Pięć kluczy do uważnego porozumiewania się - Chapman Susan Gillis


Reflow text when sidebars are open.
Zamierzałam napisać tę książkę, aby podzielić się z czytelnikami ideą, że możemy czerpać dobro i naukę ze wszystkich rozmów, jakie prowadzimy w życiu - niezależnie od tego, czy są przyjemne, irytujące lub na pozór nieistotne. Dla mnie tym właśnie jest uważne porozumiewanie się. Praktyka uważnej komunikacji prowadzi do uświadomienia sobie, że relacje międzyludzkie są ze swojej natury oparte na postawie "najpierw my". Pokazuje nam, że wszystkie gesty i wszystkie słowa, jakie wymieniamy z innymi, mają źródło w głębokiej ludzkiej tęsknocie za związkiem, uznaniem i docenieniem. Chcemy być dostrzegani, słuchani i znani z powodu tego, kim jesteśmy, pragniemy pochwały naszych osiągnięć i pociechy w cierpieniu. A kiedy przyjrzymy się sobie bliżej, odkryjemy równie silną potrzebę dostrzegania, słuchania i poznania innych z powodu tego, kim oni są, a także wczuwania się w ich ból. Ta dwukierunkowa potrzeba jest fundamentalną, przynoszącą korzyść każdej ze stron zasadą, leżącą u podstaw porozumiewania się i relacji, w jakie wchodzimy. Nasuwa się tu na myśl analogia do systemu korzeniowego łączącego w lesie wszystkie drzewa, z których każde, wydaje się, rośnie osobno. Kiedy znajdziemy czas i przestrzeń, by zaspokoić naszą wewnętrzną tęsknotę za autentycznością, zrozumiemy, że jest ona nierozerwalnie związana z wewnętrzną zdolnością słuchania innych ludzi i pozostawania z nimi w kontakcie. Taka - "najpierw my" - wizja relacji, w które wchodzimy, jest w tej książce jedną z kluczowych idei związanych z praktyką uważnego porozumiewania się.
"Najpierw my" znaczy, że żyjemy i komunikujemy się w strefie dynamicznej wymiany, której istotą są wzajemne zależności. Podobnie jak piękno i potęga otaczającego nas świata natury, ta strefa wymiany jest czymś, co zostało nam dane, jest darem. Jednak gdy wskutek nieuważności rezygnujemy z głębszego zastanawiania się nad tym, ograniczamy tę drogę poznania - wznosimy palisadę "najpierw ja" i bronimy swojego terytorium. Każdy, kto praktykuje uważne porozumiewanie się, stoi przed wyzwaniem - musi spojrzeć na te wprowadzające chaos nawyki komunikacyjne wnikliwie i ze zrozumieniem, wykazać się współodczuwaniem i dalekowzrocznością. Dostrzeże wtedy, że te nawyki tworzą atmosferę lęku i nieufności, w której nasza uwaga nie skupia się na prawdziwej naturze człowieka. Prowadzimy rozmowę opartą na emocjonalnym nienasyceniu i agresji. Zapominamy, że naszą najbardziej pierwotną potrzebą było nawiązanie kontaktu. Gdy lęk wymyka się spod kontroli i świat zaczyna się rozpadać, mamy okazję wrócić do podstaw i zadać pytanie: "Czego naprawdę chcę?" Musimy odzyskać poczucie autentycznej łączności z innymi. Drogą do tego jest ćwiczenie uważności, ponowne pełne skupienie uwagi na tym, co się dzieje w chwili obecnej, tu i teraz.
Porozumiewanie się jest istotą naszych relacji z innymi, więc ta książka jest w równej mierze o poznawaniu natury owych relacji, co o rozmowach. Dzięki uważności możemy wyrobić w sobie postawę "najpierw my" wobec wszystkich naszych relacji - na początku z samym sobą, następnie ze wszystkimi, których znamy, a w końcu z wizją społeczeństwa, które kieruje się takimi zasadami. Mówiąc najprościej, "najpierw my" znaczy, że w każdych okolicznościach, również w sytuacjach konfliktowych, powinniśmy starać się zachować otwartość i szacunek dla rozmówcy. Ważne jest jednak, byśmy pamiętali, że postawa "najpierw my" nie jest równoznaczna z rezygnacją z własnych interesów. Otwartość trzeba wykazywać zarówno wobec innych, jak i wobec siebie. Utrzymaniu tej otwartości służy ćwiczenie uważnego porozumiewania się.
Zaczęłam pracować nad tą książką na początku lat 90. ubiegłego wieku na prośbę klientów i uczestników moich zajęć z psychologii kontemplacyjnej. Uczyłam ich wzorców, takich jak cykl bezwzględnego umysłu i nieuważnego serca, wywodzących się z mojej pracy związanej z przemocą domową. Była to nieporadna próba przekazania nauk mojego nauczyciela - był nim Chögyam Trungpa Rinpoche - o tym, jak miłość może się przemienić w nienawiść, gdy zamrozi się otwartą przestrzeń między sobą a innymi. Później dołączyłam do tego metaforę świetlnej sygnalizacji drogowej, aby na jej przykładzie wyraźniej przedstawić trzy stany umysłu - otwarty, zamknięty i pośredni. Ponieważ dla moich klientów i studentów okazało się to pomocne, zachęcali mnie do dalszej pracy nad tym modelem.
Nie jest łatwo znaleźć język odpowiedni do opisania tych doświadczeń, głębokich, ale i dobrze znanych większości ludzi. Dlatego postanowiłam wprowadzić nowe modele, metafory i symbole, aby zilustrować przygodę odkrywania samego siebie, która rozpoczyna się, kiedy wprowadzamy uważność do naszych wzorców komunikacji. Słowniczek zamieszczony na końcu książki wyjaśnia znaczenie użytych terminów i przedstawionych koncepcji.
W tej książce będziemy niwelować niektóre z najbardziej znanych przeszkód wynikających z głęboko zakorzenionego w nas nawyku komunikacji w postawie "najpierw ja". Stanowi ona defensywną barierę, u której podłoża legł głęboko umiejscowiony w nas lęk, że jesteśmy odizolowanymi od innych jednostkami, a także w pewien sposób niedoskonałymi. Można to nazwać syndromem "samotnego drzewa w lesie". Czujemy się izolowani, zamykamy szlaki komunikacji i zapominamy o systemie korzeniowym otwartego porozumiewania się. A wtedy zaczyna się ciąg reakcji łańcuchowych wywoływanych przez lęk. Postawie "najpierw ja" sprzyja atmosfera nieufności - łatwo w niej nabrać przekonania, że nie jest bezpiecznie być wrażliwym. W rozmowach nieświadomie przekazujemy te lęki innym, nie zwracając uwagi na wpływ, jaki mają na nich nasze gesty i słowa. Do tego właśnie prowadzi nieuważna komunikacja. Dzięki uważności możemy odwrócić ten proces, tworząc emocjonalnie bezpieczne środowisko dla nas samych i dla innych. Nazywam takie przyjazne środowisko "zieloną strefą" i wyobrażam je sobie jako komórki macierzyste, z których może wyrosnąć kultura łagodności w naszym życiu i w całym świecie. Z tą zieloną strefą zwykle kojarzy się gabinet terapeuty. Ale możemy się nauczyć budować ją sami dla siebie. Zielone strefy tworzą sieć bezpieczeństwa dla całego społeczeństwa - podobnie jak tworzą taką sieć sąsiedzi gawędzący na ganku przed domem w ciepły letni wieczór. Te strefy dają pogodę ducha w trudnych czasach jednostkom i całym społecznościom.
Społeczeństwa "najpierw my" nie są futurystyczną fantazją. Jeśli ich poszukamy, przekonamy się, że istnieją tu i teraz. Łatwo można wyobrazić sobie wzajemny szacunek w indywidualnych relacjach lub w obrębie rodziny, ale społeczeństwo "najpierw my" wydaje się nierealne. Czyż cała ludzkość nie jest skażona chciwością, korupcją, agresją? Kolejny cel tej książki to udowodnienie, że wizja "najpierw my" ucieleśnia się w świecie najzupełniej rzeczywistym. Potrafiły ją realizować niezliczone jednostki przez wiele pokoleń. Jestem ogromnie wdzięczna mojemu nauczycielowi, Sakyongowi Miphamowi Rinpoche z tradycji Shambhala, za niezmordowane głoszenie idei, że ludzkie społeczeństwo jest z natury dobre. Ja sama żyłam i pracowałam w kilku społecznościach świadomie przyjmujących postawę "najpierw my" - od klasztornej szkoły po feministyczne schronisko dla kobiet po przejściach, od programu eksperymentalnej terapii w więzieniu o zaostrzonym rygorze po klasztor buddyjski. Doświadczenie życia i pracy w takich społecznościach, obok doświadczeń wynikających z mojej pracy jako terapeuty małżeńskiego i rodzinnego, dało mi praktyczne zrozumienie wyzwań, przed jakimi stajemy, kiedy postanawiamy być bardziej uważni i otwarci w komunikacji z innymi. Jest to trudne, ale z całą pewnością możliwe.
Aby stworzyć zielone strefy w naszym życiu, należy znaleźć czas i przestrzeń niezbędne do praktykowania medytacji na siedząco, refleksji nad samym sobą i innych form kontemplacji. Jest to przestrzeń, w której uczymy się odczuwać wrodzoną łagodność naszych serc, wsłuchiwać się we własne myśli, otworzyć się i doświadczyć piękna, ale i chaosu otaczającego nas świata. Uważne porozumiewanie się to również otwarcie wszystkich zmysłów i autentyczne słuchanie siebie samego, innych i świata.
Praktykując uważne porozumiewanie się, porzucamy stare nawyki i typy relacji na rzecz nowych. W tej zmianie potrzebujemy wsparcia, ponieważ oddziałuje ona na naszą tożsamość. Codzienne relacje i rozmowy wywierają wpływ na to, za kogo się uważamy. A jednocześnie przyjęte przez nas wzorce komunikacji rzutują na kształt środowiska społecznego, w którym żyjemy. Osoba gniewna żyje w świecie pełnym gniewu, osoba łagodna - w łagodnym. Wiedząc o tym, społeczności "najpierw my" od stuleci opierały się na zasadach i wskazówkach, które pomagają tworzyć taki rodzaj uważnego społeczeństwa, w jakim chcielibyśmy żyć. Napisana w tym duchu, ta książka jest przewodnikiem oferującym praktyczne porady dotyczące stosowania postawy "najpierw my" w naszym życiu.
Aby zilustrować najważniejsze punkty, zawarłam w niej przykłady i anegdoty zaczerpnięte z mojego życia. Niektórych przyjaciół, członków rodziny i nauczycieli opisuję pod ich własnymi imionami, ale imiona wszystkich klientów, współpracowników i uczestników warsztatów zostały zmienione.
Mam nadzieję, że ta książka zachęci czytelników, by wspólnie z zaufanymi przyjaciółmi tworzyli zieloną strefę, dostosowując do swoich potrzeb przykłady z ćwiczeń. Być może inni będą woleli pracować w samotności albo zupełnie pominąć ćwiczenia. Ta książka ma być punktem wyjścia, a nie ostatnim słowem w odkrywaniu, co uważna komunikacja może wnieść do naszego życia. Obyśmy wszyscy mogli odnieść korzyść, tworząc uprzejmą, łagodną i pełną pogody ducha społeczność. I prowadzić tylko jedną rozmowę naraz.
Pokonaj gniewnego miłością. Pokonaj złośliwego dobrocią. Pokonaj skąpca hojnością. Pokonaj kłamcę prawdą.
Dhammapada
Ostatnio przyjaciółka przysłała mi mail z dołączonymi kilkoma zdjęciami. "Spodobają ci się", napisała. Gdy je otworzyłam, roześmiałam się i natychmiast odpisałam: "Tak, podobają mi się te fotki - tak bardzo, że już napisałam o nich książkę!"
Krążące w Internecie zdjęcia przedstawiały niedźwiedzia polarnego bawiącego się z psem. Po raz pierwszy zobaczyłam je w magazynie "National Geographic" wiele lat temu i ujęła mnie historia, którą przedstawiały. Gdzieś pod kołem podbiegunowym pies - wabił się Churchill - był przywiązany do słupka w lodzie. Jego właściciel zobaczył przez okno wygłodniałego niedźwiedzia polarnego, który właśnie obudził się ze snu zimowego. Patrzył z przerażeniem, jak niedźwiedź zbliża się do psa. Zdając sobie sprawę, że nie uda mu się uchronić psa przed niechybną śmiercią, sięgnął po aparat i zaczął fotografować to, co działo się za oknem. Lecz ku jego zdumieniu, Churchill sam ocalił własne życie.
Gdy niedźwiedź powoli się do niego zbliżał, Churchill rozpłaszczył się na przednich łapach i zaczął merdać ogonem. Mimo głodu niedźwiedź zareagował na sygnał do zabawy i nagle z drapieżnika stał się kumplem. Jedno ze zdjęć przedstawia Churchilla i niedźwiedzia w przyjacielskim uścisku, tarzających się po lodzie. Na koniec wielki niedźwiedź polarny odwrócił się i spokojnie odszedł. W następnych dniach wracał jeszcze kilka razy w to samo miejsce, żeby bawić się ze swoim nowym przyjacielem.
Fotograficzna opowieść z "National Geographic" pojawiła się w moim życiu w odpowiednim momencie. Właśnie przygotowywałam serię warsztatów uważnej komunikacji, których uczestnicy mieli zdobywać praktyczną umiejętność porozumiewania się z innymi z pełną świadomością, wnikliwością, współodczuwaniem i trafnymi decyzjami. W trakcie przygotowań uważnie przyglądałam się własnym interakcjom, zwłaszcza z trudnymi ludźmi.
Kiedy zobaczyłam pierwszy raz zdjęcia w "National Geographic", zaczęłam baczniej obserwować defensywne strategie, jakie stosowałam wobec wygłodniałych niedźwiedzi w moim życiu. Czy Robert, dokuczliwy współpracownik, który właśnie nadchodził korytarzem, przemieni się w pluszowego misia, gdy odpowiednio dostosuję sygnały, jakie mu wysyłam? Zapewne nie. Ale postanowiłam spróbować i pomerdać ogonem.
Pod pewnymi względami Robert pasował do obrazu wygłodzonego polarnego niedźwiedzia - zastraszał całe biuro, skupiając na sobie uwagę i emocjonalnie pożerając nas wszystkich swoimi ordynarnymi żartami i przewidywalnymi opiniami. Zwykle, widząc, że wchodzi do biura, kuliłam się i wkładałam maskę. Jeszcze raz ustawiałam nas oboje w rolach drapieżnik-ofiara. Ale przyszło mi do głowy, że zamiast tchórzyć, mogłabym wzbudzić w sobie przyjazne uczucia. W ciągu następnych dni i tygodni odkryłam, że potrafię powstrzymać swoje defensywne reakcje na Roberta, przywołując w myślach obraz Churchilla i niedźwiedzia. Rezygnacja z defensywnej postawy pozwoliła mi zachować spokój. W jednej z takich chwil oczami wyobraźni ujrzałam mojego młodszego brata w wieku czterech lat, przebranego za kowboja, z gwiazdą szeryfa na piersi. Ogarnęła mnie fala siostrzanej miłości, a wraz z nią pojawił się obraz Roberta w zupełnie nowym świetle. Zobaczyłam w nim samotnego, zagubionego człowieka, zawsze głodnego, ponieważ nie miał pojęcia, jak żywić się przyjaźnią. Kiedy wyobraziłam sobie jego samotność, poczułam smutek. Opuściłam na chwilę gardę, a wtedy dostrzegłam rozpaczliwe przesłanie, jakie w rzeczywistości kryło się za przebojowością Roberta. Nadal nie akceptowałam jego taktyki zastraszania, ale stał się dla mnie realną ludzką istotą - zranioną i zlęknioną, jak my wszyscy.
Gdy przyjrzałam się uważniej Robertowi, zaczęłam w nim dostrzegać pozytywne szczegóły. Doceniłam to, że zawsze przychodził na czas do pracy, nawet jeśli miał zmęczone i zapuchnięte oczy, jakby zarwał noc. Zauważyłam, że ubiera się ze smakiem, a jego koszule zawsze są czyste i wyprasowane. Stopniowo tworzyłam bardziej korzystny obraz Roberta i strach przed nim znacząco się zmniejszył. Mój opór wobec niego znikał, a pojawiło się współodczuwanie z nim. Zaczęłam lepiej oceniać nie tylko Roberta, ale także samą siebie. Z czasem zauważyłam, że Robert zatrzymywał się przy drzwiach mojego biura częściej niż dotąd, mimo że nie miał niczego szczególnego do powiedzenia. Odniosłam wrażenie, że sam nie wiedział dlaczego, ale przyciągała go odrobina ciepła, które generowałam - jak kota do rozgrzanego w słońcu parapetu.
Tylko dzięki temu, że przyjrzałam się uważnie moim interakcjom z Robertem, dostałam dwie ważne lekcje. Po pierwsze, zrozumiałam, jak zniekształcam obraz innych ludzi, gdy reaguję defensywnie. Po drugie, odkryłam, że gdy się otworzę i inaczej niż dotąd spojrzę na drugą osobę, zmienia się też mój własny ogląd siebie. Na pozór te dwa spostrzeżenia są mało ważne. Nic w nich tak ekscytującego, jak wspólna zabawa psa i głodnego niedźwiedzia. Ale nauczyć się, jak przełączać defensywność w otwartość, w większą wrażliwość, to naprawdę wielka sprawa - to klucz do szczęśliwych, harmonijnych relacji i takich też społeczności.
Słyszałam kiedyś powiedzenie, że miłość i lęk nie mogą istnieć w tym samym miejscu i w tym samym czasie. Prawdziwość tego powiedzenia potwierdzała się wielokrotnie przez lata, gdy praktykowałam uważne porozumiewanie się. Z łatwością przychodzi być kochającym i miłym temu, kto jest otwarty na innych. Często przypominam moim klientom, że dobre intencje, podobnie jak dobre słowa w przysiędze małżeńskiej, nie mają znaczenia, gdy jesteśmy zakochani. Nabierają wagi wtedy, gdy pojawia się lęk. Ciężka praca nad ćwiczeniem uważnego porozumiewania się stawia nas twarzą w twarz z naszym niepokojem o relacje z innymi ludźmi. Ten niepokój jest zakorzeniony w płynącym z głębi naszej istoty lęku o nas samych, o naszą wartość jako człowieka. Dobra wiadomość jest taka, że jeśli będziemy gotowi pozostać obecni tu i teraz i zmierzyć się z tym pierwotnym lękiem, odkryjemy, że siła miłości jest znacznie większa niż siła strachu. Nabierając pewności siebie dzięki temu odkryciu, przekonamy się, że każdą relację można przekształcić w ścieżkę odkrywania samego siebie. Jeśli będziemy pomni tego, że istnieją otwarte i zamknięte wzorce komunikacji, to zwiększy się nasza świadomość i zrozumienie innych. Zaczniemy zauważać, jaki wpływ na innych ludzi ma to, jak się z nimi porozumiewamy. Zrozumiemy, że oparta na lęku postawa wobec drugiej osoby nie pozwala dostrzec, kim on lub ona naprawdę jest.
Trzy światła
Podczas prowadzonych przeze mnie warsztatów uważnego porozumiewania się przyjęliśmy zmieniające się kolorowe światła na sygnalizatorze drogowym jako metaforę charakteru komunikacji - czy jest otwarta lub zamknięta albo czy stanowi coś pośredniego. Gdy kanał komunikacji się zamyka, wyobrażamy sobie, że zapala się czerwone światło. Gdy czujemy, że komunikacja znowu jest otwarta, mówimy, że zapaliło się zielone światło. Gdy zaś komunikacja ma charakter pośredni między tymi dwoma albo prawie się zamyka, światło jest żółte. Uczestnikom warsztatów taki obraz zmieniających się świateł pomaga rozpoznać różne style komunikacji i konsekwencje każdego z nich.
Światło zielone i światło czerwone sygnalizują wzorzec komunikacji otwartej i wzorzec komunikacji zamkniętej. Na ogół nie zwracamy na to dostatecznej uwagi. Gdy już zrozumiemy, na czym polegają te dwa wzorce, skoncentrujemy się na stanie pośrednim - świetle żółtym. Poniżej pokrótce omawiam znaczenie poszczególnych świateł.
Czerwone światło oznacza, że komunikacja została zamknięta. Jeżeli wyobrazimy sobie rozmowę jako ruch uliczny w dwóch kierunkach, z zachowaniem równowagi przepływu informacji z każdej strony, czerwone światło oznacza, że ruch się zatrzymał. Co najmniej jedna osoba nie słucha. Zamknięcie może być krótko- albo długotrwałe. Na przykład kiedy czujemy się niezrozumiani i prosimy: "Zatrzymajmy się na chwilę, by mieć pewność, że mówimy o tym samym", reagujemy na krótki błysk czerwonego światła. Zamknięcie komunikacji na dłużej może nastąpić wtedy, gdy od dawna utrzymujemy relacje z kimś, kto przyjął postawę defensywną i ma z góry ustalone opinie oraz nie potrafi zaakceptować tego, kim jesteśmy albo co mamy do powiedzenia. Dlatego czerwone światło może również pojawić się wtedy, gdy my jesteśmy otwarci, ale osoba, z którą próbujemy rozmawiać, pozostaje zamknięta i wysyła sygnał "wstęp wzbroniony". Czerwony sygnał pozwala nam też dostrzec, że sami się zamykamy. Gdy wznosimy bariery obronne, blokujemy dopływ informacji z otoczenia, zastępując je własnymi scenariuszami, projekcjami, lękami. We wszystkich tych przypadkach znaczenie czerwonego światła polega na tym, że każe nam się zatrzymać, gdy komunikacja została zamknięta.
Zielone światło symbolizuje otwartość - w otwartej rozmowie informacje płyną w dwóch kierunkach. To autentyczny dialog, w którym wychodzimy poza znajome koncepcje i zapuszczamy się na nowe, niezbadane terytorium. To także autentyczna przyjaźń - akceptujemy wtedy, doceniamy i kochamy innych po prostu za to, kim są. W naszej osobistej podróży zielone światło wskazuje chwile otwartości, które możemy zapamiętać i traktować jako drogowskazy w dalszej komunikacji. Gdy jesteśmy otwarci, możemy słuchać - samych siebie, naszego otoczenia i innych ludzi. Otwartość ujawnia trzy naturalne dary, z którymi rodzi się każdy człowiek:
- czujne ciało, zdolność skupienia uwagi
- czułe serce, zdolność odczuwania empatii wobec innych
- otwarty umysł, zdolność bycia szczerym, ciekawym innych, dociekliwym
Te trzy cechy zielonego światła są podstawą praktyki uważności, o czym przekonamy się w następnym rozdziale.
Żółte światło opisuje okres między światłami zielonym i czerwonym, moment utraty gruntu pod nogami tuż przed zerwaniem komunikacji. Czujemy się wytrąceni z równowagi, zakłopotani, poirytowani albo rozczarowani nieoczekiwanym zdarzeniem. Jednak pod powierzchnią tych reakcji czają się głębsze lęki i brak pewności siebie. Jeśli wyjdziemy naprzeciw lękom ze spokojem i ciekawością, stosując praktykę uważności, uda się nam uniknąć włączenia czerwonego światła.
Rys. 1. Naturalny system komunikacyjny
Żółte światło wymaga od nas wykazania się umiejętnościami, które nabywamy wraz z praktyką uważnej komunikacji. Zwykle na początku zauważamy dwa światła: zielone i czerwone - widzimy, jak się otwieramy, gdy czujemy się emocjonalnie bezpieczni, i jak się zamykamy, gdy czujemy strach. Skierowanie uwagi na te wzorce, bez starań o ich ocenę, zwiększa naszą samoświadomość i pozwala bardziej kontrolować prowadzoną rozmowę. Kiedy już poświęcimy pewien czas na obserwowanie u siebie wzorców otwierania się i zamykania, możemy się skupić na najważniejszym obszarze - na stanie pośrednim. Uważność uczy nas, jak zachować równowagę, kiedy czujemy się zranieni lub rozczarowani. Daje nam siłę, by powstrzymać się przed pogarszaniem sytuacji w chwilach, gdy narastają w nas negatywne reakcje, ponieważ nie wszystko dzieje się tak, jak zaplanowaliśmy. Wróćmy do moich relacji z Robertem, aby lepiej poznać te trzy światła.
Czerwone światło - reakcje defensywne
Ćwiczenie uważnego porozumiewania się pomaga nam rozpoznać, kiedy kanał komunikacji się zamknął podczas ważnego spotkania biznesowego albo w trakcie przykrej kłótni z partnerem. Wiedząc to, możemy zachować milczenie, zamiast palnąć coś, czego będziemy później żałować. Gdy pozwalałam, żeby Robert mnie zastraszał, zapalało się moje czerwone światło. Stawałam się defensywna i zamknięta. Jeśli reagujemy na strach zamknięciem kanału komunikacji, to ustawiamy wokół siebie barierę obronną, która odcina nas od świata. W myślach usprawiedliwiamy naszą defensywną postawę, kierując się niesprawdzonymi opiniami. Wmawiamy sobie, że relacje nie są aż tak ważne. Nie doceniamy innych ludzi i stawiamy własny interes na pierwszym miejscu. Krótko mówiąc, przyjmujemy postawę "najpierw ja". Wzorce zamkniętej komunikacji skłaniają do przejmowania kontroli i do nieufności. Postrzegamy innych jak nieruchome obiekty, mające znaczenie tylko wtedy, gdy zaspokajają nasze potrzeby.
Problem z zamkniętą komunikacją polega na tym, że zamiast chronić, zwiększa ona nasze cierpienie. Bez względu na to, jak pewni siebie się czujemy - lub pozornie na takich wyglądamy - poczucie izolacji wywołane przez barierę ochronną budzi w nas podświadomy lęk. Jeśli naprawdę jesteśmy odizolowani, to jak mamy zaspokoić nasze potrzeby? Jak mamy zdobyć to, czego potrzebujemy do życia? Jak odeprzeć wrogów? Tłumienie tych wewnętrznych lęków jeszcze bardziej nas paraliżuje i odcina od przepływu energii w naszym ciele, umyśle i sercu. Napinamy mięśnie i usztywniamy myśli; utwardzamy serca.
Poczucie izolacji czyni nas emocjonalnie wygłodzonymi, więc szukamy ludzi, by nas ratowali albo zabawiali. Manipulujemy nimi, żeby zdobyć to, czego potrzebujemy. Ponieważ taka strategia nie ma szans powodzenia, jesteśmy ludźmi rozczarowani. Cierpimy i sprawiamy ból innym.
Wyjaśnijmy tu, że oparta na strachu bariera ochronna, o której była mowa, nie jest tym samym, co zdrowa samoobrona. Gdy zapala się światło czerwone, nie rozróżniamy ich. Autentyczną samoobronę zapewnia tylko otwartość. Gdy przełączamy się na myślenie "najpierw ja", we własnym interesie ignorujemy wpływ, jaki ma na innych to, co mówimy. Nie dostrzegamy, że tylko pogarszamy sytuację i że ochrona, której szukamy, staje się dla nas nieosiągalna.
Rodzimy się wyposażeni w receptory zmysłowe w ciele, sercu i umyśle. Pomagają nam one dostroić się do przepływu energii i życia wokół nas i w nas samych. Każdy człowiek ma ten wrodzony system komunikacyjny, który nieustannie dostarcza informacji. Gdy się zamykamy i stajemy defensywni - na kilka minut, kilka dni, miesięcy albo nawet na całe życie - odcinamy się nie tylko od innych ludzi, ale także od naszej naturalnej zdolności porozumiewania się z nimi. Uważna komunikacja pozwala nam zauważać, kiedy przestajemy kierować się wrodzoną mądrością komunikacyjną. Symbolem tego ostatniego stanu jest czerwone światło.
Zielone światło - otwartość
Gdy już byłam zdolna otworzyć się i odzyskać dostęp do moich zasobów energii, a także nawiązać kontakt z Robertem jako kolegą, zapaliło się moje zielone światło. Znajomość wzorców komunikacyjnych pomaga nam docenić znaczenie otwartości. Uważne porozumiewanie się wnosi ciepło i szczerość do relacji, jakie nawiązujemy. Autentyczna przyjaźń zależy od akceptacji samego siebie, a tę akceptację umożliwia praktykowanie uważności.
Zielone światło symbolizuje chwilę obecną, tu i teraz. Uważność pozwala nam to dostrzec. Jest zdolnością umysłu do pamiętania o tym, co w obecnej chwili robimy, i do czujności, gdy nasza uwaga zaczyna błądzić zbyt daleko od tego, co się wówczas dzieje. Bez uważności nie moglibyśmy prowadzić samochodu ani przeczytać zadrukowanej strony. Ale podobnie jak mięśnie ciała, również uważność staje się silniejsza dzięki treningowi, słabnie zaś - zaniedbana.
Uważność może przekształcać relacje z innymi. Dbamy o nie, poświęcając im uwagę, i chronimy, zważając na to, co mówimy, i dostrzegając pojawiające się negatywne emocje. Podobnie jak w przypadku psa Churchilla, nawiązanie kontaktu z innymi, nawet z wrogami, jest znacznie lepszą strategią niż ukrywanie się za wyimaginowaną barierą i czekanie na dalszy rozwój wypadków.
Gdy jesteśmy z bliskim przyjacielem, nie traktujemy własnych indywidualnych potrzeb jako przeciwstawnych potrzebom przyjaciela. Doświadczamy stanu umysłu "najpierw my", ponieważ zdajemy sobie sprawę, że nasze przetrwanie jako jednostki zależy od dobrych relacji. Wyrażamy łączność z innymi w otwartych wzorcach komunikacyjnych. Otwarta komunikacja dostraja nas do wszystkiego, co dzieje się w obecnej chwili, niezależnie od tego, czy jest to dla nas przyjemne, czy nie. Otwartość jest serdeczna i szczera, jest gotowością dzielenia radości i bólu z innymi. Ponieważ nie jesteśmy blokowani przez własne opinie, w rozmowie poznajemy nowe światy doznań. Uczymy się, zmieniamy i rozwijamy.
Żółte światło - kryzys niepewności
- Nie rozumiem tego żółtego światła - powiedziała pewnego dnia czteroletnia córeczka mojej przyjaciółki Kerry, siedząca na tylnym fotelu samochodu. - Wiem, że czerwone znaczy "stój", a zielone "jedź". Ale przy świetle żółtym niektórzy ludzie przyspieszają, a inni zwalniają.
W treningu uważnego porozumiewania się symboliczne żółte światło przypomina nam, że powinniśmy zwolnić i uważniej przyjrzeć się temu, co się dzieje, gdy zdarzy się coś niespodziewanego, gdy czujemy się niepewnie. Przyzwyczajenie jednak każe nam przyspieszyć, aby przejechać na żółtym, ale wtedy często wpadamy na czerwone światło.
Gdy moje defensywne reakcje na Roberta stały się dla mnie tak męczące, że się nimi zainteresowałam, włączyło mi się żółte światło. Ćwicząc uważne porozumiewanie się, w końcu zadajemy sobie pytanie: "Co właściwie sprawia, że przełączam się z otwartej postawy w zamkniętą i z zamkniętej w otwartą?" Zaczynamy odkrywać stan umysłu, który istnieje między otwartością a zamknięciem - stan symbolizowany przez żółte światło. Pomiędzy otwartością a zamknięciem znajduje się przestrzeń, w którą zwykle nie chcemy się zapuszczać. Wchodzimy w nią wtedy, gdy grunt usuwa nam się spod nóg, gdy jesteśmy zaskoczeni, zakłopotani, rozczarowani - na skraju zamknięcia. Możemy nagle utracić zaufanie, nieoczekiwanie poczuć się skrępowani. W takiej chwili zachowajmy spokój i bądźmy nadal ciekawi rozmówcy - te umiejętności są ogromnie ważne w praktyce uważnego porozumiewania się. Buddyjska nauczycielka Pema Chödrön, moja nieoceniona mentorka, używa słowa shenpa dla opisania przepływu ukrytej głęboko energii, który czujemy w tej żółtej strefie, i daje nam instrukcję "trzymajcie się mocno".
Gdyby wznoszone przez nas bariery rzeczywiście chroniły, te umiejętności nie byłyby potrzebne. Ale defensywne bariery nas osłabiają. Człowieka odgrodzonego od innych barierami można porównać do kogoś, kto tak boi się bakterii, że cały czas nosi maskę ochronną i rękawiczki. Praktykowanie uważności jest bardziej skutecznym sposobem utrzymania zdrowia. Wzmacnia nasz emocjonalny układ immunologiczny, dzięki czemu uodporniamy się na drobne, codzienne problemy w naszych relacjach.
Ten pośredni stan umysłu odgrywa kluczową rolę w staraniach o to, by zapanował pokój w naszych domach i w miejscu pracy. Oto przykład. Jason i Debra postanowili praktykować uważne porozumiewanie się, ponieważ utknęli w pułapce wzajemnych negatywnych reakcji. Poznali się trzy lata wcześniej podczas zbiórki pieniędzy na publiczną stację radiową. Wzrok Debry od razu przyciągnął drobny mężczyzna o nieśmiałym uśmiechu, który przeciskał się przez tłum, niosąc wielki afrykański bęben. Poszła na jego występ i pod koniec dnia Debra była już w nim zakochana. Następnego dnia, gdy zobaczyła go znowu, spytała, czy chciałby się z nią wybrać na całodniowy spływ kajakiem. Jason zawahał się, jak przed skokiem z trampoliny. Debra miała wszystkie cechy, które mu się podobały w kobietach. Była inteligentna, niezależna i seksowna. Jason wiedział, że ten związek ma szansę, ale czy znajdzie w nim bezpieczeństwo? Postanowił zaryzykować, powiedział "tak" i odtąd byli razem.
Trzy lata później nadeszły ciężkie czasy. Nieustannie nawzajem się irytowali. Te same cechy, które początkowo ich ku sobie przyciągały, okazały się toksyczne. Debra, przez swą niezależność, wydawała się wyniosła i nieprzewidywalna, z kolei Jason, przez swą kreatywność, wesołość i żartobliwość - powierzchowny i niedojrzały. Ale nie chcieli zrywać tego związku; w każdym razie jeszcze nie teraz. Przyszli do mnie na konsultacje i byli zaskoczeni pracą domową, jaką im wyznaczyłam - przez następny tydzień mieli trzy razy każdego dnia okazać sobie życzliwość. Czas budowania solidniejszego mostu komunikacyjnego miał nadejść później. Na razie Jason i Debra musieli w swoim związku odtworzyć atmosferę wzajemnego doceniania się i wdzięczności.
Drobne akty życzliwości, na które albo się zdobywamy, albo przed którymi się powstrzymujemy, gdy zapala się żółte światło, mogą naprawić albo zerwać relację między ludźmi. Gdy znajdziemy się w czerwonej strefie, jest już za późno na akty życzliwości - jesteśmy zbyt nieufni. Widywałam to wielokrotnie. Pracuję z parami, które zwykle doszły do krytycznego punktu we wzajemnych relacjach. Mogą uratować swój związek, jeśli przestawią się z myślenia "najpierw ja" na "najpierw my". Stanie się tak, gdy pomyślą o swoich dzieciach, zwierzętach albo czymkolwiek, co pozwoli im dostrzec większy obraz wzajemnych relacji. Nawet krótkotrwały klimat wdzięczności i przypomnienie sobie o wspólnocie interesów mogą stać się kołem ratunkowym dla rozpadającego się związku.
Zamiast poddać się losowi, Debra i Jason spisali listę drobnych darów życzliwości, które wzbudziłyby w nich wdzięczność, i przyczepili ją do lodówki. Zgodnie z umową, otrzymując jeden z tych darów, każde z nich miało podziękować ofiarodawcy. Na liście znalazły się również niektóre codzienne, zwykłe czynności:
- Doceniam to, że dzwonisz w ciągu dnia z pracy tylko po to, żeby się do mnie odezwać.
- Doceniam to, że robisz obiad albo szykujesz dla mnie lunch.
- Doceniam to, że dajesz mi pół godziny, które mogę spędzić spokojnie w samotności.
- Doceniam to, że przychodzisz do mnie z filmem na DVD, który chcę obejrzeć, nawet jeśli uważasz, że tobie się on nie spodoba.
- Doceniam to, że pierzesz moje rzeczy.
- Doceniam to, jak odnosisz się do mojej rodziny i pamiętasz za mnie o urodzinach.
Czując wdzięczność za codzienne gesty życzliwości, Debra i Jason byli bardziej zainteresowani pogłębieniem dialogu. Docenili wartość postawy "najpierw my", opartej na wzajemnym szacunku, kiedy mówili o tym, co ich różni. I zdali sobie sprawę, że reakcje "najpierw ja" pogłębiały nieufność. Debra tak to ujęła:
To ćwiczenie przypomniało mi powiedzenie mojej babci: "Więcej osiągniesz miodem niż octem". Niezależnie od tego, jak bardzo jestem zła na zachowanie Jasona, nie chcę pogarszać sytuacji moimi reakcjami. Wiem, że jeśli zacznę go krytykować, skutek będzie odwrotny do zamierzonego i jeszcze bardziej pogorszy relacje między nami. Dlatego teraz zaczynam od podziękowania mu za coś pozytywnego, co zrobił, i wydaje się, że to całkowicie zmienia ton tego, co mówię dalej, w odczuciu nie tylko Jasona, ale także moim.
Dzięki uprzejmości, życzliwości i wdzięczności nasze reakcje na żółte światło stają się użyteczne. Podejście "najpierw my" pozwala nam bardziej wyczulić się na własne obawy i mieć większą cierpliwość wobec innych. Na przykład ja nabrałam sympatii dla Roberta po przyjrzeniu się moim niezdarnym próbom samoobrony przed wyimaginowanymi zagrożeniami z jego strony.
Są to też cudowne chwile, kiedy otwarci na innych możemy pomachać ogonem, zapraszając do wspólnej zabawy. Nagle odczarowujemy zaklęcie, pod wpływem któregoskupialiśmy się wyłącznie na własnych celach, i budzimy się, by nawiązać autentyczne relacje. Takie nagłe zmiany zachodzą w czasie najbardziej bolesnych dla naszego ego doświadczeń - na przykład wtedy, gdy musimy przyznać się do popełnienia błędu.
Strefa żółtego światła jest momentem dokonywania wyboru. Gdy jestem w tej strefie, słyszę, jak mój umysł rozważa, w którym kierunku iść dalej: wrócić i przeprosić, czy zaciąć się w złości? Zależnie od tego, ile życzliwości w sobie znajdę, szala przechyli się w jedną lub w drugą stronę. Szczęście mojego małżeństwa balansuje na tej szali.
Gdy wracam myślami do trwającego nadal procesu komunikacji z moim mężem, uświadamiam sobie, że nasze dwudziestotrzyletnie małżeństwo jest serią punktów zwrotnych. W takich punktach droga naszego związku mogła prowadzić do nieba lub do piekła. Nasze szczęście jest efektem tysięcy drobnych rozbłysków żółtego światła. Udawało nam się wtedy przekształcić rozczarowania i sprzeczki w okazje do intymności, radości i zrzucenia masek.
Trzy światła jako drogowskazy
Praktyka uważnego porozumiewania się nie jest ukierunkowana wyłącznie na intymne związki. To indywidualna podróż, w której wykorzystuje się subtelne emocjonalne wzloty i upadki codziennych rozmów jako drogę do odkrywania samego siebie. Czujność wrodzonego systemu komunikacyjnego towarzyszy nam w każdej chwili życia. Ćwiczenie uważności pomaga dostrzec tę prawdę. Możemy obserwować samych siebie, każdego dnia mniej lub bardziej otwierających się i zamykających. Ktoś nieznajomy podchodzi do ciebie na zatłoczonym chodniku i pyta o drogę. Siadasz przy kawie ze współpracownikiem, by omówić wspólny projekt. Udaje ci się odciągnąć dziecko od komputera na dostatecznie długo, by zapytać, jak mu poszło w szkole, licząc na coś więcej niż jedno słowo odpowiedzi. Rozmowa kwalifikacyjna może odmienić nasze życie; rozmowa z kasjerem w sklepie wydaje się mniej istotna - ale każda interakcja odciska na nas swój ślad. Nawet w tłumie obcych sobie ludzi jedni zawsze wywierają na drugich wzajemny wpływ. Niektórzy podnoszą na duchu, nie mówiąc ani słowa, na przykład sprzątacz pogwizdujący wesoło przy zamiataniu podłogi w biurze. Inni mogą zepsuć nastrój jedną cyniczną uwagą.
Przyjęcie postawy "najpierw my"
Motywacją większości osób biorących udział w warsztatach uważnego porozumiewania się jest szczera chęć pomocy innym. Gdy opisujemy niemoc, jaką czujemy po drugiej stronie zamkniętych przed nami przez kogoś nam bliskiego drzwi komunikacji, w powietrzu unosi się niemal namacalny smutek. Rozpoznanie głębi tego smutku jest użytecznym punktem wyjścia do dalszej wspólnej pracy nad komunikacją. Uświadomienie sobie, że nie możemy pomóc innym, jest jak odbicie się od dna. Jesteśmy gotowi porzucić wcześniejsze strategie kontrolowania innych i spróbować czegoś nowego.
Dysfunkcyjne podejście "najpierw ja" jest jak bandyckie państwo, które militaryzuje swoje granice, podczas gdy jego obywatele głodują. Bronimy samych siebie, jakbyśmy byli odizolowanymi jednostkami, odciętymi od otaczającego nas świata. Rozum może nie zgadzać się z taką opinią, ale pod względem emocjonalnym właśnie to się dzieje, gdy wznosimy wokół siebie bariery ochronne. Gdy chowam się za murem, absorbuje mnie tylko zaspokojenie potrzeb, odparcie wroga lub ukaranie każdego, kto może mi zagrażać, i ignorowanie bodźców z zewnątrz. Zgodnie z psychologią uważności te trzy impulsy - głód, agresja i ignorancja - odpowiadają za tworzenie iluzji. Jest nią fałszywe "ja". Sprawia ono, że czujemy się niczym potężna, masywna skała pośrodku rzeki, opierająca się nurtowi. Głęboki smutek, który skłania nas do praktykowania uważnego porozumiewania się, wynika ze świadomości, że wiele cierpienia powodują te dobrze nam znane wzorce komunikacyjne oparte na postawie "najpierw ja".
Smutek i pragnienie niesienia pomocy innym są jak wysokoenergetyczne paliwo dla praktyki uważnego porozumiewania się. Hasło "ruszaj na zielonym świetle" odnosi się do szczególnej siły, której dotąd nie dostrzegaliśmy. W każdych okolicznościach, nawet w obliczu wroga, możemy czerpać energię z siły relacji międzyludzkich, zamiast reagować defensywnie. Jest to siła postawy "najpierw my".
"Najpierw my" to skrótowe określenie zmiany paradygmatu, jaka następuje, kiedy się otwieramy. Oznacza ono, że się identyfikujemy z samą relacją, a nie z naszym indywidualizmem. Innym określeniem jest "bezinteresowność". Wielu z nas sceptycznie podchodzi do słowa "bezinteresowność", ponieważ kojarzy się ono z męczennictwem albo świętoszkowatością. Ale otwartość ukazuje nam pozytywny rodzaj bezinteresowności, postawę, w której pomagamy samym sobie, pomagając innym. Mój nauczyciel Chögyam Trungpa Rinpoche opisuje autentyczną bezinteresowność jako ostatni etap długiej podróży ku otwartej komunikacji:
Trzeba dużo czasu, żebyśmy opuścili gardę. Pierwszym krokiem jest nauczenie się, jak kochać samego siebie, zaprzyjaźnić się ze sobą, skończyć z zadręczaniem się. Drugim krokiem jest komunikowanie się z ludźmi, nawiązywanie z nimi relacji i stopniowe pomaganie im. To wymaga długiego czasu, cierpliwości i dyscypliny. Jeżeli nauczymy się nie być utrapieniem dla samych siebie, a potem otworzymy się na innych, to dopiero wtedy będziemy gotowi na trzeci etap - bezinteresowną pomoc?.
Praktykując te nauki, uświadomiłam sobie, że zwodniczo łatwo jest mówić o tym, ale nadzwyczaj trudno - wcielić w życie.
Wąskie przejścia
Wiele lat temu mój dwunastoletni syn i ja zapakowaliśmy się do samochodu w Boulder w Kolorado i wyruszyliśmy na Alaskę. Na Alasce jest wiele nadbrzeżnych wsi i miasteczek, do których nie da się dotrzeć drogą lądową, również do stolicy stanu, Juneau, dlatego sieć linii promowych bywa nazywany Morską Autostradą Alaski. Gdy dotarliśmy do Bellingham w stanie Waszyngton, powiedziano nam, że podróż łodzią wzdłuż wybrzeża, przez Inside Passage, którym nie mogą przepłynąć większe statki, potrwa dwa dni i trzy noce. Trzeciej nocy nastawiłam budzik, żeby na pewno nie przegapić cieśniny Wrangell Narrows, zdradzieckiego, długiego na 22 mile kanału prowadzącego przez Archipelag Aleksandra.
- Obudź się, Sheehan, mam dla ciebie niespodziankę - powiedziałam, szturchając syna. Zamruczał coś, przewrócił się na drugi bok, ale po chwili wstał, wyczuwając przygodę. Staliśmy na pokładzie przytuleni i owinięci w koc, wśród zimnej, ciemnej mgły, patrząc na wyłaniający się z mroku zarys linii brzegowej, gdy statek zbliżał się do niebezpiecznego korytarza między wyspami. Atmosfera była niesamowita, jak ze snu, jak w wędrówce Dantego do Hadesu. Silnik statku zwolnił obroty i mieliśmy wrażenie, że dryfujemy. I nagle w ciemności rozbłysły migające światła - zielone, potem czerwone.
- Wow! Ale super! - zawołał Sheehan za nas oboje.
Przez kilka następnych godzin statek ostrożnie płynął przez cieśninę, kierowany około 60 światłami nawigacyjnymi umieszczonymi na bojach. Powiedziałam Sheehanowi, że od tych świateł zależy życie lub śmierć tysięcy łodzi rybackich i małych statków. Gdy tak sunęliśmy po morzu szlakiem świateł, ogarnęło mnie poczucie wdzięczności dla moich nauczycieli.
Przez dziesięciolecia miałam szczęście otrzymywać głębokie nauki na temat uważności od największych na świecie mistrzów medytacji. Podobnie jak podróżnicy i nawigatorzy, którzy wytyczyli bezpieczne przejście przez te niebezpieczne wody, moi nauczyciele wykreślili trasę podróży, która uzmysłowiła mi, czego powinnam unikać, a co chronić w moich relacjach z innymi. Dla podróżników takich jak ja są jak migające zielone i czerwone światła.
Otwartość jest jak rozbłyski światła w ciemnej nocy. Jej cechy zdecydowanie odbiegają od tego, co ceni nasze dążące do dominacji społeczeństwo: nieuważność i szybkość. Trudno jest spowolnić tempo na tyle, by odkryć otwartość komunikacji. Interesują nas przede wszystkim strategie prowadzące do zdobycia tego, czego potrzebujemy. Oparte na lęku społeczeństwo prezentuje przede wszystkim postawę "teraz ja", przejawiającą się w niezaspokojonym głodzie konsumpcjonizmu, nieustającej paranoi na punkcie niewidzialnych wrogów i skłonności do zatracania się w bezmyślnej rozrywce. Te czynniki są jak skaliste rafy - z ich powodu utrzymywanie uważnych relacji jest tak trudne.
W środowisku wypełnionym lękiem tracimy perspektywę i właśnie dlatego potrzebujemy pomocy oświeconych nauczycieli. To, co nam się przedstawia jako normalne, może być w rzeczywistości toksyczne, a nam niezwykle trudno to dostrzec. Zupełnie jak w bajce o zatrutej studni. Każdy, kto się napił zaczerpniętej z niej wody, tracił rozum - popadał w szaleństwo. Gdybyś się znalazł w wiosce, w której wszyscy są szaleni, zacząłbyś wątpić we własny rozum.
Posłużę się analogią do owej bajki. Gdy odkrywamy prawdę o wzajemnych zależnościach, dostrzegamy szaleństwo strategii promowania samych siebie przez krzywdzenie innych. Nieuważna komunikacja oznacza, że niczego nie zyskamy, chroniąc lub wspierając własne interesy. Załóżmy jednak, że w kłótni już mamy użyć najcięższej słownej broni przeciwko rozmówcy, lecz w ostatniej chwili zadajemy sobie pytanie: "Czy naprawdę chcę zniszczyć tę relację?" W takiej chwili działanie zatrutej studni ustępuje - pojawia się przebłysk zdrowego rozsądku. Praktykowanie uważnej komunikacji jest jak picie świeżej wody ze studni, która nie została zatruta. Jak szept oświeconego nauczyciela wprost do twojego ucha.
Nowe idee
Aby zrozumieć postawę "najpierw my", powinniśmy się przyjrzeć innym systemom myślowym i kulturom, które nie są oparte na strachu. Jak powiedział Albert Einstein, "Problemów nie da się rozwiązać na poziomie świadomości, która je stworzyła". Rozejrzyjmy się dookoła i znajdźmy ludzi, którzy zajmują się rozwiązaniami problemów, a nie ich tworzeniem. Kto w naszym życiu działa na tym poziomie świadomości?
Z koncepcją "najpierw my" po raz pierwszy zetknęłam się dzięki ojcu. W moje jedenaste urodziny do naszej rodziny dołączył trzydziestopięciokilogramowy złoty labrador imieniem Smallwood. Miał pamiętne wejście. Od chwili, gdy wpadł do domu przez frontowe drzwi, nic nie szło tak, jak zaplanowano. Był tak silny i radosny, że machnięciem ogona przewrócił moją małą siostrzyczkę. Wraz z przybyciem Smallwooda zaczął się nowy rozdział w moim życiu, ponieważ zaczęłam wychodzić na wieczorne spacery z tatą i z psem. Po uprzątnięciu stołu po kolacji, wychodziliśmy z ciepłego, pełnego gwaru domu na ciemną, spowitą mgłą ulicę. Przez kilka następnych lat, podczas tych spacerów, tato opowiadał mi o wspaniałych ideach, o których czytał.
Ojciec z entuzjazmem przyjmował dzieła Ericha Fromma, Viktora Frankla, Erica Bernego, Rollo Maya i innych. Wszyscy ci wielcy myśliciele w taki czy inny sposób mówili o potędze miłości i otwartości. Tato zaznajamiał mnie z filozofią Martina Bubera, który porównywał dwa rodzaje komunikacji: autentyczny, otwarty dialog, nazwany przez Bubera "Ja/Ty", i jego przeciwieństwo, zamknięty dialog "Ja/to". Gdy jesteśmy zamknięci, zamieniamy innych w "to", w przedmiot. Podobne idee głosił psycholog Carl Rogers, który opisywał uzdrawiającą komunikację jako bezwarunkowy szacunek. Później fizyk David Bohm zdefiniował autentyczny dialog jako "strumień znaczeń, który płynie wśród nas, przez nas i między nami"?.
Gdy słuchałam taty opowiadającego o wszystkich tych nowych ideach, uświadomiłam sobie, że "otwartość" jest rodzajem zmiany paradygmatu sposobu życia. Zrozumiałam, że istnieje stan ludzkiego umysłu obejmujący bezwarunkowe ciepło i ciekawość, który staje się dla nas dostępny, jeśli uwolnimy się od swoich barier. Taka otwartość przydaje naszemu życiu świętości i szacunku. Buber opisywał ten rodzaj relacji opartych na postawie "najpierw my", używając słowa Ty.
Rezygnacja z takiej otwartości jest równoznaczna z przyjęciem paradygmatu "Ja/to" - przeciwieństwa komunikacji "Ja/Ty". Odczłowieczamy nasze relacje, zamieniając ludzi w przedmioty, którymi możemy manipulować. Odłączając się w taki sposób od innych ludzi, redukujemy wszystkich do przedmiotów. Odcinamy się nawet od własnego ciała, serca i umysłu. Przyjęciem postawy "najpierw ja" usprawiedliwiamy działania, które niszczą świat natury i podtrzymują trwanie społeczności opartych na lęku.
Lata 60. ubiegłego wieku były niespokojnym czasem zmian, epoką konfliktów, wojny i rewolucji społecznej. Nowe idee odnoszące się do siły miłości i otwartości stały się katalizatorem dla mojego pokolenia. Martin Luther King powiedział kiedyś: "Miłość jest kluczem, który otwiera drzwi prowadzące do ostatecznej rzeczywistości"?. Podczas tamtych spacerów z tatą doznałam przebłysku duchowości, pojęłam sakralny wręcz charakter psychologii i relacji międzyludzkich. To pogłębiło moje rozumienie otwartej komunikacji. Wyjście z tatą na spacer było dla mnie rytuałem przejścia, transformacyjnym dialogiem, który trwa do dzisiaj.
Od tamtego czasu poznałam wielu wspaniałych nauczycieli, którzy poświęcili życie na wskazywanie najeżonej trudnościami drogi przez systemy oparte na strachu. Dowodzą oni, że szlachetne, łagodne, oświecone społeczeństwo nie jest sprawą dalekiej przyszłości. Nasza otwartość manifestuje się od razu. Owi wspaniali nauczyciele pokazują nam na przykład, na czym polega bezinteresowność. Wskazują naturalne cechy, z którymi każdy z nas się rodzi. Udzielają nam też instrukcji, pokazując, że droga do otwartej komunikacji prowadzi, paradoksalnie, przez współodczuwające zrozumienie jej przeciwieństwa - tego, jak się zamykamy.
Jak lampy nawigacyjne świecące w ciemności, wskazówki nauczycieli oświecają nas w naszym zagubieniu. Pokazują, jak się zachować w poczuciu porażki. Spójrzmy prawdzie w oczy - gdyby istniał jakiś skrót pozwalający ominąć wprawiające w zakłopotanie nasze własne słabostki, jestem pewna, że wszyscy zdecydowalibyśmy się z niego skorzystać. Ale idąc takim skrótem, oszukalibyśmy sami siebie, ponieważ prawdziwą siłę komunikacji stanowi przyznanie, że weszło nam w nawyk postępować nieuważnie, a nie udawanie, że tak nie jest. Nie ma innego źródła tej siły. Nieuważność, z samej definicji, trudno zauważyć komuś, kto nie praktykuje uważności. Tak więc cieszy odkrycie, że jest to publiczną tajemnicą. W rozmowach z innymi ludźmi przekazujemy splątane historie rozgrywające się w naszych umysłach.
Aby te rozmowy weszły do naszej praktyki, posłużymy się trzema hasłami, które w skrócie podsumowują instrukcje dotyczące tego, co powinniśmy chronić, czego unikać i co czynić z zakorzenionymi w nas lękami, które ujawniają się w stanach umysłu pośrednich między otwartością a zamknięciem:
1. Ruszaj na zielonym świetle. Pierwsza instrukcja dotyczy powzięcia zamiaru, by stać się bardziej otwartym, czyli mniej skupionym na sobie i bardziej dostępnym dla innych. Gdy jesteśmy otwarci, kultywujemy przyjaźń z samym sobą jako podstawę podejścia "najpierw my" w relacjach, szanujemy nasz związek z innymi ludźmi, bez względu na wzloty i upadki zdarzające się w komunikacji z nimi.
2. Stój na czerwonym świetle. Druga instrukcja każe się powstrzymać przed szkodliwymi wzorcami komunikacji. Dzięki uważności możemy zastąpić bariery "najpierw ja" bardziej umiejętnymi metodami chronienia siebie, nie niszcząc przy tym relacji z innymi. Na początku należy się nauczyć, jak rozpoznawać zamknięte wzorce komunikacji - czerwone światło - a następnie, jak zatrzymać się i zrezygnować z brnięcia dalej do strefy zagrożenia. Zatrzymując się na czerwonym świetle, zyskujemy przestrzeń, by zainteresować się tym, co się dzieje, kiedy komunikacja ustaje. W przestrzeni tej możemy się nauczyć zastępować defensywne nawyki bardziej realistycznym reagowaniem na problemy, jakie napotykamy.
3. Zachowaj ostrożność, gdy światło jest żółte. Powstrzymywanie się przed szkodliwą komunikacją pozwala rozpoznać wątpliwości i lęki leżące u podstaw naszych nawyków związanych z czerwonym światłem. Żółte światło symbolizuje bodźce, które zwykle powodują zamknięcie. Jak lód topniejący pod wpływem słonecznego ciepła, lęki znikają, gdy ciepło i z ciekawością im się przyjrzymy. Powinniśmy być ostrożni w tych wrażliwych momentach stanów pośrednich, aby znaleźć przestrzeń dla naszych lęków, a jednocześnie nie ulec im. W tym celu szukajmy wsparcia u ludzi, którzy jak my zamierzają przyjąć postawę "najpierw my".
Zrozumienie tego procesu uświadamia nam, że uważne porozumiewanie się zależy od zdobycia przestrzeni do obserwacji naszych wzorców czerwonego światła. Nie należy oceniać ich z góry jako złych, ale jednocześnie trzeba powstrzymać się przed ich stosowaniem. Te trzy hasła-instrukcje pozwolą nam odzyskać tę część siebie, którą odrzuciliśmy, a z czasem objąć takim przyjaznym nastawieniem innych ludzi. Tak postępując, przywrócimy większą harmonię w naszych rodzinach i społecznościach.
DZIENNIK ĆWICZEŃ
Opisz własną wizję pierwszego hasła, "Ruszaj na zielonym świetle". Jacy ludzie w twoim życiu przyczynili się do ukształtowania tej wizji?
PIĘĆ KLUCZY
Pięć kluczy do uważnego porozumiewania się to metody pozwalające autentycznie pomagać innym dzięki poznaniu własnych lęków i uprzedzeń, a także stopniowo podejmować wyzwania związane z komunikacją. Są to:
1. Klucz do uważnej obecności tu i teraz: czujne ciało, czułe serce, otwarty umysł. Z powodu nieuważności ogarnia nas przygnębienie i niepokój; jesteśmy zbyt niespokojni, by uważnie wysłuchać innych, a nawet samego siebie. Odczuwając ów niepokój, powracamy do zdrowia, kierujemy się rozsądkiem i dobrocią, dzięki czemu stajemy się również uzdrowicielami.
2. Klucz do uważnego słuchania: zachęcanie. Po odkryciu, że z powodu nieuważności wywyższamy siebie przez poniżanie innych, nauczymy się, jak rozwijać w sobie autentyczną pewność siebie, odrzucać zaś arogancję. Odzyskawszy poczucie własnej wartości, zaczynamy widzieć wartość innych ludzi, ich dobre strony. Jest to droga prowadząca do ukształtowania przywódcy lub rodzica, który dostrzega u innych "złote serce" i docenia ich możliwości.
3. Klucz do uważnego mówienia: łagodność. Jeśli powstrzymamy się od popadania w dwie skrajności: wyolbrzymianie i przemilczanie, to możemy dzięki uważności wykorzenić agresywne wzorce komunikacji i z łagodnością skupić ponownie uwagę na rzeczach takich, jakimi są.
4. Klucz do uważnych relacji: bezwarunkowa życzliwość. Uważność jest blokowana przez uwarunkowania, jakie wprowadzamy do naszych relacji z innymi. Gdy rozpoznajemy ten wzorzec czerwonego światła, zaczynamy dostrzegać nasze ukryte cele i uświadamiać sobie, jak trudno nam zaakceptować innych takimi, jakimi są. Praca nad rozczarowaniami odsłania nasze nierealistyczne oczekiwania i destrukcyjne wzorce relacji. Uświadomiwszy to sobie, zwiększymy naszą zdolność do bezwarunkowej życzliwości.
5. Klucz do uważnych odpowiedzi: swobodna zabawa. Uważne porozumiewanie się nie jest marszem do pracy - to raczej taniec z ukochaną osobą, przy czym ukochaną jest obecna chwila, tu i teraz. Odpowiednia reakcja jest wynikiem zsynchronizowania jej z naszym naturalnym systemem komunikacyjnym, złożonym z otwartego umysłu, czułego serca i czujnego ciała. Wiemy, co robić, ponieważ każdy kolejny krok w tym tańcu poznajemy w miarę tańczenia. Uczymy się, jak to robić, odwołując się do własnych problemów z kontrolą. Kiedy zmagamy się z rzeczywistością, próbując ją opanować lub pokonać, stajemy wobec czegoś, co wydaje się od nas oddzielone.
W następnych rozdziałach przyjrzymy się dokładniej tym pięciu kluczom i nauczymy się pokonywać przeszkody oraz szukać źródeł i inspiracji na drodze uważnego porozumiewania się.
Koniec wersji demonstracyjnej.