Perseidy - Ewa Przydryga
39.90 zł
31.12 zł
(23,94 zł najniższa cena z 30 dni)

Reflow text when sidebars are open.
Wąwóz Śnieżycowy JarNoc Perseidów, lipiec 1999
- Tak musi smakować śmierć - pomyślała Milena. Zacisnęła dłoń w pięść i potarła nią brzuch. Kiedy drewniana czara wsunęła się w jej ręce, przyłożyła jej krawędź do ust. Już po pierwszym łyku cierpki płyn zalepił cały przełyk. Tak samo jak wcześniej, otaczały ją twarze i oddechy pełne wyczekiwania. Tylko jedno się zmieniło. W jej dłoń wsunęła się ręka. Aksamitna skóra i znajomy dotyk, który był jak anomalia w miejscu, gdzie wszystko jakby prowadziło do jądra ciemności.
Tymczasem gorzki płyn dotarł do żołądka. Tam po raz pierwszy dziewczyna poczuła opór. Rozpalane w brzuchu palenisko wywołało tak silny ból, że nie zdołała powstrzymać napływającej fali mdłości. Wszystko, co miała w żołądku, kilkukrotnie uderzyło głośno w misę, nad którą się nachyliła. Im więcej razy to robiła, tym bardziej słabł jej zacisk na metalowym rancie. W końcu zacisk zupełnie puścił, a ona opadła na chłodną ziemię. Coś pod nią dudniło. Albo ta głośno przyzywająca ją do siebie ciemność, albo tylko jej własne serce.
Z tej perspektywy, gdy leżała z policzkiem przyciśniętym do ziemi, rzeczywistość postrzegała zupełnie inaczej. Nie było w niej niczego trwałego ani znajomego. We wnętrzu kalejdoskopu, w którym się znalazła, Milena była wielkości pyłku. Prawie jak nicość. W kolorowe figury - trójkąty, kwadraty, koła - wpisane było jej obracające się ciało.
Kolejny skurcz brzucha rozmył nawet to - kolory i szkiełka. Znów miała pod sobą ziemię. Potem wszystko działo się szybko. O znajdujący się tuż przed nią kamień zgrzytnęła krawędź metalowej misy. Coś musnęło jej włosy. A potem z nich się zsunęło. Do gorącej twarzy przykleiły się mokre kosmyki. Dźwięki zmieniły swoje natężenie i ton. Nie było pośród nich tamtych oddechów ani pulsu ziemi - tylko syczenie.
Wąż, który do niej podpełzał, miał połyskujące łuski. Wyglądały jak wabiące ją szmaragdowe szkiełka. Milena nie dała mu się omamić. Jednak każda z kilku rozpaczliwych prób, by podnieść się z ziemi i przed nim uciec, przynosiła odwrotny skutek. Jakaś siła zbyt mocno przyciskała ją do ziemi. Wpychała do środka. Dziewczyna usłyszała wtedy dwa głosy. Szybkie i ostre - jak strzała trafiająca do celu.
- Łap ją.
- Szybko! Mocniej!
Potem głosy dobiegały z innej strony.
- Kurwa! Za mocno jej to robisz!
- Przestań już!
Nareszcie mogła się poruszyć. Podparła się na łokciach o ziemię i uniosła głowę wyżej. Nowa perspektywa niczego nie zmieniła, świat nadal odbijał się w krzywym zwierciadle. Jedna ciemna plama, wkodowana w szarą zieleń, zlewała się z drugą. Jedyne, co Milena widziała wyraźnie, rosło i wciąż do niej pełzło.
Wąż.
Łuski na jego skórze przybrały postać metalowej chropowatości - takiej, jaka osłania zbroję. Szorstkiej i ostrej, gotowej ciąć skórę, byle tylko wślizgnąć się do środka. A właśnie tam gad wydawał się zmierzać. Do niej. Najpierw jego głowa pojawiła się między rozchylonymi udami dziewczyny. Potem w tym samym miejscu znalazły się tułów i ogon. Kiedy na nią natarł, w środku zapiekło ją jeszcze bardziej. Sięgnęła w stronę wymykającego się jej węża, ale nie zdążyła go wydobyć, nim zdołał się w nią wślizgnąć. Była teraz cięższa o jego masę, a zarazem pusta. Wypalona. Łzy, które spłynęły po policzkach, bolały ją tak samo jak ślad, który zostawił po sobie wąż. W końcu zniknął.
- Boże, przestań! - Rozpaczliwy głos zamienił się w krzyk.
Boże, przestań! - powtórzyło leśne echo, ale za każdym razem trochę ciszej.
Palec, który chwilę później pojawił się na ustach Mileny, zadrapał jej spierzchnięte wargi. W górę i w dół. Czyjaś ręka wplotła jej się we włosy.