Rozdział 2 Nie ma perfekcyjnych kobiet
Chciałabym być idealną matką...
ale jestem zbyt zajęta wychowywaniem dzieci.
autor nieznany
W rzeczywistości ona nie istnieje. Ale gdzieś w zakamarkach umysłu każdej matki jest wiecznie żywa i przysparza wielu problemów.
Jej dom jest zawsze nieskazitelny. (Żadnych zagraconych szuflad. Wszystko zorganizowane i przechowywane w ładnych, dobrze oznaczonych pojemnikach). Jej ogród warzywny jest cudem rolnictwa (organicznym oczywiście). Szyje jak krawcowa, interesy załatwia jak dyrektor generalny, gotuje posiłki dla biednych i codziennie ćwiczy na lokalnej siłowni. I robi to wszystko z niezachwianą cierpliwością, wdziękiem i uśmiechem.
Niektórzy mogą ją uważać za dzielną niewiastę z Księgi Przypowieści Salomona 31. Ale prawda jest taka, że nią nie jest. Kobieta z Księgi Przypowieści Salomona została nam dana jako biblijna inspiracja. Pokazuje cele, ku którym należy zmierzać przez wiarę i bojaźń Bożą. Ale ta kobieta, którą my próbujemy być, jest falsyfikatem stworzonym przez naszą własną niepewność, która czyni, że czujemy się gorsze i godne potępienia. Jest pięknym, aczkolwiek niedoścignionym obrazem idealnej matki, która wpędza nas wszystkie w poczucie porażki, niezależnie od tego, czego byśmy nie zrobiły.
Ona jest powodem, dla którego w jednej z ankiet przeprowadzonej na ponad 500 matkach perfekcjonizm był numerem jeden na liście przeszkód, które nie pozwalają mamom cieszyć się codziennymi momentami.
Ten rozdział jest o tym, jak się jej pozbyć, ponieważ ta nieskazitelna, fikcyjna kobieta zbyt długo już podkopuje pewność mam. Powoduje zbyt wiele kłopotów i odbiera radość. Nie ma zatem wątpliwości: musimy ją odsunąć i zastąpić kimś bardziej duchowym.
Jedyne pytanie brzmi - kogo powinnyśmy wybrać?
Jak już wspomniałam, kobieta z Księgi Przypowieści Salomona jest oczywistym zwycięzcą. Ale są też inne postaci w Biblii, które możemy wybrać: Kobiety, które występują w pierwszym rozdziale Ewangelii Mateusza, zwanym rodowodem (patrz Mt 1:1-16).
Ogólnie rzecz ujmując, rodowód nie jest znany jako pełen inspirującej zawartości. Ale jeśli chodzi o dostarczenie pierwszorzędnych wzorów macierzyństwa, jest z Bożą mocą kopalnią złota. Odkrywa, jakie matki nasz wszechwiedzący, mądry Bóg wybrał do drzewa genealogicznego Jezusa.
W rodowodzie pojawia się obraz matek, za pośrednictwem których Bóg naprawdę czyni cuda - i jest to obraz, który nie jest nawet bliski "ideałowi".
Weźmy na przykład Sarę, która jako żona Abrahama jest wymieniona (ale nie z imienia) w Ewangelii Mateusza 1:2. Była ona daleka od ideału. W istocie popełniła kilka szokujących błędów. Jeśli czytałyście jej historię, pewnie kojarzycie niektóre z nich.
- Zniecierpliwiła się Boskim planem i wpadła na swój własny plan, jak dać światu syna, którego On obiecał - zaaranżowała romans swojego męża ze służącą.
- Stała się zazdrosna o syna służącej i zażądała, aby oboje wygnać, mimo protestu męża.
- Kiedy Bóg ponownie się pojawił - osobiście - aby potwierdzić swoją obietnicę, dosłownie roześmiała się z niedowierzania.
Sara nie byłaby kandydatką na Chrześcijańską Matkę Roku, nieprawdaż? A mimo to Bóg wybrał ją i powiedział: "Jest to kobieta, z którą mogę coś zdziałać!", co oczywiście okazało się prawdą. Sara w końcu uwierzyła Bogu, poczęła Izaaka i znalazła swoje miejsce w "bohaterskich przykładach wiary" (Hbr 11).
