Pastores 78 (1) 2018 - Zespół Redakcyjny

-
Proszę czekać

KS. ZDZISŁAW PAWŁOWSKI

Król i dwaj prorocy

Religia i polityka to dwie sfery ludzkiej aktywności, które niełatwo od siebie oddzielić. W starożytności były ze sobą tak mocno powiązane, że kapłan narodowego sanktuarium Izraela mógł z najgłębszym przekonaniem ostrzec proroka Amosa: "W Betel nigdy więcej nie prorokuj, gdyż jest ono świątynią króla i sanktuarium królestwa" (Am 7,13)1. Związek polityki i religii, jaki wyłania się z lektury Ksiąg Królewskich, wydaje się być naturalnym i oczywistym stanem rzeczy. Dopiero prorocy, i to nie wszyscy, zaczną go kwestionować, umieszczając religię i politykę na płaszczyźnie wzajemnej konfrontacji. Prorok występuje w imieniu Boga z krytyką działań króla, zarzucając mu odstępstwo od Bożych przykazań, z kolei król szuka w kulcie i w wypowiedziach popierających go proroków propaństwowych potwierdzenia swojej polityki (1 Krl 22). Największe napięcie w ich wzajemnych relacjach pojawia się wówczas, gdy dochodzi do bezpośredniego spotkania. Całą serię tego rodzaju spotkań otwiera opowiadanie w 1 Krl 13, do pewnego stopnia wzorcowe, gdyż nie tylko zawiera upomnienie człowieka Bożego, skierowane do króla (1 Krl 13,1-10), ale podejmuje również problem rozróżnienia między prawdziwym i fałszywym prorokiem (1 Krl 13,11-32). Płaszczyzną łączącą obydwa epizody jest zarówno jedność miejsca (Betel) i czasu (święto 15. dnia 8. miesiąca), jak i postać głównego bohatera, a także obecność Pana (1 Krl 13,1.2. 5.9.17.18.32) oraz motyw drogi (1 Krl 13,9.10.12.17.24.25.26.28.33) i posiłku (1 Krl 13,7.8.9.15.16.17.18.19.22.23.28). Ten ostatni element, choć kluczowy dla rozwoju fabuły, nie znajduje większego zainteresowania wśród egzegetów, dla których na pierwszym planie znajduje się motyw posłuszeństwa i nieposłuszeństwa słowu Boga. Tymczasem zaproszenie na posiłek przez króla i odmowa ze strony człowieka Bożego, a później ponowienie tego zaproszenia przez proroka z Betel i jego przyjęcie musi odgrywać istotną rolę w przebiegu konfrontacji między polityką a religią. Jej poprawne odczytanie zależy też w dużej mierze od ustaleń dotyczących gatunku literackiego. Wcześniejsza egzegeza widziała w tym opowiadaniu legendę prorocką. Nowsze badania rozpoznają w nim prorocką przypowieść z elementami alegorii politycznej, dzięki którym otrzymuje ono bardziej charakter dydaktyczny. Człowiek Boży nie jest jak w legendach czczony i podziwiany, lecz zdemaskowany i potępiony. Do tego dochodzi brak imion. Prócz dwóch wzmianek imienia Jeroboama zaraz na początku (1 Krl 13,1.4), występują już tylko tytuły urzędów: "człowiek Boży", "król" i "prorok". W kontraście do anonimowych postaci użyto natomiast konkretnych nazw geograficznych, co pozwala odczytać całą opowieść w kluczu polityczno-religijnej alegorii: człowiek Boży zastępuje Judę, król jest przedstawicielem Izraela, a stary prorok uosabia sanktuarium w Betel.

Człowiek Boży i król

Wcześniejsza scena w 1 Krl 12,25-33 opisuje zmiany wprowadzone przez króla Jeroboama w strukturze religii Izraela. Kompleksowa reforma religijna, obejmująca miejsce kultu, jego przedmiot, kalendarz i kapłaństwo, nie zawiera jakichś nowych elementów, raczej jest próbą odwrócenia tych reform, które dokonały się w Jerozolimie. Jeśli świątynia Salomona, z jej centralizacją kultu i teologią Imienia, mających swoją podstawę w Prawie Mojżesza, mogła być postrzegana jako istotne novum w stosunku do religii plemiennej, z wieloma sanktuariami, kultywującymi obrzędy związane z rolnictwem, to zmiany poczynione przez Jeroboama mają status reformy, której celem jest przywrócenie wcześniejszych tradycji, wywodzących się od kapłana Aarona, z jego kultem złotych cielców wykonanych na zamówienie i pod presją ludu (1 Krl 12,28 z Wj 32,1-6). Odsuwając od kapłaństwa lewitów, którzy poparli Mojżesza w jego reakcji na działania Aarona (Wj 32,25-29), i mianując kapłanów spośród ludu, Jeroboam dał wyraźny sygnał, że zamierza podporządkować religię władzy politycznej. Od tej pory wszystkie sfery życia zostają poddane królowi, który sprawuje nad nimi kontrolę przez wyznaczonych przez siebie urzędników i funkcjonariuszy religijnych. Religia w tym nowym kształcie ma służyć realizacji obmyślonego przezeń projektu nowego, suwerennego państwa. Jako regułę swoich rządów przyjął więc maksymę: "król jest prawem" (Rex Lex). Tym samym odwrócił zapisaną w Pwt 17,18-20 zasadę "prawo jest królem" (Lex Rex), której egzekwowanie należało do jednych z najważniejszych zadań proroków, zwłaszcza wtedy, kiedy królowie chcieli postawić się ponad prawem.

