Pełnia architektury - Walter Gropius

-
Proszę czekać

Roz­dział 7

Ar­chi­tekt w spo­łe­czeń­stwie prze­my­sło­wym

Ana­li­za sy­tu­acji. Mo­ja ana­li­za jest opar­ta na prze­ko­na­niu, że ar­chi­tek­tu­ra ja­ko dzie­dzi­na sztu­ki ma swój po­czą­tek na psy­cho­lo­gicz­nej płasz­czyź­nie ludz­kiej eg­zy­sten­cji, w ob­sza­rach nie­zwią­za­nych z wy­mo­ga­mi kon­struk­cyj­ny­mi czy eko­no­micz­ny­mi. Czer­pa­na z pięk­na sa­tys­fak­cja psy­che jest w kom­plet­nym, cy­wi­li­zo­wa­nym ży­ciu tak sa­mo waż­na, jak speł­nie­nie wy­ma­gań zwią­za­nych z kom­for­tem ma­te­rial­nym - a mo­że na­wet od nich waż­niej­sza. Blo­ka­dy emo­cjo­nal­ne, któ­re ha­mu­ją roz­wój bar­dziej or­ga­nicz­nie zrów­no­wa­żo­ne­go spo­so­bu ży­cia, mu­szą zo­stać zli­kwi­do­wa­ne na po­zio­mie psy­cho­lo­gicz­nym, po­dob­nie jak kwe­stie prak­tycz­ne roz­strzy­ga­ne są na po­zio­mie tech­nicz­nym.

Czy stwór­ca ró­ży lub tu­li­pa­na jest ar­ty­stą czy tech­ni­kiem? Jest tym i tym, po­nie­waż w na­tu­rze przy­dat­ność i pięk­no są ce­cha­mi im­ma­nent­ny­mi, praw­dzi­wie wza­jem­nie od sie­bie za­leż­ny­mi. Po­wsta­ją­ce w na­tu­rze for­my or­ga­nicz­ne są nie­zmien­nym wzor­cem dla każ­dej ludz­kiej twór­czo­ści, bez wzglę­du na to, czy wy­ni­ka ona z in­te­lek­tu­al­nych zma­gań na­ukow­ca czy z in­tu­icji ar­ty­sty.

W my­ślach na­dal wi­dzi­my sta­ro­świec­ki, po­wszech­ny nie­gdyś ob­raz jed­no­ści oto­cze­nia i du­cha. Wy­czu­wa­my też, że współ­cześnie do­szło do jej za­tra­ce­nia, że cho­ro­ba dzi­siej­sze­go cha­otycz­ne­go śro­do­wi­ska, je­go nie­rzad­ko god­na po­ża­ło­wa­nia brzy­do­ta i nie­upo­rząd­ko­wa­nie są kon­se­kwen­cją na­szej nie­umie­jęt­no­ści przed­ło­że­nia pod­sta­wo­wych ludz­kich po­trzeb po­nad ocze­ki­wa­nia prze­my­sło­we czy go­spo­dar­cze. Na­sza chci­wość, za­chły­snąw­szy się cu­dow­ny­mi moż­li­wo­ścia­mi ma­szyn, ewi­dent­nie za­kłó­ci­ła bio­lo­gicz­ny cykl ludz­kie­go ży­cia w gru­pie, któ­ry jest pod­sta­wą zdro­wej spo­łecz­no­ści. Na niż­szym po­zio­mie spo­łecz­nym czło­wiek zo­stał zde­gra­do­wa­ny do ro­li na­rzę­dzia prze­my­sło­we­go. Tu wła­śnie na­le­ży upa­try­wać praw­dzi­wej przy­czy­ny kon­flik­tu mię­dzy ka­pi­ta­łem a pra­cą, a tak­że po­wo­du po­gor­sze­nia sto­sun­ków spo­łecz­nych. Sto­imy obec­nie przed trud­nym za­da­niem przy­wró­ce­nia rów­no­wa­gi w ży­ciu spo­łecz­no­ści przy rów­no­cze­snym uczło­wie­cze­niu wpły­wu ma­szyn. Po­wo­li za­czy­na­my zda­wać so­bie spra­wę z te­go, że czyn­nik spo­łecz­ny zde­cy­do­wa­nie prze­wa­ża kwe­stie tech­nicz­ne, go­spo­dar­cze czy es­te­tycz­ne. Klu­czem do po­myśl­ne­go od­bu­do­wa­nia na­sze­go oto­cze­nia - naj­waż­niej­sze­go za­da­nia ar­chi­tek­ta - bę­dzie nasz upór w uzna­wa­niu czyn­ni­ka ludz­kie­go za do­mi­nu­ją­cy.

Jed­nak­że po­mi­mo wie­lu po­dej­mo­wa­nych wy­sił­ków naj­wy­raź­niej nie uda­ło się od­szu­kać du­cho­wej wię­zi, któ­ra zjed­no­czy­ła­by nas w trak­cie prób wy­pra­co­wa­nia wspól­ne­go kul­tu­ro­we­go mia­now­ni­ka sil­ne­go na ty­le, by zła­go­dzić na­sze lę­ki i zy­skać sta­tus po­wszech­ne­go stan­dar­du eks­pre­sji.

Obec­ni mię­dzy na­mi ar­ty­ści za­pew­ne z nie­cier­pli­wo­ścią wy­cze­ku­ją ta­kiej syn­te­zy, któ­ra po­zwo­li­ła­by na sca­le­nie te­go, co zo­sta­ło nie­for­tun­nie roz­łą­czo­ne.

Nie spo­sób za­prze­czyć, że sztu­ka i ar­chi­tek­tu­ra, utra­ciw­szy kon­takt ze spo­łecz­no­ścia­mi i jed­nost­ka­mi w trak­cie re­wo­lu­cji prze­my­sło­wej, sta­ły się ce­lem es­te­tycz­nym sa­me w so­bie. Ze­wnętrz­ne zdo­bie­nia bu­dyn­ków pro­jek­to­wa­no głów­nie z my­ślą o przy­ćmie­niu de­ko­ra­cji są­sied­nich obiek­tów, a nie po to, by opra­co­wać wzo­rzec zdat­ny do po­wie­la­nia w ra­mach or­ga­nicz­nie upo­rząd­ko­wa­ne­go oto­cze­nia. Na­cisk na stwo­rze­nie cze­goś in­ne­go, za­stę­pu­ją­cy po­szu­ki­wa­nia wspól­ne­go mia­now­ni­ka, cha­rak­te­ry­zo­wał po­przed­nie po­ko­le­nie ar­chi­tek­tów, któ­rzy od­czu­wa­li prze­ra­że­nie na myśl o an­ty­ludz­kim wpły­wie ma­szyn. No­wa fi­lo­zo­fia ar­chi­tek­tu­ry uzna­je prze­wa­gę wy­ma­gań jed­no­stek, a rów­no­cze­śnie ak­cep­tu­je ma­szy­nę ja­ko no­wo­czesne, zdol­ne im spro­stać na­czy­nie dla for­my.

Spo­glą­da­jąc w prze­szłość, od­kry­je­my coś bar­dzo cie­ka­we­go: oka­zu­je się bo­wiem, że moż­na na­tra­fić na ślad wspól­ne­go mia­now­ni­ka łą­czą­ce­go eks­pre­sję for­my z in­dy­wi­du­al­nym zróż­ni­co­wa­niem. Pra­gnie­nie po­wie­la­nia spraw­dzo­nej, stan­dar­do­wej for­my wy­glą­da więc na funk­cję spo­łe­czeń­stwa, cze­go do­wo­dy mo­że­my zna­leźć w okre­sach znacz­nie wy­prze­dza­ją­cych wpływ in­du­stria­li­za­cji. Pa­da­ją­ce tu od­nie­sie­nie do "stan­dar­do­wo­ści" nie wią­że się ze środ­ka­mi pro­duk­cji, czy­li z na­rzę­dzia­mi ma­nu­al­ny­mi czy ma­szy­na­mi. W przy­szło­ści na­sze do­my nie­ko­niecz­nie bę­dą ujed­no­li­ca­ne ze wzglę­du na stan­da­ry­za­cję czy pre­fa­bry­ka­cję; na­tu­ral­na w re­aliach wol­ne­go ryn­ku kon­ku­ren­cja upo­rząd­ku­je kwe­stie in­dy­wi­du­al­ne­go zróż­ni­co­wa­nia czę­ści skła­do­wych two­rzą­cych bu­dyn­ki, po­dob­nie jak dziś mo­że­my wy­bie­rać z bo­ga­tej ga­my róż­no­rod­nych ty­pów to­wa­rów pro­du­ko­wa­nych ma­szy­no­wo. Już na dłu­go przed na­dej­ściem ma­szy­ny czło­wiek nie miał opo­rów przed za­ak­cep­to­wa­niem po­wszech­nie po­wie­la­nych stan­dar­do­wych form. By­ły one wów­czas wy­pad­ko­wą środ­ków pro­duk­cji oraz sty­lu ży­cia i sta­no­wi­ły fu­zję naj­lep­szych roz­wią­zań da­ne­go pro­ble­mu za­pro­po­no­wa­nych przez wie­le róż­nych osób. Stan­dar­do­we for­my ar­chi­tek­to­nicz­ne z prze­szło­ści są wy­ra­zem uda­ne­go po­łą­cze­nia tech­ni­ki i wy­obraź­ni - czy ra­czej ich cał­ko­wi­te­go ze­spo­le­nia. I wła­śnie te­go du­cha - bo by­naj­mniej nie prze­sta­rza­łe for­my - po­win­ni­śmy pró­bo­wać wskrze­sić, dą­żąc do stwo­rze­nia wła­sne­go śro­do­wi­ska z wy­ko­rzy­sta­niem no­wych środ­ków pro­duk­cji - ma­szyn.

Stan­dar­dy ma­ją jed­nak to do sie­bie, że bez cią­głe­go nad­zo­ru i od­na­wia­nia ule­ga­ją za­sto­jo­wi. Wie­my już, że pró­by do­sto­so­wa­nia się do stan­dar­dów z prze­szło­ści są bez­ce­lo­we, że na­sza nie­daw­na ob­se­sja na punk­cie two­rze­nia no­wych bu­dyn­ków, któ­re za wszel­ką ce­nę mia­ły się zgrać z już ist­nie­ją­cy­mi, ob­na­ży­ła roz­pacz­li­wą sła­bość na­szych cza­sów, by­ła ro­dza­jem ci­che­go przy­zna­nia się do du­cho­we­go ban­kruc­twa po­zba­wio­ne­go od­po­wied­ni­ka w prze­szło­ści. Po oczysz­cza­ją­cej i wie­le wy­ja­śnia­ją­cej re­wo­lu­cji w na­szych sze­re­gach je­ste­śmy wresz­cie go­to­wi na pod­ję­cie no­we­go wy­sił­ku twór­cze­go. Przy­dat­ne za­tem mo­że się oka­zać zba­da­nie, w ja­kim stop­niu ra­my pra­cy pro­fe­sjo­na­li­stów od­po­wia­da­ją obec­nej epo­ce, któ­rą sta­ra­łem się po­krót­ce scha­rak­te­ry­zo­wać. Sprawdź­my, czy ko­lo­sal­ne zmia­ny w me­to­dach pro­duk­cji zo­sta­ły w od­po­wied­ni spo­sób uwzględ­nio­ne. Mu­si­my bo­wiem roz­pa­try­wać na­szą sy­tu­ację przez pry­zmat hi­sto­rii tech­no­lo­gii. Obec­ne cza­sy nie sprzy­ja­ją bło­gie­mu na­my­sło­wi i po­czu­ciu bez­pie­czeń­stwa, przez co tym bar­dziej wska­za­ne jest po­chy­le­nie się nad pod­sta­wo­wy­mi przy­świe­ca­ją­cy­mi nam za­sa­da­mi. Pew­ne fak­ty bu­dzą nie­po­kój i ja­ko ta­kie nie po­win­ny być dłu­żej igno­ro­wa­ne.

W świet­nych cza­sach prze­szło­ści ar­chi­tekt był "mi­strzem rze­mio­sła" lub "mi­strzem bu­dow­nic­twa", któ­ry od­gry­wał zna­czą­cą ro­lę w ów­cze­snym pro­ce­sie pro­duk­cyj­nym. Wraz z po­rzu­ce­niem rze­mio­sła na rzecz prze­my­słu je­go daw­na po­zy­cja za­rząd­cy ule­gła jed­nak wi­docz­ne­mu osła­bie­niu.

Dziś ar­chi­tekt nie jest "mi­strzem prze­my­słu bu­dow­la­ne­go". Choć zo­stał po­rzu­co­ny przez naj­lep­szych rze­mieśl­ni­ków (na rzecz prze­my­słu, pro­duk­cji na­rzę­dzi, eks­pe­ry­men­tów czy ba­dań), na­dal się­ga do me­tod sto­so­wa­nych daw­niej, zdra­dza­jąc za­wsty­dza­ją­cą nie­wie­dzę w te­ma­cie roz­le­głych kon­se­kwen­cji in­du­stria­li­za­cji. Po­waż­nym za­gro­że­niem jest dla nie­go kon­ku­ren­cja w po­sta­ci in­ży­nie­ra, na­ukow­ca i bu­dow­ni­cze­go, z któ­ry­mi nie po­ra­dzi so­bie bez przy­sto­so­wa­nia po­dej­ścia i ce­lów do no­wych re­aliów.