Paryż domowym sposobem - Agata Szydłowska

-
Proszę czekać

Wprowadzenie

"Styl życia" lub z angielska "lajfstajl" (lifestyle) - to określenie pojawia się w kulturze popularnej, ilekroć mówimy o modzie, dizajnie, kulinariach lub podróżach. Skrywa w sobie przyjemność, delektowanie się czasem wolnym. Kojarzy się z pieniędzmi wydanymi na ładne rzeczy lub smakowite specjały, skonsumowane w pięknych miejscach i w dobrym towarzystwie osób nam podobnych. Mruga zachęcająco z weekendowych wydań "poważnych" gazet lub ostatnich stron tygodników, by czytelnikowi zmęczonemu lekturą artykułów społeczno-politycznych zapewnić trochę relaksu. Lajfstajl wydaje się nierozłączny z kulturą konsumpcyjną. Służy budowaniu, a następnie komunikowaniu innym naszych wyjątkowych, skrojonych na miarę tożsamości. Pokaż mi swój styl życia, a powiem ci, kim jesteś.

W krajach kapitalistycznych eksplozja mediów lajfstajlowych nastąpiła w latach 80. XX wieku[1]. Wiązało się to z estetyzacją codziennego życia. Wybory konsumpcyjne i gusta stały się jednym z kluczowych sposobów pokazywania innym swojej indywidualności. To, co kupujemy, zakładamy na siebie, to, jak spędzamy czas wolny i co znajduje się na naszym talerzu, przestało być kwestią przekazywanej z pokolenia na pokolenie tradycji, a zaczęło być przedmiotem naszego osobistego wyboru. Można w dużym uproszczeniu powiedzieć, że styl życia zastąpił tradycję. Wyznaczanie i kultywowanie różnic między grupami społecznymi, na przykład między arystokracją a mieszczanami, za pomocą wyborów estetycznych i konsumpcyjnych to oczywiście nie nowość. Późna nowoczesność przyniosła jednak większe zainteresowanie indywidualnymi tożsamościami, które można kształtować, wybierając dowolnie spośród oferty lajfstajlowej, zestawiając i mieszając ze sobą zainteresowanie zdrową kuchnią z jazdą na nartach, noszeniem rzemieślniczo wykonanych butów i czytaniem szwedzkich kryminałów. Skąd jednak mamy wiedzieć, jak dobierać poszczególne elementy stylu życia? Potrzebujemy do tego ekspertów, arbitrów dobrego smaku, zwłaszcza gdy aspirujemy do grupy, z której się nie wywodzimy. A chcemy, by nasz styl życia był odzwierciedleniem tej nowej przynależności. Naprzeciw naszym oczekiwaniom wychodzą więc wszelkiego rodzaju poradniki, czasopisma i, zgodnie z duchem czasów, blogi, serwisy internetowe i media społecznościowe, w których aż roi się od porad płynących ze strony autorytetów w rozmaitych dziedzinach. Kiedy tradycja odgrywa coraz mniejszą rolę w tworzeniu naszego skrojonego na miarę "ja", coraz bardziej polegamy na wiedzy eksperckiej i fachowym przewodnictwie [2]. Skoro styl życia łączy się z kulturą konsumpcyjną i indywidualizmem - czy zatem wspominano o nim także w czasopismach stworzonych w Polsce Ludowej, na tle centralnie sterowanej gospodarki, w czasach niedoboru i propagandy kolektywizmu? Czy w stereotypowo "siermiężnym" PRL-u było miejsce na prasę kształtującą styl życia?

Po roku 1945 w Polsce w dziedzinie kultury popularnej, obyczajów i życia codziennego pojawiła się możliwość - bardziej lub mniej pozorna - wybudowania wszystkiego od nowa. Gwarantował ją nowy, "demokratyczny" ustrój, radykalne przekształcenia społeczne, nowe granice geograficzne, zmiana struktury etnicznej, a także nowoczesne prądy przychodzące z zagranicy. Twórcy powojennych czasopism traktujących o stylu życia stanęli przed wyzwaniem przeprowadzenia obywateli, często inteligentów w pierwszym pokoleniu lub osób dopiero uczących się czytać, przez meandry kultury i obyczajów. Periodyki edukowały w dziedzinie bon tonu i popularyzowały kulturę wyższą, jednocześnie wprowadzając nowoczesne rozwiązania w dziedzinie mody i dizajnu oraz dając wskazówki, jak radzić sobie w "ekonomii niedoboru". Oczywiście wszystko to odbywało się w ramach negocjacji z władzami i w odniesieniu do aktualnej ideologii, która ulegała przekształceniom na przestrzeni lat. Jednocześnie żywo reagowano na mody przychodzące z zewnątrz, w szczególności z Francji, i twórczo dostosowywano się do ograniczeń gospodarki centralnie sterowanej.

Książka ta poświęcona jest czasopismom, które w powojennej Polsce podjęły się misji kształtowania gustów, stylów życia i obyczajów. Są to: "Przekrój", "Kobieta i Życie", "Przyjaciółka" oraz "Ty i Ja". Tytuły dobrane zostały tak, by objąć najszersze spektrum społeczne ich czytelniczek i czytelników. "Kobieta i Życie" kierowana była do kobiet ze sfery, którą dzisiaj nazwalibyśmy klasą średnią, czyli wykształcone panie z dużych miast, lecz nie intelektualistki. Mogły to być urzędniczki, nauczycielki, niepracujące żony inteligentów. "Przyjaciółkę" adresowano do kobiet ze wsi oraz robotnic, czytelniczek niewykształconych, które - zwłaszcza na początku działalności periodyku - często dopiero uczyły się czytać. "Ty i Ja" było natomiast dość elitarnym miesięcznikiem, czytywanym przez inteligentów z wielkich miast. "Przekrój" na tym tle to zjawisko ze wszech miar osobne. Jego redaktor naczelny lubił mawiać, że kieruje tygodnik do sprzątaczki, profesora, a nawet prostego ministra. Faktycznie, czytany był przez bardzo różnych odbiorców, prawdopodobnie jednak z przewagą inteligentów, chociaż już nie intelektualistów, często osoby z awansu, pragnące dokształcić się w dziedzinie obyczajów i kultury. Można byłoby oczywiście dodać kolejne tytuły, takie jak inteligenckie "Zwierciadło" czy magazyn "Moda". Zależało mi jednak - używając metafory fotograficznej - na efekcie zbliżenia, a nie szerokiego planu, przy założeniu pełnego spektrum klasowego czytelniczek. Zbliżenie pozwala zobaczyć więcej niż rozległa, lecz powierzchowna perspektywa.

Jeśli zaś chodzi o ramy czasowe, skupiłam się na latach powojennych, okresie stalinizmu, na "małej stabilizacji" kończąc. Innymi słowy, opowieść zaczyna się w roku 1945, a kończy mniej więcej w 1970. Przyczyny takiego właśnie ujęcia tematu są dwie. Pierwsza z nich to wspomniane zbliżenie zastępujące szeroki plan. Druga kwestia, być może ważniejsza, to różne okresy, w których wychodziły wspomniane czasopisma. "Przyjaciółka" i "Kobieta i Życie" ukazywały się od powojnia do czasów najnowszych. Podobnie "Przekrój", przy czym w przypadku krakowskiego tygodnika ważną cezurą stało się odejście jego twórcy, redaktora naczelnego i spiritus movens tego wydawniczego przedsięwzięcia, Mariana Eilego w roku 1969. Było to czasopismo autorskie Eilego i Janiny Ipohorskiej, zatem najważniejsze w jego historii wydają się czasy "heroiczne", gdy oboje redaktorzy nad nim pracowali. "Ty i Ja" miało historię najkrótszą, bo zamkniętą w latach 1960-1973. Wydało mi się zatem sensowne skupić się na okresie, kiedy czasopisma te współegzystowały, czyli na pierwszych trzech dekadach PRL-u.

