Philip K. Dick - człowiek, który pamiętał przyszłość - Anthony Peake

-
Proszę czekać
PRZEDMOWA

Bez przerwy zastanawiam się, czym jest rzeczywistość.

Philip K. Dick

21 lutego 2008 roku w amerykańskiej telewizji odbyła się premiera czwartego odcinka czwartej serii niezwykle popularnego serialu Zagubieni. Jeden z jego bohaterów, John Locke, budzi się, robi sobie śniadanie, po czym zdejmuje z półki książkę, idzie z nią do piwnicy i daje ją innemu bohaterowi serialu, Benowi, mówiąc, że powinien ją przeczytać. Ben odpowiada, że już to zrobił, na co Locke radzi mu, by ją przeczytał ponownie. "Możesz w niej znaleźć coś, co przeoczyłeś za pierwszym razem". Najwyraźniej Ben wziął sobie radę do serca, bo w jednym z późniejszych odcinków (Inna kobieta) widzimy go pogrążonego w lekturze tej książki.

Powieść, o której mowa, nosi tytuł Valis, a jej autorem jest Philip K. Dick. Jak przystało na człowieka zawsze wyprzedzającego swe czasy, Dick napisał ją pod koniec lat siedemdziesiątych, ale wydał dopiero w 1981 roku. Obecność książki Dicka w serialu Zagubieni jest małym, acz znaczącym ukłonem twórców filmu w stronę jej autora, któremu wiele zawdzięcza nie tylko serial, ale i kultura popularna XXI wieku.

W czasach całodobowego dostępu do wiadomości z całego świata, internetowych transmisji na żywo z najdziwniejszych wydarzeń, dysponowania przez wielkie korporacje i rządy technologiami pozwalającymi wiedzieć o nas stanowczo zbyt dużo, noszenia przez zwykłych ludzi okularów Google i zapewnień, że każdy każdego może śledzić - naprawdę można mówić o nastaniu epoki PKD.

Paul Verhoeven, reżyser pierwszej wersji filmu Pamięć absolutna, powiedział, że żyjemy w czasach, gdy "ludzie nie są zdolni z całą pewnością stwierdzić, co jest prawdziwe, a co nie". Tak właśnie czuł się PKD, a dziś miliony ludzi dochodzą do tego samego wniosku.

5 lipca 2007 roku pojechałem do północnej Anglii, aby wygłosić wykład na temat mojej pierwszej książki, Czy istnieje życie po śmierci? Zastanawiałem się w niej nad koncepcją, że każdy człowiek ma dwa ośrodki świadomości: Ejdolona - część codzienną, doświadczającą czasu w sposób linearny i wiedzącą tylko to, co jest sumą jej doświadczeń - oraz Dajmoniona - część, która istnieje poza miejscem i czasem, gdzieś na granicy między życiem a śmiercią. Dajmonion zna ścieżkę życia swego Ejdolona, podobnie jak gracz komputerowy, który bierze udział w grze z perspektywy pierwszej osoby, zna poprzednie życia swego ekranowego "awatara". W ten sposób Dajmonion może pomagać Ejdolonowi w przejściu przez grę zwaną życiem.

W ostatnim rozdziale Czy istnieje życie po śmierci? zahaczam o życie Philipa K. Dicka. W biografiach tego tajemniczego, kultowego autora natrafiłem na niezwykłą zbieżność z moim Dajmonionowo-Ejdolonowym modelem. Mało tego, ValisUbik jakby relacjonują hipotezę zawartą w mojej książce.

Można odnieść dziwne wrażenie, jakby Philip K. Dick ją znał i wykorzystał, by stworzyć ramy akcji własnych powieści. Wiedziałem jednak, że to niemożliwe. PKD umarł w marcu 1982 roku, a pierwsze wydanie Czy istnieje życie po śmierci? ukazało się we wrześniu 2006 roku.

Tego letniego wieczora, po godzinie mówienia, wyświetliłem przedostatni slajd pokazujący zdjęcie Philipa K. Dicka i dwie okładki jego książek: Valis i Ubik. Gdy slajd pokazał się na ekranie, usłyszałem po prawej stronie sali szmer podniecenia. Kilka osób gorączkowo wymieniało uwagi. W pierwszej chwili poczułem irytację. O co chodzi?

Po zwyczajowych odpowiedziach na pytania i składaniu autografów podszedł do mnie chłopak z owej grupki.

- Przepraszam - powiedział - ale to, co zobaczyliśmy, ogromnie nas zdumiało.

Przedstawił się jako Mick, a gdy podaliśmy sobie ręce, rzekł:

- Chcę panu coś pokazać.

Sięgnął do torby i wyciągnął z niej egzemplarz Valisa z identyczną okładką, jaką pokazałem na slajdzie. Interesujący zbieg okoliczności, pomyślałem, ale nic ponad to. Potem Mick oznajmił: "Przyszliśmy tu z powodu tej książki". Wypożyczył ją z biblioteki, gdy zobaczył afisz anonsujący mój wykład.

Potem zrobiło się jeszcze dziwniej. Mick nachylił się do mnie i stwierdził:

- Czy pan wie, że Philip K. Dick przewidział pana?

Spojrzałem na niego zdziwiony.

- Nie - odparłem.

- We Wbrew wskazówkom zegara - padła tajemnicza odpowiedź.

W tym czasie znałem jedynie dwie lub trzy książki Dicka, a tej nie czytałem.

- Anarch Peak - powiedział Mick.

- Kto? - zdziwiłem się.

- Anarch Peak - powtórzył Mick, jakbym nie dosłyszał. - Peak to postać występująca w tej książce, która wskrzesza zmarłych ze stanu zawieszenia między śmiercią a życiem.

Wyjaśnił mi, że we Wbrew wskazówkom zegara czas biegnie do tyłu, a ludzie budzą się do życia w grobie i muszą być z niego wykopani. Następnie robią się coraz młodsi, aż stają się nienarodzeni. Peak jest przywódcą grupy religijnej, który ma się powtórnie narodzić, ale z różnych powodów niektórzy chcą, by pozostał umarły, a inni widzą w jego narodzinach Drugie Nadejście.

Później przeczytałem opis "wizji" Dicka, jakie go nawiedzały w lutym i marcu 1974 roku. Uderzyło mnie, że widział on w nich szeregi książek, których tytuły błyskały mu przed oczami. Dostrzegał w tym jakieś przesłanie. Jeden tytuł pokazał mu się, gdy w stanie półsnu naszły go wyobrażenia zwane hipnagogicznymi.

Dick napisał Wbrew wskazówkom zegara w 1965 roku, gdy po raz pierwszy zaczęły go nawiedzać takie wizje. Może się wydawać dziwne, ale zacząłem się zastanawiać, czy w jednym ze swych widzeń Dick nie zobaczył czasem okładki książki, którą trzymasz w ręce, czytelniku. Jeśli tak, to zobaczyłby pod swoim nazwiskiem moje, An*** Peak*. Natychmiast trafiłoby ono do jego podświadomości jako pomysł na nazwisko postaci wiążącej się ze stanem ludzkiej świadomości w chwili śmierci, co przecież stanowiło temat mojej pierwszej książki.

Możecie sobie myśleć, co chcecie, ale moim zdaniem stanowi to interesujący kontekst tej książki. Pozwoliło mi to tak zorganizować jej treść, abym mógł się skupić na aspektach życia Dicka związanych z jego zdolnością przepowiadania przyszłości.

Układając plan Życia Philipa K. Dicka, myślałem o tym, by jak najlepiej przedstawić informacje, które pomogłyby czytelnikowi wyrobić sobie własne zdanie na temat aury tajemnicy otaczającej Philipa K. Dicka.

Pierwsza część jest w miarę prostą, chronologiczną biografią. Większość informacji w niej zawartych pochodzi z innych biografii, artykułów i listów PKD. Druga część jest poświęcona w większości, o ile nie w całości, szczegółowemu omówieniu niezwykłych przeżyć PKD. Moim zdaniem, aby móc naprawdę zrozumieć tego człowieka i jego pogląd na świat, trzeba się dowiedzieć, jakie one wywarły na niego wpływ. Dalej omawiam także podejmowane przez PKD próby wyjaśniania zdarzeń, które go spotykały. Większość materiałów do tej części zaczerpnąłem z dzienników Dicka wydanych pod tytułem Exegesis w listopadzie 2011 roku. Większość z nich nie była wcześniej publikowana, a dają one znakomity wgląd w funkcjonowanie umysłu pisarza. Podejrzewam, że moja książka będzie pierwszą analizującą przeżycia PKD w świetle jego własnych tekstów na ten temat. Druga część kończy się oceną własnego przekonania Dicka, że jest on jakąś hybrydą, istotą, którą sam nazywał homoplazmatem. W części trzeciej staram się wyjaśnić przeżycia PKD na gruncie neurologicznym, a w ostatniej zawarłem własną interpretację testu osobowości, któremu pisarz poddał się w połowie lat pięćdziesiątych.

Przepraszam za nieco idiosynkratyczne podejście do życia tego wielkiego pisarza. Uważam jednak, że gdyby PKD napisał autobiografię, obrałby podobną ścieżkę. Jego Exegesis była próbą wyjaśnienia tego, co działo się z nim w lutym i marcu 1974 roku, które to wydarzenia stały się początkiem niemal religijnego zagłębiania się we własną duszę. Wszystko kwestionował i dochodził do wielu odpowiedzi, które później odrzucał. Chciałbym wierzyć, że ta książka będzie próbą odpowiedzi przynajmniej na niektóre pytania, jakie sobie stawiał. Sami zdecydujecie, czy mi się to udało.

Anthony Peake

lipiec 2013

ROZDZIAŁ PIERWSZY KONIEC (1982)

18 lutego 1982 roku, Santa Ana w Kalifornii. W niewielkim mieszkaniu w dzielnicy meksykańskiej znaleziono na podłodze salonu nieprzytomnego Philipa K. Dicka. Krępe ciało pisarza leżało wciśnięte między sfatygowaną kanapę a stolik, który jego dwa koty, Harvey i pani Mabel M. Tubbs, z upodobaniem drapały pazurami. Dick miał wylew i leżał tak kilka godzin, zanim przybyła pomoc.

Mieszkanie znało lepsze dni, podobnie jak nieprzytomna postać na podłodze, mająca na sobie domowe ubranie, które PKD najchętniej wkładał, jakby nie miał ani jednego porządnego garnituru. Były to wszystko znamiona pisarza, od którego odwróciło się szczęście, ale nic bardziej mylnego. W wieku pięćdziesięciu trzech lat Philip K. Dick osiągnął więcej na niwie pisarskiej, niż wielu ludzi parających się tym fachem mogłoby dokonać w całym swoim życiu. Na jego dorobek składało się sto dwadzieścia opowiadań i czterdzieści cztery powieści. Oprócz rocznych dochodów zamykających się sześciocyfrową liczbą dorobił się też nagród literackich, międzynarodowej sławy i grupy oddanych fanów na całym świecie (nazywających siebie czule Dickheads[*]), nie mówiąc już o pięciu żonach, trojgu dzieci oraz pokaźnym gronie wiernych przyjaciół i kolegów po piórze. Książki Dicka znajdują się nawet wśród lektur do wykładów z angielskiego na Uniwersytecie Harvarda, a także stały się tematem niezliczonych prac magisterskich i rozpraw doktorskich.

SALVADOR DALÍ FANTASTYKI NAUKOWEJ

Krytyk literacki i filozof polityki Frederick Jameson nazwał Dicka "największym pisarzem fantastycznonaukowym w dziejach", "czarny humor" jego powieści porównywano z Dickensem i Kafką, a "pełne paradoksalnych zwrotów akcji fabuły" zyskały mu miano Salvadora Dalí świata literatury. Oryginalny styl jego książek zrodził nawet nieco nadużywany przymiotnik "phildickowy", określający surrealizm światów, które tworzył pisarz.

Jeśli Philip K. Dick wiódł skromne życie, to dlatego, że tak chciał. Miał lepsze powody do wydawania pieniędzy, na przykład na cele humanitarne za pośrednictwem organizacji Southern Poverty Law Center. Tuż przed śmiercią dowiedział się, że dzięki jego wsparciu pewien czarny młody człowiek skazany za przestępstwo, którego nie popełnił, wyszedł z więzienia. Poza tym najbardziej dla niego liczyło się pisarstwo. Miesiąc wcześniej w jednym ze swych listów zauważył:

Nie muszę nic nikomu udowadniać, zwłaszcza sobie. Pisanie książek to ciężkie zajęcie, ale liczy się sama praca - jej efekt, ale także działanie z nią związane: zadanie do wykonania. To, że używam taniej maszyny do pisania kupionej w supermarkecie Market Basket, nie liczy się ani na moją korzyść, ani przeciwko mnie w wielkim totolotku na niebie, czyli w moim własnym sercu1.

Za cztery miesiące, 25 czerwca 1982 roku, sławy świata filmu i literatury miały się pojawić na premierze filmu Łowca androidów, luźno opartego na powieści Philipa K. Dicka Blade runner. Czy androidy marzą o elektrycznych owcach? (1968). Niestety autorowi nie przyszło się pławić w glorii swego najnowszego triumfu, a zawsze lubił być w centrum uwagi. Na plus tej sytuacji można zaliczyć, że nie musiał sobie kupować nowego garnituru na premierę. W jednym z ostatnich wywiadów, którego udzielił Johnowi Boostrze z magazynu "The Twilight Zone", powiedział:

Słyszałem, że premierze filmu będzie towarzyszyła gala w starym stylu. Oznacza to, że muszę kupić - lub wypożyczyć - czarny smoking, na co nie mam ochoty. To nie dla mnie. Lepiej czuję się w bawełnianym podkoszulku2.

Przynajmniej w wiadomościach telewizji KNBC zobaczył kilka urywków filmu. Zachwyciła go zwłaszcza futurystyczna wizja Los Angeles 2019 roku, jedna z najbardziej ikonicznych sekwencji filmowych w historii kina. Miał wrażenie, jakby twórcy czytali mu w myślach. "Tak to sobie właśnie wyobrażałem", powiedział. Philip K. Dick zdobył wreszcie szerokie uznanie, jakiego całe życie pragnął, i stwierdził, że film Łowca androidów stanowi ukoronowanie jego "życia" i twórczej pracy.

Pomimo ogromnej presji studia filmowego PKD odrzucił szansę zarobienia 400 tysięcy dolarów na napisaniu "taniej adaptacji" przeznaczonej dla dwunastolatków. Miała się ona opierać wyłącznie na scenariuszu Łowcy androidów, co oznaczało odejście od oryginalnej powieści. Zamiast tego wywalczył jej wznowienie, co przyniosło mu - a także studiu filmowemu - trochę pieniędzy.

Zrozumieli wreszcie, że miałem uzasadniony powód, aby domagać się wznowienia tej powieści, choć trochę to ich kosztowało. Było to zwycięstwo nie wynikające z warunków umowy, ale z teoretycznych zasad3.

W nadchodzących latach miało się pojawić więcej filmowych adaptacji jego powieści i opowiadań, jak na przykład Pamięć absolutna (1990 i 2012), oparta na opowiadaniu Przypomnimy to panu hurtowo (1996), Tajemnica Syriusza (1995), adaptacja noweli Druga odmiana,Raport mniejszości (2002), oparty na opowiadaniu z 1956 roku pod tym samym tytułem. Są nawet plany animowanej wersji jednej z jego krótkich historyjek pod tytułem Król elfów, która miałaby przybliżać świat Philipa K. Dicka nowemu pokoleniu czytelników. PKD chciał jeszcze tyle zrobić, zwłaszcza jeśli chodzi o przygotowanie świata na "drugie nadejście". Niestety nie dane mu było - przynajmniej w tej rzeczywistości.

PRZESZŁOŚĆ, TERAŹNIEJSZOŚĆ I PRZYSZŁOŚĆ

Miłośnik nauki od najmłodszych lat, PKD trafił na idealny okres w historii, by wyrobić sobie pozycję w świecie fantastyki naukowej. Nie tylko żył w czasach rozkwitu tego gatunku literackiego, ale także gwałtownego rozwoju nauki. Rok przed jego narodzinami, w 1927 roku, młody, nieznany szerzej pilot amerykańskiej poczty, Charles Lindbergh, pierwszy samotnie przeleciał Atlantyk, pokonując non stop 3600 mil z nowojorskiej Long Island do podparyskiego Le Bourget w samolocie częściowo wykonanym jeszcze z drewna obciągniętego płótnem i napędzanym śmigłem.

W ciągu następnych pięćdziesięciu trzech lat pojawiły się silniki odrzutowe i pojazdy kosmiczne o napędzie rakietowym. Kiedy PKD leżał nieprzytomny, radziecka sonda Wenera 13 dotarła w okolice Wenus, pokonawszy ponad czterdzieści milionów kilometrów. Kilkanaście dni później miała wylądować na Wenus i przesłać na Ziemię pierwsze kolorowe zdjęcia powierzchni planety. Instytut Badań Kosmicznych Akademii Nauk ZSRR początkowo ogłosił, że na niektórych fotografiach widać ślady życia, coś przypominającego skorpiona, ale później zaprzeczył tym rewelacjom. PKD mógłby to z humorem opisać w jednej ze swych powieści.

W 1945 roku, gdy Amerykanie zrzucili bomby atomowe na Hiroszimę i Nagasaki, powodując niewyobrażalne zniszczenia, broń "ostatecznej zagłady" z powieści fantastycznonaukowych stała się rzeczywista. W wydanej w 1965 roku powieści Doktor Bluthgeld PKD roztaczał postapokaliptyczną wizję świata po katastrofie nuklearnej.

Ludzie zbudowali także "mózgi" elektronowe, często występujące w powieściach fantastycznonaukowych, z tym że nazywali je komputerami. Zmniejszyła się również przepaść między naturalnymi a sztucznymi organami. W 1953 roku, kiedy PKD miał dwadzieścia cztery lata i sposobił się do rozpoczęcia kariery zawodowego pisarza, po raz pierwszy wszczepiono człowiekowi mechaniczne serce. Pięć lat później w Oceanicznym Parku Rozrywki w Santa Monica, niedaleko miejsca, gdzie PKD wówczas mieszkał, gości wprawiał w zachwyt chodzący i mówiący robot imieniem Elektro. Wszystko to było wodą na młyn wyobraźni Dicka.

Nie tylko wiele z przepowiedni literatury fantastycznonaukowej nauka w tym czasie uznawała za fakty, ale także fakty i fantazja zaczęły się ze sobą łączyć. W latach pięćdziesiątych wyobraźnią widzów zawładnęły klasyczne filmy fantastycznonaukowe obrazujące lądowanie kosmitów na Ziemi, takie jak Dzień, w którym zatrzymała się Ziemia czy Wojna światów. W tym samym czasie prawdziwe samoloty Sił Powietrznych Stanów Zjednoczonych podrywano do przechwycenia nie zidentyfikowanych obiektów latających "przypominających spodki", a obrazowe raporty pilotów rozpalały wyobraźnię autorów nagłówków prasowych. PKD wyjaśnił później:

Właśnie dlatego kocham fantastykę naukową. Uwielbiam ją czytać. Uwielbiam ją pisać. Autor fantastyki naukowej dostrzega nie tyle możliwości, ile nieprawdopodobne możliwości. Tu nie chodzi tylko o szalone, histeryczne pytania: "A co, jeśli? Na Boga, co jeśli?". Marsjanie zawsze nadchodzą4.

KOCIOŁ Z POMYSŁAMI

I nie tylko Marsjanie... Niewielu pisarzy odważyłoby się uczynić bohaterem powieści inteligentną galaretę o imieniu Lord Running Clam, rdzennego mieszkańca Ganimeda, satelity Jowisza. Pomysły brały się z nauki, a fantastyka naukowa plus szeroka wiedza na temat muzyki, literatury, filozofii i teologii rywalizowały o miejsce w umyśle PKD. Ludzie i androidy, obcy i Ziemianie, Spinoza i Sofokles, Bóg i Belzebub - cała ta "phildickowa" zupa wirowała mu w głowie. W 1972 roku PKD wygłosił odczyt na konwencie fantastycznonaukowym, w którym mówił o tematach swoich powieści, jak na przykład o zacieraniu granic między sztucznym a naturalnym:

Kto wie, może my i nasze coraz bardziej wyrafinowane komputery spotkamy się w połowie drogi. Być może pewnego dnia jakaś istota ludzka, dajmy na to Fred White, zastrzeli robota, Peta Jakiegoś-tam, który wyszedł z fabryki General Electric, i ku swemu zdziwieniu zobaczy, że on krwawi i płacze. A umierający robot również strzeli do pana White'a i także się zdziwi na widok szarego dymu unoszącego się z elektrycznej pompy, gdzie powinno się znajdować serce. Byłaby to dla obu chwila wielkiej prawdy5.

Inspirację do swych pomysłów, od fantastycznych, ale zakorzenionych w nauce, po teologiczne i metafizyczne, PKD czerpał z różnych źródeł, takich jak dzieła Platona, ewangelie gnostyczne, I Ching czy Tybetańska księga umarłych. Kilka lat później powiedział, że wielu z jego utworów, zwłaszcza ostatniej powieści, Transmigracja Timothy'ego Archera, nie powinno się zaliczać do fantastyki naukowej.

Opowieści PKD nie tylko opierały się na niezwykłych pomysłach, ale także cechowały pionierskim stylem literackim: różne postacie prowadzą narrację w pierwszej osobie, tak że czytelnik początkowo nie może się zorientować, kto właściwie mówi. Daje to niepokojący efekt, zwłaszcza gdy wraz z postacią zmienia się płeć. Najpierw mówi mężczyzna, potem kobieta, a potem znowu mężczyzna. Tę technikę PKD zastosował po raz pierwszy w quasi-autobiograficznej powieści Wyznania łgarza (1975), jedynej klasycznej powieści, która ukazała się drukiem za jego życia. Zdaniem autora powieści fantastycznonaukowych i ilustratora książek A.L. Siroisa Dick to

pierwszy pisarz fantastycznonaukowy, który bawił się z umysłami swych czytelników i zmuszał ich do myślenia o naturze rzeczywistości i jej postrzeganiu. Dzięki temu jego powieści się nie starzeją - można wrócić do nich po latach i znaleźć nowe drogowskazy kierujące do nie dostrzeżonych za pierwszym czytaniem ścieżek wiodących do poznania własnej osobowości6.

ECHA DALEKICH GŁOSÓW

Życie Dicka było równie bogate w fantazje jak jego opowieści, a przeżycia pisarza trafiały do jego utworów. Fakty i fikcja, tajemniczość i mistyka, paranoja i zjawiska paranormalne, postrzeganie pozazmysłowe i przewidywanie przyszłości, spiski i dezorientacja - wszystko to znalazło wyraz w twórczości pisarza. Noc za nocą siedział przy starej maszynie do pisania, czerpiąc inspirację ze swego przepastnego mentalnego magazynu pomysłów i idei; tylko takie gorączkowe, wielogodzinne pisanie - przez kilka dni bez przerw na sen - podczas którego przelewał na papier nieziemskie wytwory swojej wyobraźni, pomagało mu przepędzić własne demony. Aby wytrzymać taki kolosalny wysiłek, sięgał po wielkie dawki amfetaminy - nowe określenie na "szybkie pisanie". Chodziły słuchy, że owe nocne pomysły zawdzięczał innym, poprawiającym umysł i nastrój substancjom, takim jak marihuana czy LSD, ale on sam zaprzeczał, aby się nimi wspomagał. W późniejszych latach prowadził głośne batalie przeciwko nadużywaniu narkotyków. Praca w nocy pozwalała mu także "dostroić się" do "głosów". Jak sam wyjaśnił w przedmowie do antologii swoich utworów, są one

próbą usłyszenia głosów dobiegających z innego, bardzo odległego miejsca - dźwięków niezwykle słabych, ale ważnych. Słyszę je tylko nocą, gdy cichnie zewnętrzny gwar i trajkotanie naszego świata. Wtedy dociera do mnie słaby głos z innej planety. Oczywiście nigdy nie mówię tego ludziom, gdy mnie pytają, skąd czerpię pomysły. Odpowiadam im po prostu, że nie wiem. Tak jest bezpieczniej.

W 1974 roku w wywiadzie dla magazynu "Vortex", broniąc innego autora fantastyki naukowej, A.E. van Vogta, przed zaciekłymi atakami pisarza i krytyka Damona Knighta, PKD przedstawił swe podejście do pisania:

Damon uważa, że budowanie wymyślnych wszechświatów, w których ludzie mogą przelecieć przez podłogę, stanowi dowód braku rzemiosła. Znaczy się patrzy na opowieść tak, jak inspektor budowlany patrzyłby na wasz dom. A tak naprawdę rzeczywistość to wielki bałagan i dlatego jest fascynująca. Chodzi przede wszystkim o to, czy bardzo boicie się chaosu. I czy porządek daje wam szczęście7.

CIEMNOWŁOSE DZIEWCZYNY

Obok pisania wielką pasją PKD były kobiety. Burzliwe związki, zwłaszcza z "ciemnowłosymi dziewczynami", którym nie potrafił się oprzeć, stanowiły powracający temat w jego życiu osobistym i książkach. Nie wiadomo, czy już w młodości zapowiadał się na mężczyznę, który będzie wywierał magnetyczny urok na płeć przeciwną, ale w ciągu kilku lat zamienił się z niezdarnego nastolatka, niezręcznie zachowującego się w towarzystwie dziewczyn i nieświadomego swojej seksualności, w ulubieńca pań z łatwością podbijającego ich serca, "uwielbiającego się zakochiwać". Trudno ludziom, którzy go nigdy nie spotkali, zrozumieć jedynie na podstawie zdjęć i opowieści o jego licznych miłosnych podbojach i nieudanych małżeństwach, skąd się brał ów magnetyczny wpływ, jaki miał na kobiety, niewątpliwie jednak wiele z nich nie mogło się oprzeć temu "prawie przystojnemu mężczyźnie" i opisywało go jako "osobę z wielką charyzmą", "pełną wdzięku i atrakcyjną", "zabawną", "romantyczną, podniecającą i fascynującą", ale także "nieco zagubioną i bezradną". Oprócz pięciu żon miał także wiele przyjaciółek i kochanek; z niektórymi żył w konkubinacie.

Owe związki mogły być romantyczne, czułe, pełne poświęcenia i miłości, burzliwe, a nawet gwałtowne, czasem zaś czysto platoniczne, ojcowskie czy ograniczające się wyłącznie do rozmów telefonicznych. Wszystkie te kobiety były jednak dla niego równie ważne - a on dla nich! Twierdził też później - nie bez podstaw - że ze wszystkimi żonami i innymi kobietami, z którymi był w jakimś związku, pozostał w przyjaźni. Już samo to jest niezwykłym osiągnięciem.

DZIENNIK I PODRÓŻ

W późniejszych latach wysiłki twórcze skierował na prowadzenie dziennika, który urósł w końcu do ośmiu tysięcy stron. Opisywał w nim swoje wizje oraz natchnione idee, a także zgłębiał ich znaczenie. Dziennik ten znany jest jako Egzegeza, co w języku greckim oznacza "wyprowadzenie", czyli krytyczną interpretację tekstu, zwłaszcza o charakterze religijnym, takiego jak Biblia. Podobnie jak wiele ze swych powieści PKD pisał Egzegezę podczas maratońskich sesji ciągnących się często do białego rana.

Swoją pierwszą wizję Dick opisał jako wiązkę światła: "Pojawiła się ona niczym żywy ogień mieniący się błyszczącymi kolorami o zrównoważonych odcieniach, i wyzwoliła mnie ze wszystkich więzów - wewnętrznych i zewnętrznych". Zdarzyło to się w lutym i marcu 1974 roku i stąd oznaczenie 2-3-74 stało się skrótem określającym te i inne podobne przeżycia. Owe pierwsze wizje mógł wyzwolić promień światła odbity od wisiorka przedstawiającego rybę, symbol pierwszych chrześcijan. Miała go na szyi dziewczyna, która przyniosła z apteki zamówione przez pisarza leki i stanęła w drzwiach. W Egzegezie Dick opisuje swoje pierwsze takie doświadczenie i jego skutek:

W chwili, gdy spojrzałem na błyszczącą rybę i usłyszałem głos dziewczyny, doznałem nagle, jak się później dowiedziałem, anamnezy, co po grecku oznacza dosłownie "przypominanie". Przypomniałem sobie, kim i gdzie byłem. W jednej chwili, w mgnieniu oka, wszystko do mnie wróciło. I nie tylko sobie przypomniałem, ale i zobaczyłem8.

Dwudziestowieczna podmiejska dzielnica rozpłynęła się w powietrzu, odsłaniając inną rzeczywistość: Rzym pierwszego wieku naszej ery. PKD uwierzył, że jest członkiem jednej z tajnych grup chrześcijan (tak jak dziewczyna), której misja polega na przygotowaniu świata na nadejście Zbawiciela. Pisarz uświadomił sobie, że cesarstwo rzymskie nigdy nie upadło i wciąż włada światem, prześladując chrześcijan. Dlatego on i inni członkowie grupy muszą się ukrywać i porozumiewać za pomocą tajemnych znaków. Uzmysłowił sobie także, iż nosi w sobie inną istotę, która patrzy na świat jego oczami.

PKD wierzył, że błysk światła, który ujrzał w innym ze swych objawień 2-3-74, wyemitowała istota duchowa - przypuszczalnie kosmita - przekazująca mu jakieś ważne informacje. W Egzegezie próbował, opierając się na swej szerokiej wiedzy naukowej, religijnej i filozoficznej, wyjaśnić naturę owej istoty, którą nazywał czasem Bogiem, czasem Zebrą albo Rozległym Czynnym Żywym Systemem Informatycznym, w skrócie VALIS (Vast Active Living Intelligence System). Wiele z idei na jej temat zawarł w innych utworach, takich jak Valis (1981), Boża inwazja (1981), Radio Wolne Albemuth (1985) czy Transmigracja Timothy'ego Archera (1982).

STROFY O WSZECHŚWIECIE

Według innej interpretacji źródłem wizji PKD był kontakt z wyższą świadomością, przypuszczalnie dzięki prawej półkuli mózgowej - nagle uaktywnionej. Biograf Dicka Laurence Sutin wskazuje jednak, że pisarz zawsze wyznawał "hipotezę minimum" - to, co się z nim dzieje, przypisywał jedynie "samooszukiwaniu się". Tim Powers, długoletni przyjaciel Dicka, także autor książek fantastycznonaukowych, idzie jeszcze dalej. Zapewnia, że obraz PKD jako cierpiącego katusze geniusza nie odpowiada prawdzie. W rozmowie z Chrisem Zieglerem z "OC Weekly" stwierdził: "To nie był szalony facet, ale najzabawniejsza osoba, jaką znałem". Pamiętał, jak podczas długich, ciągnących się do późnej nocy rozmów Dick wysuwał różne hipotezy. Kiedy następnego dnia Powers mu o nich przypominał, PKD często kwitował je lekceważąco: "To stek bzdur!". Ale "wczoraj w nocy brzmiały całkiem sensownie", odpowiadał mu Powers.

Pewnego razu Dick zadzwonił do niego i oznajmił, że "zrozumiał wszechświat". Powers zasugerował mu, żeby ujął to w formie limeryku. "Nie, nie mogę tego napisać w limeryku", odparł Dick, "chodzi przecież o tajemnicę wszechświata!". Ale gdy tego samego dnia Powers wpadł później do niego, okazało się, że jednak to zrobił.

Determiniści, wiadomo, tkwią w błędzie,

Ale siłę mają wielką i są wszędzie.

Boga zaś niedostatek,

Bo choć zszedł na ten światek,

Za krótko był u nas na kolędzie9[**].

Philip K. Dick przetrwa także w nagrodzie jego imienia wręczanej co roku podczas spotkania miłośników literatury fantasy i science fiction Norwescon, organizowanego w SeaTac w stanie Waszyngton. Przyznaje się ją za najlepszą powieść wydaną w poprzednim roku od razu w miękkiej oprawie. Pierwszym laureatem nagrody został, jakżeby inaczej, przyjaciel Dicka Tim Powers za książkę Wrota Anubisa.

