Ola
Obudziłam się i włączyłam cicho telewizor. Rozglądałam się po całym pomieszczeniu.
Na biurku znajdowały się trzy ramki ze zdjęciami.
Podeszłam bliżej, aby lepiej im się przyjrzeć. Na pierwszej fotografii był mały Borys z rodzicami, którzy trzymali Alicję. Na drugiej Dawid ze swoimi dziećmi. W trzeciej ramce byliśmy my.
Wzięłam ją w dłonie i położyłam się obok Borysa, patrząc cały czas na nasze zdjęcie.
Oboje wyglądaliśmy na nim, jakbyśmy byli zakochani... Nasz pierwszy taniec.
- Nie chciałam iść na te urodziny. Byłam na ciebie zła za wszystko, co mnie spotkało. Z biegiem czasu jestem ci za to wdzięczna. Chciałabym ci o wszystkim opowiedzieć. O moich rodzicach, o wypadku, o domu dziecka. Tylko się obudź. Jacek poprosił mnie, abym mu wybaczyła i zaczęła z nim życie od nowa. Ja jednak do tej pory się nie określiłam. Myślałam wyłącznie o tobie i prawda jest taka, że rozgościłeś się w moim sercu na dobre. Mimo tego, że nie raz mnie zraniłeś, to ja jak ta ćma przylatywałam do ciebie niczym do światła.
Leżałam tak jeszcze parę chwil, później się wykąpałam i ubrałam w piżamę.
Mój siniak na ramieniu rozprzestrzenił się aż do łokcia.
Nałożyłam szlafrok i zamiast zejść na dół na kolację, postanowiłam pójść spać głodna. Nie chciałam po raz kolejny wdawać się w bezsensowną kłótnię z Erykiem czy Maxem.
- Można? - Max uchylił lekko drzwi i czekał na moje przyzwolenie.
- Tak, przecież to wasz dom.
- Zgodnie z naszymi zasadami dom należy teraz do ciebie jako kobiety naszego szefa - mówił tak, jakby żałował swoich poprzednich słów.
- Darujmy sobie te zasady. Coś się stało?
Syn gosposi wszedł do pokoju i postawił na stole tacę z rozmaitym jedzeniem.
Moje burczenie w brzuchu zrobiło się jeszcze głośniejsze.
- Czemu nie zeszłaś na dół, skoro jesteś głodna?
- Powiedzieć ci prawdę? - zapytałam.
Max kiwnął głową, a ja wylałam z siebie wszystkie żale.
- Na początku nie czułam się w tym domu dobrze, ciągle miałam wrażenie, że jestem przez was obserwowana. Każdy mój krok, każde wypowiedziane słowo musiało trafić do niego. - Wskazałam ręką na leżącego Borysa. - Później się jakoś zaaklimatyzowałam i nie sprzeciwiałam się temu, co mnie czeka. Może dlatego, że zbliżyłam się do was. Dzisiaj natomiast zostałam obrzucona błotem za coś, na co nie miałam wpływu - mówiłam przez zaciśnięte zęby.
- Ola, to nie tak, że my myślimy, że to ty.
- Max. Sam powiedziałeś mi to prosto w twarz. I to zabolało mnie najbardziej. Ty naprawdę myślisz, że byłabym w stanie skrzywdzić Borysa?
- Teraz wiem, że nie.
- Teraz? - Zaśmiałam się. - Dlaczego dopiero dzisiaj mi o tym powiedzieliście? Przecież mogłabym być przy nim od samego początku. Nie mieliście prawa tego przede mną ukrywać.
Wstałam i nerwowo kręciłam się po pokoju, zastanawiając się, czy jest sens wypowiadać pytanie, które ułożyłam sobie w głowie.
- Dlaczego ktoś mu to zrobił? - zapytałam, ponieważ chciałam jednak usłyszeć prawdę, bez względu na to, jak okrutna miałaby być.
- Twój mąż ma układy z Kolumbijczykami. Postanowił wrócić do Polski, poinformowawszy o tym Borysa. Tylko że Borys nie miał pewności, czy to nie jest jakaś zasadzka, bał się o ciebie. Dlatego chciał wyprzedzić Marczaka i wszystko sprawdzić na miejscu, ale niestety jego przypuszczenia okazały się słuszne.
- Mhm. - Słuchałam go uważnie i, jak miałam to w zwyczaju, wszystko widziałam oczami wyobraźni.
- Poleciał tam, ale Jacka już nie było. Wrócił do ciebie, tak jak mu obiecywał.
- To chyba pierwsza obietnica, którą spełnił - wtrąciłam się.
- Borys również chciał wracać, ale Kolumbijczycy go złapali. Zawsze chcieli to zrobić. I udało im się. Nie wiem, jak on im uciekł, czy ktoś mu pomógł, ale dał radę. My dostaliśmy informację dopiero wtedy, gdy zjawił się u nas na lotnisku, czyli jakiś tydzień temu.
- W jakim był stanie? Mówił coś? Był przytomny? - dociekałam.
- Kazał nam się tobą opiekować i zemdlał. On wiedział, że Jacek wrócił do ciebie. Od tamtego czasu się nie obudził.
- Nie lepiej by było, jeśli trafiłby do szpitala?
- Taką decyzję podjął jego ojciec, a sama dobrze wiesz, że z nim nie ma co dyskutować.
- Może Ala będzie mogła ją zmienić?
- Ola, zrobiono mu wszystkie badania, wszelkie prześwietlenia. Sama widzisz, że jego sypialnia wygląda jak sala chorych. Pozostaje nam tylko czekać.
Czekać... Czekać... Czekać.
- Jak ręka? - zapytał, zabierając mi jednego rogalika z tacy.
Zdjęłam szlafrok i pokazałam mu ramię.
- Dobrze, prawie nie widać - rzuciłam z ironią.
Max wytrzeszczył oczy i aż przetarł je ze zdumienia.
- Kurwa, Borys go zajebie.
- Najpierw niech się obudzi, a później to...
Wyjadę?
- To...?
- To niech wyzdrowieje - skłamałam. - Max, mogę mieć do ciebie małą prośbę?
- Pewnie, o co chodzi?
- Jutro rano przyjedzie po mnie Rafał. Muszę jechać do mieszkania po parę rzeczy. Nie bój się, nie uciekam od was. Czy mógłbyś wtedy zostać z Borysem i tym razem o wszystkim mnie informować? Nie zajmie mi to więcej niż dwie godziny.
- Mógłbym, ale znam cię już trochę i wiem, że chcesz się rozmówić z Jackiem, a jeśli to prawda, to samej cię nie puszczę.
- Przecież będę z Rafałem.
- Z całym szacunkiem do twojego przyjaciela, ale wątpię, że sobie poradzi. Biorąc pod uwagę fakt, że twój mąż może mieć broń.
Słuszna uwaga.
- Nie pomyślałam o tym, może lepiej, jak sama tam pójdę. Mnie krzywdy nie zrobi, tego jestem pewna.
- Obiecałem szefowi, że będę cię chronił nawet za cenę własnego życia. - Spojrzał na Borysa i poklepał go po dłoni. - Dotrzymam tego słowa. To o której jutro zbiórka?
Cieszyłam się, że mój mężczyzna, bo tak przecież mogłam go nazywać, ma tak lojalnego przyjaciela.
- Rafał będzie pewnie o dziewiątej. Więc od razu tam pojedziemy.
- Czyli po śniadaniu?
Pokręciłam głową, bo na sam widok Eryka i reszty robiło mi się niedobrze.
- Nie pojedziemy bez śniadania mojej mamy; co to, to nie. - Max pogroził mi palcem przed twarzą.
- Wiesz doskonale, co tamci o mnie myślą, nie chcę dawać im pretekstu do kłótni.
- Ola, to jest twój dom. Jesteś jego panią, więc to inni powinni się chować, nie ty. Jutro widzimy się na śniadaniu, a później jedziemy do ciebie. Tylko moim autem. - Wziął jeszcze jednego rogalika i wyszedł, zostawiając mnie w miarę dobrym nastroju.
Przysunęłam sobie tacę do łóżka i zjadłam dwa ostatnie rogaliki oraz sałatkę warzywną.
Włączyłam ponownie telewizor i położyłam się na kanapie. Bałam się, że w nocy mogę niechcący zrobić Borysowi krzywdę. Usnęłam chyba przed wschodem słońca.
Cały czas przyglądałam się mojemu śpiącemu królowi i szeptałam, aby w końcu się obudził.
Nad ranem wyrwał mnie ze snu głos Borysa, a konkretniej jego jęki.
Dotknęłam jego czoła i dłoni... były rozpalone.
Pobiegłam do łazienki, by namoczyć ręczniki w zimnej wodzie.
Obłożyłam jego głowę i ręce i wybiegłam z pokoju.
Kilkukrotnie waliłam pięścią w drzwi od pokoju lekarza, czym obudziłam chyba cały dom.
Doktor w końcu otworzył, a ja z nerwów nie potrafiłam sklecić sensownego zdania.
- Jest cały rozpalony - wydusiłam w końcu.
- Proszę tutaj zaczekać - powiedział i wziął torbę z lekami oraz stetoskop.
- Co się stało? - Max przybiegł do nas.
- Nie wiem, jest cały gorący. Obłożyłam go zimnymi ręcznikami i... - Opadłam na kanapę znajdującą się w korytarzu i zakryłam twarz rękoma.
Jestem wściekła na siebie, na Borysa, na nich wszystkich.
Gdyby powiedzieli mi wcześniej o jego stanie zdrowia, miałabym więcej czasu. Oni nie mieli prawa nam go odebrać.
Nikt się nie odzywał, a ja dopiero po chwili zobaczyłam, że wybiegłam w samej piżamie.
Mój siniak na lewym ramieniu nabrał różnorakich kolorów: od żółtego, przez zielony, po fioletowy. Eryk przyglądał mi się dłuższy moment, po czym wstałam i poszłam do swojej dawnej sypialni, aby się przebrać. Narzuciłam na siebie luźną koszulę i spodnie jeansowe. Jedyne buty, jakie miałam, to te robocze do pracy w kwiaciarni, więc włożyłam pierwsze lepsze szpilki i wyszłam z pokoju.
- Dzwonił ktoś do jego rodziny? - zapytałam wszystkich zgromadzonych przed sypialnią Borysa.
- Tak, mają zaraz tutaj być - odpowiedział Eryk.
- To dobrze, lekarz coś mówił czy jeszcze nie wyszedł? - zwróciłam się do Krysi i Maxa, którzy stali obok siebie.
- Nie wyszedł, musimy czekać.
Kiwnęłam głową, że się zgadzam, a z nerwów zaciskałam zęby, by tylko powstrzymać nadchodzący płacz. Czułam, że muszę być silna. Dla niego i dla nich wszystkich.
Z tym że to czekanie zaraz mnie wykończy. Bez zapukania otworzyłam drzwi i weszłam do środka.
- Co z nim? - zapytałam roztrzęsiona.
- Powiedziałem, że nikt nie ma tutaj wchodzić! - wrzasnął na mnie, podając Borysowi dożylnie lek. - Zresztą pani nawet nie jest z rodziny, prawda?
Zanim zdążyłam cokolwiek odpowiedzieć, ktoś mnie wyręczył.
- Panie doktorze, ta pani jest kobietą mojego syna, więc wszystkie informacje o stanie zdrowia Borysa ma pan jej przekazywać bez żadnego problemu, dobrze? - Głos ojca Borysa był stanowczy, a postawa ciała wskazywała, że on tu jest panem i to jego trzeba teraz słuchać.
- Oczywiście. Stan pana Borysa się poprawił. Gorączka świadczy o tym, że organizm walczy, a pan Borys zaczął się wybudzać. Podałem mu teraz antybiotyk i lek przeciwgorączkowy, powinien spać po nim od sześciu do dwunastu godzin. Później powinien sam się obudzić. Dobrze pani zrobiła, okładając go zimnymi ręcznikami - zwrócił się do mnie.
- Zareagowałam tak szybko, jak mogłam - mówiłam, głaszcząc Borysa po głowie.
- To prawdopodobnie uratowało mu życie. Temperatura zaczęła przekraczać czterdzieści stopni.
Bardzo się z tego ucieszyłam, ale nie dałam po sobie poznać. Cały czas bałam się, że Borys nie wybudzi się tak szybko.
- Panie Dawidzie, czy mógłby pan tutaj zostać? Ja muszę coś załatwić, ale powinnam być za dwie godziny. Nie chcę, żeby Borys był sam, kiedy się obudzi.
Ojciec Borysa podszedł do mnie blisko.
- Czy ta sprawa jest ważniejsza od mojego syna?
- Ma z nim związek - odrzekłam zgodnie z prawdą, wdzięczna za to, co powiedział lekarzowi.
- Weź jednego z moich ludzi, jeśli idziesz tam, gdzie myślę. - Usiadł na skraju łóżka i wymienił ręcznik na głowie syna.
- Jedzie ze mną Max, damy sobie radę. - Pocałowałam Borysa w policzek i wyszłam.
- Max? - Rozglądałam się po korytarzu, ale go nie widziałam.
- Czeka na ciebie na dole. - Krysia czatowała pod drzwiami z dzbankiem kawy i ciastem dla Dawida. - Ola, uważajcie na siebie, proszę.
Czyli już wie, gdzie jedziemy.
- Krysiu, nie pozwolę, aby Maxowi coś się stało. Idź tam i dzwoń do mnie, gdyby stan Borysa się zmienił.
*
W aucie pomimo odpowiedniej temperatury było mi zimno ze stresu.
- Trzęsiesz się jak osika - zauważył Rafał.
- Nie wiem, jak przeprowadzić tę rozmowę. W sumie to nawet nie wiem, czy on tam jest. Wczoraj napisałam mu esemesa, że nocuję u ciebie, i nic nie odpisał.
- Przecież on doskonale wie, gdzie byłaś - stwierdził Max. - Podejrzewam nawet, że na bieżąco kontaktuje się z Kolumbijczykami. Skurwiele, ale to kwestia czasu, jak wpadną w nasze ręce.
- Max, a jeśli Jacek brał w tym udział, to co się z nim stanie?
Chociaż w głowie miałam najgorsze scenariusze, to jednak nie mogłam sobie tego wyobrazić.
- Wszystko zależy od Borysa, a na jego decyzje nikt nie ma wpływu. Chyba. - Zaśmiał się i spojrzał w lusterko, aby zobaczyć moją reakcję.
Ja przybrałam pokerową twarz i nie okazywałam ani radości, ani smutku.
Gdy podjechaliśmy pod budynek, nagle naszła mnie pewna myśl. Nie rozmawiałam przecież z Jackiem o naszym domu. Może zdążył już go sprzedać?
- Zaczekajcie tutaj - zarządziłam.
- Chyba żartujesz, idziemy z tobą.
- Max. Chcę to załatwić sama. Jeśli nie dam znać, to po trzydziestu minutach możecie wejść. Nie wcześniej i wyłącznie wtedy, gdy się nie odezwę.
- Okej, tylko żeby nie było za późno.
Widziałam w oczach Rafała strach, ale musiałam przynajmniej przed nim udawać, że jestem dzielna.
- Będzie dobrze, idę.
Weszłam do środka, przywitawszy się z Panem Stanisławem.
- Pani Olu, mam list dla pani. Zapomniałbym dać. - Podbiegł do mnie i wręczył mi białą kopertę z odręcznym napisem "Ola".
Schowałam ją do kieszeni i popędziłam na górę.
Drzwi były otwarte, na pierwszy rzut oka nikogo nie było w środku.
Zajrzałam do sypialni, kuchni i łazienki. Pusto.
- Jacek, to ja, jesteś tutaj? - zapytałam szeptem, ale odpowiadała mi tylko cisza.
Targana złymi przeczuciami, otworzyłam szafę. Była zapełniona ubraniami mojego męża, więc nie mógł wyjechać, ale brakowało jego laptopa, na którym pracował przez ostatnie kilka tygodni. Postanowiłam przeczytać list.
Moja Kochana,
chyba popełniłem zbyt wiele błędów w życiu, za które nie mnie przyszło zapłacić.
Jesteś ostatnią osobą na świecie, którą chciałbym skrzywdzić, a mimo tego ranię cię po raz kolejny. Muszę wrócić do tamtego miejsca i załatwić jedną sprawę. Nie czekaj na mnie, bądź po prostu szczęśliwa.
Zostawiam ci akt własności domu. Tam mieliśmy spełniać nasze wspólne marzenia, ale teraz zacznij od swoich.
Jacek
Wyciągnęłam drugą kartkę, która okazała się aktem notarialnym.
Dom został w całości przepisany na mnie.
Jeszcze raz przeczytałam list, chcąc lepiej zrozumieć Jacka. Im bardziej wczytywałam się w treść, tym mniej rozumiałam.
Jedno było pewne, znowu mnie zostawił.
Weszłam do sypialni i położyłam się w pozycji embrionalnej. Zamknęłam oczy i próbowałam usnąć. Chciałam zapomnieć o wszystkim.
Słyszałam dźwięk mojego telefonu dochodzący z kuchni, ale jakoś brakowało mi siły, aby go odebrać. Po paru minutach weszły chłopaki.
- Ola?! - Potężny głos Maxa rozniósł się echem po mieszkaniu. - Gdzie jesteś?! A, tutaj... - Wszedł do sypialni i podszedł do mnie, uważnie mnie oglądając.
- Spokojnie, Jacka tutaj nie ma. Wyjechał - powiedziałam i powoli wstałam z łóżka. - Wrócił tam, skąd przyjechał, więc mieliście rację, że mógł być zamieszany w pobicie Borysa.
- Ola, tak mi przykro. - Rafał od razu mnie przytulił, a ja pokazałam mu list.
- Skurwiel! - wrzasnął Max, czytając list, który wyrwał Rafałowi. - Nie udało mu się zabić Borysa, to wrócił do nich jak pies z podkulonym ogonem. - Aż tak ci go szkoda? - zapytał, chodząc w kółko po mojej sypialni.
- Kogo? Jacka?
Kiwnął głową.
- Szkoda mi siebie, Max. Chciałabym zacząć wszystko od nowa, bez niego, ale dopóki jestem jego żoną, nic nie mogę... Facet, którego znałam najlepiej na świecie, okazał się człowiekiem zupełnie mi obcym.
- Może warto porozmawiać o tym z szefem? Każdy wie, że ma do ciebie słabość, więc...
- Więc mam pozwolić Borysowi znowu tam pojechać, żeby tym razem go zabili?! - huknęłam na niego.
- Teraz nie pojedzie tam sam.
- Max, przestań. Czasami myślę, że lepiej by było, gdybym w ogóle go nie...
- Poczekaj. - Max odebrał dzwoniący telefon. - Naprawdę? Dobra, jedziemy już. Zaraz będziemy. Tak, przekażę.
- Co się stało? - zapytałam.
- Borys się obudził, wszyscy na nas czekają, a i sam szef już się dopytuje o ciebie. - Klasnął i gdyby jego radość miała skrzydła, to już dawno by odleciał. - Przepraszam, bo przerwałem ci w połowie zdania. Co chciałaś powiedzieć?
- Nic, nieważne. Już nawet zapomniałam - skłamałam.
- A, okej, to jedźmy - pospieszał nas Max, cały czas się śmiejąc.
Szybko zbiegliśmy po schodach, a gdy mieliśmy już wyjść z budynku, Rafał złapał mnie za rękę.
- Nie byłoby ci lepiej bez niego ani jemu bez ciebie.
Zaskoczył mnie tymi słowami i przez kilka sekund wpatrywałam się w niego wytrzeszczonymi oczami.
- Co?
Moje niedokończone zdanie.
- Od kiedy to czytasz mi w myślach?
- Od zawsze. Jesteśmy przecież jak rodzeństwo.
- Nie jak. Jesteśmy nim. - Przytuliłam się do niego. - Jedziesz z nami?
- Wracam do siebie, ale zadzwoń do mnie koniecznie i uważaj na siebie.
Max cały czas mnie pospieszał, wciskając klakson, więc nie tracąc czasu, pożegnałam się z Rafałem i wskoczyłam do auta.
W domu panował istny harmider. Krysia przyrządzała wykwintną kolację, a chłopaki zagonieni przez nią ustawiały zastawę na stole.
- Ty idź na górę, a ja pomogę mamie, dobrze?
- Jasne, i dziękuję ci, Max, za dzisiaj.
Jeszcze przez chwilę stałam i obserwowałam krzątających się ludzi, zanim weszłam na piętro. Krysia wydawała polecenia nawet odnośnie do tego, jakiego koloru miał być obrus i jak ustawić potrawy na stole.
Na górze natomiast była absolutna cisza. Nikt nie stał przed sypialnią, z środka nie dochodziły żadne odgłosy.
Nie zapukawszy do drzwi, delikatnie je otworzyłam, aby nie zwracać na siebie większej uwagi, lecz stukot moich obcasów udaremnił mój plan.
Alicja siedziała na łóżku i była najbliżej Borysa. Po bokach zaś stali Maciej i ojciec, a naprzeciwko Natan. Cała jego rodzina. Niezbyt komfortowa sytuacja dla mnie, nawet mimo tego, iż wiedziałam, ile znaczę dla gospodarza.
- Jesteś w końcu. Borys właśnie zasnął, ale pytał o ciebie. - Ala odsunęła się od łóżka, robiąc mi miejsce. - Usiądź, niedługo się obudzi.
Podeszłam bliżej i zobaczyłam swojego śpiącego księcia. Nie miał już takiego grymasu jak wcześniej, najpewniej z bólu. Wręcz przeciwnie, jego twarz wyglądała spokojnie.
- Nie martw się, mój brat wyzdrowieje. Jest już na ostatniej prostej. - Maciej objął mnie ramieniem, na co jego ojciec i wuj spojrzeli się na mnie piorunującym wzrokiem.
Kolejna niekomfortowa sytuacja.
- Wiem, jest przecież najsilniejszym człowiekiem na świecie. - Strąciłam jego rękę i dotknęłam twarzy Borysa. Przez kilka sekund nie odrywałam od niego wzroku.
- Krysia przygotowała kolację, więc jeśli chcecie, możecie zostać.
- Możemy zostać?! To jest dom mojego syna i to nie ty będziesz nas do niego zapraszała! - wrzasnął Dawid.
Miałam nawet wrażenie, że Borys się poruszył.
- Jeśli mnie pamięć nie myli, to jeszcze parę godzin temu nazwał mnie pan "kobietą Borysa", a przecież w waszym świecie taka osoba ma przywileje, prawda? - Wstałam i spojrzałam na niego bez strachu w oczach.
- Nie wiem, co mój syn w tobie widzi, ale biorąc pod uwagę to, jak traktował inne kobiety, mam nadzieję, że z tobą zrobi tak samo. Zapamiętaj: nie jesteś wyjątkowa.
- Tato! - Alicja próbowała go uspokoić, ale i na nią popatrzył nieprzychylnie.
- Dobrze, to może my zejdziemy już na dół, a ty, jak będziesz chciała, możesz do nas później dołączyć - odezwał się Natan, ale oczywiście nie spoglądał w moją stronę.
- Dziękuję za pozwolenie - powiedziałam, jak wyszli.
Oby to, co do Ciebie czuję, było tego warte.
Dotknęłam czoła, policzków i ust Borysa. Pragnęłam, aby właśnie w tym momencie się obudził i powiedział cokolwiek. Potrzebowałam tylko jednego jego słowa.
- Ola? Chodź, zjedz coś, on i tak teraz będzie spał, a ty chyba jesteś już padnięta.
- To nie jest najlepszy pomysł, zresztą waszemu ojcu jedzenie stanie w gardle, gdy mnie zobaczy przy stole.
- Kochana, nasz tatuś już taki jest, a Borys jest jego ukochanym synem. Bardzo cię za niego przepraszam. - Ala podeszła do mnie i mnie przytuliła.
Zrobiło mi się lepiej, czułam, że siłę czerpię nie tylko od jej brata, ale i od niej.
- Myślisz, że jak zejdę w dresie, to coś się stanie? - zapytałam ze śmiechem.
- Ha, ha, myślę, że szanowny Dawid nie zwróci na to uwagi.
- Dobrze, daj mi parę minut. Pójdę się wykąpać i poszukam jakiejś sukni balowej. - Wstałam z łóżka i jeszcze raz spojrzałam na śpiącego Borysa.
- Uwierz mi, że on tak samo jak ty czeka na przebudzenie.
- Mogę cię o coś zapytać?
Ala kiwnęła głową i czekała na moje niezręczne pytanie.
- Jak wcześniej Borys traktował kobiety?
- Naprawdę chcesz to wiedzieć? - Dziewczyna zakryła usta dłonią i zaczęła się śmiać.
- Tak - odpowiedziałam lekko oburzona jej zachowaniem.
- No dobrze. Wybacz, ale twoja mina mnie rozśmieszyła. Borys nigdy nie darzył uczuciem żadnej kobiety, w przeciwieństwie do nich. Każdej zależało, aby z nim być, a jemu zależało tylko na seksie. Nigdy nie dążył do tego, aby z którąś stworzyć związek.
Zresztą w naszym świecie żaden związek nie przetrwa. Przepraszam, że to mówię, ale taka prawda. Dawid też ciągle przyprowadza nam nowe mamuśki. Stworzenie związku wiąże się z założeniem rodziny, a ta jest łatwym celem dla naszych wrogów i słabością dla nas samych.
- To kim właściwie dla niego jestem? Kolejną przygodą? - zapytałam, chociaż w sumie nie chciałam poznać odpowiedzi. Prawda okazałaby się pewnie dla mnie bolesna.
Alicja też nie znalazła żadnej odpowiedzi, która zadowoliłaby nas obie.
- Lecę się szykować i za pięć minut będę - przerwałam tę niezręczną ciszę i wyszłam z pokoju.
Najchętniej wróciłabym do domu i tam przeczekała tę sytuację. Tylko że wtedy wyszłabym na tchórza, a przecież nim nie byłam.
Szybko się wykąpałam i włożyłam cygaretki w delikatną czarną kratkę oraz jasną, jedwabną koszulę i czarne wysokie szpilki.
Ostatni raz przejrzałam się w lustrze i przeczesałam rozpuszczone włosy. Podniosłam brodę i z odwagą i dumą wyszłam z sypialni.
Na dole byli wszyscy, żadne z nich nie odwróciło głowy w moją stronę, gdy schodziłam po schodach. Kolejny argument za tym, aby wrócić do siebie.
Borysa miejsce było wolne, moje natomiast zajęte, oczywiście przez Dawida. Obok siedzieli Maciej z Alą, a naprzeciwko ich ojca Natan. Dalej Max z Erykiem i dwóch ochroniarzy od seniora Carena. Jedyne wolne miejsce było na końcu stołu, przy wspomnianej ochronie.
Od razu mi się przypomniało, że Borys opowiadał mi, jak ważne jest dla nich usadzenie osób przy stole. Im bliżej pana domu, tym ważniejsza pozycja w rodzinie.
Mnie dzisiaj przypadł sam koniec tego łańcucha.
- Ola, gdzie ty idziesz? - Krysia wyskoczyła z kuchni i stanęła przy stole, pokazując mi krzesło Borysa.
- Idę usiąść, a widzę, że tutaj mam wolne miejsce. - Wskazałam palcem na koniec stołu.
- Z racji tego, że nasz Borys jest nieobecny, ty zajmujesz jego miejsce.
- Od kiedy wprowadziliście takie zasady? - zaprotestował ostro Dawid, ściskając szklankę.
- Panie Dawidzie, pracuję dla was kilka dobrych lat i zasady tu panujące są mi bardzo dobrze znane. Skoro nie ma pana domu, jego kobieta zajmuje jego miejsce.
- Jego żona, nasza kochana Krysiu, przejmuje jego miejsce i obowiązki, a nie...
- Ola, usiądź. - Maciej wstał i odsunął mi krzesło Borysa.
- Dziękuję. - Uśmiechnęłam się do niego i z dumą zajęłam swoje miejsce. - Smacznego - powiedziałam do wszystkich i z apetytem zabrałam się do koreczków i pieczonych warzyw.
- Życzysz sobie wina? - Maciek przez całą kolację nie spuszczał mnie z oka.
Było to trochę krępujące, ale z racji tego, że miałam w nim wsparcie, nie zwracałam na to większej uwagi.
- Proszę. - Podałam mu pusty kieliszek, który szybko został zapełniony.
Dalsza część kolacji minęła na rozmowie z rodzeństwem Borysa. Opowiedziałam im o zdanym egzaminie i o tym, że niedługo będę musiała poszukać miejsca na praktyki.
Po niespełna dwóch godzinach wszyscy się rozeszli i pojechali do domu.
Obiecałam Ali, że jak Borys się obudzi, dam jej znać, a Eryk zgodził się po nią od razu pojechać.
Pomogłam jeszcze Krysi posprzątać po udanej według mnie kolacji i poszłam na górę.
Zanim usnęłam, cały czas myślałam o tym, co ja właściwie robię w tym domu, jaki jest mój cel i kim jestem dla tego człowieka, który skradł mi nie tylko serce, ale również zawładnął moją duszą.