.
Ciało słońcem podzielone
na drogi światła i cienia
czerwonym konturem bólu
przygwożdżone do ziemi.
Śpij. Niech muska cię trawa
mucha przysiada na powiece.
Śpij. Niech wieże Manhattanu
spoczną na torach niebieskich.
Miasto słońcem podzielone
na ulice światła i cienia
czerwonym konturem bólu
przygwożdżone do ziemi.
Śpij. Niechaj sen trwa wiecznie
mucha osiądzie na powiece.
Manhattan wzleci i do nieba uniesie
źdźbła trawy z Parku Centralnego.
.
Przydrożne listki koniczyny.
Droga pod górę i bielony
konar czereśni opatrzonej
ojca spojrzeniem spolegliwym.
Dnieje. I dymu wąska strużka
zagięta za horyzont rześki
przybliża przestrzeń. Dziadka sady
strome parowy. Do Zbaraża ścieżkę.
Złuszczone płaty seledynu.
Chropawy mur. Palimpsest połatany.
Ogołocona weranda pamięci
z pnączy wonnej trawy.
W kropelkach tuszu odtworzony
starty krajobraz wspólne źródła
huculskich kafli ubogie barwy
monogram chwiejnym ściegiem haftowany.
- W słotny poranek powrócimy razem
w cień swojski ujazdowskich wirydarzy -
zanim marzenie w słowie zwarzy się
ogrzewam dłonie w rysach Twojej twarzy.
.
Rzucony śnieg na szczyty Alemanii
i wicher dmie
zwiastując kroki Twoje
w welonie Beatrycze błąkają się dłonie
sza - hałas słyszę spadających lawin
rzucony cień na szczyty Alemanii
piorun uderzył i rozłupał mit
spłonęły krzewy białych berberysów
z miękkiego szala wysączył się krzyk
wystąpił z brzegów strumień wyobrażeń
na palcu ojca pierścień z ametystem
beryllium płynie strontium samoistnie
gruzełki rtęci rozpryskują się
bród przebrnęliśmy strugi oblodzone
na palcu ojca po pierścieniu znamię
wróćmy! połacie lśnią Arkadii
w dolinie Tempe kwitnie głóg
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki