Pastores 80 (3) 2018 - Zespół Redakcyjny

Reflow text when sidebars are open.
Drodzy Czytelnicy!
Minęło przeszło 1050 lat od początków polskiej państwowości, 100 lat od przywrócenia Polski na mapie Europy po skandalicznym rozgrabieniu jej ziem przez sąsiadów, 29 lat od wyborów kończących narzucony przez Stalina eksperyment realnego socjalizmu. W tych kluczowych dla historii Polski momentach jednym z wielkich aktorów był Kościół. Nie byłoby Polski, jaką znamy, gdyby nie wielowiekowa praca owego akuszera polskiej duszy.
1. Nie istnieje człowiek bez ojczyzny/ojczyzn, zaś mit "szlachetnego dzikusa", bez zakorzenienia, bez tradycji, jest tylko oświeceniową utopią. Ten antropologiczny paradygmat jest obecny w narracji biblijnej. Swoją ojczyznę ma Jezus, swoje ojczyzny mają Jego uczniowie (ks. W. Chrostowski). Również po drugiej stronie życia czeka nas kolejna przestrzeń zakorzenienia, którą Biblia nie waha się nazwać ojczyzną (ks. R. Muszyński).
2. Nie istnieje Kościół bez zakorzenienia w "tu" i "teraz" ziemskich ojczyzn. Reguła wcielenia dotyczy także eklezjalnego ciała Chrystusa. Zbitka Polak-katolik nie powinna w tym kontekście nikogo dziwić ani gorszyć, oczywiście, jeśli nie jest używana w sensie wykluczającym (J. Salij OP). Mamy się czym chwalić, gdy chodzi o dziejową komunię losów narodu i Kościoła (A. Nowak). Mamy też nad czym rozmyślać, gdy zastanawiamy się nad przyszłością tego związku - czy wiara zdoła w naszych czasach utrzymać swoje zdolności kulturotwórcze, czy zdoła inspirować nowe postacie patriotyzmu (J. Kowalski)?
3. Si vis pacem, para bellum... Mądrość starożytnych potwierdza historia wielu narodów, które utraciły swą państwowość, gdyż nie potrafiły o siebie zadbać. Wie o tym dobrze Kościół, który nieustannie toczy walkę przeciwko "duchowym pierwiastkom zła na wyżynach niebieskich" (Ef 6,12). Służąc ziemskim ojczyznom swoją wiedzą i doświadczeniem, spotyka się on czasem z zarzutem, jaki król izraelski wytoczył prorokowi Micheaszowi: "ja go nienawidzę, bo mi nie prorokuje dobrze, tylko zawsze źle" (2 Krn 18,7). Mamy jednak robić swoje i nie milczeć, gdy trzeba wołać (rozmowa z abp. Z. Stankiewiczem). Strzegąc własnej Tradycji/tradycji, inspirujemy rządzących do prowadzenia roztropnej polityki historycznej (rozmowa z W. J. Wysockim). Każdego, kto chce słuchać, ostrzegamy przed ideologicznymi uwodzicielami (J. Mazur OSPPE).
4. Mocni ludzie nadają historii kierunek. Tu znów Kościół może być korepetytorem - stawiając na świętych, docenia siłę moralnego przywództwa i funduje zdrowe autorytety. Gdy wspominamy zawiłe dzieje suwerenności Polski w XX wieku, nie sposób nie wspomnieć zarówno wielkich architektów wolności - a wśród nich św. Jana Pawła II (C. Ritter), jak i cichych bohaterów uporczywej walki o Polskę - w tym milionów polskich kobiet, które ratowały tkankę polskości po klęskach zrywów zbrojnych (M. Waluś).
5. Nie zapominamy wreszcie o tym, że warunkiem niepodległości państw jest niepodległość serca ich obywateli. Równowaga pomiędzy wolnością i prawdą jest tematem mistrzowsko opracowanym w encyklice Veritatis splendor, którą w 25-lecie wydania przypominamy (abp C. J. Chaput). Prorocze wskazania - w kontekście współczesnego zamętu - odnajdujemy także w pracach kard. Josepha Ratzingera (ks. J. Szymik).1
KS. WOJCIECH BARTKOWICZ
1 W całym numerze stosujemy następujące skróty: CA - Jan Paweł II, encyklika Centesimus annus; DeV - Jan Paweł II, encyklika Dominum et Vivificantem; FC - Jan Paweł II, adhortacja Familiaris consortio; KKK - Katechizm Kościoła Katolickiego; OCWD - Obrzędy chrześcijańskiego wtajemniczenia dorosłych; RH - Jan Paweł II, encyklika Redemptor hominis; VS - Jan Paweł II, encyklika Veritatis splendor.
ANDRZEJ NOWAK
Od 11 listopada 1918 roku datujemy odzyskaną niepodległość. Tego dnia władzę wojskową w kraju i propozycję utworzenia rządu narodowego otrzymał powracający z internowania w Magdeburgu Józef Piłsudski. Władzę reprezentanta suwerennej wolności Polaków przekazywała Piłsudskiemu trzyosobowa Rada Regencyjna Królestwa Polskiego. W centrum owego aktu, jaki dokonał się na jej wieczornym posiedzeniu w dniu 11 listopada, w warszawskim mieszkaniu jednego z regentów, Józefa Ostrowskiego, był przedstawiciel Kościoła katolickiego, arcybiskup warszawski, Aleksander Kakowski, członek i duchowy opiekun trzyosobowej Rady. Wzmocnienie autorytetem Kościoła przekazania władzy niedawnemu socjaliście, organizatorowi i uczestnikowi akcji bojowych PPS, miało ogromne znaczenie dla legitymizacji nowego Naczelnika Państwa, dla podtrzymania kruchej jeszcze jedności tworzącego swą państwowość od nowa narodu. Także dla samego Józefa Piłsudskiego rangę symbolu miał fakt, że władzę przekazywał mu arcybiskup, który sam był synem bohaterskiego uczestnika powstania styczniowego - tego powstania, które dla nowego Naczelnika było najświętszym symbolem polskiego dążenia do wolności. Abp Kakowski następnego dnia po spotkaniu z Piłsudskim ogłosił odezwę do duchowieństwa, z entuzjazmem wzywającą do wspierania odnowionego państwa: "Zwiastuję Wam, Bracia Kapłani, wesele wielkie. (...) Z łaski Boga jesteśmy wolni w wolnej naszej Polsce"1. I Polska była wolna: z pomocą i błogosławieństwem Kościoła.
Próba ognia: lato 1920 roku
Tę świeżą, młodziutką wolność próbował zgnieść atak ze wschodu, z ustanowionego w Rosji centrum bolszewickiego imperium. Armia Czerwona nacierająca na Warszawę i Lwów prowadziła zarazem śmiertelną walkę z Kościołem jako ostoją wrogiej komunizmowi tożsamości polskiej. Niszczone świątynie, zabijani księża znaczyli szlak pochodu sowieckiej ideologii. Latem 1920 roku, w dramatycznym momencie zagrożenia nie tylko polskiej wolności, ale samej egzystencji Kościół katolicki stał się fundamentem nadziei i obrony. 7 lipca biskupi polscy wystosowali listy do papieża Benedykta XV, do episkopatów świata i do narodu polskiego w związku z agresją bolszewicką. W liście do episkopatów świata zwracali uwagę na uniwersalne znaczenie obrony polskiej wolności: "nie my sami zagrożeni jesteśmy. Dla wroga, który nas zwalcza, nie jest bynajmniej Polska ostatnią przystanią dla jego trofeów, lecz jest mu raczej etapem tylko i pomostem do zdobycia świata. (...) Polska w pochodzie bolszewizmu na świat jest już ostatnią dla niego barierą, a gdyby ta się załamała, rozleje się on po świecie falami zniszczenia". W liście do narodu z kolei apelowali: "Oto wróg zebrał wszystkie swe siły, aby (...) odebrać Polsce na nowo przecenny skarb jej wolności. (...) Wzywamy was, abyście dali zastępy ochotnicze dla ratowania narodu i Polski"2.
Niszczone świątynie, zabijani księża znaczyli szlak pochodu sowieckiej ideologii.
Episkopat zdecydował o wysłaniu do wojska 5% ogólnej liczby księży. Kard. Kakowski wspominał po latach: "Spełniłem życzenie Piłsudskiego i ogłosiłem wezwanie do duchowieństwa. Usłuchano wezwania mojego i innych biskupów. Księża stanęli w szeregach, jedni ja-ko kapelani, inni jako sanitariusze. Szczególnie młodzież seminariów duchownych poszła z zapałem. Między innymi poszedł i ksiądz Skorupka. (...) zwrócił się do mnie z prośbą, abym mu pozwolił pójść na front razem z batalionem młodzieży gimnazjalnej warszawskiej, w którym znajdowała się jego szkoła. "Zgadzam się, rzekłem, ale pamiętaj, abyś ciągle przebywał z żołnierzami w pochodzie i w okopach, a w ataku nie pozostawał w tyle, ale szedł w pierwszym rzędzie""3.
Księża stanęli w szeregach, jedni jako kapelani, inni jako sanitariusze.
Symbolem roli odegranej przez Kościół w obronie polskiej wolności w 1920 roku stał się niewątpliwie właśnie ks. Ignacy Skorupka. 27-letni kapłan, notariusz warszawskiej Kurii Metropolitalnej, służył jako kapelan 236. Ochotniczego Pułku Piechoty im. Weteranów Powstania Styczniowego (złożonego głównie z warszawskich uczniów i harcerzy). W chwili decydującego starcia nad przedpolach Warszawy, 13 sierpnia pod Ossowem, ks. Skorupka szedł ze swymi żołnierzami, zagrzewał ich swoją odwagą. Zginął śmiercią żołnierza. Wedle jednych relacji padł, idąc na czele natarcia z krzyżem w ręku, wedle innych zginął, udzielając sakramentu namaszczenia jednemu z rannych Polaków. Po bitwie stał się jednym z jej symboli, uhonorowany prawdziwie hetmańskim pogrzebem, z udziałem gen. Józefa Hallera i prezydenta Warszawy.
Było jednak jeszcze wielu innych bohaterskich księży w tej wojnie. Dla przykładu tylko wspomnieć można choćby ks. Jana Trzaskomę, współorganizatora Polskiej Organizacji Wojskowej pod Warszawą, w 1920 roku alumna seminarium duchownego - i ochotnika w wojnie obronnej przeciw bolszewikom, nagrodzonego za swe czyny między innymi orderem Virtuti Militari i Krzyżem Niepodległości, a 19 lat później - aresztowaniem przez Niemców i śmiercią męczeńską w obozie w Dachau... Można, a nawet należy koniecznie wspomnieć także ks. Mateusza Zabłockiego, który już w Powstaniu Wielkopolskim w grudniu 1918 roku włączył się czynnie w walkę o polską wolność. Ochotniczo wstąpił wówczas do Wojska Polskiego, przejściowo nawet dowodząc oddziałem powstańczym w starciu pod Szubinem. W wolnej Polsce został proboszczem w Gnieźnie, ale w 1920 roku znów ruszył na front, jako kapelan 61. pułku piechoty wielkopolskiej. Przykładem osobistej odwagi uratował żołnierzy swojego batalionu z okrążenia nad Berezyną w czerwcu 1920 roku (za co otrzymał order Virtuti Militari). Wspierał sprawę polskiej wolności dalej - nie tylko na szlaku walk z bolszewikami w roku 1920, ale aż do końca swej drogi życiowej: zginął rozstrzelany przez Niemców w październiku 1939 roku.
Innym przykładem zaangażowania Kościoła w obronę Polski w 1920 roku może być wspólny zaciąg 30 kleryków z seminarium płockiego, którzy podjęli służbę sanitarną w Armii Ochotniczej na wiślanym statku "Łokietek", przewożącym rannych (często pod ostrzałem nacierających wtedy nad Wisłą bolszewików) do okolicznych szpitali. Do kompanii sanitarnych i służb pomocniczych zgłaszali się także masowo klerycy z innych diecezji (np. z samego Krakowa ponad stu).
Akt poświęcenia Najświętszemu Sercu Jezusa i ponowne obranie Matki Bożej Królową Polski, dokonane przez biskupów 27 lipca na Jasnej Górze i wydana tego samego dnia ich odezwa do narodu zagrzewały do skutecznego oporu: "Utwórzcie i Wy przez zjednoczenie uświęconą nadprzyrodzoną wiarą armię narodowego zbawienia. Idźcie do niej wszyscy - a jak wtedy [w czasach "potopu"] tak i dziś duch jej przełamie obojętność i zwątpienie i wszelką klasową partyjność i zbudzi w narodzie bogate, drzemiące w nim siły i do zwycięstwa go poprowadzi". Na cele tworzonej przez gen. Józefa Hallera Armii Ochotniczej przekazywano z polecenia biskupów kolejne ofiary składane na tacę. Udało się także pozyskać głos duchowego wsparcia dla walczącej Polski ze Stolicy Apostolskiej: list Benedykta XV z 5 sierpnia zarządzający modły "dla ubłagania miłosierdzia Pańskiego nad nieszczęsną Polską"4. I zwycięstwo nadeszło.
Pojęcia "Cudu nad Wisłą" nie da się zredukować tylko do funkcji propagandowego zabiegu, który miałby odbierać zasługi konkretnym, "ziemskim" twórcom wielkiego zwycięstwa w bitwie warszawskiej, z marszałkiem Józefem Piłsudskim na czele.
Ta bitwa, cała wojna lat 1919-1920 z Rosją Sowiecką, wojna decydująca o polskiej wolności, nie była wygrana tylko geniuszem wodza, ale była wygrana przez naród. Fundamentem jego tożsamości, która pozwoliła oprzeć się sowieckiemu najazdowi, pozostawał wciąż związek z Kościołem, żywa chrześcijańska tradycja.
Umacnianie tożsamości: 1921-1939
Kolejnych 19 lat niepodległości, którymi cieszyć się mogły miliony Polaków nad Wisłą, Wartą, Bugiem czy Pełtwią, miało fundamentalne znaczenie dla umocnienia polskiej tożsamości, polskiego ducha i siły oporu na czas nowej próby, jaka miała nadejść w chwili rewanżu sowieckiego imperium, połączonego sojuszem z niemiecką III Rzeszą w 1939 roku. Kościół katolicki zyskał formalne potwierdzenie swego statusu w odrodzonej Polsce niemal w tej samej chwili, kiedy podpisywany był w Rydze pokój z wysłannikami Lenina. Dzień wcześniej, 17 marca 1921 roku, przyjęta została Konstytucja Rzeczypospolitej, nazywana od tej daty Marcową. Gwarantując (w artykułach 110-113) wolność sumienia oraz swobodę praktykowania (tak publicznego, jak prywatnego) wiary wyznawcom każdej religii, Konstytucja wyróżniała Kościół katolicki artykułem 114, który określił, iż "wyznanie rzymsko-katolickie, będące religią przeważającej większości narodu, zajmuje w państwie naczelne stanowisko wśród równouprawnionych wyznań". Na podstawie zawartego cztery lata później konkordatu ze Stolicą Apostolską (Sejm ratyfikował go 26 marca 1925 r.) ustalono między innymi, iż żadna część Rzeczypospolitej nie będzie zależała od biskupstwa rezydującego poza granicami państwa, nauka religii została zatwierdzona jako obowiązkowa; duchownych objęto opodatkowaniem na równi ze świeckimi. Choć II Rzeczpospolita nie była krajem jednolitym wyznaniowo - obok liczącej blisko 10% mniejszości żydowskiej były także poważne mniejszości prawosławne oraz wspólnot protestanckich - to jednak Kościół katolicki, nie tylko formalnie, stanowił istotny zwornik duchowy odrodzonej państwowości.
Symbolami tej roli stali się najwybitniejsi włodarze Kościoła w okresie II Rzeczypospolitej. Należał do tego grona wspomniany już, gotów do bliskiej współpracy z marszałkiem Piłsudskim, arcybiskup warszawski kard. Aleksander Kakowski. Należał także, cieszący się wielkim autorytetem już od czasu swej wielkiej roli charytatywnej w I wojnie światowej biskup krakowski (a od momentu podniesienia w październiku 1925 r. biskupstwa krakowskiego do rangi metropolii - pierwszy arcybiskup), książę Adam Stefan Sapieha. Metropolita krakowski kontynuował tę charytatywną misję, organizując na dużą skalę pomoc biednym i ofiarom bezrobocia od 1926 roku. Wielką rolę publiczną odgrywał również arcybiskup-metropolita lwowski obrządku ormiańskiego, Józef Teodorowicz - pełen pasji mówca w Sejmie Ustawodawczym, do końca życia (zmarł w grudniu 1938 r.) wielki kaznodzieja polskiego patriotyzmu5. I on, i metropolita krakowski protestowali stanowczo - w obronie obywatelskich wolności - kiedy władze państwowe przekroczyły swe uprawnienia, podejmując otwarte prześladowania opozycji w tak zwanym procesie brzeskim (w 1930 r.).
Szczególne piętno na służbie Kościoła w II Rzeczypospolitej odcisnął jednak przede wszystkim nowy prymas, po śmierci kard. Edmunda Dalbora, arcybiskup gnieźnieński i poznański od czerwca 1926 roku, salezjanin, August Hlond. Wcześniej pełnił obowiązki pierwszego biskupa diecezji katowickiej, utworzonej po przyłączeniu Górnego Śląska do Polski po trzech powstaniach. Okazał się znakomitym organizatorem życia Kościoła w Polsce. Był gotów przyjąć wyzwania, których i w tym czasie, w wolnej ojczyźnie, nie brakowało.
