Pamiętniki Wampirów. Księga 3: Dusze cieni - L.J. Smith

-
Proszę czekać

Mojej cudownej agentce Elizabeth Harding

Rozdział 1

Drogi pamiętniku - szeptała Elena. - Czy to nie frustrujące? Zostawiłam cię w bagażniku jaguara, a jest już druga w nocy. - Dźgnęła się palcem w nogę pod nocną koszulą, jakby miała w ręku pióro i właśnie stawiała kropkę. Zaczęła szeptać jeszcze ciszej, opierając czoło o szybę okna. - A teraz boję się wyjść na zewnątrz, w ciemność, i cię przynieść. Naprawdę się boję.

Znów uderzyła się w udo. A kiedy poczuła, że łzy płyną jej po policzkach, z ociąganiem włączyła dyktafon w komórce. To było głupie marnotrawstwo baterii, ale nie mogła się powstrzymać. Potrzebowała tego. 

- A więc jestem - powiedziała cicho. - Siedzę na tylnym siedzeniu samochodu. To musi wystarczyć za mój dzisiejszy wpis. A tak przy okazji stworzyliśmy zasady na czas podróży. Ja śpię na tylnym siedzeniu jaguara, a Matt i Damon zwiedzają okolicę. Jest tak ciemno, że nigdzie nie mogę dostrzec Matta... Prawie zwariowałam, płakałam i czułam się zupełnie zagubiona. I tak bardzo tęsknię za Stefano...

Musimy się pozbyć jaguara. Jest za duży, za czerwony i za bardzo rzuca się w oczy. No i łatwo go zapamiętać, a my przecież staramy się, żeby nas nie zapamiętywano, kiedy jedziemy tam, skąd mamy uwolnić Stefano. Jak już sprzedamy auto, zawieszka z brylantem i lapis-lazuli, którą Stefano dał mi dzień przed swoim zniknięciem, będzie najcenniejszą rzeczą, jaka mi została. Dzień przedtem, zanim... zanim dał się wmanewrować w wyjazd, bo miał nadzieję, że stanie się zwyczajnym człowiekiem. A teraz...

Jak mogę przestać myśleć o tym, co oni właśnie mu robią, kimkolwiek są? Pewnie to kitsune, lisy, a właściwie lisołaki trzymają go w więzieniu Shi no Shi.

Przerwała i wytarła nos rękawem nocnej koszuli.

Jak ja się w ogóle w to wpakowałam? - Pokiwała głową i walnęła zaciśniętą pięścią w oparcie siedzenia. - Może gdybym to rozgryzła, ułożyłabym plan A; przecież zawsze mam plan A. Moje kumpelki zawsze służą planami B i C, gdy trzeba mi pomóc. - Zamknęła powieki i pomyślała o Bonnie i Meredith. - Boję się, że już ich więcej nie zobaczę. No i martwię się o całe Fell's Church.

Przez chwilę siedziała z zaciśniętą pięścią na kolanie. Głos w środku szeptał jej: Przestań jęczeć i zacznij myśleć. Myśl. Zacznij od samego początku.

Od początku? Co właściwie było na początku? Stefano?

Nie, mieszkała w Fell's Church na długo, zanim pojawił się Stefano.

Powoli, niemal sennie, zaczęła mówić do komórki:

- Kim jestem? Nazywam się Elena Gilbert, mam osiemnaście lat. - Potem jeszcze wolniej. - Chyba nie będzie przesadą, jeżeli stwierdzę, że jestem piękna. Gdybym nigdy nie spojrzała w lustro ani nie usłyszała komplementu, mogłabym mieć wątpliwości. Ale nie mam. Nie jest to coś, z czego powinnam być dumna. Po prostu urodę odziedziczyłam po mamie i tacie. Jak wyglądam? Blond włosy opadają mi falami na ramiona. Mam niebieskie oczy, o których niektórzy mówią, że są jak lapis-lazuli: ciemnoniebieskie ze złotymi odblaskami. - Na jej twarzy pojawił się grymas. - Może dlatego podobam się wampirom.

