ROZDZIAŁ II
Akademik
Lidka nie spała dobrze. Przyśniło jej się, że została zamknięta w małym pokoju bez okien i drzwi, nie miała czym oddychać. Otworzyła oczy, ale z ulgą stwierdziła, że pokój jest zalany promieniami słonecznymi, a na łóżku naprzeciwko siedzi uśmiechnięta blondynka.
- Cześć, jestem Ann, będziemy razem mieszkać - przyjaźnie powiedziała po angielsku współlokatorka.
- Miło mi, Lidka. Skąd jesteś?
- Z Anglii. A ty?
- Z Polski. Długo tu jesteś?
- Ponad rok.
- Rok? I jak tu wytrzymałaś? Jak wczoraj abla3 mi powiedziała o tych wszystkich ograniczeniach, to od razu chciałam wracać do domu.
- Wyluzuj się, nie jest tak źle, trzeba się tylko dobrze zorganizować.
- Zorganizować?! Jak mogę się zorganizować, kiedy prawie nie mogę stąd wychodzić? A ten nakaz powrotów o dziewiątej wieczorem i podpisywanie listy? Masakra!
- Nie panikuj, zawsze można powiedzieć, że wychodzisz po zakupy, bo coś jest ci niezbędne. Wieczory też można załatwić, wystarczy list z ambasady. Nie martw się i chodź na śniadanie.
Dziewczyny windą zjechały do stołówki. Weszły do dużej, wyłożonej białym marmurem sali. Ubrani w kucharskie kitle i wysokie czapki kucharze serwowali posiłek.
- Woooow! - wykrzyknęła z zachwytem Lidka. - W moim miasteczku sala weselna jest mniejsza i wygląda dużo gorzej.
Zadowolona Angielka poprowadziła ją do bufetu, gdzie wydawane były potrawy.
- Tyle jedzenia! - nie mogła się nadziwić Lidka. - Sałatki, sery, wędliny, dżem i marmolady, jajka w różnej postaci, bakłażany, zielone i czarne oliwki... A to? Co to jest? - zaciekawiona pytała Angielkę.
- Mutabbal4, hummus5, tabula6... - Ann z radością objaśniała wszystko nowej koleżance. Cieszyła się z jej przyjazdu, ponieważ zyskała towarzyszkę do wspólnych eskapad.
Z pełnymi talerzami usiadły przy stole. Do sali zaczęły schodzić się inne dziewczyny. Z zaciekawieniem przyglądały się nowo przybyłej współmieszkance. Niektóre od razu pytały: "skąd jesteś?", "jak ci na imię?", "ile masz lat?", "co będziesz studiować?", "masz męża?", "a te twoje blond włosy to naturalne?", "masz rodzeństwo?".
Rozbawiona Ann patrzyła na zdezorientowaną Lidkę.
- Musisz się do tego przyzwyczaić. Zawsze będą ci zadawały mnóstwo pytań, nawet najbardziej osobistych. Tu jest inne poczucie prywatności.
Dziewczyny zabrały się do jedzenia. Teraz Lidka chciała się czegoś dowiedzieć o współmieszkankach.
- Skąd one pochodzą?
- Różnie, z Arabii Saudyjskiej, Bahrajnu, są też Kuwejtki - odrzekła Ann.
- Kuwejtki? - zdziwiła się Lidka. - W tak bogatym kraju nie mają własnych domów?
- To są tak zwane bidun, czyli "bez obywatelstwa", nie mają takich przywilejów jak Kuwejtczycy, ale państwo pomaga im w nauce. A tam, zobacz, to też Angielka, przyjechała tu po rozwodzie, żeby zrobić coś nowego w swoim życiu.
- Ale ona ma chyba ponad czterdzieści lat! I może tu studiować?
- Jak widzisz.
- Przynajmniej nie ma takich ograniczeń jak my i może swobodnie wychodzić.
- Nie, obowiązują ją te same reguły co nas.
Lidka pomyślała, że jeszcze dużo musi dowiedzieć się o tym kraju, tymczasem z przyjemnością zabrała się do jedzenia. Dziewczyny zaczęły rozmawiać o swoich rodzinnych stronach i bliskich.
- Jak chcesz zadzwonić do mamy, to najtańsze połączenia są z poczty. Pożyczę ci na kartę. Oddasz, jak dostaniesz stypendium.
- Naprawdę?! Super! Na pewno wszyscy chcą wiedzieć, że doleciałam.
Po śniadaniu studentki podeszły do blatu recepcyjnego.
- Ona dopiero co przyleciała i musi zadzwonić do domu - tłumaczyła za Lidkę Angielka. - Pójdziemy na pocztę naprzeciwko i zaraz wrócimy.
- Dobrze, dajcie swoje bitaki7. - Abla otworzyła księgę rejestracyjną, gdzie wpisywane były wszystkie wyjścia i przyjścia.
- Przecież ona jest nowa, nie ma jeszcze bitaki.
- To paszport. - Abla musiała dopełnić wszystkich formalności.
Lidka przyniosła dokument i jej dane wraz z godziną wyjścia zostały dokładnie wpisane do oficjalnej księgi. Wyszły na zewnątrz. Oślepiające słońce zmusiło ją do zmrużenia oczu.
- Rany, jak gorąco! Aż dziwne, że nie czuć tego w środku.
- No coś ty, przecież tu wszędzie jest klimatyzacja. We wszystkich domach, samochodach, biurach, centrach handlowych... Dosłownie wszędzie. W ogóle nie czujesz tego upału, chociaż latem może tu być nawet ponad pięćdziesiąt stopni.
- Pięćdziesiąt stopni! - z niedowierzaniem powtórzyła Lidka, wchodząc na pocztę.
W środku tłum ludzi, głównie mężczyzn, przekrzykując się nawzajem, próbował prowadzić rozmowy z licznych aparatów telefonicznych. Ann kupiła kartę.
- Znasz kierunkowe?
- Tak, tak. - Lidka nie mogła się doczekać, kiedy połączy się z domem.
Zadzwoniła, odebrała mama.
- Lidusia! Jak doleciałaś? Jak tam jest? Jesteś bezpieczna? Nie jesteś głodna? O Boże, córuniu, to tak daleko, bardzo się martwię!
Dziewczynę ogarnęło wzruszenie, niemal poczuła zapach i ciepło domu rodzinnego, który dopiero co opuściła.
- Nie martw się, mamuś, wszystko w porządku, pokój naprawdę ładny, jedzenie super, mam też już fajną koleżankę. A ty jak się czujesz? Jak siostra i brat?
- Tęsknimy, bardzo tęsknimy... - Głos mamy załamał się, jakby za chwilę miała się rozpłakać.
- Mamusiu, daj spokój, to tylko parę miesięcy do wakacji i wrócę. Ucałuj wszystkich, muszę kończyć. - Liczba impulsów szybko się zmniejszała.
Odłożyła słuchawkę i wybrała następny numer.
- Jarek! Jarek, kochanie, jesteś tam? To ja, Lidka! Słyszysz mnie? Jarek! Myślisz o mnie? Halo!!!
- Lidka, Lidka, nie ma Lidki... - usłyszała bełkotanie. - Wyjechała do Arabów, petrodolarów jej się, kurwa, zachciało... A mnie jak dupka jakiegoś zostawiła... Ale co ona sobie myśli? Jarecki to jest gość!!! Ja jej pokażę... Mało to lasek w okolicy? Każda na mnie leci...
Lidka zrozumiała, że się z nim nie dogada. Na pewno jak zwykle upił się do nieprzytomności, dla niego każda okazja była dobra. Odłożyła szybko słuchawkę.
- Coś przerwało, później zadzwonię - wyjaśniła Angielce.
Wróciły do akademika i podpisały się w księdze rejestracyjnej.
- Chodź, tu jest ogród, możemy pospacerować - zaproponowała Ann.
Na tyłach budynku biegły alejki, gdzie wśród palm i kwiatów studentki mogły odpoczywać. Lidka podchodziła do rozłożystych krzewów obsypanych ciemnoróżowymi kwiatami i zachwycała się intensywnością ich koloru i zapachu. Patrzyła na bezchmurne niebo, zieleń egzotycznych drzew, krople wody wypuszczane z ukrytego systemu nawadniającego. Czuła kojące promienie słoneczne delikatnie rozgrzewające skórę. Jednak już po niespełna godzinie zrobiło się jej za gorąco.
- Chodź, wracamy - powiedziała do koleżanki. - Jakaś senna jestem.
Reszta dnia upłynęła w leniwej atmosferze. Lidka rozpakowała się, trochę spała, przejrzała książki Ann do nauki arabskiego, ale dziwne znaki bardziej kojarzyły jej się z rysunkami niż literami.
- Tu mają bardzo dobry kurs, zobaczysz, szybko wszystko załapiesz - przekonywała Angielka.
Zeszły na obiad. Lidkę znowu zdumiała liczba potraw, przeważał ryż przyrządzony na rozmaite sposoby, a obok niego kusiły kurczaki, ryby, sałatki, owoce, soki, desery. Przyzwyczajona do liczenia się z każdym groszem dziewczyna zapytała:
- Codziennie dają tyle jedzenia? I jeszcze jest kolacja?
- Tak, ale szybko ci się to znudzi, bo prawie zawsze jest to samo.
Następnego dnia mały autobus zabrał je na uniwersytet. Dziewczyny rozdzieliły się, bo były w innych grupach.
- As-salamu alajkum8 - przywitał wszystkich lektor. - Arabski to piękny język, na początku wszystko wyda się wam trudne: pisanie od prawej do lewej, inny zapis liter na początku, w środku i na końcu wyrazu, ale ja jestem tu od tego, żeby wam to wytłumaczyć.
Uśmiechający się Egipcjanin, który prowadził zajęcia, wydał się Lidce niezwykle sympatyczny.
- Każdy z was musi teraz sobie wybrać jakieś arabskie imię, którego będzie używał na lekcjach. Tak będzie łatwiej rozmawiać i pisać teksty.
Polka próbowała przypomnieć sobie imiona dziewczyn, które przedstawiały się jej w akademiku. Wszystkie były nowe i jakoś dziwnie brzmiały, żadnego nie pamiętała. Nagle przypomniała sobie jedno z nich.
- Laila. Mogę nazywać się Laila.
- Piękne imię - pochwalił nauczyciel. - A wiecie, że każde arabskie imię ma jakieś znaczenie? Laila to pierwotnie "noc", ale teraz oznacza też "czarnowłosą piękność".
Popatrzył na blond włosy dziewczyny i studenci roześmiali się życzliwie.
Potem słuchacze dostali podręczniki i próbowali niezdarnie pisać pierwsze znaki. Dzień minął szybko. Kiedy Lidka wyszła z uniwersytetu, Ann już na nią czekała.
- I jak tam lekcje? Nie przestraszyłaś się?
- Nie, było świetnie. - Wzrok Lidki padł na rozległy parking przy budynku. - Tyle samochodów! I jakie marki!
- No cóż, to Kuwejt - skwitowała koleżanka.
Dominowały lexusy, porsche, bmw, chevrolety, czasem zdarzył się jakiś jaguar albo hummer. Szczególnie ten ostatni był niezwykle modny wśród studentów - masywny, o charakterystycznej sylwetce przypominającej pojazd opancerzony, a w dodatku z wykończeniem na specjalne życzenie. Czasami z otwartych okien płynęły dźwięki światowych lub arabskich przebojów, aby przykuć uwagę powracających z zajęć studentek. Szły ubrane w długie czarne abaje, spowite zapachem ekskluzywnych perfum, w jednej ręce trzymały telefony komórkowe, a w drugiej skrypty do nauki. Przechadzały się wolno, od czasu do czasu zerkając w stronę chłopców, wyjmowały kluczyki do swoich samochodów i z gracją wsiadały. Niektóre z nich miały zakryte twarze, a na dłoniach rękawiczki. Umalowane henną rzęsy intrygowały i tajemniczo kusiły.
- Pewnie patrzysz na tak ubrane dziewczyny i się dziwisz - powiedziała Ann. - Ale wyobraź sobie, że jeden tutejszy kolega powiedział mi kiedyś, że im bardziej kobieta jest zakryta, tym bardziej intryguje i jest seksowniejsza.
Studentki wyglądały na niezmiernie zadowolone. Na niektóre czekali hinduscy lub filipińscy kierowcy. Przyjechał autobus uniwersytecki i koleżanki wróciły do akademika. Po wejściu do pokoju Lidka krzyknęła:
- Ojejku! Ktoś tu był! I ruszał moje ubrania!
- Nie panikuj. To tylko maid9.
- Kto?! - nie rozumiała dziewczyna.
- Maid to znaczy służąca. Codziennie tu przychodzi i sprząta nasze pokoje.
Dopiero teraz Lidka zauważyła, że pokój był odkurzony, łóżko pościelone, a z łazienki wydobywał się świeży zapach. Pomyślała, że jak na studentkę będzie miała świetne warunki życia.
Następne dni upływały szybko. Zajęcia na uczelni oraz załatwianie formalności związanych z wyrobieniem wizy studenckiej i tutejszego dokumentu tożsamości, czyli bitaki, zabierały cały czas. Potrzebne były badania, prześwietlenia oraz testy na gruźlicę i AIDS. Pobierano nawet odciski palców. We wszystkich instytucjach ściśnięci w tłoku Azjaci pokornie oczekiwali na swoją kolej. Ciągnęli tu do pracy z Indii, Sri Lanki, Filipin, czasem płacąc fortuny pośrednikom za samo umożliwienie przyjazdu. Wszędzie panowała segregacja i pracownicy zajmowali się osobno kobietami, a osobno mężczyznami. Dziewczyna z Europy zawsze obsługiwana była szybko i sprawnie.
- To jest dziwny kraj, w którym ludzi przyjezdnych jest więcej niż rdzennych Kuwejtczyków, stanowiących dużo mniej niż połowę ogółu mieszkańców - tłumaczyła Ann. - Zauważ, że kierowcy, sprzątający, robotnicy, sprzedawcy, kasjerzy nie pochodzą stąd.
Lidka zwróciła już uwagę na to, że jako biała kobieta wszędzie była traktowana w szczególny sposób. Kiedy wchodziła do jakiejkolwiek instytucji, tłum oczekujących rozstępował się przed nią, kobiety przepuszczały ją w kolejce, a urzędnicy traktowali z wyjątkową atencją. Dlatego już po niedługim czasie otrzymała upragnioną bitakę.
Pewnego dnia po zajęciach Ann z radością pomachała w jej stronę.
- Hej, poczekaj, pojedziemy razem. - Podbiegła zdyszana. - Najwyższa pora, kujonie, żeby się zabawić.
- Zabawić się, ale gdzie? - Lidka rzeczywiście cały swój czas poświęcała nauce języka, sprawiało jej to przyjemność, kiedy z robaczków nagle zaczęły wyłaniać się litery. - Gdzie tu można pójść? Przecież tu wszystko jest zabronione! Nie ma klubów, dyskotek, alkoholu, nawet tańczyć można wyłącznie na weselach!
- Wyluzuj, lalka! Ty nie masz pojęcia, jakie tu balangi odchodzą! - entuzjastycznie trajkotała Angielka. - Jesteśmy zaproszone na party na pustynię! Nawet nie wiesz, jak bardzo Arabowie są sexy... I te ich zmysłowe ruchy! A oczy! Patrzą namiętnie, przenikają cię do głębi...
- Uspokój się, Ann! Ale jak pójdziemy? Przecież najpóźniej o dziewiątej musimy się pojawić i podpisać listę w księdze w akademiku.
- Nie martw się, załatwię to jakoś z naszym konsulem. - Ann jak zwykle miała odpowiedź na wszystko.
Wieczorem Lidka nie mogła zasnąć. Myślała o zabawie, pustyni i ciemnowłosych mężczyznach, których rozpalony wzrok nieraz na sobie czuła. Kiedy wreszcie przyszedł sen, ukoił ją silnymi ramionami egzotycznego kochanka.
3 Abla (dialekt egipski) - nauczycielka. Tu: wychowawczyni dziewcząt w akademiku.
4 Mutabbal (arab.) - przystawka, pasta z bakłażana z sosem sezamowym (tahini).
5 Hummus (arab.) - przystawka, której głównymi składnikami są ugotowana i utarta ciecierzyca, zmiażdżony czosnek, pasta sezamowa, oliwa i sok z cytryny.
6 Tabula (arab.) - sałatka z dużej ilości posiekanej natki pietruszki, z dodatkiem kaszy kuskus, drobno pokrojonego pomidora, mięty, oliwy z oliwek i soku z cytryny.
7 Bitaka - kuwejcki dowód tożsamości.
8 As-salamu alajkum (arab.) - dzień dobry; jedno z powitań arabskich (dosł. pokój z tobą).
9 Maid (ang.) - służąca, pokojówka.