Rozdział 3
Kreuzberg przywitał ich oszałamiającą mieszanką szalonych barw, dźwięków i zapachów. Brzydotę siermiężnych budynków równoważyło kolorowe artystyczne graffiti, a spalinowy zaduch wynagradzały cudowne aromaty płynące z knajpek serwujących jedzenie z każdego zakątka świata.
Dante nie krył rozczarowania, gdy Inanna ominęła dwie włoskie trattorie i obiecująco zapchane gośćmi francuskie bistro i poprowadziła go w stronę lokali z kuchnią bliskowschodnią. Westchnął znacząco, gdy usiedli w końcu w niewielkiej syryjskiej restauracji Al-Halabi, zachwalającej na ręcznie wypisanym menu potrawy rodem z Damaszku i najlepsze arabskie słodycze w całym Berlinie. Wybrali stolik na zewnątrz, ale nawet tutaj nie uniknęli akompaniamentu rzewnej arabskiej muzyki dobiegającej z wnętrza restauracji, z ckliwym "habibi" powtarzanym w nieskończoność w każdym refrenie. Nie pytając Dantego o zdanie, Ini zamówiła porcję mezze dla dwóch osób. Jego skrzywiona mina nieco złagodniała na widok miseczek wypełnionych hummusem, baba ghanoush, kilkoma rodzajami przyprawionych na ostro oliwek i miniaturowymi bakłażanami, a także półmisków z liśćmi winogron faszerowanymi ryżem i jagnięciną. Ini uśmiechnęła się szeroko do młodego kelnera i płynnym arabskim poprosiła jeszcze o dwie kawy z kardamonem.
- Zawsze uważałem, że kuchnia bliskowschodnia smakuje trochę tak, jakby coś wybuchło na straganie z przyprawami - zauważył oschle Dante, podnosząc na wysokość wzroku kawałek różowej marynowanej rzepy i przyglądając się jej podejrzliwie.
- Tak, oczywiście, za to kuchnia włoska nie ma sobie równych. - Inanna pokręciła głową z politowaniem. - Pozwolisz jednak, że odpuścimy sobie peany na cześć makaronu.
- Pasty - poprawił ją szczerze urażony. Jeśli chodziło o kuchnię, Dante nie miał za grosz poczucia humoru.
- No dobra, czego tak naprawdę ode mnie chcesz? W jaką intrygę znów zamierzasz mnie wplątać? - zapytała, gdy tylko upiła pierwszy łyk pioruńsko mocnego napitku.
W odpowiedzi Dante uśmiechnął się niewinnie znad swojej filiżanki.
- Dobrze wiesz, że jestem tylko posłańcem. Moją rolą jest zapewnienie łączności między bogami wysokiego kręgu a całym tym bałaganem poniżej. - Zrobił nieokreślony gest dłonią, wskazując dyskretnie na klientów przy okolicznych stolikach.
- Do łączności wystarczyłoby porządne wi-fi. - Inanna zgromiła go spojrzeniem i wycelowała w niego kawałkiem pity. - Nie chrzań, tylko mów wreszcie, o co chodzi.
Dante przewrócił teatralnie oczami i przesunął po stole prostą czarną teczkę. W środku znajdowały się kserokopie policyjnych dokumentów po grecku i turecku, notatki służbowe z obydwu stron granicy, z Orestiady i Edirne, raporty kryminalistyczne, zeznania i... zdjęcia. Inanna zaczęła je uważnie oglądać. Najpierw fotografie poglądowe zrobione z pewnej odległości, dla ujęcia otoczenia, w jakim odkryto zwłoki. Ludzki kształt rozciągnięty na metalowym płocie do granic wytrzymałości kości i ścięgien. Potem zbliżenia, drut kolczasty wbijający się w ciało, porwana skóra, sińce, nabrzmiałe wargi, rany na nadgarstkach o poszarpanych brzegach, oczy zwrócone białkami ku niebu.
- To sprawa dla policji, może nawet dla Interpolu. Zresztą nie wiem, nie znam się. Dlaczego właściwie zawracasz mi tym głowę? - zapytała, nie podnosząc wzroku znad zdjęć.
Zbliżenia, kolejne bezlitośnie szczegółowe zbliżenia. Ramiona, obnażona klatka piersiowa i plecy. I wiadomość... długie równe rzędy klinowatych znaków jakby wypalonych lub wyrżniętych na zsiniałej skórze. Słowo po słowie, zdanie po zdaniu, zapisane uważnie, bez pośpiechu, z przerażającą dbałością o czytelność każdego znaku. Zdania i frazy układające się w odlegle znajomy tekst.
- Ini... - Dante ściszył ostrożnie głos, gdy kobieta zatrzasnęła gwałtownie teczkę.
- Za kogo ty mnie masz? Za jakiś pieprzony boski wymiar sprawiedliwości? I nie mów do mnie "Ini", nie jesteś ani moim kochankiem, ani przyjacielem - wyrzuciła z siebie, jednocześnie grzebiąc nerwowo w torebce.
Czego szukała? Nie była pewna, ale zatopienie się w czeluściach cudownie zwyczajnych babskich przedmiotów pierwszej potrzeby pozwoliło jej przynajmniej ukryć na chwilę twarz przed badawczym spojrzeniem Włocha. Portfel, perfumy, wizytownik, paczka chusteczek o zapachu lawendy, lukrecjowe cukierki z lotniska w Helsinkach, dwie szminki w różnych odcieniach czerwieni, notes, kilka długopisów, kredka do oczu, miętówki, bransoletka, taśma montażowa, papierosy. Papierosy? Zapewne wcisnęła je tam ta bałaganiara Nikki. Przez chwilę Inanna rozważała zapalenie jednego dla ukojenia nerwów.
- Czy poza niewątpliwie pociągającym tytułem Bogini Miłości twoje drugie ja to nie Ereszkigal? - zapytał Dante z łagodną stanowczością. - Gwiazda Wieczorna, Królowa Zaświatów, strażniczka Irkalli, Pani Cieni i tak dalej?
- Obecnie skupiam się raczej na "i tak dalej". - Ini odłożyła w końcu torebkę.
Zmrużyła z niezadowoleniem oczy i prawie nieświadomie potarła nadgarstek, na którym, jak na dowód winy, widniał tatuaż sumeryjskiej sowy. Prastary znak Irkalli stanowił mroczną równowagę dla słonecznego lwa, prężącego się na bliźniaczym rysunku na drugiej ręce. Dzień i noc, życie i śmierć, miłość i wojna, opiekunka i niszczycielka.
- Nie wierzę. Jesteś zbyt ciekawa. Nie chcesz się dowiedzieć, kto to zrobił i dlaczego? - Dante nie ustępował.
Im mocniej nalegał, tym ostrożniej Ini przyglądała mu się spod przymkniętych powiek. Dawno, bardzo dawno nie widziała, żeby na czymkolwiek mu tak zależało. Oczywiście z wyjątkiem tamtej kobiety, ale to było całe wieki temu. Poza tym wtedy chodziło o miłość, a teraz o bezimiennego człowieka gdzieś na rubieżach Europy.
- Zdążyłam się nauczyć, że życie jest znacznie przyjemniejsze, gdy nie starasz się kontrolować wszystkiego wokół. To tylko jeden trup pośród tysięcy. Co mnie to obchodzi? Co to zmienia? - Zabębniła palcami o stół i sięgnęła po kolejny łyk kawy kardamonowej. Intensywny aromat przyjemnie pobudzał zmysły i niemal zupełnie gasił obrzydliwy posmak, jaki zostawiły po sobie zdjęcia. - Poza tym historia pokazuje, że ludzie są wyjątkowo skorzy do mordowania bogów, którzy zeszli na ziemię, żeby się o nich troszczyć - dodała zdradliwie lekkim tonem. - Wolę się szczególnie nie wychylać. Zwłaszcza że... - Urwała, gdy tknęło ją nieoczekiwane wspomnienie.
- Zwłaszcza że co?
- Pokaż mi jeszcze raz to cholerne zdjęcie - mruknęła niechętnie i zaczęła ponownie przerzucać papiery w teczce, tym razem szybko i nerwowo.
Wydobyła plik fotografii i skupiła na nich całą uwagę. Jedna obok drugiej położyła te, z których dało się odczytać pierwszą część tekstu. Im dłużej przyglądała się rządkom klinowatych znaków, tym gorsze miała przeczucia.
Dante poprawił złote spinki w kształcie kaduceuszy na mankietach koszuli, oparł łokcie o stół i bez słowa obserwował jej działania, całkiem skutecznie udając cierpliwość. Ini sięgała właśnie po kolejne zdjęcie z teczki, gdy silny podmuch podniósł rozłożone na stole serwetki, potargał jej włosy, a przy okazji posłał kilka fotografii prosto na chodnik. Odruchowo zanurkowała pod stół w pogoni za utraconymi odbitkami. Gdy wyciągnęła po nie dłoń, jeszcze jedno uderzenie wiatru porwało je kawałek dalej.
- Wyglądasz, jakbyś czegoś szukała. - Usłyszała nad sobą napięty, ale też odrobinę rozbawiony głos.
Dziwne. Wcześniej nie dostrzegła nikogo przy sąsiednim stoliku. Szybko zebrała rozrzucone zdjęcia i zadarła głowę, żeby przyjrzeć się mężczyźnie.
Pierwsze, co pomyślała na jego widok, to to, że jest przystojny, i to w ten szczególnie wyzywający sposób, który najpierw zmusiłby każdą kobietę do odwrócenia wzroku, tylko po to, żeby potem ukradkiem go podziwiała. Miał ciemnobrązowe, niemal czarne włosy, klasyczne rysy i oczy w kolorze bursztynu. Mimo przedpołudniowego światła twarz skrywał pod obszernym kapturem. Spod lekkiej zamszowej kurtki wystawał dopasowany biały podkoszulek, podkreślający nienaganną sylwetkę sportowca, chociaż określenie, które pierwsze przyszło do głowy Ini, to "ciało wytrawnego wojownika". Na jego stoliku stała kawa i nic więcej. Żadnego telefonu, komputera, książki czy papierów. Dziwak.
- Właśnie znalazłam - odpowiedziała natychmiast. Zbyt szybko, żeby zabrzmiało to naturalnie. Przełknęła ślinę, a wraz z nią alarmujący metaliczny posmak zwiastujący kłopoty.
Nieznajomy nie uśmiechnął się, tak jak tego oczekiwała, tak jak zrobiłby każdy normalny człowiek w podobnej sytuacji, ale w jego twarzy coś ledwie dostrzegalnie się zmieniło. W ciemnobursztynowych oczach zapaliły się iskry, od których chłodnego lśnienia Ini ścierpła skóra na karku.
- Ja też - odparł krótko i bez zażenowania wciąż taksował ją śmiałym wzrokiem.
Ini zacisnęła usta, zebrała zamaszystym gestem resztę rozrzuconych zdjęć i pospiesznie wróciła na swoje krzesło. Jej żołądek zawiązał się w ciasny supeł, utrudniając oddychanie. Ta aura... Dziwna, stara, emanująca złotem i echem wymarłych języków. Nieświadomie wzięła głęboki oddech i zaraz poczuła w ustach mieszankę dawno zapomnianych smaków. Dziki miód i świątynne kadzidło. Coś w niej drgnęło, jakby uśpiony w niej lew leniwie budził się z przedwiecznego letargu.
- Więc? Co to znaczy? - Dante wyglądał tak, jakby boleśnie wstrzymywał się z tym pytaniem już od początku spotkania.
Ini strzeliła ostrzegawczym spojrzeniem w kierunku stolika obok. Tajemniczy mężczyzna popijał swoją kawę jak gdyby nigdy nic. Wyglądał nawet na nieco znudzonego, ale coś w tym człowieku nadal nie dawało jej spokoju. Wszystkie zmysły biły na alarm jak dzwony w dniu upadku Konstantynopola. Wzięła jeszcze jeden głęboki oddech, ale zapach kadzidła się ulotnił. Może to tylko złudzenie, a może czysty przypadek - w końcu byli na Kreuzbergu, na pewno jeden ze sklepików w okolicy sprzedawał podobne wonności.
- To fragment sumeryjskiego poematu - wyjaśniła, przechodząc bez zająknięcia na włoski. Uznała, że w tym wypadku ostrożność nie zaszkodzi. - Z pewnymi... modyfikacjami.
- Poezja? - prychnął z niedowierzaniem Dante.
Wrzucił sobie do ust resztę oliwek, a Inanna wybrała jedno ze zdjęć i zaczęła tłumaczyć:
Zniszczę kraje,
zamienię je w pył;
przewrócę miasta,
obrócę je w pustkowie;
skruszę mury,
roztrzaskam twe bramy,
obudzę Cienie,
unicestwię ludzi,
ich dusze zamienią się w dym;
nikt nie zostanie oszczędzony1.
- Ale co to znaczy? - Dante zrobił zbolałą minę i zaczął przeglądać zdjęcia, jakby miał nadzieję tam odszukać sens dziwnych słów.
- Powiem ci po drodze. - Ini sprawdziła szybko komórkę, zabrała mu z rąk fotografie, poskładała je i włożyła do teczki razem z resztą dokumentów. - Muszę wracać, Ava bombarduje mnie wiadomościami.
- A w ilu pytała o mnie? - Dante uśmiechnął się znacząco, ale Ini w odpowiedzi pokazała mu język.
Uregulowała rachunek, a kiedy ruszyli w poszukiwaniu taksówki, ostatni raz spojrzała w stronę tajemniczego nieznajomego. Stolik był jednak pusty, zniknęła nawet filiżanka z kawą. Nie odnotowała chwili, gdy wychodził.
- Czy ty też to poczułeś? - zapytała ściszonym głosem.
- Co takiego? - Dante odruchowo rozejrzał się wokół.
- Ten mężczyzna przy stoliku obok. Coś w nim... - Urwała, szukając właściwego słowa. No właśnie, co to w zasadzie było?
- Inanni - jęknął przeciągle Dante. - Jesteśmy na tropie psychopaty tatuującego ludzi starożytnymi klątwami, a ty zawracasz mi głowę jakimś typem, który zagadnął cię w knajpie?
W normalnych okolicznościach Inanna odgryzłaby się, ale to było zbyt ważne. On był zbyt ważny. To nie mógł być przypadek.
- Jego aura była osobliwa. Nie ludzka, ale też nie boska.
- Może to demon? - Dante pogardliwie wydął wargi.
- Nigdy nie widziałam takiego demona. Był taki... - Objęła się ramionami, bo mimo letniej pogody zaczęła delikatnie drżeć. - Cywilizowany. Zupełnie jak człowiek, tylko z wyjątkowo starą duszą.
- Chyba rzeczywiście za dużo pracujesz, skoro zaczynają cię fascynować demony i fakt picia kawy uznajesz za oznakę wyższej kultury.
- Ostrożnie, Hermesie. - Inanna groźnie ściągnęła brwi. - Stoimy tylko stopień wyżej od nich.
- To bestie, które nie potrafią zapanować nad własnymi żądzami. - O ile wcześniej mężczyzna tylko lekko kpił, teraz nie krył pogardy. - Ich miejsce jest za murami twojej Irkalli. Te pełzające po ziemi powinniśmy tam jak najszybciej odsyłać.
Inanna wzruszyła ramionami i pomachała energicznie do nadjeżdżającego właśnie taksówkarza. Zanim wsiadła do samochodu, rzuciła przez ramię ostatnie spojrzenie w kierunku damasceńskiej restauracji, ale po nieznajomym zostało jedynie wspomnienie ulotne jak smak kadzidła i miodu w jej ustach.
***
Ini wbiła wzrok w lusterko wsteczne, w którym odbijała się pulchna twarz znudzonego taksówkarza. Miał rysy sugerujące tureckie pochodzenie, szczerze wątpiła więc, żeby rozumiał włoski. Mimo wszystko nie zamierzała ryzykować.
- Dorzucę coś ekstra, jeśli przyciszy pan ten skowyt - rzuciła z uśmiechem.
Taksówkarz zmarszczył czoło, zdając sobie sprawę, że klientka czegoś od niego chce.
- Muzyka ekstra! - podchwycił, wyraźnie zadowolony z siebie, cmoknął z zachwytem i podkręcił głośność tak, że basy zaczęły rytmicznie trzeszczeć.
Ini stłumiła westchnienie i skupiła uwagę na Dantem.
- Jak się o tym dowiedziałeś? - zapytała, nadal po włosku, gdy zakorkowanymi ulicami przeciskali się w kierunku Wyspy Muzeów.
- A jakie to ma znaczenie? - prychnął Dante ze wzrokiem uparcie utkwionym w widoku za przyciemnianą szybą okna.
- Nie wierzę, że rutynowo raportujesz swoim mocodawcom o wszystkich dziwnych morderstwach na świecie. Skąd wiedziałeś? - naciskała.
- Mam uszy i oczy wszędzie tam, gdzie dzieje się coś niezwykłego - odparł wymijająco. - Jak inaczej mielibyśmy opiekować się światem? Ale, Inanni, tu nie chodzi tylko o ten... tatuaż - dodał po krótkim zawahaniu się. - To morderstwo to przesłanie. Ktokolwiek jest jego autorem, chciał, żeby ta wiadomość do nas dotarła, żebyśmy się dowiedzieli o... Właściwie o czym? - Odwrócił wzrok od okna i spojrzał w jej stronę.
Tutaj, w półcieniu wnętrza wysłużonej taksówki, znacznie bardziej przypominał prawdziwego siebie niż włoskiego playboya, którego lubił zgrywać przy śmiertelnikach. Na dnie ciemnobrązowych oczu odbijały się wieki, które przeżył, nieustannie podróżując między górą i dołem, między boskim kręgiem, światem ludzi a bramami Irkalli. Książę kłamców, kupców, sekretów i złodziei.
- To nie jest wiadomość, Dante - Inanna uważnie dobierała słowa. - To groźba. I wyzwanie.
Dante jeszcze przez chwilę mierzył ją badawczym spojrzeniem, tak jakby czekał na dalsze wyjaśnienia.
- Muszę zobaczyć ciało - dodała w końcu.
- Po co?
- Muszę się dowiedzieć, jak do tego doszło. Wszystko ma znaczenie. Każdy szczegół, a zwłaszcza taki, który zignorują zwykli śledczy.
Dante bez przekonania pokiwał głową i zaczął wystukiwać palcami skomplikowany rytm na szybie taksówki. Kierowca mruknął coś potencjalnie obraźliwego i podkręcił głośność radiowego przeboju. Ini miała przeczucie, że on i Nikki dogadaliby się w kwestii muzycznych gustów.
- Wiesz, z jaką trudnością dotarłem do zdjęć z akt sprawy? - Włoch znów wpatrywał się w widok za oknem, osobliwie zafrapowany nijakimi budynkami stojącymi równo wzdłuż ulicy.
Po chwili przekroczyli Sprewę i wjechali na Wyspę Muzeów od zdecydowanie najmniej malowniczej strony.
- Dante... - Ini przelotnym gestem pogładziła jego dłoń. Drgnął i natychmiast odwrócił się w jej stronę. - Węszenie wokół cudzych sekretów to przecież twoja specjalność. Gdy tylko dzieje się coś naprawdę niecodziennego, zawsze wyczołgujesz się spod jakiegoś kamienia, jak pustynna jaszczurka przeczuwająca deszcz.
Włoch zmrużył oczy, starając się sprawiać wrażenie obrażonego.
- Nie udawaj, że mnie znasz, i nie próbuj mną manipulować tanimi pochlebstwami.
- Hmmm... - Ini uśmiechnęła się przebiegle na dźwięk ostatniego słowa. Była na dobrym tropie. - W sumie to nawet nie tyle twoja profesja, ile twoja pasja. Założę się, że jeśli tylko odpowiednio byś się do tego przyłożył, dałbyś radę jakoś umożliwić mi...
- To nie takie proste - przerwał jej znacznie bardziej nerwowo, niż oczekiwała. - Człowiek ze zdjęcia był uchodźcą. Został znaleziony kilka dni temu, powieszony na ogrodzeniu granicznym dzielącym Turcję od Grecji. W sprawę już zaangażowały się wszystkie możliwe służby, Unia, ONZ, organizacje broniące praw człowieka i rozszalała prasa. - Dante wyliczał coraz szybciej i coraz energiczniej gestykulując. Taksówkarz znów burknął coś pod nosem i samochód zatrzymał się gwałtownie w korku. - Nie załatwię ci tak po prostu wizyty w prosektorium. O ile zresztą wojskowi już nie pozbyli się ciała. Trup na granicy to jedno, ale niektórzy wzięli te znaki za ślady tortur i zrobiło się nerwowo.
Inanna zacisnęła usta.
- Świadkowie?
- Wyparowali. - Skrzywił się i znów poprawił spinki na mankietach. Zrobił to tak uważnie, jakby chciał zyskać na czasie i coś przemyśleć. - Ruszyli dalej, przez kolejne europejskie granice. Jak wszyscy teraz.
Przez chwilę trwali w pełnym napięcia milczeniu przerywanym jedynie jednostajnym refrenem radiowego przeboju jakiejś wschodzącej gwiazdki.
- Kamień w wodę - podsumowała Ini.
- Igła w stogu siana - przytaknął Dante.
Zaciskał usta, zupełnie jakby starał się stłamsić cisnący się na nie zadowolony uśmieszek.
- Och, wyduś to z siebie wreszcie. Znalazłeś ich, prawda? - Inanna szarpnęła go za łokieć.
- Psujesz mi całą zabawę. - Udał obruszenie. - Nie lubię przemądrzałych kobiet, które uważają, że zawsze mają rację.
- Bez "uważają" - poprawiła go. - A poza tym kochasz przemądrzałe kobiety i jesteś mistrzem w odkrywaniu tajemnic.
Nie zaprzeczył.
- Dokąd jedziemy? - zapytała, gdy taksówka z ciężkim westchnieniem rury wydechowej poruszyła się o ledwie kilka metrów do przodu.
Do Muzeum Pergamońskiego zostało tylko kilka przecznic, ale trasa znów prowadziła na brzeg Sprewy. Jeżeli mieliby zmienić cel podróży, to teraz był najlepszy moment na podjęcie decyzji. Dante rzucił okiem za okno, na zegarek, a ostatecznie na Inannę.
- Do Aten - oznajmił z ledwie wyczuwalną niechęcią. - Chociaż nie wiem, jak bardzo będą pomocni ani co widzieli. Nie mam też stuprocentowej pewności czy to dokładnie ta grupa.
- Musimy to sprawdzić - stwierdziła.
Nie mieli innego wyboru, jak tylko podążyć za tropem, choćby najsłabszym. W głowie nadal dudniły jej słowa starożytnej klątwy. Miała nieprzyjemne przeczucie, że jej słowa nie zostały dobrane przypadkowo.
- Czy ty... czy się domyślasz, kto za tym stoi? - zapytał ściszonym głosem Dante.
- To może być zbieg okoliczności - odpowiedziała ostrożnie. - Szaleniec ze smykałką do starożytnych języków. Zbuntowany archeolog... - Pokiwała w zamyśleniu głową.
- Zbuntowany archeolog? - Dante parsknął śmiechem. - Uuuch, aż mnie ciarki przeszły! I co zamierza, pomieszać kolejność przypisów w swoim nowym artykule?
- Porzucony kochanek... - Inanna kontynuowała wyliczankę mało prawdopodobnych domysłów.
- No to teraz naprawdę szukamy igły w stogu siana!
Miała zamiar jakoś się odciąć, ale jej komórka rozdzwoniła się tą swoją denerwującą melodyjką. Kierowca złapał w lusterku wzrok Ini i mrugnął do niej z aprobatą.
- Cholera jasna... - mruknęła, grzebiąc w czeluściach torebki.
Nie zdążyła odebrać połączenia, ale już po chwili rozległ się dźwięk SMS-a.
- Co? - Dante nachylił się w jej stronę, licząc, że dyskretnie rzuci okiem na ekran telefonu.
- Nikki... - Ini pokręciła głową.
Po chwili przyszła kolejna wiadomość. I kolejna.
- Czyli jednak randka? - Dante wydawał się odrobinę rozczarowany.
- Nikki to dziewczyna - fuknęła Inanna. - Moja... - Zamilkła, wystukując odpowiedź. Właściwie nie wiedziała, jak to wszystko wyjaśnić Dantemu. Nie, żeby była mu winna jakiekolwiek wyjaśnienia. - Tymczasowo u mnie mieszka - podsumowała ostatecznie i dopiero po chwili zorientowała się, jak mogło to zostać odebrane. - Nie w takim sensie! - Zgromiła Włocha wzrokiem. - Zresztą to i tak nie byłaby twoja sprawa. Opiekuję się nią.
- Adoptowałaś śmiertelniczkę?
Ini wzruszyła ramionami.
- Tak tylko pytam. - Dante postanowił odpuścić, widząc, że szykuje się do kolejnej słownej batalii. - No nie rób takiej miny, podziwiam cię, naprawdę. Chociaż może sensowniej byłoby zacząć od kota.
- Jedziemy do mojego mieszkania, muszę z nią porozmawiać, a ty sprawdź najbliższe loty - rozkazała tonem nieznoszącym sprzeciwu.
Dante uniósł brwi w udawanym zdziwieniu, ale na ustach błąkał mu się uśmieszek satysfakcji.
- A nie boisz się, że bez ciebie Muzeum Pergamońskie legnie w gruzach?
Inanna tylko pokiwała głową, poirytowana.
- Przynajmniej byłaby jakaś szansa, że po tym zrekonstruują moją bramę, jak trzeba - wymamrotała.
1 Parafraza Poematu Erry, na podstawie angielskiego tłumaczenia w: Benjamin R. Foster, From Distant Days: Myths, Tales, and Poetry of Ancient Mesopotamia, CDL Press, 1995.