Książka nie jest monografią wymienionych czasopism. Wiele aspektów i treści omawianych periodyków zostało w niej pominiętych, by w zamian uwypuklić inne. Drobiazgowa inwentaryzacja zawartości magazynów byłaby po prostu nudna. Żaden z interesujących nas tytułów nie był, co należy podkreślić, czasopismem "lajfstajlowym" we współczesnym tego słowa znaczeniu. Treści dotyczące stylu życia pojawiały się w sąsiedztwie fragmentów utworów literackich czy artykułów na temat zjazdu PZPR. Monografistka tych magazynów musiałaby z równą uwagą pochylić się nad tymi wszystkimi elementami, ja na szczęście mogłam od razu skupić się na modzie, konsumpcji czy grafice, czyli elementach związanych bezpośrednio z tytułowym stylem życia, a także na kwestiach politycznych i społecznych, które są niezbędne do zrozumienia, czym były rzeczone czasopisma w PRL. Całość jest zatem podzielona na sześć rozdziałów. Pierwszy z nich pełni funkcję wprowadzenia. Zawiera syntetycznie ujętą historię każdego z tytułów, dwa słowa o ich twórczyniach i twórcach, krótką charakterystykę zawartości, treści i profilu. Czytelniczki i czytelnicy dowiedzą się z niego, jak owocne może się okazać przypadkowe spotkanie na ulicy z twórcą imperium prasowego i na co trzeba uważać, recenzując mecz bokserski między Polską a ZSRR. Kolejny rozdział poświęcony jest udziałowi czasopism we współtworzeniu nowego człowieka i ich aktywnemu zaangażowaniu w przebudowę relacji społecznych. Duża część tego rozdziału traktuje o kwestii statusu i roli kobiet oraz o włączaniu się czasopism w dyskusje na temat praw kobiet. Głos oddamy samym redaktorkom, które - jak nikt inny - wiedziały, z jakimi problemami borykały się czytelniczki na wsiach i w małych miastach. Następna część książki dotyczy uwikłania czasopism w politykę nie tylko na poziomie ideologii, lecz także w kontekście utarczek i konfliktów z konkretnymi funkcjonariuszami państwowymi. Zajrzymy do dokumentów z Biura Prasy KC PZPR i dowiemy się, gdzie chował się Marian Eile przed przełożonymi z Warszawy. Kolejne trzy rozdziały skupiają się na tematach bezpośrednio już związanych ze stylem życia realizowanym przede wszystkim w sferze wizualnej - grafice, konsumpcji i urządzaniu wnętrz oraz modzie. Czytelniczki i czytelnicy dowiedzą się, co to są "trumniaki" i jak je samodzielnie zrobić, skąd pochodziły "kociaki" i kim był tajemniczy francuski korespondent "Ty i Ja". Przyjęta przeze mnie metoda fotograficznego zbliżenia spowodowała, że kilka elementów ówczesnego stylu życia zostało zaledwie zasygnalizowanych. Są to chociażby kwestie kulinariów, sportu, czasu wolnego czy motoryzacji. Rozczarowanych czytelniczki i czytelników przepraszam i odsyłam do lektury u źródeł, na którą, mam nadzieję, wiele osób się skusi.

Czym zatem był lajfstajl w PRL? Po pierwsze - zerwaniem z tradycją. W krajach kapitalistycznych hasło "styl życia" mogło się pojawić w momencie, kiedy kultywowanie tradycji straciło na znaczeniu. W przypadku powojennej Polski zerwanie z przeszłością miało fundamentalne znaczenie. W wyniku wojny i stalinowskich czystek kraj stracił dotychczasowe elity. Ci, którzy zostali, byli zmarginalizowani. Komunistycznym władzom zależało na wymianie elit. Proces ten współistniał z gwałtownym awansem społecznym - powojenne władze umożliwiły edukację i przeprowadzkę do miast bardzo wielu osobom z klas ludowych. Kultura i obyczaje głównego nurtu, kultywowane przede wszystkim przez przedwojenną inteligencję i arystokrację, miały zostać zastąpione nowymi "demokratycznymi" formami. Dla wielu progresywnych, inteligenckich powojennych twórców ten specyficzny moment był świetną okazją, by trochę przewietrzyć mieszczańskie saloniki i wprowadzić nowoczesne, postępowe rozwiązania. Zerwanie z tradycją było zatem zarówno elementem budowania nowego świata i nowego obywatela, jak i aspektem projektu modernizacyjnego, którego zaczyn pojawił się jeszcze przed wojną. Na zgliszczach tradycji można było zacząć budować nowe projekty tożsamościowe bazujące na stylu życia: nowoczesne "wdzianko" zamiast marynarki, meble segmentowe zamiast mieszczańskich kompletów, uścisk dłoni zamiast "całujęrączkizmu".

Po drugie - styl życia w PRL-u służył odróżnianiu się od innych. Nie chodziło tu oczywiście o odróżnianie się klas wyższych od nuworyszy. Wręcz przeciwnie. Zwłaszcza w czasach stalinowskich i w pierwszej połowie lat 60. próbowano obrzydzić klasę oraz obyczaje mieszczańskie i wielkopańskie, nie szczędząc krytyki przestarzałym arystokratycznym zwyczajom i burżuazyjnym gustom. W "Przekroju" straszył arcygłupi August Bęc-Walski, a w "Ty i Ja" rozpisywano się o kryształach próżnujących na półkach kredensów. Jednak nawet w tego typu krytyce zakamuflowana była jasna idea dotycząca tego, co jest w dobrym guście, a co w złym. Ośmieszano zatem snobów stawiających w ciasnym M-2 stół z kompletem krzeseł i serwantką, jednocześnie dając do zrozumienia, że jedyna kultura warta uwagi to ta przywieziona wprost z Paryża. W niektórych ówczesnych artykułach stawianie na wyszukany sposób bycia i życia było jednak bardziej ewidentne, jak chociażby w cyklu Felicji Uniechowskiej prezentującej przepełnione antykami mieszkania warszawskiej inteligencji i artystów.

Po trzecie - czasopisma, o których mowa, poświęcone były w dużej mierze konsumpcji. Dotyczyła ona zwykle produktów niedostępnych w codziennej sprzedaży. Ta "platoniczna" miłość zarówno do pięknych przedmiotów, jak i strojów tylko potęgowała ich wartość. Jednocześnie w sytuacji chronicznego braku podstawowych towarów sama konsumpcja jawiła się jako element życia najwyższej wagi.

Ostatnim aspektem omawianego tu "peerelowskiego lajfstajlu" jest rola wiedzy eksperckiej, która zastąpiła wiedzę tradycyjnie przekazywaną z pokolenia na pokolenie. Manifestowała się ona w poradach dotyczących zarówno savoir-vivre'u, jak i paryskiej mody i nowoczesnych wnętrz, na zdrowiu, macierzyństwie i psychologii kończąc. Kultura ekspercka widoczna była w szczególności w czasopismach przeznaczonych głównie dla kobiet. "Kobieta i Życie" oraz "Przyjaciółka" w każdym numerze prezentowały porady pisane przez specjalistów z konkretnych dziedzin. Ich wsparcie nie ograniczało się tylko do rubryk na łamach tygodników. W przypadku "Przyjaciółki" lekarze lub położne służyli radą także w terenie, w ramach organizowanych przez tygodnik tras po Polsce. Porady ekspertów drukowano również na łamach "Ty i Ja". Tytuły i stopnie naukowe umieszczone przed nazwiskami autorów miały podkreślić prestiż czasopisma, a wypowiedziom przydać rangi i wiarygodności.

Zjawisko stylu życia w Polsce Ludowej widziane przez pryzmat czasopism miało zatem u źródła, podobnie jak w krajach kapitalistycznych, zerwanie z tradycją. Zerwanie to nie było jednak bezpośrednim efektem przemian społecznych i kulturowych, lecz wynikało przede wszystkim z dramatycznych wydarzeń związanych z wojną i zmianą systemu politycznego. Paradoksalnie w centralnie sterowanej gospodarce style życia wciąż mogły manifestować się za pomocą konsumpcji i estetyzacji życia codziennego. Były one jednak czymś zupełnie innym niż analogiczne zjawiska w krajach kapitalistycznych. Uchwycenie tej odrębności i zarysowanie złożonych problemów, które skupiały się wokół prezentowania stylów życia w Polsce Ludowej, to jeden z celów niniejszej książki. Kolejnym było przedstawienie zagmatwanych zależności między czasopismami, ich twórcami a systemem politycznym, w którym funkcjonowali. Zależało mi na uniknięciu mitologizacji oraz pochopnych ocen dotyczących jednostkowych decyzji politycznych. Chciałam pokazać na przykładzie tego niewielkiego wycinka rzeczywistości, o którym traktuje ta książka, że PRL nie był światem rodem z Dzikiego Zachodu, gdzie źli walczyli z dobrymi. Wszystko było dużo bardziej skomplikowane. I wreszcie, przyświecał mi zamiar zmierzenia się ze współczesną nostalgią za kulturą wizualną PRL-u - poprzez pokazanie przeróżnych uwarunkowań, które stały za takimi, a nie innymi decyzjami artystycznymi lub projektowymi.

Ta książka nie powstałaby, gdyby nie pomoc wielu osób. Dziękuję przede wszystkim moim Rozmówcom: Teresie Kuczyńskiej, Wojciechowi Plewińskiemu i Felicji Uniechowskiej, za poświęcenie mi czasu, podzielenie się ze mną wiedzą, doświadczeniem i wspomnieniami, za życzliwość i wspaniałe rozmowy. Dziękuję osobom, które pomogły mi w skontaktowaniu się z Rozmówcami: Klarze Czerniewskiej-Andryszczyk, Piotrowi Kordubie i Lidii Pańków. Ogromnie wdzięczna jestem także Katarzynie Roj za rozmowy i wsparcie. Szczególne podziękowania należą się Aleksandrze Boćkowskiej za kobiecą solidarność, bezinteresowną pomoc i podzielenie się efektami swojej ciężkiej pracy.

[1] D. Bell, J. Hollows, Towards a History of Lifestyle [w:] Historicizing Lifestyle. Mediating Taste, Consumption and Identity from the 1900s to 1970s, red. D. Bell, J. Hollows, Hampshire, Burlington 2006, s. 1.

[2] Ibid., s. 4.

Historia powstania "Przekroju" przypomina scenariusz filmu sensacyjnego. Początek roku 1945, Łódź, przypadkowe spotkanie na ulicy. Jerzy Borejsza, niegdysiejszy anarchista, a teraz współtwórca nowego ustroju w Polsce, natknął się na Mariana Eilego, artystę, sekretarza redakcji przedwojennych "Wiadomości Literackich". Trwają jeszcze działania wojenne, po kraju grasują tysiące radzieckich żołnierzy. Warszawa leży w gruzach. Skontaktowanie się z kimkolwiek graniczy z cudem - nie wiadomo, kto przeżył, kto zginął, a kto się zawieruszył. Nikogo nie sposób zastać pod przedwojennym adresem, ludzie szukają się nawzajem za pomocą ogłoszeń w gazetach. Jeśli chciało się zwerbować utalentowanego redaktora do nowo powstającego tygodnika, należało liczyć na szczęście. Los sprzyjał Borejszy i Eilemu, którzy wpadli na siebie na ulicy. Po tym spotkaniu, jak u Hitchcocka, napięcie zaczęło rosnąć.

Pismo chwilowo wydawane w Krakowie

Po latach Eile opowiadał Ludwikowi Jerzemu Kernowi: "Początkowo [Borejsza] powierzył mi robienie dla Putramenta w Krakowie, do wydawanego przez niego "Dziennika Polskiego", wkładki ilustrowanej rotograwiurowej [1]. Ale "Dziennik" nie był zbyt bogaty i numer z wkładką był dla redakcji za drogi. Postanowiono tę wkładkę wydawać i sprzedawać osobno. Jest to właśnie "Przekrój"! Ponieważ wtedy, w lutym 1945, pociągi jeszcze nie chodziły, a Borejsza miał do dyspozycji kukuruźnika, wysłał mnie do Krakowa tym samolocikiem. (...) Nie masz pojęcia, jak zimno było w takim kukuruźniku. Siedziało się prawie na zewnątrz, a ja miałem w dodatku grypę i 39 stopni. Mróz kilkunastostopniowy, a ze mnie lał się pot. Krakowa nie znałem, byłem w nim drugi raz. Nie wiedziałem, jak trafić po ciemku (obowiązywało jeszcze zaciemnienie, ulice były zupełnie puste) do hotelu "Francuskiego", w którym zajęto parę pokoi dla prasy. (...) patrol strzelał do jakichś szabrowników, którzy uciekali z workami, a Putrament siedział w restauracji hotelu "Francuskiego" przy kolacji i kula przebiła wielką szybę, a potem jego rękę. Kiedy zgłosiłem się z konspektem tego ilustrowanego dodatku, to kazali mi iść do szpitala. Ale w szpitalu już go nie było, bo przestrzelony został tylko mięsień. Spotkaliśmy się wreszcie i wtedy powiedział mi: "Panie Marianie, niech mnie pan na razie zastąpi". Zastępowałem go prawie 25 lat"[2].

Z relacji długoletniego współpracownika "Przekroju", felietonisty Kazimierza Koźniewskiego, dowiadujemy się, że od początku myślano o samodzielnym magazynie - krakowscy dziennikarze z sympatią wspominali przedwojennego "Asa" i "Na Szerokim Świecie"[3]. Naczelnym miał zostać ówczesny szef "Dziennika Polskiego", najważniejsza postać krakowskiego światka dziennikarskiego, Jerzy Putrament, lecz - zaabsorbowany polityką i publicystyką - nie miał czasu zajmować się prowadzeniem pisma. Na szczęście znalazł się Marian Eile, "który ostatnie lata wojny przeżył gdzieś schowany między Radomiem a Piotrkowem jako technik w przedsiębiorstwie budującym drogi"[4]. Sam Putrament zajął się publikowaniem w "Przekroju" artykułów i felietonów politycznych pod pseudonimami Wincenty Bednarczuk i Józef Cercha[5].

Redakcja nowego czasopisma została ulokowana w prawie niezniszczonym Krakowie - jedynym polskim mieście, w którym zachowało się jako takie wyposażenie drukarni nadające się do produkcji kolorowego, ilustrowanego magazynu. Większość członków redakcji, z Eilem na czele, nie była z Krakowa. Widać to po zawartości tygodnika, który był bardziej warszawski niż wiele pism wydawanych w stolicy. Jak zresztą wspomina "Przekrojowy" fotograf, Wojciech Plewiński, Eile nie poważał zbytnio krakowskiego klimatu intelektualnego. Sam naczelny przyznawał, że był człowiekiem z Warszawy i jednym z osiągnięć "Przekroju" było to, że od samego początku powstawał nie jako tygodnik prowincjonalny - dlatego publikowano tam między innymi arcywarszawskie teksty Wiecha. Eile wspominał: ""Przekrój" miał ambicje pisma ogólnopolskiego, które chwilowo tylko jest wydawane w Krakowie, bo tu ocalały maszyny"[6]. Szybko jednak zaczął przeciwstawiać się zakusom przeprowadzenia redakcji do odbudowywanej Warszawy - zdawał sobie sprawę z tego, że fizyczne oddalenie od partyjnej centrali dawało mu pewien spokój i namiastkę swobody.

"Przekrój" miał stać się częścią budowanego przez Borejszę imperium wydawniczego, spółdzielni "Czytelnik". Długoletni sekretarz redakcji "Przekroju", Andrzej Klominek, wspomina: "Twórca "Czytelnika" kaperował wtedy na prawo i lewo zdolnych dziennikarzy do swoich redakcji. "Prawo" i "lewo" należy rozumieć dosłownie, bo w "czytelnikowskich" redakcjach spotkać można było zarówno ekspiłsudczyków czy endeków, jak i sympatyków szeroko rozumianej niekomunistycznej lewicy"[7]. Już samo to świadczy o tym, że Borejsza był postacią wielowymiarową i nieoczywistą. "Najbardziej międzynarodowy z polskich komunistów" - tak o nim mówił Czesław Miłosz[8]. W latach 20. zwolennik anarchosyndykalizmu, następnie członek KPP, żołnierz, więzień polityczny, szef lwowskiego Ossolineum, po wojnie działacz partyjny i organizator Kongresu Intelektualistów w Obronie Pokoju we Wrocławiu w 1948 roku[9]. Podobno przyjaźnił się z Pablem Picassem, Pablem Nerudą i hiszpańskim anarchistą Buenaventurą Durrutim. Był tytanem pracy, może nawet wizjonerem. Próbował wybudować pomost między przedwojennym światem kultury a nową rzeczywistością, był otwarty na różnych twórców, pod warunkiem że w jakiś sposób skłonni oni byli zaakceptować nowy ustrój. W burzliwych latach powojennych stworzył wydawniczego giganta. W 1947 roku "Czytelnik" zatrudniał 5 tysięcy osób, tworzył biblioteki i budował domy wypoczynkowe. Otwarta, pragmatyczna postawa Borejszy stała się niemile widziana w momencie nadejścia stalinizmu - sam Borejsza odsunięty od polityki i działalności wydawniczej zmarł zmarginalizowany w 1952 roku. Jego wielka kariera trwała krótko, lecz zdążył puścić w ruch machinę, której już nie zatrzymano. Stworzone przez niego "Przekrój", "Przyjaciółka" czy "Kobieta i Życie" przetrwały stalinizm. Musiał mieć też niezłą intuicję, skoro tak szczęśliwie udało mu się wytypować redaktora naczelnego dla nowego tygodnika ilustrowanego.

[1] Rotograwiura - metoda drukowania wklęsłego stosowana w czasopismach ilustrowanych; także odbitka wykonana tą metodą. Polega na bezpośrednim przenoszeniu obrazu z cylindrycznej matrycy na podłoże.

[2] L.J. Kern, Pogaduszki, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2002, s. 46-47.

[3] K. Koźniewski, Salon plus... [w:] idem, Historia co tydzień. Szkice o tygodnikach społeczno-kulturalnych 1944-1950, Czytelnik, Warszawa 1977, s. 293-294.

[4] Ibid.

[5] A. Klominek, Życie w "Przekroju", Oficyna Wydawnicza Most, Warszawa 1995, s. 19.

[6] L.J. Kern, op. cit., s. 68.

[7] A. Klominek, op. cit., s. 19-20.

[8] gw, Eryk Krasucki: Międzynarodowy komunista. Jerzy Borejsza. Biografia polityczna, "Gazeta Wyborcza", 19.10.2010, http://wyborcza.pl/1,76842,8532983,Eryk_Krasucki__Miedzynarodowy_komunista__Jerzy_Borejsza_.html, dostęp: 30.04.2017.

[9] R. Kurkiewicz, Jerzy Borejsza. Magnat rewolucji, "Duży Format", 26.07.2009, http://wyborcza.pl/duzyformat/1,127290,6848805,Jerzy_Borejsza__Magnat_rewolucji.html, dostęp: 30.04.2017.

* * *

koniec darmowego fragmentuzapraszamy do zakupu pełnej wersji