Patoedukacja. Co nie działa w polskiej szkole i jak to zmienić. Rozmowy - Wojciech Harpula

Kup ebooka

44.90 zł
35.02 zł (34,79 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Spis treści

Karta redakcyjna Pola, uczennica czwartej klasy liceum Jakiej edukacji chcemy. Wstęp Grzegorz, uczeń piątej klasy szkoły podstawowej Prof. dr hab. Krzysztof Konarzewski. "Dlaczego uczę się o płazińcach?" Kuba, uczeń pierwszej klasy liceum Prof. dr hab. Bogusław Śliwerski. Zerwać z systemem klasowo-lekcyjnym Joasia, uczennica trzeciej klasy liceum Joanna Rawecka. Gra, którą narzuca szkoła Marysia, uczennica szóstej klasy szkoły podstawowej Łukasz Korzeniowski. Prawo "nie przyjęło się" w szkołach Bernard, uczeń ósmej klasy szkoły podstawowej Anna Szulc. Pod prąd pruskiego systemu Marek, uczeń ósmej klasy szkoły podstawowej Dr Marzena Żylińska "Musisz!" zabija "chcę" Michał, uczeń trzeciej klasy liceum Dr Łukasz Srokowski. Finowie wiedzą, do czego im edukacja Przypisy

Punkty orientacyjne

Spis treści Okładka Strona tytułowa Początek tekstu

Lista stron

12 13 14 15 16

Jakiej edukacji chcemy. Wstęp

Utrzymujemy blisko 21 tysięcy szkół podstawowych i średnich. Posyłamy do nich 4,8 miliona uczniów. Na oświatę wydajemy 185,6 miliarda złotych (dane z 2024 roku). Nie wiemy, po co to robimy.

Jako państwo i społeczeństwo nigdy nie ustaliliśmy, jakie cele ma osiągać edukacja, z jakimi umiejętnościami uczeń powinien opuścić szkołę, w jakim zakresie ma go ona przygotować do życia. Podstawy programowe powtarzają spisy treści podręczników akademickich i nikt - na czele z ministrem edukacji - nie jest w stanie odpowiedzieć na pytanie, dlaczego akurat ta, a nie inna wiedza jest dla młodych ludzi niezbędna. Każdy racjonalnie myślący pedagog czy psycholog zdaje sobie sprawę, że uczeń nie jest w stanie opanować wszystkich wymaganych przez szkołę treści, nawet prymus z samymi piątkami na świadectwie. Z tego powodu podczas testu ósmoklasisty i matury egzaminatorzy układają zadania tak, by uczniowie nie mieli szansy wykazać się rażącą niewiedzą.

Polskie szkoły działają, opierając się na wzorcach i metodach wypracowanych w pierwszej połowie XIX wieku w Prusach, lekceważąc dorobek współczesnej pedagogiki, psychologii i neurobiologii. Nie stwarzają warunków do pełnego, harmonijnego rozwoju młodych umysłów, a w wielu wypadkach ten rozwój blokują. Prawo oświatowe w naszych szkołach przeważnie "się nie przyjęło", zwłaszcza w zakresie oceniania. Żadna ustawa czy rozporządzenie nie wymaga od nauczycieli wystawiania stopni, z jednym wyjątkiem - na zakończenie roku szkolnego. Ba! - ocena wyrażona cyfrą to zaprzeczenie intencji ustawodawcy. Stopnie demotywują, odwracają uwagę uczniów od samej nauki. Mimo to życie polskiej szkoły jest skoncentrowane na odpytywaniu, testowaniu i nieustannym ocenianiu. Kultura organizacyjna placówek oświatowych - czyli przekonania, poglądy, reguły i zasady, którymi się kierują - nie zmienia się od dekad. System edukacji, który ma wyposażyć młodzież w przydatną wiedzę, umiejętności i kompetencje, tej funkcji nie spełnia. To nie jest wina jednego czy drugiego ministra i nie zmieni tego żadna reforma. Żeby naprawić polską oświatę, musielibyśmy - a chodzi zarówno o elity polityczne, jak i o społeczeństwo - zakopać topory plemienno-partyjnego sporu i umówić się, jakiej edukacji chcemy. Jeśli zrobimy to dziś, dobroczynne efekty będziemy obserwować w kolejnym pokoleniu.

Tego wszystkiego (i wielu, wielu innych rzeczy) dowiedziałem się od moich rozmówców: uczniów, naukowców, nauczycieli, działaczy oświatowych, psycholożki i prawnika. Ludzi mądrych, wnikliwych, patrzących z rozmaitych perspektyw na polski system oświaty, który przeżywa bardzo głęboki kryzys. Szkoły nie są lubiane ani przez uczniów, ani przez nauczycieli, ani przez rodziców. Międzynarodowe testy PISA1 wykazują, że młodzi ludzie w Polsce nie czują przynależności do szkoły, sprawczości w samodzielnym uczeniu się, a nawet satysfakcji z życia. Kolejne badania kondycji psychicznej dzieci i młodzieży przynoszą alarmujące wyniki: młodzi ludzie są zmęczeni, zniechęceni, pozbawieni wiary w siebie. Nauczyciele z kolei zorganizowali w 2019 roku zlekceważony przez władze i społeczeństwo strajk, później podnoszone problemy przykryła pandemia. Gdy wrócili do szkół, ich frustracja zaowocowała falą odejść z zawodu. Międzynarodowe badanie PIRLS2 z 2021 roku wykazało, że ze stwierdzeniem "moja praca ma sens i cel" zgadzało się jedynie 28 procent nauczycieli. Na ponad pięćdziesiąt państw, które brały w nim udział, Polska znalazła się na ostatnim miejscu pod względem satysfakcji zawodowej pedagogów. Jak się mają rodzice? Są zdezorientowani. Dostrzegają absurdalność szkolnych wymagań i dziwią się, dlaczego dzieci poświęcają na naukę - włączając w to pobyt w szkole - więcej czasu niż dorośli na pracę na etacie. Wykłócają się z nauczycielami, ślęczą z pociechami nad książkami i zeszytami, inwestują w korepetycje lub - jeśli ich na to stać - decydują się na ucieczkę z systemu publicznej edukacji.

Moje rozmówczynie i moi rozmówcy rzetelnie i wnikliwie opisują, czym stała się oświata w Polsce. A stała się, mówiąc najkrócej, zaniedbanym skansenem. Wyjaśniają, dlaczego jest tak źle, i wskazują mechanizmy utrwalające patologie. Ich sądy są wyraziste, ale nie niesprawiedliwe. Po zapoznaniu się z argumentami trudno nie nabrać przekonania, że system edukacji nie spełnia swojego najważniejszego zadania: nie przygotowuje młodych ludzi do wyzwań, jakie będzie stawiał przed nimi zmieniający się świat, ani nie kształtuje postaw, które dawałyby nadzieję, że jako naród i społeczeństwo będziemy mogli cieszyć się lepszą przyszłością. Rozbudzanie ciekawości świata, kreatywności, samodzielności, krytycznego myślenia, motywacji wewnętrznej, budowanie pewności siebie i wiary we własne siły? Nie w polskiej szkole. Ciągła kontrola, tresura za pomocą kar i nagród, uległość, bezrefleksyjne wykonywanie poleceń, testy, rankingi, nuda, "zakuć, zdać, zapomnieć" - tak, to ten adres.

Młodzi Polacy, którzy dziś chodzą do szkół, w przyszłości będą urządzali świat dzisiejszych dorosłych. Oby jakimś cudem okazali się mądrzejsi od nas. Bo my ich szkolną rzeczywistość urządziliśmy w fatalny sposób. Niekiedy mówimy do swoich dzieci: "Taka jest szkoła, ja przeżyłem, to i ty przeżyjesz". Godzimy się na urągającą zdrowemu rozsądkowi bylejakość, bo nie znamy innej szkoły, nie wiemy nawet, że jest możliwa. A jest! Wiadomo, jaka powinna być. Ta książka powstała po to, by każdy, kto zastanawia się, co jest nie tak z polską edukacją i w jaki sposób można ją zmieniać, znalazł wartościowe informacje, diagnozy, tropy oraz wskazówki i zrozumiał, w jakiej rzeczywistości funkcjonują codziennie miliony młodych Polek i Polaków, których nazywamy "przyszłością narodu". Trzeźwe i krytyczne, oparte na wiedzy, a nie na politycznych czy ideologicznych przesłankach spojrzenie na edukację jest wymogiem chwili. Zmarnowaliśmy mnóstwo czasu i robimy to nadal, zajmując się sprawami trzeciorzędnymi: listą lektur szkolnych i dyskusjami nad tym, co zostawić w podstawie programowej lub co z niej usunąć. Jeżeli chcemy lepszego "dziś" dla naszych dzieci i lepszego "jutra" dla naszego kraju, zmiany w systemie edukacji muszą być o wiele głębsze. Jakie? Dlaczego? Co zyskamy? Zapraszam do lektury.

Serdecznie dziękuję wszystkim rozmówcom. Wasza mądrość, przenikliwość i odwaga są nie do przecenienia. Jestem Waszym dłużnikiem.

Wojciech Harpula

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki