Pastores 73 (4) 2016 - Zespół Redakcyjny

Reflow text when sidebars are open.
Drodzy Czytelnicy!
Chrześcijaństwo to nie jest wygodna religia jedynie dla sytych, wręcz przeciwnie (J. V. Schall SJ). Kościół poddawany jest przemocy od początku swojego istnienia, co zapowiedział już sam Chrystus Pan (J 15,20). Każde pokolenie musi podjąć refleksję, jak odnosić się do przemocy, której jesteśmy brutalnie lub w sposób bardziej zawoalowany poddawani, zarówno przez obcych, jak i przez swoich.
1. Jaka przemoc? Spotykamy się z wieloma jej przejawami, tak w historii, jak współcześnie. Jednym z nich jest wzbudzanie agresji wywodzącej się z fałszywych pobudek religijnych w islamie, o czym wspomniał w Ratyzbonie papież Benedykt XVI, cytując bizantyjskiego cesarza, Manuela II Paleologa (ks. A. Halemba). Z kolei Kościołowi zarzuca się stosowanie przemocy, przytaczając działania inkwizycji, która przecież była inicjatywą świeckich władz, by stawiać granice bezprawiu i bronić ładu społecznego (G. Górny). Także obecnie doświadczamy przekraczania utrwalonych tradycją granic estetycznych, moralnych oraz tematycznych, choćby w sferze kultury audiowizualnej (A. Regiewicz).
Jako duszpasterze spotykamy się z różnymi przejawami przemocy wobec nas podczas pełnionej posługi (ks. M. Cholewa, ks. B. Pergoł). Docierają do nas też ofiary przemocy domowej, dochodzi do aktów przemocy między księżmi, a także ze strony kleryków. Mogą wystąpić różne jej formy: atak słowny, fizyczny czy uporczywe milczenie i ignorowanie drugiego (J. Augustyn SJ).
Pod pretekstem przeciwdziałania przemocy wobec kobiet podważa się instytucję małżeństwa i rodziny (M. Jurek). Odpowiedzią na to ze strony Kościoła jest wzmożenie działań duszpasterskich dla dobra małżeństwa, zwłaszcza pomoc młodym przed zawarciem sakramentu i w pierwszych latach po jego zawarciu (ks. P. Mazurkiewicz). Ale także wyrazem troski o pokrzywdzonych i oszukanych małżonków jest uproszczenie procedury pomocnej przy stwierdzaniu nieważności małżeństwa (T. Wytrwał OP).
2. Jak reagować na przemoc? Najważniejszą odpowiedź daje Chrystus Pan, gdy cierpliwie znosi mękę i przyjmuje haniebną śmierć na krzyżu (ks. M. Warowny). Szczególna odpowiedzialność w prowadzeniu owczarni Pana właściwą drogą spoczywa na pasterzach Kościoła (G. Pani SJ).
Heroicznym sposobem naśladowania Chrystusa jest męczeństwo, jak również obecność wśród wyznawców islamu, czy praca z prostytutkami lub trwanie brata zakonnego w ubóstwie i prostocie (świadectwa). Niekiedy ludzie Kościoła podejmowali wprost walkę obronną przed prześladowaniami (M. Kotyński CSsR). Jednak zasadniczym sposobem ewangelicznej reakcji na przemoc jest modlitwa za agresorów, gotowość przebaczenia i miłość nieprzyjaciół (A. M. Faszczowa). Trzeba w tym wszystkim roztropności i nieskazitelności, aby nie izolując się od wrogów, być dla nich żywą Ewangelią (ks. S. Haręzga). Moc życia ewangelicznego nie wynika z nas samych - to Duch Święty Pocieszyciel uzdalnia do składania świadectwa (A. Jerominek MIC).
Co Bóg, który ostatecznie "zawsze stawia na przyszłość, na jutro" (ks. W. Bartkowicz), chce nam powiedzieć, nie tylko na zakończenie Roku Miłosierdzia, w kwestii miłości miłosiernej?1
KS. MIROSŁAW CHOLEWA
KS. WOJCIECH BARTKOWICZ
"Nie wiem, czy będę w Panamie, ale mogę was zapewnić o jednym: że Piotr będzie w Panamie."
Nie wiem, co myśli papież Franciszek, ale chcę się dowiedzieć, co poprzez obecnego Piotra chce swojemu Kościołowi powiedzieć Mistrz.
Może mi się podobać albo nie podobać sposób, w jaki robi w Kościele raban papież Franciszek, ale nie mogę nie przejmować się rabanem, jaki w Kościele czyni obecny Piotr.
Mogę szukać źródeł poszczególnych figur retorycznych użytych przez Franciszka, tropić doradców i ekspertów, z jakich korzysta Papież, zastanawiać się nad kontekstem doktrynalnym i filozoficznym jego wypowiedzi - ale dużo bardziej owocne będzie pytanie: co Bóg chce mi powiedzieć przez obecnego Piotra, którego namaścił duchem proroctwa?
To Piotr-Jan Paweł II wymyślił Światowe Dni Młodzieży, to Piotr-Benedykt XVI i Piotr-Franciszek nawiedzają młodych, przeżywających swój festiwal. Najpierw dzisiejszy Piotr afirmuje dynamizm młodości, podziwia piękno pasji i energii, z jaką młodzi przeżywają swoje życie - by następnie podtrzymywać ten ogień spalający młodych, tak potrzebny im samym i światu, w którym żyją. Czy nie jest to recepta na skuteczne duszpasterstwo powołań? "Kiedy Jezus dotyka serca młodzieńca, młodej dziewczyny - mówił Franciszek w Krakowie podczas ŚDM w lipcu 2016 roku - to są oni zdolni naprawdę do wielkich dzieł. To budujące słyszeć, jak dzielą się swoimi marzeniami, swoimi pytaniami oraz swoim pragnieniem przeciwstawiania się tym wszystkim, którzy mówią, że nic nie może się zmienić. (...) Nie, młodzi mają moc, aby się im przeciwstawić!". To my, kapłani Jezusa, przewodnicy wspólnot chrześcijańskich mamy jednak najpierw pokazać młodym, że "nie przyszliśmy na świat, aby "wegetować", aby wygodnie spędzić życie, żeby uczynić z życia kanapę, która nas uśpi; przeciwnie, przyszliśmy w innym celu, aby zostawić ślad. (...) A gdy wybieramy wygodę, myląc szczęście z konsumpcją, wówczas cena, którą płacimy, jest bardzo, ale to bardzo wysoka: tracimy wolność". I tracimy powołanych, którzy nie chcą poświęcać życia dla siedzenia na wypłowiałych kościelnych kanapach.
Bóg Ojciec mówi przez Piotra-Franciszka, że w Kościele uczniów Jezusa brakuje ojców. To Kościół "osieroconych chrześcijan, osieroconego ludu". I chodzi tu nie tyle o ilość pasterzy, ile o jakość ich człowieczeństwa, o dojrzałość serc, o odwagę wchodzenia w relacje - w zdrową i twórczą rodzinną bliskość. "Dzisiaj my, słudzy Pana - biskupi, kapłani, osoby konsekrowane, przekonani świeccy - powinniśmy być blisko ludu Bożego. Bez bliskości jest tylko słowo bez ciała." Warto rozwinąć tę intuicję Franciszka. To skandal, gdy prezbiter musi napisać podanie, by porozmawiać z własnym biskupem. To skandal, gdy wikariusz nie może po bratersku porozmawiać z własnym proboszczem. To skandal, gdy plebania stanowi wieżę z kości słoniowej, o której jej właściciele - parafianie - opowiadają jedynie plotki, bo nigdy w niej nie byli. To skandal, gdy ojciec nie daje dzieciom przystępu do własnego serca.
Co robić? Przypomnieć sobie, że jest się pasterzem - dlatego, że jest się ojcem.
"Pomyślcie o św. Janie Pawle II, co robił ze studentami? To prawda, nauczał, ale też chodził z nimi w góry! Bliskość."
Jezus Chrystus, Najwyższy Pasterz, mówi nam, najniższym pasterzom, przez Sługę sług Bożych: znam wasze problemy. Wiem, że jesteście zmęczeni, ale to przecież naturalne, że pasterz jest zmęczony, tak jak jest naturalne, że zmęczony bywa ojciec rodziny. "Dziś bycie proboszczem wymaga trudu; prowadzenie parafii jest męczące, w tym dzisiejszym świecie z wieloma problemami. A Pan nas powołał po to, abyśmy się odrobinę utrudzili, abyśmy pracowali, a nie odpoczywali. Parafia jest męcząca, kiedy jest dobrze zorganizowana." To paradoksalnie bardzo uspokajające słowa.
Uspokajają także słowa Piotra-Franciszka o parafii. Ten papież, który lubi kwestionować to, co zastane/zastałe, w obliczu nomadyzacji współczesnego duszpasterstwa występuje z nieoczekiwaną apologią starożytnej instytucji parafii. Ona "jest nietykalna: musi pozostać jako miejsce kreatywności, punkt odniesienia, macierzyństwa (...). Tam należy realizować zdolność kreatywności; a kiedy parafia rozwija się w ten sposób, to staje się to, o czym mówiłem odnośnie do uczniów-misjonarzy - nazywam to "parafią wychodzącą"".
Przesłaniem Fachowca dla fachowców pozostają wreszcie niuanse papieskich celebracji. Po jezuicku - do granic możliwości - upraszczane przez Celebransa, który zdaje się mówić przez to: obrzędy mają być odsłoną a nie przesłoną tajemnicy. Nie zagadujcie Boga, który najgłośniej przemawia w milczeniu.
Przed jasnogórskim tronem Jezusa i Bogurodzicy Papież staje z całą swoją zwyczajnością, w duchu prawdziwego nabożeństwa do Najświętszej Maryi Panny. To "Ona jest schodami, po których przeszedł Bóg, aby zejść do nas i stać się bliskim i konkretnym". Za Jej wstawiennictwem i przykładem nasze serca mają pokonać tę drogę. Ma się w nas dokonać "Pascha serca, ku stylowi Bożemu ucieleśnionemu przez Maryję - działanie w małości i towarzyszenie, z prostym i otwartym sercem". W homilii w Częstochowie Papież zauważył: "Pragnienie władzy, wielkości i sławy jest rzeczą tragicznie ludzką, jest to wielka pokusa, która stara się wkraść wszędzie; dawać siebie innym, eliminując dystanse, pozostając w małości i konkretnie uczestnicząc w życiu codziennym - to subtelnie Boskie".
... a po drodze sprawdzajmy swoiste puncta do rozmyślania, które przygotował dla nas Piotr-Franciszek:
1. Historia naszego powołania, głos miłości, która przyciągnęła i zmieniła nasze życie, prowadząc nas do pozostawienia wszystkiego na Jego słowo i pójścia za Nim (...). Ożywmy dziś z wdzięcznością pamięć o Jego powołaniu, silniejszym niż jakikolwiek opór i trud.
Jezus nie lubi dróg przemierzanych połowicznie, przymkniętych drzwi, podwójnego życia.
2. Jezus (...) wskazuje tylko jeden kierunek drogi: wychodzenia z naszych zamknięć. To podróż bez biletu powrotnego. Chodzi o to, by wyjść z własnego "ja", by tracić życie dla Niego (...). Z drugiej strony, Jezus nie lubi dróg przemierzanych połowicznie, przymkniętych drzwi, podwójnego życia.
3. Jeśli ktoś, kto nazywa siebie chrześcijaninem, nie żyje, aby służyć, nie służy, żeby żyć. Swoim życiem zapiera się Jezusa Chrystusa.
4. Jezus nie jest Panem komfortu, bezpieczeństwa i wygody. Aby pójść za Jezusem, trzeba mieć trochę odwagi, trzeba zdecydować się na zamianę kanapy na parę butów, które pomogą ci chodzić po drogach, o jakich ci się nigdy nie śniło.
5. Kiedy Pan nas wzywa, nie myśli o tym, kim jesteśmy, kim byliśmy, co zrobiliśmy lub co przestaliśmy robić. Przeciwnie: w chwili, kiedy nas wzywa, patrzy na wszystko, co moglibyśmy zrobić, na całą miłość, jaką jesteśmy w stanie zarażać. On zawsze stawia na przyszłość, na jutro.
6. Kiedy serce jest otwarte i zdolne do marzeń, jest miejsce dla miłosierdzia, jest miejsce na przytulenie tych, którzy cierpią.
KS. WOJCIECH BARTKOWICZ (ur. 1963), teolog, rektor i wykładowca teologii moralnej w Wyższym Metropolitalnym Seminarium Duchownym w Warszawie. Opublikował m.in. książkę Wolność jako problem graniczny filozofii i teologii: studium z (meta)teologii moralnej.
KS. MACIEJ WAROWNY
Otwierając Biblię, czytelnik od pierwszych jej kart wchodzi także w świat ludzi pełnych przemocy, w wojny, zabójstwa, cudzołóstwa, gwałty. Niektóre z nich są bezwzględnie potępiane, inne zaś wydają się być przez samego Boga nakazane lub przynajmniej akceptowane. Przemoc jest więc powszechnym ludzkim doświadczeniem.
Od nieposłuszeństwa prarodziców i pierwszego bratobójstwa aż do Apokalipsy, tam, gdzie jest człowiek, jest również przemoc. Ale to nie Bóg jest jej autorem. On jej nie pragnie ani też jej nie używa.
Wsłuchując się w Chrystusa, w Bożą odpowiedź na najbardziej palące pytania, także pytania o przemoc, ze zdumieniem dostrzegamy, iż wzywając do odrzucenia wszelkiej przemocy, Jezus poddaje się jej dobrowolnie, będąc jej niewinną ofiarą na krzyżu. Równocześnie widzimy Chrystusa, który swym słowem i uzdrawiającymi gestami burzy zastany porządek społeczno-religijny, gorszy oraz prowokuje w stosunku do siebie nienawiść ówczesnych elit politycznych i religijnych. Jest więc w Jezusie negacja wszelkiej ludzkiej przemocy, ale jest też w Nim prowokacyjna pedagogia, prowadząca człowieka ku doświadczeniu prawdy swego serca, ku odkryciu przemocy zamieszkującej w jego członkach (Rz 7,18-25).
Ocalenie egzystencji narodu wybranego, jedynego nosiciela znajomości Boga i Jego Prawa, jest nadrzędnym celem działania bohaterów starotestamentalnych. Dlatego bulwersujące dla nas obrazy Jael przebijającej palikiem od namiotu skroń Sisery (Sdz 4,21) czy Judyty obcinającej głowę Holofernesowi (Jdt 13,8) nie są dla Hebrajczyków obrazami przemocy, ale aktami wiary i ufności Bogu. Jednak mimo wielości obrazów, w których przemoc, podstęp i krwawa walka znajdują uzasadnienie w Bożej woli ocalenia swego ludu, dostrzegamy zupełnie inny obraz Boga, który nie jest krwawym mścicielem krzywd ludu, ale Bogiem pełnym miłości, delikatności i czułości. Spotkanie Boga i Eliasza na górze Synaj ukazuje olbrzymi kontrast pomiędzy prawdą o Bogu a ludzkim wyobrażeniem o Nim.
Bóg nie jest krwawym mścicielem krzywd ludu.
To Eliasz jest pełen przemocy wobec fałszywych proroków, on też ma pretensje do Boga, iż nie broni go wystarczająco skutecznie przed atakami ze strony królowej Izebel. A Bóg ukazuje się Eliaszowi pełen delikatności. Prorok odkrywa Jego obecność nie w wichurze, nie w trzęsieniu ziemi, nie w ogniu, ale w łagodnym powiewie. Podobnie prorok Ozeasz ukazuje Boga pełnego czułości: "Pociągnąłem ich ludzkimi więzami, a były to więzy miłości. Byłem dla nich jak ten, co podnosi do swego policzka niemowlę - schyliłem się ku niemu i nakarmiłem je" (Oz 11,4).
Wiele obrazów Starego Testamentu przygotowuje nas na spotkanie Mesjasza, który odsłoni oblicze Boga jako Ojca miłującego, brzydzącego się przemocą (Ps 5,6 nn.). O tym, jak bardzo niewyobrażalny jest dla Żydów obraz Boga niedokonującego pomsty na wrogach, niech świadczy pytanie uczniów Jezusa, którzy jeszcze po Jego zmartwychwstaniu wierzą w ziemskie królestwo Izraela jako cel Bożych obietnic (Dz 1,6). Pokora i odrzucenie jakichkolwiek form przemocy nie może przebić się do świadomości Izraela, pomimo iż Izrael pragnie mesjańskiego pokoju. Na siedem wieków przed narodzeniem Jezusa Izajasz zapowiada narodziny Mesjasza, Księcia Pokoju, który wkroczy w ludzką rzeczywistość, wyrzekając się wszelkiej przemocy. Prorok zapowiada realizację aspiracji człowieka, pokój, bezpieczeństwo, sprawiedliwość. Dokona tego "Przedziwny Doradca, Bóg Mocny, Odwieczny Ojciec, Książę Pokoju" (Iz 9,5).
W 11. rozdziale Izajasza znajdujemy jeden z najpiękniejszych obrazów Mesjasza, Księcia Pokoju, który swoim przyjściem sprawi, iż nawet zwierzęta wyrzekną się swej naturalnej agresji. Ale to nie znaczy, iż Mesjasz będzie obojętny na przemoc ludzką. Wręcz przeciwnie: "Nie będzie sądził z pozorów ani wyrokował według pogłosek; raczej rozsądzi biednych sprawiedliwie i pokornym w kraju wyda słuszny wyrok. Rózgą swoich ust uderzy gwałtownika, tchnieniem swoich warg uśmierci bezbożnego" (3-4). Aby wykorzenić przemoc wobec innych narodów, które mogłyby zagrozić ludowi wybranemu przez Boga, Izajasz wskazuje na uniwersalną misję Mesjasza, skierowaną do wszystkich narodów świata: "Korzeń Jessego stać będzie na znak dla narodów. Do niego ludy przyjdą po radę, i sławne będzie miejsce jego spoczynku" (10).
Izrael i cała ludzkość muszą przejść długą drogę, aby uwierzyć w boską non violence. Uzmysławia nam to historia odrzucenia Jezusa przez mieszkańców Samarii. Uczniowie poprzedzają Jezusa, aby przygotować Mu pobyt. "Nie przyjęto Go jednak, ponieważ zmierzał do Jeruzalem" (Łk 9,53). Jakub i Jan domagają się kary za takie potraktowanie ich Mistrza.
Izrael i cała ludzkość muszą przejść długą drogę, aby uwierzyć w boską "non violence".
"Panie, czy chcesz, byśmy powiedzieli: Niech ogień spadnie z nieba i pochłonie ich?" (Łk 9,54). Jezus nie godzi się na to. Znamienne, że natychmiast po tej scenie Ewangelista przytacza potrójny opis powołania kolejnych uczniów.
Nie drogą spektakularnej kary, ale poprzez osobiste pójście za Jezusem Bóg może realizować misję zbawienia człowieka. Już Ezechiel ogłaszał ludowi słowa Boga: "Czyż tak bardzo miałoby mi zależeć na śmierci występnego - wyrocznia Pana Boga - a nie raczej na tym, by się nawrócił i żył?" (18,23). Uczniowie jednak ciągle posługują się dawnym paradygmatem, iż ten, kto obraża ich Boga, musi ponieść zasłużoną karę. Jeśli przekroczenie Prawa jest karane śmiercią, to czyż ogień z nieba nie winien ukarać tych, którzy odrzucili dawcę Prawa?
Ogień z nieba jest karą, którą Bóg wymierzył mieszkańcom Sodomy i Gomory. Również historia Eliasza karzącego ogniem z nieba tych, którzy chcą przemocą zaprowadzić go przed króla, mogła wydawać się uczniom usprawiedliwieniem ich pytania (2 Krl 1,9-14). Ale Jezus powstrzymuje uczniów przed uzurpowaniem sobie prawa do wyrokowania w imieniu Boga: "Gniew bowiem męża nie wypełnia sprawiedliwości Bożej" (Jk 1,20). On nie tylko nie chce kary dla tych, którzy nie przyjęli Go w gościnę, ale na krzyżu będzie się modlił za swoich oprawców (Łk 23,34). Do tego też wzywa Piotr: "Nie oddawajcie złem za zło ani złorzeczeniem za złorzeczenie. Przeciwnie zaś, błogosławcie. Do tego bowiem jesteście powołani, abyście odziedziczyli błogosławieństwo" (1 P 3,9). Błogosławieństwo zaś nie jest jakimś masochistycznym upodobaniem w prześladowaniach, ale jest oddawaniem w ręce Boga tego, który nie chce Go znać.
Już postawa Dawida wobec Saula jest proroczym znakiem, iż to Bogu mamy powierzać naszych nieprzyjaciół - On jeden ma prawo do karania (1 Sm 24,4-7; 26,8-11). A Hiob jako znak swej sprawiedliwości wskazuje na postawę wobec nieprzyjaciół: "Czy cieszyłem się z upadku wroga, czy radowałem się, że zło go spotkało? Nie dałem, by język mój grzeszył, w przekleństwie życząc śmierci. Czy nie mówili mieszkańcy mego namiotu: "Pożywmy się jego ciałem"?" (Hi 31,29-31). Ale dopiero ofiara Jezusa i dar Ducha Świętego zesłany Kościołowi uczynią możliwym to, czego domagał się już Stary Testament: "Jeśli spotkasz wołu twego wroga albo jego osła błąkającego się, odprowadź je do niego.
Postawa Dawida wobec Saula jest proroczym znakiem, iż to Bogu mamy powierzać naszych nieprzyjaciół
Jeśli zobaczysz, że osioł twego wroga upadł pod swoim ciężarem, nie pozostawisz go, ale razem z nim przyjdziesz mu z pomocą" (Wj 23,4 n.); "Gdy wróg twój łaknie, nakarm go, gdy pragnie, napój go wodą" (Prz 25,21). Jezusową odpowiedzią na agresję jest wezwanie do życia nową naturą, która przekracza granice ludzkiej cierpliwości: "Wy natomiast miłujcie waszych nieprzyjaciół, czyńcie dobrze i pożyczajcie, niczego się za to nie spodziewając. A wasza nagroda będzie wielka i będziecie synami Najwyższego; ponieważ On jest dobry dla niewdzięcznych i złych" (Łk 6,35).
Wezwanie do miłości nieprzyjaciół stanowi wyraz odrzucenia nienawiści i agresji nie tylko na rzecz jakiejś "świętej obojętności", ale domaga się działania na rzecz tych, którzy jawią się jako nasi nieprzyjaciele. Jednak Jezusowy sposób zwracania się do słuchaczy może budzić zdumienie i rodzić pytanie o to, czy rzeczywiście nasze pojęcie unikania przemocy słownej pokrywa się z tym, co czyni Jezus i do czego zachęca swych uczniów. W mowach Jezusa wielokrotnie pojawia się surowy zwrot "Biada!". Zwrot "Biada!" dla większości z nas pozostaje staroświecki i nie niesie właściwego ciężaru emocji. Dla słuchaczy Jezusa brzmiał on raczej "Nieszczęście tobie!". Jezus wypowiada takie słowa rzadko: do miast, które nie chciały przyjąć orędzia Ewangelii (Mt 11,21), oraz do faryzeuszów i uczonych w Piśmie (Mt 23,13-32); używa ich także do opisania sytuacji gorszycieli (Mt 18,7), Judasza (Mt 26,24) oraz kobiet w czasach ostatecznych (Mt 24,19).
Wolimy nie zauważać wypowiadanych przez Jezusa złorzeczeń.
Wsłuchując się w nauczanie Jezusa, wolimy nie zauważać wypowiadanych przez Niego złorzeczeń. Obraz Jezusa dobrego, wrażliwego na nieszczęście i biedę człowieka, nie współgra z bulwersującym tłumaczeniem wypowiadanych zdań rozpoczynających się zwrotem "Nieszczęście tobie!".
Do zwrotu tego często odwoływali się prorocy, którzy w ten sposób zapowiadali nieszczęścia porzucającym Boże przykazania. Ale jego początki sięgają czasów Mojżesza. Otrzymał on nakaz, aby wypowiedzieć nad ludem błogosławieństwa i przekleństwa: "Gdy Pan, Bóg wasz, wprowadzi was do ziemi, którą idziecie posiąść, ogłosicie błogosławieństwo na górze Garizim, a przekleństwo na górze Ebal" (Pwt 11,29; por. Joz 8,33 n.). Ukazanie Jezusa, który ogłasza przekleństwa nad ludem, jest wprost nawiązaniem do tego Bożego polecenia. O ile czasy Starego Testamentu przewidywały długą listę przekleństw za różne formy przekroczenia Prawa, o tyle Jezus wskazuje w swym nauczaniu na dwie zasadnicze postawy, które są źródłem naszego nieszczęścia. Są nimi odrzucenie apostolskiego głoszenia Dobrej Nowiny oraz hipokryzja. Już nie przekroczenie litery Prawa, ale zamknięcie swego serca na słowo Boga i Jego obecność stają się źródłem przekleństwa. Tak dosadne, że aż dla wielu gorszące. "Nieszczęście tobie!" w ustach Jezusa ma na celu nie odrzucenie i potępienie jakiegokolwiek człowieka, ale obudzenie w nim świadomości, że jego serce jest zatwardziałe.
W Getsemani, w czasie pojmania Jezusa "jeden z tych, którzy byli z Jezusem, wyciągnął rękę, dobył miecza i ugodziwszy sługę najwyższego kapłana, odciął mu ucho" (Mt 26,51). Jan Ewangelista utożsamia owego ucznia z Piotrem (J 18,10). Reakcja Jezusa jest zdecydowana: "Włóż miecz na swoje miejsce, bo wszyscy, którzy za miecz chwytają, od miecza giną" (Mt 26,52). A Łukasz uzupełnia swój opis o natychmiastowe uleczenie odciętego ucha (Łk 22,51). Zakaz użycia miecza znajduje od razu uzasadnienie: "Czy myślisz, że nie mógłbym poprosić Ojca mojego, a zaraz wystawiłby Mi więcej niż dwanaście zastępów aniołów?" (Mt 26,53) oraz Janowe: "Czyż nie mam wypić kielicha, który Mi podał Ojciec?" (J 18,11). Jezus akceptuje perspektywę odkupieńczej męki jako wolę Ojca. Ale jest jeszcze inne uzasadnienie odrzucenia przemocy, które znajdujemy w rozmowie Jezusa z Piłatem, kiedy to brak jakiejkolwiek obrony fizycznej osoby Jezusa wynika z natury Jego królestwa. Ono jest nie z tego świata, więc nie używa reguł tego świata, czyli na przemoc nie odpowiada przemocą (J 18,36).
Wyjaśnienie symbolicznych znaczeń kielicha pitego przez Jezusa oraz miecza, jak również zdania, że królestwo Jezusa jest "nie z tego świata", mogą nam pomóc w rozumieniu odrzucenia przemocy.
Jezusowe pragnienie, aby wypić kielich podany Mu przez Ojca, odwołuje się wprost do znaku Bożego gniewu, zrodzonego w odpowiedzi na grzech człowieka. Psalm 75 zapowiada, że to wszyscy niegodziwi tej ziemi będą pić ten kielich, a prorok Izajasz nakreśla obraz tłoczni, gdzie zostaną zmiażdżone grzeszne narody (Iz 63,3). Apokalipsa zaś łączy symbolikę miecza i kielicha Bożego, rysując wizję Chrystusa czasów ostatecznych: "A z Jego ust wychodzi ostry miecz, by nim uderzyć narody: On będzie je pasał rózgą żelazną i On udeptuje tłocznię wina zapalczywości gniewu Boga wszechmogącego" (Ap 19,15). Ale to nie narody są udeptane, "wytłoczone", nie grzesznicy piją kielich Bożego gniewu - to Jezus sięga w męce po ten kielich i to On jest słowem Bożym, ostrym mieczem obosiecznym, przeszywającym "aż do rozdzielenia duszy i ducha, stawów i szpiku, [zdolnym] osądzić pragnienia i myśli serca" (Hbr 4,12). Idąc na modlitewne zmaganie do Getsemani, Jezus nie chce na ludzką przemoc odpowiedzieć przemocą (Mt 26,39.42), ale zatrzymuje ją na sobie, wydając się dobrowolnie na mękę i śmierć (J 10,17 n.).
Św. Paweł rozwinie ideę walki bez fizycznej przemocy, wskazując na zmaganie, które winno być udziałem każdego chrześcijanina: "Chociaż bowiem w ciele pozostajemy, nie prowadzimy walki według ciała, gdyż oręż bojowania naszego nie jest z ciała, lecz ma od Boga moc burzenia twierdz warownych" (2 Kor 10,3 n.)1. Zaś perykopa powszechnie zwana "zbroją Bożą" ukazuje, iż mieczem chrześcijanina jest dar słowa Bożego, otrzymany dzięki Duchowi Świętemu (Ef 6,17). To zmaganie uwidacznia, co znaczy "nie z tego świata": "Wiecie, że władcy narodów uciskają je, a wielcy dają im odczuć swą władzę.
Mieczem chrześcijanina jest dar słowa Bożego.
Nie tak będzie u was. Lecz kto by między wami chciał stać się wielkim, niech będzie waszym sługą. A kto by chciał być pierwszy między wami, niech będzie niewolnikiem waszym, tak jak Syn Człowieczy, który nie przyszedł, aby Mu służono, lecz aby służyć i dać swoje życie jako okup za wielu" (Mt 20,25-28).
Miecz jako znak przemocy zbrojnej jest zarezerwowany Bogu, aby wytępić z ziemi nieprawość (Ez 21,8-10; Ps 55,23 n.). W takim kontekście widać wielką nowość Jezusowej nauki, którą On sam doskonale wypełnia: "Nie stawiajcie oporu złemu: lecz jeśli cię ktoś uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i drugi" (Mt 5,39), i którą kontynuuje Kościół apostolski: "Umiłowani, nie wymierzajcie sami sobie sprawiedliwości, lecz pozostawcie to pomście Bożej. Napisano bowiem: Do Mnie należy pomsta, Ja wymierzę zapłatę" (Rz 12,19); "Baczcie, aby nikt nie odpłacał złem za zło, lecz zawsze usiłujcie czynić dobrze sobie nawzajem i wszystkim" (1 Tes 5,15; por. 1 P 3,9); "Błogosławimy, gdy nam złorzeczą, znosimy, gdy nas prześladują" (1 Kor 4,12).
Kresem wszelkiej przemocy jest śmierć, przeżywana jako potencjalne zagrożenie lub faktycznie zadana drugiemu człowiekowi. Jezus pokonał tę przemoc, jak o tym przypomina hymn nieszporów za zmarłych: "O potężny Królu, Chryste, Ty dla chwały swego Ojca i naszego odkupienia zwyciężyłeś przemoc śmierci". Zwycięstwo nad śmiercią nie dokonało się inaczej, jak przez śmierć Chrystusa i Jego zmartwychwstanie. Tylko w obliczu tego misterium Paweł Apostoł może wypowiadać słowa nadziei: "Zwycięstwo pochłonęło śmierć. Gdzież jest, o śmierci twoje zwycięstwo? Gdzież jest, o śmierci, twój oścień? Ościeniem zaś śmierci jest grzech, a siłą grzechu Prawo. Bogu niech będą dzięki za to, że dał nam odnieść zwycięstwo przez Pana naszego, Jezusa Chrystusa" (1 Kor 15,54-57). Jezus wypełnia do końca zapowiedzi o cierpiącym Słudze Jahwe: "Nie będzie wołał ni podnosił głosu, nie da słyszeć krzyku swego na dworze. Nie złamie trzciny nadłamanej, nie zgasi ledwo tlejącego się knotka" (Iz 42,2 n.). To, jak bardzo ta postawa nie odpowiada naszym wyobrażeniom o wybawieniu i zwycięstwie, odkrywamy w kolejnej Pieśni: "Wzgardzony i odepchnięty przez ludzi, Mąż boleści, oswojony z cierpieniem, jak ktoś, przed kim się twarze zakrywa, wzgardzony tak, iż mieliśmy go za nic. Lecz on się obarczył naszym cierpieniem, on dźwigał nasze boleści, a myśmy uznaliśmy go za skazańca, chłostanego przez Boga i zdeptanego. Lecz on był przebity za nasze grzechy, zdruzgotany za nasze winy. Spadła nań chłosta zbawienna dla nas, a w jego ranach jest nasze uzdrowienie" (Iz 53,3-5).
Wypełniając zapowiedzi Izajasza, Jezus nie odwołuje się do pacyfistycznych metod, nie jest także głosicielem irenizmu. Jego uczniowie, na wzór Mistrza, mają stać się znakiem sprzeciwu dla świata poprzez wypowiedzenie walki złu i grzechowi (Mt 5,11 n.). W katechezie apostolskiej ta świadomość sprzeciwu wobec przemocy świata przejawia się w ukazywaniu centralnego znaczenia tajemnicy krzyża: "my głosimy Chrystusa ukrzyżowanego, który jest zgorszeniem dla Żydów, a głupstwem dla pogan, dla tych zaś, którzy są powołani, tak spośród Żydów, jak i spośród Greków - Chrystusem, mocą Bożą i mądrością Bożą" (1 Kor 1,23-24). Tajemnica krzyża, pomimo iż gorszy i odsuwa od Jezusa (J 6,67), nie może nie być głoszona.
Tajemnica krzyża, pomimo iż gorszy i odsuwa od Jezusa, nie może nie być głoszona.
Zasady życia wspólnot i rodzin umieszczane przez Pawła w zakończeniach listów uzmysławiają nam, że mądrość krzyża jest fundamentem chrześcijańskiej codzienności. Niewolnicy poddani swym Panom, którzy nie pragną dla siebie statusu wyzwoleńców, ale służą pokornie swoim panom (Ef 6,5; Kol 3,22; 1 Tm 6,1 n.; Tt 2,9 n.; 1 P 2,18 nn.), panowie szanujący swych niewolników (Ef 6,9), żony poddane mężom, jak Chrystusowi, mężowie miłujący żony na wzór Chrystusa miłującego Kościół (Ef 5,22-30), uznanie autorytetu władzy politycznej (Rz 13,1-7), unikanie procesów sądowych (1 Kor 6,1-8) oraz zasada największej miłości (Rz 13,8 nn.) są nieustannym wyzwaniem dla każdego ochrzczonego, aby na wzór Apostoła w naszym życiu dopełnić "braki udręk Chrystusa" (por. Kol 1,24) i w ten sposób stać się Jego zamieszkaniem, krzyżując już za życia swoje doczesne ciało, w ten sposób umierając dla grzechu (Ga 2,20; 5,24). Chrzest jest momentem tajemniczego, a równocześnie tak realnego zjednoczenia z Chrystusem ukrzyżowanym i zmartwychwstałym, iż życie wierzących staje się świadectwem tego, czego świat nie zna, ale za czym tęskni: życia w pokoju bez poczucia zagrożenia przemocą.
Dalsza część rozdziału dostępna w pełnej wersji