Po dwóch godzinach jazdy wjechałyśmy na teren kliniki. Siedziałam sztywno, nienaturalnie wyprostowana, obserwując wszystko po drodze. Przyjaciółka zatrzymała swoje auto przed wielkimi przeszklonymi drzwiami i zgasiła silnik. Popatrzyłam na budynek z rezerwą.
Emma sięgnęła ponad skrzynią biegów i dotknęła mojej dłoni. Zerknęłam na nią, gdy rzuciła cicho:
- Dasz sobie radę, Amando.
Z trudem udało mi się wziąć głęboki oddech.
- Obyś miała rację - mruknęłam. - Co ze Stephenem?
- Moja asystentka zawiezie twoje rzeczy do mojego domu. Chodź, oprowadzę cię i uciekam, wieczorem mam lot.
Skinęłam głową.
- Chodźmy - powtórzyłam po niej.
Nacisnęłam klamkę i popchnęłam drzwi, po czym wysiadłam na drżących nogach. Klinika była ogromna, jej rozmiar zaczynał mnie przytłaczać. Zapragnęłam wziąć nogi za pas i uciec stąd jak najszybciej. Emma podeszła do mnie i wsunęła mi rękę pod ramię. Czuła, jak drżę, więc ścisnęła mnie za przedramię.
- Jestem z tobą, kochanie.
Wypuściłam powietrze przez usta i głosem drżącym z emocji powiedziałam:
- Pokaż mi twoje dziecko.
Powoli zaczęłyśmy iść w stronę budynku. Drzwi otworzyły się przed nami. Stojący w nich ochroniarz uśmiechnął się na widok Emmy.
- Witamy - rzucił.
- George, poznaj Amandę. Będzie zarządzała kliniką pod moją nieobecność - przedstawiła mnie przyjaciółka.
Mężczyzna skinął grzecznie głową. Przeszłyśmy dalej i Emma poprowadziła nas do środka. Przyglądałam się czarnej marmurowej podłodze, złotym zdobieniom i szklanym ścianom. Z każdej strony czuć było luksus i bogactwo.
- Nasi pacjenci to głównie osoby zamożne, celebryci, menedżerowie, VIP-y, generalnie szukający najlepszej opieki. Mamy wśród personelu wielu specjalistów, takich jak fizjoterapeuta, neurochirurg, anestezjolodzy. Jednym słowem: wszystko - zakończyła ze śmiechem.
- Rozumiem - potaknęłam.
- Pokażę ci gabinet - oświadczyła. - A potem przedstawię zespołowi.
- Zgoda. - Stres odbierał mi mowę.
Wspięłyśmy się na piętro po kręconych schodach. Tutaj znajdowały się tylko dwa gabinety ze złotymi tabliczkami na drzwiach. W pokoju należącym do Emmy stało eleganckie biurko, regał z dokumentami i dwa miękkie fotele. Do tego kilka roślin, które miały dodać miłej atmosfery.
To tu spędzę najbliższe trzy miesiące. Podeszłam do biurka i położyłam na nim torebkę. Emma zdjęła z wieszaka biały kitel i podała mi go. Popatrzyłam na materiał i poczułam, jak mój żołądek zawiązuje się w supeł. Z ociąganiem wzięłam go do ręki i zadrżałam niekontrolowanie, gdy moje palce zacisnęły się na nim.
- Gotowa, by poznać załogę? - spytała Emma.
Włożyłam kitel i wygładziłam biały materiał. Pod moimi powiekami zaczęły zbierać się łzy, zamrugałam szybko, aby je przegonić.
- Tak - zachrypiałam ze stresu.
- Zejdziemy teraz piętro niżej, gdzie są sale i gabinety pozostałych lekarzy.
Ruszyłyśmy we wskazanym kierunku. Opuszczając gabinet, zerknęłam w kierunku drugiego pomieszczenia. Miałam zapytać przyjaciółki, do kogo należy, ale ta zaczęła mi coś tłumaczyć, więc postanowiłam się z tym wstrzymać.
Mijający mnie ludzie zerkali na mnie z ciekawością, kiedy przechodziłam obok nich na korytarzach. Przy każdych kolejnych drzwiach Emma tłumaczyła mi, kto za nimi pracuje. Sharon była anestezjologiem, Nora fizjoterapeutą i została nam ostatnia para.
- Emmo, mogę cię prosić na chwilę! - zawołał ktoś.
- Przepraszam cię na sekundkę - rzuciła, po czym odeszła w innym kierunku.
Zostałam sama, wsunęłam dłonie do kieszeni spodni i zakołysałam się na piętach. Nie wiedziałam, ile to potrwa, zanim Emma wróci, i nie za bardzo chciałam się stąd ruszać. Ciekawość jednak wygrała i powoli zaczęłam iść w stronę ostatnich drzwi. Wtedy zza rogu szybkim krokiem wyłonił się wysoki mężczyzna. Nie spodziewał się mnie tak samo, jak ja jego, przez co wpadliśmy na siebie.
Stęknęłam, gdy zderzyłam się z jego twardym ciałem. Pospiesznie cofnęłam się o krok i uniosłam głowę, patrząc na najprzystojniejszą twarz, jaką do tej pory widziałam. Mocno zarysowana szczęka, zarost i usta zaciśnięte ze złości. Niebieskie oczy ciskały we mnie błyskawice. Rozchyliłam usta, kiedy doleciał do mnie zapach jego perfum. I wtedy... dostrzegłam biały kitel.
- Kim jesteś? - odezwał się do mnie nieznajomy wyjątkowo nieprzyjemnym tonem.
- A ty? - odbiłam piłeczkę.
Mężczyzna o idealnie ułożonych ciemnoblond włosach poruszył zaciśniętą szczęką. Musiałam zadzierać głowę do góry, aby na niego patrzeć. Miał chyba ze dwa metry wzrostu.
- Ja tu pracuję. Jesteś umówiona do mnie na wizytę? - zapytał, lustrując mnie od stóp do głów uważnym spojrzeniem. - I dlaczego nosisz kitel?
Prychnęłam, słysząc jego protekcjonalny ton.
- Do ciebie? Nie, dziękuję - odparłam, zrażona jego aroganckim zachowaniem. - Jestem przyjaciółką Emmy.
Mężczyzna uniósł wysoko brwi.
- To gdzie wobec tego jest Emma?
- Skąd mam wiedzieć? Ktoś ją zawołał - mruknęłam, rozglądając się na boki w poszukiwaniu przyjaciółki. - Pewnie zaraz wróci.
- Jesteś lekarzem? - dopytywał.
Wsparłam się pod boki i przekrzywiłam na bok głowę. Facet przez cały czas świdrował mnie spojrzeniem.
- Farmaceutką.
- To co tutaj robisz?
- Co cię to...? - Urwałam.
- Matt! - Z głębi korytarza dobiegł mnie głos Emmy. - Poznałeś już moją przyjaciółkę, Amandę. Kochanie, to Matt, mój wspólnik. Amanda razem z tobą będzie zarządzała kliniką podczas mojego pobytu w Stanach.
Po kilku chwilach zrównała się ze mną ramieniem. Uniosłam wysoko brwi: a więc to był ten neurochirurg? Cóż, nie wspomniała o tym, że dziad jest przystojnym mężczyzną. Szkoda tylko, że przy tym takim gburem.
Tymczasem typ wbił w moją przyjaciółkę wściekłe spojrzenie.
- Co?
Kilka osób z personelu zaczęło się nam ukradkiem przyglądać.
- To, co słyszałeś. Amanda mnie zastąpi - powtórzyła spokojnie Emma.
Matt podszedł do niej i popatrzył na nią z góry. Zaciekawiona przyglądałam im się z boku.
- Porozmawiajmy w gabinecie. Pozwól, proszę - warknął.
- Zgoda - odparła Emma, patrząc mu prosto w oczy. - Amando, chodź z nami - dodała.
Matt pierwszy ruszył korytarzem, Emma za nim, a ja na samym końcu. Mimo tego, że szedł pierwszy, wyróżniał się nad nami jak jakaś góra lodowa. Szeroki w barkach z widocznie zarysowaną talią przypominał bardziej modela niż lekarza. Miałam w głowie to jego niebieskie spojrzenie...
Weszliśmy do gabinetu Emmy, a ja zamknęłam za nami szklane drzwi. Matt zwrócił się z wściekłym wyrazem twarzy do swojej wspólniczki.
- Kto to jest?! - zawołał, wskazując na mnie ręką.
Skrzyżowałam ramiona na piersi, zachowując kamienny wyraz twarzy. Chyba gościu mnie nie polubił. Zachowywał się, jakby mnie tu w ogóle nie było.
- To Amanda Pierce. - Emma pozostała niewzruszona jego wściekłością. - I zastąpi mnie na trzy miesiące.
Matt zacisnął dłonie w pięści.
- Jakim prawem podjęłaś taką decyzję sama? - wycedził przez zaciśnięte zęby.
- Amanda jest osobą godną zaufania, prowadzi swoją aptekę, więc zna się na działalności medycznej. Poza tym nie muszę cię pytać o zgodę w kwestii tego, kogo wybiorę na swoje zastępstwo. Mam większość udziałów, zapomniałeś?
- Wzięłaś kogoś z zewnątrz. Jakąś obcą babę, która nawet nie jest lekarzem! - ryknął. - Ta klinika jest też moja i nie pozwolę, aby pracował w niej ktoś niekompetentny.
- Niekompetentny? - powtórzyłam za nim, wtrącając się do rozmowy.
Adrenalina zaczynała krążyć w moich żyłach.
Poderwał głowę do góry i obrzucił mnie pogardliwym spojrzeniem.
- Nie wtrącaj się - warknął.
- Jakim prawem... - zaczęłam, gotując się ze złości. Co za arogancki buc!
- Nie będę słuchaj kobiety, która wzięła się tutaj nie wiadomo skąd - przerwał mi w połowie zdania.
Zachłysnęłam się z oburzenia.
- Jeszcze to odszczekasz...
Popatrzył na mnie z góry.
- Zobaczymy - wycedził. - Chcę z tobą porozmawiać na osobności, Emmo.
- Przykro mi, muszę już jechać. Dogadacie się, wierzę w to. Uciekam!
Emma poszła sobie jakby nigdy nic. Z niedowierzaniem i rozdziawioną buzią obserwowałam, jak znika mi z oczu. Popatrzyliśmy po sobie z Mattem, mierząc się wzrokiem.
- Chodź na taras - rozkazał.
Ominął mnie i opuścił gabinet. Zaciskając dłonie w pięści, ruszyłam za nim.