Wstęp
Cześć.
To ty! Jesteś tu.
Bardzo mnie to cieszy.
Zapraszam do Pięciu minut terapii. Pozwolę sobie założyć, że
zastanawiasz się, kim jesteś, i szukasz przewodnika, który ułatwi ci
dalsze poznawanie siebie. Rozumienie własnej osoby jest warunkiem
osiągania i podtrzymywania szczęścia, pewności siebie i spokoju. Jeśli
właśnie te aspekty życia chcesz pielęgnować, dobrze trafiłaś. Prawda, że
to ciekawa kwestia do przemyślenia? Mam na myśli to "kim jestem?". Co
tak naprawdę oznacza budzące postrach zdanie: "Po prostu bądź sobą"? Co
to znaczy "być autentycznym"?
Zanim wspólnie przejdziemy do zgłębiania tytułowej terapii, pozwól, że
podzielę się z tobą jednym ze swoich najwcześniejszych wspomnień
dotyczących sytuacji, w której ktoś mówi mi, kim jestem. Może
przypomnisz sobie podobne zdarzenie z własnego życia?
Miałam wtedy siedem lat. Gdy rok szkolny dobiegł końca, a nasi rodzice
stanęli w obliczu nieubłaganie nadciągającej rzeczywistości w postaci
dwóch miesięcy nieprzerwanego oglądania kolejnych odcinków Sabriny,
nastoletniej czarownicy, wielu z nas trafiło z powrotem do szkoły
podstawowej dla niepoznaki przemianowanej na "obóz twórczy". Dołączyli
do nas uczniowie z innych lokalnych szkół.
I tak pewnego dnia, w samym środku deszczowego irlandzkiego lata,
zebraliśmy się w klasie pani Monaghan. Zajęłam miejsce obok swojej
przyjaciółki Claire i niecierpliwie wypatrywałam początku zabawy.
- Opowiedzcie nam o sobie! - huknął w stronę zgromadzonych trochę
nieporadny koordynator zajęć stojący w przedniej części sali.
Przez chwilę nikt się nie odzywał, lecz potem pomieszczenie rozbrzmiało
kakofonią dziecięcych okrzyków.
- Jestem Paddy!
- A ja mam sześć lat.
- Mój numer telefonu...
Istna rzeź dla zmysłów.
- Mam na imię Sarah! - zabrzmiało, gdy inne hałasy ucichły. Skuliłam się
w sobie jakby zalękniona własną otwartością.
- Dobrze, a teraz pogrupujemy was według imion! - zagrzmiał koordynator
i wyciągnął z szuflady biurka pani Monaghan długą rolkę z samoprzylepnymi identyfikatorami.
Przez następny kwadrans opiekunowie chodzili wokół nas, pytali o imiona,
zapisywali je na identyfikatorach i przyklejali nam do koszulek.
- Sarah, proszę. To ty.
Zerknęłam na identyfikator i zamaszyście wypisane imię, ozdobione
mnóstwem zawijasów. Pomyślałam, że przez jeden dzień mogę to ponosić,
czemu nie.
- A teraz podzielcie się na grupy o takim samym imieniu!
Rozejrzawszy się, ujrzałam przerażenie wyzierające z każdej twarzy. Czy
on oszalał?! Znałam kilka osób, ale pozostałe chodziły do innej szkoły!
Nic o nich nie wiedziałam! Pomyślałam, że są mi zupełnie obce.
Kilka kolejnych minut trwało ustawianie nas, aż wreszcie wszyscy zostali
odłączeni od swoich pierwotnych par. Stałam z trzema innymi równie
markotnie wyglądającymi Sarah - w tym jedną bez "h", lecz ani myślałam
sprzeczać się o takie drobiazgi.
Powiodłam wzrokiem dookoła. Wyglądało na to, że najwięcej wśród nas jest
Aoife i Aisling (ewidentnie te dziewczęce imiona cieszyły się wtedy w Irlandii największą popularnością). Moja przyjaciółka należała teraz do
całkiem pokaźnego plemienia. Patrzyłam współczująco na dzieci o unikatowych imionach, dopóki Delilah, Anastasia i Tobin nie trafili do
grupy "Różne".
Zaczęła we mnie narastać panika. Resztę tygodnia miałam spędzić z trzema
zupełnie nieznanymi mi dziewczynkami tylko ze względu na etykietkę, co
do której nie miałam żadnego wyboru.
Pomyślałam, że zupełnie mi się to nie podoba, i zebrawszy się na odwagę
do przeciwstawienia się systemowi, pożegnałam się z pozostałymi Sarah,
odkleiłam swój identyfikator i tak ukradkowo, jak tylko potrafiłam,
podeszłam do grupki Claire, które chętnie przyjęły mnie do swego grona,
zadowolone, że się rozrosło. Resztę dnia spędziłam z nimi.
Choć jako dziecko bałam się autorytetów, po prostu czułam, że nie mogę
beztrosko pogodzić się ze spędzeniem tygodnia w zespole zjednoczonym
tylko za sprawą etykietki, w której kwestii nie mieliśmy nic do
powiedzenia.
Wprawdzie akurat w tym przypadku z determinacją (oraz podskórnym
niepokojem) zbuntowałam się przeciwko szufladkowaniu, miałam w życiu
wiele innych sytuacji, w których godziłam się ze znacznie mniej
pomocnymi łatkami przyczepianymi mnie albo innym. Choć powyższy przykład
na pierwszy rzut oka sprawia wrażenie stosunkowo nieszkodliwego,
przytaczając go, chciałam podkreślić sprawę znacznie ważniejszą. Mamy
bowiem tendencję do przyjmowania i identyfikowania się z tym, co się o nas mówi, to zaś oznacza, że tego rodzaju doświadczenia mogą od
najmłodszych lat rzutować na nasze poczucie tożsamości.
Przez całe dorosłe życie, zarówno to osobiste, jak i w pracy
psychoterapeutki, stopniowo dochodziłam do wniosku, że ważny aspekt
odkrywania tego, kim rzeczywiście jesteśmy, polega na odklejaniu
etykietek, które przylgnęły do nas niejako po drodze, oraz na badaniu
tego, co znajduje się pod spodem.
Bez dalszych ceregieli wyłożę karty na stół. Tytułowa terapia może
pełnić wiele funkcji, lecz już na wstępie chcę jasno zastrzec, że nie
jest to nowe podejście terapeutyczne, które jak za dotknięciem
czarodziejskiej różdżki w pięć minut rozwiąże wszystkie twoje problemy.
Nie zastępuje ona psychoterapii ani innego rodzaju wsparcia w zakresie
zdrowia psychicznego. Niniejsza książka nie będzie cię karmić pustymi
obietnicami ani mamić cudownymi rezultatami. Nie wykona też za ciebie
pracy, dzięki której poczujesz się szczęśliwsza, spokojniejsza i pewniejsza siebie. Trudno mi o tym pisać, lecz pomyślałam, że każdą
relację najlepiej jest zacząć od otwartości i uczciwości!
Mam zarazem nadzieję, że w Pięciu minutach terapii znajdziesz jeszcze
więcej. Mam tu na myśli podróż ku samopoznaniu. Odklejanie wspomnianych
etykietek. Eksplorację tożsamości. Szansę na terapeutyczny wgląd we
własne życie z dala od zgiełku mediów społecznościowych.
Książka ta jest pełna przystępnie podanych, łatwych do strawienia
informacji, wśród których możesz buszować do woli lub przyswajać je w podanej kolejności. Przy odrobinie szczęścia przemyślenia i pomysły
zawarte na jej kartach będą dla ciebie źródłem wglądu, otuchy, spokoju i wsparcia.
Rozsiane po całej książce ramki "Twoje pięć minut" zawierają proste,
lecz skuteczne ćwiczenia praktyczne, które możesz wypróbować w wybranej
wolnej lub celowo wygospodarowanej chwili. Na końcu każdego rozdziału
znajdziesz zaś "Mentalne zapiski", które zachęcają do codziennego
przeznaczania pięciu minut na zastanowienie się nad głównymi omówionymi
w nim tematami.
O ile ja przywołuję na kartach tej książki swoją wiedzę specjalistyczną
jako psychoterapeutka, o tyle ty możesz czerpać z wiedzy o sobie i o świecie, w którym żyjesz. Książka ta nie jest więc przewodnikiem, "jak
być sobą według moich wskazówek", lecz zaproszeniem do wyruszenia w podróż po własnej osobowości.
Czytaj dalej, jeśli:
Jesteś ciekawa siebie i chciałabyś się poznać trochę lepiej.
Masz wrażenie, że jesteś trochę (albo bardzo) zagubiona, i chcesz
zyskać większą klarowność umysłu.
Nie czujesz się zbyt dobrze i chciałabyś poczuć się lepiej.
Gdy wszyscy inni zdają się bez wahania zmierzać przed siebie, ty nie
jesteś do końca pewna, czego oczekujesz.
Chcesz być szczęśliwsza, spokojniejsza i bardziej pewna siebie.
Jesteś otwarta na odkrywanie powodów, dla których oddalamy się od
siebie, i sposobów na powrót do prawdziwego ja.
Jest to badanie różnych aspektów tego, kim i jacy jesteśmy, z nadzieją
na dostrzeżenie tych części siebie, które warto pielęgnować, oraz tych
niepasujących już do osoby, jaką stopniowo się staliśmy.
W tej książce natkniesz się na wiele modnych słów, takich jak więź,
granice, troska o siebie czy wyrozumiałość, jeśli więc takie terminy
przyprawiają cię o mdłości, sugeruję przepijanie ich łykiem mocnej
herbaty.
Internet osiągnął pewien progowy punkt nasycenia rozmaitymi pojęciami
dotyczącymi zdrowia psychicznego. Od czasu do czasu sama próbuję się nie
krzywić na widok niektórych nadużywanych słów, takich jak granice
(nawiasem mówiąc, granicom jest poświęcony cały rozdział 6). Ostatecznie
musiałam przełamać tę niechęć ze względu na ryzyko pominięcia niektórych
ważnych informacji tylko z powodu zbytniego wyświechtania określonych
słów. Nie bez kozery jednak coraz częściej posługujemy się tymi
terminami: umożliwiają one prowadzenie ważnych czy nawet niezbędnych
rozmów. Zachęcam cię więc do odłożenia na półkę - podobnie jak zrobiłam
to ja - zastrzeżeń dotyczących tego rodzaju żargonu.
Mam nadzieję, że na kolejnych stronach znajdziesz łatwe do przyswojenia
spostrzeżenia dotyczące nie zawsze łatwych tematów - będą to osobiste
refleksje, praktyczne wskazówki, pytania wyjaśniające, zapiski mentalne
i narzędzia, które możesz wykorzystać do odkrywania siebie.
Niezależnie od tego, czy masz ugruntowane poczucie tożsamości, czy
czujesz się trochę zagubiona, możesz wykorzystać tę książkę jako
narzędzie wspomagające refleksję, głębsze zrozumienie niektórych
własnych doświadczeń oraz - mam nadzieję - dostrzeganie i przełamywanie
starych wzorców postępowania i tworzenie nowych.
Budowanie lub odzyskiwanie poczucia siebie jest podróżą, podczas której
skutki dokonywanych przez nas wyborów kumulują się. Nikt nie może nam
przekazać własnego poczucia siebie. A zatem, choć książka ta zawiera
spostrzeżenia, refleksje i sugestie, które łącznie mogą wywrzeć znaczący
wpływ na twoje życie, z mojego doświadczenia wynika, że samo czytanie o takich kwestiach rzadko wystarcza, by doprowadzić do trwałej zmiany.
Wgląd w siebie zwiększa świadomość, lecz proces prawdziwych zmian wymaga
pracy, działania, podejmowania ryzyka, wyrozumiałości, wrażliwości i cierpliwości.
Byłoby zatem najlepiej, gdybyś podczas lektury najlepiej, jak umiesz,
zaangażowała się w refleksje, ćwiczenia i tworzenie mentalnych zapisków.
Proponuję, abyś czytając kolejne rozdziały, prowadziła osobisty
dziennik. Wiedz też, że jeśli w niektóre dni nie będziesz miała na to
ochoty - nic nie szkodzi.
W każdym rozdziale poruszyłam inny aspekt relacji ze sobą.
Odkrywanie siebie. Jak być sobą.
Badanie więzi. Jak tworzyć znaczące relacje.
Rozmowa ze sobą. Jak okazywać sobie więcej życzliwości.
Rozpoznawanie wyzwalaczy. Jak rozumieć własne reakcje.
Samoregulacja. Jak się uspokajać.
Wyznaczanie granic. Jak prawdziwie dbać o siebie.
Reparenting. Jak się uzdrawiać.
Nie tylko ja. Jak być dobrym przyjacielem.
Zanim zapoznasz się z kolejnymi rozdziałami o swej wewnętrznej podróży,
już teraz możesz zadać sobie dwa bardzo ważne pytania:
Jakie uczucia żywię względem siebie?
Jakie uczucia chciałabym względem siebie żywić?
Nie spiesz się. Odpowiedzi dadzą ci wyobrażenie o tym, co najbardziej
chciałabyś zaczerpnąć z kolejnych kart tej książki.
Potrzeba odkrywania siebie
Oto kilka powodów, dla których warto się wybrać w proponowaną przez tę
książkę podróż, której celem jest samopoznanie:
Niemal każdemu z nas przydałaby się spokojniejsza i bardziej świadoma
relacja z samym sobą.
Kochanie siebie bywa trudne. Naiwnie byłoby sądzić, że książka ta
zapoczątkuje piękną love story z samym sobą. Jak każda relacja także i ta się zmienia. Każdy z nas, bez wyjątku, miewa dni, kiedy nie czuje
się dobrze we własnej skórze i przeglądając serwisy społecznościowe,
doświadcza problemów z akceptacją własnego ciała lub po prostu nie
chce mierzyć się ze światem. W odkrywaniu samego siebie istotne jest
pojęcie neutralności - nie analizujemy siebie w najdrobniejszych
szczegółach ani nie dążymy uporczywie do transcendencji. W owej
neutralności zawiera się akceptacja. I choć początkowo może nie
wydawać się to czymś, do czego warto dążyć, mam nadzieję, że po
wykonaniu opisanych w dalszej części książki ćwiczeń zauważysz, że
zaczynasz być dla siebie mniej surowa, trzymasz się z dala od
krytykanckiego, wewnętrznego dręczyciela (więcej na ten temat
napisałam w rozdziale 3) i przestajesz zadowalać się czymś, co nie
jest pełną miłością własną.
Jeśli celowo unikasz zajmowania się relacją ze sobą, możesz powielać
wzorce, które podświadomie przejęłaś od kogoś lub przyswoiłaś w inny
sposób. Na jakimś etapie życia mogły one być niezbędne i/lub pomocne,
lecz z biegiem czasu i za sprawą ich nadużywania przestają cię one
wspierać, a raczej zaczynają krępować.
Relacja ze sobą często odzwierciedla sposób funkcjonowania w kontaktach interpersonalnych. Dobre mniemanie o sobie korzystnie
przyczyni się do każdej innej relacji w twoim życiu. Z tego względu
pielęgnowanie samoświadomości jest w istocie aktem altruizmu.
Będąc ciekawa własnych przekonań, stajesz się bardziej świadoma chwil,
w których ograniczające cię opinie mogą sterować twoim życiem.
Zwracanie uwagi na relację ze sobą nie sprawi, że pewne emocje
przestaną się pojawiać. Chodzi raczej o możliwość intencjonalnego
odpowiadania na nie w sprzyjający ci sposób zamiast odruchowego
reagowania podyktowanego niepokojem lub gniewem.
Pielęgnowanie świadomej relacji ze sobą pozwala doświadczać bogactwa i spełnienia płynącego z innych relacji w twoim życiu. Przyczynia się
ono do umacniania poczucia własnej wartości, dzięki któremu zaczniesz
czuć się bezpieczniej, będąc sobą. Znając własną wartość, wiemy, że
zasługujemy na właściwy rodzaj miłości.
Bez względu na to, czy będziesz zaglądała do tej książki tylko od czasu
do czasu, czy każdego dnia korzystała z zamieszczonych w niej wskazówek,
aby pogłębić wgląd w siebie, mam nadzieję, że pomoże ci ona wzmocnić
poczucie więzi ze sobą i bezpieczeństwa, a ostatecznie także
uskrzydlenia. Otworzysz się zarówno wewnętrznie, jak i na wszystko, co
jeszcze cię czeka...
Jak być sobą
Poznanie siebie jest początkiem wszelkiej mądrości
Arystoteles
Niejednokrotnie przed rozmową o pracę albo randką słyszymy od naszych
bliskich: "Po prostu bądź sobą". Porada ta, choć podszyta dobrymi
intencjami, od zawsze budziła mój opór, trudno bowiem być sobą, kiedy
nie jest się do końca pewnym własnej tożsamości.
"Być sobą?" A jeśli inni tej osoby nie polubią? Jeżeli nie zechcą jej
zatrudnić? Albo nie będą chcieli się z nią umówić? Mam lepszy pomysł:
domyślę się, kim chcą, żebym była, i dokładnie taką siebie im zaoferuję!
Prawda, że to znakomity plan...? Zdarzało mi się tak myśleć.
Sporo czasu zajęło mi zrozumienie, że bycie sobą nie jest tożsame z takim przeobrażeniem swojej osobowości, by pasowała do drugiego
człowieka. Możemy oczywiście wyjść naprzeciw oczekiwaniom potencjalnego
pracodawcy i w trakcie rozmowy kwalifikacyjnej śmiało powiedzieć, że
znamy zawiłości Excela czy któregoś z programów firmy Adobe, lecz
skłonność do zmieniania podstawowych wartości i zachowań zależnie od
firmy, która nas zatrudnia, wystawia na ryzyko znacznie głębsze aspekty
naszego poczucia samego siebie.
Bycia sobą nie można włączyć na zawołanie. Budząc się pewnego ranka, nie
postanawiamy: "Hmm... myślę, że to dobry dzień, by zacząć być prawdziwie i w pełni sobą", jakby chodziło o jakiś wiszący w szafie ciuch, który
tylko czeka na właściwą pogodę. To raczej stawanie się - proces ciągły,
oparty na bardzo wielu codziennie podejmowanych decyzjach. Jeśli zatem
czujesz, że brak ci w tej kwestii pełnej jasności, nie masz powodów do
niepokoju.
Prawie nie ma dnia, by do mojego gabinetu terapeutycznego nie zawitał
ktoś z tego rodzaju wątpliwościami. W żadnym razie nie sądź więc, że
jesteś jedynym człowiekiem, któremu nie udaje się dojść ze sobą do
porozumienia w tym zakresie.
Czym jest "ja"?
Zanim przejdę do dalszych rozważań o samopoznaniu, przeznaczę chwilę na
omówienie, czym w istocie jest "ja". Podstawy naszego poczucia siebie
kształtują się na wczesnym etapie życia pod wpływem wielu czynników. Oto
niektóre z nich:
Pierwsze relacje z opiekunami.
Na ile kochające i kojące były te relacje.
Na ile świadomi siebie byli nasi główni opiekunowie.
Oczekiwania i życzenia otaczających nas osób.
Środowisko, w którym dorastaliśmy.
Stabilność emocjonalna domowego ogniska, w którym się wychowywaliśmy.
Odebrane wykształcenie.
Kontakty z rówieśnikami.
Wartościowanie społeczne, zgodnie z którym pewne osobowości - takie
jak przedsiębiorca, sportowiec czy model - są cenione wyżej niż inne.
Na wzbierającej fali nurtu samorozwoju i zwiększającej się presji na
osiągnięcie maksymalnej produktywności ("człowiek sukcesu") wyłoniła się
koncepcja idealnego siebie - osoby, której samoświadomość pozwala
wznieść się ponad własny niepokój i sprawia, że niczym się ona nie
stresuje, wstaje każdego dnia o piątej rano, żeby pomedytować, i ogólnie
rzecz biorąc, pozjadała wszystkie rozumy.
Koncepcja "doskonałego" niezmiennego ja jest jednak zwykłym mitem. To
urojone ja powinno być stałe, przewidywalne i do bólu spójne.
Nie wiem, jak ty to postrzegasz, lecz w moich uszach brzmi to sztucznie
i mechanicznie... I do tego bezsprzecznie jest nierealne! Tymczasem wiele
osób zmaga się z owym mitycznym pojmowaniem siebie, jakby każdy człowiek
miał obowiązek do niego dążyć.
Kiedy jednak przyjrzymy się bliżej temu tokowi myślenia, będzie go
łatwiej pojąć. Skąd wszak mamy wiedzieć, które części nas są lub mogą
być aspektami prawdziwego ja, a które konstruktami wzniesionymi w odpowiedzi na dotychczasowe przeżycia?
Ja nie jest jednością; składa się z wielu płynnych elementów. Może to na
przykład oznaczać, że dziwaczne nastoletnie ja jest równie moje, jak to
dojrzałe i dorosłe.
Nigdy nie dowiemy się o sobie absolutnie wszystkiego ani tego nie
zrozumiemy - choć w czasach obsesyjnego dążenia do produktywności i optymalizacji nietrudno czuć się zmuszanym do osiągnięcia tego celu.
W związku z tym warto raz na jakiś czas poświęcić chwilę na sprawdzenie,
czego w istocie oczekujesz od samopoznania. Czy nie należałoby tych
oczekiwań urealnić? Nie jest wszak twoją rolą wpasowywanie się w formę o określonych parametrach, niezależnie od tego, czy stworzyłaś ją sama,
czy zrobił to ktoś inny.
Początkowo możesz czuć opór na myśl o tym, że pewne aspekty ciebie na
zawsze pozostaną tajemnicą. Możesz potrzebować czasu, by pogodzić się z koncepcją nieznajomości wszystkich swoich części.
Rozważając tę kwestię, warto pamiętać, że wszyscy mamy ograniczone
zasoby energii. A gdy z determinacją upieramy się, by nadać sprawom
określony bieg, zużywamy jej bardzo dużo; podejmujemy wysiłek, który
moglibyśmy z większą korzyścią spożytkować na eksplorowanie świata.
Aby odkryć, kim jesteśmy, należy porzucić ideę ja jako celu czy też
konkretnej wszystkowidzącej, wszystkorobiącej i ze wszech miar
pozytywnej istoty.
Jesteśmy tylko ludźmi - pełnymi zarówno światła, jak i cienia. Będziemy
popełniać błędy. Co więcej, ich popełnianie jest nam potrzebne.
Samopoznanie polega na nieprzerwanym dążeniu do siebie, lecz proces ten
następuje falami. Warto więc dać sobie pozwolenie na odkrywanie.
"Bycie sobą" może być trudne, jeśli:
W dzieciństwie nie zachęcano nas do indywidualności i ekspresji.
Doświadczyliśmy porzucenia.
Padliśmy ofiarą prześladowań, czy to w okresie dorastania, czy w dorosłych związkach.
Byliśmy krytykowani za okazywanie właściwych nam wszystkim
ekscentrycznych, a zarazem pięknych stron siebie.
Nie przystajemy do społecznych oczekiwań.
Bycie sobą jako ciąg wyborów
Nauka bycia sobą może okazać się jednym z najtrudniejszych i najodważniejszych zadań, jakich się podejmiemy. To coś, nad czym wiele
osób często się zastanawia, ponieważ codziennie odkrywamy i tworzymy
różne aspekty samych siebie i konfrontujemy się z nimi. Mając to na
uwadze, warto dostrzegać w procesie ciągłego odkrywania siebie
błogosławieństwo zamiast przekleństwa; ukojenie, nie zaś cierpienie.
Każdego dnia przeżywamy wiele sytuacji, które mogą pomóc nam zbliżyć się
do siebie lub wycofać i pójść po linii najmniejszego oporu.
Czasami decyzja jest nadzwyczaj prosta - wybieramy, czego chcemy
posłuchać, jaki nowy serial obejrzeć jednym ciągiem na Netfliksie, co
przeczytać lub zjeść. Te wybory nie stwarzają wielkiego ryzyka dla
naszego ja, zwłaszcza jeśli dokonujemy ich w pojedynkę.
Inne okoliczności prowadzą jednak do znacznie trudniejszych wyzwań w kwestii poczucia prawdziwego ja, przysparzając nam tym samym większych
niepokojów. Możemy na przykład mieć inne zdanie niż życiowy partner i bić się z myślami, czy machnąć na to ręką, czy zająć własne stanowisko.
Możemy nie zgadzać się z zachowaniem swego rodzica, lecz mieć poczucie
niestosowności wygłoszenia własnej opinii. Choć cudze oczekiwania mogą
kolidować z naszym postrzeganiem samych siebie, często czujemy presję,
by popłynąć z prądem...
Nabranie umiejętności patrzenia na poczucie mojego ja z tej perspektywy
zajęło mi kilka lat, była to jednak praca wyzwalająca. Jeśli traktujesz
poczucie siebie jako wyznaczony cel lub listę punktów do odhaczenia,
łatwo możesz wpaść w pułapkę przyklejania sobie etykietek w rodzaju
"nudna" albo "niezaradna życiowo". Dla odmiany, kiedy myślisz o własnym
ja jak o czymś płynnym - traktując je tak, jakby codziennie się stawało
- otwierasz furtkę do radości, ciekawości i wyrozumiałości.
W codziennych interakcjach zawsze więcej ryzykujemy, usilnie próbując
być kimś, kim nie jesteśmy, niż będąc sobą. Choć takie drobne decyzje
zdają się mieć niewielkie znaczenie, ich skumulowaną konsekwencją może
być utrata siebie.
Czym jest utrata siebie?
To odnoszenie wrażenia, że nie wiemy, kim jesteśmy, lub poczucie
oderwania od siebie. Zerwanie więzi ze sobą może być długotrwałym,
doświadczanym przez całe życie stanem bądź sytuacją o bardziej nagłym
charakterze.
Oznaki utraty siebie:
Poczucie niespełnienia w obecnym życiu.
Brak zaufania do własnych osądów.
Zachowania impulsywne i szukanie natychmiastowej gratyfikacji.
Trudności z podejmowaniem decyzji w kwestiach, które wcześniej nie
przysparzały problemów, i późniejsze roztrząsanie dokonanych wyborów.
Nasilenie krytyki względem siebie i innych.
Skłonność do relacji współzależnych (jeden partner jest w nich
uzależniony od drugiego, który z kolei chce czuć się potrzebny).
Trudności z nawiązaniem bliższych więzi z otaczającymi osobami.
Doświadczając utraty siebie, możemy myśleć o sobie na przykład tak:
"Nie wiem, kim jestem. Nie wiem, co lubię. Nie wiem, co chcę robić. Nie
wiem, kim chcę być. Nie wiem, o co chodzi w moim życiu ani czego od
niego oczekuję. Jestem spanikowany, pozbawiony motywacji, zatroskany,
wystraszony, niezdecydowany; może nawet zobojętniały. Mam wrażenie, że
tonę. Wszyscy potrafią pozbierać się do kupy, tylko nie ja. Czuję, że
zostaję w tyle".
Ponieważ takie myśli mogą budzić przerażenie, poczuciem utraty siebie
należy zająć się od razu, gdy tylko się pojawi.
Bodźce wyzwalające poczucie utraty siebie
Utrata siebie może być spowodowana wieloma czynnikami. Najczęstszymi
przyczynami są:
Relacje.
Komórka rodzinna.
Żałoba.
Trauma.
Zmiana ról.
Relacje
Czasami wikłamy się w związek z kimś tak mocno, że zanim się
zorientujemy, tracimy poczucie tego, kim byliśmy wcześniej. W takich
przypadkach mamy skłonności do przedkładania potrzeb partnera nad
własne. W niektórych relacjach pojawia się problem nadmiernej kontroli
lub jakiegoś rodzaju presji, przez co dla świętego spokoju rezygnujemy
ze swoich przyjaźni i zajęć.
Według niektórych norm społecznych niejeden romantyczny związek w ogóle
nie jest postrzegany jako taki, bo na przykład nie został oficjalnie
ogłoszony na Facebooku albo trwał niecały rok; niemniej kiedy się
kończy, jesteśmy zdruzgotani. Dla odmiany po zakończeniu wieloletniego
związku możemy nie czuć się tak źle, jak się spodziewaliśmy, gdyż
zachowywaliśmy w nim jakąś cząstkę siebie.
To kwestia wspólna dla wszystkich relacji - czas ich trwania nie musi
być wprost proporcjonalny do wpływu na życie. Relacje są dla nas czymś
więcej niż prostą sumą ich części. Staje się to szczególnie widoczne,
gdy nie potrafimy pojąć bólu serca po rozstaniu - zwłaszcza jeśli
związek trwał krótko lub sama zdecydowałaś się go zerwać.
Relacje symbolizują bezpieczeństwo i żywotność; są szkicem możliwej
przyszłości. Angażując się w związek, zaczynamy się zastanawiać, jak by
to było - pozwolić tej osobie w pełni wniknąć w nasz świat. Kiedy zaś
związek się kończy, opłakujemy nie tylko zniknięcie konkretnej osoby,
lecz także utratę wszystkiego, co dla nas reprezentował, i wszystkiego,
w co wierzyliśmy, że może reprezentować. Pamiętaj więc, by w takich
chwilach być dla siebie delikatną.
Komórka rodzinna
Aby wyrosnąć na dorosłych o zrównoważonym poczuciu siebie, wszystkie
dzieci potrzebują czegoś określanego w psychoterapii mianem bezpiecznej
bazy.
Jeśli opiekunowie nam ją zapewniają, możemy badać szersze otoczenie nie
tylko z poczuciem bezpieczeństwa, lecz także z przekonaniem, że po
powrocie spotkamy się z obecnością, wrażliwością, komfortem i miłością.
Niestety, u wielu osób rodzice nie pełnią tej funkcji (celowo bądź nie).
Niektórzy robią, co w ich mocy, ale borykają się z własnymi problemami.
Inni są nieobecni fizycznie lub emocjonalnie bądź też na oba z tych
sposobów. Co gorsza, bywają też okrutni i nieprzewidywalni. Ponieważ
nasza tożsamość kształtuje się we wczesnym dzieciństwie, zaburzyć mogą
ją wszelkie przejawy braku bezpieczeństwa w bazie.
Wczesne negatywne interakcje stają się lekcjami, które głęboko
przyswajamy. Jeśli na przykład płacz dziecka spotyka się z przemocą
werbalną lub fizyczną, może ono zacząć kojarzyć szukanie pomocy z krzywdą. To zaś często skutkuje negowaniem tych własnych emocjonalnych
aspektów, które wywołują czyjąś agresję. Konieczność odrzucenia w dzieciństwie niektórych części naszego ja może sprzyjać późniejszym
tendencjom do zamykania się w sobie i utraty siebie. W ten sposób
wzorzec ukształtowany na podstawie dziecięcych doświadczeń zabieramy ze
sobą w dorosłość; echa wczesnej traumy utrzymują się niekiedy o wiele
dłużej niż wspomnienia.
Żałoba
Śmierć bliskiej osoby może wyrwać z korzeniami nawet najmocniej
ugruntowane ja. Żałoba zwykle stanowi głęboki wstrząs, który nieraz
prowadzi do kompletnego zagubienia. I choć takiego poczucia straty
należy się spodziewać w przypadku odchodzenia osób z kręgu naszych
najbliższych, podobnie głęboką żałobą może nas okryć śmierć człowieka, z którym nie byliśmy szczególnie silnie związani - kogoś, kogo nawet
osobiście nie znaliśmy. Także odejście domowego zwierzęcia, często
bagatelizowane przez społeczeństwo, może okazać się jedną z najdotkliwszych strat, jakich doświadczyliśmy. Tak wiele wysiłku
wkładamy w unikanie rozmów o śmierci i jej nieuchronności - nie tylko
jako jednostki, lecz także społeczny kolektyw - że gdy ktoś z bliskich
przemija, nasze codzienne wypieranie rzeczywistości zostaje drastycznie
zakłócone.
Czyjaś śmierć może skłonić nas do zakwestionowania naszych życiowych
wyborów i priorytetów. Sprawy dawniej uznawane za ważne nagle okazują
się błahostkami, co wiąże się z nieuniknionym oderwaniem od poczucia
siebie. W świetle tego, co się nam przydarzyło, możemy się frustrować,
że ktoś inny trapi się mało ważnymi z naszego punktu widzenia
zahamowaniami czy kompleksami. Pamiętaj jednak, że ciernie frustracji z biegiem czasu stępieją.
Teraz możemy jeszcze tego nie czuć, lecz za jakiś czas zmiana
priorytetów i szansa na zbudowanie poczucia siebie od początku mogą
okazać się uskrzydlające, jeśli tylko sobie na to pozwolimy. Mitch Albom
pięknie ujął to w książce Wtorki z Morriem, pisząc, że śmierć kończy
życie, a nie związek. Słowa te padły w kontekście relacji z ukochaną
osobą, która odeszła, ale można je także odnieść do więzi ze sobą. Nie
odeszłaś ani tak naprawdę się nie zagubiłaś; po prostu okryłaś się
ciężarem smutku i próbujesz ukoić swój ból najlepiej, jak potrafisz.
Trauma
Trauma jest reakcją na dowolne wydarzenie lub doświadczenie, które
przekracza nasze możliwości radzenia sobie z problemami. Rzutuje ona na
nasz sposób myślenia, odczuwania, postrzegania i przetwarzania; wywiera
na nas wpływ fizyczny, psychologiczny, społeczny, a często także
duchowy, prowadząc do jednej z form utraty siebie.
To, co dla jednego człowieka będzie bardzo niepokojące i traumatyczne, u innego może nie wywołać podobnej reakcji. Na przykład śmierć domowego
zwierzęcia czy wyprowadzka rodzeństwa mogą u różnych osób mieć zupełnie
inny wydźwięk. Z tego względu w kontekście pojęcia skali traumy znacznie
ważniejsze jest zrozumienie wpływu, jaki ma na kogoś dane wydarzenie niż
szczegóły tego wydarzenia.
Stwierdzenie przeżycia traumy jest koniecznym warunkiem ponownego
nawiązania relacji z samym sobą, lecz bywa niezwykle trudne. Często
staramy się zaprzeczać: "Powinnam lepiej sobie z tym radzić", "Już dawno
powinnam była się z tym uporać", "Inni mają gorzej", "On przeszedł przez
to samo i jakoś się trzyma". Zwróć uwagę na aspekt porównania
przejawiający się w wielu stwierdzeniach tego rodzaju.
Należy pamiętać, że każdy człowiek przeżywa traumę inaczej i inaczej się
z niej leczy, a żadna reakcja nie stanowi oznaki siły ani słabości.
Sposób przetwarzania traumy zależy od wielu czynników, takich jak
uwarunkowania biologiczne, charakter wydarzenia czy dostęp do wsparcia.
Reakcja na traumę jest skutkiem podejmowanych przez mózg i ciało działań
mających zapewnić nam bezpieczeństwo, jeśli więc wskutek traumy
doświadczasz utraty własnego ja, wiedz, że jest to odruch naturalny. Gdy
następnym razem przyłapiesz się na rozważaniach negujących twoje
przeżycia, przypomnij sobie, że przetwarzasz je na swój wyjątkowy
sposób, którego nie można porównywać z reakcją żadnej innej osoby.
Pielęgnacji wymagają nawet niewidoczne rany.
Zmiana ról
Od wczesnych lat życia świadomie i podświadomie przyswajamy rozmaite
informacje o tym, co jest "fajne" albo "dobre", a co nie jest. Rolom w rodzinie przyjrzymy się bliżej w dalszej części tej książki, teraz zaś
cofniemy się do szkolnych lat, kiedy byliśmy zalewani przez otoczenie
komunikatami społecznymi.
Możesz uczyć się do egzaminu, ale lepiej, żeby inni o tym nie
wiedzieli.
Spinki z motylkami są szczytem mody, musisz jak najszybciej się
dostosować.
Nie wolno ci się w niej podkochiwać!
Bądź sobą! Nieee... nie takim sobą!
Co jest dopuszczalne w tym otoczeniu? Czym mogę narazić się tej grupie?
Przynależność wiąże się z poczuciem bezpieczeństwa, od najmłodszych lat
uczymy się więc, jakie zainteresowania czy inklinacje mogą stać jej na
przeszkodzie. Filtrując informacje, uczymy się odgrywania ról, które
przynoszą nam korzyści. Nie zawsze znacząco różnią się one od naszych
"prawdziwych" ja - niekiedy są to po prostu nieco inne, mniej wyraziste
wersje nas samych; na przykład mniej ekscentryczne.
Czasami nawet utrata jednej z odgrywanych ról może przyczynić się do
poczucia oderwania od tego, kim jesteśmy. Ja na przykład, pogodziwszy
się z diagnozą nieswoistego zapalenia jelit, doświadczyłam utraty
niezależności oraz wyjścia z domowej roli "panikary". W zamian zostałam
"dzieckiem z chorobą Leśniowskiego-Crohna", "chorym dzieckiem". Na
podobnej zasadzie po zakończeniu długotrwałego związku możemy nie mieć
pewności, kim jesteśmy poza granicami roli, jaką w nim odgrywaliśmy.
Pozbawieni harmonogramu zajęć roku akademickiego po ukończeniu studiów
czy środowiska biurowego po rezygnacji z konkretnej pracy także możemy
się czuć zagubieni. Niektórzy świeżo upieczeni rodzice mają poczucie
winy, bo tęsknią za utraconymi aspektami ich przedrodzicielskiego ja.
Inni tracą sens życia, kiedy dzieci opuszczają rodzinne gniazdo. Strata
to strata, a każdą z nich można dotkliwie przeżyć.
Twoje pięć minut. ja w trzech odsłonach
Przyjrzyj się własnym wcześniejszym doświadczeniom utraty siebie,
zadając sobie następujące pytania:
Jakich rodzajów "ja" potrzebowałam, aby się rozwijać?
Kim musiałam się stać, aby zostać zaakceptowaną przez przyjaciół?
Kim musiałam się stać, aby być kochaną w swoich związkach?
Zastąp czas przeszły teraźniejszym, aby nadać powyższym pytaniom
aktualny kontekst, i sprawdź, jak będą się przedstawiały odpowiedzi.
Sposoby, na jakie uciekamy od zastanawiania się nad utratą siebie:
Dokonywanie w sobie daleko idących zmian, dopasowanych do osoby, z którą przebywamy.
Naśladowanie innych.
Spełnianie cudzych oczekiwań.
Niezdrowe przywiązywanie się w relacjach.
Unikanie formułowania i wyrażania własnych opinii.
Automatyczne akceptowanie cudzych sądów jako "słusznych".
Mówienie "tak", gdy mamy na myśli "nie".
Zobojętnianie się przez nadmiar pracy czy treningów, wchodzenie w nałogi itp.
Unikanie utraty siebie
Przez wiele lat unikałam konfrontacji z poczuciem utraty siebie. Wtedy
nie zdawałam sobie z tego sprawy, lecz harowałam jak wół, byle się z nim
nie zmierzyć. Nie dostrzegałam, że w ten sposób jedynie odkładam na
później zajęcie się problemem. Z życiem nierozerwalnie wiążą się
bolączki, przed którymi nie można się ustrzec, a jednak próbowałam, gdyż
batalia z nimi oznaczałaby konieczność pracy nad zaakceptowaniem osoby,
jaką rzeczywiście byłam - a tego bardzo nie chciałam, bo po prostu
nienawidziłam siebie.
Unikałam więc, kluczyłam i wycofywałam się, aż w końcu nie było już
dokąd zbiec. Znalazłam się na dnie - w miejscu, o którym czasami
słyszysz od innych, ale sądzisz, że nigdy tam nie trafisz. Przytłoczył
mnie ogrom własnego smutku i niepokoju. Cierpiałam na bezsenność.
Zaczęły się napady lęku, a moja - zwykle przebiegająca dość łagodnie -
choroba Leśniowskiego-Crohna dawała mi popalić. Kiedy nie chcemy słuchać
ciała, ostatecznie zaczyna ono krzyczeć.
Zwrócenie uwagi na własne lęki wydaje się ryzykowne, zupełnie jakby
mogło to je wzmocnić, pogłębić. Czymś bardzo ludzkim jest chęć uciekania
od nieprzyjemnych emocji i wrażeń. Dlaczego mielibyśmy świadomie
decydować się na dyskomfort? Ale jak powiedział Carl Gustav Jung: "To,
czemu się opierasz, nie tylko przetrwa, lecz także będzie narastać". W rezultacie w wieku dwudziestu trzech lat trafiłam na kozetkę
psychoterapeuty i ostatecznie musiałam stawić czoło swoim emocjom,
zamiast przed nimi uciekać.
Może odnajdujesz się w tych słowach, a może nie. Tak czy inaczej, nie
wydaje mi się, że konieczne jest sięgnięcie dna, by zająć się kwestią
utraty siebie, przekonałam się jednak, że świadomość często wiąże się z dyskomfortem. Ale nie każdy dyskomfort jest zły. Czasami stanowi on
oznakę zmiany - rodzaj narastającego bólu.
Co warto wiedzieć o unikaniu:
Unikanie daje iluzję spokoju, lecz jest w najlepszym razie doraźną
pożyczką, od której możemy zapłacić wygórowane odsetki.
Próby wypychania strachu i dyskomfortu poza granicę świadomości są
męczące.
Nie "odpuścimy" sobie niczego, dopóki nie przyjrzymy się temu, co do
siebie "dopuściliśmy".
Zużywanie energii na unikanie drenuje naszą witalność.
Stawianie oporu zasadniczo wzbudza większy niepokój niż myśli, którym
się opieramy.
Odkrywanie i odbudowywanie relacji
Proces odkrywania i odbudowywania relacji ze sobą nie polega na
naciśnięciu przełącznika ani na przebiegnięciu linii mety czy
przeturlaniu się przez nią. Do samopoznania nie wiedzie żadna droga na
skróty; w tym przypadku cenna jest sama podróż. Pewne wskazówki nasuwa
termin "samopoznanie". Chodzi w nim o szukanie; o ciekawość,
rozgrzebywanie i rozpakowywanie. Mam dobrą wiadomość: skoro czytasz te
słowa, to znaczy, że już ten proces zapoczątkowałaś. W dalszej wędrówce
daj sobie więc zielone światło na wykonywanie opisanych w tej książce
ćwiczeń ze szczerością i otwartością, które już wobec siebie żywisz.
Odkrywanie nie jest środkiem do celu.
Kiedy tylko możesz, pozwól sobie więc na łagodność wobec siebie; na
zwyczajne bycie i cieszenie się tym procesem.
Twoje pięć minut. Zyskiwanie świadomości wyborów
Na proces samopoznania warto spojrzeć z perspektywy podejmowanych
każdego dnia działań. Zadaj sobie następujące pytania:
Jakie wybory i działania zbliżają mnie do siebie?
Jakie wybory i działania mają odwrotny skutek?
Czy zbliżam się do swojego prawdziwego ja, czy od niego oddalam?
Dostrzeganie i nazywanie
Proces dostrzegania i nazywania emocji może wypełnić lukę między tym, co
myślimy, a tym, co czujemy. Nazywając emocję, staraj się określić, co
czujesz. Zamiast mówić: "Jestem zła", powiedz: "Czuję złość". "Jestem
niespokojna" zamień na: "Czuję niepokój", a "Jestem zestresowana" - na
"Odczuwam stres" i tak dalej. Przeskok od "jestem taki" do "czuję to"
pozwala dostrzec, że w istocie nie składasz się wyłącznie z tej
konkretnej emocji, i daje przestrzeń na obserwowanie jej, a nie
utożsamianie się z nią. Stanowi zarazem łagodne przypomnienie, że
odczuwane emocje są przejściowe; to pocieszające w sytuacji, w której
trudno o inne pokrzepienie.
Dostrzeganie i nazywanie tego, czego jesteśmy świadomi, zarówno w ciele,
jak i umyśle, zdaje się banalne, lecz wiele osób unika tego ze względu
na dyskomfort potencjalnie wiążący się z tymi działaniami.
Zgodnie z radą mojego mentora - umieść niewielką naklejkę gdzieś w swoim
pokoju lub z tyłu telefonu. Kiedy ją zauważysz, zastanów się, jakich
wrażeń w swoim ciele jesteś świadoma. Zacznij od pytania: "Co w tej
chwili czuję?". Z biegiem czasu przywykamy do nalepki i stajemy się
mniej świadomi jej obecności, ale mogę śmiało powiedzieć, że choć od
przyklejenia małej niebieskiej kropki na półce z książkami minęło wiele
lat, wciąż służy mi ona za przypomnienie.
Twoje pięć minut. Kontrola własnego stanu
Jednym z najprzystępniejszych i zarazem najrzadziej używanych narzędzi,
jakimi dysponujemy, jest kontrola własnego stanu poprzez zwykłą
obserwację. To wcale nie musi być skomplikowane. Możesz to zrobić od
razu:
Jak się czuję? Może jestem zmęczona, głodna albo niespokojna?
Jakie wrażenia kojarzące się z danym odczuciem umożliwiły mi
uświadomienie go sobie?
Zapisz odpowiedzi w dzienniku.
Nie przestawaj się bawić
Jako dzieci mieliśmy pozwolenie na zabawę. Badanie gruntu.
Przywdziewanie różnych szat. Eksperymentowanie z tym, kim jesteśmy. "Czy
to trochę ja, czy nie ja?" Jako ciotka sześciorga młodych ludzi
zaręczam, że nie ma na świecie furii porównywalnej do wściekłości
dziecka poproszonego o przerwanie zabawy!
Ale gdy przekraczamy dwudziestkę, społeczeństwo zdaje się oczekiwać od
nas stopniowego rezygnowania z zabawy, zaś ukończenie trzydziestego roku
życia często wyznacza jej kres ostateczny.
"Żadnych więcej głupot! Jesteś już "dorosła", więc powinnaś doskonale
wiedzieć, kim jesteś, a wszelkie eksperymenty, próby czy sprawdzanie,
kim jeszcze mógłabyś zostać, przypuszczalnie zostaną uznane za kryzys
wieku średniego... albo półśredniego".
Zabawa staje się oznaką "niedojrzałości" czy też "nieudolności". W ten
sposób tracimy możliwość bawienia się i odkrywania, przez co pozostaje
nam niewiele przestrzeni na zmiany albo na rozwój - a przecież nie
urodziliśmy się po to, by trwać w niezmienionej formie po wsze czasy.
Nasze ja zmienia się podobnie jak ciała. Z niektórych aspektów
wyrastamy. Niektóre nabywamy w trakcie życia; odkrywamy z wiekiem...
Twoje pięć minut. Baw się życiem
Przeznacz moment na udzielenie odpowiedzi na poniższe pytania:
Czy jest coś, czego zawsze chciałaś spróbować, ale do tej pory tego
nie zrobiłaś? Może chodzić o taniec, aktorstwo czy kurs fińskiego dla
początkujących!
Czy masz jakiś pomysł na zrobienie rekonesansu w tym zakresie? Choćby
malutkiego? Pozwól sobie próbować. Pozwól sobie błądzić. Zacznij
ponownie bawić się życiem.
Dostrzegaj okazje
Każdego dnia dokonujemy wyborów, które nas oddalają bądź zbliżają do
samych siebie. Jednym z elementów procesu samopoznawania jest pozwolenie
sobie na ciekawość (pozbawioną osądzania!) w kwestii codziennych
decyzji.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki