Piekę zdrowy chleb i ciastka - Beata Pawlikowska

Reflow text when sidebars are open.
Rozdział 1
Pieczenie chleba jest jak podróżowanie. Myślisz, że to jest trudne, skomplikowane i dla kogoś lepszego niż ty.
Ale jeżeli sprawdzisz ile kosztuje bilet lotniczy, nagle odkryjesz, że właściwie możesz sobie na to pozwolić. A jeśli zdobędziesz się na odwagę i polecisz w wymarzone miejsce, to zrozumiesz, że nie ma w tym niczego trudnego ani wymagającego szczególnych umiejętności.
I z pieczeniem chleba jest dokładnie tak samo.
Ale zacznę od początku.
Uwielbiam chleb. I zawsze go lubiłam. Kiedy byłam mała, najchętniej kupowałam okrągły, brązowy, gliniasty i ciężki chleb zakopiański z kminkiem. Już od dawna nie widziałam go w sklepach. Potem pojawiły się razowce - też ciężkie, pełne ziaren i łupinek zbóż. "Ciężkie" w sensie pozytywnym, w odróżnieniu od lekkich, watowatych bochenków ze sztucznie wybielonej mąki.
Bo wiesz jak to jest.
Ziarno zboża nie jest czyste ani białe. Jest szare, ciężkie, bo zawiera dużo wody i naturalnych składników, które dość szybko się psują. To jest ta najzdrowsza część ziarna zboża, która karmiła ludzi od wieków. Dostarczała im na co dzień witamin, pierwiastków i wielu innych nienazwanych substancji, które utrzymywały ich w zdrowiu.
Tak było kiedyś.
Bo potem ludzie zaczęli kombinować. Nadrzędnym celem ludzkości w drugiej połowie XX wieku stało się masowe produkowanie, hurtowe sprzedawanie i zarabianie jak największej ilości pieniędzy. Zapomnieli o uczciwości i o tym, że jedzenie ma KARMIĆ ciało. Słowo "żywność" całkowicie straciło dawne znaczenie, kiedy w naturalny sposób oznaczało coś, co nas "odżywia, pożywia", czyli daje nam siłę do życia.
Powstały fabryki taniego, przemysłowo produkowanego jedzenia, robionego z dodatkiem syntetycznych substancji, które nadają mu sztuczny smak, sztuczny zapach i sztucznie wymuszony wygląd.
Więcej o tym napisałam w książce "W dżungli zdrowia". Teraz chcę powiedzieć tylko tyle, że współczesny chleb jest też produkowany w takiej fabryce. Średnio do jednego bochenka dodaje się około trzydziestu różnych chemicznych proszków. Każdy z nich ma określone zadanie. Jeden nadaje mu syntetyczny zapach, drugi wymusza rośnięcie, trzeci barwi skórkę na wybrany kolor, czwarty nadaje mu odpowiednią konsystencję i tak dalej.
Bochenek chleba nie jest już dotykany przez ludzkie ręce, zagniatany, wyrabiany, odstawiany do rośnięcia. Tak robią tylko ostatni uczciwi piekarze w małych, rodzinnych piekarniach.
Większość chleba sprzedawanego w sklepach to wyrób z fabryki. Gotowe mrożone kawałki ciasta są wrzucane na taśmę produkcyjną, gdzie w maszynach są mechanicznie mieszane, a komputer dozuje chemiczne proszki, które temu martwemu kawałkowi ciasta nadadzą pozór życia.
Naprawdę. Ten śliczny zapach świeżo upieczonego chleba w supermarkecie to syntetyczny zapach, zaprojektowany w laboratorium chemicznym, żeby udawał prawdziwy chleb. Dokładnie tak samo jak kartonik z zapachem nowego samochodu, który możesz kupić na stacji benzynowej. Wieszasz go w swoim starym samochodzie, a on pachnie jak nowy. Daje złudzenie. Iluzję czegoś, czego nie masz, bo przecież twój samochód jest dokładnie tak samo stary jak był jeszcze wczoraj - a nawet o dzień starszy - ale pachnie tak, jakby właśnie wyjechał z salonu.
I tak właśnie jest z chlebem sprzedawanym w sklepach.
On ma sztuczny zapach, sztuczny wygląd, sztuczną miękkość i sztuczny smak. Jest zrobiony z najtańszej, bezwartościowej mąki, z której chemicznie usunięto prawie wszystkie wartości odżywcze. Dlaczego? Żeby można było ją dłużej i łatwiej przechowywać, a więc łatwiej nią handlować i więcej zarabiać.
Nawet razowy chleb nie jest już razowy. Producenci dodają do białego chleba brązowej farbki, żeby udawał zdrowszy - chociaż wcale taki nie jest.
Kiedy sprawdziłam w jaki sposób jest robiony chleb sprzedawany w sklepach i w większości piekarń, podjęłam jedyną moim zdaniem racjonalną decyzję - przestaję jeść chleb!
Mimo że lubiłam chleb tak bardzo, że jadłam go dla przyjemności bez żadnych dodatków, tylko dla smaku chleba. No, ale kiedy odkryłam, że nawet chleb z ekologicznego sklepu jest robiony z drożdżami i płatkami ziemniaczanymi zamiast na zakwasie, to stwierdziłam, że po prostu nie ma innego wyjścia. Ja chcę być zdrowa. Chcę jeść tylko i wyłącznie zdrowe rzeczy. Kiedy więc odkrywam, że coś jest niezdrowe, po prostu w najbardziej logiczny i naturalny sposób wyrzucam to z mojej kuchni. Tak było z alkoholem, papierosami, zupami z proszku, konserwami, sokami z kartonów i wszystkimi innymi gotowymi rzeczami do zjedzenia albo do picia.
Ja po prostu sprawdziłam i zrozumiałam czym są i w jaki sposób działają na ludzki organizm substancje chemiczne używane do ich produkcji albo dodawane jako "przyprawy". I natychmiast przestałam je jeść.
Chleb też.
Na początku było mi trochę żal, ale nie bardzo. Moim nadrzędnym celem jest bycie zdrowym i szczęśliwym człowiekiem. Każda decyzja, jaka mnie do tego przybliża, jest dla mnie czymś pozytywnym i wartościowym - nawet jeżeli oznacza rozstanie się z czymś, do czego zdążyłam się przyzwyczaić.
Żebyście widzieli jak wyrzucałam do kosza na śmieci moje ulubione jogurty w dniu, kiedy odkryłam co to jest syrop glukozowo-fruktozowy i jak działa na ludzki organizm! I co z tego, że wcześniej jadłam po kilka tych jogurtów codziennie, bo tak bardzo mi smakowały? W chwili kiedy zrozumiałam, że zawierają szkodliwe substancje, po prostu straciłam na nie ochotę.
Te substancje są dodawane przez producentów dla przedłużenia trwałości, wzmocnienia smaku, nadania odpowiedniej konsystencji i w wielu innych celach "poprawienia produktu". Bez nich ten mój jogurt czy chleb ze sklepu byłby tylko nieapetyczną kupką bez smaku i zapachu.
Bo te sztuczne dodatki tworzą SZTUCZNE jedzenie. Bez wartości odżywczych. Nie wzmacniające twojego ciała, umysłu ani duszy. Po prostu śmieciowe. Ale za to tanie i produkowane w hurtowych ilościach. I to właśnie z tego jedzenia wypłynęła fala szalejących teraz na świecie epidemii chorób serca, otyłości, autyzmu, cukrzycy, nowotworów, depresji i wielu innych. Ale to jest opowieść na inną książkę.
Teraz chcę powiedzieć tylko tyle:
Odkryłam w jaki sposób robi się powszechnie sprzedawany chleb. Zrozumiałam, że to nie jest prawdziwy chleb, tylko syntetycznie nadmuchany i pokolorowany bochenek, który wygląda i pachnie jak prawdziwy, chociaż jest pełen chemicznych dodatków.
Podjęłam więc jedyną moim zdaniem słuszną i racjonalną decyzję o tym, że przestaję jeść chleb.
I przestałam.
Aż pewnego dnia spotkałam pana Piotra.