NATURA CZASU

PKD był przekonany co do jednego: informacja płynie nie tylko z przeszłości w przyszłość, ale także na odwrót. Twierdził, że ze swych doświadczeń w późniejszym życiu czerpał inspirację do powieści, które napisał dużo wcześniej.

Było do przewidzenia - w każdym znaczeniu tego słowa - że śmierć Dicka będzie równie dziwna jak jego życie. Pisarz wiedział, że jego koniec jest bliski. Widział różne jego zwiastuny. Co najbardziej zdumiewające, szczegółowo przewidział, jak odejdzie. Wiedział dokładnie, co zobaczą osoby, które znajdą jego ciało. W napisanym siedem lat wcześniej liście do przyjaciela zawarł taki oto fragment:

Po okresie czegoś w rodzaju snu [...] nagle pojawiła się wyraźna, jakby w zwolnionym tempie, ale nie zatrzymana, przerażająca scena: w pokoju między stoliczkiem a kanapą leży na brzuchu martwy mężczyzna.

Tak go właśnie znaleźli ratownicy z pogotowia. Nie był jednak martwy. W drodze do szpitala odzyskał świadomość i podobno nawet można z nim było nawiązać "kontakt". Jednakże jakiś czas po przyjeździe dostał drugiego udaru, który zamknął dopływ krwi do pozostałych funkcjonujących jeszcze części mózgu. PKD wegetował jeszcze na oddziale intensywnej terapii przez dwanaście dni, podtrzymywany przy życiu przez aparaturę medyczną. W końcu, gdy lekarze nie stwierdzili żadnych oznak aktywności mózgu, wyłączyli sprzęt. Nadaktywne neurony pisarza w końcu zamarły.

Tak więc w swych ostatnich chwilach na ziemi jako fizyczny byt ciało Dicka działało wyłącznie dzięki technice. Jego życie kontrolowały maszyny. Autor powieści Czy androidy marzą o elektrycznych owcach? doceniłby ironię tej sytuacji.

BLIŹNIĘTA ZNÓW RAZEM

Po ceremonii pogrzebowej ciało Dicka zostało skremowane, a popioły zawieziono do Fort Morgan, gdzie mieszkał jego ojciec, i złożono do grobu obok jego siostry bliźniaczki, Jane, która przeżyła zaledwie sześć tygodni. Rodzeństwo miało mieć także wspólny nagrobek, który przez pół wieku czekał gotowy na wstawienie daty śmierci Dicka. Choć okrutny los rozdzielił ich tuż po narodzinach, śmiertelne szczątki rodzeństwa miały odtąd być razem aż po wieczność.

Dzisiaj strona internetowa Prophets of Science Fiction opisuje Dicka jako "literackiego geniusza", "słynnego wizjonera" i "paranoicznego wyrzutka". Sam PKD uważał się za "wymyślającego fabuły filozofa". Jego przyjaciel i kolega po piórze, Norman Spinrad, we wstępie do powieści Dicka Doktor Bluthgeld (1965) także złożył hołd jego dokonaniom: "Za pięćdziesiąt, a może sto lat [Philip K. Dick] będzie uważany za największego amerykańskiego pisarza drugiej połowy dwudziestego wieku".

W innym osobliwym hołdzie złożonym pisarzowi fani Dicka zbudowali na doroczny międzynarodowy konwent miłośników komiksów, Comic-Con International, zdalnie sterowanego robota, którego nazwali Android Phil. Z siwą brodą, łysiną i świdrującym spojrzeniem niebieskich oczu zdradzał ogromne podobieństwo do pisarza. Wziął on potem udział w ożywionej dyskusji na temat filmowej adaptacji powieści Dicka Przez ciemne zwierciadło (1977). Głowę robota zawieruszyły American West Airlines i nie potrafiły odnaleźć. Biorąc po uwagę, co czasem dzieje się z zagubionym bagażem, kto wie, gdzie pewnego dnia pojawi się głowa Androida Phila. Bez wątpienia cała ta sytuacja ma dość komicznego potencjału na opowieść w duchu Philipa K. Dicka. Niestety on sam już jej nie napisze.

I jeszcze jeden phildickowy dziwny zbieg okoliczności. Ale czy na pewno ostatni? PKD urodził się w '28, a zmarł w '82 roku - te same cyfry, ale przestawione. Właśnie czegoś takiego Dick by sobie życzył. Taki był, jest i będzie pogmatwany, acz fascynujący świat Philipa K. Dicka, "człowieka, który pamiętał przyszłość". Zapraszam do niego...

Ciąg dalszy w wersji pełnej

[*] Świry na punkcie Dicka (przyp. tłum.).

[**] Przełożyła Ewa Hornowska (przyp. tłum.).