Dzieciństwo i młodość
Pedro Arrupe (Pedro de Arrupe y Gondra) urodził się 14 listopada 1907 roku w Bilbao, w Kraju Basków. Jego rodzinne miasto było uprzemysłowionym portem, otoczonym górami i liczącym ponad 80 tysięcy mieszkańców. Dzisiaj to prawie 350-tysięczna stolica prowincji Vizcaya, największe miasto regionu. Rodzicami przyszłego jezuity byli architekt Marcelino de Arrupe y Ugarte i całkowicie skupiona na wychowaniu dzieci Dolores Gondra y Robles. Ich jedyny syn dostał imię po dziadku. Pedro był najmłodszym z rodzeństwa i miał cztery starsze siostry - Catalinę, Margaritę, Marię oraz Isabel.
Bilbao zyskało prawa miejskie już na początku XIV wieku i od zawsze szczyciło się mianem stolicy Kraju Basków. Pedro należał do narodu, który zamieszkiwał tereny Pirenejów już w starożytności, jego pochodzenie nie jest jednak znane do dzisiaj. Język baskijski to jeden z najstarszych języków na świecie, jeśli w ogóle nie najstarszy. Baskiem był również Ignacy Loyola.
Nazwisko Arrupe pochodzi najprawdopodobniej od baskijskiego rzeczownika arru, czyli wąwóz, i oznacza dosłownie: pod wąwozem. Można też szukać jego związków z rzeczownikiem arr, tj. kamień9. To stwarza pokusę odczytania symbolicznego: ojciec Pedro Arrupe był przecież tym, który położył kamień węgielny pod budowę posoborowego Towarzystwa Jezusowego.
W wieku niespełna siedmiu lat Pedro został wysłany do kolegium pijarów w Bilbao, szkoły scalającej wychowanie w chrześcijańskiej pobożności z solidną edukacją humanistyczną. Religia nie była tu tylko jednym z przedmiotów, wpływała na wszystkie działania pedagogiczne ojców pijarów. Swoim przykładem chcieli pokazać uczniom, że nie należy oddzielać wiary od idei humanistycznych. Tam po raz pierwszy Pedro uczył się łączyć ze sobą kwestie społeczne i religijne.
Dwa lata później, w 1916 roku, umarła matka późniejszego zakonnika. Ojciec i pięcioro dzieci klęczeli przy zwłokach i odmawiali różaniec, a kiedy skończyli, Marcelino powiedział do syna: "Miałeś świętą matkę". Potem spojrzał na obraz patronki Basków, Matki Bożej z Bego?i, i dodał: "Spójrz! Teraz masz matkę jeszcze świętszą, a do tego nieśmiertelną".
W tym trudnym momencie Pedro po raz pierwszy w swoim życiu spotkał jezuitę - ojca Ángela Basterrę, który kierował kongregacją mariańską w Bilbao. Był znany jako duszpasterz młodzieży i skupiał wokół siebie rzesze uczniów. Pedro dołączył do kongregacji 29 marca 1918 roku, a po czterech latach został jej wiceprzewodniczącym. W jednym z numerów "Flores y Frutos", pisma wydawanego przez młodych członków, możemy odnaleźć tekst, w którym z wielką pasją pisze o Japonii i o św. Franciszku Ksawerym10. Wyraża w nim też pragnienie, by móc uczynić tyle dobra, co ten jezuicki misjonarz. To pierwsze sygnały misyjnego powołania, które zaprowadzi go później do Kraju Kwitnącej Wiśni.
Po dziewięciu latach spędzonych w kolegium pijarów w Bilbao Pedro rozpoczął w 1923 roku studia medyczne na Uniwersytecie w Madrycie (dziś Universidad Complutense de Madrid). Już na pierwszym roku zaangażował się w wolontariat i jako członek konferencji św. Wincentego á Paulo odwiedzał wraz z kolegami biedne rodziny. Zetknął się wtedy "ze straszliwym bólem nędzy i opuszczenia". "Poznałem wdowy obarczone dziećmi, na próżno błagające o chleb; chorych bezskutecznie żebrzących o leki, gdy żaden miłosierny Samarytanin ich nie dawał. Przede wszystkim jednak spotykałem dzieci; jedne na wpół opuszczone, inne maltretowane, większość z nich źle ubrana i prawie wszystkie głodne" 11 - pisał.
Któregoś popołudnia zobaczył chłopca jedzącego ziemniaka.
- Jesz podwieczorek? - zapytał, licząc, że to zachęci malca do rozmowy.
- Nie, śniadanie - odpowiedział chłopiec.
- O czwartej po południu?
- Dla pana byłby to podwieczorek, a dla mnie to śniadanie, bo nic jeszcze dzisiaj nie jadłem.
Chłopak przyznał, że nie ma ojca i nigdy nie je częściej niż raz dziennie. Arrupe był zdumiony, nie spotkał się dotąd z taką nędzą. Obraz zgłodniałych dzieci przemierzających ulice w poszukiwaniu kawałka wyschniętego chleba nigdy go już nie opuścił.
Innego dnia odwiedził dwie samotne matki mieszkające z dziećmi w jednym małym pokoiku. Nie mógł uwierzyć, że osiem osób mieści się w jednym łóżku. "Tak śpią całą noc, nie ruszają się i nigdy się nie budzą (...). Z nami jest trochę gorsza sprawa, bo dzieciaki są lekkie, zsuwają się do naszego wgłębienia i spadają na nas. Bardzo to przeszkadza, ale to przecież nasze dzieci i wszystko się im wybacza"12 - wspominał później słowa jednej z kobiet.
Życie ludzi ubogich mocno go poruszyło. Jednocześnie coraz trudniej było mu godzić wolontariat w slumsach ze studiami. Zaczął też zadawać sobie pytania o przyszłość, zastanawiać się, czego pragnie najbardziej. Wiedział już, że oprócz świata, w którym się wychował, istnieje także świat umorusanych i głodnych dzieci, którym poświęcał czas między wykładami na uczelni, "świat, w którym tak wiele było do zrobienia"13. A zarazem miał swoje aspiracje i nie chciał z nich rezygnować. Przeciętność go nie pociągała, wręcz uważał, że nie pozwala na wartościowe życie.
Pozostawał wtedy pod wielkim wpływem jezuity Józefa Marii Rubia Peralty14, kanonizowanego przez Jana Pawła II w 2003 roku. Ten niestrudzony apostoł Madrytu, uformowany w szkole Ćwiczeń duchowych św. Ignacego Loyoli, prowadził głębokie życie duchowe i poświęcał się duszpasterstwu w najbiedniejszych i najbardziej zaniedbanych dzielnicach miasta. Jego kazania były proste i przełożeni nie rozumieli, jak to się działo, że przemieniały rzesze ludzi. Przed konfesjonałem Peralty zawsze formowały się długie kolejki. Pedro postrzegał go jako człowieka, który całe swoje życie złożył w Bożych rękach.
Podczas studiów nie brakowało wypadów do teatru i na koncerty. Arrupe lubił szczególnie operę Cyrulik sewilski Gioacchina Rossiniego, ale pasjonowały go też romantyczna egipska historia niewolnicy Aidy i opera Tha?s, oparta na powieści Anatole'a France'a. Z zainteresowaniem oglądał również operę o księciu Lohengrinie Richarda Wagnera. Na ile te dzieła i ich autorzy ukształtowali artystyczne gusta Pedra Arrupego? Czy miały wpływ na jego późniejsze poglądy, podobnie jak doświadczenia z ubogich dzielnic Madrytu?
Autor Cyrulika sewilskiego krytykuje ówczesne zwyczaje ustami żartownisia. Aida Giuseppego Verdiego z kolei to tragiczna opowieść o młodym wojowniku wojsk egipskich Radamesie i jego ukochanej, z którą zbiega na pustynię, by potem zostać skazanym i zamurowanym w grobowcu, gdzie wraz ze swoją wybranką oczekują śmierci. Akcja opery Tha?s również rozgrywa się w Egipcie i opowiada o mnichu, który udaje się do Aleksandrii, aby nawrócić jawnogrzesznicę.
Gdy 11 marca 1976 roku Pedro Arrupe prowadził we Włoszech dzień skupienia dla księży, romantyczne historie, które pasjonowały go w młodości, dodawały jego słowom o "byciu dobrym i świętym" ludzkiego wymiaru. "Święty jest odważny, dowcipny i nowoczesny" oraz namiętnie kocha Kościół - przekonywał księży15.
Mając 19 lat, Pedro stracił ojca. Rodzinny dom wydawał mu się wtedy zupełnie pusty. Zdał sobie sprawę, że nikt go więcej nie zapyta, jak mu idzie na studiach, i nie ma już nikogo, na kim mógłby się oprzeć. "Były to chwile rozpaczliwej boleści, którą uciszała jedynie siła wiary16" - przyznawał po latach.
Pierwsze lato bez ojca postanowili z siostrami spędzić z dala od zgiełku miasta. Wybór padł na Lourdes. Miesięczny pobyt w tej miejscowości Pedro spędził wśród chorych oczekujących cudu uzdrowienia. Był to dla niego czas obcowania z Chrystusem i Jego łaską, czas poznawania kolejnych wymiarów ludzkiego cierpienia, wdzięczności i prostoty. Był świadkiem trzech cudownych uzdrowień, o których opowiada w swoich wspomnieniach. Przytoczymy jedną z relacji:
Kiedy przechodziliśmy przez ulicę, jedna z moich sióstr powiedziała:
- Spójrz na tego biednego chłopca na wózku inwalidzkim.
Spojrzałem we wskazanym kierunku. W istocie, zobaczyłem młodzieńca w wieku około dwudziestu lat, pozbawionego wdzięku w sposób charakterystyczny dla cierpiących na paraliż dziecięcy. Opiekowała się nim umundurowana pielęgniarka. Jego zgnębiony wygląd był rzeczywiście wstrząsający. Obok niego podążała kobieta w żałobie, prawdopodobnie jego matka, z obliczem pooranym bardziej cierpieniem niż wiekiem. Bóg jeden wie, od jak dawna i z jaką wiarą błagała o cud!
Ciżba robiła się coraz większa, w miarę jak tłumy napływały w pobliże placu; nagle znaleźliśmy się daleko od chorego. Gdy w czasie procesji udzielano błogosławieństwa Przenajświętszym Sakramentem, w chwili kiedy ksiądz wykonał znak krzyża, młodzieniec wstał ze swojego wózka i wydał okrzyk wzruszenia, na który natychmiast odpowiedziało tradycyjne: Le miracle! Le miracle! - Cud! Cud! Niemal natychmiast, zanim rozentuzjazmowany tłum zdążył się zbliżyć do młodzieńca, pielęgniarze zasłonili go, tworząc podwójny rząd. To, że udało się go uchronić przed zgnieceniem przez wzruszone masy ludzi, było drugim cudem, który uratował mu życie. Wszyscy chcieli go dotknąć, zapytać o tysiące rzeczy i w ten sposób zdobyć najbardziej niezniszczalną pamiątkę swej pielgrzymki.
Dzięki mojemu karnetowi [medyka] mogłem obserwować go z bliska w czasie oficjalnego badania, które miało potwierdzić, iż rzeczywiście dokonał się cud. Był to przypadek zupełnie oczywisty, nie pozostawiający cienia wątpliwości i nie podlegający dyskusji17.
"W drodze powrotnej z Lourdes do Bilbao, a potem w drodze do Madrytu, nosiłem już w sobie, jeszcze o tym nie wiedząc, ziarno mojego przyszłego powołania"18 - napisał zakonnik 30 lat później. Tłumaczył to następująco:
W cudach, które widziałem, poczułem Boga tak blisko siebie, że musiałem ruszyć za Nim. Widziałem Go tak blisko cierpiących, płaczących i błądzących w opuszczeniu, iż zapłonęło we mnie żarliwe pragnienie naśladowania Go w dobrowolnym zbliżeniu się do tych strzępów ludzkich, którymi społeczeństwo pogardza, bo nie przypuszcza nawet, że pod taką warstwą bólu może istnieć żywa dusza. Moje dawne niepokoje, które zrodziły się wówczas, gdy urwisy z Vallecas swoją nędzą ukazywały mi, że na świecie było wiele smutku do ukojenia, napotkały na powołanie znacznie wznioślejsze od tego, o którym śniłem19.
9 Por. N. de Goikoetxea y Araluze "Urdiola" (G.b.), Toponimia Euskara (1), "Kobie (Serie Etnografía)" 1984, nr 1, s. 93.
10 Por. P.M. Lamet, Pedro Arrupe. Un'esplosione nella Chiesa, Milano 1993 (oryginał: Arrupe: Una explosion en la iglesia, Madrid 1989), s. 30.
11 P. Arrupe SJ, Japonia, której nie znamy, tłum. M. Smul, Z. Huebner, Kraków 1970, s. 14.
14 Józef Maria Rubio Peralta (1864-1929) - hiszpański jezuita, kaznodzieja i spowiednik pracujący pośród ubogich mieszkańców Madrytu, kanonizowany przez Jana Pawła II 4 maja 2003 roku.
15 Por. P. Arrupe, Sed Buenos, przemówienie podczas rekolekcji dla kapłanów w Cagliari, 11 marca 1976, https://arrupe.jesuitgeneral.org/en/testimonials-2?view=archivo&id=11, dostęp 22 lipca 2020.
16 P. Arrupe SJ, Japonia, której nie znamy..., s. 19.