Warto przypomnieć, że wolność rozumiana była w społeczeństwie II Rzeczypospolitej rozmaicie. Przez niemałe, a wpływowe odłamy, zwłaszcza liberalnie nastawionej inteligencji, także naturalnie przez silną w życiu społecznym i politycznym reprezentację socjalistów, wolność tę postrzegano jako wyzwolenie od religii, od obecności Kościoła w życiu publicznym. Ostra publicystyka Tadeusza Boya-Żeleńskiego była najbardziej wymownym przejawem tego nastawienia, z którego wynikały kolejne fronty walki z Kościołem: od spraw edukacji, rodziny i etyki seksualnej poczynając. Niezwykle czynna na owych "frontach" była także rozwijająca się w II Rzeczypospolitej masoneria. Kościół, hierarchowie interpretowali te wyzwania w kontekście dramatycznego doświadczenia agresji bolszewickiej ideologii w 1919-1920 roku i sąsiedztwa z państwem Lenina i Stalina. Prymas Hlond ujmował owe doświadczenia w sposób najbardziej pogłębiony w dwóch swoich niezwykle ważkich listach pasterskich: na Wielki Post 1932 roku - "O zadaniach katolicyzmu wobec walki z Bogiem", a także w ogłoszonym w tym samym roku liście "O chrześcijańskie zasady życia państwowego". Obydwa pisane były w kontekście bardzo głębokiego wówczas kryzysu gospodarczego, a także rosnących konfliktów politycznych, w których coraz mniej miejsca pozostawało na wolności obywatelskie. Warto przytoczyć diagnozę postawioną w pierwszym z owych doniosłych listów, budujących program działania Kościoła w Polsce: "Nie jest to następstwem chwilowego zbiegu okoliczności, że się cywilizowane narody w chaos społeczny zamieniają i że na gruncie wczorajszego dobrobytu wybujać mogły groźne zjawy kryzysu gospodarczego. (...) Są ludzie, którzy się z radością wpatrują w czerwoną zorzę nad światem i widzą w niej pożądaną zapowiedź chwili, w której przepaść mają wiara, zasady moralne, prawo przyrodzone, objawienie, chrześcijaństwo, Kościół. Oni ten krwawy brzask witają, jako godzinę swoją, jako godzinę zamieszania i wzburzenia ludów, godzinę walk i mordów, głodu i rozpaczy. W tę godzinę chcą rozwinąć nad światem czarną chorągiew szatana. Przyszłe czasy mają się w ich oczekiwaniu ustalić na zasadzie człowieczeństwa, bezwzględnie wyzwolonego od Stwórcy. Takie są zamierzenia nie tylko bolszewików i bezbożników sowieckich. Takie cele nęcą wolnomyślicieli, racjonalistów, wolnomularstwo, wyznawców ateistycznego materjalizmu, bezwyznaniowców. Tę chwilę gotuje laicyzm, który już dziś z wszystkich dziedzin życia zdziera znamiona i ślady religijne. Do tego zmierzają te filozofje i teorje, które ani w dziedzinie społecznej, ani w życiu publicznem nie uznają powagi prawa bożego. Nad tem już dziś pracują szerzyciele zepsucia i bezwstydu, niszczyciele rodziny, sekty, wrogowie Kościoła. (...) Błędnie też pojmuje zadania katolicyzmu w chwili obecnej kto sądzi, że Kościół powinien dbać przede wszystkiem o to, by się ostać, i że w tym celu powinien się jak najmniej narażać, ograniczać swą działalność do spraw najistotniejszych, a zresztą jak najdalej uciekać od złości dzisiejszych czasów. (...) Kościół nie jest cieplarnianą roślinką, lecz drzewem, które Bóg "zasiał na roli swojej" (Mt 13,31), by się rozrosło na świat cały. (...) Naczelnym nakazem dzisiejszej chwili jest uruchomienie powszechnej ofensywy katolickiej"6.
Nie jest następstwem chwilowego zbiegu okoliczności, że się cywilizowane narody w chaos społeczny zamieniają.
I taką właśnie ofensywną dynamikę kard. Hlond starał się nadawać Kościołowi w Polsce. Tworzył od 1930 roku Akcję Katolicką, w której ludzie świeccy mogli włączyć się na masową skalę w życie publiczne w swoim bezpośrednim otoczeniu, a zarazem mogli pogłębiać formację duchową. Ponad 600 tys. jej członków (wedle stanu z 1937 r.) stało się poważną siłą w praktycznym sprawdzianie, przez jaki polskie społeczeństwo miało przejść w kolejnych, dramatycznych latach. Kard. Hlond, podobnie jak arcybiskup warszawski, Aleksander Kakowski, biskup katowicki - Stanisław Adamski, częstochowski - Teodor Kubina, kielecki - Czesław Kaczmarek - podejmował także liczne wysiłki, by rozpowszechniać naukę społeczną Kościoła, by docierać z jej praktykowaniem do warstw najbardziej poszkodowanych przez kryzys: przede wszystkim do robotników. Nieść realną pomoc i zarazem hamować postępy ideologii nienawiści klasowej, podważającej jedność państwa - to cele, którym służyły między innymi katolickie związki i stowarzyszenia zawodowe, chrześcijańskie uniwersytety robotnicze w większych miastach, wreszcie powołana w 1933 roku Rada Społeczna przy Prymasie Polski. Hlond patronował także powołaniu w 1927 roku Katolickiej Agencji Prasowej (kierowali nią ks. Józef Gawlina i ks. Zygmunt Kaczyński).
Laicyzm z wszystkich dziedzin życia zdziera znamiona i ślady religijne.
Kościół starał się także docierać skuteczniej do zlaicyzowanej już mocno inteligencji. Zaczynały działać odrębne duszpasterstwa dla środowiska akademickich (w Warszawie, Krakowie, Lwowie, Wilnie, Poznaniu, Lublinie), katolickie organizacje studenckie, związki katolickiej inteligencji (m.in. lekarzy, inżynierów, nauczycieli, artystów). Wielkie znaczenie miał powołany do życia w 1918 roku Katolicki Uniwersytet Lubelski. Dewizą nowego uniwersytetu (który zaczął służyć niepodległej Polsce jako czwarty z kolei: obok Jagiellońskiego, Warszawskiego i Lwowskiego, a przed Wileńskim i Poznańskim) stało się hasło Deo et Patriae - "Bogu i Ojczyźnie". Realizowały je, obok wydziałów Teologicznego i Prawa Kanonicznego także kształcące kadry inteligencji katolickiej dwa wydziały "świeckie": Prawa i Nauk Społeczno-Ekonomicznych oraz Nauk Humanistycznych.
Ważniejsze jednak od instytucji i form organizacyjnych było nowe życie, jakie udało się tchnąć w duchowość polskiego katolicyzmu. Ideał pogłębienia wiary na podstawie odrodzonej nauki św. Tomasza z Akwinu potrafili połączyć z praktycznym zaangażowaniem społecznym między innymi dominikanin o. Jacek Woroniecki, ks. Władysław Korniłowicz (opiekun duchowy i kierownik założonego w Laskach pod Warszawą zakładu dla ociemniałych dzieci, a także inicjator niezwykle ważnego dla oddziaływania katolicyzmu na środowiska kulturalne kwartalnika "Verbum"), czy misjonarz ks. prof. Konstanty Michalski - rektor UJ, wybitny filozof katolicki. W tym samym kierunku szły starania ks. Antoniego Szymańskiego - rektora KUL-u, prezesa Związku Inteligencji Katolickiej i pioniera studiów nad relacjami ekonomii i etyki w nowoczesnym społeczeństwie. Również pierwsze prace i duszpasterskie zabiegi młodego księdza doktora (absolwenta KUL-u) Stefana Wyszyńskiego realizowały ten sam zamiar. Autor rozprawy doktorskiej o prawach rodziny, Kościoła i państwa do szkoły prowadził między innymi chrześcijański uniwersytet robotniczy, angażował się w pracę oświatową w chrześcijańskich związkach zawodowych.
Setki szpitali obsługiwanych przez siostry miłosierdzia, tysiące dzieł charytatywnych, zdynamizowana przez hierarchię praca duszpasterska i współdziałanie z państwem w dziele patriotycznej edukacji młodego pokolenia - to niektóre tylko przejawy tej służby, którą Kościół pełnił w II Rzeczypospolitej. Najważniejszy sens owej służby, która umacniała i stabilizowała wewnętrznie niepodległość wyraził kardynał-prymas Hlond w liście z 1932 roku, w którym przypomniał, iż Kościół nade wszystko "rządzącym i obywatelom przypomina zasady zdrowej etyki państwowej, opartej na nieprzemijających pobudkach wiecznej moralności"7.
Służba tej sprawie przyniosła efekt widoczny w godzinie próby, w czasie nowej, wielkiej wojny. Do walki o Polskę, o jej niepodległość, o wolność i godność ludzką stanęło całe wychowane w II Rzeczypospolitej pokolenie. Ogromna większość tego pokolenia wyszła z tej samej katolickiej szkoły wychowania, jaką odebrał jego najznakomitszy reprezentant: urodzony w czasie wojny z Rosją sowiecką, w maju 1920 roku, Karol Wojtyła. On dał najwymowniejsze świadectwo tej roli, jaką odegrał Kościół w ciągu 20 lat niepodległego bytu odrodzonej Polski. Był najlepszym synem Polski odrodzonej z niewoli i najlepszym wychowankiem II Rzeczypospolitej. Stał się najwspanialszym świadectwem i zarazem symbolem tej roli, jaką Kościół odegrał i odgrywa w podtrzymywaniu nie tylko wiary, ale także suwerennego ducha polskiego. Aż po dziś dzień - i dalej, w przyszłość.
ANDRZEJ NOWAK (ur. 1960), historyk, sowietolog, profesor zwyczajny w Instytucie Historii Polskiej Akademii Nauk, kierownik Zakładu Historii Europy Wschodniej Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie; publicysta. Ostatnio opublikował m.in. książki: Filary niepodległości i Niepodległa! 1864-1924. Jak Polacy odzyskali Ojczyznę.
1 Odezwa arcybiskupa warszawskiego Aleksandra Kakowskiego do duchowieństwa, 12 listopada 1918, w: (red.) M. M. Drozdowski, Metropolia Warszawska a narodziny II Rzeczypospolitej, Oficyna Wydawniczo-Poligraficzna "Adam", Warszawa 1998, s. 141.
2 Cytaty z obydwu listów za: (red.) M. M. Drozdowski i in., Zwycięstwo 1920. Warszawa wobec agresji bolszewickiej, Ed. Dembinski, Paris 1990, s. 42 i 45-46.
3 Tamże, s. 376 (wspomnienia kard. A. Kakowskiego opublikowane w 1931 r.).
4 Odezwa Biskupów polskich do narodu po konferencji na Jasnej Górze w zw. z agresją bolszewicką, 27 lipca 1920, w: Zwycięstwo 1920, dz. cyt., s. 90-92; List Benedykta XV do kardynała Bazylego Pompili z 5 sierpnia 1920, tamże, s. 111.
5 Zob. np. znakomity przykład kazania abp. Teodorowicza: Państwo chrześcijańskie a państwo pogańskie - z 12 kwietnia 1931, w: (red.) B. Szlachta, Antykomunizm polski. Tradycje intelektualne, Ośrodek Myśli Politycznej, Kraków 2000, s. 162-166.
6 A. Hlond, Listy pasterskie, Naczelny Instytut Akcji Katolickiej, Poznań 1936, s. 54-59.
7 Tamże, s. 86 (list "O chrześcijańskie zasady życia państwowego" z 1932 r.).
KS. WALDEMAR CHROSTOWSKI
Wydarzenia, o których mowa w Biblii, mają konkretne usytuowanie geograficzne i topograficzne. Jednoznacznie wskazują na ziemię Izraela jako ojczyznę bohaterów wiary Starego i Nowego Testamentu oraz ziemską ojczyznę Jezusa. Nawet, a może zwłaszcza wtedy, gdy Izraelici przebywali z dala od swojej ziemi, wzmagała się świadomość, że to ona pozostaje kluczowym punktem odniesienia dla ich tożsamości. Przywiązanie do ojczyzny, które w znacznej mierze ukształtowało Izraelitów, a tym samym także osobę i działalność Jezusa, stanowią właściwe modele zdrowego chrześcijańskiego patriotyzmu.
Wyjdź ty z twojej ziemi...
U prapoczątków dziejów ludu Bożego wybrania znajduje się doświadczenie migracji. Abram, "ojciec wierzących", udał się z Ur do Charanu, a stamtąd poszedł za głosem Boga, który wzywał: "Wyjdź ty z twojej ziemi i z miejsca twego urodzenia, i z domu twego ojca do kraju, który ci ukażę" (Rdz 12,1). Usłyszał wezwanie do opuszczenia trzech fundamentalnych kręgów swojej egzystencji, jakimi były: ojczyzna ("twoja ziemia"), miasto ("miejsce twego urodzenia") i rodzina ("dom twego ojca"). Te trzy kręgi ściśle się ze sobą łączą i nawzajem siebie potrzebują. Najszerszy to ojczyzna, której fundamentalne zabezpieczenie stanowi konkretne terytorium jako przestrzeń życia wyznaczająca istotny kontekst ludzkiego losu. Drugi, mniejszy, to miasto jako miejsce realizacji oraz symbol budowania i umacniania wspólnoty. Krąg trzeci, najbardziej intymny, to rodzina, czyli środowisko osób najbliższych, złączonych pokrewieństwem. Ojczyzna to rzeczywistość nam dana, ale w pewnych okolicznościach staje się widoczne, że nie jest to rzeczywistość ostateczna. Dzieje się tak wtedy, gdy człowiek otrzymuje do spełnienia posłannictwo szczególnie wzniosłe, odmienne od tego, które jest udziałem innych ludzi.
Słysząc głos powołania i ufnie na niego odpowiadając, Abram lepiej poznał, kim jest. Stało się to możliwe dzięki pełniejszemu uświadomieniu sobie relacji ze środowiskiem, w którym do tej pory żył, oraz ufnemu przyjęciu perspektyw zupełnie nieznanych, a mianowicie nowej ojczyzny, miasta i rodziny. Bardzo często człowiek, który opuszcza swój kraj, miasto i rodzinę, lepiej rozumie i ceni to, co zostawia, bo potrzebuje trwałego osadzenia w nowych warunkach. Abraham opuścił ojczyznę, ale zachował o niej żywą pamięć. Potwierdzają to późniejsze wydarzenia, gdy Izaak, jego syn, a następnie Jakub/Izrael, jego wnuk, szukali dla siebie żon w kraju ojców. Nowa ojczyzna nie przesłoniła pamięci o pochodzeniu, co więcej, ta pamięć była jednym z założycielskich fundamentów Izraela jako narodu.
Abraham opuścił ojczyznę, ale zachowało niej żywą pamięć.
Gdy Abraham osiągnął cel podróży, przykładał wielką wagę do tego, by utrwalić pamięć o miejscach, gdzie doświadczył szczególnej Bożej obecności i opieki. Na kartach Księgi Rodzaju znajdujemy nazwy miejscowości na terytorium Kanaanu, który stał się ojczyzną potomków Abrahama. Nie zmieniły tego cztery wieki pobytu i zniewolenia w Egipcie. Podczas drogi do ziemi patriarchów Izraelici, prowadzeni przez Mojżesza, pokonali wiele różnych przeciwności, lecz tęsknota za ojczyzną i jej potrzeba okazały się silniejsze. Pozwoliły przezwyciężyć to, co trudne, a po osiedleniu się w niej podjąć za nią pełną odpowiedzialność.
W późniejszą historię Izraela wpisało się też doświadczenie utraty ojczyzny. Dwa wydarzenia były szczególnie traumatyczne: deportacje mieszkańców Samarii i królestwa Izraela dokonane w ostatnich dekadach VIII wieku przed Chrystusem przez Asyryjczyków oraz deportacje mieszkańców Jerozolimy i królestwa Judy w początkach VI wieku przed Chrystusem dokonane przez Babilończyków.
W rezultacie potężnych deportacji dziesiątki tysięcy wyznawców Boga udało się na wygnanie do Mezopotamii. Tam nie tylko zachowali pamięć o swojej ojczyźnie, lecz wzmocnili przywiązanie i tęsknotę do niej, stale podtrzymując nadzieję na powrót. Wiele świadectw, które to potwierdzają, znajdujemy w Księdze Psalmów (Ps 74; 79; 137), a także w nauczaniu proroków, zwłaszcza Jeremiasza i Ezechiela oraz w drugiej części Księgi Izajasza (Iz 40-66). Ich zapowiedzi spełniły się w 539 roku przed Chrystusem, gdy król perski Cyrus udzielił zgody na powrót wygnańców do ojczyzny. Pierwsze poczynania repatriantów skupiły się wokół odbudowy świątyni i Jerozolimy oraz gruntownej reformy religijnej i moralnej. Powrót do ojczyzny i połączenie się z rodakami, którzy w niej przetrwali, dały początek nowej przyszłości: na glebie religii i pobożności przedwygnaniowego Izraela wyłonił się i okrzepł judaizm.
Dalsza część publikacji dostępna w wersjipełnej