Pęknięta Solidarność. Inteligencja opozycyjna a robotnicy 1964-1981 - Michał Siermiński

Kup ebooka

20.00 zł
16.00 zł (14,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Prolog/

Wokół "egzogennych" fragmentów Co robić?

Pewna kwestia filozoficzno-historyczna, która pojawiła się w międzynarodowym ruchu robotniczym jeszcze w XIX w., do dziś wzbudza ogromne kontrowersje - tak między marksistami, jak i przedstawicielami innych nurtów radykalnej lewicy. Victoria E. Bonnell sformułowała ją następująco: jakie są źródła "rewolucyjnej świadomości" mas robotniczych? Innymi słowy: co sprawia, że robotnicy nie tylko widzą specyfikę i odrębność swych klasowych interesów oraz podejmują walkę w ich obronie, ale w pewnych sytuacjach historycznych, na ogół nazywanych sytuacjami rewolucyjnymi, działają na rzecz obalenia lub fundamentalnej przebudowy zastanego porządku społeczno-politycznego w imię pewnej wizji społeczeństwa alternatywnego?[1]

Można wskazać dwa biegunowo odmienne sposoby odpowiedzi na powyższe pytania. Teorie "egzogenne" kładą nacisk przede wszystkim na czynniki zewnętrzne wobec klasy robotniczej. Wszystkie warianty tych teorii łączy założenie, że robotnicy - samodzielnie, a zatem bez pomocy z zewnątrz, udzielonej na przykład przez radykalną inteligencję czy partię polityczną - nie są zdolni do rozwinięcia "świadomości rewolucyjnej". Teorie "endogenne" - przeciwnie - wyrastają z przekonania, że klasa robotnicza może osiągnąć tego rodzaju świadomość bez żadnego sprawstwa pochodzącego z zewnątrz, wyłącznie na skutek własnych doświadczeń, wynikłych z jej miejsca w systemie społecznym. Oczywiście refleksja nad źródłami "rewolucyjnej świadomości" mas może łączyć - i w przypadku wielu badaczy oraz badaczek faktycznie łączy - elementy teorii "egzo-" i "endogennych"[2].

Głośna książka Co robić? z 1902 r. stanowi modelowy przejaw nurtu "egzogennego"[3]. Włodzimierz Lenin przekonywał w niej, że ruch robotniczy, jeśli rozwija się żywiołowo, jest w stanie osiągnąć jedynie "świadomość trade-unionistyczną", pozwalającą na podjęcie walki wyłącznie o poprawę materialnych warunków życia samych robotników. Ci ostatni są zdolni do reagowania na wypadki samowoli i ucisku, gwałtu i nadużyć tylko wtedy, gdy sami stają się ofiarą przemocy. Są gotowi stanąć do walki jedynie wtedy, gdy ta rokuje "namacalne rezultaty" dla nich samych. Nie rozumieją, że bicie chłopów, łajdactwa cenzury, katowanie żołnierzy, gnębienie studentów czy prześladowanie najniewinniejszych poczynań kulturalnych to przejawy tej samej "ciemnej siły", która dławi proletariat. Nie mają "świadomości nieprzejednanego przeciwieństwa pomiędzy ich interesami a całym [...] ustrojem politycznym i społecznym"[4]. Wykroczenie poza wąskie ramy interesów ekonomicznych oraz podjęcie walki ściśle politycznej - a zatem walki o obalenie rosyjskiego samowładztwa, walki o cele ogólnodemokratyczne, o wolność i socjalizm - wymagało, zdaniem Lenina, "świadomości socjaldemokratycznej", która robotnikom może zostać przyniesiona "tylko z zewnątrz":

Historia wszystkich krajów świadczy, że wyłącznie o własnych siłach klasa robotnicza może wyrobić sobie tylko [...] przekonanie o konieczności zrzeszania się w związki, prowadzenia walki z przedsiębiorcami, domagania się od rządu, aby wydał takie czy inne niezbędne dla robotników ustawy itp. Nauka socjalizmu natomiast wyrosła z tych teorii filozoficznych, historycznych, ekonomicznych, które opracowali wykształceni przedstawiciele klas posiadających, inteligencja.

Pod względem swej sytuacji społecznej twórcy współczesnego socjalizmu naukowego, Marks i Engels, sami również należeli do inteligencji burżuazyjnej. Dokładnie tak samo i w Rosji teoretyczna nauka socjaldemokracji powstała zupełnie niezależnie od żywiołowego narastania ruchu robotniczego, powstała jako naturalny i nieunikniony rezultat rozwoju myśli wśród inteligencji rewolucyjno-socjalistycznej[5].

Na poparcie tezy, że ruch czysto robotniczy sam przez się nie może wypracować "świadomości socjalistycznej", Lenin cytował jeszcze Karla Kautskiego - teoretyka niemieckiej socjaldemokracji, który był wówczas, obok Karola Marksa i Fryderyka Engelsa, jego największym autorytetem[6]. Poniższe słowa - w Co robić? przedstawione jako "głęboko słuszne i ważkie" - Kautsky wypowiedział w związku z projektem nowego programu austriackiej partii socjaldemokratycznej:

Na podstawie nowego projektu można by sądzić, że [...] świadomość socjalistyczna [jest] [...] koniecznym [i] bezpośrednim wynikiem proletariackiej walki klasowej. Jest to jednak fałszywe. Socjalizm jako nauka ma wprawdzie swe źródła we współczesnych stosunkach ekonomicznych tak samo jak walka klasowa proletariatu, wynika tak samo jak ta ostatnia z walki przeciwko biedzie i nędzy mas, którą rodzi kapitalizm; ale socjalizm i walka klasowa powstają obok siebie, a nie jedno w ślad za drugim, i z różnych przesłanek. Współczesna świadomość socjalistyczna może powstać tylko na podstawie głębokiej wiedzy naukowej. [...] Nosicielem nauki nie jest jednak proletariat, lecz inteligencja burżuazyjna [...]: toteż również socjalizm współczesny powstał w głowach poszczególnych członków tej warstwy i dopiero przez nich został przekazany wyróżniającym się dojrzałością umysłową proletariuszom, którzy następnie wnoszą go do walki klasowej proletariatu tam, gdzie pozwalają na to warunki. Tak więc świadomość socjalistyczna jest czymś wniesionym z zewnątrz do walki klasowej proletariatu, a nie czymś powstałym z niej żywiołowo[7].

Kautsky konkludował: "[Z]adaniem socjaldemokracji jest wniesienie do proletariatu [...] świadomości jego położenia i świadomości jego zadania. Nie byłoby to potrzebne, gdyby świadomość ta wypływała sama przez się z walki klasowej"[8].

Lenin, pisząc Co robić?, zdawał sobie sprawę, że na przełomie XIX i XX wieku dokonało się znaczne ożywienie rosyjskiego proletariatu. Wielokrotnie krytykował ten odłam socjaldemokracji (tzw. ekonomistów), który - w jego ocenie - korzył się "przed żywiołowością ruchu robotniczego" oraz pomniejszał "rol[ę] "pierwiastka świadomego", rol[ę] socjaldemokracji", a tym samym, chcąc nie chcąc, wzmacniał wpływ "ideologii burżuazyjnej na robotników"[9]. Przekonywał: "zadanie nasze, zadanie socjaldemokracji, polega na walce z żywiołowością, polega na tym, aby ściągnąć ruch robotniczy z drogi [...] żywiołowego dążenia trade-unionizmu pod skrzydła burżuazji i przyciągnąć go pod skrzydła rewolucyjnej socjaldemokracji"[10]. W jednym z kolejnych fragmentów czytamy:

Na czym więc polega rola socjaldemokracji, jeśli nie na tym, żeby była "duchem", który nie tylko unosi się nad ruchem żywiołowym, ale i podnosi go do "swego programu"? Przecież nie na tym, żeby się miała wlec w ogonie ruchu: w najlepszym wypadku jest to bezużyteczne dla ruchu, w gorszym - ogromnie szkodliwe. [...] [Ż]ywiołowość mas wymaga od nas, socjaldemokratów, masy świadomości. Im większe jest żywiołowe ożywienie mas, im szerszy staje się ruch, tym nieporównanie szybciej wzrasta zapotrzebowanie na masę świadomości zarówno w teoretycznej i politycznej, jak i w organizacyjnej pracy socjaldemokracji. [...] [R]ewolucjoniści zaś [dotychczas] nie nadążali za tym ożywieniem ani ze swymi "teoriami", ani ze swą działalnością, i nie potrafili stworzyć [...] organizacji zdolnej kierować całym ruchem[11].

Zasadniczym celem Lenina było przełamanie tego zapóźnienia rosyjskiej socjaldemokracji. W Co robić? przedstawił on szczegółowy plan budowy ogólnorosyjskiej - ale niezbyt szerokiej, zdyscyplinowanej i ściśle konspiracyjnej - awangardowej organizacji "zawodowych rewolucjonistów" (partii), która byłaby zdolna uzyskać decydujący wpływ na ruch mas i zrealizować cele autentycznie socjaldemokratyczne[12]. Kluczem do sukcesu miało być zorganizowanie "wszechstronnej" i "wszechogarniającej" agitacji politycznej, która by zbliżała, a wręcz zlewała w jedną całość "żywiołowo burzącą siłę tłumu i świadomie burzącą siłę organizacji rewolucjonistów"[13].

Wbrew pozorom Leninowi nie chodziło o to, by raz na zawsze oddać polityczną czy ideologiczną inicjatywę działaczom rekrutującym się ze środowisk radykalnej socjalistycznej inteligencji. W Co robić? wyrażał nadzieję, że - dzięki właściwej organizacji ruchu socjaldemokratycznego - "budzące się żywiołowo masy będą wysuwały również ze swego środowiska coraz większą liczbę "rewolucjonistów z zawodu""[14]. Miała to być jednak dopiero melodia przyszłości - w 1902 r., gdy Lenin opracowywał swój słynny tekst, w komitetach partyjnych rosyjskiej socjaldemokracji właściwie nie było autentycznych robotników[15].

