PRZEDMOWA
Książkę tę dedykuję swoim Dziadkom – Babci Halince Hertig z domu Bańko i Dziadkowi Edziowi Hertig. Osobom o niezwykłej woli życia, które dzięki swojej miłości przetrwały jeden z najgorszych koszmarów, jaki spotkał ludzkość w całej jej historii.
Rok napisania tej książki jest szczególnie ważny i nieprzypadkowy. W 2023 przypada bowiem 100. rocznica urodzin Babci Halinki.
Tą książką chcę przekazać Wam dwie istotne i według mnie ponadczasowe wartości.
Pierwsza to miłość. To chęć pokazania, jak nawet niewyobrażalnie straszne warunki nie zniechęciły moich Dziadków do tego, żeby w imię miłości przetrwać koszmar, w jakim przyszło Im się poznać. Dużo pisze się o tym uczuciu, ale to nie słowa, a czyny o nim świadczą. Pięknymi słowami możemy wybrukować tysiące kilometrów autostrad, ale jak za słowami nie idą czyny, to nie są one nic warte. Miłość moich Dziadków bez wątpienia dawała Im siłę, aby przeżyć każdy kolejny dzień w tym koszmarze, aż do czasu zakończenia wojny. A wiedzcie, że przeżycie kolejnego dnia w tych okolicznościach nie było wcale oczywistością. Statystyki pokazują, że przeżycie było to wręcz cudem. Dla mnie jest to niewiarygodne, że miłość mogła dawać aż taką siłę. Choć patrząc na siebie, jestem w stanie to zrozumieć. Nie wiem, czy to kwestia genów, czy wychowania, ale mam to, co mieli moi Dziadkowie – dla prawdziwej miłości jestem w stanie zrobić absolutnie wszystko.
I wiecie, do czego dojrzałem? Że nie ma takiej idealnej miłości, jaką przedstawiają w komediach romantycznych. Że ci staruszkowie szczęśliwi, trzymający się za ręce w przeróżnych filmikach i patrzący na siebie z miłością, to nie były tylko kolorowe i miodem płynące bajki. Bo miłość, poza tymi wspaniałymi chwilami, to także wiele przeciwności losu, trudności. To sinusoida, w której pojawiają się zarówno wzloty (zwłaszcza na początku znajomości), jak i schyłki i upadki. Tylko dojrzali ludzie potrafią odpowiedzialnie przechodzić przez wszystkie te etapy. Oczywiście są sytuacje, w których trzeba powiedzieć pas i się rozstać.
Moja druga babcia Marysia właśnie była w takiej sytuacji, w której musiała zawalczyć o siebie i powiedzieć dość. Z trójką dzieci rozstała się z partnerem w tamtych czasach, kiedy, jak wiemy, rozwody były potępiane. Ale gdy partner znęca się nad tobą psychicznie lub fizycznie, to nie ma co się zastanawiać. Dzięki swojej odwadze poznała fantastycznego mężczyznę, z którym miała kolejną trójkę dzieci i była szczęśliwa do końca życia. Drugi mąż dbał o nią do końca w ciężkiej chorobie i trwał przy niej.
Ale nie ma się też często co łudzić, że nagle zmienimy partnera czy partnerkę i będzie jak w bajce.
Miłość to bezustanna przyjaźń, partnerstwo i szacunek.
Druga wartość to pokój i absolutne dążenie do niego. To chęć uchronienia kolejnych pokoleń przed tym, żeby swoim brakiem reakcji na zło nie doprowadziły do powtórki z najgorszego okresu w historii ludzkości, jaki stworzony został w celu unicestwienia jednej grupy ludzi przez inną grupę ludzi.
Uświadomienie tego, jak z pozoru niewinne zachowania mogą doprowadzić do zagłady milionów ludzi z całego świata. Bądźmy dobrzy dla siebie, ponieważ nasze życie jest wbrew pozorom bardzo ulotne i krótkie. Dbajmy o siebie i nie wstydźmy się okazywać swojej wrażliwości i swojego dobra. Dzięki temu świat będzie o wiele lepszy.
Wierzcie mi!
WSTĘP
Mam na imię Patryk. Pochodzę z Oświęcimia, niewielkiego miasta w Małopolsce, które znajduje się między znanym wszystkim bardzo dobrze Krakowem, miastem królów polskich, a Katowicami – sercem Śląska.
Jest to obecnie bardzo ładne, niewielkie miasteczko, liczące niespełna czterdzieści tysięcy mieszkańców. W ostatnich latach dość wyraźnie ewoluowało – zrewitalizowano parki, odświeżono stary rynek oraz tereny zielone. Oświęcim bardzo zyskał na atrakcyjności. Miasto to mimo osiemsetletniej, bardzo ciekawej historii, w pamięci ludzkości zapadło jednak najbardziej jako Auschwitz – miejsce największej masowej eksterminacji ludzi.
Nazwa Auschwitz funkcjonowała w tym miejscu od chwili włączenia Oświęcimia podczas II wojny światowej do III Rzeszy i powiatu Bielitz (czyli bielskiego, gdzie obecnie mieszkam z rodziną) do czasu zajęcia miasta przez Armię Czerwoną w 1945 roku.
W Oświęcimiu urodziła się i wychowywała moja babcia – Halinka. I to w tym mieście moi dziadkowie spotkali się pierwszy raz.
Chciałbym przenieść Was do świata moich dziadków, który ukształtował w konsekwencji mój świat. Myślę, że mimo wielkiej skromności, jaką moi Dziadkowie reprezentowali na co dzień, bardzo chcieliby, aby cały świat usłyszał tę niezwykłą historię Ich obozowej miłości.
Chciałbym, aby cały świat wyciągnął lekcję z tej części historii i aby nigdy więcej człowiek człowiekowi nie zgotował takiego losu, by nigdy nie doszło ponownie do zdarzeń, jakie miały miejsce w trakcie II wojny światowej.
Od wielu lat mam poczucie ogromnego obowiązku, aby przekazać wszystkim jak najwięcej szczegółów z życia moich przodków w tamtym okresie. Wiem, że dla mnie osobiście jest to bardzo ważne, bo to byli moi dziadkowie, ale przysłuchując się historiom, jakie opowiadali, myślę, że to jest opowieść wyjątkowa i warta poznania przez cały świat.
Wybaczcie chronologię, ale po pierwsze, bardzo trudne było poukładanie wszystkich faktów w odpowiedniej kolejności, a po drugie, najpierw chciałbym opowiedzieć o tym, jak cała moja przygoda z dziadkami i ich opowiadaniami doprowadziła do tego, że postanowiłem o tym napisać.
Powiem szczerze, że od wielu już lat myślałem o tym, aby stworzyć i wydać tę książkę, ale zawsze brakowało mi czasu. Punktem zwrotnym, który sprawił, że ostatecznie zdecydowałem się to zrobić, były słowa przytoczone przez Pana Mariana Turskiego podczas 75. rocznicy wyzwolenia obozu KL AUSCHWITZ: "Auschwitz nie spadło z nieba!", "Jedenaste przykazanie – nie bądź obojętny!"*. Drugim istotnym elementem, który popchnął mnie do działania, była książka Heather Morris Tatuażysta z Auschwitz. To, o czym opowiada, jest podobne do historii moich dziadków. Czytając ją, miałem wrażenie, że czytam właśnie ich historię.
Za pośrednictwem Muzeum Auschwitz-Birkenau poprosiłem Pana Mariana Turskiego o zgodę na zawarcie jego jakże ważnych słów w niniejszej publikacji. Taką zgodę otrzymałem, za co jestem Panu Marianowi bardzo wdzięczny. Te słowa są bardzo mądre i niezwykle działają na wyobraźnię.
Świadków tamtych makabrycznych zdarzeń, tej najstraszniejszej historii w dziejach ludzkości, osób pamiętających Auschwitz, największą fabrykę do zabijania ludzi, która mieści się zaledwie trzy kilometry od miejsca, w którym się wychowywałem, jest coraz mniej. A niezmienne prawa tego świata sprawiają, że z każdym rokiem odchodzą od nas kolejni BOHATEROWIE tych czasów. To także jeden z powodów, dla których zdecydowałem się dać świadectwo tego, co przekazali mi dziadkowie.
Wybaczcie, że może w treści tej książki będzie sporo wzruszeń oraz dotykania tematów, które poruszają naszą emocjonalność, wrażliwość i empatię. Robię to z premedytacją, abyście zrozumieli, jakie to ważne przesłanie. Chciałbym, aby te opowiadania i wnioski trafiły do jak największej liczby osób. Szczególnie kolejnych pokoleń, które będą miały coraz mniejszą świadomość tego, co się wydarzyło zaledwie 80 lat temu tu, w niewielkim mieście w Małopolsce.
Jako przedstawiciel pokolenia, które miało i ma jeszcze bezpośrednią styczność z ludźmi, którzy byli naocznymi świadkami masowej zagłady ludzkości, czuję, że to mój obowiązek. Pragnę, aby każdy młody człowiek wyciągnął z tej treści cenną lekcję; aby nigdy więcej nikt nie dopuścił do podobnych zachowań!
Wiedzcie, że przeżycia moich Dziadków przewijały się przez całe moje życie. Dlatego chętnie podzielę się z Wami ich opowiadaniami i moimi wnioskami. Opowiadaniami o czymś, co wówczas było czymś najstraszniejszym – o rozstaniu z najbliższymi i świadomości, że to rozłąka na zawsze. Są to opowiadania o czasie, kiedy panował głód tak okrutny, że na terenie obozu nie było ani jednego źdźbła trawy; czasie, kiedy więźniowie mieszkali w okrutnym zimnie (a trzeba pamiętać, że wówczas zimą temperatura spadała nawet poniżej trzydziestu stopni Celsjusza). Są to opowiadania o miejscu, w którym wystarczyło za wysoko unieść głowę, żeby w tę głowę dostać kulę. O życiu lub śmierci danej osoby decydowały czasami zupełnie przypadkowe zdarzenia bądź nastrój Niemca lub kapo.
Warto mieć tego świadomość.
Chcę również opowiedzieć Wam o tym, co zrobić, aby za wszelką cenę zapobiec powtórce takiej właśnie historii.
Kiedyś Prezydent Austrii, Aleksander van der Bellen, w trakcie spotkania z Panem Marianem Turskim użył sformułowania: Auschwitz ist nicht vom Himmel gefalen, co znaczy nic innego, jak: "Auschwitz nie spadło z nieba!". Wszyscy mamy świadomość tego, że to jest oczywista oczywistość i nie ma w tym nic nadzwyczajnego. Jednak to sformułowanie jest niezwykle wymowne – z pozoru błahe ograniczenia i nietolerancje mogą doprowadzić do masowej zagłady.
* Wystąpienie Pana Mariana Turskiego podczas 75. rocznicy wyzwolenia obozu Auschwitz-Birkenau, https://www.youtube.com/watch?v=BFb9zxJd45I (dostęp: 15.01.2023).
POCZĄTKI "PIEKŁA"
Jak to się wówczas zaczęło...
Otóż we wczesnych latach 30. XX wieku w Bawarii, w Niemczech, w parku pojawiły się pierwsze napisy na ławkach: "Żydom nie wolno siadać na tych ławkach!". A była to dzielnica z pozoru zamieszkiwana przez niemiecką inteligencję, między innymi Alberta Einsteina, Waltera Rathenau.
Wkrótce pojawiają się kolejne napisy na pływalni, że do tych pływalni Żydzi mają zakaz wstępu.
Kolejne ograniczenia to zakaz bawienia się dzieciom żydowskim z dziećmi aryjskimi.
Zakaz sprzedawania Żydom produktów spożywczych i chleba przed godziną siedemnastą.