Zacisnęła usta i popatrzyła w ciemność wokół. Wreszcie powiedziała poważnie: 

- Wielu chłopców nazywało mnie najbardziej anielską dziewczyną na świecie. A ja ich wodziłam za nos. Wykorzystywałam ich dla popularności i rozrywki. Jestem szczera, prawda? Myślałam o nich jak o zabawkach czy trofeach - przerwała. - Ale było coś jeszcze. Coś, o czym wiedziałam, że się pojawi. Tylko nie byłam pewna, co to będzie. Szukałam tego, czego chłopcy nie mogli mi dać. Żadne plany czy zabawianie się z nimi nie dotknęło... mnie tak głęboko... jak pewien bardzo szczególny nieznajomy. - Przełknęła ślinę i powiedziała jeszcze raz: - Jeden bardzo szczególny chłopak. Stefano. Nie był tym, kim się wydawał, a więc normalnym (choć wspaniałym) nastolatkiem kończącym liceum, z potarganymi ciemnymi włosami i oczami zielonymi jak szmaragdy. Stefano Salvatore okazał się wampirem. Prawdziwym wampirem.

Odetchnęła kilka razy, zanim wypowiedziała następne słowa:

- I jego wspaniały starszy brat Damon również. - Zagryzła wargi i zdawało się, że minęło bardzo dużo czasu, zanim dodała: - Czy kochałabym Stefano, gdybym od początku wiedziała, że jest wampirem? Tak! Tak! Tak! Zakochałabym się w nim bez względu na wszystko! Ale to wiele zmieniło, także mnie.

Wodziła palcem po wzorze nocnej koszuli.

- Wampiry okazują miłość, dzieląc się krwią. Problem w tym... że ja dzieliłam się też krwią z Damonem. Niezupełnie z wyboru, raczej dlatego, że cały czas za mną chodził. Dzień i noc - westchnęła. - Damon chce mnie uczynić wampirzycą i swoją księżniczką nocy. Co oznacza, że pragnie mnie tylko dla siebie. Ale mu nie wierzę, chyba że dał słowo honoru. Taki już jest, że nigdy nie łamie danego słowa.

Na ustach pojawił się uśmieszek, ale mówiła już spokojnie i płynnie, prawie zapomniała o telefonie:

- Dziewczyna związana z dwoma wampirami... cóż, z tego musiały być kłopoty. Więc może zasłużyłam na to, co mnie spotkało? Umarłam. I nie chodzi tu o taką śmierć, podczas której przestaje bić serce, a kiedy po reanimacji wreszcie się ockniesz, to mówisz, że szedłeś w stronę światła. Ja to zrobiłam. Umarłam. Gdy się ocknęłam - cóż za niespodzianka! Stałam się wampirem.

Damon był... dla mnie dobry, kiedy się obudziłam. Może dlatego cały czas coś do niego czuję. Nie wykorzystał mnie. Ale w swoim krótkim życiu jako wampir miałam czas tylko na kilka rzeczy. Przypomniałam sobie Stefano i miłość do niego. Zrozumiałam, jakie to było dla niego trudne. Mogłam uczestniczyć we własnym pogrzebie. Ha! Każdy powinien dostać taką szansę. Nauczyłam się nosić lapis-lazuli, żeby przy pierwszej okazji nie zamienić się w kupkę popiołu. Mogłam pożegnać się z moją czteroletnią siostrzyczką Margaret i odwiedzić Bonnie i Meredith...

Łzy ukradkiem spływały po jej policzkach. Mówiła cicho:

- A później... umarłam ponownie. Umarłam tak, jak umierają wampiry, gdy wyjdą na słońce bez lapis-lazuli. Nie zamieniłam się w popiół, bo miałam zaledwie siedemnaście lat. Ale słońce mnie zatruło. Odchodzenie było niemal... kojące. Wtedy wymogłam na Stefano obietnicę, że będzie się troszczył o Damona. I myślę, że Damon w głębi serca też przysiągł, że będzie się opiekował Stefano. I tak umarłam. Stefano mnie przytulał, Damon stał tuż obok, a ja po prostu odpływałam, tak jakbym zasypiała. Potem miałam sny, których nie pamiętam. I nagle pewnego dnia zaskoczyłam wszystkich, przemawiając poprzez Bonnie, która, biedactwo, jest medium. Zdaje się, że przypadła mi rola ducha opiekuńczego Fell's Church. W miasteczku działo się fatalnie. Mieszkańcy musieli zaciekle walczyć, i kiedy już byli pewni, że przegrali, wróciłam do świata żywych, żeby im pomóc. Wojna się skończyła, a ja zostałam z tymi wszystkimi dziwnymi mocami, których nie rozumiem. Ale spotkałam Stefano! Znów byliśmy razem!

Mocno objęła się rękami i siedziała tak, jakby przytulała Stefano, wyobrażając sobie, że to on trzyma ją w ramionach. Zamknęła oczy, a jej oddech zwolnił.

- Co do moich mocy, zobaczymy. Telepatia, którą mogę wykorzystywać, jeśli inna osoba też jest telepatą. Wszystkie wampiry mają tę umiejętność, ale w różnym stopniu, chyba że akurat dzielą się z tobą krwią. No i skrzydła. Prawda, mam skrzydła! A one mają moce, w które trudno uwierzyć. Problem w tym, że za nic nie potrafię z nich korzystać. Czasami czuję, na przykład teraz, jak coś próbuje się ze mnie wydostać, ułożyć moje wargi i wydobyć z ust właściwą nazwę, odpowiednio ustawiając moje ciało. To skrzydła ochrony. Wydaje mi się, że to mogłoby się przydać podczas wyprawy. Ale nawet nie umiem sobie przypomnieć, jak działały stare skrzydła, nie mówiąc już o tych nowych. Powtarzam zaklęcie raz po raz i czuję się jak idiotka... ale nic się nie dzieje. No więc znowu jestem człowiekiem, takim jak Bonnie. O Boże, gdybym tylko mogła zobaczyć ją i Meredith! Ale cały czas powtarzam sobie, że z każdą minutą jestem bliżej Stefano. To znaczy jeśli wezmę poprawkę na Damona, który kluczy w tę i z powrotem, żeby zgubić ewentualną pogoń. Dlaczego ktokolwiek miałby nas szukać? No cóż, kiedy wróciłam, nastąpiła duża eksplozja mocy, którą widział każdy, kto jest wyczulony na takie rzeczy. Dobrze, a co ja rozumiem przez moc? To coś, co każdy z nas ma, ale niewielu rozpoznaje (poza prawdziwymi mediami, takimi jak Bonnie). Wampiry dysponują ogromną mocą, to za jej pomocą wywierają wpływ na ludzi. W ten sposób budzą sympatię i zmieniają rzeczywistość. Na przykład Stefano wpłynął na nauczycieli, by uznali, że wszystkie jego dokumenty są w porządku, gdy przenosił się do szkoły imienia Roberta E. Lee. Wampiry wykorzystują też swoje umiejętności do niszczenia swoich braci i stworów ciemności. A nawet ludzi.

Mówiłam o wybuchu mocy, gdy spadłam z nieba. Był tak wielki, że zwrócił uwagę dwóch stworów z drugiego końca świata, które postanowiły sprawdzić, co wywołało to zjawisko i czy mogą je w jakiś sposób wykorzystać. Nie żartuję, że były z tak daleka. To kitsune, złe lisołaki z Japonii. Przypominają nasze wilkołaki, tyle że są znacznie potężniejsze. Ich tajną bronią są malaki, rośliny, które wyglądają jak owady. Czasem są nie większe od główki szpilki, a czasem tak duże, że mogłyby połknąć rękę aż po bark. Malaki potrafią przeniknąć do układu nerwowego i przejąć ciało dawcy.

Elena zadrżała, a jej głos się załamał.

- To właśnie przytrafiło się Damonowi. Takie maleństwo dostało się do jego wnętrza i przejęło nad nim kontrolę. Stał się marionetką Shinichiego. Ach, nie wspomniałam, że kitsune nazywają się Shinichi i Misao. Misao jest dziewczyną. Oboje mają czarne włosy z czerwonymi końcami, tylko że Misao ma dłuższe kosmyki. Podobno są rodzeństwem, ale wcale się tak nie zachowują. Kiedy Shinichi opętał Damona, sprawił, że jego ciało... robiło okropne rzeczy. Kazał mu torturować mnie i Matta. I wiem, że Matt ma ochotę czasami zabić za to kumpla. Ale gdyby widział to co ja, gdyby musiał odrywać paznokciami od pleców Damona to cienkie, mokre i białe obce ciało, i patrzył, jak on mdleje z bólu, to na pewno by zrozumiał. Nie mogę winić Damona za to, co zrobił z nim ten kitsune. Damon był... Możesz sobie wyobrazić, jak się zmienił. Był zdruzgotany. Płakał. Był... W każdym razie, nie sądzę, żebym go jeszcze kiedyś zobaczyła w takim stanie. Ale jeśli kiedykolwiek odzyskam moce moich skrzydeł, Shinichi będzie miał kłopoty. Bo myślę, że to był ostatni nasz błąd. W końcu pokonaliśmy Shinichiego i Misao, ale ich nie zabiliśmy. Może mieliśmy skrupuły albo byliśmy zbyt delikatni... To był poważny błąd. Bo Damon nie był jedynym opętanym przez Shinichiego. Lisołaki wzięły we władanie dziewczynki czternasto-, piętnastoletnie, a nawet młodsze. I chłopców. Zachowywali się... jak szaleni. Ranili siebie i swoje rodziny. Dowiedzieliśmy się o wszystkim, kiedy zawarliśmy układ z kitsune. Nie powinniśmy iść na układ z diabłem. Ale oni porwali Stefano. A Damon pomógł im w tym. Dopiero gdy go uwolniliśmy, przejrzał na oczy, ale chciał tylko, żeby Shinichi i Misao powiedzieli, gdzie jest Stefano, i żeby opuścili Fell's Church. W zamian za to Damon wpuścił Shinichiego do swojego umysłu. O ile wampiry mają obsesję na punkcie mocy, kitsune mają obsesję na punkcie wspomnień. A Shinichi chciał wspomnień wampira z ostatnich kilku dni, gdy był opętany i nas torturował... i kiedy moje skrzydła uświadomiły mu, że to robił. Sądzę, że Damon sam nie chciał tych wspomnień, nie chciał pamiętać ani o tym, co zrobił, ani o tym, jak się zmienił. Więc pozwolił, żeby Shinichi zabrał te wspomnienia i w zamian pozostawił informację, gdzie jest Stefano. Problem w tym, że zaufaliśmy Shinichiemu, że odejdzie, ale jego słowo jest nic niewarte. Poza tym wykorzystywał telepatyczny kanał, który otworzył między umysłem Damona a swoim, by wyciągać coraz więcej i więcej wspomnień wampira bez jego wiedzy. Choćby wczoraj w nocy, gdy zatrzymał nas policjant zainteresowany, dokąd troje smarkaczy wybiera się drogim samochodem, i to tak późno. Damon musiał użyć swojej mocy, żeby pozbyć się ciekawskiego. Ale kilka godzin później zapomniał o policjancie. To go przeraża. A jeśli coś niepokoi Damona - chociaż on nigdy się do tego nie przyzna - mnie przeraża na śmierć. Pewnie zapytasz, co właściwie robiliśmy na pustkowiu w hrabstwie Union, w stanie Tennessee. Otóż jedziemy w stronę Bramy Mrocznego Wymiaru... gdzie Shinichi i Misao trzymają Stefano w więzieniu Shi no Shi. Shinichi tylko tyle informacji zostawił w umyśle Damona. A ja nie mogę z niego wydobyć, co to za miejsce. Ale Stefano tam jest i dostanę się do niego, nawet gdyby miało mnie to zabić. Nawet gdybym miała się nauczyć zabijać. Już nie jestem tą słodką małą dziewczynką z Wirginii.

Przerwała i odetchnęła. Ale potem, kuląc się na siedzeniu, ciągnęła dalej:

- Dlaczego jest z nami Matt? Cóż, ze względu na Caroline Forbes, moją przyjaciółkę, którą znam od przedszkola. W zeszłym roku, gdy Stefano przybył do Fell's Church, obie byłyśmy nim zainteresowane. I wtedy stała się moim najgorszym wrogiem. Caroline zwyciężyła też w konkursie na pierwszą dziewczynę w Fell's Church, którą odwiedził Shinichi. Ale do rzeczy: przez dłuższy czas była dziewczyną Tylera Smallwooda, a potem stała się jego ofiarą. Zastanawiam się, jak długo byli razem i gdzie teraz jest Tyler. Wiem tyle, że w końcu Caroline zbratała się z Shinichim, bo "potrzebowała męża". Tak sobie to wytłumaczyła. Więc podejrzewam, tak samo jak Damon, że będzie miała... szczeniaki. Wilkołaczy pomiot. Bo Tyler to wilkołak. Damon mówi, że noszenie takiego dziecka w łonie zmienia w wilkołaka szybciej niż ugryzienie i że od pewnego momentu ciąży osiąga się moc bycia albo w pełni człowiekiem, albo w pełni wilkiem, ale wcześniej jest się mieszańcem. Shinichi nawet się nie obejrzał na Caroline, gdy ta już wszystko wygadała. Ale przedtem oskarżyła Matta o napaść podczas nieudanej randki. Musiała znać poczynania Shinichiego, bo twierdziła, że to się stało akurat wtedy, kiedy Matta zaatakował malak, jeden z tych ogromnych zdolnych połknąć ramię. Zostawił na jego ręce ślady, które przypominały zadrapania. I nieszczęśnika zaczęła ścigać policja. Dlatego kazałam mu jechać z nami. Ojciec Caroline jest jednym z najważniejszych ludzi w Fell's Chuch, przyjacielem prokuratora okręgowego w Ridgemont i prezesa jednego z tych klubów, gdzie członkowie ściskają sobie ręce i poklepują się po plecach w przeświadczeniu, że należą do elity. Gdybym nie przekonała Matta, żeby uciekał, Forbesowie by go zlinczowali. Jeszcze teraz gotuję się w środku, kiedy myślę o Caroline i o tym, co zrobiła. Zawiodła nas. I chociaż większość dziewczyn to patologiczne kłamczuchy, to jednak żadna z nich nie posunęłaby się do takiego czynu.

Przerwała, spojrzała na ręce, po czym dodała:

- Czasami, gdy wściekam się na Caroline, w pobliżu przewracają się kubki albo ołówki staczają się ze stołu. Damon mówi, że to przez moją aurę, moją siłę życiową, a od powrotu z zaświatów się zmieniła. Teraz każdy, kto wypije moją krew, staje się bardzo silny. Stefano był na tyle odporny, że nie dałby się zwabić w pułapkę lisołakom, gdyby Damon go nie oszukał. Mogły go dopaść tylko wtedy, gdy był osłabiony i przygnieciony żelazem. Bliskość żelaza to zła wiadomość dla każdego nocnego stworzenia, a wampiry muszą się żywić przynajmniej raz dziennie, inaczej słabną - tak go załatwili. Nie chcę myśleć o tym, w jakim jest teraz stanie. Ale nie mogę sobie pozwolić na strach lub gniew, bo stracę kontrolę nad swoją aurą. Damon nauczył mnie, jak utrzymać aurę, żeby nie wyróżniać się od zwykłych dziewczyn. Nadal jest złotawa i ładna, ale nie przyciąga już wampirów jak latarnia morska. Jest jeszcze jedna sprawa. Moja krew jak też aura... Chyba mogę powiedzieć wszystko? No więc mogą sprawić, że wampiry będą mnie pożądać... Nie tylko gryźć, ale również całować i tak dalej... No i oczywiście gonią za mną, kiedy tylko to wyczują. Tak jakby świat był pełen pszczół, a ja kwiatkiem. Dlatego ćwiczę, żeby trzymać aurę na wodzy. Jeśli jest ledwie widoczna, to udaje mi się uchodzić za zwykłego człowieka. Ale trudno mi ją cały czas kontrolować. To boli, gdy próbuję ją ukryć. I wtedy czuję... Ale to ma zostać między nami, dobrze? Rzucę na ciebie klątwę, Damon, jeśli kiedykolwiek tego wysłuchasz. Czuję, że chcę, żeby Stefano mnie ugryzł. To mnie relaksuje. Ugryzienie wampira boli tylko wtedy, jeśli mu się opierasz albo kiedy wampir chce, żeby bolało. W innych przypadkach to może być nawet przyjemne. Dotykasz myśli wampira i... Och, tak bardzo tęsknię za Stefano!

Wzdrygnęła się. Chociaż usiłowała powstrzymać wyobraźnię, wciąż myślała o tym, co robi Stefano. Zasępiona znowu złapała telefon, nie zwracając uwagi na kapiące łzy.

- Nie mogę wciąż myśleć, że go krzywdzą, bo wtedy zwariuję. Staję się jedną z tych roztrzęsionych lasek, które tylko krzyczą, a przecież opanowana, spokojna Elena z planami A, B i C może mu pomóc. Kiedy wezmę go w ramiona, będę mogła sobie drżeć, płakać i krzyczeć.

Zaśmiała się cicho ochrypłym z wysiłku głosem i oparła głowę o zagłówek siedzenia.

- Jestem zmęczona. Ale mam przynajmniej plan A. Muszę wydobyć z Damona więcej informacji o tym miejscu, do którego jedziemy, o Mrocznym Wymiarze. I wszystko, co wie, na temat dwóch wskazówek, które dała mi Misao. Tylko tak otworzę celę Stefano. Zdaje się... że w ogóle o tym nie wspomniałam. Klucz, lisi klucz, którego potrzebujemy, żeby wydostać Stefano. Złamano go i ukryto w dwóch różnych miejscach. Ale gdy Misao nabijała się ze mnie, że zbyt mało wiem o tych kryjówkach, zdradziła się. Nigdy nie wierzyła, że dotrę do Mrocznego Wymiaru. Po prostu się popisywała. A ja wciąż pamiętam jej wskazówki. Brzmiały tak: Pierwsza połowa jest "w instrumencie srebrnego słowika". Drugą połowę "schowano w sali balowej Bloddeuweddów". Muszę się dowiedzieć, czy Damon cokolwiek o tym wie. Czy to oznacza, że po dotarciu do Mrocznego Wymiaru będziemy musieli się wkraść do czyichś domów? Żeby przeszukać salę balową, najlepiej byłoby wprosić się na jakiś bal. Łatwo powiedzieć, ale zrobię wszystko co w mojej mocy. Właśnie tak.

Uniosła głowę i zastygła, a potem szepnęła:

- Uwierzyłbyś? Właśnie podniosłam wzrok i widzę na niebie blade smugi świtu: jasnozielony, kremowo-pomarańczowy i najbledszy wodny błękit... Przegadałam całą noc. Teraz jest tak spokojnie. Właśnie słońce pokazuje się na... A to co? - Coś uderzyło o dach jaguara. Bardzo, bardzo głośno.

Wyłączyła nagrywanie. Była przerażona tym hałasem... a teraz jeszcze te dziwne dźwięki, jakby drapanie w dach...

Musiała jak najszybciej wysiąść z samochodu.