Pastores 72 (3) 2016 - Zespół Redakcyjny

-
Proszę czekać

Drodzy Czytelnicy!

Inaczej niż za poprzednich pontyfikatów, zwłaszcza po wielkiej encyklice Dives in misericordia, temat miłosierdzia wywołuje dzisiaj kontrowersje. Czy miłosierdzie Boga jest reakcją na grzech człowieka, czy też Bóg jest miłosierny z natury i kochałby człowieka miłością miłosierną, nawet gdyby nigdy nie wydarzył się grzech pierworodny (ks. G. Strzelczyk)? Czym jest "prawdziwe" miłosierdzie i jak je odróżnić od "fałszywego" miłosierdzia (ks. H. Zieliński)? Czy miłosierdzie to odruch wzruszenia na widok nieszczęśliwego człowieka, jak w przypowieści o Samarytaninie, czy też dopiero działanie podejmowane pod wpływem tego wewnętrznego poruszenia (ks. A. Kiełtyk, P. Kreeft)? Kiedy miłosierdzie okazuje się zwykłą pobłażliwością, a w związku z tym także brakiem szacunku zarówno dla ofiary, jak i sprawcy zła?

1. Człowiek doznaje miłosierdzia i okazuje je zawsze w konkretnej sytuacji. W życiu kapłańskim najczęściej spotykamy się z miłosierdziem w konfesjonale. Księża należą do grupy wiernych często korzystających ze spowiedzi. Od jakości naszej spowiedzi i doświadczenia miłosierdzia we własnym życiu zależy nasza posługa w konfesjonale (ks. J. Szcześniak). Ludzie, którzy klękają po drugiej stronie kratek konfesjonału, bywają uczestnikami, a niekiedy także sprawcami wielkich dramatów (ks. W. Królak).

2. O ile coraz lepiej rozumiemy rodziców przeżywających żałobę po stracie dziecka, także nienarodzonego (P. Kieniewicz MIC), o tyle dramat kobiety, która zabiła własne dziecko, wydaje się wciąż pozostawać tematem tabu (A. Rusak). Słowa o syndromie postaborcyjnym albo wypowiadane są zbyt lekko, jakby bez zrozumienia, albo spotykają się ze strony zwolenników tzw. prawa do aborcji z uśmiechem towarzyszącym poczuciu "naukowej" wyższości. Tymczasem dramat "zablokowanej żałoby" rzutuje nie tylko na całe życie niedoszłych rodziców, ale również na ich relację z Bogiem i zdolność otwarcia się na Boże miłosierdzie. Innym dramatem, z którym spotykamy się w konfesjonale, jest przemoc w rodzinie, także seksualna (A. Derdziuk OFMCap). Gdy dziecko decyduje się mówić o tym w konfesjonale, spowiednik ma przed sobą trudne zadanie.

3. Temat miłosierdzia poruszany był także podczas synodów biskupów o rodzinie. Nie należy go kojarzyć wyłącznie z tzw. sytuacjami nieregularnymi. Jadwiga i Jacek Pulikowscy, uczestnicy ostatniego synodu, zastanawiają się, jak w parafii przygotowywać narzeczonych do przyjęcia sakramentu małżeństwa i do życia w rodzinie. Inny aktualny wątek stanowi pytanie o reformę polskiej szkoły (J. Horowski), a zwłaszcza o kondycję gimnazjalistów (XW), czy o konwersje z islamu (B. Zajączkowska).

Życzę dobrej lektury.1

KS. PIOTR MAZURKIEWICZ

1. W całym numerze stosujemy następujące skróty: DCE - Benedykt XVI, encyklika Deus caritas est; DiM - Jan Paweł II, encyklika Dives in misericordia; DP - Sobór Watykański II, Dekret o posłudze i życiu prezbiterów Presbyterorum ordinis; EG - Franciszek, adhortacja Evangelii gaudium; EV - Jan Paweł II, encyklika Evangelium vitae; KKK - Katechizm Kościoła Katolickiego; KPK - Kodeks Prawa Kanonicznego; MV - Franciszek, bulla Misericordiae vultus; NMI - Jan Paweł II, list Novo millennio ineunte.

KS. GRZEGORZ STRZELCZYK

Bóg od zawsze miłosierny

Kiedy - także w kontekście Roku Świętego - mówi się i pisze o miłosierdziu, prawie natychmiast wątkiem centralnym staje się grzech i jego odpuszczenie. W zasadzie trudno się temu trendowi dziwić: wszyscy jesteśmy grzesznikami. Świat po grzechu jest jedynym, jaki znamy z bezpośredniego doświadczenia, a grzech to nasz największy problem (przynajmniej w teologicznym oglądzie rzeczywistości). W ten sposób jednak nieco zawężamy perspektywę. Może nam wówczas umknąć nieco szerszy horyzont, a zwłaszcza pewien wymiar Bożego miłosierdzia jeszcze pierwotniejszy niż okazanie go grzesznikowi. Co więcej, wydaje się, że ten drugi można właściwie rozumieć dopiero w kontekście pierwszego.

Rahamim - macierzyństwo Boga

Warto zacząć od intuicji, jaką niesie ze sobą język hebrajski, czyli, tym samym, część starotestamentalnych tekstów mówiących o miłosierdziu. Otóż - inaczej niż w polszczyźnie - jeden z dwóch wyrazów określających miłosierdzie wywodzi się od słowa rehem oznaczającego matczyne łono (drugie to hesed, którego analiza zostanie tu pominięta, oznacza ogólnie pojętą dobroć). Zatem okazanie komuś miłosierdzia oznacza otoczenie go opieką tak, by był bezpieczny jak w matczynym łonie, by miał najlepsze możliwe warunki do rozwoju.

Oczywiście, tę wyjściową metaforę można rozwijać w wielu kierunkach. Na przykład: dziecko w łonie matki żyje dzięki temu, że otrzymuje od niej to, co potrzebne do wzrostu. To zaś dla jej organizmu jest jakoś kosztowne. Ustrój matki przestraja się bowiem tak, by jak najlepiej zaspokajać potrzeby dziecka. Jeśli uwzględnimy, iż w czasach, gdy w języku hebrajskim kształtowały się te intuicje, śmiertelność matek w związku z różnymi powikłaniami ciąży była znacznie większa niż dzisiaj, to łatwiej będzie uświadomić sobie, jak ściśle wątek ryzyka jest związany z ideą miłosierdzia. Okazać je komuś znaczy także być gotowym do zapewnienia mu bezpieczeństwa nawet kosztem siebie, aż po poświęcenie własnego życia.

Zobaczymy dalej, że ostateczne ukazanie Bożego miłosierdzia wobec nas dokonało się właśnie najwyższym kosztem - poprzez dar (ludzkiego) życia Drugiego z Trójcy. Nim jednak do tego dojdziemy, koniecznie trzeba jeszcze powrócić do podstawowej intuicji związanej ze słowem rahamim. Łono to miejsce, w którym życie się rozpoczyna. Czy więc nie należałoby patrzeć na akt stworzenia jako na pierwszy, podstawowy akt miłosierdzia Boga wobec tego, co istnieje, w tym także wobec człowieka?

Nazbyt często fakt istnienia przyjmujemy jako oczywisty.

Bóg zmiłował się nad tym, czego jeszcze nie było i czego bez Jego zmiłowania być nie mogło. Okazał miłosierdzie nicości i dzięki temu istnieje wszechświat, a my w nim - stworzenia z prochu wzięte. Nazbyt często fakt istnienia przyjmujemy jako tak oczywisty, że umyka nam świadomość radykalnej zależności rzeczywistości od Boga. Zależności, która zresztą nie dotyczy tylko samego zaistnienia świata u jego odległych początków, ale rozciąga się na najmniejszą nawet drobinę naszego czasu - gdyby Bóg choć na chwilę przestał podtrzymywać wszechświat w istnieniu, zapadłby się on na powrót w niebyt. Jak dziecko w łonie matki w bardzo wczesnym okresie rozwoju, nie mamy żadnej możliwości samodzielnego istnienia. Co najwyżej, dopada nas jego ułuda. Prawda jest taka, że nawet gdyby grzech nie wszedł na świat, każda kolejna chwila istnienia byłaby aktem Bożego miłosierdzia wobec stworzenia. Właściwie nigdy nie opuściliśmy łona Ojca.

Miłosierna opatrzność

Rodzicielska aktywność Boga wobec świata nie wyczerpuje się jednak w powołaniu do istnienia i podtrzymywaniu w nim. Bóg świat wciąż "opatruje" - tak działa w dziejach, aby te zmierzały ku zamierzonej przez Niego pełni doskonałości stworzenia (KKK, 302; warto zauważyć na marginesie, że we współczesnym języku polskim idea opatrzności silniej niż na przykład w łacinie związana jest z jednym z działań postrzeganych jako miłosierdzie par excellence: opatrywaniem ran). Po grzechu, który drogę do tej pełni niewątpliwie skomplikował, opatrzność Boża nabrała także charakteru "naprawczego": od tego momentu konieczne stało się opatrywanie ran stworzenia, a zwłaszcza tego, który jest pierwszą ofiarą ran przez siebie zadawanych - człowieka. Łono Ojca, które dotąd świat zaopatrywało, przekształciło się w ten sposób w "sanatorium" - miejsce, w którym opatrzeni dochodzą do zdrowia.

Przyjęcie perspektywy, w której miłosierdzie Boże jest aktem (postawą, atrybutem itd.), dzięki któremu stworzenie w ogóle zaistniało, pozwala patrzeć na historię zbawienia (a więc na działanie Boga w dziejach mające na celu odwrócenie skutków grzechu) aż po wcielenie nie jako na nowy rodzaj boskiej aktywności, w istocie wymuszony grzechem, ale raczej jako na prostą kontynuację pierwotnej postawy Boga. On po grzechu pozostał miłosierny dokładnie tak, jak to było przed grzechem. Zmieniły się tylko formy, poprzez które my, stworzenia, miłosierdzia doświadczamy. Przebaczenie jest bodaj najważniejszą z nich.

Kłopoty z poznaniem Boga

Ostatnie zdania doprowadziły nas do dość istotnego rozróżnienia: pomiędzy tym, jaki Bóg jest, a tym, jak ludzie Go postrzegają. Grzech zaciążył niewątpliwie na tym drugim aspekcie. Opowiadanie o upadku wskazuje wręcz, iż w dużej mierze pierwszy grzech polegał na tym, że człowiek przestał ufać temu, co Bóg mu o sobie, o nim i o świecie powiedział. A tym samym odciął się od jedynego wiarygodnego źródła informacji. Ta sama nieufność doprowadziła do tego, że akt wygnania z raju - który najwyraźniej miał na celu ochronę człowieka przed nieodwracalnym utrwaleniem się stanu grzechu (symbol owocu z drzewa życia, którego nie wolno zjeść człowiekowi) - odczytany został w kategoriach "kary".

Ludzie, wyobrażając sobie Boga na swój obraz i podobieństwo, często oczekują od Niego przede wszystkim działania sprawiedliwego.

Utraciwszy bezpośredni ogląd Boga, człowiek skazał sam siebie na drogę okrężną: bazowanie na tym, że jest "obrazem i podobieństwem" Boga. Stąd antropomorfizacyjne poszukiwania religii naturalnych. Stąd też trudności, na jakie napotykało samoobjawienie się Boga poprzez dzieje Izraela, zapoczątkowane przymierzem z Abrahamem. Ludzie, wyobrażając sobie Boga na swój obraz i podobieństwo, oczekiwali - i często wciąż oczekują - od Niego przede wszystkim działania sprawiedliwego: pomyślności w zamian za wierność, kary jako reakcji na grzechy, określonych przywilejów w zamian za ofiary. A zwłaszcza: interwencji proporcjonalnych do intensywności modlitewnych próśb.

Stary Testament można odczytywać jako mozolne przedzieranie się Boga przez wyobrażenia, z jakich Izrael sam wyrastał i z jakimi spotykał się u ludów ościennych. Właściwie już opowiadanie o potopie wydaje się być próbą korekty przekonania, że ze względu na nieprawość ludzkości Bóg może w każdej chwili zesłać sprawiedliwie należną zagładę. Konkluzja historii jest jasna: w przyszłości nie będzie zagłady nie dlatego, że człowiek na nią już nie zasługuje bądź nie zasłuży, lecz ze względu na zobowiązanie Boga względem człowieka (Rdz 9). Bóg się zmiłował, więc żyjemy.

Pamiętać trzeba, że Stary Testament przybrał ostateczny kształt w czasach, w których w Izraelu świadomość, że to grzech jest jednym z najważniejszych problemów człowieka (bo warun kuje jego doczesną pomyślność), już znacząco się zakorzeniła. Dlatego ten właśnie temat jest centralny w pierwszych rozdziałach Księgi Rodzaju. Wydaje się jednak, że we wczesnych etapach dziejów Izraela akcent padał raczej na inny aspekt: Bóg był postrzegany jako miłosierny, gdy troszczył się o zaspokajanie doczesnych potrzeb swego ludu - od zapewnienia mu ziemi, poprzez obronę przed wrogami itd. Wystarczy przyjrzeć się obietnicom, jakie pojawiają się przy kolejnych przymierzach zawieranych z ludem, od Abrahama poczynając. Także w historii wyjścia z Egiptu chodzi głównie o wyrwanie ludu z doczesnej niewoli. Dopiero w późniejszych wiekach nauczanie proroków i wydarzenia związane z niewolą babilońską pozwoliły na przesunięcie akcentu. To grzech sprowadza niepomyślność, zaś lud może żyć na swojej ziemi tylko dzięki Bożemu przebaczeniu.

Posługując się jako znakiem małżeństwem proroka z prostytutką, Bóg opowiada o swojej wiernej miłości.

Wierność Boga pomimo i na przekór ludzkiej niewierności była jednym z ważnych wątków nauczania proroków, którzy nie wahali się porównywać miłości Boga do miłości macierzyńskiej - jak w tym fragmencie Izajasza: "Czyż może niewiasta zapomnieć o swym niemowlęciu, ta, która kocha syna swego łona? A na- wet gdyby ona zapomniała, Ja nie zapomnę o tobie" (Iz 49,15). Jednak bodaj najintensywniejszy wyraz przekonanie to znalazło w księdze Ozeasza. Posługując się jako znakiem małżeństwem proroka z prostytutką, Bóg opowiada o swojej zranionej niewiernością oblubienicy-Izraela, ale jednak wiernej miłości: "Miłowałem Izraela, gdy jeszcze był dzieckiem, i syna swego wezwałem z Egiptu. Im bardziej ich wzywałem, tym dalej odchodzili ode Mnie (...). A przecież Ja uczyłem chodzić Efraima, na swe ramiona ich brałem; oni zaś nie rozumieli, że przywracałem im zdrowie. Pociągnąłem ich ludzkimi więzami, a były to więzy miłości. Byłem dla nich jak ten, co podnosi do swego policzka niemowlę - schyliłem się ku niemu i nakarmiłem je. (...) Jakże cię mogę porzucić, Efraimie, i jak opuścić ciebie, Izraelu? (...) Moje serce na to się wzdryga i rozpalają się moje wnętrzności" (Oz 11,2-4.8). Swoim działaniem w dziejach Bóg przygotowuje dzień, o którym mówi przez Ozeasza słowami pełnymi tkliwości: "I poślubię cię sobie na wieki, poślubię przez sprawiedliwość i prawo, przez miłość i miłosierdzie. Poślubię cię sobie przez wierność, a poznasz Pana" (Oz 2,21-22).

Gorszące miłosierdzie

Przekroczone zostało przekonanie, że grzesznik może odzyskać zainteresowanie Boga tylko i dopiero wtedy, gdy się nawróci.

Jakkolwiek w niektórych miejscach Starego Testamentu obraz Boga miłującego grzeszników wbrew ich nieprawości dochodził już do głosu, to jednak dopiero w postawie i nauczaniu Jezusa dopełniło się objawienie miłosiernego oblicza Ojca. Przede wszystkim przekroczone zostało przekonanie, że grzesznik jest przez Boga z odrazą odrzucony, a odzyskać może Jego zainteresowanie (i tym samym doczesną pomyślność) tylko i dopiero wtedy, gdy się nawróci. Bóg Jezusa - właśnie dlatego, że jest doskonale miłosierny - "sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych" (Mt 5,45). Nie tylko nie zsyła nieszczęścia, ale nawet nie ogranicza swojej przychylności z powodu nieprawości grzesznika. Co więcej, oczekuje takiej postawy od tych, którzy chcą się mienić dziećmi Ojca: "Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują, abyście się stali synami Ojca waszego, który jest w niebie" (Mt 5,44-45). Wersja Łukaszowa tego fragmentu jest jeszcze radykalniejsza w sformułowaniach: "On jest dobry dla niewdzięcznych i złych. Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny" (Łk 6,35-36).

Do tych słów Jezusa dodać należy całą serię przypowieści. Bóg-Ojciec jest jak kobieta wymiatająca izbę w poszukiwaniu zagubionej drachmy (Łk 15,8-10). Jak pasterz, który gotów jest pozostawić całe stado owiec na górach i iść za jedną zagubioną, aż ją znajdzie (Łk 15,4-7). Jak ojciec przerywający uściskiem wyjaśnienia marnotrawnego syna, który nawet nie liczył już na przebaczenie (Łk 15,11-32). Jak właściciel nieurodzajnego drzewa figowego, który zgadza się na kolejny rok oczekiwania na owoce (Łk 13,6-9). Odnalezienie grzesznika jest priorytetem Boga tak bardzo, że "w niebie większa będzie radość z jednego grzesznika, który się nawraca, niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nie potrzebują nawrócenia" (Łk 15,7).

To nauczanie było na tle przekonań współczesnych Jezusowi na tyle oryginalne, że budziło sprzeciw. Czyż sprawiedliwi nie powinni zostać potraktowani przez Boga lepiej niż grzesznicy? Czyż tak przedstawiany Ojciec nie jest wyraźnie niesprawiedliwy? Jezus uwzględniał te zastrzeżenia w przypowieściach - one są powodem oporów starszego brata z przypowieści o miłosiernym Ojcu (synu marnotrawnym - Łk 15,29-30) albo przyczyną niezadowolenia robotników, którzy w winnicy przepracowali cały dzień i otrzymali taką samą zapłatę, jak ci, którzy trudzili się zaledwie przez godzinę (Mt 20,10-12). Warto przytoczyć odpowiedź właściciela winnicy skierowaną do niezadowolonych: "Przyjacielu, nie czynię ci krzywdy; czyż nie o denara umówiłeś się ze mną? Weź, co twoje, i odejdź! Chcę też i temu ostatniemu dać tak samo jak tobie. Czy mi nie wolno uczynić ze swoim, co chcę? Czy na to złym okiem patrzysz, że ja jestem dobry?" (Mt 20,13-15). Ludzkie przywiązanie do sprawiedliwości jawi się tu jako ewidentna przeszkoda, prowadząca jeśli nie wręcz do próby ograniczenia miłosiernej miłości Boga, to do wielkich trudności w jej zrozumieniu i przyjęciu.

Przebaczenie grzechów w Jezusie

Ciekawe jest to, że Ewangelie notują, iż wspomniany opór powstawał głównie jako reakcja na postępowanie Jezusa, zaś nauczanie było odpowiedzią na tenże opór. Tak jest na przykład w 15. rozdziale Łukaszowej Ewangelii: "Przybliżali się do Niego wszyscy celnicy i grzesznicy, aby Go słuchać. Na to szemrali faryzeusze i uczeni w Piśmie, mówiąc: "Ten przyjmuje grzeszników i jada z nimi". Opowiedział im wtedy następującą przypowieść..." (Łk 15,1-3). Podobnie dzieje się w rozdziale 7, gdzie scena kończy się aktem przebaczenia grzechów prostytutce, co natychmiast wywołuje pytanie o tożsamość Jezusa: "Któż On jest, że nawet grzechy odpuszcza?" (Łk 7,49). W tym dokładnie punkcie Jego postępowanie dotyka granicy. Jadanie z celnikami i grzesznikami, dotykanie trędowatych z naruszeniem przepisów o czystości rytualnej - wszystko to było jeszcze jakoś akceptowalne, dało się złożyć na karb ekscentryczności proroka. Odpuszczanie wychodziło poza prorockie prerogatywy. "Czemu On tak mówi? On bluźni. Któż może odpuszczać grzechy, prócz jednego Boga?" (Mk 2,7) - pytają słusznie świadkowie odpuszczenia grzechów paralitykowi, nie mogąc jeszcze przeczuwać, jak blisko intuicja ta podprowadza ich pod rozpoznanie najgłębszej tożsamości Chrystusa. "Syn Człowieczy ma na ziemi władzę odpuszczania grzechów" - pada odpowiedź potwierdzona za chwilę znakiem: uzdrowieniem sparaliżowanego.

W obu scenach odpuszczenia warte podkreślenia jest to, że Jezus reaguje nie na prośbę o przebaczenie, lecz na miłość jawnogrzesznicy i wiarę osób towarzyszących paralitykowi. Tak jak w przypowieści o synu marnotrawnym: przebaczenie przychodzi niespodziewanie, wykraczając najwyraźniej poza oczekiwania tego, kto zostaje nim obdarzony. Miłosierdzie Boga jest czymś darmowym, uprzedzającym jakikolwiek nasz czyn. Wiara lub miłość są raczej sposobami, przez który je przyjmujemy, niż przyczynami sprawiającymi jego zaistnienie. Ojciec nie staje się miłosierny przez to, że wierzymy. On taki jest: obfitujący w miłosierdzie - dives in misericordia. Nie sposób nie zacytować tu fragmentu Listu do Efezjan (2,3-10), w którym pada to określenie: "byliśmy potomstwem z natury zasługującym na gniew, jak i wszyscy inni. A Bóg, będąc bogaty w miłosierdzie, przez wielką swą miłość, jaką nas umiłował, i to nas, umarłych na skutek występków, razem z Chrystusem przywrócił do życia - łaską bowiem jesteście zbawieni (...). A to pochodzi nie od was, lecz jest darem Boga: nie z uczynków, aby się nikt nie chlubił. Jesteśmy bowiem Jego dziełem...".

Miłosierna odnowa stworzenia

Warto zwrócić uwagę, że ostatecznie motyw, dla którego miłosierdzie zostaje okazane, wyrażają ostatnie słowa powyższego cytatu: jesteśmy Jego dziełem. Miłosierna postawa wobec stworzenia po grzechu przyjmuje formę przebaczenia, lecz w istocie jest kontynuacją lub konsekwencją pierwotnego aktu miłosierdzia - powołania stworzenia do istnienia. Grzech, odwrócenie się człowieka od Boga, przyniósł śmierć. Ojciec zaś, który chce, aby "owce miały życie" (J 10,10), nie pogodził się z tym. Dlatego, gdy "nadeszła pełnia czasu, zesłał Bóg Syna swego, zrodzonego z niewiasty, zrodzonego pod Prawem, aby wykupił tych, którzy podlegali Prawu, byśmy mogli otrzymać przybrane synostwo. Na dowód tego, że jesteście synami, Bóg wysłał do serc naszych Ducha Syna swego, który woła: "Abba, Ojcze!". A zatem nie jesteś już niewolnikiem, lecz synem" (Ga 4,4-6).

Ostatecznie zatem Boże miłosierdzie ma charakter trynitarny i w dziejach odzwierciedla wewnętrzną dynamikę relacji boskich Osób: wychodzi od Ojca, jako źródła, dosięga nas w historii przez wcielonego Syna, a w każdym człowieku realizowane jest przez moc Ducha.

Zamiast unicestwić grzeszników, Bóg przywrócił życie Synowi.

Wróćmy jednak jeszcze na chwilę do związku grzechu i śmierci, który wydaje się kluczowy dla naszego tematu. W perspektywie Nowego Testamentu dość ewidentne jest, że - paradoksalnie - grzech doprowadzający do najbardziej niezasłużonej śmierci, ukrzyżowania niewinnego Baranka, wyzwolił w dziejach decydujący impuls Bożego miłosierdzia. Śmierć Sprawiedliwego domagała się odpowiedzi ze strony Ojca. Odpowiedź nadeszła "dnia trzeciego" - zamiast unicestwić grzeszników, Bóg przywrócił życie Synowi. To ze względu na Niego, jednego sprawiedliwego (Rz 5), miłosierdzie rozlało się na cały rodzaj ludzki.

Tak pisał o tym Jan Paweł II w encyklice Dives in misericordia: "Chrystus, który w swojej męce i krzyżu nie doznał miłosierdzia ludzkiego - w swym zmartwychwstaniu (...) objawił Boga miłości miłosiernej właśnie przez to, że jako drogę do zmartwychwstania przyjął krzyż. I dlatego - kiedy pamiętamy o krzyżu Chrystusa, o Jego męce i śmierci - wiara i nadzieja nasza koncentruje się (...) na tym Chrystusie, który wieczorem pierwszego dnia po szabacie stanął pośrodku Wieczernika, gdzie Apostołowie byli zgromadzeni, tchnął na nich i rzekł: "Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane" (por. J 20,19-23). Oto Syn Człowieczy, który w swoim zmartwychwstaniu w sposób radykalny doznał na sobie miłosierdzia: owej miłości Ojca, która jest potężniejsza niż śmierć. I zarazem ten sam Chrystus, Syn Boży, który u kresu - a poniekąd już poza kresem - swego mesjańskiego posłannictwa okazuje siebie jako źródło niewyczerpalne miłosierdzia: tej samej miłości, która w dalszej perspektywie dziejów zbawienia w Kościele ma się potwierdzać stale jako potężniejsza niż grzech. Chrystus paschalny: definitywne wcielenie miłosierdzia" (DiM, 10).

Ciało wcielonego miłosierdzia

Ci, którzy doświadczyli miłosierdzia, mają od tej pory stać się jego głosicielami.

Przytoczona synteza wprowadza na scenę Apostołów i Kościół. Ci, którzy doświadczyli miłosierdzia, mają od tej pory stać się jego głosicielami. "Mesjasz będzie cierpiał i trzeciego dnia zmartwychwstanie; w imię Jego głoszone będzie nawrócenie i odpuszczenie grzechów wszystkim narodom, począwszy od Jeruzalem" (Łk 24,46-47). Do świadczenie miłosierdzia stało się zatem dla uczniów Jezusa absolutnym centrum, kluczem do zrozumienia tożsamości i misji Jezusa, a przez to i własnej. Tak to opisuje św. Paweł: "Chrystus Jezus przyszedł na świat zbawić grzeszników, spośród których ja jestem pierwszy. Lecz dostąpiłem miłosierdzia po to, by we mnie pierwszym Jezus Chrystus pokazał całą wielkoduszność jako przykład dla tych, którzy w Niego wierzyć będą na życie wieczne" (1 Tm 1,15-16). Dobra nowina o przebaczeniu grzechów w Chrystusie stała się więc istotą apostolskiego kerygmatu, co konsekwentnie referują Dzieje, czy to opowiadając o nauczaniu Piotra: "każdy, kto w Niego wierzy, przez Jego imię otrzymuje odpuszczenie grzechów" (Dz 10,43), czy Pawła: "zwiastuje się wam odpuszczenie grzechów przez Niego: Każdy, kto uwierzy, jest przez Niego usprawiedliwiony ze wszystkich grzechów, z których nie mogliście zostać usprawiedliwieni w Prawie Mojżeszowym" (Dz 13,38-39).

Kościół zatem nie ma ważniejszego zadania niż głoszenie Tego, który w zacytowanym wyżej fragmencie Dives in misericordia nazwany został "definitywnym wcieleniem miłosierdzia". Być może zresztą warto o tym mówić nieco inaczej, niekoniecznie w kategoriach zadaniowo-powinnościowych. Chodzi raczej o to, że w Kościele Miłosierdzie samo - żywe, działające - jest dostępne dla świata. Ten Jednorodzony Bóg, którego odwiecznym "miejscem" jest łono Ojca (J 1,18 - trudno nie widzieć tu związku z ideą rahamim), a który "dla nas i dla naszego zbawienia przyjął ciało z Maryi Dziewicy i stał się człowiekiem", nadal w świecie głosi i urzeczywistnia miłosierdzie. Tyle że teraz narzędziem, za pomocą którego się to dokonuje, jest Jego Ciało mistyczne. A zatem i każdy z członków.

KS. GRZEGORZ STRZELCZYK (ur. 1971), teolog, sekretarz II Synodu Archidiecezji Katowickiej. Opublikował m.in. książki: Traktat o Jezusie ChrystusieTeraz Jezus. Na tropach żywej chrystologii.