Lars T. Lih w głośnej książce Lenin Rediscovered. What Is to Be Done in Context poddał przekonującej krytyce liczne "podręcznikowe interpretacje" omawianej pracy. Na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat wielu badaczy starało się dostrzec w leninowskim Co robić? "dokument założycielski bolszewizmu", stanowiący najgłębsze ideologiczne źródło rewolucji październikowej, a następnie tego, co w Związku Radzieckim działo się pod rządami Józefa Stalina. Tymczasem tekst Lenina - a w każdym razie jego najważniejsze fragmenty poświęcone metodom działania i zasadom organizacji ruchu robotniczego - jest zrozumiały wyłącznie w ściśle określonym kontekście historycznym pierwszych lat XX w. Wkrótce po opublikowaniu nie budził już większych emocji wśród rosyjskich socjaldemokratów, a sam autor przestał się na niego powoływać[16]. W swojej interesującej książce Lih popełnia jednak poważny błąd. Analizując Co robić?, marginalizuje znaczenie cytowanych wyżej ustępów, świadczących o tym, że w 1902 r. przyszły przywódca bolszewików rzeczywiście nie wiązał żadnych nadziei z żywiołowym rozwojem ruchu robotniczego. Myli się, sprowadzając je do kilku polemicznych uwag, czy wręcz słów, pojawiających się jedynie w "dwóch skandalizujących passusach" - dołączonych do tekstu w sposób mylący - które należy "wziąć w nawias", a na pewno nie wyciągać z nich daleko idących wniosków na temat ówczesnych poglądów Lenina[17].

Znacznie bardziej trafne są te interpretacje Co robić?, które traktują wspomniane ustępy całkowicie serio - jako przejaw autentycznego kryzysu wiary ich autora w żywiołowe tendencje rozwojowe rosyjskiej klasy robotniczej. Jak wynika z filozoficznych analiz Anny Krylovej, jeszcze niedługo przed opublikowaniem swojej książki Lenin w ogóle nie brał pod uwagę tego, że między rozwojem świadomości robotników i "obiektywnymi" - wywiedzionymi z marksizmu - prawami rządzącymi procesem historycznym może istnieć zasadnicza sprzeczność. Racjonalna podmiotowość robotników miała być rezultatem ich pozycji klasowej i zdolności uczenia się z własnego doświadczenia. Stanowisko to było zresztą zgodne z ogólnym trendem ideowym panującym wówczas wśród młodej rosyjskiej inteligencji socjaldemokratycznej, która podążała "pozytywistycznymi" szlakami przetartymi przez Gieorgija Plechanowa jeszcze w latach 80. XIX w.[18]

Lenin porzucił takie rozumowanie w pierwszych latach XX w. - czego przejawem stały się wspomniane fragmenty Co robić?. W pracy tej - pisała Krylova - wielokrotnie pojawia się twierdzenie, że gdy tylko ruch robotniczy osiągnął "trade-unionistyczny" etap rozwoju, marksistowskie "prawa dziejowe przestały działać w odniesieniu do umysłów robotników", a tym samym "silnik historii ukazał swoją niedoskonałość". Leninowski projekt partii rewolucyjnej był odpowiedzią na ten problem: miała ona wnieść polityczną świadomość do walki klasy robotniczej i sprawić, by proces historyczny ponownie wrócił na tor przewidziany przez teorię socjalistyczną[19].

***

Od przeszło stu lat marksiści i historycy myśli marksistowskiej spierają się, czy cytowane wyżej "egzogenne" fragmenty Co robić? są zgodne z literą tekstów samych twórców "naukowego socjalizmu" - Karola Marksa i Fryderyka Engelsa. Ernest Mandel - dla przykładu - w swojej pracy poświęconej leninowskiej teorii organizacji partii wyraźnie skłaniał się ku odpowiedzi twierdzącej[20]. Z drugiej strony - jak zauważył Alan Shandro - właściwie od razu po opublikowaniu Co robić? liczni krytycy Lenina poczęli wskazywać na zasadniczą sprzeczność między teorią "wnoszenia świadomości do ruchu robotniczego z zewnątrz" a Marksowskim przeświadczeniem, że "wyzwolenie klasy robotniczej musi być dziełem samej klasy robotniczej"[21]. Dobrym przykładem jest tu John Molyneux - brytyjski trockista i teoretyk marksistowski. W wydanej w 1978 r. książce Marxism and the Party ostrzegał on:

Zasadniczy problem polega na tym, że jeśli formułę Lenina-Kautskiego - zgodnie z którą świadomość polityczna pochodzi od burżuazyjnej inteligencji, a jednocześnie walka polityczna musi dominować nad walką ekonomiczną - potraktuje się dosłownie, to bardzo niewiele pozostanie z fundamentalnego Marksowskiego dictum, iż "wyzwolenie klasy robotniczej musi być dziełem samej klasy robotniczej". Przeciwnie: klasie robotniczej przypadnie ściśle podporządkowana rola. To nie ona, lecz niezadowoleni intelektualiści byliby prawdziwie rewolucyjną klasą, co w domyśle potwierdzałoby typowo burżuazyjne wyobrażenie o ruchach radykalnych jako o ruchach tworzonych przez działające w złej wierze i należące do klasy średniej kierownictwo oraz o "niewinnych" i manipulowanych szeregowych członkach klasy robotniczej. Nie tylko nie przezwyciężałoby to nieodłącznego od społeczeństwa klasowego podziału na pracę umysłową i fizyczną, ale - co więcej - wprowadzałoby go do ruchu socjalistycznego i uświęcało w partii rewolucyjnej[22].

W podobną stronę poszła wspomniana już Bonnell. Widziała ona w dziele Marksa wzorcowy wręcz przykład teorii "endogennej" i sytuowała je na antypodach "egzogennych" koncepcji przedstawionych w Co robić?. Opierając się na wczesnych pismach niemieckiego filozofa, jak również pewnych fragmentach Kapitału - jego opus magnum - przekonująco dowodziła, że z Marksowskiej teorii wynikają dwa ważne dla omawianego problemu wnioski. Po pierwsze, wielkie przedsiębiorstwa, w których mamy do czynienia z zaawansowanym podziałem i wysoką koncentracją pracy, stanowią locus sprzyjający organizacji i politycznej radykalizacji robotników; po drugie - i to z naszego punktu widzenia ważniejsze - ci ostatni są zdolni do samodzielnego "wypracowania alternatywnej (rewolucyjnej) wizji społeczeństwa na podstawie swoich doświadczeń zdobytych w miejscu pracy" i w trakcie "walk klasowych i politycznych"[23].

Wątpliwe, czy w twórczości Marksa i Engelsa można doszukać się szczegółowego określenia roli radykalnej inteligencji czy też spójnej i całościowej teorii wyjaśniającej źródła socjalizmu rozumianego jako nauka. Wszystko wskazuje jednak na to, że intuicje autorów Manifestu komunistycznego rzeczywiście były bardzo dalekie od tego, co możemy znaleźć w przytaczanych fragmentach wypowiedzi Kautskiego i Lenina. W Nędzy filozofii Marks pisał:

Podobnie jak ekonomiści są naukowymi przedstawicielami klasy burżuazji, tak socjaliści i komuniści są teoretykami klasy proletariatu. Dopóki proletariat nie rozwinął się jeszcze na tyle, aby się ukonstytuować jako klasa, dopóki więc sama walka proletariatu z burżuazją nie posiada jeszcze charakteru politycznego, a siły wytwórcze w łonie samej burżuazji nie dość są jeszcze rozwinięte, by można było dostrzec warunki materialne nieodzowne do wyzwolenia proletariatu i stworzenia nowego społeczeństwa, dopóty teoretycy ci są tylko utopistami, którzy pragnąc zaradzić niedoli klas uciśnionych, wymyślają różne systematy [...]. Lecz w miarę jak historia idzie naprzód, a wraz z nią zarysowuje się wyraźniej walka proletariatu, nie muszą już oni szukać [...] nauki [socjalizmu] we własnych głowach; winni tylko zdać sobie sprawę z tego, co się dzieje przed ich oczami, i stać się tego narzędziem. Dopóki poszukują owej nauki i tylko tworzą systematy, dopóki są w zaraniu walki, dopóty widzą w nędzy jedynie nędzę, a nie dostrzegają jej strony rewolucyjnej, wywrotowej, która obali stare społeczeństwo. Od owego zaś momentu nauka - zrodzona przez ruch historyczny i łącząca się z nim z całą świadomością rzeczy - przestaje być doktrynerska, a staje się rewolucyjna[24].

***

Jednym z pierwszych krytyków "egzogennej" teorii Lenina był Aleksandr Martynow, znany teoretyk rosyjskiej socjaldemokracji, wielokrotnie zresztą wspominany w Co robić? i piętnowany tam jako "wzór błędów ekonomizmu", który "ciągnie [...] partię wstecz i leje wodę na młyn [...] liberalnego oportunizmu"[25]. W 1903 r., podczas wystąpienia na II Zjeździe Socjaldemokratycznej Partii Robotniczej Rosji, Martynow - powołując się na teoretyczne zasady marksizmu - przekonywał, że "rozwój społeczeństwa kapitalistycznego w sposób konieczny tworzy nie tylko materialne, ale również duchowe warunki dla realizacji socjalizmu, tzn. przyczynia się do rozwoju klasowej świadomości proletariatu, zintensyfikowania jego walki przeciwko całemu systemowi kapitalistycznemu". Tymczasem - zwracał uwagę - część rosyjskich socjaldemokratów uznaje, że robotnicy, pozostawieni samym sobie, są zdolni jedynie do najbardziej elementarnych wystąpień o charakterze "trade-unionistycznym". Zastanawiając się nad źródłem tej groźnej teoretycznej tendencji, Martynow wskazywał przede wszystkim na głośny "pamflet" Co robić?, opublikowany rok wcześniej[26]. Nie bez ironii mówił zebranym:

Jeśli to [co twierdzi Lenin] jest prawdą, jeśli proletariat żywiołowo skłania się ku ideologii burżuazyjnej, jeśli socjalizm wypracowuje się poza proletariatem, to szerzenie socjalizmu w środowisku robotniczym musi przybrać formę walki między ideologią [...] [socjaldemokracji] a żywiołowymi tendencjami proletariatu - i towarzysz Lenin wyciąga taki wniosek. [...] Towarzysz Lenin widzi antagonizm między ideologią proletariatu a misją proletariatu. Ja z kolei widzę antagonizm między leninowskimi tezami a tym, co przy wielu okazjach głosili Marks i Engels[27].

Martynow ostrzegał, że teoria wyłożona w Co robić?, nawet jeśli stanowi skuteczny oręż w walce z tendencją "ekonomistyczną", grozi pojawieniem się "głębokiego pęknięcia pomiędzy czołowymi elementami ruchu a masami robotniczymi, pomiędzy aktywnością ekskluzywnej partii i szeroką walką klasy robotniczej"[28].

W najciekawszym fragmencie swojego referatu Martynow przekonywał, że "historia wszystkich krajów" - dokładnie wbrew twierdzeniom Lenina - "świadczy, iż nowoczesny socjalizm powstał jako produkt ruchu proletariatu, jak również że "żywiołowy rozwój ruchu robotniczego zmierza [...] ku podporządkowaniu go" nie ideologii burżuazyjnej, ale nowoczesnemu naukowemu socjalizmowi"[29]. Na poparcie tych twierdzeń wytoczył obszerną, imponującą swoim rozmachem analizę historyczną, którą tutaj możemy przedstawić jedynie pokrótce. W pierwszej połowie XIX w., wyjaśniał, proletariat najbardziej rozwiniętych krajów Europy - Francji, Anglii czy Niemiec - zdołał wyodrębnić się z ogólnodemokratycznego ruchu przeciwko ancien régime'owi. Nabierając doświadczenia, oddzielił się najpierw od burżuazji, a potem również od drobnomieszczaństwa i stał się osobną, posiadającą własne interesy klasą społeczną - rewolucyjną siłą gotową podjąć walkę przeciwko całemu systemowi burżuazyjnemu. Wszystko to świadczy o autonomicznym rozwoju politycznej świadomości proletariatu w tych krajach. W tym samym czasie, począwszy od lat 30. XIX w. - pod presją klasowych walk proletariatu i przy wydatnym udziale jego najbardziej wyrobionych teoretycznie elementów - dawne ideologie burżuazyjnego ("drobnomieszczańskiego" czy "utopijnego") socjalizmu szybko zmieniały swoją treść. W ten właśnie sposób na ich gruncie wyrosła nowa idea "rewolucyjnego komunizmu proletariackiego"[30].

Martynow przekonywał, że do 1848 r., czyli do czasu ukazania się Manifestu komunistycznego, zasadnicze składniki "nowoczesnego ruchu socjalistycznego" - z jednej strony ekonomiczne, z drugiej zaś polityczne walki proletariatu pod jego własną flagą, a także "idea rewolucji społecznej" - były już gotowe. W tamtym okresie nie zostały jednak jeszcze zespolone czy też wzajemnie skoordynowane, a przez to "proletariat nie mógł się ostatecznie uwolnić od burżuazyjnych wpływów, nie mógł pewnym krokiem pomaszerować ku całkowitej emancypacji". Zwieńczenie gmachu socjalizmu wymagało połączenia tych elementów w jedną harmonijną całość i zapewniania całemu ruchowi "teoretycznej bazy". Ta ogromna praca została wykonana dopiero przez twórców "naukowego socjalizmu" - Marksa i Engelsa[31].

Zadanie to wymagało olbrzymiego przygotowania teoretycznego, które mogli mieć wyłącznie zawodowi intelektualiści, ludzie wywodzący się z klas posiadających - przyznawał Martynow. Zdecydowanie nie zgadzał się jednak na to, by teorię "naukowego socjalizmu" uznać po prostu za owoc myśli gabinetowej dwóch przedstawicieli burżuazyjnej inteligencji. Rewolucja, której Marks i Engels dokonali w dziedzinie nauki społecznej, była możliwa tylko dzięki temu, że proletariat - nie jakiś abstrakcyjny proletariat, ale konkretny rewolucyjny ruch robotniczy tamtych czasów - wyrwał ich z szeregów burżuazyjnych demokratów i nadał nowy kierunek ich myśli. W ten właśnie sposób porzucili punkt widzenia demokratycznego radykalizmu i - zarówno ideologicznie, jak i moralnie - stanęli po stronie klasy robotniczej:

W 1843 roku [Marks i Engels] wciąż byli jeszcze w dużym stopniu burżuazyjnymi radykałami, wyznawali idealistyczny światopogląd, a komunizm uważali za dogmatyczną abstrakcję. [...] Za wszelką cenę starali się znaleźć rewolucyjną siłę, która obaliłaby stary system polityczny Niemiec. Ale już w tamtym czasie jedyną rewolucyjną klasą był proletariat - i dokładnie ten fakt odkryli oni, gdy tylko przekroczyli granice swojego kraju. W naturalny sposób Marks w swoich rewolucyjnych poszukiwaniach wszedł w kontakt z ruchem francuskiego proletariatu, Engels zaś związał się z brytyjskim [...] czartyzmem. [...] W rezultacie tych kontaktów doszło do bardzo szybkich i głębokich zmian w ich światopoglądzie. Już w 1845 roku opublikowali oni Świętą rodzinę, pracę, w której po raz pierwszy wyłożyli podstawy materializmu ekonomicznego i w której proletariacki punkt widzenia jest już łatwy do zaobserwowania[32].

Historia, podsumowywał Martynow, daje nam prawo orzec, że "cały nowoczesny socjalizm jest wytworem klasy robotniczej", co nie znaczy oczywiście, że powstał całkowicie niezależnie od ruchu burżuazyjnych demokratów. Przy opracowywaniu nowoczesnego socjalizmu rozmaite części proletariatu, "różniące się poziomem swojej świadomości, dochodziły w praktyce, po omacku, do poszczególnych zadań i ich rozwiązań" - to je właśnie później "odkrywali, syntetyzowali i ugruntowywali teoretycznie" ideolodzy ruchu robotniczego. "Waga tych stwierdzeń - kończył Martynow - jest olbrzymia. Stoją one w sprzeczności z tezami przedstawionymi przez towarzysza Lenina w pamflecie Co robić?, ale wywodzą się z samych fundamentów marksizmu i zostały - w tej czy innej formie - uwzględnione we wszystkich socjaldemokratycznych programach"[33].

Reakcja Lenina na powyższe zarzuty nie była jednoznaczna. Podczas kolejnego posiedzenia zjazdu przyszły lider bolszewików wyraźnie starał się przekonać słuchaczy, że jego "broszura" nie jest teoretycznym wykładem na temat źródeł i rozwoju ideologii socjalistycznej, a jedynie "epizodem" w walce przeciwko "ekonomizmowi". Dodawał, że w toku obrad przedstawiono ją w "sposób zupełnie niezgodny z prawdą", a krytykowane fragmenty zostały "wyrwane z kontekstu". Następnie, konkludując swoje krótkie wystąpienie, tak komentował treść Co robić?:

Wiemy teraz wszyscy, że "ekonomiści" przegięli pałkę w jedną stronę. Aby wyprostować pałkę, należało ją przegiąć w drugą stronę - i ja to zrobiłem. Jestem przekonany, że rosyjska socjaldemokracja zawsze będzie energicznie prostować pałkę przeginaną przez wszelkiego rodzaju oportunizm i że pałka nasza będzie dlatego zawsze najprostsza i najbardziej przydatna do użytku[34].

Lenin nie wytłumaczył wówczas, co dokładnie miało oznaczać jego stwierdzenie o "przegięciu pałki". Robert Mayer skłania się ku interpretacji, że już w 1903 r. autor Co robić? po raz pierwszy przyznał, iż jego "pesymistyczny" pogląd na żywiołowość mas robotniczych był przesadzony[35].

Rewolucja rosyjska 1905 roku

W styczniu 1905 r. w Imperium Rosyjskim rozpoczęła się rewolucja. Jej spontaniczny wybuch był zaskoczeniem dla czołowych emigracyjnych inteligentów partii socjaldemokratycznej - od 1903 r. zajętych przede wszystkim ostrymi walkami frakcyjnymi między bolszewikami i mienszewikami.

Od początku rewolucji główną bronią rosyjskiej klasy robotniczej stały się strajki masowe. Był to fakt bez precedensu: po raz pierwszy w historii świata ruch robotniczy sięgnął po oręż walki strajkowej na tak ogromną skalę[36]. Szybko okazało się, że dynamika masowych akcji proletariackich - wbrew teoretycznym schematom z leninowskiego Co robić? - nie pozwala oddzielić w nich momentu ekonomicznego od politycznego[37].

Pod koniec XIX i na początku XX w. większość marksistów odnosiła się do idei spontanicznego strajku generalnego z dużą rezerwą czy wręcz niechęcią. Przed 1905 r. strajk powszechny budził zainteresowanie przede wszystkim teoretyków anarchizmu, którzy w pełnej mobilizacji mas widzieli narzędzie radykalnej przemiany społeczeństwa i moment dziejowej cezury. Róża Luksemburg jako jedna z pierwszych w całym obozie europejskiej socjaldemokracji zdała sobie sprawę z konieczności przełamania dawnych uprzedzeń. Po wybuchu rewolucji 1905 r., podjęła ogromny - jak się ostatecznie okazało, w dużym stopniu nieskuteczny - wysiłek, by skłonić orędowników ortodoksyjnego marksizmu do zmierzenia się z wymaganiami stawianymi przez rosyjską rzeczywistość[38]. W 1906 r. w słynnej pracy Strajk masowy, partia i związki zawodowe stwierdziła: "Rewolucja rosyjska [...] [p]o raz pierwszy w dziejach walki klasowej dała [...] wspaniały wzór realizacji idei strajku masowego [...] - nawet strajku powszechnego. W ten sposób otworzyła ona nową erę w rozwoju ruchu robotniczego"[39]. Dalszą część tekstu zwięźle podsumowuje Piotr Laskowski, pisząc, że Luksemburg wielokrotnie wzywała "do gruntownej rewizji marksistowskiego stanowiska wobec strajku masowego i uznania wartości spontanicznej akcji strajkowej, zawierzenia jej żywiołowej mocy"[40].

W tekstach Luksemburg podmiot rewolucji zostaje jednoznacznie określony: są nim masy. Rewolucyjne działania mas cechuje żywiołowość i nieprzewidywalność. Strajku masowego - pisała polska marksistka, opierając się na doświadczeniach rosyjskich z 1905 r. - "nie daje się "zrobić" na komendę":

[W] ruchu rewolucyjnym [...] strajk generalny wypływa nie z powziętego z góry planu socjaldemokracji, nie na skutek tego, że został postanowiony po długich dysputach jako "najlepszy" środek. W żadnym kraju nie mówiono i nie pisano o strajku powszechnym tak niewiele, jak w Rosji i w Królestwie Polskim. Strajk ten powstał tu tak, jak powstać on dziś musi wszędzie, we wszystkich prawdziwie rewolucyjnych ruchach: sam przez się, z ekonomicznego położenia klasy robotniczej[41].

Nie chodzi jednak wyłącznie o niemożliwość przewidzenia czy zaplanowania akcji masowych. Żywiołowy charakter tych akcji wyraża się także w ich specyficznej dynamice. Luksemburg pisała o "swoistych "pływach" nastrojów rewolucyjnych, o ich okresowych wzrostach i upadkach"[42]. Oto bardzo charakterystyczny fragment:

Strajk masowy, tak jak go nam ukazuje rewolucja rosyjska, jest zjawiskiem zmiennym, odzwierciedlającym wszystkie fazy walki politycznej i ekonomicznej, wszystkie stadia i momenty rewolucji. Możność zastosowania go, siła jego oddziaływania, momenty jego wybuchu wciąż się zmieniają. Otwiera on nagle nowe dalekie perspektywy rewolucji, wówczas gdy wydaje się, że znalazła się ona w ślepym zaułku, a zawodzi tam, gdzie - wydawałoby się - można liczyć nań z całą pewnością. To rozlewa się szeroką falą po całym kraju, to znów zamienia się w olbrzymią sieć wąskich strumieni; to wytryskuje z podglebia jako świeże źródło, to znów bez śladu wsiąka w ziemię. Strajki polityczne i ekonomiczne, masowe i częściowe, demonstracyjne i strajki ofensywne, strajki powszechne w poszczególnych gałęziach przemysłu i w poszczególnych miastach, spokojnie przebiegające walki ekonomiczne i bitwy uliczne oraz walki na barykadach - wszystko to miesza się ze sobą nawzajem, odbywa się równocześnie obok siebie, krzyżuje się ze sobą, przechodzi jedno w drugie; jest to wiecznie ruchome, zmienne morze zjawisk[43].

Nie ulega wątpliwości, że w tekstach tej autorki słowo "żywiołowość" - w odniesieniu do ruchu robotniczego - znaczy co innego niż w cytowanych wypowiedziach Lenina. Odsyła do twórczej mocy mas i bynajmniej nie ma negatywnego wydźwięku. Daniel Guérin w książce poświęconej Luksemburg pisał, że przenikliwa intuicja, z jaką ujmowała ona żywiołowy ruch mas, "sposób, w jaki porównywała go do zjawisk natury" - wszystko to stanowi "jedną z najbardziej oryginalnych cech jej niezwykłej osobowości"[44]. W kolejnym fragmencie Guérin cytował biografkę i przyjaciółkę Luksemburg, Henriette Roland-Holst. Jej zdaniem polska marksistka miała wręcz "mistyczną wiarę w masy rewolucyjne i ich możliwości"[45]. Powyższych słów - niezależnie od faktycznych intencji autorki - nie należy brać dosłownie[46]. Norman Geras przeciwstawiał się "szeroko rozpowszechnionej tendencji, by lokować źródła [szczególnego] podejścia Luksemburg wobec mas gdzieś poza racjonalnym dyskursem lub poniżej jego poziomu". Przekonująco dowodził, że było ono przede wszystkim rezultatem pogłębionej refleksji strategicznej[47].

W myśli Luksemburg twierdzenie, że masy działają w sposób żywiołowy, harmonijnie łączy się z przeświadczeniem o właściwej im "mądrości". Ta ostatnia cecha to w istocie rodzaj "instynktu" czy społecznej intuicji, dzięki której masy są zdolne uchwycić dziejowe konieczności i skutecznie działać nawet bez świadomości zaszczepianej im z zewnątrz[48]. Dla przykładu: W 1906 r., po pierwszych wyborach do rosyjskiej Dumy, będących skutkiem manifestu październikowego Mikołaja II, Luksemburg pisała, że proletariat rosyjski wiedziony jest "silnym instynktem rewolucyjnym i jasnym zrozumieniem sytuacji", co sprawia, iż "bojkotuje całą carsko-konstytucyjną farsę"[49]. O jego "mądrości" świadczy też "zdolność do gromadzenia i przyswajania doświadczeń, do uczenia i organizowania się, co w okresie rewolucji przebiega w sposób lawinowy"[50]. Proletariat, pisała Luksemburg, nie uzyskuje wysokiego stopnia politycznego wyszkolenia, świadomości klasowej czy organizacji dzięki partyjnym broszurom i ulotkom - "może to zdobyć tylko w żywej szkole politycznej, w szkole walki, w walce, w toku rozwijającej się rewolucji"[51]. Okres rewolucyjny, czytamy w innym fragmencie, "wyzwala [...] w masach wielką ideowość", sprawia, że "proletariusz zmienia się [...] w "rewolucyjnego romantyka""[52].

W dalszej części Luksemburg ponownie stwierdzała, że w warunkach rewolucji edukacja - czy lepiej: samoedukacja - robotników dokonuje się niezwykle szybko:

[W] proletariacie rosyjskim jest w najwyższym stopniu żywe poczucie klasowe, jego klasowy instynkt, tak że każdą lokalną sprawę jakiejś grupki robotników odczuwa on bezpośrednio jako sprawę ogólną, sprawę całej klasy, i błyskawicznie na nią jako całość reaguje. [...] [O]becnie - mimo że brzmi to paradoksalnie - instynkt klasowy młodego, niedoświadczonego, słabo uświadomionego i jeszcze słabiej zorganizowanego proletariatu rosyjskiego jest nieskończenie silniejszy niż instynkt klasowy zorganizowanych, doświadczonych i uświadomionych robotników Niemiec lub jakiegokolwiek innego kraju zachodnioeuropejskiego. Nie jest to bynajmniej jakaś szczególna cnota "młodego, nie zepsutego Wschodu" w porównaniu ze "zgniłym Zachodem", lecz po prostu rezultat bezpośredniej rewolucyjnej akcji masowej. [...] [J]eden rok rewolucji stanowił dla proletariatu rosyjskiego "szkołę", jakiej proletariatowi niemieckiemu nie mogły dać 30 lat walki parlamentarnej i związkowej[53].

Luksemburg, tak wyraźnie dowartościowując autonomiczne działanie i rozwój mas, nigdy nie przestała podkreślać wagi zadań stojących przed partią socjaldemokratyczną[54]. W okresie nierewolucyjnym socjaldemokracja powinna prowadzić działalność agitacyjną i edukacyjną[55]. W toku rewolucji jej zadaniem jest z kolei podejmowanie inicjatyw oraz dążenie do objęcia kierownictwa politycznego nad ruchem mas - ale "od wewnątrz", tzn. poprzez swoich członków działających w jego łonie, w sposób demokratyczny, a nie z pozycji wodzowskich. Podczas rewolucji, podkreślała Luksemburg, "inicjatywa i kierownictwo [socjaldemokracji] nie polegają [...] na komenderowaniu według własnego uznania, lecz na możliwie zręcznym przystosowaniu się do sytuacji i właściwym wyczuciu nastrojów mas". I dodawała: "rewolucją po belfersku kierować się nie da"[56]. Ewa Kochan pisała, że według polskiej marksistki partia ma działać przy "pełnym poczuciu więzi, jedności i [...] służebności" wobec ruchu mas. Bez wątpienia jej rolę można określić jako "skromną"[57].

W 1904 r., jeszcze przed wybuchem rewolucji, Luksemburg stanowczo wystąpiła przeciwko koncepcjom organizacji rosyjskiej socjaldemokracji, które Lenin rozwijał w kolejnych latach po publikacji Co robić?[58]. W jednym z artykułów twierdziła, że "ultracentralistyczny" charakter tych koncepcji nie odpowiada wymogom skutecznej walki partii socjaldemokratycznej. Partia ta - podkreślała - jest i powinna pozostać niczym innym jak "własnym ruchem klasy robotniczej"[59]. Dalej czytamy:

Budowa centralizacji w socjaldemokracji na [...] dwóch podstawach, przy których upiera się Lenin - na ślepym podporządkowaniu organizacji partyjnych i ich działalności, i to nawet w najdrobniejszych szczegółach, władzy centralnej, która jako jedyna myśli, tworzy i decyduje za wszystkich, oraz na ścisłym odgrodzeniu zorganizowanego trzonu partii od otaczającego go środowiska rewolucyjnego - wydaje nam się [...] mechanicznym przeniesieniem zasad organizacyjnych blankistowskiego ruchu kółek spiskowych do socjaldemokratycznego ruchu mas robotniczych[60].

W dalszej części swojej polemiki z Leninem Luksemburg przekonywała, że najważniejszy jest "czyn" proletariatu, a rola świadomej inicjatywy kierownictwa partyjnego jest "raczej nieznaczna":

Nie można w ogóle "wymyślać" taktyki bojowej socjaldemokracji; w jej podstawowych zarysach jest ona rezultatem szeregu wielkich aktów twórczych eksperymentującej, często żywiołowej walki klasowej. [...] Rola kierownictwa socjaldemokratycznego ma przy tym w znacznym stopniu konserwatywny charakter; jak wskazuje doświadczenie, kiedy tylko kierownictwo to opanuje nowy teren walki, rozpracowuje go do granic możliwości, lecz jednocześnie czyni zeń szybko twierdzę opierającą się kolejnym innowacjom na szerszą skalę[61].

W innym interesującym fragmencie cytowanego tekstu Luksemburg przestrzegała jeszcze, że w specyficznych warunkach rosyjskich leninowski "surowy centralizm, który wydaje [...] ruch proletariacki w ręce garstki wodzów-inteligentów", może sprzyjać temu, czego najbardziej obawiał się sam Lenin - rozwojowi tendencji oportunistycznych:

W istocie bowiem nic nie pozwala żądnej władzy inteligencji tak łatwo i tak skutecznie ujarzmić młodego jeszcze ruchu robotniczego jak zakucie go w pancerz centralizmu, degradującego walczący proletariat do roli posłusznego narzędzia w rękach "komitetu". I na odwrót, nic tak nie zabezpiecza ruchu robotniczego przed wszelkimi nadużyciami oportunistycznymi ze strony ambitnej inteligencji jak niezależna działalność rewolucyjna proletariatu, jak jego wzmożone poczucie odpowiedzialności politycznej[62].

Nawiasem mówiąc, spór wokół zasad organizacji partii, który rozgorzał w międzynarodowej socjaldemokracji w pierwszych latach XX w., od dziesięcioleci stanowi jeden z zasadniczych punktów odniesienia dla refleksji marksistowskiej. György Lukács był chyba najbardziej znanym dwudziestowiecznym filozofem, który wyraźnie opowiedział się po stronie Lenina. Węgierski myśliciel niesłychanie cenił Luksemburg i jej dzieło. W 1924 r. stwierdził jednak bez ogródek, że jej teoria, nadmiernie dowartościowująca spontaniczność mas kosztem "świadomościowych" zadań partii, była - w przeciwieństwie do koncepcji autora Co robić? - jednostronna i niedialektyczna[63]. Pół wieku później Louis Althusser, inna wielka postać filozofii marksistowskiej, stanął po przeciwnej stronie barykady. Cztery lata przed śmiercią uznał "prymat ruchu masowego nad organizacjami politycznymi" za fundamentalną dla marksistów tezę filozoficzną i absolutnie kluczowy postulat polityczny, tym samym przyznając "rację [...] Luksemburg, a nie Leninowi"[64].

***

Przebieg wydarzeń 1905 r. pokazał, że rosyjski proletariat jest zdolny do autonomicznego rozwoju i skutecznego działania politycznego bez świadomości ofiarowanej mu "z zewnątrz". Zdolność ta materializowała się w konkretnych praktykach, takich jak żywiołowe strajki masowe, ale także w różnych, powstających spontanicznie formach organizacyjnych ruchu robotniczego, służących jego klasowej walce - tak ekonomicznej, jak i politycznej. Luksemburg zwracała uwagę na to, że w toku rewolucji "we wszystkich najważniejszych ośrodkach przemysłowych powstaj[ą] jakby sam[e] z siebie instytucj[e] komitetów robotniczych", prowadzące rokowania i odgrywające decydującą rolę w konfliktach z przedsiębiorcami. Podkreślała także, że w całej Rosji dokonuje się spektakularny rozwój ruchu związkowego. Uciekając się do bujnych metafor, pisała: "z wiru i burzy, z ognia i żaru strajków masowych i walk ulicznych powstają, niczym Wenus z morskiej piany, nowe, młode, silne i pełne radości życia [...] związki zawodowe"[65]. Nic nie wskazuje jednak na to, by Luksemburg - jak mogłoby się zdawać, zdolna dostrzec i docenić wszelkie przejawy autonomii robotniczej - od razu w pełni zrozumiała znaczenie najważniejszego, najbardziej brzemiennego w skutki organizacyjnego osiągnięcia proletariatu, jakie przyniosła rewolucja. Mowa tu oczywiście o radach delegatów robotniczych, które od połowy maja 1905 r. spontanicznie wyłaniały się w różnych częściach Rosji[66].

Kilka dekad później Hannah Arendt stwierdziła, że tego typu rady pojawiały się podczas "każdej prawdziwej rewolucji w XIX i XX stuleciu". Za każdym razem, gdy do tego dochodziło, powstawały one "jako spontaniczne organa ludu, nie tylko poza wszystkimi partiami rewolucyjnymi, lecz zgoła nieoczekiwanie dla nich i dla ich przywódców". Zdecydowana większość polityków i teoretyków zupełnie lekceważyła te nowe zalążki autentycznie oddolnych i demokratycznych struktur władzy. Z reguły "[n]awet ci historycy, których sympatie stały wyraźnie po stronie rewolucji i którzy nie mogli w swych kronikach nie wspomnieć o wyłonieniu się rad ludowych, widzieli w nich jedynie tymczasowe organa rewolucyjnej walki o wyzwolenie". Zwykle nie dostrzegali tego, "w jak poważnej mierze system rad stawia ich wobec całkowicie nowej formy ustrojowej - wobec nowej, otwartej dla wolności przestrzeni publicznej, którą ustanowiono i zorganizowano podczas samej rewolucji"[67].

Historia walk robotniczych toczonych w Imperium Rosyjskim w 1905 r. nie przypadkiem była dla Arendt jednym z kluczowych punktów odniesienia. Najważniejsza spośród rad powstałych w toku ówczesnej rewolucji - petersburska Rada Delegatów Robotniczych - wyłoniła się z październikowego strajku powszechnego[68]. Szybko stała się potężną, demokratyczną instytucją reprezentującą interesy klasy robotniczej, a właściwie kierującą jej walką[69]. Swoją organizacją objęła co najmniej 200 tysięcy osób, głównie robotników fabrycznych, a jej bezpośrednie i pośrednie wpływy były jeszcze rozleglejsze[70]. Lew Trocki, ostatni przewodniczący rady, w 1906 r. pisał z uznaniem, że w ciągu zaledwie pięćdziesięciu dni swojego istnienia "zdążyła [ona] wywalczyć sobie bezsporne miejsce zarówno w historii proletariatu rosyjskiego, jak i w historii rewolucji rosyjskiej":

Rada organizowała masy, przewodziła strajkom i demonstracjom politycznym, zbroiła robotników... Jednak przed jej powstaniem, w okresie jej istnienia i po jej upadku to samo robiły inne organizacje rewolucyjne. Istota Rady polegała na tym, że była ona - lub dążyła do tego, by stać się - organem władzy. Jeśli z jednej strony proletariat, a z drugiej prasa reakcyjna nazywały Radę rządem robotniczym, to wynikało to z tego, że Rada rzeczywiście stanowiła zalążek rządu rewolucyjnego. Rada sprawowała władzę o tyle, o ile ta faktycznie znajdowała się już w jej rękach, a zarazem walczyła o władzę o tyle, o ile ta pozostawała jeszcze w rękach monarchii wojskowo-policyjnej. Do czasu powstania Rady spotykamy w sercu proletariatu przemysłowego organizacje rewolucyjne - w przytłaczającej większości socjaldemokratyczne. Lecz były to organizacje działające w łonie proletariatu; bezpośrednim celem ich walki było wpływanie na masy. Tymczasem Rada jest organizacją proletariatu; jej celem jest walka o władzę rewolucyjną[71].

Pół roku po tym, gdy ostatnie posiedzenie rady uniemożliwiły wojska rządowe, Trocki stwierdził, że jej idea na stałe "zapisała się w świadomości robotników jako niezbędna przesłanka rewolucyjnego wystąpienia mas". Przewidywał, że "najbliższy przypływ fali rewolucyjnej spowoduje wszędzie powstanie rad robotniczych"[72]. Były to słowa prorocze. Dwanaście lat później, niemal natychmiast po rewolucji lutowej 1917 r., w dawnym Petersburgu - w międzyczasie przemianowanym na Piotrogród - ponownie wyłoniła się potężna rada, która przez kolejne miesiące stanowiła, obok Rządu Tymczasowego, element rosyjskiego systemu dwuwładzy[73]. Rady delegatów robotniczych i żołnierskich oraz rady delegatów chłopskich powstawały też w innych częściach Rosji, tym razem na jeszcze większą skalę niż w 1905 r.

***

Przebieg rewolucji rosyjskiej - pierwszej wielkiej akcji historycznej, w którą Lenin był bezpośrednio uwikłany - wyraźnie zaciążył na jego rozwoju ideowym[74]. Wspomniana już Krylova słusznie pisała, że był on pod ogromnym wrażeniem "spektakularnych wyczynów" proletariatu, w którym ponownie dostrzegł jedyną naturalnie i "prawdziwie rewolucyjną klasę", spełniającą właśnie swoją "dziejową misję" - w sposób dokładnie odpowiadający Marksowskim "prawom historii"[75]. W listopadzie 1905 r. Lenin skorzystał z amnestii politycznej ogłoszonej w carskim manifeście i - po wielu latach emigracji - zjawił się w Petersburgu. Jego powrót do stolicy imperium przypadł na szczyt rewolucyjnego wzburzenia. Leopold Haimson, amerykański historyk, który przez przeszło pół wieku badał losy rosyjskich socjaldemokratów, dobrze zrozumiał wagę tej chwili. Twierdził, że Lenin był dosłownie "oszołomiony rewolucyjnym duchem", który przepełniał petersburskich robotników. Raporty, które na bieżąco otrzymywał, upewniały go, że ten sam "duch" wstąpił w proletariat pozostałych części olbrzymiego kraju. Najprawdopodobniej - pisał Haimson - najsilniejsze wrażenie wywierał na nim fakt, że rewolucyjny entuzjazm ogarnął robotników spontanicznie; nie był, a przynajmniej niewiele na to wskazywało, rezultatem działalności organizacji partyjnych[76].

Pozostawało tylko wyjaśnić, jak to wszystko było możliwe. Lenin wciąż nie miał wątpliwości, że - mimo wieloletnich wysiłków partii socjaldemokratycznej - olbrzymie masy rosyjskiego proletariatu są jeszcze dalekie od pełni "politycznej świadomości". Tymczasem to właśnie ona, zgodnie z teorią wyłożoną kilka lat wcześniej w Co robić?, miała być warunkiem sine qua non wykroczenia poza wąskie ramy "trade-unionizmu". Jak to się stało, że nagle - na początku 1905 r. - masy robotnicze spontanicznie podjęły się czynu rewolucyjnego, w międzyczasie tworząc nowe formy proletariackiej walki czy organizacji? Odpowiedzią na ten teoretyczny problem było pojęcie instynktu klasowego - wcześniej funkcjonujące w dyskursie rosyjskiej socjaldemokracji, choć daleko poza jego centrum. Począwszy od wybuchu rewolucji, pojęcie to zaczęło odgrywać bardzo ważną rolę w myśli przywódcy bolszewików i wielu osób z jego otoczenia politycznego. W przeciwieństwie do "świadomości", której rozwinięcie wymagało czasu, a przede wszystkim zewnętrznego sprawstwa, "instynkt" miał być prostym rezultatem klasowej pozycji robotników, pozwalającym im spełniać ich obiektywne zadania "tu i teraz" - niezależnie od aktualnego poziomu politycznego rozwoju[77].

Podczas czytania niektórych fragmentów tekstów Lenina z 1905 r. aż trudno uwierzyć, że ich autorem jest ten sam człowiek, który jeszcze trzy lata wcześniej - jako autor Co robić? - z takimi obawami odnosił się do żywiołowego rozwoju ruchu robotniczego. Już w styczniu - na samym początku rewolucji - Lenin pisał:

Rzuca się w oczy zdumiewająco szybkie przejście ruchu [robotniczego] z płaszczyzny czysto ekonomicznej na płaszczyznę polityczną, ogromna solidarność i energia dziesiątków i setek tysięcy proletariuszy - a wszystko to mimo braku (lub znikomości) świadomego oddziaływania socjaldemokratów. Prymitywizm socjalistycznych poglądów niektórych przywódców ruchu, żywotność naiwnej wiary w cara wśród pewnych elementów klasy robotniczej nie zmniejszają, lecz raczej potęgują znaczenie torującego sobie drogę rewolucyjnego instynktu proletariatu[78].

W lipcu, w ważnej pracy o taktyce socjaldemokracji, Lenin stwierdzał, że "klasa robotnicza instynktownie rwie się do otwartego wystąpienia rewolucyjnego". Wzywał socjaldemokratów, by wykorzystać "odświętną energię mas" i ich "rewolucyjny entuzjazm". Robotnicy - zapewniał - "nie oczekują ugody, nie proszą o jałmużnę, dążą [...] do nieubłaganego zdławienia sił reakcyjnych" - do spełnienia programu bolszewików, czyli "do rewolucyjno-demokratycznej dyktatury proletariatu i chłopstwa"[79]. Pewną odpowiedź na pytanie, jak to możliwe, znajdujemy w tekście napisanym kilka miesięcy później, tuż po powrocie Lenina do Petersburga: "Klasa robotnicza - stwierdził on wówczas bez ogródek - jest instynktownie, żywiołowo socjaldemokratyczna"[80].

W ostatnim miesiącu 1905 r. moskiewscy robotnicy spontanicznie rozpoczęli powstanie zbrojne (po kilku dniach krwawo stłumione przez siły carskie). Był to moment kulminacyjny rewolucji. Wszystko wskazuje na to, że zrobił ogromne wrażenie na Leninie i jeszcze spotęgował jego wiarę w możliwości mas robotniczych - jak okazywało się po raz kolejny, zdolnych wyprzedzać partię w rewolucyjnej inicjatywie. W Naukach powstania moskiewskiego, opublikowanych w połowie 1906 r., zapisał on:

Ponad głowami organizacyj masowa walka proletariacka przeszła od strajku do powstania. Na tym polega olbrzymia zdobycz historyczna rewolucji rosyjskiej osiągnięta w grudniu 1905 roku - zdobycz uzyskana, jak wszystkie poprzednie, za cenę największych ofiar. Ruch podniósł się [...] na szczebel wyższy. [...] I rewolucja od grudnia poszła daleko naprzód. [...] Zmianę obiektywnych warunków walki, zmianę, która wymagała przejścia od strajku do powstania, proletariat przeczuł wcześniej niż jego przywódcy. Praktyka, jak zawsze, wyprzedziła teorię[81].

W 1905 r. Lenin był już, jak widzimy, bardzo daleki od przekonania, że jednym z najważniejszych zadań socjaldemokracji jest zwalczanie żywiołowych tendencji rozwojowych ruchu robotniczego. Nie należy wszelako wyolbrzymiać skali przemian, które dokonały się w jego światopoglądzie. To prawda, że odkrył i wyraźnie docenił "instynkt klasowy" proletariatu - co stanowiło istotną nowość w jego sposobie myślenia. Wciąż jednak podtrzymywał siermiężną tezę o czysto inteligenckich źródłach świadomości socjalistycznej, która dopiero wtórnie może zostać ofiarowana ruchowi robotniczemu - tak jakby przytaczane argumenty Martynowa w ogóle do niego nie trafiły. Fakt, że w światopoglądzie Lenina z okresu rewolucji elementy wyraźnie nowe współwystępowały z niektórymi starymi, "egzogennymi" komponentami teorii wyłożonej w Co robić?, dobrze ilustruje notatka, którą sporządził jesienią 1905 r. Wspominał w niej o - jak pisał: "doskonałym" - "ujęci[u] zagadnienia słynnego "wniesienia świadomości z zewnątrz"", które napotkał w artykule młodego Józefa Stalina[82], a następnie dodawał:

Autor dzieli to zagadnienie na cztery samodzielne części: 1) Zagadnienie filozoficzne stosunku świadomości do bytu: byt określa świadomość. Odpowiednio do istnienia dwóch klas kształtuje się również dwojaka świadomość: burżuazyjna i socjalistyczna. Sytuacji proletariatu odpowiada świadomość socjalistyczna. 2) "Kto wypracowuje tę socjalistyczną świadomość (socjalizm naukowy), kto ma możliwość jej wypracowania?" "Współczesna świadomość socjalistyczna może powstać tylko na gruncie głębokiej wiedzy naukowej" (Kautsky), tzn. jej wypracowanie "to sprawa kilku socjaldemokratycznych inteligentów, którzy mają potrzebny po temu czas i możliwości". 3) Jak świadomość ta przenika do proletariatu? "Tu właśnie występuje socjaldemokracja (a nie tylko socjaldemokratyczni inteligenci), która wnosi do ruchu robotniczego świadomość socjalistyczną". 4) Co napotyka socjaldemokracja w samym proletariacie, idąc do niego z propagandą socjalizmu? Instynktowne dążenie do socjalizmu. "Wraz z proletariatem rodzi się z naturalną koniecznością tendencja socjalistyczna zarówno wśród samych proletariuszy, jak i wśród tych, którzy przyswajają sobie punkt widzenia proletariatu; tym tłumaczy się powstanie dążeń socjalistycznych" (Kautsky)[83].

W zakończeniu notatki Lenin kpił z "Mienszewika" (być może mając na myśli Martynowa), wysnuwającego z tych słusznych twierdzeń "śmieszny wniosek", że "socjalizm nie przenika do proletariatu z zewnątrz, lecz przeciwnie - wychodzi z proletariatu i wnika w umysły tych, którzy przyswajają sobie zapatrywania proletariatu"[84].

W 1905 r. Lenin nie zaprzestał więc podkreślania konieczności i wagi "świadomościowej" czy "kierowniczej" pracy partii politycznej - zarówno podczas rewolucji, która w swojej treści społeczno-ekonomicznej była dopiero "burżuazyjno-demokratyczna", jak i w przyszłej walce rosyjskiego proletariatu o socjalizm. Dowodzi tego nie tylko cytowana powyżej notatka, ale niemal wszystkie jego pisma z tego okresu. Niezwykle szybki rozwój wypadków sprawił jednak, że w sposobie myślenia Lenina o zasadach organizacji i funkcjonowania partii socjaldemokratycznej zaszły bardzo istotne - a może nawet, jak wyraził się Hal Draper, "drastyczne" - zmiany[85]. Rzecz jasna, choćby pobieżne omówienie tej problematyki wykracza poza ramy niniejszej pracy[86]. Wspomnijmy zaledwie o jednej, bardzo symptomatycznej kwestii.

Na początku 1905 r. w komitetach rosyjskiej socjaldemokracji - będących ciałami kierowniczymi lokalnych organizacji partyjnych - wciąż działał właściwie wyłącznie element inteligencki. Byli to tzw. komitetowcy - a według terminologii z Co robić?: "zawodowi rewolucjoniści" - na których jeszcze niedawno Lenin chciał oprzeć funkcjonowanie całej partii. Molyneux - nie odmawiając wartości ich pracy przed 1905 r. - pisał, że z czasem popadali oni w rutynę, która w okresie rewolucji odsłaniała swoje "reakcyjne cechy". W szczególności "zawodowi rewolucjoniści", przekonani o wadze swojej misji, zdradzali "tendencje do protekcjonalizmu względem robotników", a w rezultacie nie dopuszczali ich do pracy w komitetach[87]. Nadieżda Krupska wspominała, że dyskutowano tę kwestię podczas "bolszewickiego" III Zjazdu SDPRR, który odbył się wiosną 1905 r. Lenin - czytamy w relacji Krupskiej - "szczególnie gorąco" wypowiadał się za wprowadzeniem robotników do komitetów, "komitetowcy" zaś byli temu zdecydowanie przeciwni:

Unosił się Włodzimierz Iljicz i unosili się "komitetowcy". [...] Zabie-rając głos w dyskusji, Włodzimierz Iljicz mówił: "Sądzę, że należy szerzej spojrzeć na tę sprawę. Wprowadzenie robotników do komitetów to zadanie nie tylko wychowawcze, lecz i polityczne. Robotnicy mają instynkt klasowy i przy niewielkim nawet politycznym wyrobieniu dość szybko stają się konsekwentnymi socjaldemokratami. Byłbym bardzo za tym, aby w składzie naszych komitetów na każdych 2-ch inteligentów przypadało 8 robotników. [...] Kiedy Michajłow (Postołowski) powiedział: "W ten sposób w praktyce stawia się inteligentom bardzo małe wymagania, a robotnikom niezmiernie duże", Włodzimierz Iljicz krzyknął: "Zupełnie słusznie!". Okrzyk ten utonął w chórze "komitetowców" wołających: "Niesłusznie!". Kiedy Ru-miancew powiedział: "W Komitecie Petersburskim jest tylko jeden robotnik, mimo że działalność w Petersburgu prowadzi się już od 15 lat", Iljicz krzyknął: "Skandal!"[88].

Krupska pisała, że zjazd - zdominowany przez "komitetowców" - "z trzaskiem" odrzucił stanowisko Lenina. Utrzymywała jednak, że za bardzo go to nie zmartwiło. Był bowiem przekonany, że "rewolucja wyleczy partię z nieumiejętności "urobotniczania" komitetów"[89]. O tym, że miał rację, mogą chyba świadczyć jego słowa zapisane w listopadzie 1905 r.:

Na III Zjeździe partii wyraziłem życzenie, aby w komitetach partii przypadało mniej więcej 8 robotników na 2 inteligentów. [...] Jakże nieaktualne jest już to życzenie! Obecnie pożądane jest, aby w nowych organizacjach partyjnych na jednego członka partii spośród inteligencji socjaldemokratycznej przypadało kilkuset robotników socjaldemokratów[90].

***

W 1907 r. ukazało się pierwsze zbiorowe wydanie prac Lenina. Zawierało ono wybrane teksty opublikowane w poprzednich dwunastu latach, w tym słynne Co robić?. W przedmowie - napisanej specjalnie na tę okoliczność - Lenin wspominał, że w 1904 r. Plechanow skrytykował Co robić?, wskazując na dzielące ich rozbieżności "w odniesieniu do zagadnień żywiołowości i świadomości". Przekonywał: "krytyka plechanowowska miała wyraźnie charakter jałowego czepiania się, opierała się na wyrwanych z kontekstu zdaniach, na poszczególnych wyrażeniach niezupełnie zręcznie lub niezupełnie dokładnie przeze mnie sformułowanych, przy czym autor ignorował ogólną treść i całego ducha broszury". W dalszej części Lenin pisał jeszcze: "Jeśli zaś idzie konkretnie o moje sformułowania z "Co robić?", nie miałem zamiaru [...] podnosić ich do rzędu czegoś "programowego", do rzędu jakichś szczególnych zasad". Przypominał również swoje słowa o "przeginaniu pałki", którymi posłużył się w wystąpieniu na II Zjeździe partii. "Sens tych słów - wyjaśniał - jest jasny: "Co robić?" w sposób polemiczny koryguje "ekonomizm", toteż rozpatrywanie treści "Co robić?" w oderwaniu od tego zadania broszury jest niesłuszne"[91].

W ten sposób w 1907 r. Lenin wyraźnie wskazywał, że jego książka sprzed pięciu lat stanowi element definitywnie zamkniętej przeszłości. Był to zresztą ostatni raz, kiedy się do niej odwołał; później nigdy - ani w tekstach, które ukazały się drukiem, ani w prywatnej korespondencji - nawet już o niej nie wspomniał[92].

Dotychczas w serii Biblioteka Le Monde diplomatique ukazały się:

Étienne Balibar Filozofia Marksa

Samir Amin Wirus liberalizmu

Jacques Ranciére Nienawiść do demokracji

Stefan Zgliczyński Antysemityzm po polsku

David Harvey Neoliberalizm. Historia katastrofy

Michel Warschawski Izrael i polityka planowego zniszczenia

Andrzej Witkowicz Wokół terroru białego i czerwonego 1917­?-1923

Carlos Antonio Aguirre Rojas Ameryka Łacińska na rozdrożu

Patrick Artus, Marie­?-Paule Virard Wielki kryzys globalizacji

Alain Bihr Nowomowa neoliberalna

Lo?c Wacquant Więzienia nędzy

Mike Davis Planeta Slumsów

Ladislau Dowbor Demokracja ekonomiczna

Deborah Johnston, Alfredo Saad­?-Filho (red.) Neoliberalizm przed trybunałem

Beverly J. Silver Globalny proletariat

Stefan Zgliczyński Hańba iracka

Vincent Geisser Nowa islamofobia

Urs Marti Niedotrzymana obietnica demokracji

Daniel Bensaid Wywłaszczeni

Ben White Apartheid izraelski

Jane Hardy Nowy polski kapitalizm

Norman G. Finkelstein Gaza ­- o jedną masakrę za daleko

Jean Ziegler Nienawiść do Zachodu

Jan Kurowicki Estetyczność środowiska naturalnego

Walden Bello Wojny żywnościowe

Enzo Traverso Europejskie korzenie przemocy nazistowskiej

Michel Husson Kapitalizm bez znieczulenia

Judith Butler Ramy wojny

Susan George Czyj kryzys, czyja odpowiedź

Pierre Macherey Siła norm

Jean Ziegler Imperium hańby

Anna Baumgart Zdobywcy słońca / Andrzej Turowski Parowóz dziejów

François Chesnais Bezprawne długi

Giorgio Agamben, Alain Badiou, Daniel Bensaid, Jean-Luc Nancy, Wendy Brown, Jacques Ranciere, Kristin Ross, Slavoj Žižek Co dalej z demokracją?

Dorota Sajewska Pod okupacją mediów

Andrzej Turowski Sztuka, która wznieca niepokój

Luis Martinez Andrade Ameryka Łacińska. Religia bez odkupienia

Jan Toporowski Dlaczego gospodarka światowa potrzebuje krachu finansowego

Zbigniew Taranienko Alchemia obrazu. Rozmowy ze Stanisławem Fijałkowskim

Eric Toussaint, Damien Millet Kryzys zadłużenia i jak z niego wyjść. Audyt. Anulowanie. Alternatywa polityczna

Tadeusz Kowalik Róża Luksemburg. Teoria akumulacji i imperializmu

Zofia Nawrocka, Paulina, Julia, Magda, Anna, Weronika Gwałt. Głos kobiet wobec społecznego tabu

Tomasz Rafał Wiśniewski Podmiot i wolność. Dziedzictwo heglowskie i jego wrogowie

Jean Ziegler Geopolityka głodu

Przemysław Wielgosz (red.) Koniec Europy jaką znamy

Mona Chollet Tyrania rzeczywistości

John Bellamy Foster, Robert McChesney Kryzys bez końca

Leokadia Oręziak OFE katastrofa prywatyzacji emerytur w Polsce

Jarosław Urbański Prekariat i nowa walka klas

Ku Afryce. Poznawać. Działać. Dzielić się

Enzo Traverso Historia jako pole bitwy

Andrzej Szahaj Kapitalizm drobnego druku

Agnieszka Minich-Scholz Marian Minich - pod wiatrMarian Minich Wspomnienia wojenne / Szalona galeria

Stanisław Rainko Marks. Dwie filozofie

Emir Sader Kret Rewolucji

Tadeusz Klementewicz Stawka większa niż rynek. U źródeł stagnacji kapitalizmu bez granic

Gilbert Rist Urojenia ekonomii

Jan Borowicz Nagość i mundur. Ciało w filmie Trzeciej Rzeszy

Andrzej Szahaj Inny kapitalizm jest możliwy

Jarosław Pietrzak Smutki tropików. Współczesne kino Ameryki Łacińskiej jako kino polityczne

Ralf Fücks Zielona rewolucja

David Harvey Przestrzenie globalnego kapitalizmu

Janina Petelczyc, Marek Cichy (red.) Brazylia, kraj przyszłości?

Konrad Pędziwiatr (red.) Na Zachodnim Brzegu bez zmian

Richard Shusterman Myślenie ciała. Eseje z zakresu somaestetyki

Michał Siermiński Dekada przełomu. Polska lewica opozycyjna 1968-1980.

Jean Ziegler Szwajcaria, złoto i ofiary

Ilan Pappé Czystki etniczne w Palestynie

Łukasz Drozda Uszlachetniając przestrzeń. Jak działa gentryfikacja i jak się ją mierzy

Przemysław Witkowski Chwała supermanom. Ideologia a popkultura

Ewa Majewska Tramwaj zwany uznaniem. Feminizm i solidarność po neoliberalizmie

Ladislau Dowbor Co to za gra? Nowe podejścia do ekonomii

Paweł Mościcki Migawki z tradycji uciśnionych

Ulrike Guérot Dlaczego Europa musi stać się republiką! Utopia polityczna

Waldemar Kuligowski i Agata Stanisz Ruchome modernizacje. Między Autostradą Wolności a "starą dwójką"

Dariusz Stoll Płynna nowoczesność a neoliberalizm. Wokół myśli Zygmunta Baumana

Agata Adamiecka-Sitek, Dorota Sajewska, Dorota Sosnowska (red.) Robotnik. Performanse pamięci

Jan Toporowski Kredyt i krach

Katarzyna Bielińska-Kowalewska (red.) Filozofia i ruchy społeczne

Andrzej Szahaj Neoliberalizm, turbokapitalizm, kryzys

Róża Luksemburg O rewolucji 1905, 1917

Grzegorz Konat, Przemysław Wielgosz (red.) Realny kapitalizm. Wokół teorii kapitału monopolistycznego

Ewa Majewska Kontrpubliczności ludowe i feministyczne. Wczesna "Solidarność" i Czarne Protesty

Ugo Bardi Wydobycie. Jak poszukiwanie bogactw mineralnych pustoszy naszą planetę

Noam Chomsky Siła i opinia

Jan Ratuszniak Nowa kobieta. Aleksandra Kołłontaj

Andrzej Szahaj Kapitalizm wyczerpania?

Katarzyna Duda Kiedyś tu było życie teraz jest tylko bieda. O ofiarach polskiej transformacji

Przemysław Czapliński, Joanna B. Bednarek, Dawid Gostyński (red.) O jeden las za daleko. Demokracja, kapitalizm i nieposłuszeństwo ekologiczne w Polsce

Michel Husson Jak zerwać z kapitalizmem

Enzo Traverso Nowe oblicza faszyzmu

Holger Politt, Przemysław Wielgosz (red.) Karol Marks. O kwestii polskiej

Mark Fisher Realizm kapitalistyczny

Zbigniew Marcin Kowalewski Rap. Między Malcolmem X a subkulturą gangową. Naród Islamu w czarnej Ameryce

Jean Ziegler Lesbos, hańba Europy

W przygotowaniu:

Jean Ziegler Kapitalizm tłumaczony mojej wnuczce

Samir Amin Prawo wartości zglobalizowanej

Jean Ziegler Drogi nadziei

Jacek Drozda Echa innych rewolucji. Od Muhammada Alego do Japońskiej Armii Czerwonej

Saul Newman Postanarchizm

Enzo Traverso Melancholia lewicy

Éric Toussaint System zadłużenia

Wprowadzenie/

Rewolucja polska 1980-1981

Latem 1980 r. Polskę ogarnęła olbrzymia - największa w jej historii - fala robotniczych strajków masowych. W momencie kulminacyjnym objęła ponad 700 zakładów w 34 województwach. W całym kraju strajkowało wówczas ponad 700 tysięcy osób[93].

Najbardziej brzemienne w skutki wystąpienie klasy robotniczej - strajk okupacyjny w gdańskiej Stoczni im. Lenina - rozpoczęło się 14 sierpnia. Kilkadziesiąt godzin później wyłonił się Międzyzakładowy Komitet Strajkowy, który szybko stał się potężną, zorganizowaną w sposób demokratyczny instytucją, reprezentującą interesy pracowników kilkuset zakładów z Trójmiasta i okolic[94]. Wśród 21 postulatów ogłoszonych przez MKS znalazły się żądania zarówno o charakterze bytowym, jak i wyraźnie politycznym. Najbardziej radykalne z nich, którego do końca sierpnia robotnicy bronili ze szczególną nieustępliwością, dotyczyło akceptacji wolnych - tzn. niezależnych od partyjno-państwowej biurokracji - związków zawodowych.

Warto wspomnieć, że postulaty, które napływały do trójmiejskiego MKS, pochodziły głównie z przedsiębiorstw zatrudniających w przytłaczającej większości pracowników fizycznych. Pracownicy umysłowi z regionu gdańskiego rzadko występowali ze swoimi żądaniami - jeśli już to robili, ich postulaty miały charakter wyraźnie bardziej ekonomiczny czy specyficzny dla ich konkretnych zawodów i środowisk, a mniej systemowy. W szczególności żądanie wolnych związków zawodowych - pierwsze na liście ogłoszonej przez gdański MKS - pojawiało się zdecydowanie najczęściej i cieszyło się największą popularnością w wielkich przedsiębiorstwach związanych z ciężkim przemysłem, natomiast znacznie rzadziej i mniej chętnie przedstawiały ten postulat załogi mniejszych zakładów z sektorów edukacji, służby zdrowia, usług czy handlu[95].

Wielka determinacja strajkujących robotników zmusiła władze do negocjacji i ustępstw. 31 sierpnia podpisano słynne porozumienia gdańskie, kończące olbrzymi strajk w Trójmieście[96]. W końcu sierpnia i pierwszej połowie września podobne negocjacje - również finalizowane "umowami" między zorganizowanym ruchem strajkowym a przedstawicielami władzy - miały miejsce także między innymi w Szczecinie, Jastrzębiu i Dąbrowie Górniczej (gdzie mieściła się Huta Katowice)[97]. 17 września 1980 r., na mocy zawartych w tym okresie porozumień, przedstawiciele robotników z całej Polski postanowili powołać do życia jeden ogólnokrajowy Niezależny Samorządny Związek Zawodowy "Solidarność". Były to przełomowe tygodnie w historii społecznego oporu przeciwko partyjno-państwowej biurokracji. System polityczno-społeczny, w którym władza kontrolowała wszystkie instytucje (oprócz Kościoła), został rozbity na kolejne kilkanaście miesięcy.

Zbigniew Marcin Kowalewski - w 1981 r. członek Prezydium Zarządu Regionalnego Ziemi Łódzkiej NSZZ "Solidarność", bardzo aktywny działacz ruchu samorządowego, później autor jednej z pierwszych francuskich monografii poświęconych ówczesnym wydarzeniom - pisał, że między Sierpniem '80 a Grudniem '81 w Polsce rozegrała się jedna z największych rewolucji robotniczych w historii świata. I to, przekonywał, w podwójnym sensie: po pierwsze, dlatego, że owa rewolucja - a wraz z nią sytuacja realnej dwuwładzy w państwie - trwała niemal szesnaście miesięcy; po drugie, ze względu na skalę ówczesnej autonomicznej, oddolnej aktywności mas[98]. Oczywiście w wydarzeniach z lat 1980-1981 prócz klasy robotniczej wzięły udział również inne grupy i środowiska społeczne. NSZZ "Solidarność" we wrześniu 1981 r. liczyła prawie 10 mln członków. Oprócz niej działały oddzielnie zorganizowane ruchy - np. chłopskie czy studenckie. Z czego zatem wynika - podkreślany przez Kowalewskiego - "bezpośrednio" i "czysto" robotniczy charakter polskiej rewolucji? W jego pracy można znaleźć pięć argumentów.

Po pierwsze, to pracownicy wielkiego przemysłu - część klasy robotniczej skupiona w największych przedsiębiorstwach kraju - stanowili awangardę społeczną i siłę uderzeniową "Solidarności". Podczas najważniejszych akcji masowych z lat 1980-1981 w ślad za robotnikami wielkoprzemysłowymi podążała ogromna większość pracowników upaństwowionych sektorów gospodarki, jeśli nie prawie wszyscy. Zresztą to właśnie załogi największych zakładów przemysłowych i przedsiębiorstw transportu miejskiego latem 1980 r. dały impuls do wybuchu rewolucji. W kolejnych miesiącach, aż do Grudnia '81, zakłady te były jej swoistym bastionem i określały jej kierunek. Pozostałe warstwy społeczne jedynie kroczyły drogą wytyczaną przez klasę robotniczą i szukały u niej poparcia w trakcie mobilizacji dla osiągnięcia własnych celów[99].

Po drugie, od Sierpnia '80 najsilniejszą bronią w walce z rządzącą biurokracją był strajk masowy, specyficznie robotnicza forma protestu. W latach 1980-1981 stosowano, co więcej, jego najbardziej rozwiniętą i zaawansowaną formę: strajk polegający na okupacji zakładów przy jednoczesnym stawianiu postulatów o charakterze politycznym. Inne warstwy społeczne, które wzięły udział w rewolucji, jedynie naśladowały metody stosowane przez klasę robotniczą. Najważniejsze akcje studentów przybrały formę strajku masowego polegającego na okupacji uniwersytetów; środowiska wiejskie toczyły zaś swoją walkę, okupując nieraz budynki instytucji publicznych[100].

Po trzecie, ruch masowy z lat 1980-1981 od samego początku przybrał formę związku zawodowego, a zatem zaadaptował "naturalną" strukturę organizacyjną klasy robotniczej. Pod względem organizacyjnym był to, co więcej, najbardziej zaawansowany i absolutnie bezprecedensowy związek zawodowy w historii walk toczonych przez "świat pracy". Polscy robotnicy zerwali z tradycją związków ograniczonych jedynie do fachu czy branży i zorganizowali się w sposób przede wszystkim terytorialny. Po Sierpniu '80 za przykładem pracowników najemnych zrzeszonych w "Solidarności" podążyły także inne warstwy polskiego społeczeństwa. W ten sposób powstały niezależne związki i stowarzyszenia chłopów, studentów, a także taksówkarzy czy rzemieślników[101].

Po czwarte, przekonywał Kowalewski, o wyraźnie robotniczym charakterze "Solidarności" świadczy również wypracowany przez nią model podejmowania decyzji i sprawowania władzy wewnątrz ruchu - typowa dla demokracji rad kombinacja demokracji przedstawicielskiej i bezpośredniej. Po piąte wreszcie, polska rewolucja, począwszy od strajków okupacyjnych z Sierpnia '80, coraz wyraźniej nabierała dynamiki prowadzącej do rzeczywistego uspołecznienia podstawowych środków produkcji i ustanowienia ustroju opartego na autentycznym samorządzie robotniczym, co jesienią 1981 r. znalazło wyraz w Programie "Solidarności" uchwalonym przez I Krajowy Zjazd Delegatów[102].