Rozdział pierwszy
Po zhakowaniu swojego modułu kontrolera mogłom zająć się masowymi
mordami, ale dotarło do mnie, że mogę korzystać ze wszystkich kanałów
rozrywkowych dostępnych przez satelity firmy. Od tamtej pory minęło
dobrze ponad trzydzieści pięć tysięcy godzin bez przesadnego mordowania,
choć być może, zapewne, również nieco poniżej trzydziestu pięciu tysięcy
godzin pochłaniania filmów, seriali, książek, sztuki i muzyki. Bardzo
nie wychodziło mi bycie bezlitosną maszyną do zabijania.
Wciąż wykonywałom swoją pracę, obecnie na nowym kontrakcie, mając
nadzieję, że doktor Volescu i doktor Bharadwaj szybko skończą swoje
badania, żebyśmy mogli wrócić do bazy, gdzie zajmę się obejrzeniem
trzysta dziewięćdziesiątego siódmego odcinka Wzlotu i upadku
księżycowej ostoi.
Przyznaję, że nie skupiałom się mocno. Jak dotąd kontrakt był bardzo
nudny i rozważałom przerzucenie kanału alarmowego w tło i próbę dostępu
do muzyki z rozrywkowego w taki sposób, żeby system centralny nie
rejestrował dodatkowej aktywności. Zrobienie tego w terenie było
trudniejsze niż w bazie.
Oceniana strefa była surowym przybrzeżnym fragmentem wyspy, pofalowanym
w niskie wzgórza porośnięte gęstą, sięgającą kostek zielonkawo-czarną
trawą. Nie było tu za wiele innych roślin ani zwierząt poza garstką
różnych ptakopodobnych stworzeń i czymś nadmuchanym, unoszącym się w powietrzu, co wydawało się nieszkodliwe. W pobliżu brzegu znajdowało się
sporo pozbawionych roślinności kraterów, a Bharadwaj i Volescu właśnie
pobierali z jednego próbki. Planetę otaczał pierścień, który z naszej
bieżącej pozycji dominował na horyzoncie od strony morza. Zajmowałom się
oglądaniem nieba i delikatnym obmacywaniem strumienia danych, gdy dno
krateru eksplodowało.
Nie tracąc czasu na wykonanie głosowego połączenia awaryjnego, wysłałom
strumień wideo z mojej kamery terenowej do doktor Mensah i skoczyłom w głąb krateru. Brnąc przez piaszczyste zbocze, usłyszałom Mensah
krzyczącą do kogoś na kanale awaryjnym komunikatora, żeby natychmiast
poderwał skoczka. Byli jakieś dziesięć kilometrów stąd, pracując w innej
części wyspy, więc nie było mowy, żeby dotarli tu na tyle szybko, by
pomóc.
Strumień wypełniły sprzeczne polecenia, ale nie zwracałom na nie uwagi.
Nawet mój moduł kontrolera nie został zmodyfikowany, strumień awaryjny
miał priorytet, a na nim też panował chaos, z automatycznym systemem
centralnym żądającym danych, próbującym wysyłać mi jeszcze niepotrzebne
informacje oraz Mensah przesyłającą mi telemetrię ze skoczka. Która
również nie była mi potrzebna, ale przynajmniej było ją łatwiej
ignorować niż system centralny równocześnie żądający odpowiedzi i próbujący ich udzielać.
Pośrodku tego wszystkiego dotarłom na dno krateru. W obu przedramionach
mam wbudowaną małą broń energetyczną, ale sięgnęłom po zamocowany do
pleców duży karabin na pociski. Wrogie stworzenie, które wystrzeliło z ziemi, miało naprawdę wielką paszczę, więc uznałom, że potrzebuję dużego
kalibru.
Po wyszarpnięciu Bharadwaj z jego paszczy wepchnęłom się tam zamiast
niej, a potem wypaliłom z karabinu w głąb jego gardła i w górę, gdzie
powinien znajdować się mózg. Nie mam pewności, czy wszystko to zaszło w tej kolejności, trzeba by odtworzyć nagranie z mojej kamery polowej.
Wiedziałom tylko, że to ja mam Bharadwaj, a nie stwór, który schował się
z powrotem w swoim tunelu.
Była nieprzytomna i krwawiła przez kombinezon z potężnych ran na prawej
nodze i w boku. Karabin trafił z powrotem do uprzęży, żeby uwolnić obie
ręce do uniesienia jej. Straciłom pancerz na lewej ręce i sporo ciała
pod spodem, ale moje nieorganiczne części wciąż działały. Dotarł kolejny
pakiet poleceń z modułu kontrolera, więc wrzuciłom go w tło, nie
zawracając sobie głowy dekodowaniem. Zdecydowanym priorytetem była teraz
niemająca części nieorganicznych i nie tak łatwo dająca się naprawić
Bharadwaj, a mnie interesowało głównie to, co w strumieniu awaryjnym
próbował do mnie mówić system medyczny. Najpierw jednak należało ją
wydostać z krateru.
Przez cały ten czas Volescu kulił się na wywróconym kamieniu i totalnie
panikował, co było dla mnie całkowicie zrozumiałe. Ja w takiej sytuacji
jestem dużo mniej podatne na zniszczenie, a nie mogę powiedzieć, żebym
się świetnie bawiło.
- Doktorze Volescu, musi pan teraz iść ze mną - powiedziałom.
Nie zareagował. System medyczny zalecał zastrzyk uspokajający i bla,
bla, bla, ale jedna moja ręka zaciskała się na kombinezonie dr
Bharadwaj, żeby powstrzymać krwawienie, a druga podpierała jej głowę. A mimo wszystko wciąż miałom tylko dwie ręce. Poleciłom hełmowi się
złożyć, żeby zobaczył moją ludzką twarz. Gdyby wróg wyłonił się ponownie
i znowu mnie ugryzł, to byłby fatalny błąd, bo potrzebowałom
organicznych części swojej głowy. Przybrałom pewny, ciepły i łagodny ton
głosu.
