Pastores 81 (4) 2018 - Zespół Redakcyjny

Reflow text when sidebars are open.
Drodzy Czytelnicy!
Radykalizm jest terminem codziennego życia - jedni do niego nawołują, inni się od niego odżegnują. A jeśli przyjąć, że istnieje radykalizm chrześcijański, to jaki on jest: konfesyjny, naturalny, stały, spontaniczny, dla wszystkich czy niektórych, dla młodych czy sędziwych? W każdym pokoleniu są tacy, którzy szukają radykalnego stylu życia niekoniecznie inspirowanego Ewangelią. Tymczasem to sam Jezus Chrystus, Jego Kościół, a w nim zwłaszcza święci (M. Kotyński CSsR) mogą pomóc w tych poszukiwaniach.
1. Na czym polega radykalizm świętych? Na pewno na naśladowaniu Jezusa Chrystusa w Jego drodze posłuszeństwa Ojcu (ks. A. Kiełtyk). Innym ważnym aspektem dojrzewania chrześcijanina w świętości jest perspektywa szukania i zajmowania ostatniego miejsca (ks. M. Warowny). Ostatecznie, w życiu zarówno wiernych świeckich, jak i konsekrowanych i duchownych chodzi o radykalizm miłości (rozmowa z abp. G. Rysiem). Przy okazji, gdy wracamy do korzeni naszej wiary, całe życie i posługa stają się przez to coraz bardziej owocne (ks. R. Skrzypczak).
Każde pokolenie daje odpowiedź wierności Bogu i Kościołowi. W pierwszym pokoleniu uczniów świadectwo wiary i rozeznawania drogi Bożej zostawił nam św. Paweł Apostoł (ks. T. Rąpała), zaś w średniowieczu św. Franciszek z Asyżu (S. C. Napiórkowski OFMConv). Z kolei św. Tomasz Morus za wierność sumieniu zapłacił najpierw więzieniem, a następnie śmiercią (J. V. Schall).
2. W czym może się wyrażać radykalizm w naszym pokoleniu? Modne staje się to, co ekstremalne, ale czy rzeczywiście jest to ewangeliczne? (ks. M. Cholewa). Na pewno w dobie dyktatury relatywizmu potrzebujemy odwagi w szukaniu obiektywnej prawdy, podobnie jak to robił ks. prof. Wincenty Granat (M. Walczak), i odwagi jej głoszenia (ks. S. Haręzga), nawet wbrew panującej modzie i oczekiwaniom słuchaczy. Tym bardziej, że pojawiają się nowe/stare niebezpieczeństwa, jak choćby homoherezja zagrażająca podstawom naszej cywilizacji i posłudze w Kościele (D. Kowalczyk SJ). Abyśmy się nie pogubili w modnych prądach różnych poglądów, w Kościele podejmujemy ciągle na nowo namysł nad formacją, też formacją intelektualną (P. Bortkiewicz TChr). Potrzebujemy wytrwałości w czytaniu znaków czasu, aby odkrywać Boże powołanie, podążać drogą nawrócenia (Siostra kontemplacyjna) i podejmować dzieła Boże (ks. P. Kulbacki, K. Czerwionka CR).
3. Jednym z zasadniczych wymiarów radykalizmu jest wierność i posłuszeństwo Bogu i Kościołowi. Mocnym świadectwem małżonków starających się o potomstwo jest podjęcie mozolnego wysiłku poznawania swojej płodności poprzez korzystanie z naprotechnologii, a nie droga na skróty, czyli procedura in vitro (Renata i Michał). Nie mniej znaczy radykalne poszanowanie życia najsłabszych i upośledzonych oraz opieka nad nimi (M. Jaworski OCD). Wyrazem wierności jest też posłuszeństwo przełożonym w zakonie, a nie realizowanie swoich ambicji zawodowych za wszelką cenę (P. Stanisławczyk OFMConv), życie ukryte w Bogu (A. Derdziuk OFMCap), podejmowane we wspólnocie z innymi (rozmowa z A. Hejnowiczem OFMConv, ks. B. Kania), ale z czystymi motywacjami (A. Rusak).
Pozostaje ciągle otwarta sprawa, jaką odpowiedź ja sam dam Panu Bogu na zaproszenie do życia Ewangelią. Życzymy naszym Czytelnikom odwagi tych poszukiwań i dobrych odpowiedzi.1
KS. MIROSŁAW CHOLEWA
redaktor naczelny
1 W całym numerze stosujemy następujące skróty: EG - Franciszek, adhortacja Evangelii gaudium; FR - Jan Paweł II, encyklika Fides et ratio; KDK - Sobór Watykański II, Konstytucja duszpasterska o Kościele w świecie współczesnym Gaudium et spes; KKK - Katechizm Kościoła Katolickiego.
KS. ROBERT SKRZYPCZAK
Ks. Thomas Frings, od ponad 30 lat kierujący parafią w diecezji Münster, postanowił zrzec się swej funkcji. Nie chce być już proboszczem, by nie zgubić miłości do wiary. Niedawno wyjaśnił wszystko w książce o znamiennym tytule Aus, Amen, Ende? (Idzie-my, amen, dosyć tego?). Wycofał się z probostwa, by zamieszkać w klasztorze choćby na rok. Powodem decyzji - jak powiedział - był skrajny brak zainteresowania wiarą wśród jego parafian, przy jednoczesnym przesadnym przywiązaniu do fotek z religijnych uroczystości do rodzinnego albumu. "Dotychczasowe formy bycia w Kościele, w których wzrastaliśmy - wyjaśnia - dostarczały niewiarygodnie wielu budujących przejawów umocnienia, lecz dziś wydają się już coraz mniej odpowiadać stylowi życia społeczeństwa. Tyle tylko, że nie wiemy, co zaproponować w ich miejsce. Wzrastałem w Kościele ludowym, gdzie czymś oczywistym była przynależność do tego Kościoła, co odczuwało się mocno w rodzinnej codzienności. Dziś już czegoś takiego nie stwierdzamy".
Panika i zniechęcenie
"Wycofałem się z obowiązków proboszczowskich - uzasadnia swoje postępowanie ks. Frings - by pozostać nadal księdzem. Na początku miałem półtora tysiąca wiernych, potem już 3000, potem 10 tysięcy. I na tym sprawa by się nie skończyła. Parafie są łączone, stają się czymś ogromnym. Bycie księdzem przy tej postaci reformowania Kościoła jest coraz trudniejsze. Ostatecznie staliśmy się czterdziestotysięczną wspólnotą, spośród której 218 osób uczęszczało na Msze święte w sobotni wieczór lub w niedzielę. Gdy byłem dzieckiem, na Mszę przychodziła połowa wiernych, gdy zostałem księdzem - jedna czwarta, w ostatnim czasie nie osiągamy nawet 3%. I wciąż niezmordowanie trzymamy się tego samego modelu. Uważam, że potrzebujemy sięgnąć po inne rozwiązania, a nie rozciągać starych modeli na coraz większe obszary".
Wnioski narzucają się same: trzeba szukać nowych horyzontów ewangelizacji. I w tym momencie zaczynają się schody. Za stwierdzeniem konieczności sięgania po nowe metody działania kryje się bowiem niejednokrotnie klimat zniechęcenia, zmęczenia i beznadziei, ogarniający wiele środowisk kościelnych. W niektórych parafiach biedni wierni pechowo trafiają na pasterzy niewierzących, jak na przykład w parafii św. Rocha w Turynie, gdzie proboszcz ks. Fredo Olivero pewnej niedzieli ogłosił, że wyłącza z obrzędu mszalnego recytowanie Wyznania wiary, bo - jak uzasadnił - "już w to nie wierzy". To chyba z tego powodu papież Benedykt XVI w liście przesłanym na pogrzeb kard. Joachima Meisnera z Kolonii napisał: "Kościół szczególnie pilnie potrzebuje przekonujących pasterzy, którzy sprzeciwiają się dyktaturze ducha czasów i postanawiają w pełni żyć i myśleć w oparciu o wiarę".
Kościół pilnie potrzebuje pasterzy, którzy postanawiają w pełni żyć i myśleć w oparciu o wiarę.
Posiew kryzysu tkwi w głowach i sercach nie tylko pasterzy, ale i świeckich chrześcijan, zwłaszcza tych, którzy są świadomi swej podmiotowości w Kościele. Uczucie zagrożenia wiary i zaniku struktur kościelnych nie sprzyja też poszukiwaniu zdrowych, przemyślanych rozwiązań. W doborze metod oddziaływania na wiernych górę biorą nieraz kryteria zgoła mało chrześcijańskie, zapożyczane z mentalności tego świata: kryteria skuteczności działania, szybkiego efektu i masowego oddziaływania. Do chaosu w duszpasterskiej dezorientacji dokłada się ponadto moda na rozległy ekumenizm oraz religijny dialog. Wielu liderów Kościoła wycofuje się z głoszenia obfitych zasobów chrześcijańskiego przesłania w przekonaniu, że nie da się przełamać przejawów wszechobecnego materializmu przy pomocy nieudokumentowanych tajemnic wiary. Dlatego wolą odwoływać się do modnego psychologizmu lub wstępować na ścieżki religijnego synkretyzmu w nadziei, że tym sposobem łatwiej będzie trafić w gust słuchaczy. By zbliżyć się na nowo do ludzi - a wcześniej dokonać właściwej oceny duszpasterskich metod, po które wielu dziś w Kościele sięga, nie dlatego, że są bardzo ewangeliczne, ale bardzo skuteczne i odpowiadają popytowi wśród ludzi - trzeba wziąć pod uwagę to, co w międzyczasie zaszło w dzisiejszej ponowoczesnej mentalności. Nasza laicka epoka nie wyrzekła się bowiem duchowości, wyrzekła się natomiast chrześcijaństwa. Oznacza to, że nie należy rozpoczynać wszystkiego od nadzwyczajnych zjawisk, intensywności subiektywnych doznań religijnych ani ścigania się z innymi na wyniki moralnych osiągnięć. Należy raczej otworzyć na nowo przed ludźmi Biblię i głosić im słowo Boże w zgodzie z odwieczną tradycją Kościoła. Chrystus musi na nowo znaleźć się w centrum głoszonego kerygmatu, przekazywanej katechezy, formułowanych ścieżek duchowej przemiany i praktykowanej pobożności. Ludzie potrzebują odkryć, że Kościół przechowuje to, co jest istotne dla życia, szczęścia i dobra człowieka. Uświadomią sobie wówczas, iż w gruncie rzeczy kochają do głębi to, czym wzgardzili przez ignorancję bądź pominęli na skutek szukania alternatywy w działaniu. Wszystko to jest zawarte w skarbcach słowa i sakramentu Kościoła katolickiego. Nadszedł czas uwolnienia się od tego, co w duszpasterstwie jest obumarłe. Zarazem jednak potrzebujemy ogromnej pokory i należytego rozeznania, by w głoszeniu Ewangelii nie ulec pokusie zmiany ziarna, a co najwyżej pomyśleć o innych sposobach wrzucania go w ziemię.
Duszpasterstwo radykalne czy rozdmuchane?
Jednym z istotnych elementów składających się na aktualną "duszpasterską dezorientację" jest pokusa poszukiwania efektów specjalnych, mających na celu przyciągnięcie uwagi klienta. Jak w próbach przeniesienia na nowe pokolenia zainteresowania muzyką postanowiono odejść od Mozarta i Vivaldiego, wzmocnić decybele, zintensyfikować rytm, dołączyć wrzask, dodać do tego grę świateł i zjawisko dysonansu, tak na polu ewangelizacji podejmowane są dziś podobne działania, często nazywane radykalizacją przekazu Bożego. To, czego nie zdoła uzyskać w uchu ponowoczesnego słuchacza - a chodzi o efekt dreszczu i zachwytu - klasyczny dźwięk organów i fagotu, osiągnie elektryczna rock-gitara i machineria techno. Podobnie jest w przypadku poszukiwania nowych horyzontów ewangelizacji. W efekcie mamy modę na tak zwane radykalne duszpasterstwo.
Przykładem takiego podejścia może być przejmowanie skuteczności metod ewangelizacji od protestantów pentekostalnych. Ich zauważalnymi wyznacznikami bywają omdlenia, drgawki, konwulsje, spazmatyczny śmiech, trans, hipnoza - reakcje wiernych obserwowane podczas charyzmatycznych nabożeństw. Przebudzenie to jest konsekwencją "wylania Ducha Świętego", do jakiego doszło w latach dziewięćdziesiątych na lotnisku w kanadyjskiej metropolii podczas mitingu modlitewnego pewnego zielonoświątkowego zboru.
W centrum uwagi organizowanych w tym stylu mitingów, spotkań, nabożeństw, czuwań, rekolekcji, konferencji zdają się być wyeksponowane podstawowe potrzeby człowieka: zdrowie, spełnienie, uzdrowienie i szczęście. W ustach wielu liderów i kaznodziejów przebrzmiewa tak zwana Ewangelia sukcesu (Prosperity Gospel). Wynika z niej, iż znakiem Bożego błogosławieństwa nad człowiekiem jest odzyskanie formy fizycznej i powodzenia materialnego. Cechą charakterystyczną wielu charyzmatycznych inicjatyw - zwłaszcza tych, nad którymi żaden przytomny katolicki pasterz nie czuwa i nie roztacza kontroli - jest skłonność ku religijnemu synkretyzmowi, dziś bardzo atrakcyjnemu w kontekście nachalnej propagandy multikulturowości.
Cechą znamienną religijności przeżywanej w różnych środowiskach chrześcijańskich okresu posoborowego okazał się być postulat wiary ekstraeklezjalnej lub propozycja tworzenia nowych wspólnot modlitewnych opatrzonych pretensjonalną nazwą "ewangelikalizmu". Ewangelikalizm jest dziś bodaj najszybciej rozwijającym się nurtem w ramach chrześcijaństwa, a jego dominującą część stanowi nurt pentekostalny. Cechuje go niechęć do utożsamiania się z tradycyjnymi denominacjami protestanckimi, jak i zjawisko kongregacjonizmu, w ramach którego każda wspólnota stanowi autonomiczne, niezależne ciało. Ma ona swego lidera, będącego nieraz jednocześnie jej założycielem, i nosi swoistą nazwę, najczęściej biblijnie brzmiącą, typu: Oblubienica Chrystusa, Uczniowie Baranka czy Krew Przymierza. W sumie tworzą one pewien ogólnoświatowy ruch międzywyznaniowy, powszechnie zwany Ruchem Wiary. W Polsce nosi on nazwę Unii Ewangelikalnej. Osią nauczania w ramach tego ruchu jest protestancka triada: tylko Biblia, tylko Chrystus, tylko wiara. Inne kwestie - takie jak sakramenty, kościelna tradycja, Maryja, święci, etyka małżeńska - nawet jeśli nie są wprost zwalczane, to są traktowane jako kwestie drugorzędne. Duchowość tego ruchu, skoncentrowana na osobistej, indywidualnej relacji człowieka z Chrystusem, ma charakter przebudzeniowy i indywidualistyczno-pietystyczny. Wiele inicjatyw nie zmierza do budowania więzi identyfikacji z Kościołem, a ma charakter wydarzeniowy. Pojęcie Kościoła bywa przywoływane w znaczeniu czysto duchowym, akcydentalnym, łączonym z komunitarnym przeżyciem wiary. Inicjatywa zwana "Polską dla Jezusa", podjęta przez wiele wspólnot ewangelikalnych w naszym kraju, zmierza wręcz do sprowokowania pewnego nowego exodusu, przejścia: nie tyle z grzechu do świętości, ile raczej ze struktur kościelnych w kierunku nowej, zindywidualizowanej duchowości, traktowanej nieraz jako syndrom nadejścia czasów ostatecznych.
Wiele inicjatyw nie zmierza do budowania więzi identyfikacji z Kościołem, a ma charakter wydarzeniowy.
Trzeba zauważyć, że wiele z tych środowisk charyzmatycznych i ewangelikalnych ma ogromny wpływ na katolickie grupy i ruchy odnowowe. Coraz więcej katolickich działań duszpasterskich zdradza podatność na ów protestancki model głoszenia Jezusa. Jest to często Jezus "uwolniony" z kościelnej Tradycji, Jezus przyjaciel i uzdrowiciel, Jezus bezdogmatyczny i pozarytualny, Jezus odbiorca indywidualnych oczekiwań. Wiele polskich wspólnot wywodzących się z Oazy czy sympatyzujących z Odnową w Duchu Świętym zostało oderwanych od wpływu kapłanów (często z ich własnej winy) i poddanych liderom świeckim o mocnej charyzmatycznej osobowości, którzy przeszli formację biblijną w neoprotestanckich ośrodkach zagranicznych. Wiodącym tego typu ośrodkiem, gdy chodzi o stopień oddziaływania na katolickie grupy nieformalne, jest Kościół Słowa Życia z Uppsali w Szwecji, założony przez pastora Ulfa Ekmana (który wraz z żoną Birgitt dokonał konwersji do Kościoła katolickiego w 2014 r.).
W głoszeniu tychże liderów obietnice zbawienia w Chrystusie niejednokrotnie przeplatają się z elementami "Ewangelii sukcesu", proponującymi chrześcijaństwo w duchu tego świata, bardziej uwspółcześnione i mniej wymagające. Odpowiadające z całą pewnością doraźnym zapotrzebowaniom wiernych, wpisane w kierunek przemian ustrojowych i kosztów transformacji cywilizacyjnych. Już tu, na ziemi możliwe jest doświadczenie zarówno uzdrowienia, jak i powodzenia rozumianego jako wyzwolenie z ubóstwa. Jeśli ktoś ma talent do zdobywania pieniądza, to otrzymał go od Boga. Zdobywanie bogactwa nie jest niczym złym, wręcz można w nim dopatrzeć się pewnego rodzaju "rozszerzonej oferty Ewangelii": czegoś więcej niż jedynie przebaczenie grzechów i zbawienie wieczne. Bp Andrzej Siemieniewski, słynny protagonista nowej ewangelizacji w Polsce, mówił, iż niejednokrotnie podczas pseudoekumenicznych spotkań organizowanych dla katolickich wspólnot słyszał przesłanie: "W Jezusie jest zbawienie, w Jezusie jest uzdrowienie, w Jezusie jest twój sukces, pieniądze". W publikacjach liderów tego ruchu można napotkać stwierdzenia typu: "Mój portfel się nawrócił". Jak zbawienie jest dla grzeszników, uzdrowienie dla chorych, tak sukces czeka na tego, komu się nie powodzi. Jedyny warunek: uwierz w Jezusa! Jego gotowość działania jest zagwarantowana. Wszystko zależy od tego, kiedy ty zechcesz się na Niego otworzyć! Dla przeciętnego katolika są to sformułowania raczej niecodzienne.
"Gnoza i okultyzm - diagnozuje bp Siemieniewski - to duchowe środowiska, gdzie ukształtowało się następujące przekonanie: wierząc w Biblię, mamy nadnaturalny dostęp do niewyczerpanych zasobów sukcesu, zdrowia i pieniędzy. Metoda? Całkiem prosta: wybieram jakiś obiecujący tekst biblijny, a następnie głośno wypowiadam go ustami z wiarą w spełnienie oczekiwanego rezultatu; mechanizm wiary zadziała i towar zamówiony w świecie duchowym otrzymam niezawodnie (chciałoby się powiedzieć: z dostawą do domu...)"1.
Chrześcijański zaczyn
Chrześcijaństwo stoi dzisiaj wobec fundamentalnego dylematu: przejąć się paradygmatem współczesności aż do nadania dominującym ludzkim zachciankom religijnej sankcji w imię poszukiwania klienta, czy zachować w warunkach dzisiejszego świata status bycia "kontrkulturą", znakiem sprzeciwu, cudzoziemcem w obcym świecie (por. List do Diogneta). Jego przyszłość będzie zależeć od zdolności zachowania swej wyjątkowej oryginalności, która nie rozpłynie się pod presją uległości wobec oczekiwań ludzi. Ma ono, jak zawsze, przed sobą wybór: albo być solą ziemi, albo słodzikiem angażującym się w kompromisy ze światowym sposobem myślenia, i pozwolić lub nie na rozwodnienie swej specyfiki tkwiącej w Chrystusowym nauczaniu. W tym duchu Rod Dreher w interesującej książce Opcja Benedykta przestrzega Kościół przed nowym zalewem barbarzyństwa, czyli niespecyficznej religijności nastawionej na ludzkie szczęście i dobrostan, proponując jako remedium zwrócenie się ku "opcji Benedykta", mając na myśli św. Benedykta z Nursji. Ten wielki święty z VI wieku zdołał pokonać kryzys rozlania się w Kościele pogańskiej mentalności religijnej, obcej apostolskiemu kerygmatowi i logice inicjacji chrzcielnej, poprzez tworzenie małych, silnych wspólnot odnowionego życia monastycznego. Dziś też należałoby tworzyć środowiska intensywnej, dostrzegalnej przynależności do Chrystusa, łącząc codzienną ludzką egzystencję z Ewangelią więzami dobrowolnego przyjęcia jej za regułę życia.
Chrześcijaństwo ma, jak zawsze, przed sobą wybór: albo być solą ziemi, albo słodzikiem angażującym się w kompromisy ze światowym sposobem myślenia.
Chodzi o powrót do źródeł chrześcijańskiej owocności stanowiącej ścisłą syntezę słowa Boga i sakramentu. Jej celem jest moc tkwiąca w sakramencie chrztu, po którą trzeba odważnie sięgnąć. Kiedyś św. Jan Paweł II, nawiązując do soborowego postulatu przywrócenia w praktyce kościelnej inicjacji chrześcijańskiej w postaci pochrzcielnego katechumenatu, powiedział, że ktoś "postawił sobie pytanie: skąd Kościół pierwotny czerpał siłę? a skąd bierze się słabość o wiele liczniejszego Kościoła dzisiejszego? I sądzę, że znalazł odpowiedź w katechumenacie" (Przemówienie w parafii św. Marii Goretti, Rzym, 31 stycznia 1988 r.). Mówiąc "katechumenat", miał na myśli owocne połączenie głoszenia, liturgii i zmiany życia moralnego. Właśnie o tę zmianę życia chodzi. Chrystus zainaugurował w sobie poprzez śmierć i zmartwychwstanie drogę wewnętrznej przemiany człowieka, pokonania w nim grzechu i panowania śmierci oraz wytworzenia w nim trwałych postaw "nowego człowieka" odrodzonego i przeznaczonego do życia wiecznego. Kościół pierwotny miał w sobie ogromny potencjał rodzenia "nowych ludzi" dzięki inicjacji chrześcijańskiej. Potem, gdy nastała epoka masowej katechizacji i ludowego duszpasterstwa, najważniejsze cechy chrześcijańskiego radykalizmu zostały przeniesione w obszar monastycyzmu. Wspólnoty monastyczne przechowały do naszych czasów najważniejsze wymagania i mechanizmy wczesnochrześcijańskiego katechumenatu. To, co w monastycyzmie interesowało małą grupę chrześcijan, wcześniej w ramach chrześcijańskiej inicjacji było proponowane każdemu, kto pragnął chrztu. Jak uczył św. Jan Chryzostom, "ci, którzy żyją w świecie, choćby w małżeństwie, winni pod każdym innym względem być podobni do mnichów". Całe pierwotne chrześcijaństwo było radykalne i nadprzyrodzone, nie potrzebowało podziału na doskonałych i pospolitych wyznawców Chrystusa. Wszyscy doświadczali konsekracji życia w chrzcie. Mnisi byli odpowiedzią na pokusę połowiczności, ogarniającej zwykłych ludzi w Kościele. Ich klasztory były próbą przechowania świetności pierwszych wspólnot wyznawców Zmartwychwstałego. Trzeba dziś odważnie w duszpasterstwie sięgać do tamtych założeń.
Cechami monastycznej duchowości, która odpowiada założeniom pierwotnego chrześcijańskiego nawrócenia, są: wyrzeczenie się świata, walka z demonem i poszukiwanie utraconego raju. Są to warunki przeżywania na serio swego chrzcielnego powołania. Chrzest zawiera bowiem w sobie zanurzenie się w śmierć (dla tego świata) wraz z Chrystusem, wyrzeczenie się demona oraz podjęcie drogi ku niebu. Chrześcijanie, kierując się tymi trzema punktami odniesienia - słowem Boga, modlitwą liturgiczną i pracą dla innych - zdołali zbudować cywilizację, której istotnym elementem była pamięć o tym, że tu, na tym świecie, jesteśmy tylko przejściowo, że nasza ojczyzna czeka na nas w niebie i że nadzieja nieba, jako antycypacja Bożej chwały, angażuje nas już tutaj. "Kto naśladuje cichość naszego Pana - wyjaśniał św. Jan Chryzostom - będzie w stanie wzgardzić przywilejami tego życia i żadna widzialna rzecz go nie zniewoli. Będzie bowiem dysponował innymi oczami. (...) Umarliście - mówi św. Paweł - jakby chciał powiedzieć: Cóż jeszcze macie wspólnego z tym życiem i dlaczego się oddajecie rzeczom ziemskim? Umarliście, to znaczy umarliście grzechowi, czyli raz na zawsze wyrzekliście się obecnego życia. Życie wasze - mówi - nie objawia się teraz, ponieważ jest ukryte. Odnośnie do spraw tego życia zachowujcie się jak żyjący, ale postępujcie jak umarli"2.
Trzy kryteria chrzcielne
Umrzeć dla świata
Każdy chrześcijanin był potencjalnym wojownikiem Chrystusa. Dlatego nie lękał się trudu odrzucenia powabów i obietnic tego świata, walcząc z wrogami Chrystusa i Jego królestwa. Odcięcie się od tego świata nie oznacza bezczynności albo unikania powinności obywatelskich. Wręcz przeciwnie. Chrześcijanin nie wtrąca się z impetem w sprawy publiczne, ale oświeca scenę. Nawet nie zabierając głosu w debacie, wpływa na rozwój duchowy i zbawienie otoczenia. Każda dusza, która dźwiga się z upadku, wraz z sobą dźwiga na sobie cały świat. Żyjąc Bogiem, wprowadza Go w świat, w którym żyje. I chroni przed złem. Poddanie się życiu modlitewnemu czyni płodnymi wysiłki duszpasterskie. Przyjęcie modlitewnego milczenia i dystansu wobec spraw doczesnych umożliwia działanie według zamysłów Boga, a nie świata. Nie da się pokochać jednocześnie Boga i tego świata. Nawet jeśli nie możemy uciec z tego świata, to zawsze możemy unikać światowości, będącej zdradą działań duszpasterskich.
Walka z demonem
Zły jest władcą tego świata (J 12,30; 16,10; 1 J 5,19), wręcz bogiem tego świata (2 Kor 4,4). Jest zatem czymś logicznym, iż ten, kto wyrzeka się świata, staje się kimś obcym dla władcy ciemności. Z pewnością wypowie mu walkę.
Chrystus przyszedł na świat, by zniszczyć dzieło szatana. Uczeń Chrystusa podąża śladami swego Mistrza. Musi zmagać się z agresywnymi pokusami zmysłowymi: obżarstwem i lubieżnością, by, w dalszej kolejności, stawić czoło tym z zakresu swej psychiki: próżności, zazdrości i zawiści, ażeby wreszcie dotrzeć do pokus typu duchowego, najbardziej subtelnych i niszczących: pychy, dumy i nienawiści. Trudno, by dziecko światłości nie było poobijane po spotkaniu z mrokami zła w sobie i wokół siebie. Walka człowieka Bożego przeciw demonowi przynosi korzyść całej ludzkości, a jej narzędziami są modlitwa, post, pokuta i pokora. Taki człowiek przyczynia się w najwyższym stopniu do zbawienia świata. Jest najwspanialszym ekologiem: oczyszcza atmosferę między ludźmi, pozbawiając ją najdotkliwszych trucizn.
Powrót do raju
Adam, ojciec ludzkości, w raju poznał słodycz miłości Boga. Po utracie tej miłości i wygnaniu z raju na skutek grzechu gorzko żałował i zanosił błagania. Nie opłakiwał piękna samego miejsca, ale utratę Bożej bliskości. Każda dusza, która poznała Boga w Duchu Świętym, a następnie utraciła łaskę, odczuwa w sobie udrękę Adama. To największy dowód na to, że człowiek nie jest stworzony dla tego świata. Uszczęśliwić go mogą jedynie dobra przewyższające ten świat. Chrześcijanin nosi w sobie tęsknotę za prawdziwą ojczyzną, a świadectwo duchowego raju w nim samym ogarnia innych. To najistotniejsza działalność "społeczna" i "ekologiczna", jakiej oczekuje się dziś od chrześcijan. Przemiana świata bierze początek w oczyszczonej i przemienionej przez Chrystusa duszy ludzkiej.
Bez efektów specjalnych
Głównym celem działań duszpasterskich ma być uświęcenie człowieka, otwarcie go na pełne, czyli radykalne pójście za Chrystusem. To jedyny radykalizm, który nie grozi przeobrażeniem się w idolatrię. Ani ewangelizacja, ani misja, ani troska o chorych czy biednych, ani wychowanie młodych nie są głównym celem uczniów Zmartwychwstałego. "Być" powinno być zawsze nad "mieć" czy "działać". Jedynie świętość życia zanurzonego w stałym nawróceniu przynosi chwałę Bogu. Wszystko inne jest jego pochodną. Św. Jan Vianney trwał w nieustannej modlitwie i umartwieniu, w całkowitym oddaniu się Bogu, w radykalnej pokucie, walce z ciałem i demonem. Nie potrzebował wyszukanych metod i efektów specjalnych. Samym swym życiem formował powierzony mu lud, stawiając przed nim wymaganie zaangażowania się w prawdę Ewangelii. To nie wyszukane działania nadają sens naszemu powołaniu, ale życie w komunii z Bogiem. Kościół jest tym bardziej skuteczny, im większy dystans utrzymuje wobec mentalności tego świata. Wiara w Chrystusa nie sprzedaje się na skutek pozyskania udaną reklamą wielu klientów. Można ją żywić i przekazać jedynie za cenę krzyża - ambitne trofeum tych, którzy nie wstydzą się głosić całej prawdy. Niektórzy łudzą się, że można dziś nieść przesłanie ewangeliczne, wybierając drogę szeroką i wygodną, w oparciu o środki czysto ludzkie i w zaufaniu do pieniędzy. Nie zdają sobie sprawy z tego, że przesłanie to w ich rękach zmienia się w czysty retoryczny sentymentalizm, niemający w sobie ani mocy, ani smaku. Chrześcijaństwo przetrwa, o ile zachowa swą wyjątkową oryginalność.
To nie wyszukane działania nadają sens naszemu powołaniu, ale życie w kmunii z Bogiem.
Nigdy nie zapomnę, gdy w drodze na Europejskie Spotkanie Młodych z papieżem Janem Pawłem II w 1995 roku, towarzysząc w drodze grupie młodych, dopiero co pozyskanych dla Kościoła ludzi z misji w Oulu (Finlandia), postanowiłem odwiedzić wraz z nimi klasztor sióstr kontemplacyjnych. Uzyskaliśmy specjalną zgodę na spotkanie z klaryskami. Zobaczyliśmy w ciężkich habitach i welonach 20 sióstr, które podzieliły się świadectwem życia z Chrystusem za kratą klauzury. W trakcie spotkania wielu z moich pielgrzymów zaczęło płakać. Niektórzy dyskretnie, po cichu, inni zaś wpadli w ryk. Zapytałem ich potem o powód tej reakcji. "Już niczego nie rozumiemy - odpowiedzieli. - Te dziewczyny w habitach żyją w zamknięciu, pracują i modlą się. Wszystkiego się wyrzekły. My natomiast pozwalamy sobie na wszystko. Korzystamy ze świata według życzeń: z modnych ciuchów, internetu, wyjazdów zagranicznych, dyskotek, portali randkowych, seksu, przyjemności, jointów... Dlaczego w takim razie tamte są szczęśliwe, a my nie?".
Jedynie proponując autentyczną alternatywę dla wzorów i modeli naszej tymczasowości i ufnie powracając do nadprzyrodzonych zasobów łaski zawartej w naszym chrzcie i żywej Tradycji Kościoła, zdołamy postawić ludzi przed autentycznym radykalizmem świadomego opowiedzenia się za Chrystusem. Trzeba odciąć się od tego świata, podjąć walkę z demonem i żywić w sobie nieustanną tęsknotę za niebem, by zgodzić się na chcianą i dobrowolną zależność od Boga.
KS. ROBERT SKRZYPCZAK (ur. 1964), teolog, psycholog; wykładowca na fakultecie teologicznym Marcianum w Wenecji i Papieskim Wydziale Teologicznym w Warszawie. Ostatnio opublikował m.in. książki: Miłość warta obrączek. Jak zbudować małżeństwo na całe życie, Wiara i seks. Jan Paweł II o małżeństwie i rodzinie oraz Chrześcijanin na rozdrożu. Kryzys w Kościele posoborowym.
Dalsza część książki dostępna w wersjipełnej
1 http://www.siemieniewski.archidiecezja.wroc.pl/?q=node/139.
2 Katechezy chrzcielne VII, 21-22, tłum. ks. W. Kania, Kerygma, Lublin 1994.