8 sylwester
"I can t get no satisfaction." - The Rolling Stones
Paweł nigdy nie był dobrym aktorem. Zwłaszcza w sprawach uczuć i relacji, bo o ile w negocjacjach biznesowych potrafił już coś ugrać, o tyle w życiu prywatnym kompletnie brakowało mu talentu do udawania. Tym razem nie potrafił nawet przez chwilę sprawiać wrażenia człowieka szczęśliwego z powodu wspólnego wyjazdu na Mazury z większością rodziny Joli.
Owszem, cieszył się na myśl o czasie, który spędzi z córką. Doceniał też obecność kuzynki żony, jej imienniczki - jedynej, która zdawała się dostrzegać jego dramatyczną sytuację małżeńską. Kilka razy już podjęli ten temat przy okazji rodzinnych spotkań, dzieląc się wzajemnie opowieściami o swoich rozczarowaniach i problemach. Dawniej zdarzało mu się nawet zwierzać jej z poczucia samotności u boku Joli, z nadzieją, że usłyszy coś, co pomoże mu zrozumieć, jak ratować związek. Podobnie postąpił, gdy umówił się kiedyś z teściem na szczere wyznania. Teraz dopiero widział, jak bezsensowne były to próby. Cóż innego mógł usłyszeć poza kilkoma pocieszającymi frazesami?
Tym razem jednak Paweł znajdował się w zupełnie innej sytuacji. Gdzieś podskórnie liczył, że ktoś, ktokolwiek, wypowie słowa, które pozwolą mu usprawiedliwić jego tajemne spotkania z Agnieszką.
Było już zupełnie ciemno, gdy samochód wtoczył się w okolice osady domków letniskowych nad zamarzniętym jeziorem, gdzie mieli spędzić kilka najbliższych dni. Madzia spała smacznie na tylnym siedzeniu, skulona w objęciach swojego "pancernego" fotelika, a Jola patrzyła z niezadowoleniem, gdy Paweł zatrzymał się przy sklepie z luksusowymi alkoholami.
- Przecież mamy wszystko! - rzuciła, wbijając w niego spojrzenie brązowych oczu, które niegdyś potrafiły go sparaliżować, a dziś robiły na nim mniejsze wrażenie niż mróz za oknem.
Paweł zgasił silnik i sięgnął do klamki.
- Umówiłem się z Jolą, że kupię jeszcze whiskacza - powiedział spokojnie, wysiadając prosto w kilkunastocentymetrowy śnieg, zalegający zarówno drogę, jak i pobocze.
- Z Jolą? - żona ożywiła się nagle, również chwytając za klamkę.
- Nie zostaniesz z małą? - zdziwił się, spoglądając odruchowo na śpiącą córkę.
- A kiedy to się niby umówiliście? - drążyła dalej, już częściowo wysuwając się na zewnątrz, wypuszczając przy tym kłęby ciepłego powietrza.
- Dzwoniła do mnie przed wyjazdem. Jak chcesz, to chodź, tylko nie wietrz tak wnętrza - uciął, zatrzaskując drzwi.
W zaparowanym wnętrzu niewielkiego sklepiku kręciło się kilku klientów, z przejęciem debatujących nad wyborem trunków na sylwestrową noc. Sprzedawczyni, dostrzegając determinację w spojrzeniu Pawła, zignorowała ich wahania i zwróciła się wprost do niego. Chwilę później w jego rękach spoczywała elegancko zapakowana butelka Ballantine'sa.
Jola, przyzwyczajona do nieco wycofanej postawy męża, aż oniemiała, widząc, jak sprawnie i bez wahania załatwił sprawę. Kiedy już wychodzili, chwyciła go za łokieć na schodach i syknęła mu w twarz:
- I co ty sobie myślisz? Chcesz się przespać z Jolą? A może już macie romans? Wiedziałam!
Paweł spojrzał na nią z niedowierzaniem, jak na dziwaczne zjawisko pogodowe.
- O czym ty mówisz? Czy ty się dobrze czujesz? - rzucił chłodno, po czym dodał z namysłem: - Już to przerabialiśmy. Mówiłem ci, że jeśli jeszcze raz zapytasz, czy mam romans, to zrobię wszystko, żeby go naprawdę mieć! Pamiętasz?
Nie czekając na odpowiedź, ruszył do samochodu, gdzie ich córeczka spała nadal, nieświadoma tej sceny.
- Ale... - zaczęła Jola, najwyraźniej chcąc jeszcze coś dodać, jednak napotkawszy jego nieustępliwość, zamilkła i wróciła za nim.
Chwilę później jechali już zasypaną śniegiem drogą do miejsca, w którym mieli przywitać Nowy Rok.
Na miejscu czekała większość towarzystwa, a przede wszystkim gromada dzieci. Madzia, rozbudzona przez harmider i roześmiane głosy, natychmiast rzuciła się w wir zabawy, wśród stosu butów i kurtek zalegających niemal cały ciasny hall.
Pokój, który im przydzielono, znajdował się na piętrze. Gospodarz obiecał widok na skute lodem jezioro, ale póki co ciemne szyby działały jedynie jak lustro, odbijając zaciętą minę Joli i nieobecny wzrok Pawła.
Zdarzenie w monopolowym Paweł odebrał jako coś przełomowego. Uświadomił sobie, że w tajemniczy sposób przestał bać się żony - jej ciągłego narzekania, krytyki i pomysłów, które zawsze podcinały mu skrzydła. To było dziwne uczucie, niemal jak nagłe wyzwolenie.
Kiedy więc położył już córeczkę spać, nie zważając na wściekłe spojrzenia Joli, zasiadł obok jej kuzynki i przy szklaneczce whiskey podjął przerwaną wcześniej rozmowę. Ona zwierzała mu się ze swoich problemów - opowiadała o mężu, który coraz bardziej uciekał w świat ezoterycznych doznań i nawet teraz, w czasie wspólnego wyjazdu, medytował samotnie w pokoju na górze. On zaś mówił o własnej frustracji: o kompletnym braku ciepła ze strony Joli, o tym, że nie czuł już nawet odrobiny uczucia, czy choćby zwykłego szacunku.
Kiedy opróżnili już kolejną szklankę, Paweł, czując zmęczenie po całym dniu, udał się na górę, by ułożyć córkę do snu. Jeszcze w łazience odkrył, że w międzyczasie dostał kilka wiadomości od Agnieszki. Ciekawiło ją, czy bezpiecznie dotarł na miejsce, a przy tym przesyłała fragment swojego opowiadania o podróży do Włoch.
- Czy właśnie miał romans? - pomyślał z budzącą się ekscytacją. Z drugiej strony wiedział, że to nie byłoby w jego stylu. Jola mogła go irytować, mógł jej zwyczajnie nie lubić, lecz nie wyobrażał sobie, aby ją oszukiwać. Wszystko było kuszące, ale nie do wyobrażenia na dłuższą metę.
Po chwili namysłu doszedł do wniosku, że jego własny związek z Jolą również spełniał podobne przesłanki. Jeszcze miesiąc temu życie zdawało mu się ulatywać między kolejnymi pretensjami żony, awanturami i niebotycznymi żądaniami. Teraz jednak poczuł się niemal w potrzasku. Co miał zrobić? Niestety nie miał pojęcia.
Następny dzień, poprzedzający sylwestrową zabawę, zapowiadał się pełen atrakcji dla dzieci - kulig za dużym quadem należącym do właściciela ośrodka. Paweł nie czuł się jednak na siłach po poprzednim wieczorze i kilku szklankach alkoholu, więc postanowił zostać w pokoju. Z okna miał jednak doskonały widok na szalejące na sankach dzieciaki. Usiadł przy biurku, wyjął komputer i otworzył rękopis swojej książki. Jego bohater właśnie miał dokonać zamachu na ważnego człowieka, a on utknął w trudnym punkcie fabuły. Bolała go głowa i nie miał pojęcia, jak wybrnąć z impasu.
Tak naprawdę nie płatny morderca znalazł się w kłopotliwej sytuacji - lecz on sam. Napisał zaledwie kilka linijek, a potem wysłał jedno ze swoich wcześniejszych opowiadań Agnieszce. Nim jeszcze zamknął monitor, pojawiła się odpowiedź. Dowiedział się, że jego przyjaciółka - a może już ukochana - właśnie odśnieżyła schody w firmie i poukładała wraz z jego wspólnikiem katalogi na regałach. Poczuł wyrzuty sumienia, wiedząc, że on spędza czas nad jeziorem, podczas gdy inni dokładają wszelkich starań, aby uporządkować ich przyszłe miejsce pracy.
Przed nim były jeszcze kilkadziesiąt godzin w odludnym miejscu, gdyż dopiero następnego dnia po sylwestrze mieli wrócić do domu. Cała sytuacja coraz bardziej go przytłaczała, i gdyby mógł, spakowałby się natychmiast i wyjechał. Wyłącznie przez wzgląd na córkę nie chciał tego zrobić, czując, że być może to ostatni raz, kiedy spędza z nią ten czas. Nic już nie było takie samo, a z całą pewnością czekało go wiele trudnych decyzji.