Patenty, które mogły zmienić świat - Samuel Kaine, Dora

Kup ebooka

10.10 zł
8.38 zł (10,10 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

WSTĘP

Świat, który wynaleźliśmy przypadkiem

Gdyby zebrać wszystkie wynalazki świata w jednym miejscu, wyglądałoby to jak ogromny bazar: tu genialne odkrycie, które zmieniło oblicze planety, a obok - urządzenie, które miało odganiać komary, ale w praktyce straszyło sąsiadów bardziej niż owady.

Bo taka jest prawda: historia ludzkości to historia przypadków, pomyłek i ludzi, którzy mieli odwagę powiedzieć "A co, jeśli...?"

Czasem "A co, jeśli...?" zmienia świat.

Czasem wybucha w rękach.

I obie wersje są fascynujące.

Dlaczego w ogóle patentujemy rzeczy?

Oficjalnie po to, żeby chronić genialne pomysły przed kopiowaniem.

Nieoficjalnie - żeby inni wiedzieli, na co uważać, bo ktoś już próbował i prawie spalił sobie kuchnię.

Patent to nic innego jak kartka papieru, na której człowiek zapisuje swoje marzenie (lub dziwną zachciankę), a świat odpowiada:

- "Dobrze, spróbuj. Zobaczymy, co z tego wyjdzie."

I tak powstawały wielkie odkrycia - od żarówki po internet - ale też perełki, które trudno opisać inaczej niż:

"Czy ktoś naprawdę to opatentował?"

Wynalazcy: bohaterowie, marzyciele, czasem niepoprawni optymiści

Wynalazca to osoba, która widzi problem i myśli:

- "Rozwiążę to!"

- albo "Jeszcze nikt nie próbował tego spieprzyć - spróbuję!"

Dzięki nim mamy samoloty, szczoteczki elektryczne, telefony, krople do oczu, a nawet... skarpetki, które same się grzeją (nie polecamy z pierwszej serii).

Ci ludzie nie bali się eksperymentować.

A świat nagradza odwagę - nawet jeśli ta odwaga pachnie trochę szaleństwem.

Przypadek: największy wynalazca wszech czasów

Nie Tesla, nie Edison, nie Leonardo.

Największym wynalazcą w historii jest... Przypadek.

To on stopił czekoladowy batonik w kieszeni inżyniera, dając początek mikrofalom.

To on stworzył Post-it, gdy chemikowi wyszedł klej tak słaby, że sam siebie nie trzymał.

To on sprawił, że ktoś poślizgnął się na kocu piknikowym i "wynalazł" ślizgawkę ogrodową.

Gdyby przypadek był człowiekiem, miałby:

- rozczochrane włosy,

- kieszenie pełne dziwnych przedmiotów,

- i wieczne pytanie na ustach: "A jak to działa?"

Dlaczego ta książka powstała?

Bo świat jest pełen historii, o których nikt Ci nie opowiedział na lekcjach.

Historii o dzieciakach, które wynalazły wielkie rzeczy.

O inżynierach, którzy byli o krok od zmiany losów świata.

O projektach, które miały zmienić rzeczywistość - ale historia nie dała im szansy.

Chcieliśmy je zebrać, uporządkować i opowiedzieć w lekkiej, obrazkowej formie.

Tak, żebyś mógł usiąść z kawą, uśmiechnąć się, a czasem pomyśleć:

"Kurczę, może ja też mogę coś wymyślić?"

(Bo możesz. I to bardziej, niż myślisz.)

Efekt motyla patentów

Każdy wynalazek - nawet ten najmniejszy - ma swój efekt motyla:

potrafi trącić skrzydłem przeszłość i zmienić przyszłość.

Jeden mały pomysł zmienia codzienność milionów ludzi.

Jeden zapomniany projekt mógłby odmienić historię świata.

Jedna szalona myśl może stworzyć świat, którego jeszcze nie znamy.

A ta książka jest właśnie o tych skrzydłach - czasem złotych, czasem potarganych.

A teraz... ruszamy!

Przed Tobą:

- polskie patenty, które wyprzedzały swoje czasy,

- wynalazki, przy których można płakać ze śmiechu,

- projekty dzieci, które zawstydziły dorosłych,

- oraz patenty tak odważne, że nawet dzisiaj budzą respekt.

Dobrze zapnij pasy.

Świat wynalazków to jazda po bandzie - i nie zawsze ktoś tu ma hamulce.

ROZDZIAŁ 2

Najdziwniejsze patenty II RP

II Rzeczpospolita to był czas, kiedy Polacy mieli dwie supermoce:

odwagę i brak instrukcji obsługi.

Nic dziwnego, że w tamtym okresie powstały patenty tak kreatywne, że nawet dzisiejsi wynalazcy mogliby się zaczerwienić.

To był kraj, w którym człowiek mógł wstać rano i pomyśleć:

- "A może by tak wynaleźć coś, czego jeszcze nikt nie potrzebuje?"

...i państwo mówiło:

- "Dobrze, pokaż, zobaczymy."

Poniżej przedstawiamy cr?me de la cr?me polskiej fantazji technicznej.

1. Parasol Obronny?

Tak, naprawdę istniał.

Patent opisuje... parasol, który w razie potrzeby można było użyć do obrony przed napastnikiem.

Czyli coś pomiędzy parasolem a bagnetem.

Wyobraź to sobie:

Elegancki pan w kapeluszu idzie ulicą, ktoś go zaczepia, a on jednym kliknięciem zamienia parasol w broń rodem z filmów szpiegowskich.

James Bond? Nie. Jan Bond.

Efekt motyla

Gdyby projekt wszedł do masowej produkcji, polskie ulice byłyby pełne ludzi wyglądających jak połączenie Sherlocka Holmesa z gladiatorem.

2. Żelazko turystyczne na spirytus

W czasach, gdy prąd nie był oczywistością, a turystyka była romantyczną przygodą, ktoś wpadł na pomysł:

"A gdyby tak zasilać żelazko spirytusem?"

Wynalazek działał.

Wątpliwości budziło tylko jedno:

co się szybciej nagrzewało - żelazko czy użytkownik po wypiciu reszty paliwa?

Efekt motyla

Polacy mogliby być pierwszym narodem, który prasuje koszule w środku lasu podczas biwaku.

3. Mechaniczny poganiacz drobiu

Patent, który miał zastąpić... gospodynię.

Urządzenie "delikatnie szturchało" kury, żeby szybciej wchodziły do kurnika.

Opis patentowy zapewniał, że jest to sprzęt humanitarny.

Nie wyjaśniono jednak, czy sprzęt był humanitarny dla kur, czy dla sąsiadów, którzy nie musieli już na to patrzeć.

Efekt motyla

Gdyby wynalazek się przyjął, dziś "smart farmy" produkowałaby polska Dolina Krzemowa.

4. Rower niewywrotny

Wynalazca twierdził, że skonstruował rower, którego nie da się przewrócić.

Z mechanicznego punktu widzenia - możliwe.

Z punktu widzenia rowerzysty - niewykluczone, że to rower przewraca rowerzystę.

Efekt motyla

Gdyby patent wypalił, Polska mogłaby być europejskim liderem w produkcji stabilności.

Politycy byliby zachwyceni.

5. Urządzenie do mierzenia... nastroju

Tak! W II RP opatentowano przyrząd, który miał oceniać stan emocjonalny człowieka na podstawie oddechu i tętna.

Dziś nazwalibyśmy to "inteligentnym zegarkiem".

Wtedy wyglądało bardziej jak radio, które obraziło się na właściciela.

Efekt motyla