Pastores 74 (1) 2017 - Opracowanie zbiorowe

Reflow text when sidebars are open.
Drodzy Czytelnicy!
Zaproponowany tytuł kolejnego numeru kwartalnika nawiązuje do jednej ze sfer relacji duchownych najbardziej dziś opisywanych i ukazywanych w mediach. W znacznej mierze dotyczą one dramatycznie zaprzepaszczonych więzi z dziećmi, a wręcz przestępstw, jakich dopuścili się duchowni w ostatnich dziesięcioleciach. Mylne byłoby jednak przekonanie, że w takiej sytuacji należy jedynie nabrać dystansu do dzieci, by uniknąć problemów. Jakie zatem rozwiązania wychowawczo-duszpasterskie są trafne?
1. Nie można zrozumieć Chrystusa bez dziecka. Dobry Ojciec wpierw ukazał swe oblicze w dziecięcych rysach swego Syna, który urodził się w Betlejem. Od samego początku ten Chłopiec odsłaniał, że trwanie w małości i ukryciu stanowi okazję do odkrycia opatrznościowej dłoni Ojca, który gwarantuje radość życia. Od tej pory stawanie się jak dziecko miało wyznaczać drogę powrotu do Boga i do właściwego miejsca w świecie. Dziecko zostało obwieszczone jako Dobra Nowina (ks. S. Haręzga), a stan pokory i służby ukazał się jako wyznacznik wielkości człowieczeństwa (ks. W. Pikor). Jezus, dbając o dzieci, nie tylko dał dowód miłości do nich, ale nade wszystko odsłonił część prawdy o sobie. Wobec swego Ojca był stale jak dziecko.
2. Nie można zrozumieć dziecka bez Chrystusa. Gdy Jezus z Nazaretu objął swymi ramionami dziecko i postawił je pośród uczniów, gestem tym zakwestionował ówczesne podejście do najmłodszych jako niewiele znaczących stworzeń. Dało to początek nowym sposobom wychowania. Historia chrześcijaństwa pokazuje, że w każdej epoce trzeba niejako na nowo wydobywać dziecko na światło dzienne. Zrobili to znakomicie święci wychowawcy (R. Skrzyniarz). Był o tym przekonany św. Jan Paweł II, pozostawiając przesłania do dzieci (ks. A. Dobrzyński). Intuicja, aby zwracać uwagę na misterium dziecka, znana jest nawet w wielkiej literaturze (ks. D. Jastrząb). To zadanie w pierwszej kolejności należy do rodziców (J. Wardak), a następnie do szkoły (ks. A. Maj). Aby podejście to było właściwe, nie można zaprzepaścić żadnego wymiaru wychowania. Pierwszoplanową misję spełnia słowo Boże (A. Kerner) i liturgia (ks. D. Ostrowski). Refleksja nad tą kwestią prowadzi do przekonania, że przyzwyczajenie do form zewnętrznych może sprawić, iż słuchacz nadal pozostanie głuchy, a obrzęd dokona się bez modlitwy. Klęski w podejściu księży do dzieci tym bardziej przynaglają do wielkodusznego zaangażowania się w życie najmłodszych (J. Augustyn SJ). Natomiast wyłączne ubolewanie nad statystykami rozwodów trącić może małostkowością duszpasterską. Wielu jednak uwierzyło w to, że żadna okoliczność nie może przeszkodzić w budowaniu więzi z Chrystusem (ks. J. Stańczuk).
Ostatnio (28 grudnia 2016 roku) Franciszek opublikował list do biskupów na temat dzieci. Jeden z jego apeli dotyczył zapewniania dzieciom radości życia. To wielkie wyzwanie wyznaczone przez pasterza, który nie toleruje jakiegokolwiek wyrządzonego im zła.[1]
REDAKCJA
[1] W całym numerze stosujemy następujące skróty: KPK - Kodeks Prawa Kanonicznego; OWMR - Ogólne wprowadzenie do Mszału rzymskiego; PDV - Jan Paweł II, adhortacja Pastores dabo vobis.
Ks. Stanisław Haręzga
Jako chrześcijanie, mamy żyć nowością, jaka zaistniała w świecie dzięki wcieleniu Słowa i dzięki całej zbawczej misji Jezusa Chrystusa. Nie będzie to jednak możliwe bez otwarcia się na nią w każdym aspekcie ludzkiego życia. W nim zaś, z różnych racji, na szczególną uwagę zasługuje etap bycia dzieckiem. Wymaga on nie tylko od rodziców, ale także od nauczycieli i wychowawców, zwłaszcza zaangażowanych w formację religijną w szkole i w duszpasterstwie parafialnym, odpowiedniego podejścia do dzieci. Choć w tej dziedzinie czymś podstawowym zawsze będą umiejętności pedagogiczno-wychowawcze, z chrześcijańskiego punktu widzenia nasze relacje z dziećmi powinna cechować ewangeliczna nowość. Chcąc lepiej sobie uświadomić, na czym ona polega, warto przyjrzeć się relacjom między Jezusem i dziećmi, gdyż to one pozostają dla nas zasadą nowości i wzorem do naśladowania.
Kontekst historyczno-kulturowy
Nie sposób dojrzeć nowości, jaką przyniósł Jezus w relacji do dzieci, bez uwzględnienia ogólnej sytuacji dziecka w ówczesnym społecznym i religijnym kontekście życia narodu izraelskiego. W całej pełni doświadczył jej sam Jezus, który będąc Synem Bożym, stał się człowiekiem i pojawił się na świecie jako małe, bezbronne dziecko. To ten fakt nie tylko w istotny sposób odmienił dotychczasowe spojrzenie na dziecko, ale także sprawił, że "bycie dzieckiem" stało się jedną z naczelnych zasad nowotestamentalnej moralności. Jednak z całego dzieciństwa Jezusa Ewangeliści wybrali tylko najważniejsze kwestie związane z Jego poczęciem i narodzeniem, obrzezaniem i ofiarowaniem w świątyni oraz grożącym Mu od początku niebezpieczeństwem śmierci (Mt 1-2; Łk 1-2). Jedynie Łukasz dokładniej przedstawił epizod ukazujący Jezusa jako 12-letniego chłopca w pielgrzymce z Rodzicami do Jerozolimy na święto Paschy (Łk 2,41-50). Poza tym wydarzeniem lata dzieciństwa Jezusa zakrywa gęsta zasłona. Dobrym ich podsumowaniem są Łukaszowe słowa: "Jezus zaś czynił postępy w mądrości, w latach i w łasce u Boga i u ludzi" (Łk 2,52; por. także 2,40).
"Bycie dzieckiem" stało się jedną z naczelnych zasad nowotestamentalnej moralności.
Choć sam Jezus przeszedł przez życiowy etap stanu dziecięcego z racji wcielenia, ciągle pozostawał Jednorodzonym Dzieckiem Ojca. Nie oznacza to jednak, że poprzez jakieś doświadczenia uczył się bycia Synem Boga. On Nim był od początku swego istnienia w łonie Niepokalanej Matki (Łk 1,30-33), ale świadomość tego rosła w Nim w miarę coraz głębszego wchodzenia w istotę własnego pochodzenia, relacji z Ojcem i wynikającego z tego posłannictwa. Rozpoczynając swą publiczną działalność, Jezus miał już wyraźną świadomość bycia "umiłowanym Synem Ojca" (por. Mk 1,11 i par.), a równocześnie posiadał osobiste doświadczenia wyniesione z okresu dzieciństwa.
Jako człowiek dorosły Jezus nie zapomniał o swoim dzieciństwie i zapewne często odwoływał się do własnych przeżyć i doświadczeń z tego okresu życia. Świadczą o tym przynajmniej niektóre aluzje do tego wieku, jakie spotykamy w Jego nauczaniu (Mt 7,11/Łk 11,13; Mt 11,16-17/Łk 7,31-32 oraz Łk 11,7). Natomiast jeśli chodzi o bezpośrednie relacje Jezusa z dziećmi, to podlegały one ówczesnym uwarunkowaniom społecznym. Zgodnie z nimi dzieci izraelskie uczyły się i wychowywały poprzez życie wspólne w rodzinie. Dziewczynki w okresie dzieciństwa i młodości, aż do wyjścia za mąż, pozostawały pod wyłączną opieką matki. Natomiast chłopcy po ukończeniu 3. roku życia aż do pełnoletności byli pod opieką wychowawczą ojca. To on przygotowywał ich do wykonywanego przez siebie zawodu, wprowadzał w znajomość Prawa, w narodowe tradycje i świętości, pouczał w prawach i obowiązkach mężczyzny. Z racji tak funkcjonującego wychowania dzieci Jezus miał z nimi kontakt w ich domach, kiedy zapraszano Go w gościnę lub potrzebowano Jego cudownej interwencji.
Za Jezusem szły wielkie tłumy ludzi. Wśród nich były także dzieci zabierane przez rodziców.
W czasach nowotestamentalnych część funkcji wychowawczych przejęły synagogi, w których uczono dzieci czytania i rozumienia Biblii oraz religijnych tradycji Izraela. Jezus nie prowadził żadnej tego typu szkoły, ale był nauczycielem wędrownym. Stale towarzyszył Mu ścisły krąg uczniów, tworzący uprzywilejowaną grupę Dwunastu (Mk 3,13-19). Obok niej istniała szersza grupa idących za Jezusem uczniów, wśród których były również kobiety (Łk 8,1-3). Za Jezusem stali także Jego sympatycy i zwolennicy, ale bez towarzyszenia Mu w wędrownym nauczaniu. Z racji wielkiego zainteresowania osobą Jezusa, Jego nauczaniem i cudami często dochodziło do takich sytuacji, że szły za Nim wielkie tłumy ludzi. Wśród nich były także dzieci zabierane przez rodziców. W ten sposób miały one kontakt z Jezusem i osobiście mogły doświadczyć mocy Jego słów i czynów zbawczych. Potwierdzają to obydwie wersje cudownego rozmnożenia chleba zapisane przez Mateusza. Ewangelista, kończąc jedną i drugą narrację, nie poprzestaje bowiem na samej tylko informacji o liczbie nakarmionych mężczyzn, ale dodaje jeszcze stwierdzenie: "nie licząc kobiet i dzieci" (Mt 14,21; 15,38). Co więcej, w Janowej wersji opowiadania bohaterem jest bezimienny "chłopczyk" (zdrobnienie paidarion, od pais - "chłopiec"), ukryty za plecami Andrzeja, od którego Jezus przyjmuje dar pięciu chlebów jęczmiennych i dwóch ryb (J 6,9). To, co wystarczało tylko dla niego, zostało przez Jezusa pomnożone i rozdzielone. Na przykładzie chłopca Jezus uświadomił uczniom, że do wspólnego posiłku trzeba osobistego daru każdego.
Podejście do dziecka miarą prawdziwej wielkości
Warto teraz przyjrzeć się słowom i czynom Jezusa, za pomocą których dociera do nas Jego ewangeliczne orędzie o dziecku i wynikających z tego zobowiązaniach. Pierwsze pouczenie na ten temat jest odpowiedzią Jezusa na spory uczniów o ich wielkość i znaczenie we wspólnocie zjednoczonej wokół Niego (Mk 9,33-37). Według Jezusowej miary tym, co decyduje o prawdziwej wielkości, nie jest kariera i pierwsze miejsca, ale stanie się "ostatnim ze wszystkich", w sensie "bycia sługą wszystkich" (por. Mk 9,35). Przez użycie terminu diakonos ("sługa"), a nie doulos ("niewolnik"), Ewangelista chce podkreślić, że nie może to być służba niewolnicza, ale dobrowolna, z pełnym zaangażowaniem, dla dobra każdego, kto znajduje się w potrzebie. Uniwersalny charakter wypowiedzi Jezusa czyni z niej normę i miarę postępowania wszystkich jego uczniów wobec siebie nawzajem i wobec innych ludzi.
Wybór dziecka jest równoznaczny z wyborem ostatniego ze wszystkich.
Orędzie przekazane w ogólnej maksymie zostaje dodatkowo zilustrowane przez konkretny gest Jezusa, który bierze dziecko, stawia pośrodku Dwunastu i obejmując je, wyjaśnia, co to znaczy (Mk 9,36-37). Wybór dziecka (paidion) jest równoznaczny z wyborem ostatniego ze wszystkich, kogoś, kto nie liczy się w społeczności, jest najsłabszy, kto najbardziej potrzebuje pomocy i wielorakiej troski. Jezus utożsamia się z takim i obejmując dziecko, dodaje, że w Jego wspólnocie winna obowiązywać postawa przyjmowania każdego, kto jest w sytuacji dziecka w potrzebie. Jest to niezwykła nobilitacja, bo przyjmując kogoś takiego, przyjmuje się samego Jezusa, a z Nim Boga, który Go posłał na świat i wydał w ręce ludzi. Dodatek "w imię moje" zwraca uwagę na fakt, że przyjęcie drugiego, które zakłada służbę, możliwe jest w zjednoczeniu z Jezusem i na Jego wzór.