Król nie spodziewał się, że w ciąg zaplanowanych przez niego świątecznych obchodów wkroczy słowo prorockie.

W trakcie inauguracji ustanowionego przez Jeroboama święta (1 Krl 12,32-33) zjawia się nagle człowiek Boży i przerywa uroczystości w kulminacyjnym momencie (1 Krl 13,1). Król nie spodziewał się, że w ciąg zaplanowanych przez niego świątecznych obchodów wkroczy słowo prorockie, zaburzając nie tylko podniosłą i wesołą atmosferę, ale też niwecząc starannie obmyślone działania (1 Krl 12,26-28). Co więcej, czeka go kolejne zaskoczenie. Zamiast zwrócić się bezpośrednio do niego, człowiek Boży kieruje w formie inwokacji ostrze swego prorockiego słowa przeciwko ołtarzowi: "Ołtarzu, ołtarzu!". W biblijnych opowiadaniach nie zdarza się, aby ktoś zwracał się ze słowem Pana do jakiegoś przedmiotu. Zastosowana tu figura retoryczna, częściej stosowana w poezji niż w narracji, to rozbudowana apostrofa, w której mówca odwraca się od grona swoich aktualnych słuchaczy, w tym przypadku króla i zgromadzonego ludu, i zwraca się bezpośrednio do materialnej rzeczy. Odwracając uwagę od osoby władcy, inwokacja kieruje ją na słowa proroka, które zamierza przekazać w imieniu Boga. Jednakże nie wywołuje ona żadnej reakcji Jeroboama (1 Krl 13,2). Dopiero na kolejne słowo, zapowiadające rozpad ołtarza, król reaguje furią. Wyciągając rękę, rozkazuje: "Schwytajcie go!" (1 Krl 13,4). Narrator w tym momencie wtrąca uwagę o rozpadzie ołtarza, będącego potwierdzeniem znaku, danego przez słowo Pana (1 Krl 13,4-5). Wyjaśnia ona, dlaczego człowiek Boży zwrócił się do ołtarza a nie do króla. Podstawową funkcją apostrofy jest nadanie elementom fizycznego świata zdolności do udzielania odpowiedzi. Król nie zareagował zmianą postawy na upomnienie od Boga, przyjął je materialny przedmiot, którego posłuszeństwo słowu Pana w symboliczny sposób wzywa do nawrócenia.

Realna polityka polega na ukrywaniu rzeczywistych intencji.

Uschnięta ręka jest symbolem utraty zdolności rządzenia. Król, błagając o uzdrowienie, chce w istocie przywrócenia mu władzy. Kiedy ono następuje, zaprasza proroka na świąteczny posiłek do swego pałacu. Nadto obiecuje prezent. Jaki jest cel tych zabiegów? Narrator nie wyjawia rzeczywistych intencji króla, bo realna polityka polega właśnie na ich ukrywaniu. Bez ich odsłonięcia można stać się podatnym na wszelkie manipulacje politycznej retoryki. Organizując religijny przewrót na taką skalę, król nie mógł mieć szczerych zamierzeń wobec człowieka, który wystąpił przeciw jego projektowi. Raczej chciał go wykorzystać do publicznego uwiarygodnienia swoich działań. Ten jednak odmawia. Odrzuca nie tylko podarunek jako przejaw jawnej korupcji, ale też zaproszenie na ucztę, odwołując się do słowa Pana, który zakazał mu jeść i pić w tym miejscu i wracać tą samą drogą. Problem, przed jakim stanął człowiek Boży, polegał na rozstrzygnięciu: czy prorokując przeciw ołtarzowi w świątyni, może on jednocześnie brać udział w wystawnym przyjęciu króla w jego pałacu? I czy to nie oznacza unieważnienia jego wcześniejszego proroctwa?

Odmowa udziału w królewskiej uczcie wyraża potrzebę całkowitej niezależności proroka od władzy politycznej. Musi on być tylko i wyłącznie zależny od Boga, w przeciwnym razie nie będzie mógł mówić całej prawdy w Jego imieniu. Z kolei zakaz powrotu tą samą drogą urasta do rangi czynności symbolicznej i oznacza absolutność i nieodwołalność Bożego wyroku. Jego odejściu z Betel towarzyszy wezwanie, aby zachował odmienność swego zdania i nie zmieniał go: "pozostań różnym w swoich przekonaniach i trwaj przy nich". W przeciwnym wypadku przekreśli swoją misję. Zapowiedź wygłoszona przeciw ołtarzowi to słowo, które do pewnego stopnia definiuje jego tożsamość i które powinno być dalej aktualne w jego osobie, skłaniając go do zachowania inności także w drodze powrotnej. Dlatego nie powinien on robić sobie żadnych postojów, gdyż słowo Pana uczyniło go tam obcym.

Człowiek Boży i prorok z Betel

Odchodząc zgodnie z poleceniem Boga, człowiek z Judy myślał pewnie, że jego misja się zakończyła. Nie spodziewał się, że będzie miała ona swój dalszy ciąg i skończy się dla niego tragicznie. W miejsce króla bowiem wkracza stary prorok. Tym razem jednak zmienia się płaszczyzna konfrontacji, nie jest nią relacja religii i polityki, ale różne postawy religijne w stosunku do polityki.

