Partnerzy. Zemsta - Robert Michniewicz

Kup ebooka

39.99 zł
30.79 zł (23,99 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

15 czerwca 2022 roku, godzina 4.00 Lot­ni­sko Cho­pina w War­sza­wie

Wcze­sna pora wylo­tów samo­lo­tów czar­te­ro­wych wynaj­mo­wa­nych przez biura podróży bywa praw­dziwą udręką dla pasa­że­rów. Wobec koniecz­no­ści wyjazdu na lot­ni­sko o trze­ciej nad ranem czę­sto w ogóle nie warto kłaść się spać. Z dru­giej strony wylot na waka­cje o takiej porze prze­kłada się na pra­wie cały dzień do wyko­rzy­sta­nia w miej­scu doce­lo­wym, co nie­któ­rzy, pomimo nie­wy­spa­nia, doce­niają.

Basia Szy­mań­ska, zwana przez kole­gów z Agen­cji Wywiadu "Baszką" -?tak jak popu­larna na jej rodzin­nych Kaszu­bach gra kar­ciana, pół nocy nie spała, zasta­na­wia­jąc się, czy zada­nie, któ­rego się pod­jęła, nie zakoń­czy się kom­plet­nym fia­skiem, zarówno w sfe­rze ope­ra­cyj­nej, jak i w kon­se­kwen­cji w odnie­sie­niu do jej zna­jo­mo­ści z Pio­trem Adam­skim.

No wła­śnie, Piotr... -?pomy­ślała o męż­czyź­nie, do któ­rego mocno się zbli­żyła za sprawą ich wspól­nych dra­ma­tycz­nych prze­żyć. Ale czy na czymś takim można w ogóle budo­wać przy­szłość? To mniej wię­cej tak, jakby w opar­ciu o syn­drom sztok­holm­ski pla­no­wać szczę­śliwe życie rodzinne. Śmieszne, prych­nęła w duchu. Zaraz też wró­ciło do niej nie­chciane i znacz­nie bar­dziej nie­po­ko­jące pyta­nie. Czy ludzie, któ­rzy zamie­rzają zwer­bo­wać do współ­pracy członka pol­skiego rządu, będą tak nie­fra­so­bliwi, że pozwolą się podejść ofi­ce­rom wywiadu znaj­du­ją­cym się na obcym tere­nie, a w dodatku nie­dy­spo­nu­ją­cym żad­nym wspar­ciem? W sumie zapla­no­wała wielką impro­wi­za­cję, ale czy to ma szansę się udać? Tro­chę zawa­diacko uznała, że skoro nie­dawno pora­dziła sobie ze ści­ga­ją­cymi ją funk­cjo­na­riu­szami Służby Wywiadu Zagra­nicz­nego (SWR) i Fede­ral­nej Służby Bez­pie­czeń­stwa (FSB), i to na ich tere­nie, to musi dać radę Hisz­pa­nom, nawet jeśli dzia­łają na rzecz Rosjan. Poza tym i tak było już za późno na tego typu wąt­pli­wo­ści -?za kilka godzin wylą­duje na Wyspach Kana­ryj­skich, a razem z nią figu­rant, któ­rym ma się zająć. Ta kon­sta­ta­cja spra­wiła, że osta­tecz­nie przed pierw­szą zapa­dła w lekki sen.

Gdy po prze­bu­dze­niu z chwi­lo­wej -?jak jej się wyda­wało -?drzemki zaczęła się zbie­rać do wyj­ścia, dzia­łała w tak auto­ma­tyczny spo­sób, jakby codzien­nie wsta­wała przed trze­cią nad ranem. "Baszka" była nie­odrodną córką swo­ich rodzi­ców, co ozna­czało, że docie­rała z wyprze­dze­niem na wszel­kie spo­tka­nia. Dawało jej to pew­ność, choć cza­sami złudną, że nawet w razie nie­sprzy­ja­ją­cych oko­licz­no­ści jak korki czy wypa­dek na tra­sie zawsze zdąży. Zasada ta dosko­nale spraw­dzała się rów­nież w pracy ope­ra­cyj­nej. Poja­wie­nie się przed cza­sem w miej­scu spo­tka­nia z agen­tem dawało sporą szansę dostrze­że­nia cze­goś, co będzie sygna­łem, że służby prze­ciw­nika szy­kują pułapkę. Ozna­czało rów­nież moż­li­wość obser­wo­wa­nia, jak agent się zbliża, i wychwy­ce­nia, że cią­gnie za sobą tak zwany ogon. Choć musiała szcze­rze przy­znać sama przed sobą, że jej zwy­czaj nie zawsze gwa­ran­to­wał pozy­tywny rezul­tat, co potwier­dziło się w końcu lutego w Ole­niwce, w obwo­dzie doniec­kim. Przy­by­cie znacz­nie przed cza­sem i dłu­go­trwałe moni­to­ro­wa­nie rodzin­nego domu agenta o kryp­to­ni­mie "Zadar" nie pozwo­liły na wykry­cie zasadzki pre­cy­zyj­nie przy­go­to­wa­nej przez FSB, rosyj­ską służbę bez­pie­czeń­stwa.

Wystar­czy tych przy­krych wspo­mnień, uznała, otrzą­sa­jąc się z zamy­śle­nia. W końcu wła­śnie zaczy­nała długo wycze­ki­wane waka­cje. Dzi­siaj miała podwójny wen­tyl bez­pie­czeń­stwa, jeśli cho­dzi o punk­tu­alne dotar­cie na lot­ni­sko. Nie dość, że nie spała pra­wie całą noc, to jesz­cze na Okę­cie odwo­ziła ją jej zdy­scy­pli­no­wana mama. Umó­wiły się, że Bożena pod­je­dzie pod blok Basi na Ursy­no­wie o trze­ciej trzy­dzie­ści, ale oczy­wi­ście była na dole już kwa­drans po trze­ciej, a "Baszka" zeszła na dół dwie minuty póź­niej. Korzy­sta­jąc z tras szyb­kiego ruchu S2 i S79, zna­la­zły się przed ter­mi­na­lem odlo­tów za dwa­dzie­ścia czwarta. Zasady panu­jące w stre­fie Kiss & Fly wymu­siły krót­kie poże­gna­nie, zwień­czone zwy­cza­jową mat­czyną prośbą: "Zadzwoń, jak tylko dole­ci­cie".

Wcho­dząc do budynku, Basia naiw­nie myślała, że znaj­dzie się w wylud­nio­nej o tej porze hali, tym­cza­sem tłum podróż­nych zaj­mo­wał prak­tycz­nie wszyst­kie miej­sca sie­dzące. Miała wra­że­nie, że wkro­czyła w sam śro­dek mro­wi­ska, a ludzie krążą wokół niej w jakimś sen­nym widzie. Prze­ma­sze­ro­wała wzdłuż naj­bliż­szego rzędu sie­dzeń, roz­glą­da­jąc się uważ­nie, ale ni­gdzie nie dostrze­gła Pio­tra.

Usia­dła na nie­wy­god­nym krze­sełku w pobliżu wej­ścia A do hali odlo­tów, wodząc wzro­kiem dookoła. Wyjazd w poło­wie czerwca, czyli jesz­cze przed typo­wym sezo­nem, powi­nien być atrak­cyjny dla związ­ków bez dzieci i osób star­szych, tym­cza­sem było tu tak dużo dzieci i mło­dzieży, jakby kon­tro­wer­syjny mini­ster edu­ka­cji i nauki w obec­nym rzą­dzie łaska­wie zde­cy­do­wał o skró­ce­niu roku szkol­nego. Obser­wu­jąc podróż­nych, napo­tkała wzrok jakie­goś męż­czy­zny, co spe­cjal­nie jej nie zdzi­wiło. Kłę­biący się wszę­dzie ludzie wpa­try­wali się z nie­cier­pli­wo­ścią w roz­kład odlo­tów, szu­kali zna­jo­mych albo po pro­stu naj­bliż­szej toa­lety. Tablica infor­ma­cyjna szcze­gól­nie zwra­cała uwagę, gdyż przy dzie­się­ciu naj­bliż­szych odlo­tach poza zapla­no­wa­nymi godzi­nami startu, por­tem doce­lo­wym oraz nazwą linii lot­ni­czej wciąż nie podano nume­rów sta­no­wisk odprawy. Dla niej to lepiej, bo wia­domo, że gdy tylko zostaną wyświe­tlone te infor­ma­cje, natych­miast ustawi się tam długa kolejka. Swoim zwy­cza­jem Basia wolała zna­leźć się na jej początku.

Nudząc się coraz bar­dziej, zer­kała na prze­mian na wej­ście A i poło­żone nie­da­leko wej­ście B. Głowa krę­ciła się jej jak świa­tło latarni mor­skiej. Była pewna, że Piotr zaraz się pojawi. Skoro nawet postrze­lony przez rosyj­skiego snaj­pera w Mariu­polu zmar­twych­wstał, dotar­cie na Okę­cie nie powinno sta­no­wić dla niego poważ­nego wyzwa­nia. Jej nie­po­kój budził nato­miast fakt, że ni­gdzie nie widziała "Ostera" z rodziną. Dobrze zapa­mię­tała jego twarz, a zdję­cie na wszelki wypa­dek miała zapi­sane w komórce. Według zapew­nień Darka Kowal­skiego z kontr­wy­wiadu Agen­cji Bez­pie­czeń­stwa Wewnętrz­nego figu­rant miał potwier­dzoną rezer­wa­cję na wyjazd z TUI oraz umó­wione ważne spo­tka­nia kilka dni po przy­lo­cie na Fuer­te­ven­turę. A może odwo­łał wszystko wczo­raj wie­czo­rem? -?pomy­ślała. Spoj­rzała na ścienny zegar: do odlotu pozo­stały ponad dwie godziny. Wkrótce się okaże, czy jej wyjazd na Wyspy Kana­ryj­skie nie sta­nie się wyłącz­nie wycieczką tury­styczną. Tak naprawdę na­dal było jej tro­chę szkoda, że musiała zamie­nić wcze­śniej zare­zer­wo­wany wyma­rzony pobyt na Domi­ni­ka­nie na tę wycieczkę. Ale co zro­bić, służba nie drużba, jak mówi stare porze­ka­dło. A że z natury była opty­mistką -?nie zmie­niły tego nawet nie­dawne smutne prze­ży­cia -?wolała myśleć, że waka­cje to waka­cje, to samo słońce i ocean ten sam.

Ponow­nie zwró­ciła uwagę na dostrze­żo­nego wcze­śniej męż­czy­znę. Wła­ści­wie dla­czego ją zain­te­re­so­wał? Może coś w jego wyglą­dzie przy­cią­gnęło jej spoj­rze­nie? Na oko miał około pięć­dzie­siątki, mocno prze­rze­dzone włosy i zupeł­nie zwy­czajną, wręcz pospo­litą twarz. Jego ubra­nie było pognie­cione, jakby nie zmie­niał go od wielu godzin, a może nawet w nim spał. Widziała, że patrzył w jej stronę, ale kiedy ich spoj­rze­nia się spo­tkały, szybko odwró­cił wzrok, dzięki czemu mogła lepiej mu się przyj­rzeć. Już po chwili wie­działa, co jest w nim nie­ty­powe. Po pierw­sze był sam, co w hali przy­lo­tów nie byłoby dziwne, ale tutaj jed­nak sta­no­wiło rzad­kość. A po dru­gie nie miał żad­nego bagażu. Oczy­wi­ście mógł kogoś odpro­wa­dzać, tylko dla­czego kolejny raz patrzył wła­śnie na nią? Przy­pa­dek? Gdyby była w misji za gra­nicą, już zało­ży­łaby, że jest obser­wo­wana. W ojczyź­nie czuła się zde­cy­do­wa­nie bez­piecz­niej, choć wyda­rze­nia z początku marca prze­ko­nały ją, że agenci rosyj­skiej SWR mogą pro­wa­dzić ope­ra­cje także w sto­licy Pol­ski. Nie dawały jej spo­koju rów­nież wykryte przez nią w maju przy­padki, kiedy jeź­dziły za nią zagad­kowe tak­sówki. Wyda­rze­nia te nie miały żad­nych kon­se­kwen­cji i nie powtó­rzyły się w ciągu ostat­niego mie­siąca, co wyda­wało się pod­wa­żać traf­ność jej wcze­śniejszych ocen. Spo­koj­nie, kobieto, jesteś prze­czu­lona, pomy­ślała. Lecisz na waka­cje, więc prze­stań szu­kać duchów przy­naj­mniej do przy­lotu do Puerto del Rosa­rio.

Pięć po czwar­tej zaczęła być zła na swo­jego faceta, że naraża ją na zde­ner­wo­wa­nie. Nie była już taka pewna, że Piotr zdąży. Może zaspał po pra­wie cało­do­bo­wej podróży samo­cho­dem z Kijowa albo cze­goś zapo­mniał, albo na­dal prze­mie­rza zaczy­na­jącą dzień War­szawę... Kiedy się­gnęła po tele­fon, chcąc zwe­ry­fi­ko­wać praw­dzi­wość swo­ich ponu­rych wizji, w wej­ściu A zoba­czyła zna­jomą wysoką syl­wetkę, cią­gnącą dużą ciem­no­zie­loną walizkę na kół­kach. Unio­sła wysoko rękę. Piotr roz­glą­dał się po zatło­czo­nej hali. Co z cie­bie za ofi­cer wywiadu, skoro nie potra­fisz mnie dostrzec? -?pomy­ślała uszczy­pli­wie. W końcu albo ją roz­po­znał, albo jego uwagę zwró­ciła jej wycią­gnięta do góry ręka, bo uśmiech­nął się i ener­gicz­nie ruszył w stronę Basi. Nie­po­kój od razu wypa­ro­wał, gdy obser­wo­wała zbli­ża­ją­cego się przy­stoj­nego mło­dego męż­czy­znę o wzro­ście metr dzie­więć­dzie­siąt i cał­kiem impo­nu­ją­cej musku­la­tu­rze. Przez ostat­nie trzy mie­siące nic nie stra­cił ze swo­jej sam­czej atrak­cyj­no­ści, uznała.

-?Boże, ale tłum -?stwier­dził odkryw­czo, zer­ka­jąc na zebra­nych dookoła ludzi.

-?A może by tak "dzień dobry, naj­droż­sza"? Albo "jak dobrze cię widzieć, tęsk­ni­łem"? -?zapro­po­no­wała iro­nicz­nie.

Popa­trzył na nią lekko zdzi­wiony.

-?Prze­cież widzie­li­śmy się zale­d­wie parę godzin temu -?odpo­wie­dział rze­czowo. -?I jak pamię­tam, wczo­raj wie­czo­rem kilka razy mówi­łem, że tęsk­ni­łem i cały czas o tobie myśla­łem w Kijo­wie. Zresztą powta­rza­łem to pod­czas każ­dej naszej roz­mowy tele­fo­nicz­nej. Jeśli ruscy mnie pod­słu­chi­wali, mają już kom­pletną teczkę doty­czącą naszych spraw uczu­cio­wych. -?Puścił do niej oko, sze­roko się uśmie­cha­jąc. -?Ale fak­tycz­nie: dzień dobry, Basiu. -?Ostat­nie zada­nie okra­sił kolej­nym uśmie­chem.

-?Wystar­czy tego gada­nia. Po pro­stu mnie poca­łuj. -?Posta­no­wiła być łaskawa, tym bar­dziej że cie­szyła się z per­spek­tywy dwu­ty­go­dnio­wych wyma­rzo­nych wspól­nych waka­cji. Choć to nie tylko waka­cje, przy­po­mniała sobie. Jed­no­cze­śnie spodo­bało się jej, że Piotr sam wspo­mniał o kwe­stiach uczu­cio­wych.

Adam­skiemu nie trzeba było dwa razy powta­rzać. Pocią­gnął ją za rękę, zmu­sza­jąc do wsta­nia, zła­pał w obję­cia i mocno poca­ło­wał w usta. Potem w męskim zapale uniósł Basię i okrę­cił dookoła, wzbu­dza­jąc zain­te­re­so­wa­nie zaspa­nych pasa­że­rów.

-?Chyba nie­któ­rzy nam zazdrosz­czą takiego powi­ta­nia -?stwier­dziła, choć taka spon­ta­niczna reak­cja Pio­tra jej paso­wała. Ona też przez ostat­nie mie­siące stę­sk­niła się za nim, za ich dłu­gimi roz­mo­wami, jego doty­kiem. Fak­tycz­nie chciała z nim być.

Aku­rat zwol­niło się miej­sce na ławce i mogli usiąść obok sie­bie. Dopiero wtedy zauwa­żyła zasi­nie­nia i wybro­czyny na jego pra­wej ręce.

-?Boże, co ci się stało? -?Nie dostrze­gła tego pod­czas ich roz­mowy poprzed­niego wie­czoru, ale wtedy Piotr miał na sobie cienką kurtkę. - Czemu nic nie powie­dzia­łeś?

-?Nie chcia­łem cię mar­twić, wia­domo, jak reagują kobiety... Więc było tak: wsia­da­łem w Kijo­wie do samo­chodu, jakiś sza­lony moto­cy­kli­sta prze­je­chał zbyt bli­sko, no i dosta­łem kie­row­nicą w rękę. Poje­cha­łem do szpi­tala, powie­dzieli, że wszystko jest w porządku, a te ślady na pewno nie­długo znikną.

-?Pio­truś, mie­li­śmy mówić sobie wszystko. -?Basia ener­gicz­nie pogro­ziła mu pal­cem. -?Powin­nam wie­dzieć, co się dzieje z moim part­ne­rem... - prze­rwała, uprzy­tam­nia­jąc sobie, że sama nie zasto­so­wała się do tej reguły. Musiała zmie­nić temat. -?A niby skąd ty masz takie doświad­cze­nie z kobie­tami, mój miły? "Wia­domo, jak reagują"? W Ukra­inie mówi­łeś, że żad­nych kobiet w twoim życiu dotąd nie było, tylko praca i praca.

-?Tak tylko mi się powie­działo. A poza tym jakieś kobiety były, mama, bab­cie... -?Sam nie chciał cią­gnąć tematu, który był zbyt bli­sko zda­rze­nia w Kijo­wie, rozej­rzał się więc, szu­ka­jąc pomy­słu, jak zmie­nić wątek. - Czyli lecimy? -?Popa­trzył na Basię z tym swoim cha­rak­te­ry­stycz­nym, słod­kim uśmie­chem.

Pomy­ślała, że ta sama rado­sna mina pod­trzy­my­wała ją na duchu w trud­nych chwi­lach prze­dzie­ra­nia się przez front rosyj­sko-ukra­iń­ski, gdy bała się, że wpadną w łapy rosyj­skich opraw­ców. To zamknięty roz­dział, a my musimy szybko zapo­mnieć o tym kosz­ma­rze, stwier­dziła w duchu, choć wie­działa, że obrazy tra­ge­dii, z któ­rymi się zetknęli, jesz­cze długo będą do nich wra­cać.

-?Wyobraź sobie, że lecimy! Cho­ciaż sta­no­wi­ska odpraw na nasz odlot jesz­cze nie zostały wyzna­czone. -?Odru­chowo spoj­rzała na tablicę infor­ma­cyjną.

-?Basiu, a czy mogła­byś mi wytłu­ma­czyć w spo­sób zro­zu­miały dla prze­cięt­nego faceta, dla­czego wła­ści­wie lecimy na Fuer­te­ven­turę, mimo że jesz­cze trzy tygo­dnie temu mie­li­śmy zare­zer­wo­wane waka­cje na Domi­ni­ka­nie?

Wró­ciła wzro­kiem do jego uśmiech­nię­tej twa­rzy. Cho­ler­nie jej się podo­bał. Ale musiała być rze­czowa i na razie uni­kać draż­li­wego tematu.

-?Mój ty prze­cięt­niaku, już ci prze­cież mówi­łam, że bar­dziej przy­padł mi do gustu hotel w Playa de Jan­dia, przy samej plaży, w pięk­nym ogro­dzie pal­mo­wym, i jego cudowna oko­lica. A drinki w tam­tej­szych barach to podobno czy­sta poezja. No i nie jest tak gorąco i wil­gotno jak na Domi­ni­ka­nie. Na Kana­rach zawsze czuć przy­jemną bryzę od oce­anu.

-?Od dwóch mie­sięcy podob­nie pia­łaś z zachwytu nad hote­lem na Domi­ni­ka­nie. Nie chcę być małost­kowy, ale skąd ta nagła zamiana?

Dobry wykręt, aby nie kon­ty­nu­ować tego tematu, poja­wił się jak na zawo­ła­nie. Na tablicy wyświe­tliły się wła­śnie numery sta­no­wisk odprawy samo­lotu linii Enter Air do Puerto del Rosa­rio.

-?O, jest sygnał do odprawy! -?ogło­siła Basia pod­eks­cy­to­wa­nym gło­sem i wstała, cią­gnąc Pio­tra za rękę. -?Sta­no­wi­ska dwie­ście czter­na­ście do dwie­ście szes­na­ście. Idziemy, nie chcę być na końcu.

Piotr o nic już nie dopy­ty­wał. Oboje chwy­cili za rączki swo­ich wali­zek i ruszyli w głąb ter­mi­nala.

Godzina 4.10 Salon VIP, Lot­ni­sko Cho­pina w War­sza­wie

Kre­mowo-nie­bie­ska kolo­ry­styka wnę­trza salo­nów strefy VIP współ­grała z ele­ganc­kimi obi­ciami wygod­nych mebli i ciem­nym odcie­niem drew­nia­nych rega­łów na książki. O tak wcze­snej porze pomiesz­cze­nia były nie­mal puste, jeśli nie liczyć dwóch osób z per­so­nelu.

Wice­mi­ni­ster Andrzej Tro­icki wraz z rodziną szedł za ste­war­dem aż do zatoczki wyzna­czo­nej przez dwie kanapy i kilka foteli. Syn i córka bez waha­nia rzu­cili się na mięk­kie meble, szu­ka­jąc oka­zji, żeby jesz­cze chwilę podrze­mać. Aż do odlotu rodzice mieli z nimi spo­kój, zamó­wili więc po fili­żance cap­puc­cino.

-?Faj­nie tak się żyje. -?Anna Tro­icka z zain­te­re­so­wa­niem roz­glą­dała się po wnę­trzu. Była tu pierw­szy raz. -?Mogę tak zawsze... -?Ziew­nię­cie prze­szko­dziło jej w kon­ty­nu­owa­niu myśli, ale mąż dosko­nale ją rozu­miał. Oboje pocho­dzili z Rud­nik, małej wio­ski w powie­cie łosic­kim, gdzie luk­su­sów nie było. Dla dwu­stu miesz­kań­ców nawet pobli­skie Łosice ze swoim zalud­nie­niem na pozio­mie nie­ca­łych sied­miu tysięcy osób wyda­wały się metro­po­lią, nie wspo­mi­na­jąc o jesz­cze więk­szych Sie­dl­cach poło­żo­nych tro­chę dalej.

Andrzej po ogól­niaku wyje­chał na stu­dia do sto­licy i szybko zła­pał bak­cyla życia w wiel­kim mie­ście. Rodzice go finan­so­wali, bo mieli z czego. Gdy ukoń­czył stu­dia z zakresu finan­sów i rachun­ko­wo­ści w Szkole Głów­nej Han­dlo­wej, ojciec i matka z dumą poka­zy­wali jego dyplom sąsia­dom w Rud­ni­kach. Szybko zna­lazł pracę w jed­nej z naj­więk­szych firm con­sul­tin­go­wych. Wstą­pił do Pol­skiego Stron­nic­twa Naro­do­wego, ponie­waż idee nacjo­na­li­styczne zawsze były mu bli­skie. Nie zapo­mniał o swo­jej pierw­szej miło­ści, Annie, która chęt­nie zgo­dziła się na wspólne życie z nim i prze­pro­wadzkę do sto­licy. Uro­dziło im się dwoje dzieci - czter­na­sto­letni dziś Sta­ni­sław i o cztery lata młod­sza Justyna. W audy­cie nie zro­bił osza­ła­mia­ją­cej kariery, co nie­ocze­ki­wa­nie zre­kom­pen­so­wało mu człon­ko­stwo w par­tii. Przed ostat­nimi wybo­rami par­la­men­tar­nymi wszedł do zarządu. PSN dołą­czyło do sze­ro­kiej koali­cji ugru­po­wań naro­do­wych i nie­ocze­ki­wa­nie dla sie­bie samego Tro­icki zdo­był man­dat. W sej­mie się nie wyróż­niał, podob­nie jak pozo­stali trzej człon­ko­wie par­tii, z któ­rymi stwo­rzył koło posel­skie. Wkrótce został wice­prze­wod­ni­czą­cym stron­nic­twa, co przy­nio­sło mu korzyść, kiedy par­tia rzą­dząca zaczęła mieć pro­blemy z więk­szo­ścią w par­la­men­cie. Zor­ga­ni­zo­wała "łapankę" na poten­cjal­nych sojusz­ni­ków, która spo­tkała się z pozy­tywną odpo­wie­dzią PSN. Jego wła­dze nie nale­żały do ide­ow­ców, a sta­no­wi­ska i kasa zde­cy­do­wały. Zaczęli wspie­rać par­tię rzą­dzącą w gło­so­wa­niach. Jako wice­li­der stron­nic­twa szybko dostał pro­po­zy­cję obję­cia sta­no­wi­ska w rzą­dzie, którą z rado­ścią przy­jął. Został sekre­ta­rzem stanu w Kan­ce­la­rii Pre­zesa Rady Mini­strów, zastępcą mini­stra cyfry­za­cji. Był szczę­śliwy i dumny, nad­zo­ro­wał klu­czowe depar­ta­menty: cyber­bez­pie­czeń­stwa, zarzą­dza­nia danymi i zarzą­dza­nia sys­te­mami. Kupili na kre­dyt nowe czte­ro­po­ko­jowe miesz­ka­nie i stali się "elitą wła­dzy", jak po cichu żar­to­wał z Anią. Choć tak naprawdę sta­no­wi­sko mini­ste­rialne bar­dzo mu impo­no­wało, a jego żonie nawet jesz­cze bar­dziej. Miesz­kań­com Rud­nik ode­brało mowę na wieść o karie­rze, jaką zro­bił syn sąsia­dów.

Dzi­siaj wybie­rali się na wspa­niale zapo­wia­da­jący się urlop, który przy oka­zji miał zagwa­ran­to­wać Tro­ic­kiemu nowe osią­gnię­cia i -?jak ocze­ki­wał -?przy­nieść solidny zastrzyk pie­nię­dzy, który bar­dzo by mu się przy­dał. Nasłu­chał się od aktyw­nych na are­nie mię­dzy­na­ro­do­wej kole­gów, jakich korzy­ści można ocze­ki­wać ze strony majęt­nych orga­ni­za­cji poza­rzą­do­wych, zain­te­re­so­wa­nych współ­pracą z waż­nymi poli­ty­kami z obcych kra­jów. W końcu pomi­ja­jąc satys­fak­cję z budo­wa­nia pozy­cji w zagra­nicz­nych orga­ni­za­cjach, kwe­stia spłaty kre­dytu pochła­nia­ją­cego znaczną część jego mini­ste­rialno-posel­skich docho­dów sta­no­wiła stałą przy­czynę jego nie­po­koju. Kaden­cja obec­nego sejmu kie­dyś się zakoń­czy, a on może nie zostać ponow­nie wybrany. Czę­sto zada­wał sobie pyta­nie, co wtedy? I zazwy­czaj nie znaj­do­wał na nie żad­nej opty­mi­stycz­nej odpo­wie­dzi.

Godzina 4.30 Lot­ni­sko Cho­pina w War­sza­wie

Samotny męż­czy­zna w pognie­cio­nym ubra­niu wstał z meta­lo­wej ławki i powoli ruszył za podróż­nymi kie­ru­ją­cymi się do sta­no­wisk odprawy samo­lotu odla­tu­ją­cego na Fuer­te­ven­turę. W znacz­nej odle­gło­ści przed sobą widział młodą kobietę i wyso­kiego męż­czy­znę cią­gną­cego od pew­nej chwili dwie walizki. Nie musiał się spie­szyć -?wie­dział, dokąd zmie­rzają, a jego zada­nie nie wyma­gało dogo­nie­nia ich. Kiedy zoba­czył długą kolejkę do sta­no­wisk dwie­ście czter­na­ście do dwie­ście szes­na­ście, zatrzy­mał się obok słupa pod­trzy­mu­ją­cego dach hali i spo­koj­nie obser­wo­wał inte­re­su­jącą go parę. Musiał tylko dopil­no­wać, by odle­cieli, a potem prze­ka­zać infor­ma­cję na ten temat.

TRZY MIESIĄCE WCZEŚNIEJ

11 marca 2022 roku, godzina 11.10 Ural, pre­zy­dencki bun­kier

Pre­zy­dent Fede­ra­cji Rosyj­skiej Wła­di­mir Putin deli­kat­nie odsta­wił na blat sto­lika fili­żankę z por­ce­lany miśnień­skiej. Uniósł pod­stawkę i z lubo­ścią spoj­rzał na sygna­turę na jej spo­dzie. Dwa skrzy­żo­wane mie­cze - ele­ment z tar­czy her­bo­wej elek­to­rów saskich -?potwier­dzały auten­tycz­ność wyrobu. Litery FA wska­zy­wały, że ten rzadki egzem­plarz był prze­zna­czony na stół pol­skiego monar­chy Augu­sta III Sasa. Przy­naj­mniej w sie­dem­na­stym wieku mogło powstać coś waż­nego i pięk­nego pod rzą­dami pol­skiego króla, pomy­ślał Putin. W dzi­siej­szych cza­sach we wła­snym kraju Polacy nie są w sta­nie nawet nor­mal­nie żyć. Uśmiech­nął się zło­śli­wie i wró­cił myślami do por­ce­lany i Augu­sta. Bez udziału Rosji nawet tego władcy by nie było, w końcu to pod osłoną rosyj­skiego kor­pusu ogło­szono go kró­lem. Następ­nie przy­jął wygodną pozy­cję na fotelu, by kon­ty­nu­ować roz­mowę.

-?Czy mówi­łem ci, Arka­diju Wisar­jo­no­wi­czu, że pro­ces pro­duk­cji por­ce­lany w Miśni został odkryty pod­czas prac nad sztuką wytwo­rze­nia złota z metali nie­szla­chet­nych? -?zagaił.

-?Nie, panie pre­zy­den­cie.

-?Doko­nał tego w tysiąc sie­dem­set ósmym roku Ehren­fried Wal­ther von Tschirn­haus, choć nie­któ­rzy bada­cze twier­dzą, że ojcem por­ce­lany był alche­mik Johann Frie­drich Böttger. W szystko jedno, fak­tem jest, że pra­co­wali wspól­nie w labo­ra­to­rium w zamku Albrechts­burg w Miśni. Prawda, że to czy­ste piękno? -?Putin wycią­gnął rękę z fili­żanką w stronę swo­jego roz­mówcy.

-?Fak­tycz­nie, okaz godny podziwu. -?Gene­rał Arka­dij Duchow poki­wał z uzna­niem głową, choć o sztuce, a tym bar­dziej o por­ce­la­nie miśnień­skiej nie miał bla­dego poję­cia. Wie­dział nato­miast, że Wła­di­mir Wła­di­mirowicz uwiel­bia przed­mioty dro­gie i rzad­kie, a od czasu swo­jego pię­cio­let­niego pobytu w NRD, jako ofi­cer KGB, był zako­chany w por­ce­la­nie wypro­du­ko­wa­nej w Miśni. Kie­dyś tylko podzi­wiał, teraz było go stać na takie zabytki. Miał nawet spe­cjal­nego asy­stenta wyszu­ku­ją­cego uni­ka­towe egzem­pla­rze por­ce­lany poja­wia­jące się na świa­to­wych aukcjach.

Duchow się­gnął po sto­jącą przed nim fili­żankę. Wyglą­dała iden­tycz­nie jak ta, z któ­rej kawę pił pre­zy­dent, ale tajem­nicą poli­szy­nela było, że tylko Putin pija z ory­gi­nal­nych naczyń, a jego gościom poda­wane są dosko­nale pod­ro­bione fal­sy­fi­katy. Gdyby Duchowa zapy­tano, w czym woli pić kawę, świa­do­mie wybrałby pod­róbkę w oba­wie o moż­li­wość przy­pad­ko­wego stłu­cze­nia zabyt­ko­wego egzem­pla­rza i nega­tywne kon­se­kwen­cje takiej nie­ostroż­no­ści. Pomi­ja­jąc kwe­stię zastawy, był zado­wo­lony, że pre­zy­dent nie sto­so­wał już środ­ków ostroż­no­ści z nie­daw­nego okresu pan­de­mii, gdy wzy­wani do niego ofi­cjele musieli prze­cho­dzić długą kwa­ran­tannę, a kiedy w końcu docho­dziło do spo­tka­nia z władcą, roz­mówcy sie­dzieli w odle­gło­ści około pięt­na­stu metrów od sie­bie. Taka sytu­acja nega­tyw­nie wpły­wała na prze­bieg roz­mów i cał­ko­wi­cie wyklu­czała nawet pozory pouf­no­ści.

Putin wró­cił do pod­su­mo­wa­nia ich spo­tka­nia:

-?Arka­diju Wisar­jo­no­wi­czu, omó­wi­li­śmy już naj­waż­niej­sze zada­nia dla cie­bie i naszej uko­cha­nej służby. -?Pre­zy­dent czę­sto sta­rał się pod­kre­ślać swoje nie­prze­rwane związki z wywia­dem. Podob­nie zacho­wy­wał się już wcze­śniej, pod­czas ich roz­mowy trwa­ją­cej ponad dwie godziny, która praw­do­po­dob­nie zbli­żała się do wycze­ki­wa­nego przez Duchowa finału. Tego momentu spo­tka­nia z pre­zy­den­tem szcze­gól­nie się oba­wiał, ponie­waż Putin czę­sto na koniec zosta­wiał naj­trud­niej­sze tematy. -?W obli­czu pro­wa­dzo­nej przez nas ope­ra­cji w Ukra­inie, a szcze­gól­nie zma­so­wa­nych dzia­łań USA i innych zachod­nich wywia­dów, wasza praca ma ogromne zna­cze­nie. Służba Wywiadu Zagra­nicz­nego, nawet bar­dziej niż dawna KGB, jest i musi być nie­na­ru­szalną pod­stawą ist­nie­nia Rosji. Wiem, że to rozu­miesz i w pełni podzie­lasz moje zda­nie. Znamy się już ponad czter­dzie­ści lat, nie­jedne koleje losu dzie­li­li­śmy. Dla­tego posta­wi­łem na cie­bie w roli dyrek­tora SWR. Jestem pewien, że nie popeł­nisz takich błę­dów jak twoi poprzed­nicy. Nie zawiedź mnie.

Ostat­nie zda­nie, wypo­wie­dziane z pozoru ser­decz­nym tonem, zawie­rało w sobie jed­no­znaczną groźbę. Duchow zda­wał sobie z tego sprawę, w końcu funk­cjo­no­wał w rosyj­skim wywia­dzie od wielu lat i widział już upa­dek nie­jed­nej kariery. Szczę­śli­wie nie były to czasy, gdy dymi­sja z rzą­do­wego sta­no­wi­ska ozna­czała spo­tka­nie twa­rzą w twarz z plu­to­nem egze­ku­cyj­nym, ale zemsta dyk­ta­tora w postaci ode­bra­nia eme­ry­tury i zgro­ma­dzo­nego majątku była per­spek­tywą mro­żącą krew w żyłach, szcze­gól­nie gdy uka­rany miał na karku sześć­dzie­siątkę i brak jakich­kol­wiek moż­li­wo­ści zarob­ko­wa­nia. Kiedy został nie­ofi­cjal­nie powia­do­miony, że pre­zy­dent wybrał go na nowego szefa wywiadu, nie wie­dział, czy ma się cie­szyć, czy bar­dziej oba­wiać o swój los w razie fia­ska któ­rejś z ope­ra­cji, o co nie było tak trudno. Wła­ści­wie przy­jął sta­no­wi­sko dyrek­tora, bo odmowa była dla niego nie mniej groźna niż ewen­tu­alna porażka na sta­no­wi­sku.

-?Wła­di­mi­rze Wła­di­mi­ro­wi­czu, zapew­niam cię, że tak jak kie­dyś okre­ślano naszą KGB, będę "tar­czą i mie­czem" dla was. -?Celowo nawią­zał do sym­bolu roz­wią­za­nej w 1991 roku służby, licząc, że taka dumna dekla­ra­cja spodoba się Puti­nowi. -?Bez waha­nia wyko­nam wszyst­kie powie­rzone mi zada­nia.

Mar­twa mina pre­zy­denta nie pozwa­lała na ocenę, czy łyk­nął zapew­nie­nia nowego dyrek­tora wywiadu. Od jakie­goś czasu mie­wał takie dziwne zacho­wa­nia, jakby nagle się wyłą­czał. Poja­wiły się nawet plotki, że to objawy jakie­goś neu­ro­lo­gicz­nego scho­rze­nia, choć nikt nie był na tyle odważny, aby zasu­ge­ro­wać przy­wódcy bada­nie u spe­cja­li­sty.

Duchow zaczął powoli wsta­wać z fotela, gdy nagle zauwa­żył zmianę na twa­rzy Putina.

-?Nie tak szybko, przy­ja­cielu. -?Władcy albo coś się przy­po­mniało, albo celowo zwle­kał. -?Poza waż­nymi stra­te­gicz­nymi i tak­tycz­nymi zada­niami jest jesz­cze jedna sprawa, którą musisz dla mnie zała­twić. Przy­znaję, że to wstyd, iż przy­wódca mocar­stwa ma podobne pro­blemy. Pamię­tasz oczy­wi­ście tę aferę, za którą pole­ciał twój poprzed­nik? -?Pyta­nie było reto­ryczne. Nie tylko ofi­ce­ro­wie rosyj­skiego wywiadu, ale widzo­wie na całym świe­cie mieli oka­zję oglą­dać na ekra­nach swo­ich tele­wi­zo­rów kom­pro­mi­ta­cję SWR, do któ­rej doszło na początku inter­wen­cji Rosji w Ukra­inie. Misterna zasadzka FSB na ofi­ce­rów pol­skiego wywiadu, mająca dostar­czyć waż­nych pro­pa­gan­dowo argu­men­tów uza­sad­nia­ją­cych atak na Ukra­inę, zakoń­czyła się fia­skiem i zabój­stwem funk­cjo­na­riu­szy tej służby przez ludzi SWR, na czele któ­rych stał nie­sław­nej pamięci puł­kow­nik Michaił Sawin. Nie­udany pościg za Pola­kami na tere­nie obwodu doniec­kiego, a potem w rejo­nach fron­to­wych i osta­tecz­nie w Mariu­polu, spo­wo­do­wał, że wywiad rosyj­ski stał się powszech­nym pośmie­wi­skiem. W kon­se­kwen­cji uzy­ska­nych przez pol­skich szpie­gów zeznań Sawina dekon­spi­ru­ją­cych tajne dzia­ła­nia na tere­nie Pol­ski doszło do ujaw­nie­nia rosyj­skiej siatki w War­sza­wie. W efek­cie Putin zdy­mi­sjo­no­wał całe kie­row­nic­two SWR, a nie­szczę­sny Sawin tra­fił do kolo­nii kar­nej na Dale­kiej Pół­nocy. Kole­dzy uwa­żali, że miał wiel­kie szczę­ście, iż zacho­wał życie.

-?Pamię­tam, choć wolał­bym zapo­mnieć, że takie zda­rze­nia w ogóle miały miej­sce -?odparł Duchow.

-?Nie­stety, nasza służba została zhań­biona. -?Gry­mas ust pre­zy­denta pod­kre­ślił zna­cze­nie jego wypo­wie­dzi. -?Nie możemy pozwo­lić, żeby ktoś pluł nam w twarz. My nie zapo­mi­namy takich znie­wag. Nie­udacz­nicy już ode­szli i ponie­śli karę. Sprawca jest na pół­nocy i mam nadzieję, że bar­dzo cierpi. Pozo­staje kwe­stia wyrów­na­nia rachun­ków z Pola­kami. Ich wła­dze puszą się swoim zaan­ga­żo­wa­niem w pomoc Ukra­inie i za to też kie­dyś nam zapłacą. Ale w tej chwili myślę o tej dwójce, która upo­ko­rzyła SWR. Szcze­gól­nie cho­dzi mi o tę młodą bladź.

Duchow się domy­ślał, czego zażąda pre­zy­dent, ale posta­no­wił nie być zbyt wyrywny.

-?Pamię­tasz kodeks Ham­mu­ra­biego? -?zapy­tał nie­ocze­ki­wa­nie Putin.

-?Nie jestem spe­cja­li­stą od prawa sta­ro­żyt­nego... -?stwier­dził ostroż­nie dyrek­tor.

-?Nie trzeba być żad­nym spe­cja­li­stą! -?Iry­ta­cja pobrzmie­wała w sło­wach i była widoczna na twa­rzy Wła­di­mira Wła­di­mi­ro­wi­cza. -?Każdy uczeń sły­szał o pra­wie talionu: kara powinna być równa winie. Oko za oko, ząb za ząb.

-?A, to! -?Duchow klep­nął się w czoło. -?Oczy­wi­ście, że pamię­tam. Każdy to zna.

-?I wła­śnie o to mi cho­dzi -?zade­kla­ro­wał spo­koj­nie Putin. -?Czas przy­po­mnieć tę zasadę sobie i innym. Wina tej bla­dzi i jej przy­du­pasa jest ogromna i jed­no­znaczna. Za to musi ich spo­tkać zasłu­żona kara.

-?Bez­dy­sku­syj­nie, zli­kwi­du­jemy ich. Zaraz się za to zabie­rzemy.

-?Macie to zro­bić, ale na spo­koj­nie i po cichu. Naj­pierw roz­po­znać wszyst­kie moż­liwe szcze­góły ich życia, przy­go­to­wać ope­ra­cję i sku­tecz­nie ją zre­ali­zo­wać. Tak jak pra­cuje wywiad, jak dzia­ła­li­śmy w naszej KGB. I macie to zała­twić w taki spo­sób, żeby świa­towe media nie miały nawet cie­nia podej­rze­nia, że to nasza robota. Wypadki czę­sto się zda­rzają i trudno im zapo­biec. Rozu­miesz?

-?Oczy­wi­ście, Wła­di­mi­rze Wła­di­mi­ro­wi­czu.

-?A teraz cię żegnam. Wra­caj do Jasie­niewa i bierz się do pracy. Cze­kam na dobre infor­ma­cje. I pamię­taj, oko za oko, ząb za ząb. Ta zasada doty­czy obcych, ale odnosi się też do swo­ich.

21 marca 2022 roku, godzina 10.00 War­szawa, Amba­sada Fede­ra­cji Rosyj­skiej

Jew­gie­nij Kry­łow, rezy­dent SWR w War­sza­wie, usły­szał puka­nie do drzwi swo­jego gabi­netu. Tro­skli­wie zło­żył czy­tany raport jed­nego z ofi­ce­rów, wsu­nął go do teczki i zawo­łał:

-?Pro­szę.

W progu sta­nął nie­pew­nie pierw­szy sekre­tarz Paweł Jaku­szyn. Kry­łow wie­dział, że jego pod­władny jedy­nie pozo­ruje pokorę. Tak naprawdę Jaku­szyn był wyra­cho­wa­nym ofi­ce­rem dążą­cym do osią­gnię­cia suk­cesu. Syn wyso­kiego urzęd­nika admi­ni­stra­cji pre­zy­denc­kiej, bar­dzo dobrze oce­niany w trak­cie szko­le­nia wywia­dow­czego i z pozy­tywną opi­nią za prze­bieg pierw­szej pracy na pla­cówce w Wil­nie, kilka dni temu zastą­pił w skła­dzie rezy­den­tury Andrieja Archi­powa. O nim i jego sza­leń­czych wyczy­nach Kry­łow sta­rał się zapo­mnieć. Pro­wa­dząc waż­nego agenta o pseu­do­ni­mie "Spring", Archi­pow dał się wcią­gnąć w pułapkę zor­ga­ni­zo­waną przez pol­ski kontr­wy­wiad wspól­nie z ofi­ce­rami Agen­cji Wywiadu Bar­barą Szy­mań­ską i Pio­trem Adam­skim. Gdy wyma­wiał w myślach te nazwi­ska, miał ochotę splu­nąć ze wstrę­tem, pomny tego, jak ci dwoje ujaw­nili dzia­ła­nia SWR w oko­li­cach Doniecka i kie­ro­wa­nej przez Kry­łowa siatki w Pol­sce. Byli jego oso­bi­stymi wro­gami, bo to przez ich pro­wo­ka­cję zgi­nął "Spring", Archi­pow został ranny i musiał być awa­ryj­nie ewa­ku­owany do Rosji, a dal­sza kariera samego Kry­łowa sta­nęła pod dużym zna­kiem zapy­ta­nia. Do tej chwili nie mógł uwie­rzyć, że nie został kar­nie odwo­łany do cen­trali.

Paweł Jaku­szyn brał udział w ope­ra­cjach likwi­da­cji poli­tycz­nych prze­ciw­ni­ków Rosji oraz osób, które nara­ziły się kie­row­nic­twu SWR. Rezy­dent podej­rze­wał, że te doświad­cze­nia mogły być waż­nym powo­dem dele­go­wa­nia go do War­szawy. Prze­ma­wiał za tym rów­nież bar­dzo krótki okres przy­go­to­wań Jaku­szyna przed wyjaz­dem. Dwa tygo­dnie nie pozwa­lały na zebra­nie kom­plet­nej wie­dzy -?nor­mal­nie wyma­gało to trzech do czte­rech mie­sięcy. Jego ocenę potwier­dzała depe­sza, którą dzi­siaj dostał.

-?Otrzy­ma­li­śmy wła­śnie depe­szę z cen­trali. Zakła­dam, że nie będziesz nią zasko­czony. To bar­dzo ważne zada­nie dla cie­bie, ale też dla naszej służby. Masz, czy­taj.

Gdy Kry­łow podał mu odszy­fro­waną depe­szę, Jaku­szyn spoj­rzał na kartkę.

Pole­camy pod­jąć natych­mia­stowe roz­pra­co­wa­nie figu­ran­tów "Rosa" i "Don­key" (dane szy­frem rezy­denc­kim -?Bar­bara Szy­mań­ska -?"Rosa"; Piotr Adam­ski -?"Don­key"). Oboje objąć ści­słą obser­wa­cją i gro­ma­dzić wszel­kie moż­liwe infor­ma­cje na ich temat. Zada­niem rezy­den­tury jest wypra­co­wa­nie sytu­acji pozwa­la­ją­cej na likwi­da­cję "R" i "D" w spo­sób unie­moż­li­wia­jący połą­cze­nie tego dzia­ła­nia z naszą służbą. Ocze­ku­jemy na infor­ma­cje i wnio­ski, dzięki któ­rym cen­trala podej­mie decy­zję co do miej­sca i spo­sobu reali­za­cji ope­ra­cji. Zakła­damy, że powinna się ona odbyć poza Pol­ską, choć w razie zaist­nie­nia dogod­nej sytu­acji dopusz­czamy jej prze­pro­wa­dze­nie w kraju waszego urzę­do­wa­nia. Za pro­wa­dze­nie roz­pra­co­wa­nia odpo­wie­dzialny będzie "Chart". Rezy­dent oraz pozo­stali ofi­ce­ro­wie powinni udzie­lić mu wszel­kiej pomocy. Sprawę należy trak­to­wać jako prio­ry­te­tową.

Pierw­szy sekre­tarz odło­żył doku­ment na biurko. Uniósł głowę, patrząc na prze­ło­żo­nego. "Chart" był pseu­do­ni­mem wła­śnie Pawła Jaku­szyna. Kry­łow nie miał zamiaru zaak­cep­to­wać roli pomoc­nika wzglę­dem młod­szego ofi­cera. Nawet jeżeli w rezul­ta­cie miałby ponieść kon­se­kwen­cje ze strony kie­row­nic­twa SWR.

-?Jeżeli uczest­ni­czy­łeś w jakichś usta­le­niach w Jasie­nie­wie, to chcę, żebyś mnie o nich natych­miast poin­for­mo­wał. A wszystko, co będziesz robił w tej spra­wie, masz szcze­gó­łowo uzgad­niać ze mną. Słu­cham. -?Wbił wzrok w twarz pod­wład­nego.

-?Towa­rzy­szu puł­kow­niku, tuż przed moim wyjaz­dem do Pol­ski zosta­łem wezwany do szefa Zarządu Kontr­wy­wiadu Zagra­nicz­nego. Otrzy­ma­łem całość mate­ria­łów zgro­ma­dzo­nych w związku ze sprawą prze­ciwko obojgu pol­skim szpie­gom: szcze­gó­łowe raporty Fede­ral­nej Służby Bez­pie­czeń­stwa oraz rela­cje z dzia­łań puł­kow­nika Micha­iła Sawina i towa­rzy­szą­cych mu funk­cjo­na­riu­szy. Także wasze raporty z tego, co wyda­rzyło się w War­sza­wie. Załącz­ni­kami były zapisy rela­cji tele­wi­zyj­nych doty­czą­cych dzia­łań zarówno na tere­nach rosyj­skich, jak i w Pol­sce. Szef Zarządu poin­for­mo­wał mnie, że eli­mi­na­cja "Rosy" i "Don­keya" jest klu­czowa dla naszej służby, a moje zaan­ga­żo­wa­nie w sprawę sta­nowi pod­stawę dla dele­go­wa­nia mnie do War­szawy. Mia­łem zapo­znać się z mate­ria­łami i być gotowy do dzia­ła­nia na tere­nie Pol­ski. Poin­for­mo­wano mnie, że pole­ce­nie dla rezy­den­tury dopiero zosta­nie wysłane. I jesz­cze jedno. Zosta­łem "po cichu" powia­do­miony, że podobno reali­za­cją ope­ra­cji jest oso­bi­ście zain­te­re­so­wany nasz pre­zy­dent. To wszystko.

-?Zro­zu­mia­łem. -?Rezy­dent ważył słowa. Nie wie­dział, czy usły­szał całą prawdę, ale prę­dzej czy póź­niej dowie się o tym. Miał zaufa­nych kole­gów w cen­trali. Posta­no­wił udać, że wie­rzy w słowa Jaku­szyna. -?Liczę, że będziesz postę­po­wał zgod­nie z zasa­dami hie­rar­chii w rezy­den­tu­rze. Jeśli wydaje ci się, że samo­dziel­nie możesz odnieść suk­ces, to jest to mrzonka mło­dego ofi­cera. Przy­po­mnij sobie wpadkę Archi­powa. Tylko w zespole możesz zre­ali­zo­wać to zada­nie.

-?Tak jest, panie puł­kow­niku. -?Powaga w gło­sie ofi­cera była jed­no­znaczna. Na ile grał swoją rolę wobec prze­ło­żo­nego, miało się dopiero oka­zać.

Przy­naj­mniej nie pró­bo­wał powo­ły­wać się na korzystne dla sie­bie sfor­mu­ło­wa­nia zawarte w depe­szy, stwier­dził z zado­wo­le­niem rezy­dent, po czym wyjął z sejfu teczkę z doku­men­tami i podał ją Paw­łowi.

-?Tu masz robo­cze notatki swo­jego poprzed­nika Archi­powa. Zwra­cam twoją uwagę na moż­li­wość korzy­sta­nia z Wywia­downi Han­dlo­wej TROP, znaj­du­ją­cej się w Raszy­nie. Jej wła­ści­ciel Janusz Kruk, poli­cjant zmu­szony do odej­ścia na eme­ry­turę za pijań­stwo, czego swoją drogą nie mógł wyba­czyć prze­ło­żo­nym, wła­dzy i "temu gów­nia­nemu kra­jowi", jak czę­sto mówił, oczy­wi­ście nie wie, kto zleca mu zada­nia. TROP zna­lazł jeden z ofi­ce­rów rezy­den­tury wystę­pu­jący pod legendą biz­nes­mena z RPA. Poli­cjant zaak­cep­to­wał wszyst­kie posta­wione warunki pouf­no­ści współ­pracy i o nic nie pytał, a za swoją robotę dostaje sporą kasę. Która, jak oce­niamy, jest zazwy­czaj jedy­nym docho­dem detek­tywa. Mamy na niego haki, gdyby posta­no­wił być nie­grzeczny. Wpraw­dzie dostaje tyle forsy, że jest na naszej smy­czy, ale nie zaszko­dzi, żebyś go na wstę­pie jesz­cze spraw­dził.

-?Dzię­kuję za pomoc, panie puł­kow­niku.

-?Mam nadzieję, że nie zle­cono ci doko­na­nia zabójstw obojga Pola­ków? - Kry­łow uważ­nie obser­wo­wał reak­cję "Charta".

-?Nie. I ni­gdy dotąd samo­dziel­nie nie reali­zo­wa­łem likwi­da­cji figu­ran­tów. -?Paweł patrzył mu w oczy, co miało sta­no­wić wymowną dekla­ra­cję jego szcze­ro­ści. -?Uczest­ni­czy­łem w przy­go­to­wa­niach do podob­nych przed­się­wzięć, ale wyłącz­nie na eta­pie zbie­ra­nia infor­ma­cji o celach i pla­no­wa­niu samych ope­ra­cji.

-?Dobrze, zapo­znaj się z tym, co ci dałem, i dzia­łaj. Cen­trala nie wyzna­czyła żad­nych ter­mi­nów, co moim zda­niem ozna­cza, że ope­ra­cja ma być przy­go­to­wana spo­koj­nie i oczy­wi­ście per­fek­cyj­nie. Oso­bi­ście wolał­bym, aby została prze­pro­wa­dzona poza Pol­ską, bo w prze­ciw­nym razie cze­kają nas sądne dni.

-?Ja też jestem tego zda­nia -?zade­kla­ro­wał gor­li­wie Jaku­szyn. - Odmel­do­wuję się.

22 marca 2022 roku, godzina 11.30 War­szawa, Agen­cja Bez­pie­czeń­stwa Wewnętrz­nego

Puł­kow­nik Józef Sta­re­wicz, naczel­nik Wydziału Rosyj­skiego w Depar­ta­men­cie Kontr­wy­wiadu, wszedł do sekre­ta­riatu dyrek­tora. Na jego widok asy­stentka Dorota Wiśliń­ska uśmiech­nęła się ser­decz­nie. Wie­dział, że jego kla­syczny savoir-vivre, sto­so­wany kon­se­kwent­nie wobec funk­cjo­na­riu­szy wszyst­kich rang, przy­spa­rza mu sym­pa­tii. To czę­sto bar­dziej uła­twiało funk­cjo­no­wa­nie w Agen­cji niż próba wyeg­ze­kwo­wa­nia swo­jej pozy­cji w hie­rar­chii służ­bo­wej.

-?Dzień dobry, pani Doroto.

-?Dzień dobry, panie puł­kow­niku. Szef czeka na pana.

Zapu­kał i wszedł do gabi­netu. Puł­kow­nik Mak­sy­mi­lian Kopeć, dyrek­tor Depar­ta­mentu Kontr­wy­wiadu, pod­niósł głowę znad prze­glą­da­nych papie­rów.

-?Mel­duję się, dyrek­to­rze.

-?Tylko nie trza­skaj mi tu obca­sami, bo od rana łeb mi pęka -?popro­sił prze­ło­żony. Zamknął teczkę z papie­rami i pod­niósł plik doku­men­tów leżą­cych po pra­wej stro­nie sze­ro­kiego blatu. -?Mam dla cie­bie deli­katny temat -?zaczął, zer­k­nąw­szy na trzy­mane w ręku kartki. -?W sumie cie­kawy zbieg oko­licz­no­ści. Dosta­li­śmy ana­lizę z sek­cji do spraw kon­tak­tów i rów­no­le­gle pismo od mini­stra koor­dy­na­tora.

-?Ho, ho, to praw­dziwy zaszczyt. I wszystko dla mnie?

-?Józek, nie czas na żarty. A poza tym widzisz kogoś innego w tym pomiesz­cze­niu? -?Kopeć spra­wiał wra­że­nie, jakby zna­lazł się w nie­kom­for­to­wej sytu­acji. -?Mate­riały przej­rzysz już u sie­bie, ale chciał­bym, żebyś miał na uwa­dze pewne kwe­stie.

-?Zamie­niam się w słuch.

-?Pismo od mini­stra ma pozo­stać w two­jej sza­fie, a ze sprawą zapo­znaj tylko wybra­nego ofi­cera. Przed pod­ję­ciem jakich­kol­wiek czyn­no­ści musisz mnie poin­for­mo­wać, co i jak zamier­za­cie zro­bić. Ja sam otrzy­ma­łem podobne pole­ce­nie od szefa. Mamy pil­no­wać, aby nie doszło do jakie­goś prze­cieku, bo wtedy cała afera skupi się na nas.

-?Maks, a coś w ogóle możemy zro­bić? Bo z tego, co mówisz, wygląda, że zacho­wa­nie sprawy w tajem­nicy jest waż­niej­sze niż usta­le­nie cze­go­kol­wiek.

-?Nie prze­sa­dzaj. To ważne wytyczne, sam zro­zu­miesz po prze­czy­ta­niu doku­men­tów. W skró­cie: nasza wpadka może roz­bić koali­cję rzą­dzącą w kraju, a przy­naj­mniej jej zdol­ność do uchwa­la­nia ustaw.

-?Nie chcesz chyba powie­dzieć, że mamy roz­po­zna­wać związki z Rosja­nami któ­re­goś z lide­rów par­tii spra­wu­ją­cej wła­dzę?

Kopeć popa­trzył na naczel­nika z nie­jed­no­znaczną miną.

-?Jesteś bli­sko.

-?Ja pier­dolę... -?wymam­ro­tał Sta­re­wicz. -?Już kie­dyś mini­ster spraw wewnętrz­nych oskar­żył pre­miera, że ten był rosyj­skim agen­tem. Co prawda tamte zarzuty nie zostały potwier­dzone, ale jesz­cze długo był smród w kraju i nie tylko. Mam nadzieję, że nie przejdę do histo­rii w roli podob­nej do współ­pra­cow­ni­ków Andrzeja Mil­cza­now­skiego. Choć, jak zapewne pamię­tasz, udało mi się wspól­nie z Agen­cją Wywiadu wyeli­mi­no­wać zastępcę dyrek­tora Biura Depar­ta­mentu Bez­pie­czeń­stwa Naro­do­wego, wolał­bym się nie prze­ko­ny­wać, że nasz rząd jest naszpi­ko­wany mniej lub bar­dziej świa­do­mymi współ­pra­cow­ni­kami SWR.

-?Józek, spo­koj­nie. -?Dyrek­tor podał mu teczkę z doku­men­tami. -?Z tego, co tu prze­czy­tasz, aż tak daleko idą­cych wnio­sków nie można wycią­gnąć, ale sprawa jest poważna i trzeba ją zba­dać. Taka nasza rola. I choć nie mówimy o poli­tyku z pierw­szych stron gazet, to wciąż deli­katny temat. Prze­ana­li­zuj mate­riały i cze­kam na wnio­ski.

23 marca 2022 roku, godzina 5.00 War­szawa, ulica Miło­będzka

Wyglę­dów leży w pół­nocno-zachod­niej czę­ści war­szaw­skiego Moko­towa. Oto­czony jest przez Stary Moko­tów i Wierzbno, gra­ni­czy ze Słu­żew­cem, Okę­ciem oraz czę­ściowo z Ochotą. Miło­będzka sta­nowi jakby lekko pochy­loną gór­nym koń­cem w prawo oś tego obszaru. Po wybu­do­wa­niu szpi­tala MSWiA ta nie­po­zorna ulica nabrała zna­cze­nia, gdyż przez tylną bramę szpi­tala można wyje­chać wła­śnie na Miło­będzką. Przez lata pomię­dzy szpi­ta­lem a sta­dio­nem Gwar­dii znaj­do­wał się jeden ważny obiekt w postaci Biura Ochrony Rządu prze­mia­no­wa­nego nie­dawno na Służbę Ochrony Pań­stwa. Potem vis-a-vis bramy do lecz­nicy MSWiA, do nowo­cze­snego budynku z nume­rem 55 z Rako­wiec­kiej prze­niósł się pol­ski wywiad noszący od 2002 roku nazwę Agen­cja Wywiadu.

W zało­że­niu osób odpo­wie­dzial­nych za bez­pie­czeń­stwo AW i SOP wąska ulica pozba­wiona zato­czek do par­ko­wa­nia miała unie­moż­li­wiać usta­wie­nie jakie­go­kol­wiek samo­chodu, który zagra­żałby prze­cho­dzą­cym oso­bom lub umoż­li­wiał inwi­gi­la­cję samych obiek­tów czy ruchu ulicz­nego. I speł­ni­łaby te wyma­ga­nia, gdyby nie sąsia­du­jący teren szpi­tala, gdzie od strony Miło­będz­kiej wygo­spo­da­ro­wano duży par­king. Daw­niej wjazd samo­cho­dem na ten plac wią­zał się z koniecz­no­ścią posia­da­nia prze­pustki lub prze­ko­na­nia pra­cow­nika ochrony, że prze­wozi się osobę chorą, która nie jest w sta­nie dojść o wła­snych siłach do budyn­ków szpi­tal­nych. Od kilku lat szpi­tal -?ku zado­wo­le­niu pacjen­tów i ich opie­ku­nów -?posta­wił na komer­cja­li­za­cję terenu par­kingu, co w jed­nej chwili zni­we­czyło plany ochrony sie­dziby Agen­cji Wywiadu oraz obiektu Służby Ochrony Pań­stwa.

Teren szpi­tala MSWiA ską­pany w poran­nym słońcu wyglą­dał tak idyl­licz­nie, jakby dookoła miały miej­sce wyłącz­nie miłe zda­rze­nia, a cięż­kie cho­roby i śmierć były wręcz nie­wia­ry­god­nym wymy­słem. Biała toyota corolla kombi z ozna­cze­niami pry­wat­nej tak­sówki zatrzy­mała się przed szla­ba­nem. Auto­mat wypluł pierw­szy tego dnia bilet i uru­cho­mił szla­ban. Po jego pod­nie­sie­niu samo­chód wolno wje­chał na teren par­kingu. Zgod­nie z pla­nem miej­sce par­kin­gowe tuż przy ogro­dze­niu było jesz­cze wolne, podob­nie jak ponad setka innych. Kie­rowca miał jed­nak zapar­ko­wać wła­śnie na tym kon­kret­nym. Wzdłuż ogro­dze­nia szpi­tala kilka lat temu posa­dzono gęsty rząd krze­wów, nato­miast nie­wielka ich część uschła i w rezul­ta­cie tylko z tego jed­nego miej­sca był ide­alny widok na prze­jeż­dża­jące Miło­będzką samo­chody oraz prze­chod­niów. Gdyby ktoś chciał obser­wo­wać także okna w budynku Agen­cji Wywiadu, to pra­wie wszyst­kie sta­no­wi­ska w pierw­szym rzę­dzie dawały taką moż­li­wość.

Kie­rowca toyoty nie wie­dział, że już lata temu w trak­cie jed­nej z narad w gabi­ne­cie rezy­denta wywiadu w Amba­sa­dzie Fede­ra­cji Rosyj­skiej znaj­du­ją­cej się w odle­gło­ści nie­wiele ponad czte­rech kilo­me­trów od sie­dziby pol­skiego wywiadu roz­wa­żano z asto­so­wa­nie doraź­nego pod­słu­chu lase­ro­wego. Rosyj­scy spe­cja­li­ści po dokład­nej ana­li­zie roz­kładu okien w budynku Agen­cji Wywiadu potwier­dzili moż­li­wość pod­słu­chi­wa­nia odby­wa­ją­cych się wewnątrz roz­mów. Byli zdzi­wieni, że w nowej sie­dzi­bie nie zasto­so­wano szyb chro­nią­cych przed pod­słu­chem lase­ro­wym. Naj­cie­kaw­szym miej­scem było ostat­nie, siódme pię­tro, gdzie mie­ściły się gabi­nety sze­fów pol­skiego wywiadu. Nie­stety od strony szpi­tala ulo­ko­wany był jedy­nie gabi­net zastępcy szefa do spraw admi­ni­stra­cyj­nych, które choć cie­kawe, nie sta­no­wiły klu­czo­wego obszaru zain­te­re­so­wa­nia rosyj­skich szpie­gów. Osta­tecz­nie zasto­so­wano inny spe­cja­li­styczny pod­słuch.

Tak­sów­karz opu­ścił obie osłony prze­ciw­sło­neczne, tak jak go poin­stru­owano. Wci­snął rów­nież przy­cisk uru­cha­mia­jący nie­znany mu bli­żej sys­tem i na tym jego zada­nie się skoń­czyło. Nie wie­dział, o co cho­dzi z tymi urzą­dze­niami, ale nie­wiele go to obcho­dziło. Dwa dni temu musiał zosta­wić toyotę w warsz­ta­cie w Bobrowcu koło Pia­seczna, aby zain­sta­lo­wano co trzeba. Ode­brał auto po połu­dniu, umyte i dodat­kowo wypo­sa­żone. Dostał zapew­nie­nie, że w spo­so­bie pro­wa­dze­nia samo­chodu i jego trwa­ło­ści nie nastą­piły żadne zmiany, a dodat­kowo Kruk wypła­cił mu wyna­gro­dze­nie, jakby cały dzień non stop woził klien­tów.

Od ubie­głego roku wraz z kil­koma kole­gami tak­sów­ka­rzami współ­pra­co­wał z Wywia­dow­nią Han­dlową TROP w Raszy­nie. Jej wła­ści­ciel, Janusz Kruk, miał cie­kawe kon­takty z jaki­miś biz­nes­me­nami. Reali­zu­jąc ich czę­sto dziwne zle­ce­nia, zara­biali tak dobrą kasę, że kla­syczne woże­nie pasa­że­rów przy­po­mi­nało dzia­łal­ność cha­ry­ta­tywną. Kruk, zmu­szony do odej­ścia na eme­ry­turę za pijań­stwo, czego nie mógł wyba­czyć prze­ło­żo­nym, cza­sami przy wódce chwa­lił się, że dzięki zada­niom od biz­nes­me­nów żyje mu się lepiej, niż gdy był w służ­bie i otrzy­my­wał tra­dy­cyjne sorty, pre­mie i łapówki. W sumie wszy­scy byli zado­wo­leni, a nie musieli zbyt­nio się naro­bić. Cała ta praca wyglą­dała wpraw­dzie podej­rza­nie, któ­ryś wspo­mniał nawet coś o szpie­gach, ale dopóki przy­no­siła zyski, trzy­mali język za zębami i o nic nie pytali.

Posta­no­wił posie­dzieć w samo­cho­dzie jesz­cze z godzinę albo dwie, bo co miał robić o świ­cie, daleko od domu w Raszy­nie. Po siód­mej wsią­dzie w auto­bus i poje­dzie do rodzi­ców na Ursy­nów. Od dawna obie­cy­wał im pomoc przy remon­cie sta­rego miesz­ka­nia. Na par­king pla­no­wał wró­cić dopiero póź­nym wie­czo­rem, więc miał mnó­stwo wol­nego czasu.

Godzina 8.30 War­szawa, Agen­cja Bez­pie­czeń­stwa Wewnętrz­nego

Roz­mowa Sta­re­wi­cza z majo­rem Dariu­szem Kowal­skim była krótka. Prze­ło­żony wrę­czył Kowal­skiemu mate­riały, po czym kazał mu zamknąć się w pokoju i uważ­nie je prze­stu­dio­wać. Nie był nawet cie­kaw, co pod­władny usta­lił poprzed­niego dnia, dzia­ła­jąc w oko­li­cach Byd­gosz­czy.

Kowal­ski dobrze znał szefa i wie­dział, że ten nie zwykł prze­sa­dzać, dla­tego sprawę potrak­to­wał poważ­nie. Posta­wił na biurku pierw­szą z licz­nych każ­dego dnia her­bat i zasiadł do lek­tury.

Prze­wrot­nie zaczął od doku­mentu otrzy­ma­nego z sek­cji do spraw kon­tak­tów z part­ner­skimi służ­bami spe­cjal­nymi. Mate­riał prze­słany z Cen­trum Wywiadu i Sytu­acji Unii Euro­pej­skiej (EU INT­CENT) sta­no­wił obszerną ana­lizę dzia­łal­no­ści wywiadu rosyj­skiego na tere­nie kra­jów Wspól­noty w ostat­nich mie­sią­cach. Jak zwy­kle sła­bo­ścią opar­tego na infor­ma­cjach prze­ka­za­nych przez służby państw człon­kow­skich doku­mentu był fakt, że służby, chro­niąc wła­sne źró­dła oso­bowe, nie prze­ka­zy­wały naj­bar­dziej war­to­ścio­wych infor­ma­cji. Podob­nie postę­po­wały pol­skie agen­cje. Tym nie­mniej ana­liza miała sporą war­tość, odzwier­cie­dlała różne obszary aktyw­no­ści rosyj­skiej, rów­nież w kon­tek­ście przy­go­to­wań do ataku na Ukra­inę i pierw­szego okresu dzia­łań wojen­nych. Auto­rzy doku­mentu wska­zy­wali na lawi­nowo rosnącą ilość hybry­do­wych przed­się­wzięć Rosjan, co ozna­czało zastą­pie­nie ope­ra­cji pro­wa­dzo­nych przez kadro­wych ofi­ce­rów służb dzia­łal­no­ścią róż­no­rod­nych dzien­ni­ka­rzy, biz­nes­me­nów, eks­per­tów i akty­wi­stów orga­ni­za­cji poza­rzą­do­wych.

Major Kowal­ski pamię­tał nie­dawny przy­kład takiego dzia­ła­nia na tere­nie Pol­ski, zakoń­czony wyda­le­niem z kraju histo­ryka pra­cu­ją­cego w pry­wat­nej uczelni w Puł­tu­sku. Nauko­wiec, poza pro­pa­go­wa­niem poglą­dów zbli­żo­nych do Kremla, zaj­mo­wał się rekru­ta­cją pra­cow­ni­ków uczelni o pro­ro­syj­skim pro­filu. Darek wie­dział, że męż­czy­zna powią­zany był z Rosyj­skim Insty­tu­tem Stu­diów Stra­te­gicz­nych w Moskwie (RISS). Insty­tu­cja ta wie­lo­krot­nie wystę­po­wała w tek­ście doku­mentu EU INT­CENT jako odgry­wa­jąca ważną rolę w przed­się­wzię­ciach wywia­dow­czych reali­zo­wa­nych na tere­nie państw UE. Nie dzi­wiło go to, bio­rąc pod uwagę rodo­wód insty­tutu, który powstał dzięki decy­zji pre­zy­denta Jel­cyna w 1992 roku w wyniku prze­kształ­ce­nia zaple­cza nauko­wego byłego KGB zna­nego jako Naukowo-Badaw­czy Insty­tut Pro­ble­mów Wywia­dow­czych Pierw­szego Głów­nego Zarządu KGB.

Ana­liza EU INT­CENT wska­zy­wała liczne fun­da­cje, think tanki, orga­ni­za­cje cha­ry­ta­tywne czy reli­gijne oraz firmy powią­zane w spo­sób zakon­spi­ro­wany z Rosją i jej fun­du­szami oraz reali­zu­jące roz­ma­ite zada­nia wywia­dow­cze. Duży nacisk poło­żono na rze­sze rosyj­skich uchodź­ców (głów­nie z Krymu, Don­basu i innych zaję­tych tere­nów Ukra­iny) docie­ra­ją­cych do UE. Wska­zy­wano na liczne ujaw­nione przy­padki Rosjan ucie­ka­ją­cych z ojczy­zny, już po wybu­chu wojny z Ukra­iną, któ­rzy byli powią­zani z wywia­dem i przy­go­to­wani do wyko­ny­wa­nia zadań ope­ra­cyj­nych. Podob­nie pomoc dla uchodź­ców z Ukra­iny pro­wa­dzona przez fik­cyjne orga­ni­za­cje cha­ry­ta­tywne była ukie­run­ko­wana na zbie­ra­nie infor­ma­cji o Ukra­iń­cach, szcze­gó­łach pomocy cywil­nej i woj­sko­wej dla Ukra­iny oraz na osła­bia­nie popar­cia kra­jów Unii dla tego kraju. Aktyw­ność Rosji uła­twiał roz­wój mediów spo­łecz­no­ścio­wych umoż­li­wia­ją­cych sys­te­ma­tyczne zbie­ra­nie infor­ma­cji, któ­rych taj­ność nie była zbyt dokład­nie prze­strze­gana, ale rów­nież uła­twia­ją­cych pro­pa­gan­dowe docie­ra­nie do oby­wa­teli Unii z ukry­tymi tezami zbież­nymi z poli­tyką Kremla. Wszystko to miało poma­gać w dłu­go­fa­lo­wym two­rze­niu zaple­cza inte­lek­tu­al­nego, poli­tycz­nego i spo­łecz­nego dla reali­za­cji celów Rosji. Przy­kła­dami wska­zu­ją­cymi na sku­tecz­ność tego typu dzia­łań były oddzia­ły­wa­nia dez­in­for­ma­cyjne mające miej­sce pod­czas wybo­rów, refe­ren­dów czy róż­nych wyda­rzeń wewnętrz­nych. Dopro­wa­dzały one do poważ­nych kon­flik­tów w poszcze­gól­nych spo­łe­czeń­stwach oraz wpły­wały na dez­in­te­gra­cję tych kra­jów.

Ważną rolę w rosyj­skiej aktyw­no­ści odgry­wali oli­gar­cho­wie, któ­rych inte­resy zostały ogra­ni­czone w efek­cie zachod­nich sank­cji, ale dys­po­nu­jąc sie­cią zależ­nych pod­mio­tów gospo­dar­czych, zaj­mo­wali się oni wspie­ra­niem oraz finan­so­wa­niem róż­nego typu orga­ni­za­cji. Ich związki, głów­nie finan­sowe, z fran­cu­skim Zjed­no­cze­niem Naro­do­wym Marie Le Pen, Fide­szem Vik­tora Orbána, for­ma­cją Vox San­tiago Aba­scala, Ligą Mat­teo Salvi­niego spo­wo­do­wały wzrost popu­lar­no­ści tych ugru­po­wań oraz pro­pa­go­wa­nie ich poglą­dów. Wnio­ski pły­nące z ana­lizy suge­ro­wały, że ope­ra­cje reali­zo­wane przez cywilny i woj­skowy wywiad rosyj­ski świad­czą o fak­tycz­nej "cichej" woj­nie pro­wa­dzo­nej prze­ciwko kra­jom zachod­nim.

Gdy major skoń­czył lek­turę, zorien­to­wał się, że w kubku nie ma już ani kro­pli her­baty. Zapa­rzył kolejną i prze­czy­tał pismo od mini­stra koor­dy­na­tora. Z ulgą stwier­dził, że doku­ment nie wiąże się z koniecz­no­ścią potwier­dze­nia powią­zań z rosyj­skimi służ­bami spe­cjal­nymi żad­nego z naj­waż­niej­szych pol­skich poli­ty­ków. Mini­ster ocze­ki­wał spraw­dze­nia przez ABW wszyst­kich czte­rech posłów two­rzą­cych koło Pol­skiego Stron­nic­twa Naro­do­wego. Pole­ce­nie nie zawie­rało żad­nego uza­sad­nie­nia, naka­zy­wało ruty­nową wery­fi­ka­cję pro­fili i kon­tak­tów naro­dow­ców. Pod­kre­ślono przy tym abso­lutną koniecz­ność zacho­wa­nia w tajem­nicy reali­zo­wa­nych przed­się­wzięć ope­ra­cyj­nych. Dla­czego pismo mini­stra koor­dy­na­tora zostało skie­ro­wane do Wydziału Rosyj­skiego? Odpo­wiedź, któ­rej Dariusz udzie­lił sobie sam, sku­piała się na dwóch kwe­stiach: Pol­ska ma obec­nie jed­nego naj­waż­niej­szego wroga i jedy­nie służby rosyj­skie mogły być zain­te­re­so­wane współ­pracą z poli­ty­kami rekru­tu­ją­cymi się ze śro­do­wisk naro­do­wych. Oczy­wi­ście nie mógł wyklu­czyć, że do mini­stra koor­dy­na­tora dotarły jakieś infor­ma­cje doty­czące wska­za­nych poli­ty­ków, któ­rych jed­nak posta­no­wiono nie ujaw­niać funk­cjo­na­riu­szom ABW. Wszystko jedno, każdy styk z poli­ty­kami spra­wu­ją­cymi wła­dzę w kraju bar­dzo kom­pli­ko­wał podej­mo­wane czyn­no­ści ope­ra­cyjne i naka­zy­wał wzmo­żoną ostroż­ność.

Się­gnął po tele­fon i wybrał numer naczel­nika.

-?Skoń­czy­łem, ale wolał­bym na spo­koj­nie popra­co­wać nad kon­cep­cjami - oznaj­mił.

-?Mel­duj się z rapor­tem jutro o dzie­wią­tej.

-?Zała­twione.

28 marca 2022 roku, godzina 9.00 War­szawa, Amba­sada Fede­ra­cji Rosyj­skiej

Rezy­dent patrzył z uwagą na Jaku­szyna rela­cjo­nu­ją­cego usta­le­nia z ostat­nich dni.

-?Ludzie Kruka zlo­ka­li­zo­wali "Rosę" już pierw­szego dnia. Nasz sys­tem obser­wa­cji ulicz­nej potwier­dził, że codzien­nie rano poja­wia się w sie­dzi­bie Agen­cji Wywiadu na Miło­będz­kiej. Tak­sów­ka­rze dys­kret­nie towa­rzy­szyli jej po godzi­nach pracy. Po kilku dniach pozna­li­śmy typowe sche­maty jej prze­miesz­cza­nia się i zacho­wa­nia. Usta­li­li­śmy adres jej miesz­ka­nia na Ursy­no­wie oraz adres jej matki, zna­nej zresztą z kilku poby­tów wraz z mężem na pla­ców­kach w Rosji i byłych repu­bli­kach radziec­kich. Znamy jej samo­chód i wiemy, gdzie zawsze par­kuje. W zacho­wa­niu "Rosy" nie zauwa­żono nic, co świad­czy­łoby, że usta­liła obser­wa­cję pro­wa­dzoną przez tak­sów­ka­rzy. Sam nie włą­cza­łem się do tych dzia­łań, żeby nie spa­lić sprawy, w razie gdyby kontr­wy­wiad mnie kon­tro­lo­wał. Zgro­ma­dzi­li­śmy zna­czący zbiór doku­men­ta­cji foto­gra­ficz­nej i wideo. Oto kopie dla was.

Paweł poło­żył na biurku grubą teczkę.

-?Dobrze się spi­sa­łeś. A co z "Don­keyem"?

-?Figu­rant nie został dotych­czas usta­lony. -?Pokrę­cił głową zakło­po­tany. -?Nie poja­wił się w pro­wa­dzo­nej przez nasz sys­tem reje­stra­cji. Nie spo­tkał się rów­nież z "Rosą". Nic nie usta­li­li­śmy na jego temat. Kamień w wodę.

-?Nie­do­brze -?skwi­to­wał rezy­dent. -?Co pro­po­nu­je­cie?

-?Suge­ro­wał­bym poin­for­mo­wa­nie cen­trali, że pomimo pod­ję­tych dzia­łań "Don­keya" nie udało się zlo­ka­li­zo­wać. Możemy spró­bo­wać popy­tać naszą agen­turę, ale to wy zna­cie ich moż­li­wo­ści. Czy w ogóle mogą mieć wie­dzę na temat tak niskiej rangi funk­cjo­na­riu­sza AW?

-?Agen­tury nie uru­cha­miamy, przy­naj­mniej dopóki nie sta­nie się to nie­zbędne. Może wysłali go za gra­nicę? Do końca lutego był pra­cow­ni­kiem ich amba­sady w Kijo­wie. Mógł prze­cież tam wró­cić.

-?Też o tym myśla­łem, choć obec­nie w Ukra­inie nie mamy dużych moż­li­wo­ści, żeby to usta­lić.

-?Napi­szę do cen­trali w tej spra­wie. A ty dzia­łaj dalej, tylko jesz­cze dys­kret­niej. Skoro wiemy już, co i kiedy robi "Rosa", łatwiej będzie ją wyryw­kowo kon­tro­lo­wać. Cały czas mam obawy, że w końcu się zorien­tuje, iż ją obser­wu­jemy.

-?Poin­stru­uję Kruka. Oczy­wi­ście pod legendą.

29 marca 2022 roku, godzina 12.00 Ural, pre­zy­dencki bun­kier

Spo­tka­nie dla elity rosyj­skiego biz­nesu zwo­łane w gabi­ne­cie pre­zy­denta Putina było jed­nym z kolej­nych posie­dzeń, pod­czas któ­rych Wła­di­mir Wła­di­mirowicz dys­cy­pli­no­wał oli­gar­chów. Kiedy otrzy­mali zakaz opusz­cza­nia Rosji, krótko przed roz­po­czę­ciem ope­ra­cji prze­ciwko Ukra­inie, wie­dzieli już, że muszą być przy­go­to­wani na różne zaska­ku­jące posu­nię­cia ze strony dyk­ta­tora.

Dzi­siaj nie­wiel­kie grono naj­bo­gat­szych wysłu­chi­wało wykładu wodza, który instru­ował, jak powinni wspie­rać dzia­ła­nia Fede­ra­cji Rosyj­skiej w ramach pro­wa­dzo­nych przez sie­bie biz­ne­sów. Wszy­scy byli świa­domi, że jak zawsze cho­dzi o kasę. Skarb pań­stwa był obcią­żony finan­so­wa­niem wojny, a wydatki gwał­tow­nie rosły. Poza pro­ble­mem z wol­nymi środ­kami znacz­nie poważ­niej­sze trud­no­ści powo­do­wały zachod­nie sank­cje. W związku z nimi trans­fer więk­szych kwot do odbior­ców w Euro­pie Zachod­niej, w Sta­nach i Azji został zamro­żony. Firmy, które repre­zen­to­wali obecni w sali kon­fe­ren­cyj­nej bun­kra, rów­nież bory­kały się z trud­no­ściami, ale dys­po­no­wały fun­du­szami pocho­wa­nymi na takie sytu­acje w róż­nych kra­jach. I wła­śnie po tę kasę wycią­gał ręce ich przy­wódca. Nie dla sie­bie, cho­ciaż może z rado­ścią by to zro­bił. Doma­gał się, aby po cichu wspie­rali współ­pra­cu­jące z Rosją par­tie poli­tyczne, fun­da­cje, insty­tuty, orga­ni­za­cje cha­ry­ta­tywne oraz wiele podob­nych pod­mio­tów. Dzia­łali w nich albo funk­cjo­na­riu­sze rosyj­skich służb, albo agenci czy po pro­stu ludzie przy­chylni Fede­ra­cji i jej aktyw­no­ści na świe­cie.

Sekre­tarz pre­zy­denta obszedł stół, przy któ­rym sie­dzieli, wrę­cza­jąc każ­demu teczkę z inną listą. Po ich otwar­ciu oli­gar­cho­wie już wie­dzieli, komu i ile powinni w naj­bliż­szych tygo­dniach prze­lać. Wobec mająt­ków, jakimi dys­po­no­wali, ocze­ki­wa­nia władcy były skromne. Zresztą nawet gdyby były wyż­sze, i tak każdy miał świa­do­mość, że musi je speł­nić.

Jew­gie­nij Lebie­diew ode­brał prze­zna­czoną dla niego teczkę i gor­li­wie zagłę­bił się w stu­dio­wa­nie doku­men­tów. Nie był zasko­czony ani bene­fi­cjen­tami, ani wska­za­nymi kwo­tami. Uda­jąc, że czyta, prze­niósł się w myślach do jed­nej ze swo­ich posia­dło­ści. Rezy­den­cja na Lazu­ro­wym Wybrzeżu, na wzgó­rzach nad Men­ton, choć nie naj­więk­sza i poło­żona poza pre­sti­żową oko­licą, zawsze była jego ulu­bio­nym domem. Kochał widok na bez­kres Morza Śród­ziem­nego z ogrom­nego wyło­żo­nego mar­mu­rem tarasu. Z jed­nej strony miał odle­głe o kil­ka­na­ście kilo­me­trów Monako, a po dru­giej bli­ską gra­nicę z Wło­chami. Jakże odle­głe były jego myśli od bun­kra, w któ­rym obec­nie się znaj­do­wał. Mier­ziła go ta sytu­acja, gdy z powodu sza­lo­nych ambi­cji pre­zy­denta pod­bu­rzo­nego przez Jurija Kowal­czuka, któ­remu Ukra­ińcy zamknęli nale­żące do niego pro­ro­syj­skie media na Ukra­inie, nie mógł pro­wa­dzić nor­mal­nych inte­re­sów. Jego mają­tek, wyce­niony przez "For­besa" na dwa­dzie­ścia sie­dem miliar­dów dola­rów, potrze­bo­wał spo­koju, aby mógł dalej rosnąć. Nale­żący do Lebie­diewa kon­cern Astra miał duże udziały w rosyj­skim prze­my­śle meta­lur­gicz­nym, gór­nic­twie, ener­ge­tyce i insty­tu­cjach finan­so­wych. Był tak bogaty, a musiał zno­sić prze­by­wa­nie w salo­nie bun­kra, gdzie archi­tekt wnętrz wymy­ślił umiesz­cze­nie na ścia­nach sub­sty­tu­tów okien w postaci kilku pro­wi­zo­rycz­nych wnęk. Elek­tro­niczne urzą­dze­nia umiesz­czone pod ramami tychże stale wyświe­tlały roz­le­głe kra­jo­brazy. Cza­sami nawet prze­lotny wiatr poru­szał pobli­skimi drze­wami. Co za kicz, pomy­ślał z odrazą.

Wie­dział jed­nak, że musi cier­pli­wie odsie­dzieć do końca tego przed­sta­wie­nia. I tak dobrze, że tym razem Putin nie kazał im wszyst­kim towa­rzy­szyć sobie w podróży swoim pocią­giem pan­cer­nym do kolej­nej rezy­den­cji. Już raz Lebie­diew zasma­ko­wał tej wąt­pli­wej atrak­cji i miał potem poważny pro­blem z szyb­kim powro­tem do Moskwy. Po dzi­siej­szej "odsiadce" cze­kał go jesz­cze lot do sto­licy, gdzie mię­dzy innymi spo­tka się z nowym dyrek­to­rem SWR Arka­di­jem Ducho­wem. Roz­mowa będzie doty­czyła tego samego, o czym od dłuż­szego czasu gadał Putin. Będzie bar­dziej kon­kretna i da dowód, że Lebie­diew nie lek­ce­waży pole­ceń "cara". A potem wresz­cie ruszy w świat. Swo­bodne prze­miesz­cza­nie się zapew­niały mu posia­dane oby­wa­tel­stwa Monako i Księ­stwa Andory.

Za kilka dni gdzieś na Riwie­rze Fran­cu­skiej musi dys­kret­nie spo­tkać się z Fran­ci­sco Her­nan­de­zem, jed­nym ze swo­ich licz­nych wpły­wo­wych zna­jo­mych na połu­dniu Europy. To na niego i kie­ro­waną przez Her­nan­deza fun­da­cję Europa Naro­dów prze­rzuci część zadań, które wła­śnie otrzy­mał. Fran­ci­sco był jego spraw­dzo­nym czło­wie­kiem, choć uni­kali czę­stych bez­po­śred­nich spo­tkań, przy­naj­mniej w Euro­pie. Ich roz­mowa nie powinna wzbu­dzić podej­rzeń służb, w końcu fun­da­cja cały czas szu­kała boga­tych spon­so­rów w Euro­pie, Azji czy na Bli­skim Wscho­dzie. I tak ni­gdy nie anga­żo­wał się w szcze­góły reali­za­cji zadań zle­ca­nych przez SWR takim "wyrob­ni­kom" jak Fran­ci­sco -?detale bez­po­śred­nio prze­ka­zy­wali mu ofi­ce­ro­wie wywiadu.

30 marca 2022 roku, godzina 17.20 War­szawa, Ursy­nów

Biały fiat 500 skrę­cił z ulicy Karola Mał­cu­żyń­skiego do garażu pod­ziem­nego. Kiedy brama się otwo­rzyła, samo­chód poje­chał głów­nym kory­ta­rzem, ponow­nie skrę­cił w lewo i zatrzy­mał się na miej­scu par­kin­go­wym. Sil­nik zgasł, ale radio jesz­cze grało. Pio­senka musiała wybrzmieć do końca, bo była to Lemon Tree nie­miec­kiej grupy Fools Gar­den. Basia nie wie­działa, co o tym zde­cy­do­wało, ale na jakimś eta­pie jej nasto­let­niego życia pio­senka stała się ulu­bio­nym kawał­kiem jej i jej taty. Szybko nauczyli się angiel­skich słów pio­senki na pamięć i wiele razy wspól­nie wtó­ro­wali muzy­kom zespołu. Teraz, gdy od dwóch lat ojciec już nie żył, Lemon Tree miała wyjąt­kowe zna­cze­nie, pozo­sta­jąc pamiątką po szczę­śli­wych cza­sach.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki