Paryska muza - Louisa Treger

Kup ebooka

71.10 zł
62.57 zł (59,25 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Tytuł oryginału: The Paris Muse

First published in Great Britain 2024 by Bloomsbury Publishing Plc

Copyright ? Louisa Treger, 2024

Louisa Treger zastrzega sobie prawo do bycia uznanąza autorkę niniejszego dzieła zgodnie z ustawąo prawie autorskim, projektach i patentach z 1988 r.

Niniejsza powieść jest w dziełem fikcji. Imiona, postacie i zdarzenia w niej przedstawione są tworem wyobraźni autora. Wszelkie podobieństwo do rzeczywistych osób, żywych lub zmarłych, jest całkowicie przypadkowe.

Copyright for polish edition ? Wydawnictwo ARKADY Sp. z o.o., Warszawa 2026

This translation of The Paris Muse is published by Wydawnictwo ARKADY by arrangement with Bloomsbury Publishing Plc.

Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część tej publikacji nie może być reprodukowana w jakiejkolwiek formie ani powielana graficznie, elektronicznie czy mechanicznie, w tym za pomocą kopiowania, nagrywania ani przechowywania w informatycznej bazie danych, bez pisemnej zgody wydawcy. Prosimy o przestrzeganie praw twórców do ich własności intelektualnej i nieudostępnianie książki w sieci.

Tłumaczenie: Maciejka Mazan

Redakcja: Magdalena Bielecka

Korekta: Małgorzata Stalmierska

Projekt okładki: David Mann

Na okładce wykorzystano zdjęcie Dory Maar, Autoportret w oknie, ok. 1935, ? ADAGP, Paris and DACS

Skład i łamanie: Sylwia Szur

ISBN 978-83-213-5391-3

Wydanie I, 2026. Symbol 5377/R

CIP - Biblioteka Narodowa Treger, Louisa Paryska muza / Louisa Treger ; przełożyła Maciejka Mazan. - Wydanie I. - Warszawa : Wydawnictwo Arkady, 2026

Wydawnictwo ARKADY Sp. z o.o. ul. Dobra 28, 00-344 Warszawa tel. 22 444 86 50 e-mail: info@arkady.eu, www.arkady.eu Facebook: @Wydawnictwo.Arkady, Instagram: @wydawnictwo.arkady księgarnia wysyłkowa: tel. 22 444 86 56 www.arkady.info

Konwersja do formatu ePub 3: eLitera s.c.

Prolog

1975

Ale dlaczego trzeba zawsze zaczynać od początku?... Nie, ja zacznę opowiadać od końca.

Tego popołudnia zadzwonił telefon - ostry dźwięk, obcy w moim cichym mieszkaniu. Łagodny głos zapytał:

- Pani Dora Maar?

- Tak - powiedziałam zaciekawiona.

- Mam nadzieję, że nie przeszkadzam. Dostałem pani numer od Marcela Fleissa. Dzwonię, bo bardzo chciałbym kupić obraz.

Wiedziałam, o co mu chodziło, ale oznajmiłam niewinnie:

- Pracuję właśnie nad cyklem pejzaży. A może chce pan obejrzeć moje fotografie?

Zapadła cisza. Czekałam na jakąś reakcję, tak jak i mężczyzna po drugiej stronie. Żeby jednak urozmaicić sobie ten czas milczenia, oglądałam podarunki od Picassa - jego obrazy i rzeźby: ptasią i zwierzęcą menażerię z blachy, gipsu, papieru i drewna; przypadkowe rozbryzgi farby na ścianie, które paroma drapnięciami ołówka przekształcił w pająki i żuki tak pełne życia, że goście nabierali się na to złudzenie. Nie umiał przestać tworzyć. Umarł przed dwoma laty, a ja nadal nie przyjmowałam tego do wiadomości. Wolałam myśleć, że wybrał się na wycieczkę; że jest, tylko gdzie indziej.

W końcu mężczyzna przerwał milczenie.

- Obawiam się, że zaszło nieporozumienie. Chodzi mi o Picassa, nie o Dorę Maar, a dokładniej o którąś Płaczącą kobietę. - Odkaszlnął. - Czy to nie pani jest jego "płaczącą kobietą"? Dzięki pani powstały jego najlepsze dzieła.

Zaiskrzył we mnie gniew. Uznałam, że nie dostanie tego obrazu. Jednak faktem było, że aby przeżyć, od czasu do czasu musiałam sprzedać jakiegoś Picassa. A że pieniądze mi się kończyły, poszłam ze sobą na kompromis.

- Nie mam obrazu na sprzedaż - oznajmiłam - ale mogę panu zaproponować szkice mojej postaci jako ptaka i portret wykonany kredkami - niezwykle uderzający i unikatowy.

Usłyszałam głośne wciągnięcie powietrza.

- Naprawdę nic więcej pani nie ma? Nie o to mi chodziło.

- Naprawdę - oświadczyłam twardo.

Jeszcze przez chwilę odbijaliśmy piłeczkę, aż w końcu mężczyzna zgodził się mnie odwiedzić i obejrzeć szkice.

Odłożyłam słuchawkę i długo siedziałam pogrążona w myślach. To ostatni wredny numer Pabla - ten przeklęty przydomek: Płacząca kobieta. Byłam artystką, nie muzą.

Światło dnia zmieniło się w wieczorny spopielały róż, przedmioty przestawały być widoczne, moja szara pręgowana kotka przedefilowała wyniośle przez pokój, pozwalając się przelotnie pogłaskać. Wtedy dotarło do mnie, że muszę opowiedzieć swoją historię, zanim skończy się mój czas.