Już na początku zagadkowa wydaje się nieobecność owego starego proroka na państwowo-religijnych uroczystościach. Czy oznacza to zdystansowanie i brak akceptacji dla działań króla? Dlaczego więc pozwolił swoim synom w nich uczestniczyć? Musiała go poruszyć ich relacja o znakach wykonanych przez męża Bożego. Zaimponował mu odważnym przeciwstawieniem się królowi i posłuszeństwem słowu Boga. Jemu samemu zabrakło jednego i drugiego. Zapewne chciał się skonfrontować z tym młodym człowiekiem (2 Krl 9), który okazał się wierniejszym Bogu niż on (w. 12), i sprawdzić stałość jego postanowień (w. 13). Znajdując go siedzącego pod terebintem, pyta go dla pewności, czy to on właśnie jest tym mężem Bożym przybyłym z Judy (w. 14).

Człowiek z Judy krótkim "to ja" zdaje się potwierdzać swoją tożsamość. A wtedy stary prorok, obserwując, że rozpakowuje on swój skromny prowiant, aby się posilić na dalszą drogę, zaprasza go na posiłek do swego domu. Od tego momentu jedzenie staje się głównym tematem ich rozmowy, najpierw tu, pod drzewem, a później w Betel (w ww. 15-24 pojawia się aż 8 razy). Jak można było się spodziewać, mąż Boży w pierwszym odruchu odmawia (ww. 16-17), a jednak staremu prorokowi udaje się go namówić do przyjęcia zaproszenia (w. 18). Narrator podpowiada, że go oszukał. Na czym zatem polegał jego podstęp? Decydujące musiało być powołanie się na bezpośrednie objawienie od Boga: "i do mnie przemówił anioł w słowie Pana". Właśnie tutaj tkwi pułapka. Ilekroć bowiem Bóg przemawia przez swego wysłannika, z reguły występuje pełna formuła: anioł Pański (Rdz 16,7-11; 22,11.15; 31,11; Wj 3,2; Sdz 6,11 itd.). Tego ostatniego, kluczowego słowa, potwierdzającego autentyczność Bożego orędzia, zabrakło, a młody człowiek tego nie wychwycił. Nie umiał też rozczytać jego wcześniejszego wyznania. Kiedy mówił doń: "także ja jestem prorokiem jak ty", powinien zadać sobie pytanie: "on do mnie mówi, że jest prorokiem, dlaczego nie okazał się prorokiem wobec swego króla, tylko milczał, gdy ten wprowadzał nową religię, niezgodną z Prawem Mojżesza, dlaczego Bóg nie objawił mu się po to, aby upomniał króla, a jedynie po to, żeby mnie samego zawrócić z drogi?".

Skąd ta podatność człowieka Bożego na retoryczne manipulacje?

Skąd ta podatność człowieka Bożego na retoryczne manipulacje? Odpowiedź tkwi w zarysowanej mu perspektywie obfitego posiłku w domu starego proroka w Betel. Przyjmując jego zaproszenie, pokazał, że nie do końca rozumie istotę swej misji. Potraktował ją jako zewnętrzne zadanie, a po jego wykonaniu poczuł się zwolniony ze swych zobowiązań. Oddzielił siebie samego od orędzia, które wygłosił. Uznał, że odnosi się ono wyłącznie do króla i prowadzonej przezeń polityki religijnej, i że on sam nie jest objęty jego treścią. Zamiast przyjąć słowo Pana jako pokarm, tym słowem żyć i być mu wiernym do końca (Jr 15,16), wrócił do Betel, aby tam jeść chleb i pić wodę. W miejsce głodu słowa Bożego wchodzi apetyt na dobre jedzenie.

Nie będąc wewnętrznie wiernym słowu Pana, człowiek z Judy nie mógł się oprzeć namowom starego proroka. Głód chleba wygrał w nim z głodem słowa, a apetyt na dobre jedzenie z posłuszeństwem Bogu. Kiedy obaj siedzieli przy stole i ucztowali (w. 20), wtedy do starego proroka przyszło autentyczne słowo Pana, które pozwoliło mu z przekonaniem zwrócić się do człowieka Bożego: "Tak mówi Pan: Ponieważ zlekceważyłeś to, co wypowiedziały usta Pana i nie zachowałeś rozkazu, który dał ci Pan, twój Bóg, i wróciłeś, aby jeść chleb i pić wodę w miejscu, o którym Pan powiedział do ciebie: "nie będziesz jadł chleba ani pił wody", dlatego twoje ciało nie zostanie pochowane w grobie twoich przodków" (ww. 21-22). To zwrotny punkt całego opowiadania. Stary prorok pojął nie tylko to, że człowiek Boży sprzeniewierzył się słowu Pana, ale także, że on sam nie wypełnił swego prorockiego powołania, zachowując milczenie wobec działań króla. Ale młody człowiek z Judy chyba w ogóle tego nie zrozumiał, bo kiedy skończył jeść i pić, obtarł usta i udał się w powrotną drogę na ośle wypożyczonym mu przez starego proroka (w. 23). Tym samym stał się prorokiem takim jak prorok z Betel, czyli człowiekiem, który odwrócił się plecami do Boga, z zaspokojonym głodem chleba i z oczami utkwionymi w materialną korzyść. Wracając na ośle starego proroka, upodobnił się całkowicie do niego, jak on wybrał milczenie za sytość i przywileje zapewniające wygodne i spokojne życie.

Stary prorok, osioł i lew

Opuszczenie Betel nie kończy historii proroka. Ale w jej ostatniej części nie pojawi się on jako główny bohater, choć na mocy zleconej mu przez Boga misji był nim na początku. Bohaterem będzie co najwyżej jego martwe ciało, uśmiercone przez lwa i porzucone przy drodze (w. 24). W całym epizodzie wymienia się je aż 10 razy. Dokładnie tyle samo, 10 razy wzmiankowane są wcześniej chleb i woda. Człowiek Boży dwukrotnie odmówił jedzenia chleba, aby w końcu zasiąść do stołu i najeść się do syta. A teraz jego ciało stanowi pokarm dla lwa, ten jednak wbrew swej naturze nie zjada go.

Opowiadanie więc pokazuje stopniową degradację człowieka z Judy - z męża Bożego odważnie głoszącego słowo Pana, przez kogoś, dla kogo głód chleba okazał się silniejszy od posłuszeństwa usłyszanemu od Pana słowu, aż po nieme, rzucone na drogę martwe ciało. Apetyt na dobre jedzenie pozwolił mu wzmocnić ciało, które jednak opróżnione ze słowa Pana stało się całkowicie bezużyteczne. W tym kontekście zupełnie niezwykle przedstawia się zachowanie lwa. Wysłany z misją uśmiercenia człowieka z Judy, zgodnie ze słowem Boga, wykonał swe zadanie, powstrzymując się od zjedzenia jego ciała, co więcej, nie rozszarpał nawet stojącego obok osła (w. 24). Dzikie zwierzę potrafiło przeciwstawić się swej naturze i wytrzymać głód. Człowiek Boży też mógł wytrwać bez jedzenia, gdyby przyjął jako pokarm słowo Pana. Najedzony do syta jest dla władzy politycznej użytecznym narzędziem, ale dla misji zleconej mu przez Boga pozostaje martwym ciałem, bezużytecznym w swej niemocie. Czy reputację proroctwa może ocalić jeszcze stary prorok?

Kiedy przybył on do ciała porzuconego przy drodze i znalazł osła oraz lwa stojących obok, mógł wreszcie spojrzeć wstecz i zrozumieć prawdę dotyczącą ich obu. Młody człowiek z Judy posłany do króla jako prawdziwy prorok staje się ostatecznie fałszywym prorokiem, bo przedkładając głód chleba nad głód słowa, sprzeniewierzył się swemu posłannictwu. On sam zaś jako stary i fałszywy prorok, demaskując zagubienie człowieka Bożego, przyjął na nowo słowo Pana w jego mocy i nieuchronności. Czy zatem prorok z Betel nawrócił się i stał się prawdziwym prorokiem?

Prorok właśnie z tego względu, że miał zbyt dużo do stracenia, wybrał milczenie.

Na początku jest on prorokiem skorumpowanym, niezdolnym przeciwstawić się królowi. Będąc w posiadaniu przynajmniej dwóch osłów, jest człowiekiem zamożnym. Przy powierzchownej lekturze nie podnosi się kwestii jego materialnego uposażenia i społecznej pozycji. A przecież właśnie z tego względu, że miał zbyt dużo do stracenia, wybrał milczenie. Podobnie pomija się problem jedzenia w ocenie motywów postępowania człowieka Bożego z Judy. W jego historii ważne jest nie tylko pytanie, jeść czy nie jeść, ale także, kto oferuje posiłek i czy w zamian żąda lojalności względem siebie. Odmowa jedzenia chleba i picia wody mogła oznaczać dla niego, że jedynym jego pokarmem ma być słowo Boże a jedyną jego lojalnością wierność Bogu. Prorok, odmawiając jedzenia, zaspokajającego głód chleba, staje się świadkiem głodu słowa, co dobitnie wyraził Amos: "Oto nadejdą dni, gdy ześlę głód na ziemię, nie głód chleba i nie pragnienie wody, lecz tylko głód słuchania słów Pana" (Am 8,11).

Czy istnieją zatem kryteria pozwalające odróżnić prawdziwych od fałszywych proroków? Spór Micheasza z prorokami znajdującymi się na usługach władzy politycznej (1 Krl 22) sugeruje, że także ci ostatni cieszą się jakimś rodzajem natchnienia Bożego, choć jest to duch kłamstwa, na którego działanie wyraził zgodę sam Bóg (1 Krl 22,19-23). Pozwala On działać prorokom propaństwowym, aby wydobyć radykalność i bezkompromisowość prawdziwego proroctwa. Działanie ducha kłamstwa jest głównie po to, aby upewnić króla w zrobieniu czegoś, co on sam już wcześniej postanowił zrobić, a co jest sprzeczne zarówno ze zdrowym rozsądkiem, jak i z wolą Boga. Przewrotny król ma zawsze pod ręką proroków kłamstwa, którzy utwierdzają go w jego zaślepieniu, a to, niestety, zazwyczaj prowadzi do nieszczęścia. Stary prorok zachowuje się podobnie, też głosi fałsz, powołując się na Boże natchnienie, aby na końcu zdemaskować nieposłuszeństwo człowieka Bożego i własne podporządkowanie się władzy królewskiej w zamian za materialne korzyści i przywileje. Zrozumiał to wszystko pod koniec życia, kiedy na bardziej aktywne zaangażowanie było już za późno.

Biblijne opowiadania są jak lustro, w którym czytelnik może zobaczyć siebie, identyfikując się z ich bohaterami. W codziennym postępowaniu i wyborach większą rolę bowiem odgrywają ukryte motywy niż wypowiadane przy różnych okazjach słowa. Polityka i religia nie tworzą w nich abstrakcyjnych systemów, lecz znajdują swój wyraz w postaciach, których losy są nierozerwalnie splecione za pomocą osobistych relacji w jednej wspólnej historii.

Król jako przedstawiciel władzy politycznej stara się podporządkować sobie wszystkie sfery życia społecznego, także religię jako skuteczne narzędzie wywierania wpływu na ludzi, po to, aby jak najdłużej utrzymać swoje rządy. W jego interesie nie jest dążenie do rozdziału polityki i religii. Z kolei człowiek Boży, kierowany troską o niezależność religii jako sfery poddanej wyłącznie słowu Boga, nie wypełnił swojej misji, stając się wspólnikiem starego proroka w jego milczącej zgodzie na zawłaszczające wszystkie sfery życia działania króla.

Ale to właśnie on, prorok z Betel, jest najciekawszą postacią. Przez swą nieobecność na państwowo-religijnych uroczystościach okazał dystans wobec roszczeń władzy politycznej do zarządzania religią, choć jednocześnie bał się otwarcie wyrazić wobec niej swój sprzeciw. To milczenie jest znamienne, bo kryje się za nim świadomość, jak wiele może utracić z osiągniętych już przywilejów i korzyści materialnych. Ze względu na tę słabość nie chciał uwierzyć, że człowiek z Judy jest tak bezkompromisowy, jak mu to przedstawili synowie. Dlatego wystawił go na próbę, ta zaś potwierdziła jego podejrzenia. Owszem, człowiek Boży wygłasza proroctwo przeciw podporządkowaniu religii władzy politycznej, ale ulega skompromitowanemu przez swoje milczenie prorokowi z Betel i tym samym zaciemnia prawdę swego przesłania, skazując politykę na manipulacje służące utrzymaniu władzy a religię na niemotę rytualnych obrzędów.

Na szczęście stary prorok zrozumiał, i w tym wyraża się jego przemiana, że słowo Boga ogłoszone przez człowieka Bożego z Judy, mimo jego słabości, wypełni do końca powierzoną mu misję (w. 32). Głosiciele słowa nigdy nie dorastają do treści wypowiadanego w imię Boga orędzia. Nie podważa to jednak samego słowa, którego mocą jest wierność Boga, towarzysząca grzesznemu ludowi.

KS. ZDZISŁAW PAWŁOWSKI (ur. 1955), biblista, proboszcz parafii pw. św. Anny w Bobrownikach, wykładowca w Wyższym Seminarium Duchownym we Włocławku i na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu. Opublikował m.in. książki: Narracja i egzystencja: genesis w hermeneutyce opowieści, Opowiadanie, Bóg i Początek. Teologia narracyjna Rdz 1-3 oraz (we współpracy) Osiem błogosławieństw.

1 Tu i niżej cytaty z Pisma Świętego podano w tłumaczeniu własnym.

Lektury

ADRIENNE VON SPEYR, Służebnica Pańska, tłum. Jan Koźbiał, Wydawnictwo PROMIC, Warszawa 2017, ss. 232.

Adrienne von Speyr (1902-1967) - konwertytka z protestantyzmu, założycielka świeckiego instytutu Wspólnota św. Jana, zaprzyjaźniona z wybitnym teologiem Hansem Ursem von Balthasarem, mistyczka, lekarka - w nietuzinkowy sposób ukazuje wielkość i pokorę Maryi, Jej zwyczajność i nadzwyczajność. Służebnica Pana poznawana na kartach tej lektury staje się realna, bliska i prawdziwa, bez patosu, egzaltacji i gdybologii. Tajemnicą sukcesu Maryi w byciu doskonałym, czyli wiernym Bożemu zamysłowi człowiekiem, jest życie w bliskości Boga, w zasłuchaniu w Jego słowo. "Rzeczy Boże można w ogóle zobaczyć tylko z dystansu szacunku, uwielbienia, miłującej adoracji i otulenia. (...) dają się postrzegać tylko w ciszy, modlitwie i kontemplacji." Zgoda Maryi na Boże prowadzenie "spina Jej życie, nadając mu sens i kształt". Maryja jest w tym odważna i konkretna. Raz podjęta po spotkaniu ze słowem i wolą Boga decyzja jest wiążąca na zawsze. "W Jej życiu jest wiele pytań, ale Ona ich nie roztrząsa." Jeśli ją przerastają, po prostu pozostaje w gotowości i otwartości na działanie Boga. "Maryja we wszystkim, co robi, jest prawdziwa. Nie ma w Niej kłamstwa, tajenia prawdy, obłudy, nienadążania za wezwaniem, napięcia między tym, czym jest, a czym być powinna." Jest żywym dowodem na to, że wolność rozwija się przez rezygnację z siebie i poświęcenie. Chodzi o to, by "pełnić czystą wolę Bożą", nawet jeśli to oznacza spotkanie z mnóstwem "trudnych i gorzkich" spraw. Postawa Maryi uczy, że wszelka działalność, którą podejmujemy w Kościele, musi mieć początek w postawie wewnętrznej. "Nie mogłaby cieleśnie oddać się do dyspozycji Boga, by przyjąć Syna, gdyby w wierze nie oddała się do dyspozycji całym duchem." Maryja jest najlepszym wzorem człowieka wierzącego. Jej wiara to nie tylko pierwszy entuzjazm czy praktyka z przyzwyczajenia, poczucia obowiązku, ale trwała decyzja, niekończące się zasłuchanie w Boga, dyspozycyjność. Wszyscy świadkowie wiary w Chrystusa ukrzyżowanego i zmartwychwstałego muszą "zetknąć się z Matką, dojrzeć w Niej coś, co przypomina ich własną misję, by rzeczywiście wstąpić na drogę Syna i poważnie potraktować swoją misję jako wykonalną". Von Speyr widzi w Maryi doskonałą pomoc w odczytywaniu i wypełnianiu każdego rodzaju powołania. Szczególnie jednak zaprasza do dobrej relacji ze Służebnicą Pana osoby duchowne i zakonne.

ank

CHANTAL DELSOL, Nienawiść do świata. Totalitaryzmy i ponowoczesność, tłum. Marek Chojnacki, IW PAX, Warszawa 2017, ss. 304.