Wybór dziecka do ilustracji służby najsłabszym i najbardziej potrzebującym niesie niezwykle ważne orędzie. Mówi bowiem o konieczności wzięcia na siebie troski i odpowiedzialności za każde dziecko. W pierwszym rzędzie odnosi się to do rodziców, nauczycieli, ale także do wszystkich zaangażowanych w religijną formację najmłodszych. Muszą oni pamiętać, że docenienie dziecka i jego potrzeb, zadbanie o opiekę nad nim i o jego rozwój wskazują na stan faktyczny i jakość życia duchowego wspólnoty. Pod tym względem nic nie można oszukać, zamaskować, bo sytuacja dzieci jak sejsmograf pokazuje, jaka jest prawda o rodzinie, społeczeństwie i wspólnocie kościelnej. Każde dziecko ujawnia jakość życia i pracy nie tylko jego rodziców, ale także nauczycieli, księży i wychowawców. Jezus chce, by ich stylem zawsze była cierpliwa i wytrwała służba dzieciom, gdyż tylko ona zapewnia im prawidłowy rozwój. Warto więc zapytać siebie, czy - z racji powołania rodzicielskiego, kapłańskiego, czy macierzyństwa duchowego - moje dzieci dobrze świadczą o mnie i o jakości mej służby.
Sytuacja dzieci jak sejsmograf pokazuje, jaka jest prawda o rodzinie, społeczeństwie i wspólnocie kościelnej.
Stawiając dziecko w centrum wspólnoty kościelnej, Jezus chciał, by każdy je zauważył i docenił. Nijak ma się to do małżonków, którzy uciekają od obowiązku zrodzenia dzieci; do nauczycieli, katechetów i wychowawców, którzy jedynie narzekają na dzieci i skarżą się na swą ciężką pracę. Jezus wzywa wszystkich do większej odpowiedzialności, którą zawsze mierzy się jakością służby.
Tymczasem może w niej szukasz tylko siebie, własnej wygody, jak największej zapłaty, kariery, i to wszystko przesłania ci konkretne potrzeby dzieci, ich małość, kruchość i słabość. Rady Jezusa są niezwykle cenne. Nie możesz służyć dzieciom, jeśli zapominasz o osobowych, głębszych relacjach z nimi. A jeśli pośród nich chcesz być pierwszym, to pamiętaj, że chodzi o relacje ze wszystkimi. Nie możesz ograniczać ich tylko do wybranych, czy do małej grupy tych dobrych i wdzięcznych. Pomyśl też o sposobie przyjmowania dzieci. Oznacza to otwartość, gościnność, zainteresowanie każdym z nich. Dziecko pozostawione samo sobie skazane jest na śmierć. Należy też pamiętać, że przyjmując dzieci, przyjmujemy w nich Chrystusa i wypełniamy wolę samego Boga. Jeśli ten motyw znika z naszej świadomości, to służba dzieciom staje się nie do udźwignięcia, rodzi agresję, obojętność i ucieczkę od rzeczywistości.
Przychodzić do Jezusa razem z dziećmi
Bardzo wiele do powiedzenia w kwestii ewangelicznej nowości relacji Jezusa z dziećmi ma perykopa o ich błogosławieniu (Mk 10,13-16 i par.), którą Marek umieszcza w tym samym domu, gdzie uczniowie wcześniej zostali pouczeni o małżeństwie. Dochodzi w nim do nowej sytuacji spowodowanej przynoszeniem do Jezusa dzieci, aby je dotknął swą dobroczynną mocą. W tym przypadku chodziłoby o dotknięcie w formie błogosławieństwa przez nałożenie rąk. Łukasz, używając terminu brefos, uściśla, że do Jezusa przynoszono niemowlęta (Łk 18,15). Przeszkodą w realizacji rodzicielskich zamiarów okazali się jednak uczniowie. Ich sprzeciw potwierdził, że brakuje im postawy dziecka, koniecznej wobec tajemnicy obecnego w Jezusie królestwa Bożego (Mk 10,14-15). Następuje więc podwójna korekta ich postawy: pozytywna w słowach "Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie" i negatywna w formie zakazu "nie przeszkadzajcie im" (Mk 10,14b). Obydwie czynności koncentrują się na kwestii przystępu do Chrystusa, w czym - zgodnie z Jego wolą - uczniowie powinni okazać każdemu zrozumienie i pomoc.
Dzieci symbolizują wszystkich przychodzących do Jezusa.