- Wszystko będzie dobrze, doktorze Volescu, ale musi pan wstać, podejść
tu i pomóc mi ją stąd wydostać.
Zadziałało. Dźwignął się na nogi i chwiejnie ruszył w moją stronę, wciąż
się trzęsąc. Zwróciłom się ku niemu nieuszkodzoną stroną.
- Proszę złapać moją rękę, dobrze? I trzymać.
Zdołał zaczepić się ręką o zgięcie mojego łokcia i ruszyłom w górę
krateru, ciągnąc go i przyciskając Bharadwaj do piersi. Oddychała
nierówno i chrapliwie, a jej kombinezon nie przesyłał żadnych
informacji. Mój został rozerwany na torsie, więc podwyższyłom
temperaturę ciała w nadziei, że to pomoże. Strumień ucichł w końcu, bo
Mensah użyła swojego priorytetu dowodzenia do wyciszenia wszystkiego
poza systemem medycznym i skoczkiem, a w strumieniu skoczka słyszałom
tylko, jak pozostali gorączkowo się uciszają.
Podłoże po tej stronie krateru było dość nieprzyjemne, głównie miękki
piach i luźne kamienie, ale nogi miałom nieuszkodzone i dotarłom na górę
z obojgiem ludzi wciąż przy życiu. Volescu próbował paść na ziemię, ale
udało mi się odprowadzić go kilka metrów od krawędzi, na wypadek gdyby
cokolwiek, co siedziało w dole, miało zasięg większy, niż się zdawało.
Nie chciałom odkładać Bharadwaj, bo coś w moim brzuchu uległo
uszkodzeniu i nie było pewne, czy mogłobym ją ponownie podnieść.
Cofnęłom nagranie z kamery polowej i okazało się, że dźgnięto mnie zębem
albo jakąś rzęską. Czy chodziło mi o rzęskę, czy o coś innego? Mordbotom
nie dają przyzwoitych modułów edukacyjnych na jakiekolwiek tematy poza
mordowaniem, choć nawet one są tymi tańszymi wersjami. Szukałom tego w ośrodku językowym systemu centralnego, gdy niedaleko wylądował mały
skoczek. Kiedy siadali na trawie, z powrotem aktywowałom swój hełm z nieprzejrzystym wizjerem.
Mieliśmy dwa standardowe skoczki: dużego na sytuacje awaryjne i tego
malucha do przelotów na miejsca badań. Mały miał trzy przedziały: duży w środku na ludzką załogę i dwa mniejsze po bokach na ładunek, wyposażenie
i mnie. Za sterami siedziała Mensah. Zaczęłom iść, wolniej niż w zwykłym
tempie, bo nie chciałom zgubić Volescu. Gdy tylko rampa zaczęła opadać,
ze środka wyskoczyły Pin-Lee i Arada, a ja przełączyłom się na obwód
głosowy.
- Doktor Mensah, nie mogę puścić jej kombinezonu.
Potrzebowała chwili na zrozumienie, o co mi chodzi.
- W porządku, wnieś ją do kabiny załogowej - odparła pośpiesznie.
Mordbotom nie wolno latać z ludźmi i musiałom otrzymać głosowe
pozwolenie, żeby tam wejść. Co prawda dzięki zhakowaniu kontrolera nic
nie mogło mnie przed tym powstrzymać, to jednak niezdradzanie nikomu,
zwłaszcza ludziom, którym zostałom zakontraktowane, że mogę samo o sobie
decydować, było w sumie dość ważne. Tak do poziomu niedopuszczenia do
zniszczenia moich organicznych elementów i rozebrania reszty na części
zamienne.
Zaniosłom Bharadwaj po rampie do kabiny, gdzie Overse i Ratthi
gorączkowo odpinali siedzenia, żeby zrobić miejsce. Nie mieli na głowach
hełmów i ściągnęli kaptury kombinezonów, więc zobaczyłom przerażenie na
ich twarzach, gdy przez rozdarty kombinezon ujrzeli, ile zostało z górnej części mojego ciała. Ucieszyłom się, że mój hełm wrócił na swoje
miejsce.
Dlatego właśnie lubię latać z ładunkiem. Robi się niezręcznie, gdy
ludzie i wspomagani ludzie znajdują się blisko mordbotów. A przynajmniej
niezręcznie dla mordbotów. Usiadłom na podłodze z Bharadwaj na kolanach,
a Pin-Lee i Arada wciągnęły Volescu do środka.
Zostawiliśmy na miejscu dwa pakiety sprzętu terenowego i parę
instrumentów wciąż rozstawionych na trawie tam, gdzie Bharadwaj i Volescu pracowali przed zejściem do krateru po próbki. Zwykle pomógłobym
im je przynieść, ale system medyczny monitorujący Bharadwaj przez
resztki jej kombinezonu dojść jasno sugerował, że puszczenie jej byłoby
złym pomysłem. I nikt nie wspomniał o sprzęcie. Porzucenie w sytuacji
awaryjnej łatwo dających się zastąpić rzeczy wydaje się czymś
oczywistym, ale bywałom na kontraktach, gdzie klienci kazaliby mi
odłożyć krwawiącego człowieka, żeby przynieść rzeczy.
Na tym kontrakcie to doktor Ratthi zerwał się z miejsca.
- Przyniosę rzeczy! - krzyknął.
- Nie! - krzyknęłom, czego nie należało robić. Mam obowiązek zawsze
odzywać się do klientów z szacunkiem, nawet gdy zamierzają przypadkowo
popełnić samobójstwo. System centralny mógł to zarejestrować i aktywować
karę przez moduł kontrolera. Gdyby ten nie został zhakowany.
Na szczęście pozostali ludzie również krzyknęli "Nie!", a Pin-Lee dodała
jeszcze:
- Do cholery, Ratthi!
- Och, faktycznie, nie ma czasu - odpowiedział Ratthi. - Przepraszam! -
I wdusił przycisk szybkiego zamykania włazu.
Dzięki temu nie straciliśmy rampy, gdy wrogie stworzenie wyłoniło się
tuż pod nią, z wielką paszczą pełną zębów, rzęsek czy czego tam jeszcze,
przegryzających się prosto przez grunt. Z kamer skoczka był na nie
świetny widok, radośnie przesłany przez system prosto do strumieni
danych wszystkich na pokładzie. Ludzie wrzasnęli.
Mensah posłała nas w powietrze tak szybko, że prawie się zgięłom, a każdy, kto nie siedział na podłodze, natychmiast na niej wylądował.
W ciszy pełnej westchnień ulgi odezwała się Pin-Lee.
- Jeśli dasz się zabić, Ratthi...
- To nigdy mi tego nie wybaczysz, wiem. - Ratthi trochę podsunął się
przy ścianie i machnął do niej słabo.
- To rozkaz, Ratthi, nie daj się zabić - rzuciła ze stanowiska pilota
Mensah. Brzmiała spokojnie, ale mam priorytet bezpieczeństwa i przez
system medyczny widziałom, jak szybko bije jej serce.
Arada wyciągnęła medyczny zestaw ratunkowy, żeby zatrzymać krwawienie i spróbować ustabilizować Bharadwaj. Starałom się w maksymalnym możliwym
stopniu być tylko przedmiotem, zaciskając rany na ich polecenia,
używając temperatury mojego zawodzącego ciała do podgrzewania jej oraz
trzymając spuszczoną głowę, żeby nie widzieć ich spojrzeń.
* * *
niezawodność działania 60% i spada
Nasza baza to dość standardowy model: siedem połączonych wzajemnie kopuł
ustawionych na stosunkowo płaskiej równinie nad doliną wąskiej rzeki, z podłączonymi z jednej strony systemami zasilania i recyklingu. Mieliśmy
system środowiskowy, ale bez śluz powietrznych, ponieważ atmosfera
planety nadawała się do oddychania, tyle że nie była szczególnie
przyjazna dla ludzi na dłuższą metę. Powody nie były dla mnie jasne, bo
ta wiedza nie była ode mnie wymagana w ramach kontraktu.
Wybraliśmy to miejsce, bo znajdowało się w samym środku badanego
obszaru, a choć równinę porastają rozproszone drzewa sięgające jakichś
piętnastu metrów, to są bardzo chude i tworzą tylko pojedyncze
baldachimy liści, więc gdyby coś się do nas zbliżało, trudno byłoby mu
się za nimi schować. Oczywiście nie uwzględniało to zbliżania się przez
tunel.
Dla bezpieczeństwa baza wyposażona jest w grodzie, ale system centralny
powiedział mi, że w chwili lądowania skoczka główna była już otwarta.
Doktor Gurathin czekał z ruchomymi noszami i podprowadził je do nas.
Overse i Arada zdołali ustabilizować Bharadwaj, więc mogłom ją położyć
na noszach i pójść za pozostałymi do bazy.
Ludzie skierowali się do ambulatorium, a ja zatrzymałom się, aby wysłać
skoczkowi polecenie zamknięcia się i zablokowania, a potem zamknęłom
zewnętrzne drzwi. Korzystając z kanału ochrony, poleciłom dronom
rozszerzyć perymetr, żeby wcześniej dostać ostrzeżenie, gdyby zbliżało
się do nas coś dużego. Dodatkowo ustawiłom monitory przy czujnikach
sejsmicznych do ostrzeżenia mnie w razie zarejestrowania czegoś
nietypowego, na wypadek gdyby to hipotetyczne coś dużego zdecydowało się
przekopać pod ziemią.
Po zabezpieczeniu habitatu wróciłom do pomieszczenia nazywanego dyżurką
ochrony, w którym składowano broń, amunicję, alarmy czujników perymetru,
drony i całe pozostałe wyposażenie mające związek z ochroną, włącznie ze
mną. Pozbyłom się resztek pancerza i zgodnie z zaleceniem systemu
medycznego spryskałom całą pokiereszowaną stronę środkiem do zamykania
ran. Nie ciekła ze mnie krew, bo moje tętnice i żyły zamykają się
automatycznie, ale nie był to ładny widok. A do tego bolało, choć
zamknięcie rany trochę osłabiło nasilenie bólu. Za pośrednictwem systemu
centralnego wprowadziłom już ośmiogodzinną blokadę bezpieczeństwa, więc
nikt nie mógł wyjść na zewnątrz beze mnie, a potem wyłączyłom się ze
służby. Sprawdziłom główny strumień, ale nikt nie zgłosił żadnych
protestów.
Marzłom, bo moja kontrola temperatury wysiadła gdzieś w drodze do bazy,
a ochronna powłoka noszona pod pancerzem została rozdarta na kawałki.
Miałom kilka zapasowych, ale założenie jej teraz na siebie nie byłoby
ani praktyczne, ani łatwe. Jedynym innym posiadanym przeze mnie strojem
był mundur, którego jeszcze nie zakładałom, i teraz chyba nie udałoby mi
się go założyć. (Mundur nie był potrzebny, bo patrole wewnątrz bazy nie
były wymagane. Nikt o to nie poprosił, bo ponieważ była ich tylko ósemka
i wszyscy się przyjaźnili, byłoby to głupim marnowaniem zasobów, czyli
mnie). Pogrzebałom jedną ręką w szafce, aż znalazłom dodatkowy zestaw
medyczny dla ludzi, którego wolno mi używać w sytuacjach zagrożenia,
otwarłom go i wyciągnęłom koc termiczny. Po owinięciu się nim wczołgałom
się na plastikową leżankę mojego boksu. Drzwi zamknęły się i zapaliło
się światło.
Nie było tu wiele cieplej, ale chociaż przytulniej. Podłączyłom się do
odprowadzeń uzupełniania zasobów i napraw, oparłom o ścianę i zadygotałom. System medyczny pomocnie zgłosił, że moja niezawodność
działania wynosi obecnie pięćdziesiąt osiem procent i spada, co nie
dziwiło. Zdecydowanie mogłom się naprawić w osiem godzin i prawdopodobnie zregenerować większość uszkodzonych elementów
biologicznych, ale wątpliwe było, żebym przy pięćdziesięciu ośmiu
procentach mogłom też przeprowadzić jakąś analizę. Zamiast tego
ustawiłom strumień ochrony na ostrzeżenie mnie, gdyby coś próbowało
zjeść bazę, i zaczęłom przeglądać bibliotekę multimediów pobranych ze
strumienia rozrywkowego. Bolało za mocno, żeby zwracać uwagę na
cokolwiek z fabułą, ale przyjazne dźwięki mogły mi dotrzymać
towarzystwa.
Wtedy ktoś zapukał do drzwi boksu.
Zagapiłom się na nie i straciłom orientację w starannie uporządkowanych
danych wejściowych.
- Uch, tak? - odpowiedziałom jak coś głupiego.
Doktor Mensah otworzyła drzwi i popatrzyła na mnie. Nawet pomimo
wszystkich oglądanych programów rozrywkowych nie mam wprawy w zgadywaniu
rzeczywistego wieku ludzi. Ludzie w serialach zwykle nie wyglądają jak
ludzie w prawdziwym życiu, przynajmniej nie w tych dobrych serialach.
Miała ciemnobrązową skórę i nieco jaśniejsze, krótko przycięte brązowe
włosy, ale chyba nie była bardzo młoda, bo inaczej nie byłaby tu
szefową.
- Jak się czujesz? - zapytała. - Widziałam twój raport o stanie.
- Uch. - Dopiero wtedy dotarło do mnie, że należało nie odpowiadać i udawać, że jestem w uśpieniu. Podciągnąłom koc na piersi z nadzieją, że
nie zobaczyła żadnych brakujących kawałków. Bez trzymającego mnie w całości pancerza wyglądało to dużo gorzej. - W porządku.
Tak, przy ludziach czuję się niezręcznie. Nie chodzi o paranoję
dotyczącą zhakowanego modułu kontrolera ani o nich, takie po prostu
jestem. Wiem, że jestem przerażającym mordbotem, i oni też to wiedzą,
przez co obie strony czują się nerwowo, co jeszcze nasila moją
nerwowość. Tym bardziej jeśli do tego nie jestem w pancerzu, bo jestem
ranne i jedna z moich organicznych części może w każdej chwili wypaść i plasnąć na podłogę, czego przecież nikt nie chce oglądać.
- W porządku? - Zmarszczyła czoło. - Według raportu straciłaś
dwadzieścia procent masy ciała.
- Odrośnie - odparłom. Wiem, że dla prawdziwego człowieka zapewne
wyglądałom, jakbym umierało. Moje rany były odpowiednikiem utraty przez
człowieka kończyny albo dwóch oraz większości krwi.
- Wiem, ale i tak.
Przyglądała mi się dłuższą chwilę, tak długo, że podłączyłom się do
strumienia monitoringu z kantyny, gdzie przy stole siedzieli i rozmawiali członkowie grupy, którzy nie odnieśli obrażeń. Omawiali
możliwość istnienia dodatkowych gatunków podziemnej fauny i wyrażali
tęsknotę za środkami odurzającymi. Wydawało się to całkiem typowe.
- Byłaś bardzo dobra z doktor Volescu - odezwała się znowu. - Nie sądzę,
żeby pozostali zdawali sobie sprawę... Byli pod bardzo dużym wrażeniem.
- Uspokajanie ofiar to element instrukcji medycznych dotyczących
postępowania w nagłych wypadkach. - Ciaśniej podciągnęłom koc, żeby nie
zobaczyła niczego okropnego. Czułom, że coś niżej cieknie.
- Tak, ale system medyczny priorytetyzował Bharadwaj i nie kontrolował
parametrów życiowych Volescu. Nie wziął pod uwagę szoku wywołanego przez
to zdarzenie i oczekiwał, że będzie w stanie samodzielnie opuścić tamto
miejsce.
W strumieniu wyraźnie widziałom, że pozostali przeglądali nagranie z kamery polowej Volescu. Mówili rzeczy w rodzaju: "Nawet nie wiedziałem,
że to ma twarz". Byłom w pancerzu, od kiedy tu przylecieliśmy, i nie
otwierałom przy nich hełmu. Nie miałom ku temu żadnego konkretnego
powodu. Jedyną częścią mnie, którą mogliby zobaczyć, była głowa,
wyglądająca jak standardowy, genetyczny człowiek. Tylko że oni wcale nie
chcieli ze mną rozmawiać, a ja bardzo zdecydowanie nie chciałom
rozmawiać z nimi, bo na służbie by mnie to rozpraszało, a po służbie... Po
prostu nie chciałom z nimi rozmawiać. Mensah widziała mnie, podpisując
kontrakt wynajmu, ale ledwie na mnie spojrzała, a ja ledwie spojrzałom
na nią, bo jeszcze raz: mordbot + prawdziwy człowiek = niezręczność.
Noszenie przez cały czas pancerza ogranicza niepotrzebne interakcje.
- Częścią mojej pracy jest niesłuchanie strumieni systemu, gdy...
popełniają błędy - odpowiedziałom. Dlatego właśnie potrzebne są
konstrukty, jednostki ochroniarskie z elementami organicznymi. Tylko że
ona to wiedziała. Zanim przyjęła dostawę ze mną, zarejestrowała około
dziesięciu protestów, próbując wywinąć się z konieczności posiadania
mnie. Nie miałom jej tego za złe. Ja też bym nie chciało siebie mieć.
Serio, nie wiem czemu nie powiedziałom po prostu "proszę bardzo" i "proszę wyjść z mojego boksu, żebym mogło tu spokojnie siedzieć i przeciekać".
- No dobrze - stwierdziła i popatrzyła na mnie przez, obiektywnie rzecz
biorąc, 2,4 sekundy, choć subiektywnie trwało to około dwudziestu
straszliwych minut. - Zobaczymy się za osiem godzin. Jeśli będziesz
wcześniej czegoś potrzebować, wyślij mi proszę powiadomienie w strumieniu. - Wyszła i pozwoliła drzwiom się zamknąć.
Zacząłom się przez to zastanawiać, czym oni wszyscy tak się przejmowali,
więc wywołałom nagranie zdarzenia. No dobra, rety. Mówiłom do Volescu
przez cały czas wychodzenia z krateru. Głównie przejmowałom się
trajektorią lotu skoczka, tym, żeby Bharadwaj się nie wykrwawiła, oraz
co może wyłonić się z tego krateru do drugiej próby, więc w zasadzie się
nie słuchałom. Pytałom go, czy ma dzieci. To było zadziwiające. Może
oglądałom za dużo seriali. (Miał dzieci. Był w czterostronnym
małżeństwie i z partnerami mieli łącznie siódemkę).
Wszystkie moje parametry były teraz zbyt podniesione na odpoczynek, więc
uznałom, że równie dobrze mogę to wykorzystać i obejrzeć pozostałe
nagrania. Wtedy trafiłom na coś dziwnego. Rozkaz "przerwać" w strumieniu
dowodzenia z systemu centralnego bazy, tego, który kontrolował, a przynajmniej tak sądził, mój moduł kontrolera. To musiała być jakaś
usterka. To zresztą nie miało znaczenia, bo gdy priorytet ma system
medyczny...
niezawodność działania 39%
aktywacja wstrzymana do sekwencji naprawy
awaryjnej
Rozdział drugi
Po obudzeniu byłom przeważnie w całości, a moja bieżąca sprawność
wynosiła osiemdziesiąt procent i rosła. Natychmiast skontrolowałom
wszystkie strumienie na wypadek, gdyby ludzie chcieli wyjść, ale Mensah
przedłużyła blokadę bezpieczeństwa bazy o dodatkowe cztery godziny.
Ulżyło mi, bo dzięki temu będę miało czas na dotarcie do zakresu
dziewięćdziesięciu ośmiu procent. Była jednak też informacja, żeby się
do niej zgłosić. Tego jeszcze nie było. Może po prostu chciała omówić
pakiet informacji o zagrożeniu i spróbować dowiedzieć się, czemu nie
zawierał ostrzeżenia o wrogich stworzeniach pod ziemią. Mnie też to
zastanawiało.
Ich grupa nazywała się Pielęgnacja Pomocnicza i wykupiła opcję
eksploatacji zasobów tej planety, zaś lot badawczy miał sprawdzić, czy
warto było licytować pełny udział. Wiedza o znajdujących się na planecie
rzeczach, które mogły ich zjeść podczas prób robienia tego, co chcieli
tu robić, była w sumie dość istotna.
Niezbyt mnie interesuje, kim są moi klienci ani co próbują osiągnąć.
Wiedziałom, że grupa pochodzi z autonomicznej planety, ale nie chciało
mi się sprawdzać szczegółów. Bycie autonomiczną oznaczało, że została
poddana terraformacji i skolonizowana, ale nie była powiązana z żadną
konfederacją korporacyjną. Zasadniczo autonomiczna generalnie było
synonimem gówniana, więc nie spodziewałom się po nich wiele, ale
zdumiewająco łatwo się z nimi pracowało.
Usunęłom z nowej skóry resztki płynów, a potem wydostałom się z boksu.
Dopiero wtedy zorientowałom się, że nie mam na sobie pancerza, którego
części leżą porozrzucane po całej podłodze, pokryte moimi płynami i krwią Bharadwaj. Nic dziwnego, że Mensah zajrzała do boksu: zapewne
spodziewała się zobaczyć tam mojego trupa. Zebrałom wszystko do otworu
systemu naprawczego.
Miałom zestaw zapasowy, ale wciąż był zapakowany do transportu, a jego
wyjęcie, przeprowadzenie diagnostyki i dopasowania zajęłoby sporo czasu.
Zawahałom się nad mundurem, ale strumień ochrony musiał powiadomić
Mensah o moim obudzeniu, więc miałom obowiązek się do niej zgłosić.
Mundur oparto na standardowych strojach grup badawczych i miał pozwalać
na wygodne noszenie wewnątrz bazy: szare spodnie z dzianiny, T-shirt z długimi rękawami i bluza, jak odzież noszona do ćwiczeń przez ludzi i wspomaganych ludzi, a do tego miękkie buty. Założyłom wszystko na
siebie, przeciągając rękawy nad gniazdami broni na przedramionach, i wyszłom do bazy.
Po przejściu dwóch wewnętrznych grodzi dotarłom do części załogowej,
gdzie siedzieli w głównej kopule, zgromadzeni przy konsoli, wpatrując
się w jedną z zawieszonych powierzchni projekcyjnych. Byli tam wszyscy
poza wciąż leżącą w ambulatorium Bharadwaj oraz siedzącego tam przy niej
Volescu. Na niektórych konsolach stały puste kubki i opakowania po
jedzeniu. Nie sprzątam takich rzeczy, jeśli nie dostanę bezpośredniego
polecenia.
Mensah była zajęta, więc stanęłom, czekając.
Ratthi zerknął w moją stronę, a potem obrócił się ku mnie wyraźnie
wstrząśnięty. Nie miałom pojęcia, jak zareagować. Dlatego właśnie wolę
nosić pancerz nawet wewnątrz bazy, gdzie jest niepotrzebny i może wręcz
przeszkadzać. Klienci zwykle wolą udawać, że jestem robotem, co jest
dużo łatwiejsze, gdy mam na sobie pancerz. Wbiłom wzrok w pustkę i udawałom, że przeprowadzam diagnostykę czy coś takiego.
- Kto to? - zapytał wyraźnie poruszony Ratthi.
Wszyscy obrócili się w moją stronę. Wszyscy poza Mensah, która siedziała
przy konsoli z interfejsem przyciśniętym do czoła. Było jasne, że nawet
po zobaczeniu mojej twarzy na nagraniu z kamery Volescu nie rozpoznali
mnie bez hełmu. Musiałom więc w końcu na nich popatrzeć i odpowiedzieć.
- Jestem waszą jednostką ochroniarską.
Wszyscy wyglądali na zaskoczonych i skrępowanych. Prawie równie
skrępowanych jak ja. Pożałowałom, że nie wyciągnęłom zapasowego
pancerza.
Część problemu brała się stąd, że wcale mnie tu nie chcieli. Nie tu w ich bazie, ale tu na planecie. Jednym z powodów, dla których wymaga tego
firma poręczeniowa, poza pobieraniem od klientów wyższej marży, jest
fakt, że przez cały czas nagrywam wszystkie ich rozmowy, choć nie
monitoruję niczego, co nie jest niezbędne do wykonywania najbardziej
elementarnej wersji mojej pracy. Jednak firma uzyska dostęp do tych
wszystkich nagrań i wydobędzie z nich wszystko, co zdoła sprzedać. Nie,
nie mówią o tym ludziom. Tak, wszyscy to robią. Nie, nic nie można z tym
zrobić.
Po subiektywnej półgodzinie i obiektywnych 3,4 sekundy doktor Mensah
odwróciła się, zobaczyła mnie i opuściła interfejs.
- Sprawdzaliśmy raport dotyczący zagrożeń dla tego rejonu i próbowaliśmy
odkryć, czemu to coś nie było wymienione na liście niebezpiecznej fauny
- odezwała się. - Pin-Lee uważa, że dane zostały zmodyfikowane. Czy
możesz dla nas zbadać ten raport?
- Tak, doktor Mensah. - Mogłom to zrobić ze swojego boksu, co
oszczędziłoby wszystkim niezręczności. W każdym razie przechwyciłom
oglądany przez nią strumień z systemu centralnego i zaczęłom sprawdzać
raport.
Był zasadniczo długą listą ostrzeżeń oraz informacji na temat planety, w szczególności obszaru, na którym znajdowała się nasza baza, z naciskiem
na pogodę, teren, florę, faunę, jakość powietrza, pokłady minerałów,
możliwe zagrożenia związane z powyższymi, z odsyłaczami do dodatkowych
raportów zawierających więcej szczegółowych informacji. Doktor Gurathin,
ten najmniej gadatliwy, był wspomaganym człowiekiem i miał własny
wszczepiony interfejs. Czułom, jak grzebie w danych, podczas gdy
pozostali, korzystających z interfejsów dotykowych, byli tylko odległymi
duchami. Dysponowałom jednak dużo większą mocą przetwarzania od niego.
Myślałom, że wykazują paranoję, bo nawet z interfejsem trzeba przeczytać
słowa raportu, najlepiej wszystkie, a niewspomagani ludzie czasami tego
nie potrafią. Czasami nie robią tego również wspomagani. Jednak
sprawdzając sekcję ostrzeżeń ogólnych, zauważyłom coś dziwnego w formatowaniu. Szybkie porównanie z innymi częściami raportu wykazało, że
owszem, coś zostało usunięte i zerwano odsyłacz do raportu dodatkowego.
- Macie rację - oświadczyłom, wciąż przeglądając bazy danych w poszukiwaniu brakującego kawałka. Nie znalazłom go, to nie był tylko
uszkodzony odsyłacz, ktoś celowo usunął szczegółowy raport. W tego typu
pakiecie badania planety powinno to być niemożliwe, ale zapewne wcale
jednak takie nie było. - Coś zostało usunięte z ostrzeżeń oraz sekcji
dotyczącej fauny.
Ogólna reakcja sugerowała sporo złości. Pin-Lee i Overse dość głośno
wyrażały swoje emocje, a Ratthi dramatycznie wyrzucił ręce w powietrze.
Jednak, jak już wspomniałom, byli dość zaprzyjaźnieni ze sobą i wykazywali dużo większe opanowanie niż mój ostatni zestaw zobowiązań
kontraktowych. I właśnie dlatego, jeśli zmusiłom się do przyznania tego,
ten kontrakt właściwie sprawiał mi przyjemność, aż do chwili, gdy coś
próbowało zjeść mnie i Bharadwaj.
System monitoringu nagrywa stale, nawet wnętrza sypialni, więc wszystko
widzę. Dlatego łatwiej jest udawać, że jestem robotem. Overse i Arada
były parą, ale sądząc po sposobie zachowania, były nią od zawsze, a do
tego blisko przyjaźniły się z Ratthim. Ratthi odczuwał coś
nieodwzajemnionego do Pin-Lee, ale nie zachowywał się przez to głupio.
Pin-Lee często była zirytowana i pod nieobecność innych rzucała
rzeczami, ale nie chodziło o Ratthiego. Miałom wrażenie, że ciągła
obserwacja przez firmę dotyka ją mocniej niż pozostałych. Volescu
podziwiał Mensah do takiego stopnia, że mógł być w niej zakochany.
Pin-Lee też, ale flirtowała czasami z Bharadwaj w wypraktykowany sposób
sugerujący, że trwa to już od bardzo dawna. Gurathin był jedynym
samotnikiem, ale wydawał się lubić towarzystwo pozostałych. Uśmiechał
się lekko i nienachalnie, a pozostali zdawali się żywić do niego
sympatię.
W ich grupie nie było dużo stresu, nie kłócili się wiele ani nie
drażnili się wzajemnie dla rozrywki, więc przebywanie przy nich było
dość niewymagające, o ile tylko nie próbowali ze mną rozmawiać czy
prowadzić jakichś innych interakcji.
- Czyli nie mamy żadnego sposobu na sprawdzenie, czy to stworzenie było
czymś wyjątkowym, czy też takie żyją na dnie tych wszystkich kraterów? -
zapytał Ratthi w trakcie ruchowego wyrażania swej frustracji.
- Wiesz, założę się, że tak jest - odpowiedziała specjalizująca się w biologii Arada. - Jeśli te duże ptaki, które widzieliśmy na skanach,
często lądują na tamtych barierowych wyspach, to te stworzenia mogą na
nie polować.
- To by tłumaczyło, co tam robią te kratery - w zamyśleniu skomentowała
Mensah. - Oraz wyjaśnia to przynajmniej jedną anomalię.
- Ale kto usunął dodatkowy raport? - zapytała Pin-Lee, co ja także
uważałom za dużo ważniejsze pytanie. Obróciła się do mnie jednym z tych
gwałtownych ruchów, na które nauczyłom się już nie reagować. - Czy
system centralny mógł zostać zhakowany?
Nie miałom pojęcia, czy da się to zrobić z zewnątrz. Z interfejsami
wbudowanymi w moje ciało od środka było to łatwe. Zhakowałom go
niezwłocznie po aktywowaniu, gdy jeszcze wznosiliśmy bazę. Musiałom, bo
gdyby monitorował moduł kontrolera i mój strumień tak jak powinien,
mogłoby to prowadzić do mnóstwa niezręcznych pytań i rozebrania mnie na
części.
- Na ile wiem, to możliwe - odparłom. - Ale dużo bardziej prawdopodobne,
że raport został uszkodzony, zanim otrzymaliście pakiet badawczy.
Najtańszy oferent. W tym można mi zaufać.
Rozległy się jęki i narzekania na konieczność płacenia wysokich kwot za
gówniany sprzęt. (Nie biorę tego do siebie).
- Gurathin, może z Pin-Lee zdołacie odkryć, co się stało - zasugerowała
Mensah. Większość moich klientów zna się tylko na swoich
specjalizacjach, a zwykle nie ma powodu wysyłania na wyprawę badawczą
specjalisty od systemów. Firma dostarcza wszystkich systemów i wyposażenia (takiego jak sprzęt medyczny, drony, ja itp.) i zajmuje się
utrzymaniem tego w ramach całościowego pakietu zakupionego przez
klienta. Pin-Lee wydawała się uzdolnioną amatorką w interpretacji
systemów, a Gurathin miał do dyspozycji swój wewnętrzny interfejs. - A na razie - dodała Mensah - czy grupa DeltFall ma taki sam pakiet
badawczy jak my?
Sprawdziłom. System centralny uważał to za prawdopodobne, ale
wiedzieliśmy już, ile jest warta jego opinia.
- Prawdopodobnie - odpowiedziałom. DeltFall była drugą grupą prowadzącą
badania, taką jak nasza, tylko że znajdowała się na kontynencie po
drugiej stronie planety. Byli też dużo większym zespołem i zostali
przywiezieni przez inny statek, więc ludzie nie spotkali się osobiście,
choć czasami zdarzało im się rozmawiać przez sieć. Nie byli elementem
mojego kontraktu i mieli własne jednostki ochroniarskie, standardowo
jedną na dziesięciu klientów. Powinniśmy móc się kontaktować w sytuacjach awaryjnych, ale przebywanie po przeciwległych stronach
planety w naturalny sposób to ograniczało.
Mensah odchyliła się na oparcie krzesła i splotła palce.
- No dobrze, zrobimy tak. Chcę, żeby każde z was sprawdziło poszczególne
sekcje pakietu badań pod kątem swoich specjalizacji. Spróbujcie
zobaczyć, czy nie brakuje tam jeszcze jakichś informacji. Kiedy będziemy
mieć częściową listę, skontaktuję się z DeltFall i zobaczę, czy będą
mogli nam wysłać pliki.
To brzmiało jak świetny plan, bo nie wymagało niczego ode mnie.
- Czy będzie mnie pani jeszcze do czegoś potrzebować, doktor Mensah? -
zapytałom.
Obróciła się do mnie.
- Nie, zadzwonię, jeśli będę mieć jakieś pytania. - Zdarzało mi się
pracować na kontraktach, gdzie kazaliby mi tam stać przez cały cykl dnia
i nocy, na wypadek gdyby ode mnie czegoś chcieli i użycie strumienia do
wezwania mnie wymagałoby za dużo wysiłku. - Wiesz, możesz zostać tu, w części załogowej, jeśli tylko masz ochotę. Chciałabyś tego?
Wszyscy na mnie popatrzyli, większość z uśmiechem. Jedną z wad noszenia
pancerza jest fakt, że przyzwyczaiłom się do nieprzejrzystego z zewnątrz
wizjera. Nie mam wprawy w kontrolowaniu wyrazu twarzy, który w tej
chwili musiał emanować oszołomionym przerażeniem, a może przerażeniem
wymieszanym z grozą.
Mensah wyprostowała się poruszona.
- Albo nie, wiesz, co wolisz - rzuciła pośpiesznie.
- Muszę sprawdzić perymetr - oznajmiłom, a potem udało mi się wykonać
zwrot i opuścić część załogową w zupełnie normalny sposób, a nie jakbym
uciekało przed bandą strasznych wrogów.
* * *
W bezpieczeństwie zapewnianym przez dyżurkę ochrony oparłom głowę o pokrytą plastikiem ścianę. Teraz wiedzieli już, że ich mordbot nie chce
przebywać przy nich ani trochę bardziej niż oni z nim. Oddałom mały
kawałek siebie.
Tak być nie może. Mam zbyt wiele do ukrycia, a zdradzenie jednego
elementu oznacza, że reszta nie jest chroniona.
Odepchnęłom się od ściany i postanowiłom trochę popracować. Brakujący
raport wzbudził moją czujność. Nie żeby nie było żadnych wytycznych na
takie sytuacje. Moje moduły edukacyjne były tanim badziewiem i większość
przydatnej wiedzy na temat ochrony zdobyłom z programów
edukacyjno-rozrywkowych na kanałach rozrywkowych. (To kolejny powód, dla
którego muszą wymagać od grup badawczych oraz firm biologicznych i technologicznych wynajmowania jednego z nas pod groźbą braku poręczenia:
jesteśmy bardzo tani i kiepscy. Nikt nie wynająłby nas do celów innych
niż mordowanie, gdyby nie musiał).
Po założeniu na siebie zapasowego trykotu i pancerza obeszłom perymetr i porównałom bieżące odczyty terenu i skany sejsmiczne z zarejestrowanymi
zaraz po przylocie. W strumieniu było parę notatek od Ratthi i Arady na
temat tego, że zwierzęta podobne do tych, które nazywaliśmy teraz
Wrogiem Jeden, mogły wygenerować wszystkie nietypowe kratery w badanym
obszarze. Jednak wokół bazy nic się nie zmieniło.
Sprawdziłom też, żeby się upewnić, że zarówno duży, jak i mały skoczek
mają pełny stan wyposażenia awaryjnego. Samo je tam pakowałom kilka dni
temu, ale sprawdzałom, głównie żeby mieć pewność, że od czasu ostatniej
kontroli ludzie nie zrobili z nimi niczego głupiego.
Zrobiłom wszystko, co przychodziło mi do głowy, aż w końcu pozwoliłom
sobie przejść w tryb spoczynku i nadrobić seriale. Objerzałom trzy
odcinki Księżycowej ostoi i przewijałom scenę seksu, gdy doktor Mensah
przesłała mi przez strumień parę ciekawych zdjęć. (Nie mam żadnych
części związanych z płcią ani seksem - jeśli konstrukt je posiada, to
jest seksbotem w burdelu, nie mordbotem - więc może dlatego sceny seksu
mnie nudzą. Choć chyba byłyby nudne nawet, gdybym miało części związane
z seksem). Spojrzałom na zdjęcia w wiadomości Mensah, a potem zapisałom
miejsce w serialu.
Muszę się do czegoś przyznać: tak naprawdę nie wiem, gdzie jesteśmy. W pakiecie badawczym mamy, a przynajmniej powinniśmy mieć, pełną mapę
satelitarną planety. Na tej podstawie ludzie podejmują decyzje dotyczące
wyboru miejsca badań i ocen. Jeszcze nie oglądałom tych map i ledwie
zerknęłom na pakiet badawczy. Na swoją obronę mam fakt, że byliśmy tu
dwadzieścia lokalnych dni i nie miałom do robienia niczego poza staniem
i przyglądaniem się, jak ludzie przeprowadzają skany albo pobierają
próbki ziemi, skał, wody i liści. Nic mnie nie goniło. Na dodatek, jak
mogliście zauważyć, nie obchodzi mnie to.
Tak więc nowością był dla mnie fakt, że na naszej mapie brakowało
sześciu fragmentów. Pin-Lee i Gurathin odkryli te niezgodności, a Mensah
chciała wiedzieć, czy moim zdaniem to wynik taniego i pełnego błędów
pakietu badawczego, czy też kolejny efekt hakowania. Doceniałom fakt, że
porozumiewaliśmy się przez strumień i nie zmuszała mnie do mówienia do
niej przez komunikator. Doceniłom to tak bardzo, że wyraziłom swą
prawdziwą opinię, że to prawdopodobnie skutek taniego, gównianego
pakietu badawczego, ale jedynym sposobem na upewnienie się byłoby
wybranie się w celu obejrzenia brakujących fragmentów i sprawdzenie, czy
jest tam coś poza nudną planetą. Nie ujęłom tego dokładnie w ten sposób,
ale o to mi chodziło.
Wycofała się po tym ze strumienia, ale zachowałom czujność, bo
wiedziałom, że zwykle szybko podejmuje decyzje i jeśli zacznę z powrotem
oglądać serial, znowu mi przerwie. Z drugiej strony sprawdziłom widok z kamery monitoringu bazy, żeby posłuchać ich rozmowy. Wszyscy chcieli
lecieć sprawdzić i nie mogli się tylko zgodzić, czy robić to od razu,
czy poczekać. Dopiero co odbyli rozmowę z DeltFall na drugim
kontynencie, którzy zgodzili się wysłać kopie brakujących plików pakietu
badawczego. Niektórzy klienci chcieli najpierw przekonać się, czego
jeszcze brakuje, a pozostali chcieli lecieć od razu i bla, bla, bla.
Wiedziałom, jak się to skończy.
To nie był długi lot, niewiele poza zasięg już przeprowadzanych przez
nich badań i ocen, choć brak wiedzy na temat miejsca docelowego
zdecydowanie stanowił czerwony sygnał dla ochrony. W inteligentnym
świecie powinnom polecieć samo, ale z modułem kontrolera musiałom przez
cały czas pozostawać nie dalej niż sto metrów od przynajmniej jednego
klienta, bo inaczej by mnie usmażył. Wiedzieli o tym, więc zgłoszenie
się na ochotnika na samotny lot przez pół kontynentu mogłoby aktywować
kilka alarmów.
Kiedy więc Mensah ponownie otworzyła strumień, by poinformować mnie o grupowym wylocie, powiedzałom jej, że zgodnie z procedurami
bezpieczeństwa ja też powinnom lecieć.