Pastores 69 (4) 2015 - Zespół redakcyjny

Reflow text when sidebars are open.
Drodzy Czytelnicy!
Wspólnota uczniów jest najgłębszym pragnieniem Chrystusa Pana; o nią modlił się podczas Ostatniej Wieczerzy, tuż przed swoją męką i śmiercią: "aby i oni stanowili w Nas jedno, by świat uwierzył, że Ty Mnie posłałeś" (J 17,21). Ta modlitwa Jezusa - o jedność uczniów, dla wiarygodności chrześcijaństwa, jest ciągle aktualna i aktualizowana w czasie każdej Eucharystii, ale z własnego doświadczenia wiemy, że mamy z jednością wiele trudności na co dzień.
1. Nie musimy się bać zmagań o wspólnotę i poszukiwania dróg do niej, mimo wielu niepowodzeń w ciągu całej historii Kościoła. "Wszystkie napięcia w Kościele są twórcze, a wiele z nich polega na jego oczyszczeniu" (ks. E. Staniek). Także współczesne wysiłki ekumeniczne, po pierwszej fali entuzjazmu w dobie posoborowej, obecnie wydają się przeżywać zastój. Warto pamiętać, iż źródłem oraz nadzieją jedności jest sam Jezus i Jego dzieło zbawcze, jakie dokonało się w męce, śmierci i zmartwychwstaniu (bp Z. Kiernikowski, S. Przepierski OP). Od ludzkiej strony ważne jest szczere zaangażowanie się w budowanie jedności chrześcijan oraz autentyzm, zarówno w wymiarze indywidualnym (ks. R. Skrzypczak), jak i wspólnotowym (P. Kreeft), gdyż tylko takie budowanie wspólnoty - na prawdzie - daje szansę trwałości.
2. Przeszkodami w tym procesie scalania Kościoła jest uleganie grzechom niszczącym jedność (ks. M. Cholewa) oraz poddawanie się lękowi przed wchodzeniem w głębsze relacje (A. Rusak). Jesteśmy ludźmi kruchymi, słabymi, upadającymi, ale zawsze mamy szansę powrotu, gdyż Kościół katolicki nie jest wypreparowanym Kościołem "czystych", ale nawracających się grzeszników (M. Jaworski OCD). Współcześnie małżeństwo i rodzina (M. Zagórska, Iwona) okazuje się polem duchowej walki o człowieka i jedność społeczeństwa, stąd taka a nie inna tematyka obecnego synodu biskupów (ks. P. Mazurkiewicz).
3. Dziś, jak w każdej epoce, w różnych częściach świata można wskazać wiele wręcz heroicznych przykładów trwania w jedności (B. Zajączkowska, K. Buzikowski OMI, rozmowa z małżonkami E. i E. Hebert). Perspektywa ewangeliczna stawia nam bardzo wysoko poprzeczkę, chodzi bowiem o świadome obumieranie, by żyć dla Boga (K. Wons SDS). Jest to możliwe tylko dzięki działaniu Ducha Świętego w nas, dlatego nieustannie Go przyzywajmy - Veni Sancte Spiritus! (s. Édith).
Tematykę numeru uzupełniają zagadnienia: powiązania teologii i poezji (M. Mikołajczak), wspólnej, wielowiekowej historii oraz przenikającej się kultury Żydów i Polaków (B. Łoziński) oraz konfliktu przepisów liturgicznych z praktyką pogrzebu po kremacji ciała (bp P. Greger).
Mamy nadzieję, że obecny numer "Pastores" będzie dodawał czytelnikom odwagi w zmaganiu o jedność z Bogiem i ludźmi w Kościele.1
KS. MIROSŁAW CHOLEWA redaktor naczelny
1. W całym numerze stosujemy następujące skróty: EG - Franciszek, adhortacja Evangelii gaudium; EN - Paweł VI, adhortacja Evangelii nun tiandii; KDK - Sobór Watykański II, Konstytucja duszpasterska o Kościele Gaudium et spes; KK - Sobór Watykański II, Konstytucja dogmatyczna o Kościele Lumen gentium; KPK - Kodeks Prawa Kanonicznego; LF - Franciszek, encyklika Lumen fidei; RMis - Jan Paweł, encyklika Redemp toris missio; VD - Benedykt XVI, adhortacja Verbum Domini; VS - Jan Paweł II, encyklika Veritatis splendor.
PETER KREEFT
Jeśli mamy być świadkami dla świata, to problemem jest nie tylko świat; problem tkwi także w nas. I nie chodzi jedynie o to, że jesteśmy źli i głupi, bo tak było zawsze. Problem w tym, że jesteśmy również podzieleni, rozczłonkowani. Możemy ten fakt ignorować, możemy być nieuczciwi i iść na kompromis co do swoich przekonań, ale nic dobrego, oczywiście, z tego nie wyniknie.
Czy jest jakaś nadzieja na odzyskanie jedności? Jestem coraz bardziej przekonany, że nadzieja jest o wiele silniejsza, niż się to wydaje większości z nas. Najgłębszy fundament mojej nadziei stanowi fakt, że najzagorzalszym na świecie zwolennikiem ekumenizmu jest Jezus Chrystus.
Oto powszechnie przytaczane powody nadziei na ekumeniczne zjednoczenie; jak do tej pory, żaden z nich nie zadziałał: a) rozsądne kompromisy; b) zrozumienie i edukacja: nadzieja na odkrycie, że w rzeczywistości nie ma między nami niezgody, że tak naprawdę mówimy to samo innymi słowami i po prostu źle się rozumiemy; c) przeżycie mistyczne: jeśli będziemy je mieli, zrozumiemy, że poprzedni punkt jest prawdziwy; d) tolerancja: jakby dwustronny pakt o nieagresji. Dlaczego nie możemy po prostu żyć ze sobą w zgodzie?; e) subiektywizm: zredukowanie Prawdy do "mojej prawdy", "twojej prawdy" albo "naszej prawdy"; f) sceptycyzm: przecież prawdy i tak nikt nie zna; g) racjonalna dyskusja: może potrafimy przekonać się nawzajem jak w naukowym laboratorium; h) mglisty optymizm: jak Micawber u Dickensa2: "Coś się nadarzy!"; i) tymczasowe, taktyczne i pragmatyczne przymierze w walce ze wspólnym wrogiem: ekumeniczny dżihad - dobry, ale niewystarczający. Żadna z tych strategii nie jest "złotym kluczem" do jedności.
Złoty klucz
Ale złoty klucz istnieje! Jest nim Jezus Chrystus. My nie potrafimy tego osiągnąć - On tak. Musimy bardzo jasno zdać sobie sprawę z tych dwóch prawd. Główny powód, dla którego jeszcze nie odzyskaliśmy jedności, jest taki, że nie do końca w obie te >prawdy wierzymy.
Chrystus jest najpotężniejszym źródłem zjednoczenia na świecie, ponieważ nie pochodzi ze świata, tylko z nieba.
Chrystus jest najpotężniejszym źródłem zjednoczenia na świecie, ponieważ nie pochodzi ze świata, tylko z nieba. Wcześniej czy później, w ten czy inny sposób ostatecznie przeprowadzi z nami swój plan. Nie wiemy, czy dokona się to wcześniej, czy później, i nie wiemy, czy będzie to w ten, czy w inny sposób. Ale wiemy, że się dokona, bo taka jest Jego wola. Nie wiemy kiedy i nie wiemy jak, ale wiemy Kto.
Najgłębszy rozłam istnieje oczywiście między katolikami i protestantami. Tylko jak katolicy i protestanci mają odzyskać jedność? Otóż nie może się to dokonać poprzez ustępstwa albo osłabienie, albo zawarcie kompromisu co do choćby jednej joty prawdy objawionej przez Boga!
Wszystkie poważne różnice między protestantami i katolikami dotyczą tego, jaki obszar obejmuje kategoria prawdy objawionej przez Boga. Na przykład dogmaty Kościoła o Maryi, świętych, siedmiu sakramentach, przeistoczeniu i czyśćcu - katolicy przyjmują je, bo wierzą, że są one prawdziwe i objawione przez Boga. Protestanci mówią, że katolicy wierzą w zbyt wiele. Katolicy mówią, że protestanci wierzą w zbyt mało. Protestanci uważają, że Kościół dodał różne rzeczy do oryginalnego, czystego i prostego objawienia Nowego Testamentu. Protestantyzm zatem to katolicyzm bez dodatków: katolicka Arka oczyszczona z tego, co protestanci uważają za niebiblijne narośla.
Protestanci mówią, że katolicy wierzą w zbyt wiele. Katolicy mówią, że protestanci wierzą w zbyt mało.
Sama nazwa "protestancki" zakłada protest, odrzucenie części katolickiej całości, ponieważ część ta uważana jest za niebiblijną i antybiblijną narośl dodaną to tego, co otrzymaliśmy od Chrystusa. Natomiast słowo "katolicki" oznacza uniwersalny, czyli cały. Cały ten kram. A zatem mamy problem na pozór niemożliwy do rozwiązania, bo wierny katolik nie może nawet śnić o jedności z protestantami na gruncie innym niż katolicki. Bo być katolikiem to wierzyć, że grunt ten to ziemia święta, objawiona przez Boga. To protestanci powinni zdjąć sandały z nóg. Katolicy nie mogą na drodze negocjacji pozbyć się części depozytu wiary, bo nie należy on do nich, tylko do Chrystusa! Wyznaczeni przez Boga listonosze nie mają prawa modyfikować Boskiej korespondencji.
Wspólny grunt
Tak więc odzyskanie jedności musi dokonać się na gruncie katolickim. To znaczy na gruncie uniwersalnym, całkowitym. Taki jest podstawowy, charakterystyczny dla katolików punkt widzenia; dla każdego wiernego katolika ma on zasadnicze znaczenie i nie podlega negocjacjom.
Ale równocześnie powrót do jedności musi dokonać się na gruncie protestanckim. A on tak samo nie podlega negocjacjom. Chodzi mi o podstawowy, charakterystyczny dla protestantów punkt widzenia, na pozór całkiem przeciwny punktowi widzenia katolików, a mianowicie o proste uznanie absolutnej wystarczalności samego Chrystusa. Tylko Jezus. Jezus i nic więcej. Jezus czysty, niezmieszany. Jeśli możliwe jest pojednanie, to taki jest jego jedyny fundament. Jedynym fundamentem Kościoła jest jego Pan, Jezus Chrystus.
Oczywiście, to nie musi i nie powinno oznaczać "żadnych dogmatów poza Chrystusem" albo "tylko Jezus, a więc żadnego Kościoła", albo "tylko Jezus, a więc żadnych sakramentów", bo większość protestantów uznaje pewne dogmaty, ma jakąś wspólnotę eklezjalną i pewne sakramenty.
Czyli że być może te dwa zasadnicze punkty widzenia zazębiają się trochę albo więcej niż trochę. W istocie zazębiają się tak bardzo, że możemy bez naciągania powiedzieć, iż bycie katolikiem to po prostu bycie jak najlepszym ewangelicznym protestantem.
W tym dziwacznym stwierdzeniu chodzi mi o to, że istotą ewangelicznego protestantyzmu jest zjednoczenie z Chrystusem, spotkanie z Chrystusem, a to właśnie jest istotne w byciu katolikiem. To jest celem Mszy świętej, Eucharystii: właśnie to protestanckie "spotkanie z Chrystusem". To jest jedyny sens całego katolickiego kramu z Kościołem, sakramentami, świętymi i całą resztą. Weźmy Eucharystię. Chrystus nie jest kimś ważnym z powodu Eucharystii; to Eucharystia jest czymś ważnym z powodu Chrystusa. Jako katolicy nie staramy się wycisnąć Chrystusa z Kościoła jak sok z pomarańczy; to Chrystus dał nam Kościół. Najpierw otrzymaliśmy Kościół od Chrystusa. Dopiero potem otrzymujemy Chrystusa od Kościoła, bo On sam się w nim umieścił. Kościół jest sługą, wysłannikiem.