Następnie Rachab (Mt 1:5), kolejna kobieta wymieniona w rodowodzie Chrystusa, która zaznacza swoją obecność w Piśmie Świętym w pierwszej kolejności jako prostytutka mieszkająca w podłym mieście Jerychu. Rachab nie miała żydowskiego rodowodu ani przeszłych zasług, dzięki którym można by ją polecić, a Bóg i tak ją wybrał. "Jest to kobieta, z którą mogę coś zdziałać!", powiedział Bóg i ona też w końcu znalazła swoje miejsce w "bohaterskich przykładach wiary".
Nie zapomnijmy o Batszebie. Batszeba odegrała znaczącą rolę w jednym z głównych biblijnych skandali. Została żoną Króla Dawida na drodze cudzołóstwa i zaszła w ciążę. Ale zamiast odrzucić Batszebę jako pełną wad, Bóg spojrzał na nią i powiedział: "Jest to kobieta, z którą mogę coś zdziałać!". Batszeba dojrzała do bycia pełną wiary, dzielną kobietą, która, według niektórych naukowców, stała się wzorem dla kobiety opisanej we wspomnianej Księdze Przypowieści Salomona 31.
Bóg nie jest zaskoczony
Wierzę, że matki takie jak Sara, Rachab i Batszeba mogą być wielką inspiracją. Mogę identyfikować się z tym, że miały swoje wady i popełniały błędy. Jak każdy człowiek muszę sobie radzić z własnymi wadami i popełniam wiele błędów.
Nie tylko byłam boleśnie niedoskonała we wczesnych latach macierzyństwa, ale także kiedy Bóg po raz pierwszy powołał mnie do głoszenia Jego Słowa, byłam jawnie żenująca. Pojawiłam się na moim pierwszym spotkaniu biblijnym w krótkich spodenkach, paląc papierosa.
Skąd mogłam wiedzieć!
Ale to nie powstrzymało Boga. On i tak mnie namaścił i spotkania biblijne osiągnęły sukces. (Umysły religijne mogą mieć problem z pojęciem tego, ale to prawda). Ludzie przychodzili, a ich liczba rosła. Bóg dał mi łaskę i pobłogosławił mnie, nie dlatego, że paliłam i ubierałam się nieodpowiednio, ale dlatego, że wiedział, jak Go kocham i że chcę się Mu podobać. Wylał na mnie swoje wielkie miłosierdzie, ponieważ wiedział, że pozwolę Mu działać i zmieniać się w miarę upływu czasu.
Robi to do dnia dzisiejszego i jako mama mogę was zapewnić, że zrobi to także dla was. Namaści was i sprawi, że będziecie błogosławieństwem dla waszej rodziny pomimo waszych przepełnionych rupieciami szuflad, ogrodniczych wpadek i okazjonalnych wybuchów zniecierpliwienia. Dopóki ufacie, że to zrobi, Bóg będzie pomagał wam odnosić sukcesy w macierzyństwie i wypełni swoje plany poprzez was, nie dlatego, że jesteście idealne, ale dlatego, że On jest idealny.
Bóg prosi nas tylko o kilka prostych rzeczy:
1. Przyjmijcie Jezusa Chrystusa jako swojego Pana i Zbawcę.
2. Poznajcie Jego i Jego Słowo i rozwijajcie głęboką, bliską, osobistą z Nim relację.
3. Polegajcie na Nim i zaufajcie Jego mądrości i sile w każdej sytuacji, w jakiej się znajdziecie.
4. Podążajcie za przewodnictwem Ducha Świętego, bo On prowadzi nas do prawdy wiecznej i nieustannie zmienia nas na obraz i podobieństwo Chrystusa.
Dobrą wiadomością jest to, że pomimo tego, że Bóg każe nam te zadania wykonać, obdarza nas nieustannie swoją łaską niezbędną do tego. Kiedy będziemy na Nim polegać, zrobimy postępy, ale nie staniemy się dumne i nie przypiszemy sobie tej zasługi. Będziemy prowadzić wdzięczne życie przepełnione chwałą Boga i dziękczynieniem za Jego dobroć i miłosierdzie. Nasza podróż z Bogiem to nieustanny postęp, i - na szczęście dla nas - On będzie nad nami pracował do końca naszych dni.
Dlatego możemy zapomnieć o presji bycia ideałem. Możemy spokojnie popełniać błędy, przyznawać się do nich i żyć dalej, wiedząc, że Bóg zawsze kocha nas bezwarunkowo i że nie ma potępienia dla tych, którzy są w Chrystusie (patrz Rz 8:1). Możemy przeżywać każdy dzień w zupełnej pewności i mówić: "Dobrze mi idzie!".
Dlaczego tak trudno przychodzi nam powiedzieć takie rzeczy, jak: "Popełniłam błąd", albo "To nie jest moja mocna strona" czy też "Jestem u kresu"? Dlaczego wydajemy się być wiecznie zaskoczone i skonsternowane naszymi własnymi naturalnymi słabościami?
Boga one nie dziwią.
Spójrzmy na to, co mówi w Księdze Jeremiasza 1:5: "Zanim ukształtowałem cię w łonie matki, znałem cię, nim przyszedłeś na świat, poświęciłem cię, prorokiem dla narodów ustanowiłem cię". Bóg wiedział, że nie będziesz idealna - tylko Jezus jest idealny - ale mimo to wybrał cię i powołał do jednego z najważniejszych zadań na ziemi - bycia matką. Wziął twoje słabości pod uwagę już na samym początku i przewidział je, posyłając Jezusa, aby był twoim miłosiernym i wiernym arcykapłanem (patrz Hbr 2:17).
Nie takiego bowiem mamy arcykapłana, który by nie mógł współczuć naszym słabościom, lecz poddanego próbie pod każdym względem podobnie [jak my] - z wyjątkiem grzechu. Przybliżmy się więc z ufnością do tronu łaski, abyśmy doznali miłosierdzia i znaleźli łaskę pomocy w stosownej chwili [odpowiednią pomoc, która przychodzi dokładnie wtedy, kiedy jej potrzebujemy].
List do Hebrajczyków 4:15-16
Pomyślcie o tym! Macie Arcykapłana, który was rozumie. Nie wymaga od was, żebyście były idealne każdego dnia, żeby być z Nim w relacji. A jeśli On nie wymaga od was perfekcji, nie musicie jej wymagać od siebie. On chce, abyście oddały Jemu obszary waszego życia, które wymagają poprawy. On wam w tym pomoże - nie musicie robić wszystkiego same; ale musicie z Nim współdziałać, aby On mógł działać w waszym życiu. Możecie się odprężyć i cieszyć życiem, wiedząc, że On jest z was zadowolony i obdarza was swoją łaską.
Pan moim sędzią
Możecie powiedzieć: "Ale Joyce, czy naprawdę mogę uwierzyć, że Bóg jest ze mnie zadowolony, mimo że cały czas coś knocę i czasami grzeszę?".
Tak, ale żeby to zrobić, musicie sobie coś uświadomić. Musicie zdać sobie sprawę, że jako dzieci Boże, jesteście nowym i cudownym stworzeniem. Wasz duch na nowo odrodził się w Jego obrazie. Macie Jego własną naturę w swoim wnętrzu. Kiedy On patrzy na to, kim jesteście, widzi podobieństwo do Jezusa i mówi o was to samo, co o Nim:
To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie.
Ewangelia Mateusza 17:5
Nie puszczajcie tego mimo uszu. Zanurzmy się w tym na moment:
Bóg ma upodobanie w Jezusie i tak samo ma upodobanie w tobie. Cieszy się, że Go kochasz i że chcesz wzrastać i uczyć się. Miej odwagę uwierzyć. Możesz chcieć się zatrzymać i powiedzieć kilka razy każdego dnia: "Mimo że nie jestem idealna, Bóg mnie kocha. Ma we mnie upodobanie!".
To jednak nie oznacza, że Bóg będzie pochwalał wszystko, co zrobisz. Kiedy robisz coś źle, poprawi cię. Będzie oczekiwał twojej skruchy, przyjęcia Jego przebaczenia i przyjęcia Jego łaski koniecznej do zmiany zachowania. Ale przez to wszystko Jego miłość i zachwyt nad tym, kim jesteś, pozostanie stały.
Jako matka rozumiem, jak to jest możliwe. Ani jedno z czwórki moich dzieci nie robi wszystkiego tak, jakbym chciała, ale tak czy inaczej, jestem z nich zadowolona. Kocham spędzać z nimi czas i rozmawiać z nimi. Kocham obserwować, jak się rozwijają i dorastają. Jestem zachwycona tym, kim są. Co więcej, nie będę tolerować nikogo, kto przyjedzie powiedzieć mi, że coś z nimi jest nie tak. To moje dzieci, poprawianie ich to niczyja sprawa!
Bóg tak samo czuje względem nas. Kiedy szatan zaczyna krytykować i potępiać nas, On nie chce, żebyśmy to znosili. Chce, żebyśmy powiedzieli: "Jestem dzieckiem Bożym. Nie muszę słuchać oskarżeń wroga".
Szczerze, nie powinnyśmy nawet same siebie krytykować. Nie możemy żyć w pewności, jeśli zawsze myślimy: "Nie powinnam była tego robić. Nie powinnam była tego mówić. Powinnam była się dzisiaj więcej pomodlić. Powinnam była spędzić więcej czasu na pogłębianiu Słowa. Nie powinnam była być taka niecierpliwa. Powinnam była więcej przytulać dzieci. Czuję się taka winna. Jestem złym rodzicem".
Jeśli tego typu myśli nadal przebiegają ci po głowie, zatrzymaj je! (patrz 2 Kor 10:5). Przestań pozwalać Złemu krytykować każdą drobną rzecz i przyjmij postawę świętego Pawła. Kiedy ludzie zaczęli go krytykować, powiedział:
Mnie zaś najmniej zależy na tym, czy będę osądzony przez was, czy przez jakikolwiek trybunał ludzki. Co więcej, nawet sam siebie nie sądzę. Sumienie nie wyrzuca mi wprawdzie niczego, ale to mnie jeszcze nie usprawiedliwia. Pan jest moim sędzią.
1 List do Koryntian 4:3-4
Oto co nazywam wolnością! I tego Bóg chce dla nas wszystkich. Chce, abyśmy porzucili zwyczaj osądzania i krytykowania samych siebie. Chce, abyśmy mówili: "Jestem zdeterminowany dawać z siebie to, co najlepsze każdego dnia, ale nawet jeśli mi się to nie uda, nie będę się o to martwić. Zaufam Bogu, że jeśli zrobię coś, co Mu się nie podoba, przemówi do mnie i pokaże, jak to zmienić".
Bóg może pracować nad nami, kiedy tak myślimy. Dopóki Go kochamy, kroczymy razem z Nim i pokładamy wiarę w Jego perfekcję, zamiast w naszą własną, nieważne, ile błędów popełnimy ani ile rzeczy nam nie wyjdzie, On zawsze sprowadzi nas na dobrą ścieżkę!
Jak prawdziwi ludzie radzą sobie z prawdziwym światem
Często martwimy się o nasze pomyłki i niedoskonałości, ponieważ wiemy, że nasze dzieci nas obserwują i widzą wszystko. Jesteśmy niezwykle wyczulone na dawanie dobrego przykładu do naśladowania naszym dzieciom. To prawda, że jesteście wzorem dla waszych dzieci, ale nie musicie być idealne, żeby być godnymi naśladowania.
Tak naprawdę jeśli świadomie przyznacie się do błędu i okażecie natychmiastową skruchę, jeśli zaufacie Bogu i odrzucicie uczucie potępienia, wasze niedoskonałości mogą być wielką pomocą dla waszych dzieci. Mogą nauczyć je, jak prawdziwi ludzie radzą sobie w prawdziwym świecie. Mogą dać waszym dzieciom szansę zobaczenia, że pomimo tego, że wszyscy jesteśmy niedoskonali, nadal możemy otrzymać Boże przebaczenie i sprawić, że wszystko się ułoży.
To jedna z najbardziej wartościowych lekcji, jaką możemy dać dzieciom. Muszą wiedzieć, że my, jako zdrowi duchowo wierzący, nie ukrywamy naszych wad. Możemy mówić o nich otwarcie i dzielić się z innymi tym, czego się nauczyliśmy i jak sobie z tym radzić. Możemy być szczerzy w kwestii naszej własnej ludzkiej natury i użyć naszych błędów, aby zachęcić innych i uspokoić ich.
To nie jest coś, co głoszę. To jest coś, co zaczęłam wprowadzać w czyn w osobistym życiu wiele lat temu. Pamiętam czasy, kiedy Dave i ja toczyliśmy zażarte dyskusje na oczach jednego lub wszystkich naszych dzieci. Dzieci były smutne, że rodzice się kłócą, czasami nasze kłótnie doprowadzały ich do płaczu. Dave'owi i mi oczywiście było przykro za nasze zachowanie i zmartwienie dzieci, ale zamiast czuć się winnymi, wykorzystaliśmy tę okazję, żeby dać im wartościową lekcję. Powiedzieliśmy im, że ludzie popełniają błędy i że nie powinniśmy byli się złościć. Powiedzieliśmy im o Bożym przebaczeniu i przebaczeniu względem siebie, a także wyjaśniliśmy, że w prawdziwym świecie ludzie czasami się nie zgadzają i muszą to sobie wyjaśnić, ale nadal bardzo się kochają.
Na szczęście Dave i ja nieczęsto mieliśmy takie sprzeczki przed dziećmi. Jeśli tak by było, mogłoby mieć to na nie zły wpływ. Mogłyby zacząć czuć się niepewnie albo stać się rozgniewane i kłótliwe.
Dzieci mają tendencję do powielania tego, co widzą u swoich rodziców, ale zapamiętajcie: najbardziej wpływa na nie to, co widzą nieustannie. Nie musicie się zatem martwić każdym potknięciem. Nie musicie myśleć, że źle wpłyniecie na dzieci za każdym razem, kiedy popełniacie błąd. Skupcie się na dawaniu im dobrego przykładu, a mogę was zapewnić, że nie wpłyną na nich okazjonalne pomyłki.
Niech widzą, jak codziennie się modlicie. Niech słyszą, jak regularnie chwalicie Boga za jego wierność. Niech obserwują, jak się potykacie, wstajecie i nadal kroczycie w wierze i miłości. Pokażcie swoim dzieciom przez stały przykład, jak pokładać ufność nie w sobie, ale w Bogu.
Tę drogę wybrała Kristin Armstrong.
Jej było jednak łatwo. Jak wyjaśnia w swojej książce A Work in Progress: An Unfinished Woman's Guide to Grace, spędziła lata, zmuszając się do perfekcji... i jak wszystkie zewnętrzne pozory wskazują, udało jej się. W szkole uczyła się dobrze, udało jej się osiągnąć sukces zawodowy, wyszła za mąż za znanego sportowca, urodziła trójkę pięknych dzieci. W całości tworzy to życie, jakie chciałaby mieć większość kobiet. Ale kiedy jej małżeństwo w końcu się rozpadło i zakończyło rozwodem, pozornie idealny świat Kristin się rozpadł.
Wtedy zdała sobie sprawę, że jej uprzednie poczucie pewności było złudne. "To, co miałam, to tylko cienka warstwa arogancji przykrywająca pokłady strachu", powiedziała. "Kiedy moje życie zaczęło się rozpadać, nie miałam odpowiednich zdolności, żeby poradzić sobie z tym brakiem perfekcji. Ale dla mnie ten czas załamania stał się czasem boskiego wyzwolenia. Bóg czekał ponad 30 lat, żebym powiedziała: Hej, możesz mi pomóc? Nie radzę sobie sama!".
Tym wołaniem Kristin porzuciła swój pęd do perfekcji opartej na własnej sile i postawiła Boga za sterami swojego życia. Stała się, jak to określiła, "projektem przebudowy". Wzięła do ręki młot Bożej łaski, rozbiła stworzoną przez siebie skorupę powierzchownej perfekcji i zaczęła podążać śladami kobiet wiary, jak Sara, Rachab czy Batszeba.
Innymi słowy stała się kobietą, nad którą Bóg może pracować. I wtedy właśnie On zaczął przemieniać jej życie. Otworzył przed nią drzwi do napisania i podzielenia się z innymi matkami tym, co może się stać, kiedy przestaniemy własnymi siłami dążyć do perfekcji. "Już nie chodzi o mnie ani o to, co mogę czy czego nie mogę zrobić - mówi. - Nie muszę się zastanawiać, czy jestem wystarczająco dobra. Wiem, że moja pewność jest w Chrystusie i jestem tym, kim On mnie stworzył, więc cokolwiek mam do zaoferowania czy powiedzenia, jest wystarczająco dobre. To taka ulga i odciążenie! I jest to dar, który chcę dać swoim dzieciom".
Amen, Kristin. Jaki może być lepszy dar?
Bóg pomoże ci osiągnąć sukces w macierzyństwie
i wypełni przez ciebie
swój plan nie dlatego,
że jesteś idealna,
ale dlatego, że On jest idealny.