Rozdział 1
Cole
- JESTEŚ TEGO PEWIEN, STARY? - pytam mojego najlepszego przyjaciela i zarazem członka zespołu, Kacena.
Muszę przyłożyć sobie pięść do ust, by ukryć uśmiech. Wiem, że to bezsensowne pytanie. Wystarczy zauważyć, jak on na nią patrzy. Kacen nie stara się nawet odpowiedzieć na głos, a jedynie posyła mi TO spojrzenie. Wiecie, takie, które mówi: "Chyba cię popieprzyło".
- Nadal możesz się wycofać - dołącza Tristan. Na twarzy ma tak samo szeroki uśmiech jak mój.
- Jesteśmy z tobą, daj tylko znak - dodaje Gavin.
Nie wytrzymuję i śmieję się głośno. Kacen tylko na nas patrzy i potrząsa głową. Dobrze wie, że wszyscy kochamy Logan jak siostrę - ich dwoje świetnie do siebie pasuje. Naszym obowiązkiem jest jednak mu dopiec. Od tego są przyjaciele.
- Odwalcie się - odpowiada mrukliwie. - Nic mnie dzisiaj nie powstrzyma przed poślubieniem Logan. Jeśli chcecie spróbować, tam są drzwi, debile - dodaje, warcząc.
- Czekaj! - Podnoszę ręce w akcie poddania. - Chcemy ci tylko trochę dowalić, Kace. Za poważny jesteś.
Wbija we mnie wściekły wzrok.
- To jest cholernie poważne! - wykrzykuje. - Co, jeśli zmieni zdanie? Jeśli dojdzie do wniosku, że nie chce wyjść za gwiazdę rocka? Jeśli zreflektuje się i zrozumie, że zasługuje na kogoś lepszego?
Serio?
- Ty tak naprawdę? - pyta Tristan. - Chłopie, ty i Logan pasujecie do siebie.
- Czemu tak się nakręciłeś? - dopytuje Gavin.
Kacen opada na kanapę i opiera się łokciami o kolana. W trójkę cierpliwie czekamy, aż wreszcie powie, co, do cholery, chodzi mu po głowie.
- Kurde, ja nie potrafię bez niej oddychać.
Przyjaźnimy się od zawsze, więc to jedno zdanie nam wystarcza, by to zrozumieć - go zrozumieć. Kacen od początku się od nas różnił. To nie jest typ faceta, który nabija na pałkę każdą chętną kobietę; zawsze był tym odpowiedzialnym i trzymał nas w ryzach. Właśnie w ten sposób poznał Logan - mniej więcej. Przez lata nasza trójka - ja, Gavin i Tristan - z trudem trzymała przy sobie ręce w obecności asystentek zespołu. Kacen w końcu się wkurzył i poprosił, by zatrudniono na tę posadę faceta. Logan miała za wysokie kompetencje i zatrudniono ją w ciemno. Jak można się domyślić, pierwszego dnia jej pracy byliśmy w niezłym szoku; w końcu spodziewaliśmy się męskiego Logana, a dostaliśmy żeńską wersję. Piękną żeńską wersję.
Jak się okazało, ona i jej przyjaciółka Stacy - która swoją drogą też jest seksowna - poznały Kacena już wcześniej, na wakacjach, ale wtedy przedstawiły mu się swoimi drugimi imionami. Długo by opowiadać. Tak czy inaczej, w dużym skrócie - zabujali się w sobie szybko i na zabój i oto nastał dzień ich ślubu.
- No dobra, to lecimy z tematem. Musimy cię dostarczyć do twojej kuli u nogi, a ja z chłopakami - odzywam się, obejmując Gavina i Tristana - mamy wesele do rozkręcenia. - Znacząco ruszam brwiami. Tristan i Gavin zgadzają się chętnie, a na twarzy Kacena pojawia się delikatny uśmiech.
- Ja pieprzę, wreszcie. Już mi odwala od tego czekania, aż będzie moja.
- Ruszajcie dupy. Musimy potowarzyszyć pewnym pięknym paniom. - Tristan mruga okiem, wyciągając pięść do przodu. Razem z Gavinem ruszamy jego śladem.
- Widzimy się za chwilę - odzywa się Kacen, spiesząc się na swoje miejsce.
- Zawsze wiedziałem, że on będzie pierwszy - stwierdza Tristan.
- Mamy szczęście. Logan jest super. Uszczęśliwia go, a do tego świetnie gotuje - dodaję.
- No nie? - potwierdza Gavin. - Pospieszmy się, bo chcę już ściągnąć z siebie ten garniak - dodaje, pociągając za krawat.
Dochodzimy do miejsca, gdzie czekają na nas druhny z panną młodą. Gdy tylko ją dostrzegam, dyskretnie wycieram dłonie o spodnie.
Stacy.