Z obietnicy: "do takich bowiem należy królestwo Boże" (Mk 10,14c) wynika, że dzieci symbolizują wszystkich przychodzących do Jezusa. W ten sposób Nauczyciel ponownie proponuje uczniom dzieci jako żywe przykłady wszystkich ubogich i ostatnich (Mk 9,37). To oni, dlatego że są Mu bliscy i podobni do Niego, stają się właścicielami królestwa Bożego (Mt 5,3.10) i mogą korzystać ze wszystkich przejawów jego obecności w Chrystusie, w Jego osobie, słowach i czynach. Taka perspektywa pozostaje jednak zawsze darem. Dotyczy to również uczniów Jezusa, którzy wobec Niego zawsze winni stawać w postawie dziecka ufnie i pokornie powierzającego się zbawczej mocy Jego Ewangelii (Mk 10,15; Mt 18,3). Jedynie wówczas mogą być zdolni do przygarniania i błogosławienia dzieci, tak jak tego przykład dał sam Jezus (Mk 10,16; Mt 18,5).
Czymś bardzo pożądanym i chwalebnym jest przynoszenie i przyprowadzanie dzieci do Jezusa przez ich rodziców. Dziwi więc zachowanie uczniów, którzy im w tym przeszkadzali. Dziś byłoby trudno wskazać kogoś, kto poświęcając swe życie dla Jezusa, formalnie czyniłby to samo. Jednak nie brakuje takich, którzy nie pomagają dzieciom w coraz głębszym poznawaniu Jezusa, nie szukają sposobów, by je do Niego zbliżyć, nie czynią tego w radosny i żywy sposób. Przeszkodą dla dzieci w ich przystępie do Jezusa będą tacy księża, siostry zakonne czy katecheci, którzy pełni są arogancji i wyższości, bezduszni urzędnicy kierujący się literą prawa, niezdolni do ofiary i wielkodusznej służby. Naganną postawą jest też stawianie siebie między Jezusem a dziećmi, czynienie z siebie wyroczni w ich przystępie do Niego. Jeśli młodzi po przyjęciu sakramentu bierzmowania, czy nawet już po pierwszej Komunii świętej, nie przychodzą do Jezusa, rzuca się to cieniem nie tylko na rodziców, ale również na katechizujących. Od czego więc zależy zmiana na lepsze? Odpowiedź daje nam Jezus, domagając się od swoich uczniów, by w pokorze ciągle otwierali się na dar obecnego w Nim królestwa Bożego. Tylko ten, kto sam przychodzi do Jezusa w postawie dziecka, może innych do Niego prowadzić i razem z nimi otwierać się na Jego zbawczą miłość.
Nie gorszyć dzieci i ich nie lekceważyć
W sercu nowotestamentalnego orędzia znajduje się wypowiedź Jezusa o dzieciach (n?pioi) jako uprzywilejowanych adresatach Bożego objawienia. Do nich nawiązuje Jezus w modlitwie uwielbienia Boga Ojca za Jego działanie w kontekście objawienia, jakie przynosi On światu jako Syn Boży (Mt 11,25-27; Łk 10,21-22). Logika tego zbawczego działania Boga polega na tym, że Jezusowe objawienie staje się zakryte przed "mądrymi i roztropnymi", a zostaje ujawnione prostaczkom - "dzieciom" (Mt 11,25). To one, z racji swej pokory i ufności, ale równocześnie ciekawości i otwartości, stają się wzorem dla wszystkich, którzy dzięki takiej postawie otwierają się na obecne w Chrystusie królestwo Boże. O jego przyjęciu nie decyduje bowiem sama znajomość Prawa, ale dziecięce zaufanie wobec Boga i Jego świętej woli objawionej w Jezusie Chrystusie.
Do uprzywilejowanej pozycji dzieci w przyjmowaniu Bożego objawienia nawiązuje również Jezus, kiedy używa określenia "mali" (mikroi). W szerszym znaczeniu odnosi się ono do uczniów, którzy odznaczają się niską pozycją społeczną, potrzebują pomocy i opieki, a ich wiara nie jest jeszcze ugruntowana (Mk 9,42; Mt 18,6). Pośród takich w dosłownym znaczeniu znajdują się dzieci, które w swej małości i bezradności, w wielkim zaufaniu liczą na Boga i Jego zbawcze obietnice. Dlatego Jezus z całą mocą przestrzega przed zgorszeniem, które w nich najbardziej uderza (Mt 18,6-7). Obok tej przestrogi ważne jest też Jego ostrzeżenie, by "nie lekceważyć żadnego z tych małych" (por. Mt 18,10). Postawa wyrażona w tych słowach oznacza brak jakiejkolwiek troski o nich, lekceważenie ich z racji niskiej pozycji i słabych możliwości działania. Tymczasem Jezus podkreśla, że to "mali" poprzez swoich aniołów już mogą radować się specjalną relacją względem Boga Ojca (Mt 18,10). Jego też wolą jest ich ocalenie i zbawienie (Mt 18,14).
Najbardziej niszczy i osłabia dziecięcą wiarę zgorszenie, jakie daje ksiądz czy inna osoba poświęcona Bogu.
Otwartość dzieci na Jezusowy dar Bożego objawienia wymaga wielkiej odpowiedzialności od tych, którzy je wychowują i formują. Od nich bowiem zależy, czy dzieci otrzymają pewny i niezafałszowany przekaz wiary i moralności chrześcijańskiej. Ponieważ na dzieci szczególnie oddziałuje przykład życia dorosłych, niezwykle ważna jest przestroga Jezusa przed zgorszeniem. Stać się powodem zgorszenia oznacza bowiem przyczynić się do osłabienia, a nawet zerwania relacji dziecka z Chrystusem i Kościołem. Najbardziej niszczy i osłabia dziecięcą wiarę zgorszenie, jakie daje ksiądz czy inna osoba poświęcona Bogu. Przerażający jest obraz gorszyciela, który zaprzecza wierze, a przecież z racji swego powołania powinien ją w innych umacniać. Kiedy w świecie jest tyle zgorszeń, dzieci mają szczególne prawo do ochrony i umacniania ich w walce ze złem. Wychowawca i nauczyciel wiary powinien być dla nich oparciem, że warto zaufać Bogu do końca, że Ewangelia nigdy nie zawodzi. Aby mieć u dzieci autorytet, należy je jednak traktować bardzo poważnie. Nic dziwnego, że Jezus ostrzega przed postawą, którą cechuje lekceważenie dziecka z racji jego nieporadności, różnych braków i niedoskonałości. Taka postawa jest niezwykle destrukcyjna i pociąga za sobą zastraszające konsekwencje. Tylko ten wychowawca, któremu zależy na każdym dziecku, potrafi dostrzec rzeczywiste jego problemy i nie lekceważąc ich, stara się im zaradzić jak tylko najlepiej potrafi.
Orędzie cudów Jezusa wobec dzieci
Ewangeliczne orędzie o dzieciach przekazują nie tylko Jezusowe słowa im poświęcone, ale również Jego cuda dokonane wobec dzieci znajdujących się w szczególnej potrzebie. W tych przypadkach, zgodnie z kontekstem kulturowym, pośrednikami w relacjach Jezusa z dziećmi byli ich rodzice. To oni, pełni zatroskania o swoje pociechy, przyprowadzają je do Jezusa albo proszą Go o zbawczą interwencję. Oni też pozostają wzorem zachowania dla towarzyszących Jezusowi uczniów. W Ewangeliach znajdują się opisy kilku takich zdarzeń.
Trzymając się Markowej chronologii, pierwszym tego rodzaju cudem jest wskrzeszenie córki Jaira (Mk 5,21-24.35-43 i par.). Przywracając dziewczynkę (thygatrion) do życia, Jezus obdarzył ją największym dobrem. Potwierdzeniem tego daru jest jej natychmiastowe powstanie i chodzenie. Marek dopowiada, że dziewczynka miała 12 lat, czyli była w wieku stosownym do zawarcia małżeństwa (Mk 5,42).Otwierają się więc przed nią nowe horyzonty życia samodzielnego i płodnego. Znamienne jest to, że Jezus nie zwraca córki rodzicom, ale nakazuje ją nakarmić (Mk 5,43). Ten gest oznacza, że jej związki rodzinne od tej pory integrują się z tymi, jakie obowiązują w Jezusowej wspólnocie. W niej bowiem, przy Jezusie, jest źródło życia, które pozwala zrealizować się każdej ludzkiej osobie.
