Wprowadzenie
To jest historia starożytnej Persji. Różni się ona od innych historii
Persji (nie żeby było ich wiele). Sięga do starożytnych perskich źródeł,
aby przedstawić opowieść odmienną od tej, z którą jesteśmy być może
obznajomieni, ukształtowanej wokół relacji starożytnych Greków. Tę
historię przekazują nam sami Persowie. To ich własna opowieść - "perska
wersja" dziejów Persji.
Wyłania się z niej nowy obraz. Persowie jawią się tu nie jako
barbarzyńcy z wyobrażeń Hellenów, ale jako lud o wyrafinowanej kulturze
i życiu społecznym, silny gospodarczo, potężny militarnie i uzdolniony
intelektualnie. "Perska wersja" (określenie to zapożyczyłem z tytułu
wojennego poematu Roberta Gravesa z 1945 roku) osadza nas w nowej
rzeczywistości. Oferuje świeże, niekiedy zaskakujące spojrzenie na
miejsce Persji w starożytności i eksponuje wkład Iranu w światową
cywilizację.
W książce tej odbędziemy podróż w czasie i przestrzeni, śledząc
narodziny, wzrost i konsolidację perskiego imperium od skromnych
początków plemiennego państewka w południowo-zachodnim Iranie po okres,
w którym dominowało jako pierwsze supermocarstwo w dziejach. Przyjrzymy
się życiorysom jego monarchów, Wielkich Królów Persji, autokratycznych
władców z potężnego rodu Achemenidów, i zbadamy, jak polityka
dynastyczna wpływała na zarządzanie państwem jako całością. Obserwując
barwny korowód zapadających w pamięć postaci - królów, królowych,
eunuchów, żołnierzy, więźniów, poborców podatkowych i konkubin -
będziemy zgłębiać świat, który zamieszkiwali: ich wierzenia religijne,
poglądy polityczne, aspiracje terytorialne. Odkryjemy, jak i gdzie
mieszkali, co jedli, jak się ubierali, co myśleli i jak umierali.
Książka ta jest zarówno historią polityczną pierwszego wielkiego
imperium starożytnego Iranu, jak i społeczno-kulturową analizą świata
Persów.
Powstanie imperium perskiego umożliwiło pierwszy znaczący i trwały
kontakt między Wschodem a Zachodem i przygotowało grunt dla późniejszych
imperiów starożytności. Jego znaczenie dla wyobrażeń o tym, jak powinno
wyglądać odnoszące sukcesy światowe mocarstwo, jest nie do przecenienia.
Perskie imperium otworzyło, po raz pierwszy w dziejach, międzynarodowy
dialog, gdyż Persowie byli oświeconymi despotami. Mieli zaskakująco
leseferystyczny stosunek do swej imperialnej władzy. W odróżnieniu od
Rzymian lub Brytyjczyków, entuzjastycznych imperialistów późniejszych
epok, Persom nie zależało na narzucaniu swojego języka podbitym ludom.
Brytyjscy osadnicy, żołnierze, kupcy i administratorzy nieśli królewską
angielszczyznę na wszystkie kontynenty i narzucali ją podległym ludom.
Od Brytanii po Syrię Rzymianie wykorzystywali łacinę jako język biznesu,
finansów, prawa i porządku publicznego; aby być kimś w imperium
rzymskim, znajomość łaciny była nieodzowna. Persowie nigdy nie zmuszali
poddanych do przyjęcia ich mowy. Woleli ogłaszać swoje dekrety w lokalnych językach i stosowali aramejski jako swego rodzaju lingua
franca na wszystkich ziemiach imperium, aby ułatwić sprawną -
niedyskryminującą - komunikację. Także w sferze religii perscy królowie
starali się przedstawiać jako aktywni obrońcy lokalnych kultów, choćby
tylko po to, by zapewnić sobie kontrolę nad bogatymi sanktuariami i przychylność potężnych kapłanów. Nawet w małych regionach
administracyjnych nadawali przywileje świątyniom i chwalili się
wsparciem, jakiego udzieliły im ich lokalne bóstwa. Ani też perski styl
nie był narzucany architekturze imperium, podczas gdy Rzymianie i Brytyjczycy odciskali wizualne piętno na wszystkich podległych im
terenach. To niezwykle nowoczesne i oświecone podejście daje się
podsumować jednym staroperskim słowem, jakiego Dariusz Wielki używał na
określenie swojego państwa: vispazan?n?m - "wielokulturowe".
Starożytne perskie inskrypcje królewskie chętnie podkreślają
różnorodność imperium (choć zawsze lokują Persję na uprzywilejowanej
pozycji w samym jego sercu). Jak ujmuje to jedna z inskrypcji Dariusza,
"oto królestwo, którym władam, od Saków zza Sogdiany aż po Kusz, od
Indii aż po Lidię" (DPh). Inny tekst, odkryty w Persepolis, określa
Persję jako środek świata, ale twierdzi, że imperium zostało przekazane
Dariuszowi w darze przez Ahurę Mazdę, Mądrego Pana, głównego boga
perskiego panteonu, który powierzył królowi ten najcenniejszy prezent:
Wielki Ahura Mazda, który jest największym z bogów, który stworzył niebo
i ziemię, który stworzył ludzi, który nadał całą pomyślność, by ludzie w niej żyli, który uczynił Dariusza królem i dał królowi Dariuszowi władzę
nad tą szeroką ziemią z licznymi krajami: Persją, Medią oraz innymi
krajami i językami, górami i równinami, od tej strony morza do dalszej
strony morza, od tej strony pustyni do dalszej strony pustyni. (DPg)
Dariusz i jego następcy kontrolowali imperium, które rozciągało się od
Persji po Morze Śródziemne na zachodzie i po Indie na wschodzie. Sięgało
na południu do Zatoki Omańskiej, a na północy aż do ziem dzisiejszej
południowej Rosji. Obejmowało Sudan i Libię, północną Grecję i Azję
Mniejszą, Afganistan i Pendżab aż do Indusu. Obfitowało w ziemię
uprawną. Rosły tam jęczmień, daktyle, soczewica i pszenica, a ziemie
imperium bogate były w cenne surowce - miedź, ołów, złoto, srebro i lapis-lazuli. Żadne państwo na świecie nie dorównywało mu bogactwem.
Persowie władali najrozleglejszym ze wszystkich imperiów starożytności.
Tym bardziej godna uwagi jest więc jego droga do wielkości. Wyrosło ono
z maleńkiego plemiennego państewka na terenie dzisiejszej prowincji F?rs
w południowo-zachodnim Iranie. W języku staroperskim obszar ten nazywano
"P?rs" albo "P?rsa". W uszach antycznych Greków brzmiało to później jak
"Persis" i od tej nazwy pochodzi nasza "Persja". Panującą dynastią
perskiego imperium, głównym obiektem zainteresowania tej książki, byli
Achemenidzi, którzy wzięli nazwę od swego eponimicznego protoplasty
"Achemenesa", rzekomego przodka zarówno Cyrusa Wielkiego, jak i Dariusza
Wielkiego. Achemenes to również grecka wersja perskiego imienia
Hax?maniš, które z kolei pochodziło od staroperskich słów hax?-,
"przyjaciel", i manah, "zdolność myślenia". Dlatego ludziom
perskojęzycznym dynastia ta znana była pod patronimiczną nazwą
"Hax?maniš" - Achemenidzi.
W całej tej pracy imiona własne będą podawane w zgrecyzowanych formach
(wyjątek stanowią postacie znane tylko z perskich źródeł; lista imion
znajduje się na końcu książki). Jest to praktyczne, choć niekoniecznie
szczęśliwe rozwiązanie kwestii, jak identyfikować głównych aktorów
naszej historii. Po stuleciach obznajamiania więcej mówi nam imię
Dariusz (zlatynizowana wersja starogreckiego Dareios) niż autentyczne
staroperskie D?rayavauš. Szkoda, gdyż perskie imiona były bogate w znaczenia i służyły jako dobitne deklaracje mające odzwierciedlać
charakter i status noszącej je osoby. Co więcej, w imionach własnych
znajdowały też wyraz ważne dla Persów obyczaje i wartości, dając nam
cenny wgląd w ich sposób myślenia. D?rayavauš, na przykład, oznacza
"mocno dzierżący dobro", co jest z pewnością nawiązaniem do jego
monarszej roli. Prawdziwe imię Kserksesa brzmiało Xšaya?š?, co znaczy "panujący nad bohaterami",
czterej królowie zaś znani Grekom i Rzymianom jako Artakserkses nosili
perskie imię Artaxšaç? - "ten, który rządzi z woli Prawdy". Cyrus to
zawsze był Kuruš - "upokorzyciel wroga", interesujące przezwisko dla
władcy, który zbudował swą reputację na sprawiedliwości, tolerancji i łaskawości.
Proces grecyzacji i latynizacji perskich imion bardzo przypomina sposób,
w jaki historia Persji była zawłaszczana, a następnie opisywana z czysto
zachodniej perspektywy. To, że mówimy o Dariuszu, jest smutnym
świadectwem zafałszowań zachodniej historiografii i zacierania
autentycznie perskiej odrębności kulturowej.
Imiona i nazwy są ważne, jeśli chodzi o historię Persji. Weźmy samą
nazwę Persja. Jej użycie bywa bardzo kontrowersyjne. To, co określano
kiedyś na Zachodzie jako Persję, jest dziś Iranem (albo Islamską
Republiką Iranu, jak brzmi pełna nazwa tego kraju). Na dzisiejszym
Zachodzie oraz w niektórych częściach Bliskiego Wschodu Iran jest często
postrzegany jako państwo parias, prący do wojny wichrzyciel w najbardziej niestabilnym regionie świata. Uchodzi za zaprzysiężonego
wroga Zachodu, a zwłaszcza amerykańskiego imperializmu. Dla mieszkańców
Zachodu kraj ten jest kolebką bliskowschodniego terroryzmu i synonimem
ucisku społecznego. Iran stało się słowem zakazanym. Na mocy skojarzenia
z islamskim reżimem, który rządzi współczesnym państwem narodowym,
również irańska kultura jest traktowana z protekcjonalną niechęcią.
Irańczycy doskonale zdają sobie sprawę z tego, jak ich wizerunek jest
prezentowany światu poprzez nagłówki prasowe, telewizyjne programy
dokumentalne, artykuły w czasopismach i wszechobecne media
społecznościowe. Wielu Irańczyków szczyci się nazwą swego kraju, ale
jest zażenowanych konotacjami, jakich nabrała ona od czasu rewolucji
islamskiej z 1979 roku. Odczucia, jakie budzą słowa Iran i Persja,
podlegają ciągłym zmianom, a w codziennym dyskursie te dwa terminy
często się pokrywają i bywają używane wymiennie. Wśród emigrantów,
którzy po 1979 roku osiedli w Ameryce lub w Europie, zwyczajem stało się
używanie nazwy Persja na określenie "lepszego" miejsca i czasu oraz
bardziej skomplikowanej tożsamości kulturowej niż ta, którą oferuje dziś
rząd Republiki Islamskiej. Można by sądzić, że prosta formuła - Persja
dla okresu przedislamskiego i Iran dla ery islamskiej - byłaby
praktycznym rozwiązaniem problemu terminologii. Ale nie, taki
uproszczony podział nie wystarcza.
Był 28 grudnia 1934 roku, kiedy brytyjski minister w Teheranie, sir
Hughe Montgomery Knatchbull-Hugessen, napisał do George'a Rendela, szefa
Wydziału Wschodniego brytyjskiego Biura Spraw Zagranicznych, informując:
"Otrzymaliśmy właśnie absurdalną notę od perskiego rządu". Jak
wyjaśniał: "Proszą nas, byśmy mówili o "Iranie" i "Irańczykach" zamiast
o "Persji" i "Persach"". Przemyślawszy tę prośbę, Rendel odpisał:
"Sądzę, że osobą ostatecznie odpowiedzialną za to jest Herodot, który,
nie mogąc przewidzieć drażliwości współczesnych Persów, nie dość
uprzejmie wypowiadał się o tym kraju".
Podczas obchodów święta Nouruz w marcu 1935 roku Reza Szah, pierwszy
władca z krótko panującej dynastii Pahlawi (1922-1979), oświadczył, że
przestarzałe słowo Persja powinno przestać być używane w odniesieniu do
kraju, którym rządzi. Opowiadał się za przyjęciem w zamian nazwy Iran.
Reza Szah miał świadomość, że w zachodnich wyobrażeniach Persja
pozostaje od czasów Herodota synonimem dekadencji, luksusu i pewnej
wsteczności myślenia. Odwiedzający Persję przybysze z Zachodu wzmacniali
ten stary wizerunek, odmalowując w swoich relacjach i wspomnieniach
fantastyczną krainę tajemnic, mrocznych cieni, intryg, despotycznych
władców, zniewolonych kobiet i niewyobrażalnych bogactw. Reza Szah
wiedział o tych stereotypach. Napisał, że "Ilekroć słowo "Persja"
pojawia się w mowie lub piśmie, momentalnie kojarzy się cudzoziemcom ze
słabością, ciemnotą, nędzą, brakiem niezależności, bałaganem i nieudolnością, które znaczyły ostatnie sto lat perskich dziejów".
W 1935 roku szach nie dysponował słowem na opisanie zawłaszczenia przez
Zachód wizerunku jego kraju, gdyż dopiero w roku 1978 urodzony w Palestynie uczony Edward Said przedstawił koncepcję, do której mógłby
się odwołać Reza Szah: "orientalizm". Pojęcie to oznacza metodę, którą
zachodni imperialistyczny dyskurs posługiwał się, przedstawiając
"kolonie" i kultury bliskowschodniego świata tak, by usprawiedliwić i wspierać kolonizatorską działalność Zachodu. Krótko mówiąc, orientalizm
jest specyficznym sposobem przedstawiania Obcego. Orient był w zasadzie
europejskim wymysłem i od starożytności oznaczał krainę romantycznych
przygód, egzotycznych istot, niezatartych wspomnień, fantastycznych
pejzaży, niezwykłych doświadczeń. Reza Szah zdawał sobie sprawę, że
konotacje nazwy Persja, wywodzącej się od greckiego terminu, osłabiają
potencjał Iranu we współczesnym świecie. "Iran" pochodzi od
środkowoperskiego słowa ?r?n, którego używano na określenie ludów
irańskich i, przez rozszerzenie, samego ich imperium. Ludy i miejsca
spoza Iranu, na przykład Greków i Rzymian, nazywano an?r?n
("nie-Iran"). Reza Szah uznał "Iran" za odpowiednią nazwę dla swego
kraju, zakorzenioną w ziemi, historii i narodzie.
Którego więc słowa powinniśmy używać - Persja czy Iran? Persja może
oznaczać państwa rządzone przez wielu królów, począwszy od Cyrusa II w VI wieku p.n.e. Ponieważ nazwa ta odnosi się do konkretnej krainy na
południowym zachodzie Wyżyny Irańskiej, która była ojczyzną plemienia
Achemenidów, opisuje ona, w bardzo wąskim sensie, także achemenidzkie
imperium. A co z Iranem? Ten termin także jest do przyjęcia. Z etnicznego, geograficznego i historycznego punktu widzenia istniał od
niepamiętnych czasów Wielki Iran rozciągający się od południowej Rosji,
Ukrainy i dorzecza Dunaju, poprzez Kaukaz, Morze Kaspijskie, aż po
rozległe stepy Azji Środkowej i górzysty region północno-zachodnich
Indii. W tym dyskursie imperium Achemenidów (Persja w najwęższym
znaczeniu) jest, praktycznie rzecz biorąc, synonimem Wielkiego Iranu. W niniejszej książce będę używać zarówno nazwy Iran, jak i Persja, bez
preferencji dla którejkolwiek z nich.