Kościół jest sługą, wysłannikiem. Kościół jest ciałem Chrystusa, ale to ciało ma Głowę.
Kościół jest ciałem Chrystusa, ale to ciało ma Głowę. Nie uprawiamy idolatrii. Protestanci oskarżają katolików o idolatrię, eklezjolatrię, sakramentolatrię, Mariolatrię... A w rzeczywistości jedynym "idolem" jest Chrystus. To On stanowi całkowity eidolon, "ikonę", "obraz" Boga. Naszym idolem nie jest doktryna o rzeczywistej obecności. Jest to prawdziwa doktryna, ale tylko doktryna. Oddajemy cześć Chrystusowi, a nie doktrynom o Chrystusie. Rzeczywista obecność to rzeczywista obecność Chrystusa. Sam Chrystus jest obecny w katolicyzmie absolutnie wszędzie. Na przykład Maryja jest święta tylko z powodu swojej relacji do Chrystusa. Dała Go nam, zgadzając się w wolności, by być Jego Matką. A On, przemawiając z krzyża, dał nam Maryję: "Oto Matka twoja" (J 19,27).
Zaskakująca wskazówka
Mimo to jedność między katolikami i protestantami nadal wydaje się niemożliwa. A przecież jest zaskakująca wskazówka, że może się to jednak dokonać: zasadniczy punkt, o którym mówiłem przed chwilą - "tylko Jezus", "absolutna wystarczalność Chrystusa" - ten zasadniczo protestancki pogląd został dopiero co wyrażony przeze mnie, katolika.
Jest to - według mnie - podstawowa kwestia sporna, bo protestantom wydaje się, że katolicy ten pogląd naruszają. Katolicyzm według protestantów to "Chrystus plus pogaństwo", "Arka plus narośla" albo "Chrystus plus mnóstwo ludzkich tradycji i historycznych dodatków", "Chrystus plus papież", "Chrystus plus Maryja" itd. Najpoważniejszy protestancki zarzut wobec katolicyzmu nie tylko jako teologii, ale jako religii, jest taki, że na rusza on biblijne nauczanie o absolutnej wystarczalności Chrystusa, nauczanie o tym, że jest jeden pośrednik między Bogiem i ludźmi, człowiek, Chrystus Jezus (1 Tm 2,5).
Zdaniem protestantów katolicyzm dodaje innych pośredników między człowiekiem i Chrystusem: Maryję, świętych, Kościół, sakramenty, księży, ludzkie tradycje. Moim zdaniem wystarczy jednak, że protestanci dokonają drobnej korekty swojej wizji, a zaczną dostrzegać możliwość odzyskania jedności. Nie tylko w sensie teologicznym, ale w sensie głębszym: religijnym i duchowym, i to bez konieczności jakiegokolwiek kompromisu. Korekta nie polega na tym, by w jakiś nowy sposób zacząć postrzegać Chrystusa, ale by w nowy sposób zacząć postrzegać Kościół. Nie jako przeszkodę między nami a Chrystusem ani nawet jako pośrednika między nami a Chrystusem, ale jako ciało Jezusa Chrystusa we własnej osobie.
A dlaczego mieliby wprowadzić tę korektę? Zastanówmy się, która z tych dwóch koncepcji Kościoła reprezentuje biblijny punkt widzenia. Proszę, odpowiedzcie uczciwie. Czytacie przecież Biblię; czy to nie ona jest najważniejszym autorytetem dla każdego protestanta? Kiedy protestanci zrozumieją tożsamość Kościoła, będą mogli go pokochać zamiast się go bać, bo ciało Chrystusa to sam Chrystus, tak jak nasze ciało to my sami. Nie jest to coś obcego, jakaś przeszkoda. Jak nasze własne ciało mogłoby być przeszkodą? Jakież to gnostyckie! Ciało nie jest więzieniem, ani trumną, ani karą. Nie jest nawet narzędziem, ubraniem ani domem. Twoje ciało to ty. To prawda, nie cały ty. Masz jeszcze głowę i duszę. To samo dotyczy ciała Chrystusa, bo tak Nowy Testament nazywa Kościół. Ciało Chrystusa to Chrystus. To prawda, nie cały Chrystus. On jest Głową swojego ciała. A Duch Święty jest jego duszą.
Protestanci nie ustaną i nie powinni ustawać w protestach przeciwko Kościołowi katolickiemu, dopóki nie zobaczą, że on sam i jego nauczanie mają absolutnie chrystocentryczny charakter. Czasem zrozumienie chrystocentryzmu Kościoła może być kluczem do zrozumienia chrystocentrycznej natury każdej z jego doktryn. A czasem może być odwrotnie. Doktryna po doktrynie odsłania chrystocentryczny skarb ukryty w swoim wnętrzu, gdy się ją zgłębia i zaczyna rozumieć, i gdy w sercu każdej nauki Kościoła objawia się Nauczyciel, Chrystus.
Znam wielu protestantów, którzy przeczytali nowy Katechizm Kościoła katolickiego i byli zdumieni, jak konsekwentnie chrystocentryczne jest jego nauczanie. Jeżeli by tego nie zobaczyli, jak mogliby myśleć o pojednaniu z katolikami? A jakże mieliby zobaczyć, jeśli katolicy im tego nie pokazali? Jakże mieliby pokazać, jeśli sami tego nie zobaczyli? Jakże katolicy mieliby zobaczyć, jeśli sami nie mieli nauczyciela, zwiastuna? Napisane jest: Jak piękne są na górach stopy tych, którzy zwiastują dobrą nowinę! (Rz 10,14-15).
W tym świetle wydaje mi się wyraźnie opatrznościowe to, że Bóg powołał na nasze czasy - koniec drugiego tysiąclecia, tysiąclecia podziałów wśród chrześcijan, i początek trzeciego tysiąclecia, które, jak mamy nadzieję, będzie tysiącleciem ponownego zjednoczenia - kogoś takiego jak Jan Paweł Wielki. Najbardziej chrystocentrycznego papieża naszych czasów, a może wszechczasów. Najbardziej ekumenicznego ze wszystkich papieży, a przy tym takiego, który jest absolutnym, tradycyjnym i entuzjastycznym katolikiem. Czy papież jest katolikiem? W mrocznej historii Kościoła zdarzały się chwile, gdy ten żart nikogo nie śmieszył. Dziś może nas śmieszyć.
Dlaczego nie teraz?
Skoro Bóg może doprowadzić do ekumenicznego zjednoczenia, dlaczego nie zrobi tego teraz? Dlaczego zwleka? Bóg nigdy nie zwleka. A zatem, skoro nauczanie Kościoła jest prawdziwe, dlaczego Bóg nie przekona protestantów o jego prawdziwości? Wydaje mi się, że przyczyny należy szukać na płaszczyźnie nie tyle teologicznej, ile raczej duchowej i osobistej.
Dlaczego Bóg miałby pozwolić, żeby protestanci stali się katolikami, jeśli wielu - być może większość - protestantów już teraz ma z Chrystusem bliższą i bardziej osobistą relację niż wielu - a może większość - katolików? Jak Bóg może doprowadzić protestantów do pełni wiary w Kościele katolickim, dopóki Kościół ten nie stanie się tą pełnią, którą oni znali jako protestanci, plus jeszcze czymś więcej, a nie czymś mniej? Kiedy katolicy będą mieli z Chrystusem lepszą relację niż protestanci, kiedy katolicy staną się lepszymi protestantami od nich samych - wtedy protestanci staną się katolikami, żeby stać się lepszymi protestantami!
Kiedy katolicy zostaną zewangelizowani, protestanci zostaną zsakramentalizowani. Ale nie wcześniej! Po pierwsze - ewangelizacja!
Dlatego uważam, że to my, katolicy, powinniśmy zmienić się pierwsi. Zmiana ta jednak nie oznacza najmniejszego nawet kompromisu w odniesieniu do jakiegokolwiek elementu katolicyzmu: żadnego tłumienia wiary, dodatku z zewnątrz, żadnego spoganienia ani zeświecczenia, ani negacji, ani osłabienia. Tylko ponowne odkrycie naszej własnej istoty od wewnątrz. Szczerze mówiąc, to protestanci będą musieli dodać pewne dogmaty, które odrzucili, ponieważ zobaczą je w nowym świetle. Tym, co my musimy dodać, a raczej odkryć na nowo, jest coś o wiele ważniejszego niż dogmaty, a mianowicie relacja, którą zaniedbaliśmy. Lepsza relacja z osobą jest ważniejsza nawet niż prawdziwsze pojęcie na jej temat. Ten punkt ucieszy zapewne wielu protestantów.
Jednak każdy dobry protestant słuchający tych słów powinien zaprotestować przeciwko czemuś, co powiedziałem przed chwilą: mianowicie przeciwko temu, że protestantyzm jest zasadniczo ruchem protestu, czymś zasadniczo negatywnym. Protestanci bronią protestantyzmu jako czegoś zasadniczo pozytywnego. Dlaczego? Nie dlatego, że nie ma w nim papieża ani przeistoczenia, ani czyśćca, ani różańca - to wszystko są negacje. Ale dlatego, że protestantyzm zna Chrystusa, że jego istotą jest absolutna wystarczalność Chrystusa.
Ale to znaczy, że dobrzy protestanci są protestantami dokładnie z tego samego powodu, dla którego dobrzy katolicy są katolikami: z powodu wierności Chrystusowi. A zatem, jeśli protestanci i katolicy są tak samo absolutnie uczciwie chrystocentryczni, jeśli obie części orkiestry Chrystusa chcą podążać wyłącznie za pałeczką jedynego Boskiego Dyrygenta, to będą grały w harmonii. Wiemy bowiem, że harmonia i jedność są wolą Chrystusa. Spójrzmy na przebłysk najbardziej intymnego życia Trójcy, jaki mamy w Piśmie Świętym: na 17. rozdział Ewangelii według św. Jana - modlitwę arcykapłańską, którą Jezus zanosi do Ojca tuż przed śmiercią. Sercem tej modlitwy jest jedność. Zasadniczą przyczyną tragicznych podziałów Kościoła było najpierw odejście od Chrystusa. Inną nazwą odejścia od Chrystusa jest "grzech". A zatem powrót do Chrystusa spowoduje powrót Kościoła do jedności. To zwykła logika. Można to ująć w sylogizm. To także zwykły rozsądek i zwykła świętość. "Świętość" jest inną nazwą powrotu do Chrystusa.
Kiedy zarówno protestanci, jak i katolicy staną się świętymi, będą stanowili jedno.
Kiedy zarówno protestanci, jak i katolicy staną się świętymi, będą stanowili jedno. "Święty" bowiem to jedynie alter Christus, drugi Chrystus, mały Chrystus - a Chrystus nigdy nie jest podzielony. Ciało Chrystusa nie jest podzielone. Gdy Chrystus przyjdzie na końcu czasów, by poślubić swoją Oblubienicę-Kościół, nie będzie poligamistą. Kościół nie będzie Jego haremem.
Przyjrzyjmy się sytuacji ekumenicznej w konkretnym miejscu i czasie. Ameryka Łacińska dziś. Katolicy skarżą się, że ewangelikalne, fundamentalistyczne i zielonoświątkowe sekty rosną, a odsetek katolików maleje. Otóż, zamiast narzekać, lepiej głębiej przyjrzeć się tej rzeczywistości. Dlaczego tak się dzieje? Moim zdaniem ostatecznie wynika to z faktu, że Bóg jest miłością, że pragnie przyciągnąć do siebie wszystkich ludzi. Z powodu tej duchowej siły ciążenia, ponieważ natura nie znosi próżni, nie tylko fizycznej, ale i duchowej, ponieważ Kościół katolicki tak bardzo zaniedbał udzielanie dzieciom Bożym pełni duchowego pokarmu, który Bóg przekazał Kościołowi do rozdawania, dzieci te poszły gdzie indziej, żeby się posilić.
A Bóg pozwolił na to, bo Bóg jest dobrym ojcem. Dobry ojciec wolałby raczej, żeby dzieci odeszły z domu i przeżyły, niż żeby zostały w domu i umarły. Oczywiście, wszystko to nie jest takie proste; oczywiście, powody odchodzenia od Kościoła i przyłączania się do sekt są liczne, różnorodne i czasem po prostu złe, ale mimo to sądzę, że główną siłą napędową tych wydarzeń w sferze duchowej jest Duch Święty. Kiedy owce nie znajdują Chrystusa w Kościele katolickim albo znajdują Go niewiele, z czyjejkolwiek winy, a znajdują Go bardziej realnie - nie tylko subiektywnie albo emocjonalnie, ale także obiektywnie - w sekcie, to w ten sposób wcale nie oddalają się, ale zbliżają do pełni katolickiej wiary. Być może opuszczają w ten sposób Eucharystię, rzeczywistą obecność Chrystusa w Kościele katolickim - a jest to najpełniejsza obecność Chrystusa na tym świecie - ale robią to dlatego, że nigdy nie poznali Osoby, która jest w Eucharystii obecna i której Ciałem karmili swoje ciała, ale nie dusze. Co to znaczy?
Kiedy wygłodzone owce odchodzą z domu, szukając manny Chrystusa w sektach, przerabiają lekcję numer jeden, którą powinni przerobić jako katolicy, ale tego nie zrobili. A lekcja ta jest jedynym możliwym fundamentem dla lekcji numer dwa, trzy i cztery. To znaczy, że pełnia wiary, którą przechowuje Kościół katolicki - cała ta budowla - ma tylko jeden fundament. Ludzie ci być może jako katolicy dostawali rzeczywistą obecność Chrystusa w Eucharystii, ale nie doświadczali rzeczywistej obecności Chrystusa w swoich sercach i w swoim życiu. Widzieli górne piętra katolickich drapaczy chmur, ale nie widzieli fundamentu. Nie mieli wiary, nadziei i miłosnej relacji z Chrystusem jako Panem i Zbawicielem. Dlatego, żeby mogli się stać dobrymi katolikami, muszą najpierw stać się dobrymi protestantami.
Duchowa siła ciążenia
Źródłem wszelkiej duchowej siły ciążenia jest Bóg, a Bóg dotyka nas tylko za pośrednictwem Chrystusa. "Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie" (J 14,6). A zatem wszelka duchowa siła ciążenia, w tym ekumeniczna siła ciążenia, przychodzi przez Chrystusa. Każdy powrót do domu, wszelkie pojednanie, wzajemne zrozumienie, uzdrawianie ran w ciele Chrystusa dokonuje się przez siłę ciążenia łaski w Jego ciele. Otóż ta siła ciążenia łaski jest zjawiskiem w dużym stopniu nieuświadomionym i niewidocznym. Nie widzimy jej i nie wie my nawet, co się dzieje, kiedy nasz duch zostaje pociągnięty, tak jak nie wiemy, co się dzieje, kiedy nasze ciało upada. Pierwszym poruszycielem duchowych wydarzeń nie jest nasza świadomość i wiedza.
Pierwszym poruszycielem duchowych wydarzeń nie jest nasza świadomość i wiedza.
Kiedy ludzkość po raz pierwszy dowiedziała się dzięki Newtonowi o sile ciążenia, wywołało to naukową i technologiczną rewolucję. Kiedy dowiemy się o istnieniu duchowej siły ciążenia, kiedy dowiemy się, że siłą tą jest Osoba, której na imię Jezus, dokona się jeszcze większa rewolucja. On sam ją obiecał. "A Ja, gdy zostanę nad ziemię wywyższony, przyciągnę wszystkich do siebie" (J 12,32). Aby zgięło się każde kolano i wszelki język wyznał, że Jezus Chrystus jest Panem ku chwale Boga Ojca (Flp 2,10-11). Oto Boskie obietnice. Dlaczego ograniczamy je do tego, co już widzieliśmy, albo do tego, co potrafimy sobie wyobrazić czy zrozumieć?
Wszystkie dzieła Boga przekraczają nasze wizje, nasze wyobrażenia i naszą zdolność pojmowania. Chrystus jest złotym kluczem całej historii, a zatem i przyszłości ekumenizmu. Nie ważmy się przykrawać pełni Chrystusa do zrozumiałych i przewidywalnych fragmentów. To właśnie próbowały zrobić wszystkie herezje.
Wydaje mi się, że ta ekumeniczna jedność musi zaczekać, dopóki Chrystus obecny w protestantach i Chrystus obecny w katolikach nie spotkają się ze sobą. To znaczy, dopóki jedni i drudzy nie zobaczą tego samego Chrystusa, dopóki nie osiągną czegoś, co można by nazwać "ewangeliczną bliskością". I dopóki nie zaczną wyraźniej dostrzegać Chrystusa w sobie nawzajem. To samo dotyczy Cerkwi prawosławnych. Muszą zobaczyć piękno i uwielbienie Chrystusa w nas, jeśli zjednoczenie nie ma być jakimś rozwodnieniem chrześcijaństwa. To samo z żydami! Żydzi muszą zobaczyć, że jesteśmy bardziej żydowscy, bardziej wierni, że jesteśmy bardziej męczennikami niż sami żydzi. I to samo z muzułmanami. Muszą zobaczyć w nas swój "islam", całkowite podporządkowanie się Bogu, a także swój dżihad, duchową wojnę. I buddyści muszą zobaczyć w nas większy pokój i większą troskliwość. A nawet światowcy i maniacy seksu - oni też muszą zobaczyć w nas tę radość, której szukają i nie mogą znaleźć.
To nie pewna opcja albo ideał. To konieczność z powodu duchowej siły ciążenia. To nie wybór, to sprawa natury. Jak fizyczna siła ciążenia. Można ją powstrzymywać, podobnie jak siłę ciążenia można powstrzymać, chwytając spadające jabłko, ale będzie to tylko chwilowe. Sztuka nie może zmienić natury rzeczy, natura zawsze w końcu zwycięża. Trawa porasta opuszczone budynki, a Chrystus bardziej przypomina trawę niż budynki. Pozwólmy Mu rosnąć bez ograniczeń.
z angielskiego tłumaczyła Magda Sobolewska
PETER KREEFT (ur. 1937), apologeta katolicki, pisarz, publicysta, wykładowca uniwersytecki. W Polsce opublikowano m.in. jego książki: Miłość jest silniejsza niż śmierć, Podróż. Duchowa mapa dla współczesnych pielgrzymów i Aborcja. Trzy punkty widzenia.
1. Obszerne fragmenty wystąpienia P. Kreefta 17 maja 2003 roku w anglikańskim kościele św. Macieja w Dallas; http://www.peterkreeft.com/audio/03_ecumenism/ecumenism_transcription.htm.
2. Bohater powieści Dawid Copperfield, uosobienie nadziei na poprawę losu mimo beznadziejnego położenia (przyp. tłum.).