Papieskie bałwochwalstwo - Charles Chiniquy

Kup ebooka

22.21 zł
18.43 zł (18,88 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać
Strona tytułowa pierwszego wydania amerykańskiego

PAPIESKIE BAŁWOCHWALSTWO: DEMASKOWANIE DOGMATU O PRZEISTOCZENIU I MARIOLATRII

DEDYKOWANA

KARDYNAŁOWI BALTIMORE-GIBBONSOWI

ORAZ

BÓG RZYMU ZJEDZONY PRZEZ SZCZURA,

POWODY TEGO, DLACZEGO MUSIMY POKŁADAĆ NASZĄ UFNOŚĆ TYLKO W JEZUSIE I NIE WZYWAĆ MARYI

I

POWODY TEGO, DLACZEGO NIGDY NIE POWRÓCĘ DO KOŚCIOŁA RZYMSKIEGO

NAPISANE PRZEZ CHARLESA CHINIQUY'EGO,

MONTREAL

Do Jego Eminencji Kardynała.

Jako że jesteście najwyższym dygnitarzem Kościoła rzymskokatolickiego na tym amerykańskim kontynencie, pomyślałem, że moim obowiązkiem jest zadedykowanie wam tego nowego wydania "Papieskiego bałwochwalstwa" z nadzieją, że uważne jego przeczytanie przyniesie, dzięki miłosierdziu Bożemu oświecenie waszego umysłu i przemienienie waszego serca.

Szczerze oddany,

C. Chiniquy

St. Anne, Kolonia w Kankakee, Illinois,

styczeń 1890

Drugie rozważanie: Przeistoczenie jest najbardziej nikczemną formą bałwochwalstwa

Kiedy Persowie czczą wschodzące Słońce, oddają hołd największemu i najwspanialszemu stworzeniu, które jest ukazane naszemu ludzkiemu wzrokowi. Wspaniała, unosząca się kula, która powstaje jak gigant każdego ranka zza horyzontu, by przejść nad całym światem i rozlewa wszędzie swoje strumienie ciepła, światła i życia, nie może być kontemplowana bez uczuć szacunku, podziwu i bojaźni. Człowiek musi podnieść swój wzrok do góry, aby ujrzeć to wspaniałe Słońce; musi założyć orle skrzydła, by towarzyszyć mu w jego wielkim marszu przez miriady światów, które są zawieszone nad naszymi głowami. Łatwo zrozumieć jest, że ta biedna, upadła i zaślepiona ludzkość może uznać to wielkie stworzenie za boga. Czy ten świat nie zginąłby bez Słońca? Co stałoby się z narodami, które zamieszkują świat bez światła i ciepła? Czy wszystko nie zginęłoby i nie umarłoby, gdyby Słońce zapomniało o przychodzeniu każdego dnia i o umożliwianiu nam kąpania się i pływania w jego oceanach światła i życia? Teraz, kiedy widzę perskich kapłanów Słońca w ich wspaniałej świątyni czekających z kadzielnicami w ich dłoniach na ukazanie się jego pierwszych promieni, by zaintonować ich melodyjne hymny i zaśpiewać ich wzniosłe kantyki na jego chwałę, to wiem o ich błędzie, ale mogą to zrozumieć. Mam zamiar powiedzieć, że mogę niemalże to usprawiedliwić. Czuję wielkie współczucie dla tych biednych czcicieli. Jednak jednocześnie czuję, że powstali oni ponad proch tego świata, i że ich umysły muszą być wypełnione uczuciami wdzięczności i czci dla tego wielkiego stworzenia. Ich rozum i ich dusze nie mogą nie otrzymać trochę promieni światła i życia. Ale biedny, zwiedzony rzymski katolik! Czy on nie jest tysiąc razy bardziej warty naszego współczucia i naszych łez, kiedy widzimy go padającego na twarz w obecności tego małego "boga-opłatka", którego służąca księdza upiekła kilka godzin wcześniej w swojej kuchni? Czy możliwe jest, aby ujrzeć spektakl bardziej gorszący i haniebny niż mnóstwo mężczyzn i kobiet padających twarzą na pył, by adorować boga, którego szczury i myszy tysiące razy zaciągnęły i zjadły w swych ciemnych, małych dziurach? Gdzie są promienie światła i życia pochodzące od tego małego ciastka? Zamiast wzrastać i wznosić się w czasie zbliżania się do tego śmiesznego współczesnego bóstwa, to czy ludzka inteligencja nie jest ograniczona, pomniejszona, sparaliżowana, zamrożona, uderzona idiotyzmem i śmiercią u swych stóp?

Czy możemy być zaskoczeni tym, że narody rzymskokatolickie tak szybko upadają w otchłań niewierności i ateizmu, kiedy słyszą swoich kapłanów mówiących im, że ten nędzny opłatek jest wielkim Bogiem, który na początku stworzył niebo i ziemię i uratował ten zepsuty świat przez śmierć na krzyżu jakieś osiemnaście stuleci temu?

Rzym przez swoją powszechne i potworne odstępstwo mające miejsce u stóp boga-opłatka pogrzebał chrześcijaństwo pod takim stosem haniebnych i oburzających zwiedzeń, że niemal zniknęło to z umysłów narodów, których Bóg bardziej obdarował inteligencją takich jak Francuzi lub Włosi. Udajcie się do tych państw i spytajcie ludzi, czy wierzą, że ich kapłani mogą zrobić boga z opłatka, a wstrząsną swymi ramionami z oburzeniem i ze śmiechem na wasze głupie pytanie.

Faktem jest, że bóg-opłatek papieża został wymyślony do zniszczenia wiary Chrystusa w umysłach uczonych i inteligentów bardziej niż cokolwiek innego. Ta diaboliczna doktryna boga zrobionego z kawałka ciasta jest dzisiaj uznawana we Francji, Włoszech, w Kanadzie, Hiszpanii itd. tylko przez niektóre starsze kobiety i biednych ignorantów, którzy nie potrafią przeczytać, ani napisać swojego własnego imienia. Reszta próbuje w to uwierzyć, podejmuje największe wysiłki, aby w to uwierzyć; ale nie potrafi.

Słyszeliśmy kilka lat temu, że Syjamczycy zostali ogarnięci pustką, kiedy umarł ich wielki, biały słoń będący wcześniej obiektem czci dłużej niż wiek. Ale szczęśliwie, niezliczona ilość kapłanów zmarłego boga nie traciła ani godziny. Po tym, jak pochowali zmarłe bóstwo z należną czcią, przeszukali swe ciemne i nieprzebyte lasy i wkrótce wrócili z większym i młodszym żywym białym słoniem. Szczęśliwe zwierzę było niesione w triumfie przez całe królestwo ze złotym łańcuchem o bajecznej wartości na jego szyi, ze złotą płachtą ozdobioną najdroższymi perłami i diamentami na jego grzbiecie. Pośród najprzyjemniejszej muzyki i obłoków kadzideł ze złotych kadzielnic, którą każdy kapłan niósł w swoich dłoniach, nowo znaleziony bóg został umieszczony w swej wspaniałej świątyni i od rana do wieczora jest adorowany przez miliony Syjamczyków, którzy rozpoznają w nim swojego boga.

Wszystko to jest bardzo smutne, haniebne! Tak!

Ale jest tutaj coś bardziej zasmucającego i haniebnego niż uważanie słonia za wielkiego Boga, który stworzył i zbawił ten świat; jest tym ujrzenie papieża Rzymu z jego stoma milionami zaślepionych i zwiedzionych niewolników padających przed mizernym opłatkiem upieczonym pomiędzy dwoma rozgrzanymi, żelaznymi płytami i czczącymi go ja jak wielkiego, wiecznego, wszechmogącego Boga, stworzyciela nieba i ziemi!

Słoń Syjamczyków jest z pewnością dostojnym bogiem, kiedy porówna się go do współczesnego bóstwa papieża. Ten słoń może być uważany za symbol siły, wspaniałomyślności, wytrzymałości itd. Niech człowiek pójdzie i obrazi lub skrzywdzi go; sam może siebie ochronić; za pomocą swojej wielkiej trąby może złapać swojego przeciwnika, podrzucić go bardzo wysoko w powietrze i sprawić, że padnie jak zwłoki na ziemię. Może zmiażdżyć swoich wrogów pod swymi stopami; może ochronić swoich sprzymierzeńców i uratować ich w godzinie niebezpieczeństwa. W tym słoniowym bogu jest życie, witalność i siła. Może poruszać swymi stopami, widzieć swymi oczami, słyszeć swymi uszami.

Ale spójrzcie na bóstwo Rzymu. Przyjdźcie i zobaczcie ręce tego opłatka; nie mogą się poruszyć! Stopy, nie mogą iść!

Oczy, nie mogą widzieć! Uszy, nie mogą słyszeć!

Nie ma ani życia, ani siły, ani witalności w tym rzymskokatolickim bóstwie. Niech szczur czy mysz przyjdzie i ugryzie słonia-boga Syjamczyków, a zobaczycie, jak on natychmiast obroni się. Ale niech szczur lub mysz przyjdzie i zaatakuje biednego, bezbronnego boga-opłatka papieża, jak to bardzo często zdarza się, a zobaczycie, że współczesny Majestat będzie bezsilny i nie obroni się. Zobaczycie, jak zaraz zostanie zmiażdżony pod zębami jego małych wrogów i pochłonięty przez ich żołądki, aby zostać strawionym jak okruchy zwykłego chleba.

Trzecie rozważanie: Sam Bóg zamienia boga-opłatka Rzymu w głupstwo

Tak przemówił potężny i wieczny Bóg przez proroka Izajasza w Iz 44:

Wytwórcy rzeźbionych posągów są niczym, a ich piękne dzieła nic im nie pomogą; oni sami sobie są świadkami, że nic nie widzą ani nie rozumieją - ku swemu zawstydzeniu. Kto utworzył boga i odlewał posąg, który nie przynosi żadnego pożytku? Oto wszyscy jego towarzysze będą zawstydzeni. Rzemieślnicy są tylko ludźmi. Niech się zbiorą wszyscy i niech staną. Przelęknąć się muszą i razem będą zawstydzeni. Kowal kleszczami pracuje przy węglu, młotami kształtuje posąg i wykonuje go siłą swoich ramion, aż z głodu jego siły opadają, wody nie pije i omdlewa. Cieśla zaś rozciąga sznur, wyznacza farbowanym sznurem, ciosa toporem, zaznacza go cyrklem i wykonuje go na podobieństwo człowieka, na podobieństwo pięknego człowieka, aby pozostawał w domu. Narąbie sobie cedrów i bierze cyprys i dąb lub to, co jest najsilniejsze spośród drzew leśnych, wsadzi jesion, który rośnie dzięki deszczom. Wtedy służy to człowiekowi na opał: bierze z tego, aby się ogrzać, także roznieca ogień, aby upiec chleb, ponadto robi sobie boga i oddaje mu pokłon, czyni z tego posąg i pada przed nim. Część tego spala w ogniu, przy drugiej części je mięso -przyrządza pieczeń i syci się. Także grzeje się i mówi: Ach, jak mi ciepło, widziałem ogień. A z reszty tego czyni boga, swój posąg. Pada przed nim, oddaje mu pokłon i modli się do niego, mówiąc: Ratuj mnie, bo ty jesteś moim bogiem. Nie wiedzą ani nie rozumieją, bo Bóg zaślepił ich oczy, aby nie widzieli, i ich serca, aby nie rozumieli. I nie rozważają tego w swoim sercu, nie mają wiedzy ani rozumu, by powiedzieć: Część tego spaliłem w ogniu, a na węglu z tego wypiekłem chleb, upiekłem mięso i najadłem się. Czyż z reszty tego mam uczynić coś obrzydliwego? Czyż mam padać przed klocem drzewa? Taki się karmi popiołem, jego zwiedzione serce wprowadziło go w błąd, tak że nie może wybawić swojej duszy ani powiedzieć: Czyż nie jest fałszem to, co znajduje się w mojej prawicy?

Kto może przeczytać te słowa starego proroka bez znalezienia w nich potępienia wielkiego zwiedzenia i bałwochwalstwa boga-opłatka.

Stańmy twarzą w twarz ze Słowem Boga i z faktami związanymi z wypiekami i zwyczajami dotyczącymi rzymskiego boga-opłatka, aby dostrzec idealne podobieństwo pomiędzy starym bałwochwalstwem za dni Izajasza i współczesnym bałwochwalstwem Rzymu.

Czwarte rozważanie: Nasz Zbawiciel-Jezus przewiduje obrzydliwe bałwochwalstwo związane z Chrystusem-opłatkiem Rzymu i ostrzega swoich uczniów przed nim

W "Ewangelii Mateusza" czytamy o znaczącym proroctwie związanym z fałszywym Chrystusem Rzymu.