Tymi małymi krokami jedna grupa społeczna może przyzwyczajać całe społeczeństwo do tego, że coś nienormalnego staje się czymś normalnym.
Zarówno ofiary, oprawcy, jak i świadkowie tych zjawisk zaczynają wierzyć, że to, co ich otacza, jest czymś naturalnym. Takie z pozoru mało znaczące zachowania doprowadzają w konsekwencji do o wiele poważniejszych zjawisk.
Oprawcy, żeby uciszyć lęk u ludzi przed tymi zmianami, mydlą im oczy socjalistycznymi zagrywkami – mieszkania dla najbiedniejszych, pieniądze dla najbiedniejszych, samochody dla najbiedniejszych. Władza rośnie w siłę, wdraża coraz więcej ograniczeń i w konsekwencji dochodzi do masowego ludobójstwa.
Te procesy postępują małymi krokami. Nigdy nie dzieje się to od razu z dnia na dzień. Można to porównać do powstawania stalaktytu w jaskini. Trwa on bardzo długo (setki lub tysiące lat), ale małymi krokami, milimetr po milimetrze tworzy się coś olbrzymiego. W przypadku Auschwitz – niestety tragicznego.
Szanowni Czytelnicy, nie piszę tego, żeby Was wystraszyć, a jedynie po to, żebyście byli czujni i z uwagą przyglądali się temu, co dzieje się wokół Was. Bo to, że coś się już wydarzyło, nie znaczy, że nie może się wydarzyć ponownie! I nie musi zdarzyć się znów w Polsce lub w Niemczech, ale może się to zdarzyć wszędzie...!
Absolutnie wszędzie.
Dlatego tak ważna jest tolerancja wśród ludzi. Szanowanie innych mniejszości i odmiennych poglądów. Możemy mieć inne zdanie niż koleżanka czy kolega, ale musimy się nawzajem szanować!
Babcia Halinka miała sto procent racji, mówiąc, że warto znać języki, aby szerzej spoglądać na świat i móc porozumieć się z innymi narodami. Od siebie dodam jeszcze, że warto znać ponadnarodowy i bardzo uniwersalny język, jakim jest język tolerancji i empatii.
Bardzo często podchodziłem do danej sytuacji zbyt emocjonalnie i reagowałem błyskawicznie. Mój były szef, Andrzej, który był jednym z najlepszych szefów, jakich miałem, powiedział kiedyś do mnie, że jestem raptusem. Wówczas się z tego śmiałem, ale on doskonale wiedział, co mówi. Zawsze bardzo ceniłem konstruktywną krytykę. Pozwalała mi ona na wyciąganie wniosków i ewentualną poprawę, jeśli była tylko taka możliwość. Od tego czasu walczę ze sobą, aby nie reagować natychmiast.
Oczywiście są sytuacje w moim obecnym życiu zawodowym, które wymagają ekspresowej decyzyjności, ale w kwestiach życia i jego wartości warto dać sobie po prostu czas i przestrzeń na szersze spojrzenie na dany temat. Często trzeba spojrzeć na daną sytuację lub osobę po ochłonięciu i ze zrozumieniem. Nikt tak doskonale nie zna naszej sytuacji i naszych zachowań, jak my sami. Jeśli nie przeżyliśmy tego, co przeżyła osoba, którą właśnie oceniamy, to nie mamy najmniejszego prawa oceniać tej sytuacji oraz tej osoby.
Zatem według mnie jest na świecie coś, co mimo dzielenia ludzi ze względu na kolor skóry, na język, na religię, na kulturę, poglądy polityczne i wychowanie, można nazwać językiem tolerancji.
Warto dbać o ten język, uczyć się go i wdrażać w życie. Naprawdę nie trzeba wiele, by go opanować, i działa on w każdym kraju oraz na każdym kontynencie. Sprawdziłem to zarówno w Europie, jak i poza nią. Gdy nauczymy się nim posługiwać, dostrzegamy, że wyniki są zaskakujące. Uśmiechasz się i ktoś odwzajemnia Ci uśmiech. Mimo że ktoś jest agresywny, gdy my okażemy zrozumienie i podjedziemy spokojnie do tego człowieka, to okaże się, że da się z nim porozumieć.
Zdaję sobie sprawę, że nie wyeliminujemy wszystkich zachowań agresywnych, które w konsekwencji doprowadzają do tragedii, ale z doświadczenia wiem, że w niemal każdej sytuacji to daje efekty. Musimy mieć jednak na uwadze, że są ludzie chorzy, z różnymi zaburzeniami, i takim osobom zapewne nie pomogą nawet spokojne tłumaczenia.
Żyję już ponad czterdzieści lat i w życiu miałem bardzo mało sytuacji konfliktowych. Myślę, że właśnie dlatego, że zawsze starałem się zrozumieć druga osobę, znaleźć kompromis i szukałem rozwiązania w danej sytuacji.
Niełatwo jest pracować z relacjami, ale są one bardzo ważne na każdej płaszczyźnie naszego życia. W domu i w pracy. W rodzinie i wśród obcych.
Teraz trochę zmienię temat.
Nadrzędnym zbiorem zasad obowiązujących w Polsce jest konstytucja. Oczywiście nie tylko nasz kraj ma taki nadrzędny zbiór praw. Przestrzeganie konstytucji, przestrzeganie praw mniejszości to kwestie oczywiste i bezwzględnie trzeba je respektować.
Staramy się żyć według wartości, które są ponadczasowe i ponad terytorialne.
W Polsce, ale nie tylko, jednym ze zbiorów najważniejszych praw jest Dziesięć przykazań. Podczas 70. rocznicy wyzwolenia obozu w Oświęcimiu Pan Roman Kent, prezydent Międzynarodowego Komitetu Oświęcimskiego, wymyślił bardzo mądre przykazanie jedenaste. Brzmi ono: "NIE BĄDŹ OBOJĘTNY!". Jest odpowiedzią na te wszystkie okrucieństwa, jakie wydarzyły się w niemieckich obozach koncentracyjnych w trakcie II wojny światowej – bestialskie upodlenie człowieka przez niemieckich nazistów.
Należy reagować na naruszanie praw mniejszości, na naruszanie prawa przez władzę, naruszanie podstawowych praw człowieka, jakie należą nam się od chwili poczęcia.
Jeśli nie będziemy czujni, to nawet się nie obejrzymy, a kolejne Auschwitz spadnie na nas z nieba!
Mimo że jestem wnukiem więźniów i temat obozu żył w naszej rodzinie, odkąd pamiętam, to zawsze, oglądając filmy lub czytając książki o tematyce II wojny światowej i niemieckich obozach koncentracyjnych, które wybudowali w Polsce i nie tylko, myślałem sobie: "tamci ludzie", "tamte wydarzenia", "tamci więźniowie", "gdzieś", "ktoś".
Teraz wiem, że nie ma czegoś takiego, jak "tamten", "gdzieś", "ktoś"...
Każdy z nas tworzył historię i tworzy ją dziś, tu i teraz. W takim zakresie, na jaki ma wpływ. A wbrew pozorom mamy ogromny wpływ na to, jak będzie wyglądał nasz każdy kolejny dzień życia. Pod jednym, jednakże niezwykle ważnym warunkiem: że ten dzień nastąpi i będziemy mieli tyle szczęścia, aby móc pisać kolejną kartę historii swoim życiem i świadectwem, jakie dajemy naszym dzieciom, bliskim, przyjaciołom i wszystkim tym, których spotykamy na swojej drodze życia.
Wbrew pozorom jest to rola niezwykle odpowiedzialna.
Każdego dnia mamy wybór. Każdego dnia podejmujemy decyzje, które mogą być z pozoru nieistotne, ale w dłuższej perspektywie czasu mogą mieć wpływ na całe nasze oraz innych dalsze życie. Dokładnie tak jak tabliczka czekolady i specjalny trunek od babci, o czym dowiecie się później.