Stacy, czyli przepiękna najlepsza przyjaciółka panny młodej, będzie moją towarzyszką tego wieczoru. Logan oczywiście wybrała ją na świadkową, a ja z chłopakami po prostu zdaliśmy się na ślepy los. Truliśmy Kacenowi dupę o to, kogo wybierze na świadka - oczywiście niezależnie od decyzji żaden z nas by się nie obraził, jako że przyjaźnimy się od lat. Niemniej Kacen się wkurzał, więc zniecierpliwiona Logan powiedziała bez zastanowienia, żebyśmy ciągnęli losy. W ten sposób zostałem szczęśliwcem, który otrzymał tytuł świadka. Nie zrozumcie mnie źle: czuję szczęście i wdzięczność względem mojego kumpla Kacena, ale prawdziwa radość objawia się w tym, że przez cały wieczór będę w parze z przecudną Stacy. Razem pójdziemy pod ołtarz, będziemy siedzieć obok siebie przy weselnym stole, a po pierwszym tańcu nowożeńców dołączymy do imprezy. Będę mógł ją obłapiać i to z dobrym wytłumaczeniem.
Ten wieczór będzie fajny.
Dlatego pocą mi się ręce. Od tygodni próbowałem się dobrać do tej dziewczyny. Odkąd zobaczyłem ją po raz pierwszy, gdy tańczyła z Logan w klubie, zwraca moją uwagę. Od tego czasu starałem się poruszyć niebo i ziemię... i nic. Choć Stacy nie pozostawała mi dłużna; odpowiadała na moje flirty, ale jak na razie nie zdołałem jej uwieść.
Mam nadzieję, że dziś to się zmieni.
Teraz nasi przyjaciele obiecują sobie, że nie opuszczą siebie aż do śmierci. To oczywiście romantyczne i tak dalej. Na laski to działa. Stacy każe mi się postarać, ale zgadzam się na to. Kiedy tylko się podda, zacznie się zastanawiać, czemu tak długo zwlekała. Zapewniam, że się nie zawiedzie.
Rozdział 2
Stacy
DZIŚ moja najlepsza przyjaciółka wychodzi za swojego najlepszego przyjaciela. Dziwnie to brzmi, prawda? Ale gdybyście tylko mogli zobaczyć, jak na siebie patrzą, nie bylibyście zdziwieni.
Logan to moja przyjaciółka od zawsze. Odkąd pamiętam, rozmawiamy o mężczyznach obecnych w naszych życiach - cóż, aktualnie w jej życiu, bo ja jestem solo. Chodzimy razem na zakupy, do salonów piękności i po prostu się wspieramy, choćby nie wiadomo co. Kacen, już za chwilę jej mąż, także jest jej najlepszym przyjacielem. Ich przyjaźń ma bardziej intymny wyraz, który pojawia się jedynie między dwiema współgrającymi duszami. Z radością mogę powiedzieć, że towarzyszyłam im od początku i cieszę się ich szczęściem. Jak na razie to była ostra jazda bez trzymanki i nie mogę się doczekać, by zobaczyć, co przyniesie ich życie małżeńskie.
- Czy już? - wzdycha Logan.
Nie mogę się powstrzymać od śmiechu. Ona tak bardzo chce już pójść alejką pod ołtarz. I ona, i Kacen w ostatnim czasie żyli we własnym małym świecie.
- W sumie tak, to już. Czy jesteś pewna, że chcesz to zrobić?
- Serio? Czy ty naprawdę zadałaś mi to pytanie?
Z otwartą na oścież buzią wbija we mnie wzrok.
- No wiesz, Logan, możemy cię stąd po cichu wyprowadzić. Zdążymy zniknąć, zanim się zorientują - odzywa się jej kuzynka Lauren.
- Ja pokieruję autem z uciekinierkami - dodaje ze śmiechem Cassidy.
Wszystkie wiemy, że jeśli ona się gdzieś wybiera, to tylko przed ołtarz. Do Kacena.
Zanim udaje jej się przywołać nas do porządku, ktoś puka do pokoju.
- Logan, nie jesteś goła? - pyta jej matka, wsuwając głowę przez uchylone drzwi. - Twój ojciec tu jest, a chłopaki już czekają na swoje piękności. - Wskazuje na Lauren, Cassidy i na mnie.
- Gotowa! - wykrzykuje.
Jej reakcja powoduje, że wszystkie wybuchamy śmiechem. - Przestań, bo nam popsujesz makijaż! - parska Cassidy.
- No dobra, przepuśćcie mnie do mojej małej dziewczynki - odzywa się ojciec Logan, wchodząc od pokoju. - Drogie panie, jak zawsze wyglądacie przepięknie - komplementuje nas, całując żonę w policzek. Zanim dociera do Logan, krótko ściska mnie za ramię. - Czy jesteś tego pewna, córeczko? - pyta.
- Ych! - Logan prycha, czym znowu doprowadza nas do ataku śmiechu.
- No co? Przecież zawsze będziesz moją małą dziewczynką. Muszę mieć pewność, że on cię uszczęśliwia. Czy tak jest? - pyta.
To brzmi trochę tak, jakby liczył, że jego córka odpowie "nie". Tak naprawdę sam pokochał Kacena, ale jak każdy ojciec ma trudności z oddaniem komuś swojego oczka w głowie.
- Przecież wiesz, że tak. On jest częścią mnie.
Wychylam się i patrzę w napięciu, jak ojciec całuje ją w czoło.
- Tak, on cię uszczęśliwia. Ten chłopiec świata poza tobą nie widzi.
- Chłopiec? - odzywa się z nutą kpiny Cassidy.
Zna Kacena i resztę chłopaków z Soul Serenade dłużej niż my. Mogę się tylko domyślać, czego była świadkiem. Choć Kacen jest najspokojniejszy z całej czwórki, jestem pewna, że też ma co nieco na sumieniu.
- Hej! Jak ty się wypowiadasz o moim mężu? - pyta Logan z rękami na biodrach, patrząc na Cassidy z udawaną groźną miną. Z jej oczu bije podniecenie tym, co za chwilę się stanie. Nigdy nie widziałam jej tak szczęśliwej.
Mama Logan poklepuje ją po rękach.
- Dobra, do dzieła. Drogie panie, chłopaki czekają na was z tyłu sali. Czas wydać ją za mąż - odzywa się, ale głos jej się łamie, a w oczach pojawiają się łzy.
Cassidy i Lauren zmierzają do wyjścia, a ja podchodzę do Logan i ją przytulam.
- Kocham cię, bestie! Zajebiście cieszę się z twojego powodu. Czas, byś wyszła za swojego księcia. - Gdy puszczam ją, szybko przełykam gulę emocji, która blokuje mi gardło, i ruszam biegiem za Lauren i Cassidy.
Dostrzegam je na końcu sali w towarzystwie facetów. Zwalniam krok i w swoim tempie dołączam do grupy, napawając się seksownością, jaką kipi Soul Serenade. Tristan i Gavin rozmawiają z dziewczynami, a wzrok Cole'a jest wbity we mnie. Puszczam mu flirciarski uśmiech, na co wzrok mu ciemnieje. Od kiedy tylko poznałam Cole'a, przekonałam się, że straszny z niego flirciarz. Kiedy Logan oznajmiła, że sparowano mnie z nim na weselu, wiedziałam, że będę miała ręce pełne roboty.
Czuję, że mnie pragnie. Widzę to w jego oczach, którymi mnie pożera, kiedy tylko oboje znajdziemy się w tym samym pomieszczeniu. Bardzo mi przykro, ale obecnie oczekuję czegoś więcej. Jeszcze rok temu od razu skorzystałabym z okazji na spędzenie gorącej, namiętnej nocki z długowłosym, cholernie seksownym gitarzystą prowadzącym.
Ale już nie.
Kiedy patrzyłam na rozwój sytuacji między Kacenem a Logan, zrozumiałam, że chcę tego samego. Nie obchodzi mnie przygodny seks. Chcę oddanego, kochającego męża. Chcę takiej przyszłości, jaka właśnie dziś otwiera się przed moją najlepszą przyjaciółką. Jestem jednocześnie strasznie zazdrosna i szczęśliwa z powodu tego, co ją spotkało.
A Cole Hampton nie jest typem faceta, od którego można oczekiwać czegoś więcej.
- Stacy - mruczy i przyciąga mnie do siebie. Jego usta muskają mnie w policzek. - Piękna jak zawsze - grucha.
Tak, grucha. Facet nie patyczkuje się ze słodzeniem. Będę musiała się mocno postarać, by mu się oprzeć. Cole w porwanych jeansach i koszulce jest seksowny, ale na widok Cole'a w garniturze i z włosami związanymi w kok majtki spadają same.
Muszę. Się. Mu. Oprzeć.
- Dobrze wyglądasz - odpowiadam, klepiąc go po muskularnym torsie. Jego uśmieszek jest zaraźliwy.
- Jak tam nasza panna? - odzywa się do mnie Tristan.
Tak to już jest z tymi chłopakami - trudno przebić się przez ich mur, ale jak to zrobisz, jesteś swoja. Jesteś częścią składu. Mogą być niegrzecznymi playboyami, ale, cholera, każdy z nich ma serce ze złota.
- Jest gotowa. A Kacen?
Cała trójka reaguje śmiechem.
- Z niego to dopiero typ - rechocze Gavin. - Jak mu powiedzieliśmy, że jeszcze nie jest za późno na zmianę zdania, to myślałem, że pourywa nam łby.
- Miałyśmy dokładnie to samo z Logan. Ale się dobrali - odpowiada ze śmiechem Lauren, kręcąc głową.
- Jest i ona - woła Cole.
Odwracam się i dostrzegam Logan w sukni ślubnej, trzymającą pod rękę ojca. Wygląda zjawiskowo. Ponownie próbuję stłumić napływające emocje. To będzie długi, wzruszający dzień. Już to czuję.
Cole puszcza mnie i podchodzi do Logan. Nachyla się i całuje ją w policzek. Widzę, jak jego usta się poruszają, ale nie mogę dosłyszeć, co mówi. Cokolwiek to było, wywołuje na jej twarzy uśmiech, a oczy zachodzą jej łzami. Dzięki Bogu za wodoodporny tusz do rzęs.
Tristan i Gavin również witają się z panną młodą. Gdy Gavin od niej odchodzi, pojawia się koordynatorka ślubu i klaszcze w dłonie.
- Już czas, pani Andrews! - stwierdza, patrząc na swój tablet.
- Słyszysz to po raz ostatni - stwierdza Cole z uśmieszkiem. - Pani Warren - dodaje, mrugając do Logan. - To lecimy. - Bierze mnie pod ramię, po czym stajemy na naszym miejscu.
Gdy idziemy w kierunku ołtarza, cały czas muska mnie po dłoni, którą trzymam na zgięciu jego ramienia. W momencie gdy dochodzimy do ołtarza i mamy się rozłączyć, czuję przy uchu jego rozgrzany oddech.
- Nie mogę się doczekać, aż znowu będę cię mieć przy sobie... na parkiecie. - Delikatnie przygryza mnie w płatek ucha i pozwala odejść. Na całe szczęście nie potykam się, bo bym się wygłupiła.
Ta noc będzie interesująca.
Rozdział 3
Cole
PACHNIE ZAJEBIŚCIE. Nachylenie się, by szepnąć jej coś do ucha, chyba nie było najlepszym pomysłem. Nie tylko udało mi się odurzyć jej zapachem, ale też poczułem smak jej skóry. Gdy na moment zaparło jej dech, a klatka piersiowa uniosła się i opadła... Cholera, twardnieje mi. Zaczynam stawiać namiot w najważniejszym dniu mojego kumpla.
Pieski. Kotki. Babcia Iris.
Wreszcie czuję, że mi mięknie. Koncentruję się na oglądaniu, jak reszta ekipy idzie alejką do ołtarza.
Gdy pojawia się Logan, Kacen aż się chwieje.
- O jasna cholera - szepcze.
Przyciągam pięść do ust i udaję, że kaszlę, by ukryć śmiech. Zawsze tak z nim było. Kiedy tylko po raz pierwszy zobaczyłem, jak na nią patrzy, mimo że nie pojmował, co robi u niego w domu, zauważyłem, że traktuje ją inaczej. Nie rozumiem tego, ale wiem, że tak po prostu jest. Kacen zawsze chciał tego, co zapewni mu Logan - ustatkowania i gromadki dzieciaków. Sam lubię dzieci, ale nigdy nie zastanawiałem się nad tym, czy chcę mieć własne.
Kurde, prowadzę teraz wymarzone życie. Ale może kiedyś, w przyszłości.
Kacen buja się z nogi na nogę i dociera do mnie, że mu odwala. Kiedy tylko znajdują się razem w jednym pomieszczeniu, zawsze muszą być jak najbliżej siebie. Jeśli znam go dobrze, to właśnie myśli nad pobiegnięciem alejką i przerzuceniem panny młodej przez ramię, by przyspieszyć ceremonię.
Nachylam się i szepczę mu do ucha:
- Kace, wyluzuj. Ona jest twoja. Weź głęboki oddech.
Słyszę, jak zasysa powietrze i wypuszcza je, gdy staje przed nim Logan.
- Jesteś zajebiście piękna - mówi wcale nie szeptem.
Na to stwierdzenie chłopaki reagują śmiechem, a dziewczyny głośno wzdychają. Logan uśmiecha się szeroko, a w oczach szklą jej się łzy.
Jedno muszę przyznać - dobrze wybrał. Jest piękna, rozsądna i potrafi gotować. Zapewne nie z tych powodów się w niej zakochał, ale jak na mój gust to fajne zalety.
Ceremonia przebiega szybko i bezproblemowo. Oczywiście większość czasu spędzam na wpatrywaniu się w Stacy. Parę razy łapie mnie na tym, ale po prostu mrugam i nie odrywam od niej wzroku. Wie, że się nią interesuję; muszę ją po prostu do siebie przekonać. Ale ona mi tego nie ułatwia. To nawet orzeźwiające, jako że zwykle nie muszę się o takie rzeczy starać. Jest w tym jakaś... zabawa.
Kiedy tylko Logan wypowiada "tak", Kacen przyciąga ją i całuje. Unosi ją z ziemi i przygniata do siebie.
- Do cholery, wreszcie. Logan Warren - mówi, a jego głos odbija się echem po sali.
Rozlegają się brawa, ale młoda para zdaje się tego nie zauważać. Kacen i Logan są wtuleni w siebie, dotykają się czołami. Na ich twarzach promienieją błogie uśmiechy.
Tłumek zaczyna się rozrzedzać i wszyscy zmierzają w kierunku wesela. Paczka druhen i drużbów wciąż stoi z nowożeńcami na przodzie sali. Nie wyszło tak, jak ćwiczyliśmy poprzedniego dnia na próbie. Wyszło o wiele lepiej.
Wesele się porządnie rozkręca, a przy okazji potwierdzają się moje przypuszczenia, że bycie w parze ze Stacy działa na moją korzyść. Muszę pamiętać, by podziękować Logan i Kacenowi. Właśnie siedzimy w sześć osób przy długim stole i czekamy, aż państwo Warrenowie oficjalnie wejdą do sali. Jeśli znam mojego przyjaciela, właśnie świętuje fakt, że Logan wreszcie ma jego nazwisko i tak dalej.
Odchylam się na krześle i kładę rękę na oparciu krzesła Stacy. Rozmawia z Lauren, która siedzi obok niej, i nawet na moment nie przerywa wymiany zdań. Nie zająknęła się w moim kierunku, nie ruszyła na milimetr ani nie spojrzała na mnie. Muszę się bardziej przyłożyć.
Przybliżam się do niej i przesuwam palcem po jej odkrytym ramieniu. Momentalnie pojawia się na nim gęsia skórka.
Strzał w dziesiątkę!
Gładzę jej miękką skórę i sączę piwo, jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie. W mojej głowie tak jest. Tylko że w myślach wodzę po tej skórze językiem.
Tristan, siedzący po drugiej stronie Lauren, zadaje jakieś pytanie, co odwraca jej uwagę od Stacy. W przypływie odwagi nachylam się i szepczę:
- Ale masz gładką skórę.
Znowu gęsia skórka, ale tym razem dostrzegam, że przez jej ramiona przechodzi delikatny dreszcz.
Idealnie.
- To ci się nie uda, Hampton - śmieje się. Ale to nie jej zwykły śmiech z kategorii "wygłupiamy się, jest zabawnie". Nie, ten śmiech jest... nerwowy. Ona się przy mnie denerwuje. Punkt dla Hamptona!
- Ale co mi się nie uda? - pytam, udając niewinnego.
Spogląda na mnie i uśmiecha się delikatnie, zaprzeczając ruchem głowy.
Dziś dam z siebie wszystko. Pragnę tej dziewczyny, i to od miesięcy. Ona jeszcze nie wie, co ją czeka.
- Drodzy państwo, poproszę o uwagę. - Głos koordynatorki weselnej niesie się po sali. - Przed państwem pani i pan Warren. - Pomieszczenie eksploduje brawami. - Państwo młodzi zatańczą swój pierwszy taniec jako mąż i żona. Następnie do drugiego tańca dołączą druhny i drużbowie - ogłasza.
W każdej innej sytuacji strasznie by mnie to wkurzało. Ale tu chodzi o mojego przyjaciela i Logan. No i będę mógł przytrzymać zgrabne ciało Stacy tuż przy sobie, tak jak już jej zapowiedziałem.
Wreszcie, do cholery!
Stacy sięga po kieliszek wina i powoli go wypija. Pewnie dla kurażu. Wiem, że w jej główce wybrzmiewają moje wcześniejsze słowa.
Pierwszy taniec Kacena i Logan dobiega końca, a goście zaczynają skandować: "Gorzko, gorzko, gorzko". Kacenowi nie trzeba dwa razy powtarzać, przechyla Logan przez ramię i namiętnie ją całuje.
Koordynatorka ślubu daje nam sygnał, więc wstaję i wyciągam dłoń do Stacy.
- Pora na nas, maleńka. - Widzę, jak tęsknym wzrokiem patrzy na swój pusty kieliszek po szampanie, po czym daje za wygraną i podaje mi rękę. Chwytam ją mocno, a drugą dłoń kładę na dole jej pleców. Korzystam z każdej nadarzającej się okazji, by jej dotknąć.
Gdy z głośników zaczyna rozbrzmiewać głos Stevena Tylera, przyciągam Stacy do klatki piersiowej i przyciskam dłoń do jej pleców. Czuję, że próbuje zrobić krok do tyłu, ale po prostu łapię ją mocniej. Nie ma szans, skarbie.
- Czy jest tak dobrze, jak to sobie wyobrażałaś? - pytam.
Podnosi na mnie zdziwiony wzrok, a mnie pochłania zieleń jej oczu.
- Co? - odzywa się niepewnie.
Pochylam się - po pierwsze, by móc znowu jej powąchać, a po drugie wiem, jak to na nią działa - i szepczę jej do ucha:
- To, że jesteś w moich ramionach.
Na jej twarzy pojawia się uśmiech, po czym odchyla głowę i zaczyna się śmiać.
- Ale ty masz tupet!
Nawet nie masz pojęcia, maleńka.
Rozdział 4
Stacy
WDECH. Wydech.
Muszę sobie o tym przypominać. Cole to definicja seksapilu. Wysoki, smukły - no i jeszcze te włosy. Niechętnie stwierdzam, że zazdroszczę mu brązowych loków. Trzymam dłonie na jego ramionach i aż mnie korci, by ściągnąć gumkę z jego koka, aby włosy opadły mu na barki. Przyznam bez wstydu, że wiele nocy fantazjowałam o tym, jak wplatam palce w tę gęstwinę i wpijam się w nią mocno, gdy on... Stacy, ogarnij się.
Reaguję nerwowym śmiechem na jego komentarz i próbuję skoncentrować się na otaczających nas parach. Logan i Kacen są w siódmym niebie, zajmują się sobą, a z tego, co widzę, podobnie mają Lauren i Tristan. Gavin i Cassidy prowadzą jakąś ożywioną dyskusję. Nikt z nich nie wie o mojej wewnętrznej rozterce.
Na szyi czuję delikatny, ale zdecydowany pocałunek, co momentalnie przyciąga moją uwagę.
Cole.
Seksowny.
Nieugięty.
Problematyczny.
- Ale ty jesteś cholernie seksowna - warczy. Tak, warczy mi w ucho, po czym sunie ustami po mojej szyi. Dzisiaj przekracza wszelkie granice. To coś nowego między nami.
Cholera. Muszę się napić.
- Cole...
- Stacy. - Jego niski głos rozbrzmiewa mi w uchu.
- Co ty robisz? - zadaję pytanie, ale mój wygłodniały seksu mózg każe mi odchylić głowę, by miał łatwiejszy dostęp. Boże, te usta.
- Próbuję cię uwieść. - Przynajmniej jest szczery. - Czy to działa?
Czy to działa? Ja pieprzę, to mogłoby zadziałać. Tak łatwo przyszłoby mi oddać mu się na jedną noc pełną namiętności. Pozwolić zrobić ze mną, co tylko zechce.
Tak, błagam!
Zamiast tego mówię:
- Cole, przecież wiesz, że to nie może się udać. My nie możemy się udać.
- Och, skarbie, może - odpowiada, przygryzając mi płatek ucha.
Cholera jasna! Działa na moje libido jak trucizna. Na szczęście piosenka się kończy, co pozwala mi pozbierać myśli i odsunąć się od niego.
- Dziękuję za taniec - odzywam się, po czym odwracam i w podskokach uciekam do stołu. Wiem, że nadal będę musiała obok niego siedzieć, ale przynajmniej nasze ciała nie będą do siebie przylegać. Jego usta nie będą dotykać mojej rozgrzanej skóry.
Dystans. Tego mi potrzeba.
W drodze do stolika zgarniam kolejny kieliszek szampana od przechodzącego kelnera. Opróżniam go, zanim docieram na swoje miejsce. Szczęśliwie moja najlepsza zamężna przyjaciółka wyszła za niebotycznie bogatego gwiazdora rocka, który zatrudnił więcej kelnerów, niż było trzeba. Gdy tylko siadam przy stole, pojawia się następna kelnerka, by zaproponować mi szampana. Tym razem biorę dwa kieliszki.
Gdy Cole siada przy mnie, w drugim kieliszku nic już nie ma. Kładzie rękę na oparciu mojego krzesła i wznawia torturę muskania mnie palcem po ramionach. Jeszcze przed naszym tańcem mogłam to zignorować, ale teraz? Moją skórę przeszywają dreszcze, a do tego czuję to... wszędzie. Próbując na niego nie patrzeć, zeruję trzeci kieliszek wypity w przeciągu ostatnich pięciu minut. Wiem, że powinnam zwolnić, ale z ulgą odczuwam napływające ukojenie.
Cole rozpala mnie do czerwoności.
Tristan wychyla się zza Lauren, by zadać Cole'owi pytanie. Cole również się przybliża. Jest tuż przede mną, a jego klatka piersiowa dotyka moich odkrytych ramion. Jego ręka, która dotąd była na oparciu krzesła, trafia na moje barki, a ja znowu czuję się otoczona jego zapachem. Lauren gada z facetami, zupełnie nie przejmując się tym, że Tristan narusza jej prywatną przestrzeń. Zwykle czułabym się tak samo. Powinnam czuć się tak samo, ale Cole jest... intensywny. To mężczyzna, który nie jest przyzwyczajony do odmowy. Tak naprawdę sama jestem sobie winna.
On lubi polować.
Przed wypiciem trzeciego kieliszka bąbelków byłam pewna, że nie chcę, by mnie upolował. Ale teraz... teraz potrzebuję nowego szampana. Los znowu zsyła mi kelnerkę, a ja znowu łapię za dwie szklane nóżki, próbując zapamiętać, by pogratulować Kacenowi doboru obsługi.
- Może byś trochę zwolniła, mała? - Cole się odzywa, a ja czuję jego gorący oddech na szyi.
Nie ma szans. Koniecznie potrzebuję więcej.
- Przecież świętujemy - tłumaczę nagłą potrzebę uzupełnienia płynnej odwagi.
Gdy wypijam duszkiem kolejny kieliszek, czuję na sobie wzrok Cole'a. Nie powstrzymuje mnie, ale przysiada się trochę bliżej. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że jestem w popieprzonej sytuacji. A zaraz może dojść do innego pieprzenia. Znowu sięgam po bąbelki. Cała trójka gada w najlepsze - nie bardzo wiem o czym; nie potrafię się skupić, bo czuję na sobie ciepło jego ciała, a jego dłoń spoczywa na moim odsłoniętym ramieniu.
Zauważam jakiś ruch - to Lauren i Tristan odchodzą od stołu. Dołączają do nich Gavin z Cassidy.
- Dokąd oni idą? - Sama słyszę panikę w moim głosie. Ale przecież nie spodziewam się, że Cole rzuci mnie na stół i zacznie się do mnie dobierać pośrodku sali weselnej... czy coś.
No i świetnie! Teraz właśnie o tym myślę.
Cole nadal jest nade mną i zbliża swoje usta do moich.
- Potańczyć. Chcesz do nich dołączyć?
- N-nie.
- To wolny taniec. Mógłbym przyciągnąć cię do siebie i zrównać twoje ciałko z moim. - Całuje mnie w kącik ust, po czym przesuwa się ustami po mojej szczęce i dociera do ucha. - Ale tak też jest dobrze. Mogę po prostu tu siedzieć i cię nakręcać. Żebyś pragnęła mnie tak mocno, że to ty zaciągniesz mnie poza zasięg wzroku tych wszystkich ludzi.
Dopiero po minucie do mojego mózgu dociera to, że faktycznie jesteśmy na przodzie sali i wszyscy mają nas na widoku.
- Dobra, idziemy tańczyć.
Na parkiecie przynajmniej wtopimy się w tłum. Gdybyśmy tu siedzieli, wyglądalibyśmy, jakbyśmy byli razem, a tak na pewno nie jest.
Cole posyła mi uśmieszek.
- Panie przodem, maleńka. - Wstaje i wyciąga do mnie dłoń.
W opałach. Jestem w dużych opałach.
Rozdział 5
Cole
GDY PO RAZ DRUGI PROWADZĘ Stacy na parkiet, muszę ją przytrzymywać. Nie dziwię się, biorąc pod uwagę ilość szampana, którą w siebie wlała w tak krótkim czasie. Mam nadzieję, że uda nam się choć trochę go wytańczyć.
Docieramy do grupki tańczących weselników i przyciągam Stacy do siebie; tym razem nie protestuje. Zarzuca mi ręce na kark i daje się przytulić. Jestem twardy jak skała i kiedy podnosi głowę, po jej szeroko otwartych zielonych oczach widzę, że to czuje. Trzymam ją za biodra i przyciskam do siebie. Przybliżam się i wyszeptuję do ucha:
- To twoja zasługa, Stacy. Tak bardzo chcę być w tobie.
Wypuszcza z siebie cichy jęk, a ja muszę zapanować nad uśmiechem. Cholera, wreszcie! Układa głowę na mojej klatce piersiowej. Przyglądam się, jak jej przymknięte powieki drżą, a piersi unoszą się i opadają od przyspieszonego oddechu. Ona pragnie tego tak samo jak ja.
Gdy muzyka zmienia się z wolnej na sensualną, zaczynam pocierać swoimi biodrami o jej. Ten ruch jakby przestawia jakąś wajchę. Stacy podnosi głowę, flirciarsko się uśmiecha i zaczyna mnie naśladować. Czuję to w spodniach tak mocno, że aż boli. Nie chcąc stracić okazji na dotknięcie jej, przejmuję prowadzenie, a nasze ciała zaczynają wić się do rytmu.
Pchać i ciągnąć.
Odczuwać ból i przyjemność.
Pragnę jej.
Muzyka znowu się zmienia i w myślach przybijam didżejowi piątkę. Stacy wbija we mnie swoje zielone oczy.
- Chcę wsadzić tam palce.
Dopiero po chwili dociera do mnie, co ma na myśli. Moje włosy.
- Co jeszcze chcesz ze mną zrobić?
Na jej twarzy pojawia się seksowny uśmiech i otwiera usta, ale zanim zdąży cokolwiek powiedzieć, koło nas pojawiają się Logan i Kacen.
- Stacy, możesz pójść ze mną do pokoju? Muszę zmienić buty, a jeśli zabiorę tam męża, to możemy już nie wrócić. - Chichocze, gdy Kacen całuje ją w szyję.
Stacy od razu ściąga ręce z mojego karku i się cofa. Puszczam ją niechętnie.
Logan bierze ją za dłoń i pociąga w kierunku wyjścia.
- Jesteśmy z powrotem za minutkę! - krzyczy przez ramię.
- Ślinisz się. - Trykam Kacena łokciem, by zwrócił na mnie uwagę. Szczęśliwie jest zbyt zajęty odprowadzaniem wzrokiem panny młodej, by zobaczyć, jak sam wpatruję się w przepiękną Stacy, aż obie panie znikają z pola widzenia.
Odwraca się do mnie z przygłupim uśmiechem na twarzy.
- Ona jest moja.
Tak proste zdanie, a znaczy tak dużo. Aż mnie to wzrusza.
- Cieszę się twoim szczęściem, stary. Zasługujesz na to - mówię.
- Dzięki, Ce - odpowiada i znowu spogląda na drzwi, za którymi zniknęły dziewczyny.
- Napijmy się piwa. - Łapię go za bark i kieruję do baru.
- Ja podziękuję - odpowiada, siadając na krześle.
Podnoszę pytająco brwi.
- Stary, kurde, to moja żona. Kiedy tylko ją przekonam, że spędziliśmy tu już wystarczająco dużo czasu - mówi, wskazując na parkiet taneczny - biorę ją na górę i się za nią zabieram. Prędzej piekło zamarznie, niż pozwolę sobie nie pamiętać, jak pierwszy raz wsuwam się w nią jako jej mąż.
Potwierdzam ruchem głowy, bo tak naprawdę co innego miałbym zrobić? Ma chłopak rację i choć nigdy nie byłem typem skorym do ustatkowania się, rozumiem, dlaczego tak myśli. Z pewnych chwil chce się zachować żywe wspomnienia, które będą człowiekowi towarzyszyć przez resztę życia.
- A swoją drogą widać, że chyba miło ci ze Stacy.
Znowu kiwam głową, po czym podnoszę do ust kufel zimnego piwa, które właśnie podał mi barman.
- Jest gorąca jak diabli.
- Takie są fakty, ale jest zarazem najlepszą przyjaciółką mojej żony. Która jest moją najlepszą przyjaciółką. A ja z kolei jestem twoim najlepszym przyjacielem.
Czy ostrzega mnie, bym trzymał się od niej z daleka? Parę razy odbyliśmy podobne rozmowy, jako że przez lata zdarzyło nam się z chłopakami przepłoszyć kilka zespołowych asystentek. To nie nasza wina, że były przekonane, że "nas zmienią".
- I?
- I sobie z nią nie pogrywaj. Logan jest moją żoną. Elementem stałym. Stacy jest jej najlepszą przyjaciółką, również elementem stałym. Nie chcę, by zrobiło się niezręcznie. Spędzamy ze sobą masę czasu i nie potrzebujemy takiego smrodu. Nikt tego nie chce.
Cholera.
- Już wracają. Przemyśl to, chłopie. - Kolejne zdanie wypowiada, kiedy Logan jest już blisko nas: - Oto moja żonka.
Logan chichocze.
- Tęskniłeś?
Nie odpowiada, tylko przyciąga ją do siebie i wpija się w nią ustami jak wampir. Gdy się od nich odwracam, dostrzegam Stacy odbierającą kolejny kieliszek szampana od przechodzącego kelnera.
Odstawiam w połowie wypite piwo na bar, wychylam ramię i przyciągam ją bliżej.
- Wszystko w porządku?
Podnosi kieliszek do ust i wypija go duszkiem. Ze wstydliwym uśmiechem odpowiada:
- Ta.
Moje oczy kierują się na jej wystawiony język, którym próbuje złapać ostatnią kropelkę szampana.
- Robimy to. - Głos Logan wyrywa mnie z podnieconego zamglenia, a Stacy zostaje wyciągnięta na parkiet.
Obserwuję ją. Przy każdym cholernym ruchu wbijam w nią wzrok. Po powolnych, gibkich reakcjach jej ciała jasno widać, że jest bardziej niż lekko wstawiona. To dobrze, że jest tam z Logan; taniec może ją otrzeźwić.
A chcę mieć ją trzeźwą.