W kolejnej scenie do Jezusa zwraca się o pomoc pogańska kobieta, Syrofenicjanka, której córka była opętana przez ducha nieczystego (Mk 7,24-30; Mt 15,21-28). Początkowe odmawianie pomocy Jezus argumentuje pierwszeństwem Izraelitów, jako dzieci Boga, do korzystania z przyniesionych przez Niego darów zbawienia. Kobieta nie tylko uznała tę historiozbawczą zasadę, ale zrozumiała, że przez wiarę w zbawczą moc Jezusa również ona może z niej skorzystać. Nie chce zabierać chleba nikomu, prosi tylko o "okruszynę" ze stołu mesjańskiej misji Jezusa obejmującej wszystkich ludzi (Mk 7,28). Widząc tak wielką wiarę, Jezus spełnił prośbę kobiety i na odległość uzdrowił jej córkę. Znamienne jest to, że Ewangelista, podsumowując opis cudu, uzdrowioną córkę określił terminem "dziecko" (paidion), jakim matka nazwała wcześniej dzieci zasiadające do posiłku, z którego okruszyn mogą korzystać szczenięta. W takiej sytuacji jest teraz córka Syrofenicjanki. Z upokarzającej pozycji poniżenia zostaje wyniesiona do godności "dziecka" Bożego. Nie musi już oczekiwać na spadające ze stołu okruchy, ale sama zasiada przy stole Bożych darów. Od tego zależeć będzie teraz jej dalszy wzrost i rozwój.
Synoptycy opisują jeszcze cud uzdrowienia opętanego chłopca (Mk 9,14-29 i par.). Pod nieobecność Jezusa ojciec dziecka zwrócił się o pomoc do uczniów, ale oni nie mogli wyrzucić "ducha niemego", który nie tylko uniemożliwiał chłopcu mówienie, a więc komunikację z innymi, ale był też przyczyną jego samozniszczenia przez epileptyczne przejawy opętania (Mk 9,18). Zejście Jezusa z Góry Przemienienia umożliwia Jego zbawczą interwencję przywracającą chłopca do normalnego życia. Stało się to dzięki jego ojcu, który w ufnej modlitwie zwraca się do Jezusa o pomoc w przezwyciężeniu niewiary (Mk 9,23-24). To ona jest główną przyczyną niemocy wobec zła i szatana. Dlatego Jezus w odrębnej scenie z uczniami poucza ich o konieczności wiary, którą należy umacniać w ufnej modlitwie (Mk 9,29). Scena z opętanym chłopcem wyraźnie potwierdza, że jedynie człowiek wierzący może mieć udział w mocy Jezusa i dzięki niej być zdolnym do zwycięskiej walki z mocami złego ducha.
Jezusowe cuda, których adresatami są dzieci, potwierdzają, że i one w pełni mogą uczestniczyć w dobrach zbawienia. Jednak zawsze dzieje się to za sprawą ich rodziców, szukających pomocy i wsparcia u Jezusa. Widząc granice ludzkich możliwości, w Nim pokładają całą swą ufność, totalnie powierzając się Jego słowom i obietnicom. W takich sytuacjach, które również dziś mają miejsce, szczególną rolę do spełnienia posiadają księża towarzyszący rodzicom i ich dzieciom w bolesnych i trudnych doświadczeniach życiowych. Są one wielkim wyzwaniem dla duszpasterzy, gdyż zawsze domagają się konkretnego zaangażowania i świadectwa wiary. Kiedy po ludzku sądząc, wydaje się, że nic już nie możemy pomóc, najbardziej liczy się zwyczajna obecność poparta modlitwą i zaufaniem w zbawczą moc zmartwychwstałego Pana.
W dzisiejszym świecie toczy się zażarta walka o młode pokolenie. Coraz większe żniwo zbiera szerząca się cywilizacja śmierci. Jej przejawem są rozmaite uzależnienia, których ofiarami stają się również dzieci. Wymaga to od duszpasterzy większej troski o ich pełny, prawidłowy i zdrowy rozwój. Przejawem tej troski będzie otwieranie oczu dzieci na podstępne mechanizmy zła, uczenie ich osobistej modlitwy i korzystania ze środków zbawienia, jakimi są słowo Boże, sakrament pokuty i Eucharystii. W tym kapłańskim wsparciu niezmiernie ważna jest też wytrwała modlitwa wstawiennicza za powierzone dzieci, a także przykład ufnej wiary, mającej oparcie w osobistym doświadczaniu zbawczej mocy Chrystusa Pana.
Potwierdzenie Boskiego posłannictwa Jezusa
Na koniec warto postawić pytanie, jak dzieci reagowały na niezwykłą miłość Jezusa względem nich, wprost na Jego utożsamienie się z dzieckiem. Odpowiedź nie jest łatwa, gdyż Ewangelie nie zawierają konkretnych danych na ten temat. Jedynym fragmentem, który pozwala na sformułowanie ogólnej odpowiedzi, jest Mateuszowa relacja o oczyszczeniu świątyni po uroczystym, mesjańskim wjeździe Jezusa do Jerozolimy (Mt 21,12-17).
Symboliczna czynność oczyszczenia polegała na wyrzuceniu wszystkich sprzedających i kupujących w świątyni na zewnętrznym dziedzińcu dla pogan. W celu wyjaśnienia tego czynu Jezus odwołał się do słowa Bożego (Iz 56,7 i Jr 7,11), by w ten sposób potwierdzić koniec starotestamentalnego kultu (Mt 21,13). Nie jest on już potrzebny, bo od teraz skuteczna jest tylko miłosierna miłość Jezusa Mesjasza - Syna Dawida. Potwierdzeniem tego są uzdrowienia niewidomych i chorych dokonane przez Niego na terenie świątyni (Mt 21,14). Ponieważ osoby te były wykluczone z przestrzeni sakralnej, oznacza to, że Jezus inauguruje nową perspektywę zbawczą, w której kończy się jakakolwiek religijna i społeczna dyskryminacja.
Wobec nowej rzeczywistości zbawczej, jaka objawia się w Jezusie, miłosiernym Mesjaszu, w miejscu zamieszkania samego Boga Jahwe, ujawniają się dwie przeciwne sobie postawy. Arcykapłani i uczeni w Piśmie, widząc cuda Jezusa, nie uznają w nich zbawczego działania Boga. Natomiast czynią to dzieci obecne w świątyni, które - tak jak tłum podczas wjazdu Jezusa do miasta - wołają: "Hosanna Synowi Dawida". Wypowiadając te słowa, rozpoznają w Jezusie Mesjasza i potwierdzają Jego Boskie posłannictwo zbawcze. Natomiast przywódcy Izraela, zamiast przyłączyć się do wołających dzieci, oburzają się i czynią wyrzuty Jezusowi (Mt 21,15-16a). On zaś jako "cichy i pokorny" Nauczyciel podsuwa im do rozważenia argument z Pisma (Ps 8,3), by się jeszcze zreflektowali i otworzyli na przychodzące z Nim królestwo niebieskie (Mt 21,16b).
Z orędzia całej ewangelicznej sceny można wysnuć podsumowujący wniosek naszych rozważań. Poprzez odwołanie się do dzieci uznających w Jezusie Mesjasza Ewangelista chce wskazać, kto jest w stanie otworzyć się na Jego zbawczą obecność. Wprawdzie w Ewangeliach nie mamy podobnych reakcji dzieci, ale ta sugeruje, że wszystkie poprzednie były tak samo życzliwe. U kresu publicznej działalności Jezusa akcentuje to jedynie Mateusz. W ten sposób podsumowuje on orędzie swej Ewangelii, wyraźnie nawiązując do podstawowej tezy Jezusowego nauczania, że tajemnice przychodzącego z Nim królestwa Bożego mogą rozpoznać jedynie ci, którzy są jak dzieci (Mt 11,25; 18,3; 19,14).
W tej prawdzie Bożego objawienia tkwi więc zasadnicza racja, by niestrudzenie głosić Ewangelię dzieciom. One bowiem z woli Boga są jej pierwszymi adresatami, a Jezus w nich sobie szczególnie upodobał. Z racji swej otwartości i ciekawości, ale również małości, ubóstwa i pokory, dzieci szczerze potrafią nie tylko ocenić autentyczność przekazu Ewangelii, ale również okazać wdzięczność za jej głoszenie. Zaangażowanie w głoszenie Ewangelii dzieciom musi jednak iść w parze z dziecięctwem Bożym tych, którzy ją głoszą. Chcąc trafić do dzieci i nawiązać z nimi dobre relacje, trzeba być "małym" jak one. Oznacza to ciągłą gotowość do pokornego otwierania się na Jezusa Chrystusa, jedynego Zbawiciela świata. Bez takich pragnień i dążeń nikt nie będzie dobrym katechetą i wychowawcą dzieci, gdyż będzie jakby poza ich światem, wrażliwościami i pragnieniami. Będzie jedynie zwykłym nauczycielem, ale nie pełnym entuzjazmu i radości świadkiem przychodzącego w Chrystusie królestwa Bożego, które z ufnością dziecka należy przyjmować, oczekując na jego ostateczne wypełnienie się w wieczności.
KS. STANISŁAW HARĘZGA (ur. 1949), biblista, moderator Dzieła Biblijnego im. Jana Pawła II w Archidiecezji Przemyskiej, rekolekcjonista. Ostatnio opublikował m.in. książkę Spotkania z biblijnymi nauczycielami wiary.