Pani Anima czyli Kangór - Ewa Kuryluk

Kup ebooka

29.00 zł
24.07 zł (23,85 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

KONTUR

1972-1975

rodzicom i Piotrusiowi

.

Ciało słońcem podzielone

na drogi światła i cienia

czerwonym konturem bólu

przygwożdżone do ziemi.

Śpij. Niech muska cię trawa

mucha przysiada na powiece.

Śpij. Niech wieże Manhattanu

spoczną na torach niebieskich.

Miasto słońcem podzielone

na ulice światła i cienia

czerwonym konturem bólu

przygwożdżone do ziemi.

Śpij. Niechaj sen trwa wiecznie

mucha osiądzie na powiece.

Manhattan wzleci i do nieba uniesie

źdźbła trawy z Parku Centralnego.

.

Przydrożne listki koniczyny.

Droga pod górę i bielony

konar czereśni opatrzonej

ojca spojrzeniem spolegliwym.

Dnieje. I dymu wąska strużka

zagięta za horyzont rześki

przybliża przestrzeń. Dziadka sady

strome parowy. Do Zbaraża ścieżkę.

Złuszczone płaty seledynu.

Chropawy mur. Palimpsest połatany.

Ogołocona weranda pamięci

z pnączy wonnej trawy.

W kropelkach tuszu odtworzony

starty krajobraz wspólne źródła

huculskich kafli ubogie barwy

monogram chwiejnym ściegiem haftowany.

- W słotny poranek powrócimy razem

w cień swojski ujazdowskich wirydarzy -

zanim marzenie w słowie zwarzy się

ogrzewam dłonie w rysach Twojej twarzy.

.

Rzucony śnieg na szczyty Alemanii

i wicher dmie

zwiastując kroki Twoje

w welonie Beatrycze błąkają się dłonie

sza - hałas słyszę spadających lawin

rzucony cień na szczyty Alemanii

piorun uderzył i rozłupał mit

spłonęły krzewy białych berberysów

z miękkiego szala wysączył się krzyk

wystąpił z brzegów strumień wyobrażeń

na palcu ojca pierścień z ametystem

beryllium płynie strontium samoistnie

gruzełki rtęci rozpryskują się

bród przebrnęliśmy strugi oblodzone

na palcu ojca po pierścieniu znamię

wróćmy! połacie lśnią Arkadii

w dolinie Tempe kwitnie głóg

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

KONTUR, PANI ANIMAi OD KARDAMILI DO KYTERY

Pani Anima czyli Kangór składa się z wierszy wczesnych. Wybrałam te, które podobają mi się nadal, nic w nich nie zmieniając. Starość bywa bowiem od młodości mądrzejsza, ale cierpi na brak animuszu. Ułożone chronologicznie wiersze zaczynają się od Konturu (1979), wydanego bez ingerencji cenzury. Natomiast drugi zbiór zatrzymała na pięć lat, może z powodu tytułu Pani Anima, budzącego skojarzenia z Panem Cogito Zbigniewa Herberta (wówczas na indeksie), z którym istotnie polemizował. Następnie, 13 grudnia 1981 roku, w dniu otwarcia mojej pierwszej wystawy amerykańskiej, wprowadzono w kraju stan wojenny. Dopiero kiedy śrubę poluzowano, Wydawnictwo Literackie w Krakowie przepchnęło mój tomik.

Pani Anima wyszła bez korekty autorskiej w styczniu 1984. Jeden egzemplarz przysłała mi za Atlantyk mama z zapytaniem: "ciekawe, czy zwiastuje odwilż?". Tak - potwierdziłam, nie wyjawiając, że przywrócono mi właśnie polski paszport, zatrzymany na półtora roku w nowojorskim konsulacie PRL. Umknęło mi, że wycięto kilka wierszy, głównie erotycznych. Odnalazłam je tej jesieni w starej londyńskiej teczce, więc Pani Anima ukaże się w 2026 roku w komplecie, lecz w innym porządku niż poprzednio. Nie pamiętam, dlaczego nie znalazł się w książce poemat "Od Kardamili do Kytery", może wydał mi się zbyt odrębny.

"Od Kardamili do Kytery" napisałam w czasie wakacji letnich 1975, spędzonych z Helmutem pod namiotem. W lipcu stał w cieniu rozłożystej pinii na piaszczystym wybrzeżu Kardamili na Peloponezie, w sierpniu borykał się ze zmiennymi wiatrami na kamienistej plaży Cytery. Grecję znałam już wtedy z wycieczki przedmaturalnej. Ale dopiero tamtego lata, dobiegając trzydziestki, wsłuchałam się w "kulturę antycznej Hellady", jak to polecał jej wielbiciel ojciec, powtarzając nam od małego: "Panta rhei! Grecy to odkryli pierwsi. Wszystko płynie, nic się nie powtarza, wszystko jest względne".

Ten poemat o metamorfozach przyrody i mentalności, o rodzinie i Europie (przegrodzonej ówcześnie żelazną kurtyną), o Ziemi bez granic i nawigacji tak swobodnej, jakby się było sobie statkiem, żaglem i wiatrem, antycypuje pożegnanie ze Starym Światem. Dokonało się na razie tylko w wyobraźni, skierowanej na nowy tor w czasie trzytygodniowego pobytu w Nowym Jorku jesienią 1974 roku. Manhattan natchnął tytułowy wiersz Konturu, portret brata na tle Bliźniaczych Wież i mój Piotrowi dedykowany "grecki rejs". O poezji za oceanem opowiem we wstępie do Animy w Ameryce.