Jagoda Wojnowska powoli otworzyła oczy i przeciągnęła się leniwie pod kołdrą. Na zewnątrz panowała cisza, a do jej sypialni przez ciężkie beżowe zasłony z trudnością sączyło się blade zimowe światło. Kobieta lubiła spokojne poranki na wsi - nie było słychać odgłosów miasta, klaksonów ani gwaru ludzkich rozmów. Panowała cisza, przerywana cichym tykaniem ściennego zegara.
Kobieta leżała jeszcze chwilę, delektując się tym porannym spokojem, w końcu zdecydowała się wstać. Sięgnęła na nocny stolik po okulary, włożyła je na nos, po czym usiadła na brzegu łóżka. Przeciągnęła się jeszcze raz, ale chłód panujący w pokoju sprawił, że natychmiast chwyciła gruby, miękki szlafrok. Na stopy nasunęła wełniane, szare skarpety, które sama zrobiła na drutach kilka miesięcy temu, gdy postanowiła opanować tę rękodzielniczą technikę. Niestety, okazało się, że z drutami nie radzi sobie tak dobrze jak z szydełkiem, więc porzuciła dalsze próby, ale skarpety, choć trochę nierówne, przydały się na zimowe poranki.
Podeszła do okna, rozsunęła zasłony, wpuszczając do pokoju więcej światła. Zatrzymała wzrok na zaśnieżonym krajobrazie. Świeży puch grubą warstwą pokrywał pola i wszystko wokół nieskazitelną kołdrą, nadając im magiczny, zimowy urok. Wszystko było białe i ciche, jakby świat na chwilę zastygł w bezruchu. Drzewa zdawały się stać na horyzoncie niczym strażnicy w białych uniformach, ich konary, wyciągnięte ku niebu, połyskiwały lodowymi kryształkami. Delikatny powiew wiatru strącał drobinki śniegu z dachu domu, tworząc w powietrzu lekki biały pył, który unosił się przez chwilę, nim opadł na ziemię.
Jagoda westchnęła z zachwytu. Widok był piękny, a w tej ciszy było wszystko, co tak bardzo ceniła: spokój i równowaga. Dom, który kupiła ponad rok temu, stał na uboczu, z dala od wioski, a najbliższy sąsiad mieszkał dobre kilka kilometrów stąd. Idealnie cichy azyl, który miał dać wytchnienie od miejskiego zgiełku. A jednak czasami musiała przyznać, że czuła się tutaj bardzo samotna.
Szurając stopami po drewnianej podłodze, poszła do salonu, gdzie czekały ją codzienne poranne czynności. Co prawda w domu był piec elektryczny i podłączone do niego kaloryfery, ale takie ogrzewanie nie dość, że było drogie, to jeszcze niezbyt wydajne, więc Jagoda korzystała z kominka. Ten jednak wygasł prawie całkowicie. Podrzuciła do paleniska kilka suchych szczap, dmuchnęła i po chwili usłyszała trzaskanie płomieni, co oznaczało, że niedługo w pomieszczeniu zrobi się cieplej. Wielu zapewne uznałoby, że za nic nie zgodzi się na takie niedogodności, ale dla Jagody był to jeden z powodów, dla których zdecydowała się na ten dom - urzekły ją wiejski klimat, ciepło bijące od ognia i nieco surowa codzienność.
Gdy w kominku drwa płonęły już wesoło, przeszła do kuchni i przygotowała sobie proste śniadanie. Z szafki wyjęła chleb razowy, ukroiła dwie niezbyt grube kromki i posmarowała masłem. Położyła na nich plasterki żółtego sera i pomidora. Z dużym kubkiem gorącej kawy z mlekiem, której zapach szybko rozszedł się po kuchni, zasiadła przy stole, popijając napój drobnymi łykami i delektując się posiłkiem. Dom powoli wypełniał się ciepłem, a kawa rozgrzewała ciało od środka i dodawała energii.
Gdy Jagoda skończyła śniadanie, sięgnęła po laptop leżący po drugiej stronie kuchennego stołu. Podniosła pokrywę i po chwili ekran zaświecił jasno. Na tym urządzeniu sprawdzała wyłącznie pocztę, do pracy używała stacjonarnego komputera z dużym monitorem, który stał w sypialni, na biurku pod oknem. Jako programistka pracująca online nie musiała dojeżdżać do biura ani spotykać się z klientami i współpracownikami twarzą w twarz. Mogła programować skądkolwiek, praca wymagała jedynie połączenia z internetem, który na szczęście tutaj przez większość czasu działał całkiem dobrze.
Na razie zalogowała się do służbowej skrzynki i zaczęła przeglądać maile. Wiadomości, jak zawsze, było sporo: kolejne zlecenia, raporty do wyjaśnienia, poprawki do uwzględnienia w kodzie. Jagoda uznała, że część zadań musi wykonać od razu, a resztę może odłożyć na popołudnie lub wieczór. Miała nienormowany czas pracy, po prostu musiała wypełnić zadania, nikt nie pytał, o jakich porach to robi. Pomyślała, że czeka ją pracowity dzień i nie będzie miała zbyt dużo czasu na rozmyślania i nudę. Z resztką kawy w kubku od razu poszła do sypialni i zajęła się najpilniejszymi sprawami.
Po dwóch godzinach uznała, że pora na przerwę. Wróciła do kuchni, wstawiła wodę w czajniku i przygotowała dzbanek z herbacianym suszem. W oczekiwaniu na wrzątek znowu zerknęła na laptop. Tym razem otworzyła prywatną skrzynkę mailową. Sprawdzała ją codziennie, czekając na tę jedną wiadomość, która mimo upływających dni i tygodni nie nadchodziła.
Dzisiaj, tak jak i wczoraj, skrzynka zawierała jedynie reklamy i korespondencję dotyczącą jej pasji i jednocześnie dodatkowego źródła zarobku - misiów robionych na szydełku. Otóż Wojnowska tworzyła wieczorami maskotki i sprzedawała za pośrednictwem sieci. Z początku było to jedynie hobby, odskocznia od wypełnionej kodami programów rutyny każdego dnia. Z czasem stało się czymś więcej - sposobem na wypełnienie wolnego czasu i pustki.
Jagoda westchnęła cicho, przymykając oczy i odchylając się na krześle. W jej głowie pojawiło się pytanie, które powracało od pewnego czasu: czy dokonała dobrego wyboru? Czy naprawdę chciała tego samotnego życia z dala od miasta i ludzi? Z jednej strony miała wszystko, czego potrzebowała: spokój, ciszę, piękny dom w urokliwej okolicy. Z drugiej jednak czasami czuła, że w jej życiu brakuje czegoś istotnego. Czegoś lub kogoś, z kim mogłaby dzielić tę przestrzeń.
Gwizdanie czajnika sprawiło, że otrząsnęła się z zamyślenia. Wlała wrzącą wodę do dzbanka i spojrzała przez okno. Śnieg pokrył całą przestrzeń przed domem, tworząc białą, skrzącą się taflę, która z pewnością wieczorem zamarznie.
Jeśli nie odśnieżę, to zrobi się lodowisko - pomyślała Jagoda. - I jutro nie uda mi się wyjść z domu bez narażenia się na upadek albo, co gorsza, na złamanie ręki lub nogi.
Już poprzedniej zimy nauczyła się, że śnieg pod wpływem zimowego słońca lekko roztapia się w ciągu dnia, a wieczorem ta cieniutka warstwa wody na białej pokrywie zamarza, tworząc zdradliwą i trudną do pokonania lodową powierzchnię. Nie czekając dłużej, założyła ciepłą kurtkę, wełnianą czapkę i rękawice, wyszła na zewnątrz i sięgnęła po stojącą przy ścianie łopatę do śniegu. Chłodne powietrze momentalnie orzeźwiło jej myśli, a świeży, mroźny dotyk zimy sprawił, że poczuła przypływ energii.
Śnieg był lekki, sypki, łatwo odchodził od podłoża, więc praca szła szybko. Mimo to po dwóch kwadransach odśnieżania Jagoda poczuła zmęczenie. Stanęła, oparła się o łopatę i rozejrzała wokół, patrząc na linię horyzontu, na której białe pola zlewały się z szarym, zimowym niebem.
Gdyby ktoś teraz przyszedł drogą, choć jeden człowiek. TEN człowiek - pomyślała z westchnieniem.
Jednak droga była pusta, zasypana śniegiem.
Kobieta wróciła do domu, zdjęła kurtkę, zrzuciła buty i przeszła do kuchni, po drodze kładąc mokre rękawice na gzymsie kominka. Na szczęście herbata jeszcze zupełnie nie wystygła. Ciepły, korzenny zapach wypełniał pomieszczenie. Z kubkiem w ręku Wojnowska przeszła do salonu i usiadła w fotelu przy kominku. Z zadowoleniem wyciągnęła w stronę ognia zmarznięte stopy.
Patrzyła na płomienie, jakby szukając w nich odpowiedzi na pytania, które zadawała sobie od miesięcy. Kochała to miejsce, dom - jej azyl daleko od miejskiego zgiełku i pośpiechu. Jednak samotność, która była częścią tej decyzji, zaczynała ją przytłaczać. Jagoda nie miała z kim zamienić choćby kilku słów, podzielić się zachwytem nad pięknem okolicy czy ponarzekać na pogodę.
Podniosła wzrok na regał z książkami, gdzie na jednej z półek stały robione przez nią misie. Maskotki były różne - jedne miały oklapnięte uszka, inne lekko wyłupiaste oczy, a jeszcze inne - serca przyszyte na brzuszkach. Wzory stworzyła sama, były owocem wielu prób i błędów, ale w każdą maskotkę włożyła mnóstwo starań i ciepłe myśli, które kierowała w stronę przyszłego właściciela. Jej misie może nie były idealne, ale za to niepowtarzalne i oryginalne, więc cieszyły się dużym powodzeniem.
Jagoda siedziała przez chwilę, wpatrzona w płomienie, popijając niemal wystygłą już herbatę. Czuła, że narasta w niej smutek - czasami powracał późnymi wieczorami, gdy kończyła pracę i zamykała komputer. W takich momentach przypominała sobie swoje życie w mieście, znajomych, nawet wieczorne rozmowy z rodzicami, których teraz unikała, bo matka i ojciec nie poparli jej pomysłu wyprowadzki na wieś i z pewnością wypomnieliby jej, że sama podjęła taką decyzję. Nie chciała się im skarżyć.
Wreszcie podniosła się z fotela i podeszła do okna. Przycisnęła dłoń do zimnej szyby. Śnieg znowu zaczął padać, drobne płatki, wirując, leciały z nieba. Coś boleśnie zakłuło Jagodę, gdy uświadomiła sobie, że tego wieczoru znowu będzie sama.
Może zacznę rozmawiać sama ze sobą? - pomyślała z żalem. - Przynajmniej mój głos wypełni ciszę.