jak w skrawkach wspomnień kłębiących się w głowie Lethy.
Zamek wydawał jej się piękny już z zewnątrz; nie miała jednak głowy do tego, żeby o tym myśleć. Jedyne, na czym mogła się skupić, to to, jak przekonać królową, żeby pomogła jej uwolnić brata. Nie miała żadnego planu. Postanowiła działać pod wpływem chwili. Była gotowa zaproponować siebie na jego miejsce. Byle tylko wrócił do domu.
Shirridan zatrzymał się przed wysokimi rzeźbionymi drzwiami, a ona posłała mu pytające spojrzenie.
- Wejdę pierwszy i spróbuję ją namówić, żeby cię przyjęła.
Letha pokiwała głową na zgodę. Generał wszedł do środka. Dziewczyna głośno wypuściła powietrze z ust i zaczęła nerwowo przestępować z nogi na nogę. Miała gdzieś, co królowa sobie o niej pomyśli. Mogła ją nawet wsadzić do lochu. Byle uwolniła jej brata.
Po kilku minutach drzwi się otworzyły i pojawił się w nich jeden ze służących.
- Królowa wzywa panienkę do siebie - powiedział spokojnie i zaprosił ją do środka machnięciem dłoni oraz lekkim ukłonem.
Wzięła głęboki wdech i weszła do sali. Pod sufitem wisiały żyrandole z prawdziwymi kryształami, podłoga mieniła się od lampionów, a witraże w oknach przepuszczały wiązki światła o przeróżnych kolorach. Na środku stał ogromny niebieski tron, na którym siedziała ona: królowa Yenisei, piękniejsza niż na obrazach, które dziewczyna widziała w klasztorze. Monarchini nie upubliczniała swojego wizerunku poza królestwem w obawie przed zabójcami z narodu Czerwonych. Portrety w klasztorze były jej jedynymi podobiznami.
Letha ośmieliła się na nią spojrzeć. Na ramiona królowej opadały luźno upięte długie brązowe loki. Jej delikatna twarz zastygła w surowym grymasie, a granatowe oczy świdrowały Lethę uważnie. Yenisei była piękną kobietą. Pomimo młodego wieku wyglądała dojrzale. Właściwa osoba na właściwym miejscu.
Niebieska uklękła przed władczynią i wbiła wzrok w jej długą, rozłożystą niebieską suknię. Królowa ruchem dłoni nakazała poddanej wstać, co Letha zrobiła bez najmniejszego sprzeciwu.
- Słyszałam, że usilnie próbujesz się ze mną spotkać, Letho Fluctus. Słucham zatem, co to za ważna sprawa, dla której zabierasz mi czas. Muszę zająć się skutkami ataku na miasto.
- Wasza wysokość, proszę mi wybaczyć, ale chodzi o mojego brata. Został dziś pojmany przez Czerwonych i tylko wasza miłość może go wydostać. Błagam o pomoc! Zrobię wszystko, czego ode mnie zażądasz, pani.
Rozległ się cichy śmiech. Królowa poprawiła się na tronie. Patrzyła na Lethę tak, jakby ta postradała zmysły. Dziewczyna wymieniła spojrzenia z Shirridanem. Miała złe przeczucia. Wiedziała tylko jedno: nie wyjdzie stąd bez potwierdzenia, że jej brat wróci do domu cały i zdrowy.
- A co ty możesz mi dać, dziewczyno? Poza tym wiesz, ilu mężczyzn zabrało dziś czerwone wojsko?
Letha pokręciła głową. Królowa nachyliła się do niej na tyle, na ile pozwalał jej wysoki tron.
- Piętnastu. I co, twoim zdaniem, powinnam zrobić? Uwolnić każdego, bo przyjdzie mnie o to prosić jego żona, matka lub siostra?
- Błagam! Mam tylko jego! - Nigdy w życiu nie prosiła nikogo o pomoc, ale w tej sytuacji jej duma była najmniej ważna.
Królowa wstała z tronu i zeszła do niej po kilku stopniach. Popatrzyła na nią i chwyciła ją za podbródek.
- To jest wojna, a na wojnie są ofiary. To moje ostatnie słowo - powiedziała i skierowała się do wyjścia z sali tronowej.
Letha poczuła, że traci oddech. Do oczu napłynęły jej łzy. Musiała coś wymyślić, coś zrobić. I wtedy postawiła wszystko na jedną kartę.
- Wyjdę za niego! - krzyknęła.
Królowa zatrzymała się i odwróciła, żeby jej się lepiej przyjrzeć. Jej spojrzenie przeszywało Lethę niczym miliony ostrzy.
- Co ty powiedziałaś?! - zapytała już innym tonem.
- Wyjdę za księcia Aidana, podając się za ciebie. Nikt nie wie, jak wyglądasz. Zrobię to, tylko pomóż mi uwolnić brata.
Shirridan zrobił kilka kroków do przodu. Zamierzał wyciągnąć Lethę na zewnątrz. Ale królowa powstrzymała go ruchem dłoni. Chwyciła skraj sukni i powoli podeszła do dziewczyny, która wpatrywała się w nią z nadzieją i jednocześnie ze strachem przed konsekwencjami tej propozycji.
- Zwracasz się do mnie bez mojego królewskiego tytułu i śmiesz narzucać mi swoje pomysły dotyczące mojego kraju?! - Yenisei zbliżyła się do Lethy na odległość kilku centymetrów. - Wiesz, że mogłabym cię za to powiesić?
Letha wstrzymała oddech. Pomimo strachu patrzyła królowej prosto w oczy. Tego ją nauczono: nawet w obliczu śmierci nie odwracać wzroku. To była oznaka słabości i największego tchórzostwa.
- Nie zrobię tego tylko dlatego, że podoba mi się ten pomysł. - Królowa skrzyżowała ręce na piersiach i przyjrzała się dziewczynie uważnie. - Tak jak proponujesz, wyjdziesz za księcia Aidana. Jesteś do mnie nawet trochę podobna. Takie same długie brązowe włosy, podobne oczy i postura. Będziesz udawać mnie, a w zamian za to małżeństwo król Domhan będzie musiał obiecać, że zaprzestanie zabijania naszych ludzi i przerwie napady na nasz kraj.
- Ale...
- Nie przerywaj mi, jeszcze nie skończyłam. - Królowa obeszła dziewczynę dookoła. - Jako warunek postawimy też uwolnienie zabranych dziś jeńców.
Letha posłała swojej władczyni pełne wdzięczności spojrzenie, a ta uśmiechnęła się triumfująco.
- Będziesz moim szpiegiem na Czerwonym Dworze. Będziesz mówiła mi o wszystkich planach i działaniach Domhana i jego syna. Chcę wiedzieć, co robią, co planują i jak radzą sobie z panowaniem nad Zielonymi i Białymi.
Dziewczyna wpatrywała się w królową. Próbowała zrozumieć, na co właśnie się zdecydowała.
- Jak mam to robić? Będę w innym królestwie. Nie mogę pisać listów; na pewno będą je sprawdzać.
- Dobrze myślisz, dziewczyno. Zostaw to mnie. Teraz musisz tylko wyjść za księcia. Każdy małżonek pochodzący z Czerwonego Królestwa musi odbyć podróż do kraju żony wraz z całą swoją rodziną. Twoim zadaniem będzie tam wytrzymać i sprawić, aby po ślubie Aidan i Domhan przypłynęli do Niebieskiego Królestwa. Ja wraz z wojskiem zorganizuję zasadzkę i raz na zawsze pozbędziemy się tych łotrów, a ty zostaniesz wdową, co, jak sądzę, nie przyprawi cię o żałobę i łzy.
Letha analizowała każde usłyszane słowo. Musiała wytrzymać w domu wroga, pozwolić mu, na co tylko będzie chciał, i wyjść za niego. W najlepszym wypadku skończy z poparzoną twarzą i bez godności, ale czym było to wszystko, jeśli dzięki temu Kelvin wróci do domu, a jej kraj odzyska wolność, na którą czekał już tyle lat!
- Zgoda - powiedziała, a królowa odwróciła się do strażników.
- Wyślijcie posłańca do króla Domhana. Zgadzam się na małżeństwo z jego synem na warunkach, które wymieniłam. Niech przeniesie się przez wodny portal. Chcę to załatwić jak najszybciej.
Strażnik skinął głową i zniknął za wysokimi drzwiami. Letha odprowadziła go wzrokiem. Czuła na sobie spojrzenie królowej. Wszystko działo się tak szybko, że nie miała czasu pomyśleć, co tak naprawdę zrobiła. Właśnie skazała się na pewną śmierć - w głębi ducha wiedziała, że książę zabije ją przy pierwszej lepszej okazji. Nie musiał się z nią żenić, żeby panować nad Niebieskimi; wystarczyło, że pozbędzie się ich władczyni. Uratować mogła ją tylko chęć króla dotycząca przedłużenia linii Ignisów - jako że Aidan był jego jedynym synem, musiał mieć następcę tronu.
Na samą myśl o tym zrobiło jej się niedobrze. Jeszcze do niedawna nawet by nie pomyślała o tym, że Aidan Ignis, książę piekieł i człowiek bez serca, może zostać jej mężem.