ROZDZIAŁ PIERWSZY
Czerwiec 1920 roku
Eliza skrzywiła się, kiedy do jej uszu dotarły krzyki. Nie chciało jej się wierzyć, że to już ranek. Poprzedniego wieczoru położyła się późno i dzisiaj oddałaby wiele za możliwość dalszej drzemki, ale nie mogła sobie na to pozwolić. Zbyt dużo pracy ją czekało. Z frontu dochodziły niepokojące wieści i musiała podjąć ważne decyzje dotyczące majątku. Wieczorem przyjdzie czas na uspokajanie spazmów macochy i dąsów siostry. Czasami nie mogła odżałować, że Modesta nie urodziła się chłopcem. Może jako mężczyzna byłaby znośniejsza. Chociaż... Mogłaby wtedy jeszcze bardziej upodobnić się do ojca.
Eliza rozchyliła powieki i zdumiona stwierdziła, że za oknem panuje ciemność. Skąd więc te hałasy, skoro nadal trwa noc?
Szybko zapaliła niewielką lampę naftową, która stała na stoliku przy jej łóżku, i spojrzała na wskazówki zegara. Pierwsza po północy? Co się dzieje? Poczuła przebiegający przez ciało dreszcz strachu. Czyżby rozzuchwaleni bolszewicką agitacją chłopi napadli na jej dwór?
Pobudzona tą myślą błyskawicznie zerwała się z pościeli i w popłochu zaczęła szukać przygotowanego na taką okoliczność ubrania. Bielizna, długa do kostek szara sukienka, narzucona na ramiona chusta. Pod sukienkę włożyła halkę z doszytymi do niej płóciennymi woreczkami kryjącymi najcenniejsze pamiątki. I pieniądze, które mogły jej uratować życie lub pomóc chwilowo się urządzić w pobliskim miasteczku. Pozostawała czujna, ponieważ dla ziemian po rewolucji bolszewickiej nastały bardzo niespokojne czasy. Owinęła się jeszcze chustą i prawie wybiegła ze swojej sypialni na poddaszu. Wtedy wyraźniej usłyszała krzątaninę na parterze. Nieliczni służący, którzy pozostali jeszcze we dworze, poganiani krzykami pani domu pakowali właśnie do kufrów znajdujące się w salonie drobiazgi. Przez uchylone drzwi sypialni siostry zobaczyła, jak pokojówka razem z Modestą wkładały do pudeł i walizek sukienki, buty i kapelusze. Robiły to powoli, metodycznie składając każdą sztukę odzieży, jak gdyby Modesta wybierała się w podróż.
- Otoczyli dwór, panienko - wyszeptała blada pokojówka, kiedy zauważyła Elizę. - Nie wymkniemy się...
Zdążyła się domyślić. Wrzaski na zewnątrz stały się jeszcze bardziej agresywne. Gdzieś z tyłu dobiegał kwik przerażonych świń. Dorwali się już do chlewu. Następne będą obory i stajnie. Dwór zostawili sobie na deser. Wszystko w myśl bolszewickiej ideologii, która przekonywała, że co zagrabione ziemianom, to po sprawiedliwości odzyskane.
Moment później do rabanu czynionego na zewnątrz dołączył rytmiczny trzask siekiery uderzającej w solidne drzwi i zamki. Słysząc ten dźwięk po raz pierwszy, Eliza aż podskoczyła. To tylko kwestia czasu, kiedy chłopi wedrą się do środka. A wtedy żadna z nich może nie ujść z życiem. O cnocie nie wspominając.
W myślach zmówiła szybką modlitwę w intencji bezpiecznej ucieczki z dworu. Gdyby był wzniesiony z drewna, jak większość okolicznych siedzib szlachty, pewnie któryś nie oparłby się pokusie i przytknął pochodnię do drewna, licząc, że je wykurzy ogniem i dymem. Jednak solidna konstrukcja została wzniesiona z kamienia i cegieł, a chłopi liczyli na rabunek znajdujących się wewnątrz skarbów.
- Grożą, że jeśli natychmiast nie otworzymy, podpalą dwór z nami w środku! - biadała druga z pokojówek. Przykucnęła przy kufrze i nawet w panującym w salonie półmroku Eliza dostrzegła, jak dygoce. Lada moment kobieta wpadnie w panikę i nie będzie z niej pożytku.
- Spokój! - nakazała.
Przynajmniej raz mogła być wdzięczna macosze. W czasie wojny nalegała, aby zatrudniać wyłącznie polską służbę. Teraz wszyscy jechali na jednym wózku, jednakowo zagrożeni nadzianiem się na białoruskie widły. Nie musiała obawiać się zdrady tych nielicznych zgromadzonych we dworze osób. Zdecydowała się.
- Musimy uciekać. Każdy bierze tylko tyle, ile może unieść. Kufry zostawiamy - oznajmiła stanowczo.
Rzuciła okiem na lekkie pantofle macochy i siostry.
- Wzujcie solidne trzewiki - poleciła, podnosząc głos, aby się przebił przez dochodzący z zewnątrz hałas. - Takie, które nie rozlecą się przy pierwszym wdepnięciu w błoto.
Skrzywiła się, kiedy pokój wypełniły wywrzaskiwane za oknami groźby. Chłopi zamierzali sobie używać na wydelikaconych szlachciankach, nim je zarżną jak świnie.
Siostra jakby nie zwróciła na to uwagi, skupiając się na swoim wyglądzie. Przynajmniej będzie wyglądać pięknie, nim ją dopadną. Albo to był właśnie jej sposób, aby radzić sobie z przerażeniem. Po prostu wypierała ze świadomości czyhające na zewnątrz niebezpieczeństwo.
- Miesiąc temu obstalowałam je u Hankego! Jeśli uważasz, że będę w nich brodzić w błocie, to zupełnie postradałaś rozum...
Eliza wzruszyła ramionami.
- Jak tam chcesz... Możesz tu zostać, licząc, że zostawią cię jakimś cudem w spokoju, albo boso biec przez podmokły las, jak te cacka się rozpadną.
- Tyle razy ci tłumaczyłam, że damie nie przystoją takie gesty! - padła reprymenda macochy.
Eliza z trudem powstrzymywała się od krzyku. Stosowność? Przetrwały przejście i cofanie się frontów w czasie wojny, niejedną epidemię, a macocha zwraca uwagę na jej maniery. Jak gdyby piły popołudniową herbatkę ze starającymi się Modesty, a nie znajdowały się w oblężonym dworze. Napady tym murom nie były dziwne, ale za każdym razem dwór przetrwał. Może jednak nie doczekać rana z powodu chłopskiej rewolucji.
- Tak jakby miało to teraz znaczenie...
Urwała w pół słowa i okręciła się w miejscu, słysząc, jak siekiera w końcu przebiła się przez drewno. Pierwsze z okiennic sypialni pani domu też puściły i rozległ się brzęk tłuczonego szkła. Modesta wydała z siebie wysoki pisk i przypadła do matki. Przerażone stanęły niczym dwa słupy soli, wpatrując się w ciemne plamy okien. Eliza uznała, że czas na dyskusje się skończył. Macocha przestała być zdolna do racjonalnych działań.
- Musimy wziąć ze sobą przede wszystkim wodę i żywność - oznajmiła pokojówkom i rodzinie. Żadna z kobiet nie zareagowała. - Ruszcie się! - wrzasnęła, tracąc cierpliwość.
Służące nareszcie oderwały się od kufrów i pobiegły do sąsiadującej z kuchnią spiżarni. Tam zaczęły napełniać wyciągnięte z szafy prześcieradła gomółkami twardych serów, wędlinami i chlebem.
- Odziejcie się ciepło - poleciła służącym.
Sama narzuciła na ramiona dodatkowy koc i podniosła jeden z zawiązanych tobołków.
Kiedy przybiegła do holu, z zadowoleniem zauważyła, że Modesta posłuchała i zamieniła pantofle na praktyczniejsze obuwie. Przy nodze postawiła wypchaną walizkę, podczas gdy jej pokojówka trzymała w objęciach drugą. Dwaj służący przynieśli kufer. Nie odzywali się, ale ich wzrok utkwiony w pani Baranowskiej mówił Elizie wszystko. Nie sądzili, że z takim obciążeniem wyjdą dalej niż za próg. Nie wierzyli chyba, że w ogóle uda im się ujść z życiem. Trzeci sługa wbiegł do holu, niosąc stary sztucer, który był używany podczas polowań na jelenie.
Lufa wyraźnie drżała, bo stary lokaj wiedział, że nie zatrzyma tym rozwścieczonego motłochu kłębiącego się na podjeździe. Jednak zdecydowanym ruchem poderwał broń w górę i wycelował w stronę coraz bardziej ruchomych wierzei.
- To nie będzie konieczne, Macieju. - Eliza położyła dłoń na lufie i zmusiła sługę, by opuścił sztucer. Stary Maciej pamiętał jeszcze czasy jej dziadka Bartoszewicza. Rzucił jej smutne spojrzenie. - Idziemy do piwnic.
- Genialne. - Macocha nieco poweselała. - Aż dziw, że sama na to nie wpadłam. Zamkniemy się za żelaznymi drzwiami i przeczekamy napad. Kiedy ucichnie całe to zamieszanie, wyjdziemy i któryś z was pobiegnie wezwać nasze wojsko na pomoc.
Mało prawdopodobne, aby żołnierze znaleźli czas, by rozprawiać się ze zbuntowanymi chłopami, gdy pod bokiem mieli bolszewików szturmujących linię Berezyny. Nie dziwiła się jednak, że macocha wpadła na ten pomysł. Polskie oddziały już pod koniec wielkiej wojny broniły polskich ziemian przed gniewem chłopów. Było jasne, że w takiej sytuacji Białorusini nie mogli się doczekać ponownego wejścia bolszewików.
Eliza właśnie się obracała, by na czele rozdygotanej trzódki ruszyć do spiżarni, gdzie znajdowało się wejście do piwnicy, kiedy zaniepokoiła ją nagła cisza. Wciągnęła nosem powietrze. Hol z wolna zaczął wypełniać się gryzącym dymem. Ci durnie naprawdę postanowili spełnić swoje groźby i podpalić budynek z jego mieszkańcami. Lub też - usłyszała z wnętrza domu stek przekleństw - jakiemuś szczęśliwcowi właśnie udało się sforsować któreś z okien, a pod drzwi wejściowe podłożyli wilgotną słomę i podpalili dla odwrócenia uwagi. Nim domownicy zaczęli jeszcze bardziej panikować, jednym skokiem dopadła drzwi do salonu, zatrzasnęła je i znajdując w pęku właściwy klucz, przekręciła go w zamku. W ostatnim momencie, bo kiedy odskoczyła, coś łupnęło w nie głucho. Po steku przekleństw zgadywała, że czyjeś ciało. Dobrze, że postanowili się włamać do salonu, licząc na rabunek kosztowności.
- Szybko! No już!- krzyknęła do zaszokowanych tym zajściem ludzi. - Chyba że chcecie tu zostać jako komitet powitalny. Jestem pewna, że to docenią. Wyprawię wam potem stypę!
Wiedziała, że w rzeczywistości minęły dopiero ułamki sekund, ale ta chwila wydała jej się wiecznością. Musieli się pośpieszyć, bo chłopi w każdej chwili mogli wedrzeć się do westybulu, odcinając im jedyną drogę ucieczki. Jej słowa sprawiły, że stłoczona pośrodku pomieszczenia gromadka się ożywiła. Domownicy, dźwigając swój bagaż, ruszyli w stronę jadalni i leżącej za nią kuchni. Dobrze, że zawczasu ściągnęła kłódkę ze skobla mocującego klapę do podłogi spiżarni.
- Szybciej! - rzuciła do służących, którzy podnieśli pokrywę, odsłaniając drewniane schody wiodące do piwnicy z winem.
- Tylko ostrożnie z tym kufrem... - poleciła pani Baranowska.
- Zostawcie go - nakazała Eliza, z niepokojem wpatrując się w kuchenne drzwi, które wyglądały, jakby za chwilę miały się rozpaść, otwierając chłopom kolejne wejście do dworu. - To za duże obciążenie.
Służący porzucili kufer i każdy z nich złapał lampę naftową podaną przez pokojówkę. Kolejno zanurzali się w ciemnościach piwnicy. Macocha otworzyła usta, aby zaprotestować, ale słysząc głośny trzask drzwi, zebrała w dłoni suknię i zaczęła pośpiesznie schodzić. Za nią prawie sfrunęła ze schodów Modesta. Kiedy Eliza stanęła na posadzce, zobaczyła, jak Maciej opuszcza za nimi klapę. Nim opadła, dziewczyna zdążyła usłyszeć huk i wypełniony triumfem wrzask. To kuchenne drzwi poddały się, wpuszczając do środka intruzów.
- Szybciej! - ponagliła.
Służący, unosząc nad głową lampy, ruszyli w stronę kamiennych schodów wiodących na niższy poziom piwnic. Wkrótce wszyscy stłoczyli się w wąskim korytarzyku. Eliza zaczęła się przeciskać w stronę żelaznych drzwi. Otworzyła je i stanęła z boku, przepuszczając macochę. Kiedy już znaleźli się w obszernym pomieszczeniu, zatrzasnęła odrzwia, przekręcając od wewnątrz klucz. Szybkim ruchem dłoni otarła spocone czoło. Grube mury znacznie wyciszyły dobiegające z góry hałasy. Na razie byli bezpieczni. Na razie, ponieważ chłopi wkrótce zaczną poszukiwać właścicieli. Wtedy zapewne odkryją klapę i zejście do piwnicy. Nie sądziła, aby widłami i siekierami byli w stanie sforsować masywne wrota, nie wykurzą ich też dymem. Groziło im za to inne niebezpieczeństwo, o czym jeszcze nie pomyślała żadna z obecnych w piwnicy osób. Jedyne źródło powietrza znajdowało się za żelaznymi drzwiami, ponieważ podziemne pomieszczenie pozostawiono bez wentylacji.
- Możemy tu przeczekać dzień, aż skończą, a potem wyjechać do Olszowej - powiedziała pani Baranowska do córki. - Warto zainteresować się tym majątkiem, ponieważ nie został tak bardzo zdewastowany podczas wojny.
Nie dodała: w odróżnieniu od Janowic. Wszyscy mieszkańcy zdawali sobie sprawę, jak bardzo zostały zniszczone. Szczęśliwie na terenie majątku nie doszło do bezpośrednich walk, ponieważ Rosjanie wycofali się dość szybko i niemiecka artyleria nie obróciła zabudowań należących do dworu w perzynę, tak jak to się stało z sąsiadującymi Błędnikami.
Naprawdę mieli szczęście, gdyż cofający się Rosjanie metodycznie wyrzucali ludność z domów i podkładali ogień pod obejścia, by wróg przejął tylko spaloną ziemię. Tak samo postąpili wiele lat wcześniej podczas wojny z Napoleonem. Wykorzystali starą taktykę, nie przejmując się stratami, ponieważ spustoszone ziemie zazwyczaj należały do Polaków. Robili to zarówno w Kongresówce, jak i na ziemiach zabranych, a wysiedlaną ludność gnali przed sobą na wschód. Kiedy z tym samym zamiarem weszli do Janowic, starsza panna Baranowska rzuciła prosto w twarz młodemu oficerowi, że podpalą zabudowania dworskie po jej trupie. Nie zamierzała podzielić losu nieszczęśników, którym udzielała tymczasowego schronienia w swoim majątku.
Miała szczęście, ponieważ porucznika, w przeciwieństwie do podległych mu Kozaków, nie nauczono prowadzić wojny z damami. Pamiętała, jak z bijącym sercem oparła się o zatrzaśnięte drzwi. I czekała. Z głębi dochodziły modlitwy macochy i siostry. Ojciec dzięki Bogu wciąż nie wytrzeźwiał i nie mógł zareagować. Dwie godziny później nadeszli Niemcy. Z początku trudno było przetrwać niemieckie rekwizycje i butę nowego zaborcy, ale jakoś dali sobie radę. Kiedy doszło do rewolucji w Piotrogrodzie, mogła jedynie być wdzięczna, że znalazła się po niemieckiej stronie frontu. Uchodźcy z leżących nieopodal Mińska majątków snuli przerażające opowieści. Nie każdemu członkowi ziemiańskiej rodziny udało się ujść z życiem. Niektórzy do czasu przesunięcia się frontu i późniejszego wejścia na te tereny polskich wojsk ukrywali się po schowanych w środku lasu leśniczówkach, chłopskich chatach czy domach popów, licząc, że ocalą przynajmniej życie. Jakoś przetrwały kilka zimowych miesięcy, kiedy to Janowice przejściowo znalazły się pod władzą bolszewików.
Jednak wieści ze wschodu zataczały coraz szersze kręgi, siejąc ferment wśród pokornych dotąd chłopów. Zaczęło się całkiem niewinnie. Przestali kłaniać się na powitanie właścicielom majątku, potem całkiem otwarcie okazywali wrogość, wpierw spojrzeniem, następnie już jawnymi groźbami. W końcu przeszli do czynów i postanowili odebrać, co według nich należało do Białorusinów. A pamiętając, w jaki sposób jej ojciec zarządzał majątkiem, nie mogła mieć do nich pretensji. To w końcu doprowadziło do tego wydarzenia. Napadu chłopów, podczas którego kulili się w piwnicy niczym przerażone myszy.
Pomieszczenie, w którym kiedyś leżakowało w butelkach wino, w odróżnieniu od korytarza i piwnic, gdzie przechowywano jarzyny, miało kamienną podłogę. Pani Baranowska gestem wskazała służącym, aby przy jednym z masywnych regałów złożyły przyniesione koce. Sama okutana w wełnianą chustę zamierzała na nich usiąść i w ten sposób spędzić resztę nocy. Jedynym, co zaprzątało jej w tym momencie myśli, była panująca w pomieszczeniu cisza. W jaki sposób się dowiedzą, czy można bezpiecznie opuścić schronienie? Najwyżej wypuści Macieja... Jeśli wróci, będzie to oznaczać, że chłopi już sobie poszli. Jeśli nie... Cóż... sługa jest stary i żył wystarczająco długo... Zadowolona ze swojego pomysłu zamierzała umościć się wygodnie, kiedy powstrzymała ją Eliza.
- Nie możemy tutaj zostać.
Macocha uniosła w zdziwieniu wypielęgnowane brwi.
- Dlaczegóż to?
- Bo za jakiś czas zaczniemy odczuwać skutki zamknięcia. Drzwi są szczelne, a w piwnicy nie ma okien. Będzie coraz bardziej brakować powietrza, aż w końcu się podusimy.
Modesta z na wpół otwartymi ustami wpatrywała się w starszą siostrę. W tej chwili przypominała Elizie wyciągniętego z jeziora okonia. Młodsza z sióstr rozejrzała się dookoła, jednak wszędzie widoczne były tylko ściany.
- I wiedząc o tym, sprowadziłaś nas tu na pewną śmierć? - wrzasnęła pani Baranowska, dłużej nie dbając o pozory. - Mogłyśmy się ukryć na strychu i tam...
- Sądzisz, że nie przeszukają każdego zakątka dworu? Gdyby wyciągnęli nas bezbronne z łóżek, może uszłybyśmy boso i w nocnych koszulach. Może! Jeśli okazaliby miłosierdzie! W co jednak wątpię. Wiedzieli, że byłyśmy w środku, więc przeszukają dwór. Najcenniejsze przedmioty w razie ucieczki zawsze trzyma się przy sobie, więc zapewniam cię, że w swoich poszukiwaniach będą dokładni. To kwestia czasu, nim dotrą pod te drzwi. I to raczej wcześniej niż później, biorąc pod uwagę kufer, który kazałaś przydźwigać do spiżarni.
- Gdybyśmy go zabrali...
- Nie zdołalibyśmy się ukryć na czas. - Eliza przerwała twardo macosze. - Zamiast pakować jedynie to co niezbędne, marnowałaś czas.
- Mogłyśmy wyjechać w tamtym tygodniu... Teraz znalazłyśmy się w pułapce. Tu jest jak w grobie. Albo się tu podusimy, albo nas zaszlachtują jak bydło...
Służące wyglądały na wystraszone, ale i pogodzone z losem. Chyba wolały zostać w bezpiecznej piwnicy, licząc na łut szczęścia, niż stawić czoła rozwścieczonemu chłopstwu. Modesta zaczęła się trząść i coraz gwałtowniej oddychać. Jeszcze tego brakowało, aby ogarnięta paniką siostra zrobiła coś głupiego. Pora uspokoić nastroje.
- Nie przypuszczałam, że się na to poważą. Nie z naszym wojskiem walczącym tak blisko. Myliłam się...
Prychnięcie macochy starczyło za cały komentarz. Kobieta nie spodziewała się przecież po swojej pasierbicy niczego dobrego. Eliza żywiła nadzieję, że nie dojdzie do zajęcia Janowic przez bolszewików, ale na wszelki wypadek rozpoczęła przygotowania do spieniężenia najwartościowszych przedmiotów. Zaczęła od najcenniejszych win, które jakimś cudem zachowały się w piwnicy. Sporo zdążyła już sprzedać Żydom w Mińsku, licząc na to, że macocha nie zorientuje się w zniknięciu drobiazgu czy dwóch. A gdyby nawet...
Po ukończeniu dwudziestego piątego roku życia, zgodnie z testamentem matki, została jedyną właścicielką Janowic. Ojciec zmarł rok wcześniej, zaraziwszy się grypą podczas pobytu w stolicy. Pieniądze częściowo zamierzała przeznaczyć na zabezpieczenie krewnych, a resztę na Pożyczkę Odrodzenia Polski. Zdawała sobie sprawę, że jeśli podczas wojny do Janowic wkroczą bolszewicy, z majątku zostaną jedynie zgliszcza. Liczyła się z jego utratą i postanowiła zrobić wszystko, aby wspomóc Polaków. Takiej ofiary wymagał jej własny interes. Pieniądze te i złote pamiątki trzymała na wszelki wypadek zawsze przy sobie. Właśnie zamierzała zacząć bicie trzody, aby na potrzeby wojska przekazać również mięso, kiedy doszło do napadu. Spóźniła się. Dobra, które miały posłużyć państwu, zostaną rozgrabione. Żywiła jednak nadzieję, że choć uda jej się ocalić życie mieszkańców.
- Dzięki Bogu te drzwi to nie jedyne wyjście z tej piwnicy.
To oświadczenie skupiło na niej uwagę zgromadzonych.
- Masz na myśli...? Tajemne przejście! - pisnęła nagle podniecona Modesta.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki