2
Marka obudziła rączka ciągnąca go za nos. Ledwie otworzył oczy, poczuł, jak Olivier wspina się na niego. To był sygnał oznaczający, że ma wstawać i szykować się do popołudniowego spaceru. Kiedy we trójkę wyszli z mieszkania, Marek wciąż na wpół spał.
Schodząc po schodach, ojciec trzymał syna za rękę. Kiedy dotarli na pierwsze piętro, spotkali Helenę, sąsiadkę z drugiego, idącą w przeciwną stronę. Uśmiechała się szeroko, zachęcająco.
- A gdzież mój ukochany? - zapytała figlarnym tonem i schyliła się, aby ucałować Oliviera w policzek. Chłopiec uśmiechnął się zadowolony i oświadczył: "Nana". Helena była kobietą z plakatu i obiektem miłości Oliviera.
- Ale już urósł - wykrzyknęła Helena, prostując się. - Wolałabym, żeby pozostał taki malutki i słodziutki, żebym mogła go zawsze całować - roześmiała się.
- Przykro mi, sama wiesz, że natura działa swoim torem - odparła skrępowana Annette.
***
Helena pochodziła z Włoch. Zbliżała się już do czterdziestki, miała wysportowane, posągowe ciało i przyciągającą wzrok figurę. Kiedy jeszcze mieszkała we Włoszech, marzyła o karierze aktorki teatralnej, ale podobnie jak Annette i Marek musiała zrezygnować z marzeń. Chociaż pochodziła z innego kraju, podobne okoliczności zmusiły ją do porzucenia rodziny i przyjaciół, i do potajemnej ucieczki do Francji w nadziei, że "stolica kultury" da jej okazję do spełnienia marzeń.
Po przybyciu do Francji przed kilku laty, zaczęła szukać zajęcia. Już pierwsza rozmowa skończyła się przyjęciem do pracy jako sprzątaczka w domu majętnej rodziny w Szóstej Dzielnicy. Nie załamywała rąk, ale wciąż szukała teatru - choćby i maleńkiego - w którym mogłaby spełnić marzenie o aktorstwie. W końcu dzięki swoim umiejętnościom tanecznym mogła ubiegać się o pracę w klubie nocnym Folies Berg?re. Nie wiedząc, co to za miejsce, może ze ślepoty albo naiwności, poszła na przesłuchanie, które okazało się kuriozalne i upokarzające.
- No dalej - poganiał kandydatki producent już od pierwszej chwili. - Zakładajcie kostiumy, macie być jak najbardziej kobiece, tak jak powinny wyglądać kobiety!
Kiedy czekały w przebieralni, przyszedł do nich asystent producenta i zapytał o wymiary. Gdy nadeszła pora na Helenę, ta odparła dowcipnie: "najszczuplejsza i najwyższa", i się roześmiała.
- Właśnie widzę - odpowiedział mężczyzna z uśmiechem.
Następnie wybrał kostium w odpowiednim rozmiarze i rzucił go Helenie. Kiedy zaczęła się rozbierać, wciąż się w nią wgapiał, odwróciła się więc plecami. Czuła się upokorzona i potraktowana przedmiotowo. Kiedy chciała włożyć strój, zorientowała się, że to tylko dolna połowa kostiumu z przyczepionym całym mnóstwem piór. Reszta jej ciała pozostałaby naga. Odwróciła się z powrotem do asystenta producenta - miał na imię André - i odezwała się gniewnym tonem, wyraźnie zabarwionym włoskim akcentem.
- I niby jakie tańce mam wykonywać w tym stroju?
Pozostałe dziewczyny natychmiast zaczęły chichotać.
- Dziecko moje - odparł André lekko protekcjonalnym tonem. - Dokładnie takie tańce, jakie przyszły ci do głowy. Folies Berg?re zalicza się do najważniejszych instytucji kulturalnych w Paryżu. Miasto słynie z tych tańców. Ludzie zjeżdżają tutaj z całej Europy, a jednym z miejsc, które na pewno odwiedzą, jest nasz kabaret!
Do Heleny podeszła śliczna dziewczyna, która była już doświadczoną tancerką w kabarecie. Miała na imię Michelle.
- Nie obawiaj się. Pomimo że będziesz tańczyć nago, to miejsce cieszy się wielkim szacunkiem. Jeśli wiesz, jak się tu zadomowić, będziesz bardzo dobrze wynagradzana. I wierz mi: dużo lepiej, niż się spodziewasz.
Helena wciąż była skrępowana, ale rozebrała się do końca i włożyła pierzasty kostium. Michelle wpatrywała się w nią, zachwycona ciałem Heleny - jędrnymi piersiami, wąską talią, długimi nogami.
- Moja maleńka, będziesz musiała tu na siebie uważać - prychnęła. - To miejsce cieszy się wielkim szacunkiem, ale mężczyźni to wciąż mężczyźni. Bywa, że w ich oczach jesteśmy tylko zabawką, którą można sprzedać temu, kto płaci najwięcej.
Powiedziawszy to, rzuciła okiem na Andrégo, który przez cały ten czas nie spuszczał wzroku z Heleny.
Następnie Georges, choreograf kabaretu, kazał dziewczętom wyjść na scenę. Ustawił je w rzędzie i poprosił Michelle, aby zademonstrowała układ, który kandydatki mają zatańczyć. Zanim jeszcze zaczęły, oznajmił im:
- Drogie dziewczęta, dostąpiłyście przywileju udziału w przesłuchaniu w najprzedniejszym kabarecie Europy! Te z was, które zostaną przyjęte, zakosztują życia, o jakim nigdy nie marzyły! Ale miejcie świadomość, kochane: doprowadzę was do łez, zanim staniecie na scenie. Bo kiedy znajdziecie się na tej scenie, musicie być gotowe na wszystko! Tu nie ma żadnych pytań. Oferuję swoim klientom tylko to, co najlepsze! Jeżeli którejś z was się to nie podoba, lepiej niech wyjdzie już teraz, zanim zaczniemy.
Helenę zamurowało. Z oczu kapały jej łzy. Czuła się zraniona, pragnęła uciec, ile sił w nogach. Ale została. W przeciwieństwie do dziewcząt, które przyszły tu w poszukiwaniu wygodniejszego życia, Helena wciąż żywiła nadzieję, że kiedyś zostanie aktorką. Wmawiała sobie, że to miejsce będzie jedynie przystankiem po drodze do spełnienia marzenia. Skupiona na tej myśli, wyprostowała się dumnie. Przeżyję, mówiła sobie w myślach. Nie tylko przeżyję. Ludzie będą mnie szanowali. Będę najlepsza.
Stojąc w rządku, kandydatki zaczęły tańczyć. Helena jakby unosiła się nad sceną, jej stopy lądowały na deskach bezgłośnie. W porównaniu z nią pozostałe dziewczyny wyglądały niezdarnie.
Wtem rozległ się krzyk Georges'a.
- Stop! Co wy jesteście, kobiety czy niedźwiedzice? Jak wy ociężale tańczycie! Numery pięć, siedem, dwanaście i dwadzieścia cztery: wynocha! Powodzenia w życiu! Reszta: od początku. I tym razem chcę widzieć harmonię w waszych ruchach.
Wyproszone dziewczęta wybiegły, zalewając się łzami. Z wyjątkiem jednej, która na przekór tej niezręcznej sytuacji wciąż stała na scenie i się uśmiechała.
- Powiedziałem: wynocha! - wrzasnął rozjuszony Georges. - Nie pasujesz tu!
W końcu i ją zdołał doprowadzić do płaczu. Michelle podeszła i ją przytuliła.
- Georges, posuwasz się za daleko - ofuknęła go. Tylko ona potrafiła sprawić, że się śmiał.
Helena tańczyła dalej. Po kolejnych trzech powtórzeniach tego samego układu z trzydziestu siedmiu kandydatek pozostało dwanaście. Georges podszedł do wycieńczonych tancerek.
- Moje drogie dziewczęta, dziś przemienicie się z dziewczynek w kobiety w każdej części swoich ciał. Będziecie reprezentować Folies Berg?re na scenie i poza nią. Możecie być z siebie dumne. Wasze życie zmieni się diametralnie. Ale stanie się to tylko pod jednym warunkiem: będziecie robić dokładnie to, co mówię! Każda, która ośmieli się buntować przeciw moim poleceniom, a to oznacza przybranie choćby grama tłuszczu bez mojego pozwolenia, skończy, żebrząc na ulicy.
- Georges, przestań je straszyć - wtrąciła się Michelle.
- Moja kochana Michelle, ja ich nie straszę. A jeśli nie chcesz słuchać tego, co mam do powiedzenia, drzwi są otwarte.
Między pierwszą tancerką a szalonym choreografem wciąż panowało napięcie. Georges pragnął kontrolować, ale jednocześnie kochał Michelle, więc pozwalał jej mówić swobodnie.
***
Ciężarna Annette czuła się nieswojo, stojąc na klatce schodowej obok Heleny. Paliła ją zazdrość - obaj jej mężczyźni byli opętani przez Helenę. Marek patrzy na nią z podziwem, myślała Annette, tak, jak mężczyzna patrzy na kobietę, której nigdy nie będzie miał. Oliviera przyciągała jej życzliwa twarz i wizerunek na plakatach, które Marek przynosił do domu.
Pomimo dyskomfortu Annette sądziła, że Helena jest prawdziwsza od każdej innej kobiety w Dzielnicy Łacińskiej. Tancerka zawsze odnosiła się do Annette z szacunkiem i wiedziała, kiedy się wycofać, jeżeli odczuwała, że ta się wzdryga.
Helena już ruszała w dalszą drogę na górę, ale Annette obróciła się ku niej.
- Masz jakieś wieści od rodziny? Co mówią?
- Niewiele, tylko tyle, że sytuacja nie może już być dużo gorsza. - Helena prychnęła. - Włosi, kochanie, jak już coś robią, to zawsze towarzyszy temu mnóstwo hałasu. Więc po prostu powariowali, a życie zrobiło się bardzo, bardzo trudne. Mama twierdzi, że gdybym została, wcielono by mnie do służby w milicji. Modlę się, żeby jakoś się trzymali i byli zdrowi, żeby nic im się nie stało.
Annette ucałowała ją na pożegnanie. Zanim się rozstały, Helena przytuliła Oliviera - z miłością, tak jak matki tulą swoje dzieci.
Kiedy Helena wchodziła po schodach, Marek nie mógł oderwać wzroku od jej nóg. Gdyby tylko patrzył dalej, z miejsca, w którym stał, zobaczyłby też resztę jej ciała.
- Może nie zauważyłeś, ale ja stoję tutaj - ofuknęła go Annette.
- Ani na chwilę nie zapomniałem! Ale czasami wolno popatrzeć na dzieła sztuki. Wiesz, to jak świeczki chanukowe, wolno patrzeć, ale nie wolno dotykać.
Wyszczerzył zęby w uśmiechu i objął Annette jedną ręką, drugą trzymając Oliviera. Tak wyszli na spacer.
Kiedy wrócili, Olivier był już bardzo zmęczony, jakby to on niósł oboje rodziców, a nie oni jego. Ale kiedy tylko schody doprowadziły ich na pierwsze piętro, chłopiec krzyknął:
- Nana!
Annette wybuchła śmiechem.
- Nie ma jej, mój ty trzpiocie. - Przyciągnęła go do siebie i zaczęła mu nucić. - Maman i Papa zawsze będą u twojego boku, a ty jesteś moim maleńkim dzieciątkiem, zamknij oczka i śnij. Maman i Papa zawsze będą przy tobie, a ty jesteś moim dzieciątkiem, zamknij oczka i śnij. Zawsze tu będziemy...
Olivier zasnął w ramionach matki.