Od Autora
Ta książka to zaproszenie do odkrywania swojej indywidualnej ścieżki, która daje w życiu spokój i harmonię. Bez względu na wszystko. Bycie rodzicem w dzisiejszym świecie to nie lada wyzwanie. Czego mamy uczyć nasze dzieci, by w życiu dorosłym były szczęśliwe? Co dziś daje szczęście, spełnienie? Dobry zawód to nie wszystko. Praca to nie wszystko. Wykształcenie nie daje żadnej gwarancji. Nikt i nic jej dziś nie daje. I o tym jest ta książka. O doświadczeniu braku gwarancji i poszukiwaniu wskazówek do bycia rodzicem w zgodzie z samym sobą, bez wymogów, schematów, standardów, wskaźników.
Napisałam tę książkę, bo czułam potrzebę podzielenia się moim osobistym doświadczeniem i powiedzenia, że każdy z nas jest wolny w byciu sobą i byciu rodzicem. Zaprosiłam w niej do wypowiedzi mojego Męża. Zaprosiłam nasze dzieci i moją Mamę. Powstała z tego mozaika różnorodności, pokazująca, że rodzic to Towarzysz, Mistrz, Oparcie. Wskazująca, że dzieci nas zaskakują na każdym kroku i pojawiają się znienacka. Trzeba być tylko uważnym. Mieć wyostrzony słuch, wzrok, czucie. To nieprawda, że dziś dzieci nas nie potrzebują, że nas zastąpiły komputerami i tabletami. To my trochę tu nabroiliśmy. One tak samo jak my potrzebują obecności drugiego człowieka, życzliwości i wsparcia.
To też książka o mnie. Każdy z nas ma swoją ścieżkę i warto ją w życiu odnaleźć, nawet w największym gąszczu. Wiedzieć, po co tutaj jestem, co jest ważne w życiu, jakie mam zadanie. Może składać się ono z szeregu małych, drobnych zadań, które potem utworzą układankę. Każdy jej fragment ma wagę, bo wpisuje się w moje powołanie. Nie trzeba od razu wiedzieć wszystkiego, nie chodzi nawet o odpowiadanie na pytania. Chodzi o stawianie ich sobie. Można nie wiedzieć. To nie wstyd. Wstydem jest przetrwać życie, a nie przeżyć je w pełni barw, kolorów. Ale to oznacza też przyjęcie trudnych doświadczeń, które są wpisane w naszą historię.
Czy chciałabym cofnąć czas? Może byłoby łatwiej? Prościej? Nie. Dziś jestem bogatsza o te właśnie doświadczenia. One mnie ukształtowały. Dały siłę i energię do działania. Do zmiany. Zmiany myślenia i odwagi wpisania ich w moje życie jako wartościowych. Oznaczało to moją zgodę i pogodzenie się ze sobą taką, jaką jestem.
Do tego Ciebie dziś zapraszam. Do zgody. Na siebie.
1. Wstęp
Uwielbiam obserwować przyrodę i czerpać z niej inspirację do życia. Uczę się od przyrody. Zwierzęta są często mądrzejsze od nas. My utraciliśmy naszą intuicję. Schowaliśmy ją gdzieś do kieszeni, głęboko. Ubraliśmy się w kolorowe szaty, technologie, mądre teorie. I przestajemy ODCZUWAĆ. Bernikle – cudowne gęsi z Grenlandii – uczą nas "wypuszczania młodych z rąk". Żyją w bardzo niesprzyjających warunkach, na wysokich skałach. Tam wysiadują swoje jaja, bo tam do gniazd nie sięgną drapieżniki. Ale mankamentem jest to, że nie ma tam pożywienia, zatem, gdy pisklę się wykluje, musi natychmiast wykonać skok życia, czyli podążając za głosem rodzica, który nawołuje i zachęca, musi skoczyć w otchłań... Nowo wyklute, malutkie stworzenie, które tak naprawdę jest tylko puchem, pyłkiem, wychodzi ze skorupki i zmierza do krawędzi przepaści, a rodzic go woła, woła... I małe pisklę skacze, bo kieruje się instynktem. Nie ma innego wyjścia. Tam na szczytach żadne nie przeżyje – ani młode, ani rodzic. I skacze! Leci, leci... obija się o skały... Widzimy dramatyczne sceny... Młode turla się, obija, ale ostatecznie w pewnym momencie zatrzymuje się. I jest moment oczekiwania. Rodzice podlatują i czekają, czy się poruszy. Młode rusza się, wydaje odgłosy, otrzepuje się i dołącza do reszty. Na pięć pisklaków trzy przeżyją. To dużo, bo większość. Taka jest natura. Rodzice chwilę czekają, czy któreś jeszcze przeżyło skok, ale długo nie mogą zwlekać, bo niedaleko czają się drapieżniki. Trzeba ratować gromadę, która przeżyła. Jeśli jest gdzieś młode, które przeżyło, musi szybko dołączyć. Bo reszta nie będzie długo czekać. Muszą uciekać do bezpiecznego miejsca. Prawa natury. Prawa przetrwania. Prawa życia...
Czy my też tak potrafimy wypuszczać z rąk nasze dzieci? Czy dajemy im od urodzenia wolność, do której mają prawo jako ludzie? Czy potrafimy dać im od urodzenia tyle wsparcia, ile potrzeba i tyle wolności, ile pozwoli im nauczyć się szybko samodzielności i przetrwania (w tych dzikich, nieprzewidywalnych czasach)? Na ile sami jesteśmy wolni? Bo możemy dać tyle wolności innym, ile tej wolności tak naprawdę dajemy sobie sami.
Inny obrazek. Niedźwiedź, który asystuje młodemu, gdy ten wpada do wody. Niby nic specjalnego, przecież to normalne, jednak sposób, w jaki młody jest asekurowany, to prawdziwy majstersztyk. "Milcząca obecność", bo tak to można opisać, nie jest nas, rodziców, mocną stroną. Raczej komentujemy, chcemy za nasze dzieci zrobić, wykonać – bo wiemy lepiej, bo będzie szybciej, bo przecież ciągle się gdzieś spieszymy... Dokąd biegniemy? Dokąd biegną nasze dzieci? W jakim kierunku zmierzamy i w jakim celu? To ważne pytania, które sobie często zadaję. Bo gdy widzę świat, który wokół mnie wiruje i rozmienia się na drobne, gdy widzę ludzi, którzy tak szybko stają się dla siebie obcy, gdy widzę ciągły zgiełk, gonitwę, to mnie to zasmuca i chcę się z takiego kołowrotka wyrwać. W ogóle mnie to nie pociąga. Moje życie ma sens. Moje życie musi mieć sens. Nie chcę, aby było nim zarabianie pieniędzy, zbieranie przedmiotów, stawianie pałaców. Chcę, aby było nim budowanie relacji z innymi, z bliskimi, z tymi, którzy stają na mojej drodze.
Książka "Pasja życia – życie z pasją. Rodzicielstwo" zrodziła się z pasji do życia. Żyję z pasją. Życie mnie fascynuje. Życie zapiera mi dech w piersiach. Każdego dnia. Przeżywam je i obserwuję życie innych. A jednocześnie uczę się życia na nowo. I tak codziennie staję się Człowiekiem. Człowiekiem z pasją. Człowiekiem, który chce przeżyć swoje życie najpełniej, jak potrafi.
Dopiero potem wchodzę w różne życiowe role. Moją największą i najważniejszą rolą w życiu jest macierzyństwo. Moje dzieci są moim życiowym powołaniem. Najgłębszym pragnieniem, które dane mi było zaspokoić. Moją misją, przed którą staję każdego dnia. Codziennie i niezmiennie. Wyzwaniem. Zawsze są pytania, zawsze są wątpliwości, bo jesteśmy ludźmi. Bo wchodzimy w relacje. A o relacje trzeba dbać. Trzeba je pielęgnować stale. I wciąż na nowo.
Kim dla mnie jest rodzic z pasją? I w jakim celu to piszę?
Rodzic z pasją to rodzic będący wolnym człowiekiem. Rodzic z pasją to rodzic potrafiący dzielić się pasją życia z innymi. Rodzic z pasją to rodzic potrafiący dać przestrzeń i wolność do realizacji pasji swoim dzieciom. Rodzic z pasją to rodzic uwalniający, otwierający drzwi, horyzonty, myśli. Rodzic z pasją to przewodnik, mistrz, osoba wspierająca. Nie kolega, nie kontroler, nie kwoka. Rodzic z pasją jest najpierw wolny, by dać wolność swoim dzieciom. Jeśli ja czuję się wolna, umiem dać wolność innym. Wszystko bierze się z mojego stosunku do siebie. Jeśli czuję się kochana i kocham siebie, potrafię też kochać innych. Jeśli ufam sobie, znam siebie, potrafię zaufać moim dzieciom. Jeśli lubię siebie, potrafię lubić moje dzieci.
W jakim celu to piszę? Aby podziękować moim Dzieciom za dar. Dar bycia rodzicem. Dar wolności w tej roli. Możliwość uczenia się każdego dnia pokory, milczenia i dawania wolności. Dar bycia z nimi dzieckiem. Dar odkrywania. Dar cieszenia się bez pamięci. Dar dzielenia, kochania każdego dnia od początku. Na nowo. Bez warunków.
Wychowywanie wcale nie jest proste. Uczę się tego codziennie. Przeszłam całą drogę odkrywania siebie wraz z dziećmi. Dzięki dzieciom. To ogromna podróż "do siebie".