Współczesna Europa jest pełna sprzeczności. W imię obrony godności człowieka forsuje się prawa eutanatyczne i aborcyjne; w imię obrony demokracji podważa się wyniki wyborów czy referendum; w imię tolerancji dąży się do wyeliminowania z dyskursu publicznego przekonań moralnych dotyczących małżeństwa... Najnowsza książka jednej z najwybitniejszych filozofów polityki odsłania rozprzestrzeniający się współcześnie sposób myślenia, który powoduje, że te oczywiste sprzeczności powoli przestajemy zauważać. Chantal Delsol dowodzi, że u źródeł późnej nowoczesności leży, zrodzone w Oświeceniu, pragnienie "odrzucenia i całkowitej przemiany ludzkiego świata". Człowiek przestaje być wówczas pojmowany jako "ogrodnik", ktoś, kto poznaje, kultywuje i współtworzy rzeczywistość, która go przekracza i która ma swoje, niezależne od jego woli, prawa, a zaczyna być pojmowany jako "demiurg". Uznaje, że on sam tworzy "wszystko, co jest ważne, wszystko, co jego dotyczy", negując istnienie jakiegokolwiek porządku świata, w tym moralności, która "istnieje przed nami". Jeśli zaś nie ma obiektywnych, nieustanawianych przez człowieka kryteriów osądu, wszystko może zostać postanowione, a każda wartość "przewartościowana". Delsol ukazuje rosnące znaczenie dla zachodnich elit "demiurgicznego" typu myślenia, określając go mianem totalitarnego. Totalitaryzmu - podkreśla autorka - nie należy przy tym utożsamić z jego XX-wiecznymi historycznymi formami (komunizm, nazizm), a zwłaszcza ze związanym z nimi terrorem. Barwnie kreśląc wielopłaszczyznowe analogie między logiką komunizmu i ponowoczesności, wykazuje, że istotą totalitaryzmu jest nie tyle terror, ile immanentyzacja zbawienia: próba uwolnienia człowieka hic et nunc od skończoności i przyrodzonych ograniczeń. Choć - jak dowodzi historia XX wieku - pragnienie to może przybierać formy świeckich religii, to zanegowanie tragizmu kondycji ludzkiej przebiegać może również poprzez jej podważenie ("Odpuście sobie, wrzućcie na luz!") i równoczesne podsycanie nadziei zniesienia ograniczeń ludzkiej natury. Jako że ponowoczesność podąża drugą ze wskazanych dróg, terror, będący w przeszłości głównym narzędziem realizacji utopii, zastępowany jest w niej przez mniej inwazyjne, a nie mniej skuteczne instrumenty, jak relatywizm i szyderstwo. Pierwszy, pozornie podważając wszystkie wartości, w istocie niszczy wartości istniejące, "aby zrobić miejsce innym wartościom". Szyderstwo, niszcząc "racje myśli, jest o wiele skuteczniejsze od terroru, który uderza w myślącego i paradoksalnie umacnia go w jego przekonaniach". Autorka dowodzi, że niebezpieczeństwo przemiany demokracji w "jawny lub zakamuflowany totalitaryzm" (CA, 46), jest znacznie poważniejsze, niż nam się wydaje, choć nie powinniśmy oczekiwać dokładnej "powtórki z przeszłości". Ponowoczesność jest bowiem kolejną (a zatem nie tą samą) parodią chrześcijańskiej eschatologii. Precyzyjnie szkicując logikę "demiurgów", Delsol zaprasza "ogrodników" do obrony świata, mimo wszelkiej ironii i szyderstwa, z jaką taka obrona niechybnie się spotka.

mg

KS. JAN TWARDOWSKI, Wypełnić miłością. Rozważania wokół Dekalogu, Wydawnictwo "Bernardinum", Pelplin 2017, ss. 312.

Rozdział dostępny w pełnej wersji

LEON NIEŚCIOR OMI

Chrześcijaństwo a władza polityczna w starożytności

Z pewnością prześladowania chrześcijan przez państwo rzymskie w pierwszych wiekach nie sprzyjały temu, by Kościół wtedy właściwie i na trwałe ułożył stosunki z władzą państwową. Taki stan jednak nie oznaczał, że w pierwotnym chrześcijaństwie brakowało refleksji nad relacją między Kościołem a władzą polityczną. Refleksja ta uległa z pewnością pogłębieniu po zakończeniu sporu Kościoła z państwem, gdy ono przestało być już zwalczającym go wrogiem, a stało się sprzymierzeńcem.

Pierwsze "tak" i "nie" powiedziane państwu

Chrześcijaństwo z jednej strony szukało w państwie swego opiekuna na ziemskiej drodze, ale z drugiej strony opierało się pokusom wszechwładzy państwa, a więc podporządkowywania mu także religii. Postawa Kościoła oscylowała pomiędzy "tak" i "nie" powiedzianym państwu. Cesarstwo rzymskie było państwem absolutnym, a mimo to kruche i nieliczne chrześcijaństwo wypowiedziało temu despotyzmowi swoje "nie", gdy zaczęło być prześladowane.

Taki opór wobec uzurpacji władzy przez państwo nad religią spotykamy już wcześniej na przykład w judaizmie. Z ducha żydowskiego wyrasta u św. Jana Ewangelisty w Apokalipsie obraz państwa jako Babilonu wrogiego Bogu. Tym obrazem posługuje się w III wieku na przykład Hipolit Rzymski, dla którego cesarstwo rzymskie to "czwarta bestia": straszna, a zarazem wspaniała, mająca zęby z żelaza, a pazury z miedzi (Dn 7,19). Ową bestią jest rzymska potęga państwa. Dla Hipolita to światowe mocarstwo bierze swoją potęgę z szatana. Ocena Hipolita jest radykalna. W sumie dość rzadko występuje podobna opinia w źródłach chrześcijańskich epoki męczenników. Nie da się jednak zaprzeczyć temu, że wśród ówczesnych chrześcijan występowały postawy odrzucające państwo rzymskie.

Uchwałą senatu zaliczało się zmarłego cesarza w poczet bogów.

Takie właśnie wyobrażenie o chrześcijanach miało wielu pogan uznających wyznawców nowej religii za niebezpiecznych buntowników. Nawiązując do niniejszej opinii o wyznawcach Chrystusa, Tertulian zwraca się w Apologetyku do pogan: "Uważacie nas za trzodę ludzką w oderwaniu od narodu". Elementy negacji państwa ze strony chrześcijan miały swoje uzasadnienie. Po pierwsze, państwo, zarówno greckie, jak i rzymskie, przypisywało sobie prawo do pełnej władzy nad życiem religijnym. Już w epoce starorzymskiej król był równocześnie kapłanem. Kapłani rzymscy mieszkali przez wieki w Regia, to jest rezydencji dawnych królów rzymskich. Cesarz August w 12 roku przed Chrystusem nazwał siebie "najwyższym kapłanem" (pontifex maximus) i stanął w Rzymie na czele kolegium kapłańskiego. Podobnie kolejni cesarze uważali się za najwyższych kapłanów. Na takie rozumienie władzy cesarskiej nie mogli zgodzić się chrześcijanie, którzy mieli swego jedynego Arcykapłana. Po drugie, ze Wschodu, być może z epoki diadochów w imperium Aleksandra Wielkiego, pochodzi praktyka oddawania osobie króla czci boskiej. Basileus miał być uważany przez poddanych za zbawcę i dobrodzieja, a jego władza stawała się emanacją potęgi boskiej. Mówiło się o "geniuszu" cesarza, posiadającego od boga nadzwyczajny umysł. Uchwałą senatu zaliczało się zmarłego cesarza w poczet bogów, dokonując jego apoteozy. Od panowania Septymiusza Sewera cesarz już za życia otrzymywał cześć boską. Deifikacja władzy cesarskiej nie wydaje się być rodzimym zjawiskiem rzymskim, lecz owocem pewnej orientalizacji polityki. Domicjan, który nazywa siebie absolutnym panem (dominus), postrzega Boga chrześcijan jako rywala swojej totalnej władzy.

W takim właśnie rozumieniu władzy przez władców rzymskich znajdujemy główny powód chrześcijańskiego "nie" wobec ówczesnego państwa. Stając przed trybunałem państwowym, prześladowani chrześcijanie często zapewniali, że modlą się za, ale nie do cesarza, i nie przysięgają na jego geniusz. Dlatego Polikarp, biskup Smyrny, zapytany przez urzędnika państwowego o to, cóż byłoby w tym złego, gdyby nazwał cesarza Kyriosem dla uratowania swego życia, nawet nie zaszczycił urzędnika swoją odpowiedzią.

Orygenes: państwo dziełem opatrzności Bożej

W pierwszej połowie III wieku, po krwawych represjach, przychodzi okres względnego pokoju w czasach Orygenesa. Komentując List św. Pawła do Rzymian w 244 roku, Aleksandryjczyk ustosunkowuje się do Pawłowego stwierdzenia, że "nie ma (...) władzy, która by nie pochodziła od Boga" (Rz 13,1). Wykłada elementy wprost katechetycznej nauki, która była wpajana w umysły chrześcijan, iż trzeba być lojalnym wobec państwa, ponieważ państwo zostało ustanowione przez Stwórcę. Należy się cześć cesarzowi, ale uwielbienie - tylko Bogu. Tak właśnie stwierdza Donata, prosta chrześcijanka ze Scillium w Afryce, postawiona przed trybunałem podczas procesu. Orygenes dostrzega w relacji między państwem i Kościołem analogię do relacji pomiędzy naturą i łaską. Postrzega politykę i religię dość organicznie. Kościół korzysta z pewnych dobrodziejstw państwa, a państwo - z dobrodziejstw nowej wiary. W swojej istocie powołane przez Boga państwo ma swoje zadania nawet w sferze obyczajowo-moralnej, osądzając w świetle prawa i karcąc wykroczenia w tej dziedzinie, a przez to niejako wyręczając Kościół. Pax romana, pokój w obszarze Morza Śródziemnego rządzonym przez jednego cesarza, był czymś opatrznościowym dla Apostołów, którzy dzięki korzystnym warunkom zewnętrznym mogli skuteczniej głosić Ewangelię wszystkim narodom. Chrześcijanie są najlepszymi obywatelami państwa ziemskiego. Wierni "większemu" państwu i zdążając do państwa niebieskiego, starają się być wierni państwu "mniejszemu", czyli ziemskiemu. Orygenes zdawał się wybiegać myślą naprzód i w czasach ciągłego zagrożenia represjami ze strony państwa nieuznającego religii chrześcijańskiej już myślał o państwie jako potencjalnym sprzymierzeńcu Kościoła, o władzy cesarskiej jako pomocy dla chrześcijaństwa.

Należy się cześć cesarzowi, ale uwielbienie - tylko Bogu.

Wzrastająca siła moralno-duchowa Kościoła, który postrzegał cesarstwo nie jako rywala, lecz jako sojusznika, musiała po jakimś czasie wzbudzić refleksję u władców rzymskich. Zrobiła wrażenie na cesarzowej Julii Mammei, matce Aleksandra Sewera, która zaprosiła Orygenesa na swój dwór do Antiochii. Podobno Orygenes prowadził korespondencję z cesarzem Filipem Arabem (244-249), który miał zabiegać o przyjęcie do katechumenów. Siła doczesna zaczynała uginać się przed autorytetem ducha. W interpretacji Cypriana z Kartaginy, biskup rzymski Korneliusz pokonał moralnie i duchowo Decjusza, prześladowcę Kościoła, znosząc dzielnie cierpienie, zanim prześladowca-cesarz zginął na wojnie. Nie brakuje też oznak aprobaty dla trwałości i potęgi państwa rzymskiego ze strony chrześcijan. Nawrócony adwokat rzymski, Tertulian, jest nawet przekonany, że "świat będzie trwać tak długo jak cesarstwo", a potem dopiero przyjdzie Antychryst. Chrześcijanin boi się, szanuje, a nawet kocha cesarza i życzy mu pomyślności. Cesarz bowiem jest człowiekiem, "który stoi na drugim miejscu po Bogu".

Dalsza część rozdziału dostępna w pełnej wersji

Drodzy Czytelnicy!

W prasie spotkać można głosy krytyczne na temat politycznego zaangażowania Kościoła w Polsce. Co ciekawe, stawiane są zarzuty zarówno nadmiernego, jak i niedostatecznego zaangażowania biskupów czy prezbiterów w tej dziedzinie. Największy rezonans wywołują, gdy zgłaszają je sami duchowni, występujący w mediach w roli "samotnych wilków".

1. Wątek ten w perspektywie biblijnej podejmuje ks. Zdzisław Pawłowski, przywołując podjętą przez króla Jeroboama próbę przekupienia proroka z Judy. Prorok odrzuca nie tylko królewski podarunek, ale także zaproszenie na ucztę. Trudno bowiem prorokować przeciwko władcy, a potem brać udział w wystawnym przyjęciu w królewskim w pałacu. Albo wolność Kościoła, albo wstęp na salony i dostęp do królewskiego menu. Kwestia wolności wiąże się mocno z pytaniem o lojalność chrześcijan wobec ich własnego państwa. Trzeba - Orygenes ustawia tę sprawę jednoznacznie - "być lojalnym wobec państwa, ponieważ państwo zostało ustanowione przez Stwórcę. Należy się cześć cesarzowi, ale uwielbienie - tylko Bogu" (L. Nieścior OMI).

2. Na Soborze Watykańskim II zasadniczo zmieniono podejście Kościoła do spraw politycznych, pozostawiając je wiernym świeckim. Oznaczało to wycofanie się księży z działalności stricte politycznej. Jaka zatem misja pozostaje duchownemu jako głosicielowi słowa Bożego? "Jezus nie założył formacji politycznej (...). Był obecny wszędzie tam, gdzie człowiek (...) potrzebował zbawienia" (ks. S. Dyk). Podobnie ksiądz powinien być dla wszystkich. Jego misją jest głoszenie ewangelicznego orędzia, bez paktowania ze światem (ks. R. Skrzypczak), bez zbędnych kompromisów na rzecz jednej partii czy jednej politycznej ideologii. Skutkiem takiej postawy może być także prorockie osamotnienie wśród swoich (W. Osadczy).

Dariusz Kowalczyk SJ zwraca uwagę na potrzebę rozróżniania między świątynią, amboną a salą konferencyjną czy mediami jako wymagającymi innych sposobów głoszenia katolickiej nauki społecznej. Zauważa także, że ubocznym efektem nowego stosunku do polityki jest to, że Kościołowi brakuje dzisiaj silnej katolickiej opinii publicznej. Dzieje się tak, ponieważ instytucjonalny Kościół wycofał się z wielu pól aktywności, na których jego obecność jest czymś całkowicie zwyczajnym (G. Górny).

3. W numerze znajdziemy ważną refleksję Wandy Półtawskiej na temat wiecznej aktualności encykliki Humanae vitae, której jubileusz obchodzimy w tym roku. Jej wskazania mogą się niektórym wydawać trudne, ale to "małżeństwo jest trudne zawsze, bo miłość małżeńska jest najtrudniejszą miłością. Wymaga całopalenia, oddania całego życia, i ciała, i duszy". Małżeństwo jednak to nie owoc ślepych sił przyrody czy produkt wykreowany choćby przez Radę Europy - "nie człowiek wymyślił małżeństwo, ale Bóg". Warto, aby także duszpasterze, nauczając o czystości, bardziej ufali Bogu niż socjologii.1

KS. PIOTR MAZURKIEWICZ

1 W całym numerze stosujemy następujące skróty: CA - Jan Paweł II, encyklika Centesimus annus; ChL - Jan Paweł II, adhortacja Christifideles laici; DA - Sobór Watykański II, Dekret o apostolstwie świeckich Apostolicam actuositatem; DCE - Benedykt XVI, encyklika Deus caritas est; DP - Sobór Watykański II, Dekret o posłudze i życiu prezbiterów Presbyterorum ordinis; EG - Franciszek, adhortacja Evangelii gaudium; EV - Jan Paweł II, encyklika Evangelium vitae; HV - Paweł VI, encyklika Humanae vitae; KDK - Sobór Watykański II, Konstytucja duszpasterska o Kościele Gaudium et spes; KK - Sobór Watykański II, Konstytucja dogmatyczna o Kościele Lumen gentium; KKK - Katechizm Kościoła Katolickiego; KL - Sobór Watykański II, Konstytucja o liturgii świętej Sacrosanctum Concilium; KNSK - Kompendium Nauki Społecznej Kościoła; LE - Jan Paweł II, encyklika Laborem exercens.