Rozdział 8
1
Dziewczyna znajdowała się w szkole do której uczęszczała za czasów podstawówki.
Wszystko wyglądało identycznie.
Drzwi od sal stały otwarte, zielone ściany zdawały się rozumieć każde położenie i ruch ucznia. Lampy żarowe biły swoim przygasłym światłem.
Eliza stała przy stacji radiowej do której wejście mieli tylko najstarsi uczniowie, czyli osoby, które operowały całą machiną muzyczną.
Zwykle tą bardzo ważną rolę dawano trzem osobom z ostatniej klasy.
Na przerwach panowała miła atmosfera przy muzyce klasycznej lub bluesie. Teraz jednak panowała grobowa cisza.
Dziewczyna poszła wolno w kierunku pokoju nauczycielskiego, ale w pewnej sekundzie zauważyła jak korytarz wydłuża się. Przystanęła. Z oddali zobaczyła postać kobiety, która równym krokiem podchodziła coraz bliżej.
- Elizo!... Elizo kochanie!... - Postać starała się przekrzyczeć ciszę.
- Mama? - Zdziwiona Eliza podeszła bliżej.
Kobieta przystanęła.
- Czas na naukę, której ja Tobie nie zagwarantuję, ale musisz poznać sekret do końca. Uważaj na siebie! Nie przyjmuj daru! Zabierz tylko talizman! Dar przyciągnie niebezpieczne sytuacje! Jeżeli go przyjmiesz to klątwa przeniesie się na Ciebie!
Kobieta zniknęła waz z obrazem. Zapadła chwilowa ciemność.
2
Eliza obudziła się ze słowami na ustach:
- Mama? Mamo! Nie odchodź!
Niestety sen powoli się zacierał.
Dziewczyna podeszła do okna i zastała tam wschodzące słońce- Nie poddam się- Pomyślała i w tym samym czasie ujrzała obraz tajemniczych drzwi.
Do pokoju zapukała Majmi.
- Wejdź- Rzekła spokojnie w zamyśleniu Eliza.
- Co chcesz zjeść? - Zapytała w progu Majmi- Jesteś moim gościem i chcę zadbać o to co jestem w stanie.
- Wędzoną pierś z indyka, ale sama sobie przygotuję. Wiem jak.
- W takim razie zapraszam do kuchni- Majmi uśmiechnęła się i zamknęła drzwi.
Eliza została sama. Do jej głowy przyszedł pomysł aby przypiąć miecz po wstępnych oględzinach.
Wyjęła go z pochwy.
Rękojeść drewniana zdobiona czarnymi egipskimi znakami zakończona od jednej strony kamieniem szlachetnym podobnym do nieoszlifowanego rubinu, a z drugiej srebrnym błyszczącym i ostrym ostrzem, które mieniło się złotem w blasku pierwszych promieni słońca.
Schowała go i odłożyła na łóżko. Zajęła się rzeczą bardziej estetyczną. Wyobraziła sobie ubiór prawdziwej poszukiwaczki przygód, który widziała kiedyś w gazecie.
I na posłaniu pojawiły się ciemne kowbojskie spodnie z paskiem ze skóry krokodyla, biała bluza z długim rękawem zakończona falbankami, kamizelka z krowiej skóry na guziki oraz kapelusz taki jak nosili na dzikim zachodzie z pawim piórem. Przed łóżkiem stały wysokie ciężkie buty ze skóry konia.
Ubrała się, a wcześniejsze ciuchy schowała do komody.
Teraz dopiero założyła miecz i wyszła z pokoju.
Schodząc do kuchni myślała tylko o Arku.
- Widzę, że ciuchy są unikalne- Pochwaliła Majmi- To dobrze świadczy o człowieku, a jeszcze bardziej o kimś wielkim. Chcesz zjeść?
- Masz talizman-Eliza nie wahała się przy tych słowach.
- Tak. Mam go. Skąd wiesz? - Zdziwiła się Majmi.
- Ufam snom. Nic innego nie przyjmę. Talizman bez darów.
- Konkrety... Widzę, że nie przebierasz w zachciankach. Nie mogę Ciebie nauczyć tego co potrafię, bo sama będziesz o tym wiedzieć w swoim czasie. Zjesz?
- Odpuszczę. Nie jadłam prawie dobę, ale wytrzymam.
- Jak chcesz- Majmi spochmurniała- Talizman to naszyjnik wieczności. Leży w skrzyni. Ta zaś zakopana jest w lesie za domem przy wodzie. Znajdziesz też księgę zaklęć mistrza z jego różdżką.
- To jest ta cała darowizna?
- Przedmioty są zaklęte. Nie wiem, czy mają dobrą moc. Talizman jest na pewno szczęśliwy, a reszta?... Trudno powiedzieć. Nie korzystałam i nie mam pojęcia.
- To idę. Masz jakąś mapę? - Dopytała Eliza.
- Nie. Idź w lewo. Kamień z ALFĄ to miejsce skrzyni.
- Dziękuję- Odwróciła się.
- I nie zapomnij łopaty. Leży w piwnicy przy drzwiach zamkniętych na zaklęcie.
- Coś jeszcze?
- Powodzenia.
- Aha- burknęła pod nosem dziewczyna i wyszła z kuchni.
Zaczęły się poszukiwania schodów do piwnicy. Szybko okazało się, że mieszczą się naprzeciw głównego wejścia.
Eliza otworzyła drzwi i zapaliła małe światełko. Zrobiło się jaśniej i trochę przyjemniej.
Teraz zeszła w dół i zobaczyła na wprost zamknięte drzwi, a przy nich złotą łopatę. Podeszła bliżej i biorąc ją przypatrzyła się przejściu. Drzwi mieniły się w różnych odcieniach fioletu i różu.
Odeszła czym prędzej w chwili zobaczenia szkieletu w ciemnościach. Zamknęła piwnicę.
Według rad poszła w lewą stronę domu brzegiem wody. Kawałek dalej od budynku natrafiła na kamień ze znakiem Gamma.
Chyba dobrze poszłam- Pomyślała i weszła do lasku. Idąc dalej zobaczyła tabliczkę z napisem: Tu nic nie ma.
Upewniło ją to, że idzie w dobrym kierunku. Kolejnym znakiem było przyczepione ostrzeżenie, że zbliża się do bagien. I wtedy wyszła na mokradła. Jej noga natrafiła na grząski grunt i mało brakowało aby but został na miejscu.
- Tu nie znajdę ALFY- powiedziała sama do siebie cicho z wyrzutem błędów- Nie tędy droga.
Wyjęła nogę z bagna i zawróciła. Czas do domku pokonała szybciej znając drogę.
Tym razem udała się brzegiem na drugą stronę domu i po krótkiej podróży dotarła do tabliczki głoszącej: Kamień ALFA w głąb lasu przy wielkiej sekwoi liczącej ponad trzy i pół tysiąca lat.
Weszła w las.
Idąc czuła ciszę miejsca. Była tak nieznośna, że odgłosy kroków wyczuwało się z ponad trzystu metrów.
Oddech miarowy i spokojny (na pozór) krył niepokój, który Eliza żywiła do Arka.
Ptaki śpiewały skrzeczącą melodię przerywając kroki. Z każdym kolejnym dziewczyna czuła się mniej pewnie i stawała się bardziej spostrzegawcza i wyczulona na wszystko wokół. Rozpraszał ją nawet szelest resztek liści opadających na ziemię z pomocą lekkiego mruczącego zimowego wiatru, a każdy własny ruch budził strach. Lęk, że ktoś idzie jej śladami.
Tracąc resztki oporu przed tajemnicą lasu Elizę ucieszyło samo zobaczenie kamienia porośniętego mchem. Podeszła bliżej i wyrwała porosty z płaskiej strony głazu.
Na jej nieszczęście nie była to jeszcze ta skała. Pisała jednak zagadkę, którą dziewczyna przeczytała na głos:
- Tam gdzie leżą moczary znajduje się stary krzyż. Kto to go odnajdzie i przeczyta dalszą instrukcję otrzyma mapę do...
Tu tekst urywał się i zaczynały zadrapania na tyle duże, że nie możne było czytać dalej.
Eliza patrzyła przez kilka minut na kamień, a kiedy odwróciła się do dalszej drogi wypatrzyła kawałek pustego pola z grubym starym pniem- Sekwoja- Pomyślała i zanim ruszyła wypowiedziała bez świadomości:
- ALFA.
Nie minęło pięć minut i znalazła się na polanie.
Pień był naprawdę gruby. Gdyby wyliczyć jego średnicę miałaby ona osiemdziesiąt siedem metrów. Kora nosiła ślady zarosłych dawno zadrapań, przypaleń i wyschniętej krwi.
Eliza zaczęła obchodzić drzewo dookoła i im bardziej w lewo się posuwała tym ślady na pniu były coraz świeższe, a polana z jasno zielonej przechodziła przez żółtą aby w końcu zamienić się w ziemię nieużytkową, a następnie w czerwony piach.