A gdyby te dni nie były skrócone, żadne ciało nie byłoby zbawione. Ale ze względu na wybranych dni te będą skrócone. Jeśli wtedy ktoś wam powie: Oto tu jest Chrystus, albo: Jest tam - nie wierzcie. Powstaną bowiem fałszywi Chrystusowie i fałszywi prorocy i będą czynić wielkie znaki i cuda, żeby zwieść, o ile można, nawet wybranych. Oto wam przepowiedziałem. Jeśli więc wam powiedzą: Oto jest na pustyni - nie wychodźcie; Oto wewnątrz domu ­- nie wierzcie. (Mt 24: 22-26)

Syn Boży prorokuje tutaj cztery rzeczy dotyczące fałszywych Chrystusów. Przestrzega nas przed oddawaniem im czci.

- Wielu będzie tych fałszywych Chrystusów.

- Jednym razem będą tutaj, innym - tam.

- Mówić będą o tym Chrystusie, że jest na pustyni.

- Mówić będą, że fałszywy Chrystus jest w sekretnych komnatach[1].

To są cztery cechy charakterystyczne, za pomocą których nasz czcigodny Zbawiciel pomaga nam rozpoznać i uniknąć fałszywego Chrystusa, o którym mówi. Zgrywają się perfekcyjnie z fałszywym bogiem-opłatkiem Rzymu. A teraz otwarcie rzucam wyzwanie nie tylko kardynałowi Gibbonsowi, ale wszystkim biskupom i kapłanom Rzymu, by zaprzeczyli temu, że są to cechy charakterystyczne ich boga-opłatka lub aby uzasadnili, że nie.

- Żaden kapłan lub biskup nie zaprzeczy, że jest wielu, wielu Chrystusów pomiędzy nimi. Ponieważ jest to fakt jawny, że w każdym kościele znajduje się tuzina do stu lub dwustu i więcej tych Chrystusów, którzy zostali zamknięci w złotym lub srebrnym cyborium. Nie przesadzam, kiedy mówię, że jest tu więcej niż milion tych Chrystusów, co są czczeni każdego dnia w różnych kościołach Rzymu.

- Żaden kapłan lub biskup nie odważy się zaprzeczyć, że jego fałszywy Chrystus jest raz tutaj, innym razem tam, ponieważ każdego dnia muszą oni nieść go do chorych i umierających pod imieniem "święty wiatyk". Kiedy Patryk O'Brien, na przykład, jest rankiem bardzo chory, to czy kapłan Rzymu nie niesie jego Chrystusa do jego domu w północnej części miasta, tak aby biedny, zwiedzony człowiek mógł oddać mu cześć i go zjeść? I czy zwiedzeni katolicy nie biegną do domu chorego człowieka, kiedy usłyszą, że ich Chrystus jest tam, aby go tam adorować? A zatem jeszcze raz, czy zaślepieni i tak okrutnie zwiedzeni rzymscy katolicy, kiedy usłyszą, że ich Chrystus jest tam, w północnej części miasta, nie biegną z podwójną szybkością z każdej strony, aby przyjść i adorować tam ich Chrystusa? Tego ranka pobiegli do północnej części miasta, aby tam adorować ich Chrystusa... I tego wieczora ponownie biegną z maksymalną prędkością w stronę południowej części miasta, by adorować go tam.

Zbawiciel świata powiedział: "Jeśli jakiś człowiek powiedziałby wam: tam jest Chrystus albo tam, nie wierzcie". Ale papież ze swoimi biskupami mówi do swoich biednych, zaślepionych sług: "Kiedy wasi kapłani powiedzą wam, że tutaj jest Chrystus lub tam, wierzcie im!" W tej sprawie, tak jak w wielu innych kwestiach papież bezpośrednio, całkowicie sprzeciwia się Jezusowi Chrystusowi. Nasz Zbawiciel stanowczo mówi: "Kiedy mówią wam: tu jest Chrystus lub tam, nie wierzcie im". Papież mówi: "Kiedy powiedzą wam: tu jest Chrystus lub tam, uwierzcie im!"

Trzecia cecha fałszywego Chrystusa Rzymu jest tak jasna i ewidentna, jak jego pierwsza i druga. Rzucam wyzwanie biskupom i kapłanom, aby zaprzeczyli temu.

Jeśli więc wam powiedzą: Oto jest na pustyni - nie wychodźcie (...)