* * *
Jeśli perskie imperium było tak znaczącym w świecie, określającym swoją
epokę tworem, to dlaczego starożytnym Persom nie przyznaje się należnego
im miejsca w historii? Tę osobliwość może po części wyjaśniać to, że aż
do początków XIX wieku nikt nie miał dostępu do żadnych autentycznych
źródeł pisanych z czasów Achemenidów. To Henry Rawlinson z Kompanii
Wschodnioindyjskiej wydedukował w 1832 roku, że język staroperskich
tekstów klinowych jest pismem fonetycznym, i odcyfrował je z powodzeniem. W 1837 roku sporządził kopię inskrypcji z Bisitun, długiego
tekstu zamówionego przez Dariusza Wielkiego, i wysłał przekład jej
pierwszych ustępów do Królewskiego Towarzystwa Azjatyckiego. Druga część
ukazała się dopiero w roku 1849, a zainteresowanie uczonych językiem
staroperskim było niewielkie. Odszyfrowanie staroperskiego stanowiło
klucz, który umożliwił złamanie kodów pisma elamickiego, babilońskiego,
a w końcu akadyjskiego (języka Asyryjczyków), i uwaga środowiska
naukowego wkrótce skupiła się na bogatej literackiej i epigraficznej
spuściźnie Mezopotamii, rozpaczliwie zaniedbując studia nad perszczyzną.
Asyriologia tymczasem rozwijała się prężnie.
W rezultacie perskie imperium przedostało się do świadomości
historycznej Zachodu jedynie za pośrednictwem dwóch różnych zewnętrznych
źródeł: Biblii hebrajskiej (Starego Testamentu) oraz dzieł klasycznych
greckich i rzymskich autorów. Ogólnie rzecz biorąc, teksty biblijne
sławiły Persów. To właśnie Wielki Król Persji uwolnił Żydów z wygnania
babilońskiego i pozwolił im wrócić do domów, by zbudowali nową (drugą)
świątynię w Jerozolimie na miejscu pierwotnego sanktuarium króla
Salomona. W Biblii Persowie są sługami bożymi, pomocnym i życzliwym
supermocarstwem popierającym prawo Żydów do ojczyzny. Autorzy klasyczni
jednak ukazują Persję niemal wyłącznie w ujemnym świetle. Wielcy
Królowie odmalowani są jako lubieżni, kapryśni, szaleni tyrani, a ich
państwo uważane jest za ciemięzcę wrogiego greckim ideałom wolności
(cokolwiek ona oznaczała). Grecy przedstawiają Persów jako tchórzliwych,
podstępnych, zniewieściałych, mściwych i pozbawionych honoru. Są oni
uosobieniem barbarzyństwa.
Persowie i ich rozległe imperium niezmiernie pociągali grecką
wyobraźnię. Grecy mieli obsesję na punkcie swoich potężnych sąsiadów ze
wschodu. Grecka sztuka obejmuje bogaty katalog wyobrażeń Persów
ukazywanych jako rozpieszczeni despoci i pokonani żołnierze, a grecka
literatura obfituje w detale dotyczące rozmaitych przejawów perskiej
egzotyki. Pojawiają się tam persko brzmiące (ale zmyślone) imiona,
wzmianki o daninach, prawach, prawdomówności, pijatykach i złocie. Grecy
wspominają o cytrusach, wielbłądach, koniach, pawiach, kogutach,
polowaniach na lwy, ogrodach i systemie dróg mierzonych w parasangach.
Mówią o olbrzymich bogactwach, dumie, wyniosłości i luksusowym stylu
życia, widocznym w kosztownych strojach i tkaninach, wymyślnych
potrawach i napojach, wytwornych naczyniach stołowych, wachlarzach i packach na muchy oraz meblach z kości słoniowej. Są tam królowe,
konkubiny, haremy i eunuchowie, wbijanie na pal, krzyżowanie i wiele
odrażających form długotrwałych tortur. Ta niekończąca się wyliczanka
"persjanizmów" niewiele mówiła o realiach życia Persów, pomagała jednak
ukształtować tożsamość Greków. Ateńskie społeczeństwo epoki klasycznej
kreowało się na dokładne przeciwieństwo perskiej cywilizacji. Ateńczycy,
jak się wydaje, najbardziej uświadamiali sobie swoją "ateńskość", kiedy
wyobrażali sobie, że patrzą na siebie oczami Persów. Herodot, na
przykład, w piątej księdze Dziejów opisał reakcję króla Dariusza na
spalenie Sardes, miasta należącego do Persów, podczas wznieconego z poduszczenia Aten powstania jońskiego. Nie poświęcając większej uwagi
samym Jonom, perski król, według Herodota, od początku skupił się na
Ateńczykach:
[Dariusz] zapytał, kto to są Ateńczycy. Dowiedziawszy się, miał
zażądać łuku; gdy go dostał, nałożył nań strzałę i wypuścił ją w górę ku
niebu, a ciskając ją w powietrze, zawołał: - Zeusie, użycz mi zemsty na
Ateńczykach! - Po tych słowach podobno zlecił jednemu ze służących, żeby
mu, ilekroć zasiądzie do stołu, trzykroć powtarzał: "Panie, pamiętaj o Ateńczykach!"1.
Jedynie Grek - do tego proateńsko nastawiony - mógł wymyślić taką scenę.
Mało prawdopodobne, by Dariusz aż tak przejmował się dalekimi
Ateńczykami; miał na głowie znacznie ważniejsze sprawy, takie jak Scytia
czy Indie. Ale historia ta jednoznacznie informuje nas o rozdętej dumie
i wygórowanym mniemaniu o sobie mieszkańców Aten. Wyobrażanie sobie
siebie jako spędzającej sen z powiek nemezis Wielkiego Króla dawało
Ateńczykom poczucie własnej wartości.
Herodot pociągnął tę myśl dalej. Według niego to właśnie pamięć o ateńskim wsparciu dla buntu Jonów była motywem perskich kampanii
przeciwko Grecji z lat 490 i 480 p.n.e. Zwłaszcza ta druga ekspedycja
jest godna uwagi, gdyż choć do tej pory Kserkses zdążył już objąć tron
po swym ojcu, Herodot w dalszym ciągu podkreślał, jak głęboko Ateny
wryły się w pamięć Dariusza. Owa późniejsza inwazja jest osią wielkiej
tragedii Ajschylosa z 472 roku p.n.e. Persowie, w której Kserkses
przedstawiony został jako straszliwy tyran usiłujący zdławić swobody,
jakimi cieszyły się Ateny i greckie miasta-państwa. Późniejsze pomyślne
odparcie przytłaczających sił achemenidzkich despotów stało się wyczynem
opiewanym w poezji, dramatach, sztuce oraz w nowych narracjach
historycznych, takich jak ta stworzona przez dziejopisa.
Po bliższym zbadaniu Herodotowy Kserkses okazuje się postacią
niezmiernie skomplikowaną. Brutalna furia przeplata się w nim z dziecinnymi dąsami i niespodziewanymi ckliwymi napadami płaczu. Jedną z najbardziej znaczących i zaskakujących scen w Dziejach, o emocjonalnej
głębi autentycznie wielkiego powieściopisarstwa, jest ta, w której
Kserkses, dokonując przeglądu armady okrętów, które zgromadził w celu
inwazji na Grecję, zalewa się nagle rzewnymi łzami. Jak wyjaśnia (wedle
słów Herodota), "zdjęło mnie uczucie litości, gdym rozważał, jak krótkie
jest całe życie ludzkie", i wydaje mu się to wszystko zbyt
bolesne2. U despoty, którego beztroska obojętność wobec
ludzkich spraw jest akcentowana w całych Dziejach, taka empatia wobec
nieuchronności śmierci jest niezwykłą inwencją psychologiczną ze strony
pisarza. Koszmar psychopatycznego przywódcy (dziś u szczytu, jutro na
dnie) stojącego na czele brutalnie scentralizowanego autorytarnego
państwa stał się obrazem, który wytrąca z równowagi liberalnych
demokratów, odkąd Herodot odmalował go po raz pierwszy. Ma on jednak
niewiele wspólnego z prawdziwym Kserksesem z "perskiej wersji".
Nie chcę przez to powiedzieć, że Herodotową wizję historii Persji należy
w całości przekreślić jako zbiór wyssanych z palca powiastek
moralizujących. Nie; historiograf urodził się jako poddany Persów - jego
ojczyste miasto, Halikarnas, należało do perskiego państwa - i musiał
mieć pewne pojęcie o funkcjonowaniu (części) imperium. Z pewnością
odnotowywał anegdoty, które krążyły wśród Persów za jego życia, i da się
wyłuskać z Dziejów autentyczny, treściwy i odkrywczy perski materiał.
Trzeba to jednak robić ostrożnie. Głównym zamiarem Herodota było
postawienie tego lustra przed Persami. Odbity w nim obraz ukazywał ich
jako odwrotność - całkowite przeciwieństwo - Greków. Persowie byli Obcym
par excellence.
Mniej więcej w tym samym czasie co Herodot tworzyli też inni greccy
autorzy. Niektórym z ich dzieł wartości przydał bardziej bezpośredni
kontakt z Persami. Ksenofont, na przykład, w 401 roku p.n.e.
przemaszerował z Grecji do Babilonu jako członek najemnej armii na
żołdzie księcia Cyrusa Młodszego. Jego dzieła, Anabaza i Wychowanie
Cyrusa, są cennym obrazem Persów widzianych okiem żołnierza, chociaż on
także grzeszył mało przychylnym podejściem do tematu. Więcej pożytku
jest z pism Ktezjasza z Knidos, greckiego lekarza, który za panowania
Artakserksesa II pełnił funkcję królewskiego medyka w sercu perskiego
dworu. Ktezjasz przez siedemnaście lat przebywał w najbliższym otoczeniu
rodziny królewskiej i nauczył się mówić po persku. Rozmawiał z achemenidzkimi arystokratami i zgromadził informacje z pierwszej ręki o dziejach ich rodów oraz tradycjach dynastycznych. Jego kolosalnych
rozmiarów bestseller, Persika ("Sprawy perskie"), z którego zachowały
się niestety tylko fragmenty, przedstawiał jedyną w swoim rodzaju
historię Persji widzianą od środka. Ktezjasz przekazywał anegdoty,
baśnie i legendy, które opowiadano, recytowano i odgrywano w rezydencjach perskich elit. Lekceważony niegdyś przez uczonych jako
bajarz powtarzający wyssane z palca powiastki, jest on dziś doceniany za
istotny wkład w nasze zrozumienie tego, jak Persowie traktowali
"historię".
Od około 550 roku p.n.e. do czasów Aleksandra Wielkiego (lata
trzydzieste IV wieku p.n.e.) każde kolejne pokolenie Greków miało własny
sposób potwierdzania, stosownie do potrzeb, helleńskiej tożsamości na
tle wciąż zmieniającego się, jednak stale obecnego perskiego zagrożenia.
Grecka obsesja na punkcie Persów skupiała się na podważaniu ich
wiarygodności jako supermocarstwa. Deprecjonowanie Persów - przez
szkalowanie lub ośmieszanie - miało na celu uśmierzenie bólu i lęku
wynikających z niebezpieczeństw i realiów bycia sąsiadem imperium,
którego ambicje terytorialne były jak najbardziej rzeczywiste i nic nie
wskazywało, że kiedykolwiek z nich zrezygnuje. Aby podnieść morale
Greków, na scenie, w rzeźbie oraz w innych dziedzinach sztuki tworzono
obrazy, które można by określić mianem katartycznych. Wyszydzały one,
oczerniały i mieszały z błotem Persów, potwierdzając zarazem grecką (a zwłaszcza ateńską) wyższość. Jednym z takich przedmiotów jest
czerwonofigurowy dzban na wino, datowany na połowę lat sześćdziesiątych
V wieku p.n.e., znany jako Waza eurymedońska. Przedstawia upokorzonego
perskiego żołnierza, który pochyla się w pasie, nadstawiając pośladki
wulgarnemu ateńskiemu wojakowi, ten zaś kroczy z wzwiedzionym członkiem
w dłoni, aby spenetrować odbyt Persa. Ta malarska scena gwałtu (gdyż z tym właśnie mamy tu do czynienia) została stworzona jako "edycja
pamiątkowa" w czasie, gdy Ateńczycy świętowali zwycięstwo nad perskimi
wojskami w bitwie nad rzeką Eurymedon w Azji Mniejszej w 467 roku p.n.e.
Używano jej podczas imprez z alkoholem, prawdopodobnie spotkań w żołnierskim gronie. Gdy dzban krążył z rąk do rąk wśród grupy hoplitów -
greckich szeregowców - wino płynęło i zaczynały się sypać sprośne
kawały. Wtedy też Pers z wazy był poniewierany przez jednego żołnierza
po drugim. Każdy kolejny biesiadnik, ujmując dzban, odgrywał dramat tej
sceny: "Teraz ja jestem Eurymedonem - chełpił się. - Patrzcie, jak dymam
tego Persa!". Obraz na wazie jest celną wizualizacją żołnierskiego
humoru, choć jest bardzo prawdopodobne, że scena ta odzwierciedlała
realne doświadczenia. Gwałcenie po bitwie pokonanych żołnierzy nigdy nie
było jedynie pijacką fantazją. Waza eurymedońska odzwierciedla ducha
czasu Aten z lat sześćdziesiątych V wieku p.n.e. Była dobrze wymierzonym
żartem na temat niedawnych nieoczekiwanych, ale pomyślnych wydarzeń
politycznych i militarnych, które demonstrowały naturalną wyższość
Greków nad barbarzyńskimi Persami.
Il. 1. Grecki hoplita szykuje się do zgwałcenia perskiego żołnierza. Waza eurymedońska, attycka czerwonofigurowa ojnochoe, dzban na wino przypisywany kręgowi Malarza Triptolemosa, ok. 460 r. p.n.e.
Dokąd prowadzi nas ten obraz upokorzonej, pokonanej, niewydolnej Persji?
Otóż prowadzi wprost do epoki europejskiego oświecenia, kiedy to
intelektualiści zaczęli snuć rozważania na temat powodów, dla których
Zachód zyskał dominującą pozycję w światowym porządku i odniósł taki
sukces w krzewieniu białej cywilizacji. Wysunęli radykalną teorię:
źródłem europejskiej wyższości nie jest chrześcijaństwo, jak sądzono
wcześniej przez całe średniowiecze i renesans, ale tradycja kulturowa,
która narodziła się w starożytnej Grecji. Grecy, jak twierdzili,
wymyślili wolność i racjonalizm. Rzym rozprzestrzenił następnie te cenne
dary na całą Europę w szeregu cywilizujących podbojów. Inne kultury na
obrzeżach Grecji i Rzymu były barbarzyńskie, najgorszymi zaś i najgroźniejszymi ze wszystkich barbarzyńców byli Persowie ze swoją żądzą
panowania nad światem. Kłóciła się ona z naturalnym porządkiem
supremacji białych. Koncepcji tej dał wyraz Charles Louis de Montesquieu
w Listach perskich z 1721 roku: "Zdaje się - pisał - że wolność
właściwa jest duchowi Europy, niewola zaś Azji"3. Szkocki historyk
John Gillies w roku 1787 rozwinął tę myśl, stwierdzając, że Persowie
"zniewolili Greków z Azji Mniejszej i po raz pierwszy zagrozili Europie
potwornościami azjatyckiego despotyzmu". Z biegiem czasu "brzemieniem
białego człowieka" (jak ujął to Rudyard Kipling) stało się szerzenie na
całym globie dobrodziejstw darzącej wolnością helleńskiej kultury w celu
udoskonalenia wszystkich ras i utrzymania barbarzyńców w ryzach.
We wrześniu 1889 roku George Nathaniel Curzon, młody brytyjski
parlamentarzysta o wielkiej przyszłości, rozpoczął trzymiesięczną podróż
po Persji (swoją jedyną wizytę w tym kraju). Gdy spacerował po
Persepolis, poruszyło go to, co tam zastał, i uznał te ruiny za "głęboką
lekcję wieków". "Lekcją" tą była oczywiście hybris - Persowie,
zapewniał, nie potrafili zrozumieć, że "brak im cech niezbędnych do
utrzymania imperium" oraz do sprawnego zarządzania nim. Długi zmierzch i upadek Persji były nieuniknione, orzekł, ale potrzeba było Greka formatu
Aleksandra, by doprowadzić jej przeznaczenie do końca. W imponującym
dwutomowym dziele Persia and the Persian Question (uważanym za
najdłuższe w dziejach podanie o pracę; pracą tą było upragnione
stanowisko wicekróla Indii) Curzon wyznał, że perski i indyjski opór
wobec zachodniej kolonizacji jest zaskakujący: "Normalny Azjata woli
raczej być źle rządzony przez Azjatów niż dobrze rządzony przez
Europejczyków", napisał z lekkim zdumieniem.
Curzon był klasycznym wytworem zdecydowanie brytyjskiej formy
filhellenizmu: angielskiego systemu elitarnych szkół publicznych. Te
czysto męskie instytucje, fabryki przywilejów, w których taśmowo
produkowano starszych sędziów, najwyższych urzędników państwowych oraz
dyplomatów Biura Spraw Zagranicznych, tradycyjnie umieszczały filologię
klasyczną w sercu programu nauczania. Język i literaturę starożytnej
Grecji uważano za kamienie węgielne edukacji, a greka służyła do
formowania kolejnych pokoleń administratorów brytyjskiego imperium.
Znamienne, że znajomość języka i dziejów Grecji powszechna była jedynie
wśród najbardziej uprzywilejowanych z (w większości męskich) elit
Wielkiej Brytanii. Winston Churchill powiedział, że pozwoliłby chłopcom
"uczyć się łaciny w ramach wyróżnienia, a greki dla
rozrywki"4. Jednak za tym słynnym bon motem kryło się jego
przywiązanie do używania klasycznego wykształcenia jako środka
dystansowania społecznego. Było to potężne narzędzie, które skutecznie
separowało od siebie klasy, a co za tym idzie, wspomagało budowę
imperium przez wtajemniczanie w jego misteria jedynie najwyższej warstwy
społeczeństwa. Filolog klasyczny H.D.F. Kitto, sam będący produktem
brytyjskiego systemu edukacji publicznej i autorem opublikowanego w 1951
roku (wciąż bestsellerowego) wprowadzenia do historii starożytnej
Grecji, prosił swych czytelników, by "zaakceptowali [...] jako rozsądne
stwierdzenie faktu", że Grecy "mieli całkowicie nową koncepcję sensu
ludzkiego życia i pierwsi pokazali, czemu służy ludzki umysł".
Owocem tej bogatej spuścizny zimperializowanego filhellenizmu jest wiele
szkodliwych założeń oraz krzywdzący wniosek - że klasyczna Grecja była
wyjątkowym momentem w dziejach świata i że Zachód odniósł bezdyskusyjną
korzyść z bycia spadkobiercą kultury greckiej. Spuścizna ta kształtowała
historie narodowe. W roku 1867 brytyjski filozof i ekonomista polityczny
John Stuart Mill stwierdził, że "nawet jako wydarzenie w dziejach
Wielkiej Brytanii" bitwa pod Maratonem, stoczona między Grekami i Persami w roku 490 p.n.e., "jest ważniejsza niż bitwa pod Hastings".
Oświadczył, że "prawdziwymi przodkami europejskich narodów nie są ci, z których krwi się one wywodzą, ale ci, od których zaczerpnęły najbogatszą
część swojego dziedzictwa". Ludzie Zachodu postrzegali się jako
bezpośrednich spadkobierców cudu cywilizacji greckiej. Logiczne było
więc dla nich twierdzenie, że zachodnia kultura również musi być
wyjątkowa. Przez dedukcję - kultury pozbawione dziedzictwa klasycznego
hellenizmu musiały być cywilizacjami ustępującymi jej pod względem
racjonalnego myślenia i ustroju, wspólnoty celów, inteligencji oraz
ambicji. Stara grecka wizja dekadenckiej i despotycznej Persji znalazła
nowe zastosowanie jako symbol niedostatków i ułomności wszystkich
nie-Europejczyków.
To przewrotne rozumienie hierarchii kompetencji kulturowej ma wciąż
zwolenników. Wybitny niemiecki znawca świata grecko-rzymskiego Hermann
Bengston oparł swoją karierę akademicką na propagowaniu tego
wyświechtanego mitu o zachodniej wyższości. Niedawno uznał za stosowne
napisać:
Konsekwencje greckiego triumfu nad Persami są niemal nieocenione.
Odpierając napaść Wschodu, Hellenowie wytyczyli kierunek politycznego i kulturalnego rozwoju Zachodu. Wraz z triumfalną walką Greków o wolność
Europa narodziła się zarówno jako pojęcie, jak i rzeczywistość. Wolność,
która pozwoliła kulturze greckiej wznieść się do klasycznych wzorców w sztuce, dramaturgii, filozofii i historiografii, Europa zawdzięcza tym,
którzy walczyli pod Salaminą i Platejami. Jeśli uważamy się dziś za
ludzi wolnomyślnych, to właśnie Grecy stworzyli ku temu warunki.
Możemy dodać do tego głos Andrew Baylissa, historyka z uniwersytetu w Birmingham, który w roku 2020, w rocznicę bitwy pod Termopilami,
stoczonej w 480 roku p.n.e. między perską armią Kserksesa a połączonymi
siłami greckich miast-państw, przekonywał:
Najważniejszą spuścizną Termopil był tak zwany Złoty Wiek [...]. Gdyby
Persom udało się unicestwić Ateny, zdławiliby raczkującą ateńską
demokrację i nie zachwycalibyśmy się dziś wspaniałością Partenonu na
ateńskim Akropolu ani nie moglibyśmy czytać wielkich dzieł literackich
autorów pokroju [...] Tukidydesa [...], Ajschylosa, Sofoklesa,
Eurypidesa, Arystofanesa [...] i Platona. Nic z tego nie byłoby możliwe
bez inspiracji, jakiej dostarczyli [król Sparty] Leonidas i jego
ludzie, stając w obronie wolności.
Takie opinie są błędne i nieuzasadnione. Persowie nigdy nie dążyli do
zniszczenia "demokracji" (cokolwiek to słowo oznacza w starożytnym
kontekście). W rzeczywistości wiele greckich miast-państw w Jonii nadal
praktykowało "demokrację" pod perskimi rządami - Persowie dostrzegali
przecież niechęć jońskich Greków do autokratycznych tyranów i ochoczo
zastępowali ich demokratycznymi rządami. Gdyby Achemenidzi włączyli do
swego imperium Greków z kontynentu, niewątpliwie tam również
tolerowaliby demokrację. Być może nawet sprzyjaliby jej. Perskie
zwycięstwo nad Spartą - najbardziej ciemiężycielskim, ograniczającym
swobody państwem niewolniczym antyku - byłoby zwycięstwem na rzecz
wolności. Położyłoby kres niemal terrorystycznej dominacji Sparty nad
resztą Grecji. Pogląd, jakoby Persowie hamowali i krępowali kulturalny
rozwój Europy, jest absurdem.
Od czasów wojen grecko-perskich Persowie byli obiektem
historiograficznej kampanii oszczerstw, która obsadzała ich w roli
tyrańskich ciemięzców wolnego świata. Intelektualne zaangażowanie
Zachodu w promocję własnej rzekomej wyjątkowości i wyższości ogromnie
szkodziło badaniom dziejów Persji. Pora sprostować zadawnione krzywdzące
przekłamania na temat Persów, dając posłuch autentycznemu starożytnemu
perskiemu głosowi.
* * *
Jak więc mamy uzyskać dostęp do "perskiej wersji", skoro wygląda na to,
że materiały źródłowe nie są pomocne? Persowie nigdy nie spisali
narracyjnej historii, tak jak zrobili to Grecy. Nie było perskiej wersji
Herodota, Tukidydesa ani Ksenofonta. Czy oznacza to, że Persowie nie
byli świadomi własnej przeszłości? Czy nie zastanawiali się nad swoim
miejscem w biegu dziejów? Brak narracji historycznej nie jest
równoznaczny z poglądem, że Persowie nie rozumieli ani nie
ustosunkowywali się do własnej historii. Znali ją, ale postanowili
uwieczniać w inny sposób. Perska przeszłość była przekazywana w pieśniach, poezji, baśniach i legendach. Była odgrywaną historią.
Godną uwagi cechą bogatej ustnej kultury całego starożytnego Bliskiego
Wschodu była wyraźna niechęć do dokładnych faktów i konkretnych dat.
Persowie, Babilończycy i Asyryjczycy pojmowali swoją przeszłość w kategoriach mitów, zwłaszcza podań o stworzeniu świata oraz wspaniałych
opowieści o bogach, bohaterach i królach. W centrum bliskowschodniej
koncepcji procesów dziejowych znajdowała się władza królewska jako
manifestacja boskiej woli, faktyczne zaś szczegóły wydarzeń
historycznych były mniej interesujące niż wzorzec, zgodnie z którym
wyjaśniano przeszłość w odniesieniu do wydarzeń mitycznych. "Historia"
była wynikiem działań bogów, którzy nadawali bieg wypadkom. Usilne
poszukiwanie przez starożytnych spójnego wzorca interpretacji dziejów
oznaczało, że świadomość tego, co się wydarzyło naprawdę w "historii",
uzyskiwano dopiero w świetle rezultatu zdarzeń. Spojrzenie z perspektywy
czasu było definiującym elementem bliskowschodniego rozumienia procesów
historycznych. W oczach Persów historia ich imperium została wprawiona w ruch przez bogów. Ich ekspansję terytorialną wieńczyły sukcesy, ponieważ
tak zadecydował Ahura Mazda. Czy w związku z tym mamy szansę znaleźć
rzetelny perski zapis ich przeszłości?
Tak. Perska wersja jest wszędzie. Choć materiały mogą nie występować w jednym ciągłym formacie narracyjnym, wewnętrzną historię Persji da się
poskładać z różnorodnych i rozproszonych źródeł. Długo trwało, nim
historycy starożytnego świata zdali sobie sprawę, że Persów można
zrozumieć na podstawie ich własnych źródeł. Teraz, gdy już to wiemy,
Persowie mogą zostać oswobodzeni z pęt klasycznej tradycji.
Historia Persji jest olbrzymią układanką, która wymaga cierpliwego
dopasowywania i trzeźwej współpracy. Niektórych elementów brakuje, a na
obrzeżach są luki, jednak ogólnie rzecz biorąc, obraz, jaki wyłania się
z autentycznych perskich świadectw, jest kształcący. Jest on też
niezmiernie ekscytującym polem badań, na którym napotkamy oszałamiającą
rozmaitość źródeł.
Zacznijmy od języka starożytnej Persji. Persowie doby Achemenidów mówili
wczesną formą współczesnego farsi (czyli nowoperskiego), nazywaną
językiem staroperskim. Zapisywano go pismem klinowym, starą, uświęconą
tradycją mezopotamską odmianą pisma. Jego znaki mogły być albo odciskane
na wilgotnych glinianych tabliczkach, albo ryte w twardych materiałach,
takich jak kamień, lapis-lazuli, alabaster, a nawet srebro i złoto. W tym języku układano publiczne, urzędowe oraz królewskie obwieszczenia i niemal wszystkie zachowane staroperskie teksty stanowią inskrypcje na
budowlach i innych królewskich monumentach. Często towarzyszą im
tłumaczenia tego samego tekstu na inny język - akadyjski, egipski albo
elamicki. Staroperskie inskrypcje zazwyczaj obfitują w powtórzenia,
wykładając królewską ideologię i propagując imperialną władzę. Jest
jeden wyjątek - tak zwana inskrypcja z Bisitun Dariusza I wyryta na
skalnej ścianie przy głównej drodze wiodącej z równiny Mezopotamii do
Ekbatany (dzisiejszego Hamadanu) w Medii. Zawiera ona - o czym w dalszej
części książki - bardziej narracyjną historię wstąpienia Dariusza na
tron. Powtarzalne inskrypcje wałkują deklaracje ideologiczne i są dla
nas ważnym źródłem wiedzy o tym, jak postrzegali siebie achemenidzcy
królowie. Staroperskie teksty sławią waleczność i bojowe walory
monarchów oraz umieszczają ich sukcesy w cieniu Ahury Mazdy, wielkiego
boga Achemenidów. Inne teksty klinowe, w języku elamickim i akadyjskim,
wzbogacają naszą znajomość perskiej historii i nawet Egipt w hieroglificznych i demotycznych tekstach dostarcza informacji o perskich
rządach. Inskrypcje zapisane po grecku, lidyjsku i frygijsku świadczą o geograficznym zasięgu imperium oraz różnorodności języków, jakimi
posługiwano się w jego granicach.
Najbardziej rozpowszechnionym ze wszystkich języków perskiego imperium
był jednak nie staroperski, lecz aramejski. Ten starożytny język semicki
był w powszechnym użyciu na całym Bliskim Wschodzie VIII wieku p.n.e. i został wykorzystany przez Asyryjczyków jako skuteczna metoda komunikacji
z innymi ludami. Persowie używali go jako języka dyplomacji i administracji, tak więc pełnił on tę samą rolę co łacina w średniowieczu, stając się lingua franca imperium perskiego. Wszyscy
wykształceni ludzie, dyplomaci i skrybowie, biegle znali aramejski, a o jego skuteczności jako narzędzia biurokratycznego świadczy fakt, że
funkcjonował on na Bliskim Wschodzie jeszcze w okresie hellenistycznym i później (to właśnie w tym języku Jezus z Nazaretu mówił w okupowanej
przez Rzymian Judei w I wieku p.n.e.). Aramejski był łatwy w czytaniu i pisaniu (zapisywano go płynną kursywą) i nadawał się do robienia
szybkich notatek tuszem na papirusie, drewnie, odłamkach ceramiki, kości
oraz innych łatwo przenośnych materiałach. Z tego powodu aramejskie
dokumenty z czasów Achemenidów są odkrywane w miejscach tak odległych,
jak południowy Egipt i wschodnia Baktria (dzisiejszy Tadżykistan i Uzbekistan). Był to naprawdę uniwersalny język.
Nasza znajomość zapisywanych pismem klinowym języków Bliskiego Wschodu
oznacza, że mamy dostęp do materiałów wyjątkowych dla Persji. Podczas
wykopalisk w Persepolis w latach trzydziestych XX wieku archeolodzy
wydobyli skarbnicę dokumentów, które sporządzano i gromadzono w tym
centrum achemenidzkiej biurokracji. Nazwane (od miejsc ich odkrycia)
Tablicami Skarbca Persepolis i Tabliczkami Fortyfikacji Persepolis, te
blisko trzydzieści tysięcy glinianych tabliczek datuje się na okres
509-458 p.n.e. Większość została zapisana elamickim pismem klinowym,
językiem perskiej kancelarii, i dotyczy transakcji handlowych (głównie
racji żywności), choć kilkaset jest zapisanych w aramejskim, frygijskim,
staroperskim, a nawet po grecku. Zarówno na elamickich, jak i aramejskich tabliczkach widnieją odciski pieczęci cylindrycznych (zwykle
jednej lub dwóch, ale czasami więcej), które zostały odbite w wilgotnej
glinie. Tabliczki i pieczęcie zapewniają niezwykły wgląd w życie i pracę
w Persepolis i jego najbliższej okolicy w V wieku p.n.e., prezentując
sylwetki ludzi mieszkających i pracujących w pałacu i jego otoczeniu
oraz zapis funkcjonowania systemu administracyjnego. Odnotowują one
wszelkiego rodzaju racje żywnościowe dla robotników (mężczyzn, kobiet i dzieci), kapłanów i władz religijnych (z których część przeznaczona była
na ofiary), dla perskiej arystokracji oraz rodziny królewskiej. Ten
zbiór tabliczek jest niewiarygodnie bogatą bazą danych na temat
skomplikowanej biurokracji państwa Achemenidów, rzucającą światło na
metody ściągania podatków, systemy magazynowania, użytkowanie gruntów,
diety, organizację osadnictwa oraz szlaki podróżne - szczegóły perskiego
życia kompletnie pomijane w źródłach greckich.
Archeologia jest ważną dziedziną współczesnych studiów nad starożytnym
Iranem. Prace terenowe prowadzone tam od lat trzydziestych ubiegłego
wieku dają cenny wgląd w materialną kulturę czasów Achemenidów,
koncentrując się głównie na wykopaliskach w Persepolis, Pasargadach,
Suzie i Ekbatanie - wielkich stolicach ich państwa. Badania
archeologiczne reszty ziem imperium były mniej systematyczne, choć dziś
więcej uwagi poświęca się warstwom archeologicznym okresu
achemenidzkiego w takich miejscach jak Sardes i Daskylion w Turcji oraz
na stanowiskach w Lewancie i Azji Środkowej. Niedawne wykopaliska w Gruzji ujawniają świadectwa bliskich kontaktów między centralną Persją a tym peryferyjnym rejonem imperium, w ostatnich latach zaś egiptolodzy z rosnącym entuzjazmem zwracają się ku śladom perskiej dynastii Egiptu,
odkrywając nieznane wcześniej stanowiska w delcie Nilu i w oazie Charga.
W miarę jak archeolodzy wykopują i analizują coraz to nowe świadectwa
złożoności życia w prowincjach imperium, nasz obraz perskiego państwa
nabiera głębi.
Badania nad sztuką okresu Achemenidów, wyodrębnione z archeologii,
potwierdzają, że była ona eklektyczną mieszanką stylów i motywów
zaczerpniętych z rozmaitych części imperium, zespolonych razem, co
dawało charakterystyczny harmonijny "perski" wygląd. Często łączono
motywy egipskie i asyryjskie (takie jak uskrzydlone dyski i skrzydlate
geniusze, wzory frontonów, a nawet sposoby przedstawiania postaci
ludzkiej), można więc rzec, że sztuka Achemenidów odzwierciedlała w materialnej formie zarówno różnorodność, jak i jedność imperium jako
całości. Sztuka achemenidzkiego imperium miała jedno główne zadanie:
sławić królewską ideologię jedności państwa i upowszechniać wizerunek
monarchy. Na swój sposób sztuka Achemenidów była sztuką królewską, gdyż
motywy służące gloryfikacji króla znajdowane są raz po raz na niemal
wszystkich perskich zabytkach materialnych, od kolosalnych, wykutych w skale rzeźb - takich jak te odkryte w Bisitun albo w grobowcach królów w Naghsz-e Rustam i Persepolis - po miniaturowe scenki wyryte na gemmach i pieczęciach.
* * *
Korzystanie z bogatego zasobu materiałów źródłowych, aby zrozumieć
perską wersję starożytnej przeszłości Iranu, jest rzeczą ze wszech miar
słuszną. Trzeba jednak zdać sobie sprawę, że także to podejście rodzi
pewne problemy i pułapki. Źródła tworzone w samym Iranie, przez i dla
Persów oraz podległych im ludów, nie są wolne od przesady, uprzedzeń i przekłamań. Za każdym rodzimym perskim źródłem - tekstem, obrazem czy
zabytkiem - stoi imperialny program. Perska wersja historii prezentuje
własną odmianę historycznego skrzywienia.
I tak, na pozór, królewskie inskrypcje Dariusza podkreślają, że w jego
imperium wszystko układa się dobrze:
Ja jestem Dariusz, Wielki Król, król królów, król krajów, król tej
ziemi, syn Hystaspesa, Achemenida. Mówi Dariusz król: kiedy Ahura Mazda
uczynił mnie królem tej ziemi, z łaski Ahury Mazdy uczyniłem wszystko
dobrym. (DSi)
Czy jednak wszędzie panował taki ład? Czy państwo Dariusza naprawdę było
mlekiem i miodem płynącą krainą harmonii? Jego ziemie tworzyły zwarty
obszar, owszem, i na pozór imperium odnosiło niewątpliwe korzyści z jednorodności perskiego systemu (drogi były znakomite, a bardzo
zaawansowana infrastruktura komunikacyjna dobrze służyła państwu). Było
ono jednak bezbronne na granicach, nader odległych od jego rdzennych
ziem w Iranie. Tereny przygraniczne i dalekie rubieże bywały miejscami
buntu przeciwko monarsze lub jego namiestnikom. Co więcej, populacja
imperium, choć ogromna, składała się głównie z chłopów, niepiśmiennych,
niewykształconych i ledwo wiążących koniec z końcem. Większość z nich
żyła w skrajnej nędzy, a ich mizerne poletka mało przyczyniały się do
zamożności państwa. Żadnej korzyści nie przynosiły mu też olbrzymie
połacie jałowych pustyń, słonych jezior, smaganej wiatrem tundry albo
skalistych górskich ścian. Niezamieszkane, stanowiące bariery dla
transportu i z pewnością niedochodowe tereny te były nieusuwalnym
ciężarem dla perskiego imperium jako całości.
Niezwykle istotna jest świadomość, iż Dariusz, jak wszyscy Wielcy
Królowie Persji, miał zwyczaj naginać fakty. Prowadził dobrze
zorganizowaną i skuteczną kampanię propagandową, zamawiał inskrypcje i obrazy nie po to, by informować, ale by przekonywać. Dariusz Wielki był
zręcznym propagandystą. Na ścianach swoich pałaców w Persepolis, Suzie i Babilonie kazał przedstawić świat, jaki nie istniał w rzeczywistości.
Perskie imperium zostało stworzone - jak wszystkie imperia - w drodze
zbrojnego podboju. Realia budowy i utrzymania imperium, nawet tak (z pozoru) tolerancyjnego jak perskie, oznaczały robienie rzeczy
przerażających. Rozlew krwi i przemoc są nieodłącznymi elementami każdej
siłowej aneksji, każdego imperialnego przedsięwzięcia, a Persowie nie
byli wyjątkiem, jeśli chodzi o dopuszczanie się przy tej okazji
potwornych czynów. Wyszkoleni do zabijania żołnierze bez oporów
popełniali największe okrucieństwa w imię perskiego imperializmu.
Persowie potrafili być bezlitośni, kiedy napotykali opór lub wyzwanie, a zbuntowanych poddanych i kraje czekała surowa kara. Całe populacje
wysiedlano z ojczystych ziem i deportowano w inne rejony państwa. Ich
miasta, wsie oraz święte przybytki palono i niszczono. Grabieże i bezsensowne wyrzynanie zwierząt gospodarskich były na porządku dziennym,
podobnie jak branie jeńców, dzieci i kobiet, często gwałconych i sprzedawanych w niewolę. Były tortury i okaleczenia: skalpowanie jeńców,
brody wyrywane ze skóry, wyłupywanie oczu, obcinanie nosów i uszu,
bicie, sodomia, niezliczone akty bezprawia. Wycinano w pień całe grupy
ludności.
Podczas gdy wieść o tej brutalnej perskiej ekspansji militarnej
wzbudzała trwogę w sercach mieszkańców Bliskiego Wschodu i basenu Morza
Śródziemnego, w Persepolis i innych królewskich rezydencjach artyści z całego imperium tworzyli dla Dariusza fantazje w wapieniu, złocie i marmurze. Kunsztownie rzeźbiona i malowana propaganda promowała jego
wizję imperialnej harmonii. Rozziewu między realiami budowy imperium a sztuką i retoryką pax Persica nie da się zignorować. Jednakże -
oddając Persom sprawiedliwość - samo wyobrażenie sobie państwa
wcielającego w życie ten harmonijny ideał było czymś wyjątkowym w starożytnym świecie. Asyryjczycy i Rzymianie nigdy nie osiągnęli tego
poziomu samoświadomości. Nie osiągnęli go też Brytyjczycy. Sen o perskim
pokoju jest swego rodzaju hołdem dla sposobu myślenia starożytnych
Persów.
Achemenidzi panowali niepodzielnie nad swoim imperium. Nikt ze
współczesnych nie mógł się z nimi równać, a ich ambicje terytorialne nie
napotykały żadnych rywali. Mimo wewnętrznych buntów, problemów
granicznych, walk o sukcesję, morderstw, a nawet królobójstw ich państwo
utrzymało swoje olbrzymie terytoria i różnorodne populacje poddanych
ponad dwa wieki. Perskie imperium nigdy nie doświadczyło powolnego
procesu schyłku i ostatecznego załamania ani nie zrealizowało
jakiegokolwiek znajomego scenariusza "wzlotu i upadku", jaki da się
prześledzić w wypadku innych imperiów. Kiedy przyszedł jego kres, wraz z podbojami Aleksandra Macedońskiego pod koniec lat trzydziestych IV wieku
p.n.e., był on szybki i zupełnie niespodziewany. Dariusz III, ostatni
Wielki Król z dynastii Achemenidów, rządził państwem, które było równie
sprawne, zamożne i bezpieczne jak sto pięćdziesiąt lat wcześniej.
Pytanie, jakie nieuchronnie nasuwa się w związku z tymi faktami, nie
brzmi zatem: dlaczego perskie imperium przestało istnieć, ale raczej:
jak udało mu się odnosić sukcesy tak długo. Podstawowa odpowiedź jest
jedna: ród Achemenidów nigdy nie wypuścił z rąk władzy królewskiej.
Perskie imperium nigdy nie musiało się zmagać z rywalizującymi
dynastami, którzy zagrażaliby jedności państwa. Achemenidzi zarządzali
swoim imperium niczym rodzinną firmą, która pod uważnym kierownictwem
dojrzewała, krzepła i z czasem przynosiła dywidendy. Każdy król
przekazywał swemu wybranemu męskiemu następcy umiejętności niezbędne do
dobrego rządzenia. Kobiety dynastii starannie strzegły czystości krwi i podtrzymywały skuteczność królewskiego programu reprodukcyjnego, rodząc
synów, którzy pełnili funkcje satrapów i oficerów armii, oraz córki,
które wydawano za członków elitarnych perskich rodów albo cudzoziemskich
książąt. Dlatego też żywotność założycielskiego okresu imperium za
Cyrusa Wielkiego i Kambyzesa II nigdy nie ustąpiła miejsca stagnacji
albo ostatecznemu upadkowi, ale zachowywała prężność dzięki regularnej
konsolidacji władzy. Zdarzały się co prawda bunty w domu królewskim, ale
koncentrowały się one tylko na tym, kto ma zasiąść na tronie jako głowa
rodzinnego "przedsiębiorstwa" Achemenidów, a nie na tworzeniu
separatystycznych państw.
Achemenidzi byli rodem królów. Król był wspanialszą wersją ojca rodziny.
Określali oni siebie samych słowem wiѲ-, które w staroperskim
oznaczało "dynastię", "dom" i "rodzinę". Jak wszystkie dynastie
królewskie, Achemenidzi często amplifikowali codzienne kłopoty życia
rodzinnego. Reprezentowali wszelkiego rodzaju ludzkie pragnienia,
ułomności i zalety, tyle że w przejaskrawionej formie. Wśród
dynastycznych krewnych rywalizacja była znacznie powszechniejsza niż
sympatia, a wrogość znacznie bardziej znajoma niż miłość. Takie
doświadczenia, jak wykażę w niniejszej książce, miały konsekwencje dla
całego perskiego imperium. W sercu naszego studium tkwi potężna,
monolityczna koncepcja "dynastii". Będziemy zgłębiać dzieje starożytnej
Persji przez pryzmat rodu Achemenidów, ponieważ to cechy charakteru
królów wraz z relacjami z rodziną - rodzicami, żonami i konkubinami,
dziećmi i rodzeństwem - oraz z szerszym kręgiem perskich elit
definiowały sposób funkcjonowania imperium. Drobne szczegóły rodzinnej
dynamiki miewały głęboki, niekiedy mroczny wpływ na trwałość i sukces
państwa jako całości. To, co działo się w łonie rodziny, i jak
przebiegały wypadki w prywatnych apartamentach pałaców królewskich,
emanowało ostatecznie na całe imperium.
Książka ta opowiada dzieje Persów od czasu ich przybycia na Wyżynę
Irańską, około 1000 roku p.n.e., do roku 330 p.n.e., kiedy ich potężne
państwo zostało zdobyte, opanowane i zduszone silną ręką Aleksandra
Macedońskiego. Będzie to opowieść o budowie imperium oraz imperialnych
ambicjach. Jest to zarazem opowieść o jednym z wielkich dysfunkcyjnych
rodów w dziejach. Achemenidzi spokojnie usuwają w cień rodzinne sagi
Yorków i Lancasterów z wyobraźni Szekspira, watykańskich Borgiów albo
rosyjskich Romanowów. Historia Achemenidów jest epicką operą mydlaną
nagich ambicji, zdrady, zemsty i morderstw - ich losy to w zasadzie Ja,
Klaudiusz Roberta Gravesa w bliskowschodnim sztafażu. Dziś badania nad
dynastią Achemenidów oraz ich państwem kwitną i nabierają rozmachu jak
nigdy wcześniej. Pojawiają się wciąż nowe analizy rodzimych perskich
źródeł, archeologia zaś przynosi nieoczekiwane znaleziska, które
nieustannie zmuszają środowisko naukowe do przemyślenia na nowo i przeformułowania naszych definicji imperium. Jest to dobry czas na
zgłębianie świata Persów.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki