W nazwie szlacheckiej Pasek musi uderzać obok plebejskiego
brzmienia rzadka stosunkowo w nazwach szlacheckich postać
rzeczownika, gdyż naogół szlachta przybierała nazwiska od
posiadłości, za czem też poszło, że ze zmianą posiadłości zmieniało
się też nazwisko właściciela. Oczywiście nazwy rzeczownikowe są
wcześniejsze i służyły bez różnicy tak wolnym rycerzom, jako też
niewolnym plebejuszom. Z czasem nazwy szlacheckie przymiotnikowe,
jako zaszczytniejsze, przytłumiły nazwiska, a właściwie przezwiska
rzeczownikowe, które jednak jako przeżytki dawno minionych wieków
uratowały po części swoje istnienie; tylko żeby zaznaczyć
szlacheckie pochodzenie, łączono nazwisko ze wsią, będącą -
niekiedy w odległych czasach - w posiadaniu rodziny: Rej z
Nagłowic, Firlej z Dąbrowice, Tarło ze Szczekarzewic, Morsztyn,
początkowo z Pawlikowic, następnie już stale z Raciborska, i t. p.
Paskowie aż do naszego Jana Chryzostoma tego dodatku przy swojem
nazwisku nie kładli, zapewne dlatego, że nie posiadając pierwotnie
choćby jednej wsi całkowitej, nie wiedzieli też, skąd się mają
wywodzić. Dopiero nasz pamiętnikarz, wybiwszy się znacznie nad
poziom zaściankowej szlachty, zaczął się pisać z Gosławic, choć
niema w znanych nam dokumentach najmniejszego śladu, żeby jedna z
licznych wsi tej nazwy była kiedykolwiek własnością Pasków.
Skąd się wzięło i co znaczy nazwisko Pasek? - Tak samo
imiona, jak i nazwiska, wywodzą się z potrzeby łatwiejszego
odróżniania jednostek w pewnem skupieniu ludzkiem; gdzie jest
więcej ludzi, tam każda jednostka dla odróżnienia od innych musi
mieć imię, a gdzie się znajdzie większa ilość imienników, tam
znowuż dla odróżnienia każdy imiennik musi otrzymać przezwisko od
pewnej, zwykle nie istotnej, lecz tylko charakterystycznej cechy,
której się w tym osobniku dopatrzono. Przezwisko staje się w
drugiem pokoleniu nazwiskiem, chyba że potomek otrzyma inny jakiś,
jemu tylko właściwy, przydomek. Ten proces językowy można dziś
jeszcze śledzić na wsi; jest on tam do tego stopnia żywotny, że
tylko urzędowe spisy zapobiegają ciągłej zmianie nazwisk w jednej
rodzinie. Ale nietylko pewna zauważona cecha, dodatnia czy ujemna
(ta częściej, gdyż chętniej widzimy u bliźnich wady, aniżeli
zalety), dawała początek nazwiskom; już nawet samo imię, które
wyszło z obiegu lub przybrało odmienną postać, może doskonale
służyć potrzebie odróżniania, a więc może stać się nazwiskiem.
Pierwotne imiona Sulimir, Sędzimir, Chwalibóg stały się nazwiskami,
kiedy przestały być imionami i zostały jako imiona zapomniane. Wach
(Wacław), Piech (Piotr), Bień, Bieniek, Bieniasz (Benedykt)
przeszły również do kategorji nazwisk, kiedy już jako imiona poszły
w zapomnienie. Podobnie ma się rzecz i z Paskiem. Pierwotne Paweł
dochowało się jako imię, ale zgrubiałe Pach i zdrobniałe Paszek,
nie odczuwane z czasem jako pochodne od Paweł, straciły znaczenie
imion i przylgnęły do pewnych osobników jako nazwiska. Przypadek
chciał, że gruby Pach dostał się osobnikowi pracowitemu i żyje
jeszcze obecnie jako nazwisko plebejskie, gdy tymczasem drobny
Paszek, odłączywszy się od Pacha, przystał do urodzonego (t. j.
szlachcica), aby mu służyć za nazwisko. Oczywiście w ustach Mazura
musiała ta nazwa brzmieć Pasek i dlatego kolebki Pasków należy
szukać w obszarze mazurującym. Jakoż znajdujemy na Mazowszu w pow.
sochaczewskim wieś Paski, a na Mazurach pruskich dwie wsie tejże
nazwy, Paski Wielkie i Małe (Gross- i Klein-Paasken).
Przypuszczamy, że mazowieckie Paski były pierwotnem gniazdem na
drobnych działkach siedzących Pasków. Była to zapewne w dawnych
wiekach wieś, zasiedlona rozrodzoną, ubogą szlachtą, szaraczkami,
którzy od swego protoplasty zwali się wszyscy Paskami; stąd też
pochodzi nazwa wsi w formie rzeczowej Paski. W XVI w. jednak już
Pasków w Paskach nie zastajemy; widocznie zostali oni już wykupieni
i wysiedleni, ale opuszczając rodowe gniazdo, wynieśli z sobą i
zatrzymali na zawsze nazwisko Pasków. Że się Paskom w ich
mazowieckiej ojczyźnie nie przelewało, dowodzi okoliczność, że
jeden z nich, Wawrzyniec, poszedł (w pierwszej połowie XVI w.)
szukać krescytywy aż na Podole i został tam, niewiadomo, jakim
sposobem, osiadłym ziemianinem, a drugi, Jan, stryj naszego Jana
Chryzostoma, puścił się na kresy wschodnie, gdzie mu w świeżo
odzyskanej Smoleńszczyźnie wymierzono (1628 r.) na własność trzysta
włók ziemi; jest to w rodzinie Pasków pierwszy posesjonat, który tę
świeżą fortunę zdołał okrasić skromnemi, coprawda, tytułami
sędziego grodzkiego i horodniczego smoleńskiego; że bywał częstym
przystawem, wiodącym posłów moskiewskich do Polski, dowiadujemy się
z Pamiętników. Synami p. horodniczego są: Daniel i znani nam
również z Pamiętników Jan, kanclerz związkowy wojska litewskiego, i
Piotr. Kiedy w r. 1654 Smoleńsk został ponownie i ostatecznie
stracony, Jan opowiedział się przy Polsce, Piotr zaś i Daniel,
podzieliwszy się fortuną ojcowską, przyjęli poddaństwo carskie i
stali się protoplastami moskiewskich Pasków, dotąd w
Smoleńszczyźnie siedzących i "szalenie Polski nienawidzących".
Jakie były losy Jana na Litwie, dowiadujemy się po części z
Pamiętników; czy dziś istnieją tam jeszcze jego potomkowie, nie
posiadamy wiadomości.
Przedstawicielami mazowieckiej gałęzi Pasków są w
początkach XVII w. N. Pasek, ojciec Stanisława, i Marcin, ojciec
naszego Jana Chryzostoma. Jan był jedynakiem, o innych synach owego
N. Paska, prócz Stanisława, nie słyszymy wcale. Zato w córki
obfitował ród Pasków; gdzie się tylko obróci nasz pamiętnikarz,
wszędzie ma krewnych wujecznych i ciotecznych, a nawet jedna z
Paskówien, Remiszowska, stała się mimowolną przyczyną jego dziwnego
a niespodziewanego ożenienia. Małżeństwo Jana Chryzostoma było, jak
wiemy, bezpotomne, a jeżeli i Stanisław Pasek nie miał więcej
synów, jak tylko owego Stanisława, uczestnika odsieczy wiedeńskiej,
później jeńca tatarskiego, a wreszcie wesołego towarzysza w
Cisowie, i jeżeli ten Stanisław zmarł bezpotomnie, to gałąź Pasków
mazowieckich uschłaby już w początkach XVIII w. i zniknęła na
zawsze. Jakoż o Paskach koronnych odtąd nie słychać i Niesiecki o
nich nie wspomina.
O życiu Jana Chryzostoma Paska przed jego osiedleniem się
w Krakowskiem wiemy tylko tyle, co sam o sobie w swej "księdze"
podaje; a ponieważ początkowe karty rękopisu zaginęły, więc ani
roku ani miejsca urodzenia nie znamy. Możemy tylko ogólnikowo
powiedzieć, że się urodził w województwie rawskiem około r. 1636. Z
wdzięcznością wspomina nasz pamiętnikarz później (pod r. 1661), że
ojciec "mu z młodu nie kazał cieląt pasać", lecz jak wiemy z innego
miejsca Pamiętników, posłał na nauki do szkół jezuickich w Rawie,
które też ukończył od infimy do retoryki, a może nawet filozofji,
jak to wnosić możemy z licznych cytatów, wyjętych z autorów
klasycznych, między innemi nawet z Arystotelesa i Platona. Nadszedł
nieszczęsny rok "potopu" (1655), zakończony jednak szczęśliwie
konfederacją tyszowiecką (29 XII 1655), które sprowadza ogólne
przebudzenie narodu i zapala do czynu. Nie pozostał głuchy na hasło
tyszowieckie i młody Pasek, bo już 8 lutego 1656 odbiera chrzest
krwawy pod Gołębiem. Odtąd już bez przerwy aż do r. 1666 wojuje
nasz pamiętnikarz, "przez wszystkie wojny tego trzepaczki trzymając
się, Czarnieckiego, i z nim też zażywając czasem okrutnej biedy,
czasem też i rozkoszy". Jak to tam było w szczegółach, opowie nam
najlepiej sam Pasek własnemi słowy, których i najlepsze
streszczenie nie zastąpi. Po 11-letniej wojaczce, kiedy mu już z
trzydziestką przeszło życia południe, zaczyna nasz towarzysz
pancerny na gwałt myśleć o ożenieniu czyli, jak wtenczas mówiono, o
swojem postanowieniu. Co mogło być powodem tej nagłej zmiany
dotychczasowej "szarży?" Nie da się zaprzeczyć, że tak gorący
patrjotyzm, jak i wrodzona żyłka żołnierska popchnęły Paska do
zawodu żołnierskiego; ale i to pewna, że ten syn niedostatniego
dzierżawcy, podobnie jak tylu innych, żywił w głębi duszy nadzieję,
że go ulubiony konik "donosić miał jakiej godności", jakiej niezłej
sztuki chleba w postaci dochodnego starostwa lub innej
królewszczyzny; wszak był na to utarty wyraz
panis bene merentium. Ale Pasek do tego chleba jakoś
szczęścia nie miał i mimo najlepszych chęci królewskich nic sobie
"upatrzyć" nie mógł. To też owe marne 6.000 tynfów, danych mu jakby
na odczepne, ostatecznie zniechęciły naszego pamiętnikarza, a nie
ciągłe utraty bojowych koni, które go dotkliwie prześladowały.
Uwieńczony sławą wojownik, co to "szukał śmierci, choć w młodym
wieku swoim, i za Dnieprem i za Dniestrem i za Odrą i za Elbą i
koło Oceanu i Bałtyckiego morza", tęgi rębacz zarówno, jak i
orator, mający "ze sobą zawsze gębę i konceptu poddostatkiem",
musiał być nasz Pasek zawsze pożądanym sprzymierzeńcem i mile
widzianym towarzyszem biesiadnym, zwłaszcza w domach wojewódzkich
dygnitarzy. Rozrywali go sobie wojewoda rawski, Lipski, i chorąży,
późniejszy kasztelan sochaczewski, Śladkowski i obaj ciągnęli do
siebie, pragnąc postanowić w swoim domu. Były dwie panny posażne do
wyboru; ale Paska, jak dziś jeszcze chłopa do "grontu", "bardziej
apetyt pociągał
ad piquem glebam, aniżeli do gołych pieniędzy". Los
zadrwił sobie z naszego Mazura w sposób arcyzłośliwy: obdarzył go
obojgiem, i pieniędzmi i żyzną glebą (lubo tylko dzierżawną),
dodając na przyczynek piękne dożywocie, ale obarczył go przytem
"dziecinnemi interesami" leciwej małżonki, które mu taką skargę w
20 lat potem z ust wycisnęły: "To to tak pojąć wdowę z dziećmi i z
kłopotami; pierwszy mąż zaciągnie długi, zostawi kłopoty, dzieci,
litigia, a ty dla cudzych interesów uschniesz, zdrowie
stracisz; cobyś miał sobie uzbierać, wydasz na prawo i jeszcze
zarobisz sobie na niewdzięczność miasto podziękowania. Ja to kładę
pro memento: kto ma tak uczynić, do mnie na radę". A
wszystkiemu był winien krewki temperament Paska: we czwartek dnia 8
września popołudniu poznaje 46-letnią wdowę, matkę pięciorga
dzieci, sam mało co nad 30 lat liczący, i jeszcze tego samego dnia
wieczorem się oświadcza, a już czwartego dnia potem w niedzielę, 11
września (1667) staje z nią na ślubnym kobiercu. Odtąd życie
naszego pamiętnikarza toczy się zwykłą owych czasów koleją; sprawy
publiczne (sejmiki, sejmy) i towarzyskie czyli t. zw. usługi
przyjacielskie: ugody, kondescencje, lokacje panien w klasztorach,
kompromisy, akty weselne i pogrzebowe - oto na czem rok za rokiem
niepostrzeżenie schodził. Jeżeli do tego dodamy dwukrotne pospolite
ruszenie (1669 i 1672), a zwłaszcza liczne procesy, których Pasek
nieraz po kilka równocześnie prowadził, to musimy ze zdumieniem
zapytać, jak mogło starczyć na to wszystko czasu, a jeszcze
bardziej pieniędzy, których te ciągłe podróże, a możnaby rzec
śmiało, to życie koczownicze wraz z procesami i basarunkami
pochłaniało niemało; kto gospodarzył w ciągłej nieobecności pana w
domu, kto corocznie dostarczał zboża na flis do Gdańska, a
consequenter i pieniędzy na szalone wydatki? Odpowiedź
narzuca się sama: nie kto inny, tylko owa zawołana i pracowita
gospodyni, co to po śmierci pierwszego męża dzierżawiła dwie wsie,
dawała sobie na tak dużem gospodarstwie radę i "urabiała nawet
substancję" - rezolutna pani Paskowa ze swojem hasłem, "żeby zaraz
było, jeżeli ma co być". Przyznaje jej to Pasek dość wyraźnie, choć
pod warunkiem, którego spełnienie pewnie nie od niej zależało:
"Pewniebym był kontent z tego ożenienia, gdyby mi Pan Bóg dał
chłopca jednego z nią..." Cicha ta pracownica, dźwigająca na swych
barkach trzy węgły domu, występuje, o ile wiemy, w towarzystwie
swego małżonka raz jeden jedyny poza domem, ażeby mu w Krakowie
zapisać dożywocie. Pamiętniki urywają się na r. 1688. Na szczęście posiadamy
inne źródła, z których możemy uzupełnić ostatnie lata naszego
pamiętnikarza. Proces z margrabią Pasek wygrał, nietyle dlatego, że
miał za sobą wstawiennictwo króla, ile raczej, że sprawa jego była
słuszna. Po długich jeszcze korowodach zapadł w trybunale 18
października 1690 ostateczny wyrok, który przyznał Paskowi 6.000
złotych tytułem różnych pretensyj, ale za słowa ubliżające honorowi
margrabiego, zawarte w protestacjach i pozwach, skazał go na
tydzień wieży. Tenże wyrok, przyznając pretensje pieniężne w
stosunku do margrabiego, odsądzał temsamem Paska od dalszej
dzierżawy Olszówki i Brześcia. Trzymał on wprawdzie w tym czasie
(od r. 1687), jak to wiemy z Pamiętników, małą wioseczkę Madziarów
prawem zastawnem; ale po spłaceniu sumy zastawnej, zapewne niezbyt
wielkiej, trzeba było oglądać się za nową dzierżawą. Zaradziła temu
szczodrobliwość królewska. Jan III, mając wzgląd na posługi
rycerskie Paska, a raczej może wywdzięczając się za ową sławną
wydrę, obdarza go po śmierci starosty wiślickiego, Teodora Denhofa,
dzierżawą królewskiej wsi Ucieszkowa, do tegoż starostwa należącej.
Tu gospodarzy nasz Pasek do r. 1696. Nieszczęście chciało, że miał
za sąsiada dzierżawcę przyległych wiosek Żegocina, Zagajewa,
Winkowa i Piotrówki, niejakiego Mikołaja Wolskiego, tytułującego
się łowczym owruckim. Był to człowiek gwałtowny i mściwy, a przytem
pieniacz zawołany. Trafiła więc kosa na kamień. Pierwszy zatarg
sąsiedzki wybucha z powodu pary koni, które słudzy p. łowczego
mieli zabrać p. komornikowi (t. j. Paskowi). Jeszcze wyrok w
grodzie nie zapadł, gdy słudzy Wolskiego przy sposobności polowania
stratowali pola ucieszkowskie, zasiane prosem i owsem. Wniósł
natychmiast do grodu p. komornik manifestację na Wolskiego, a "po
staremu" czyhał tylko na sposobność, ażeby winowajcom dać
przykładną nauczkę. To też kiedy mu się udało dopaść owych
niefortunnych myśliwych, jednego z nich, niejakiego Rusinowskiego,
szlachcica, przymusił zjeść połówkę zająca na surowo. Był to
niesłychany despekt, wyrządzony nietylko ur. Rusinowskiemu, ale
jeszcze więcej p. łowczemu, i Pasek musiał wiedzieć, że mu tego
Wolski płazem nie puści. Czy to więc chęć pozbycia się nieznośnego
sąsiada czy też śmiertelna choroba żony była powodem - dość, że na
miesiąc przed jej śmiercią sprzedaje nasz Pasek (15 lutego 1696)
dożywotnią dzierżawę Ucieszkowa małżonkom Aleksandrowi i Annie z
Tudorowskich Lisowskim, a sam bierze w dzierżawę pobliską wioskę,
Górną Wolę, należącą również do starostwa wiślickiego, trzymanego
dożywociem przez wdowę po Denhofie, Katarzynę z Potockich. Pani
starościna puściła mu tę wioskę bardzo tanio, bo za czynszem
rocznym 1.500 złotych, licząc na obietnicę Paska, że jej we
wszystkich okazjach swych usług przyjacielskich nie odmówi. I
byłoby wszystko dobrze, gdyby nie to, że po upływie trzech lat, t.
j. po wygaśnięciu arendy, Pasek z wioski ustąpić nie chciał. Więc
znowu manifestacje, pozwy, kondemnaty, aż wreszcie wyrugowany, jak
się zdaje, przemocą, zadzierżawia nasz pamiętnikarz od Stanisława
Wereszczyńskiego wieś Niedzieliska (na prawym brzegu Wisły w dziś.
pow. brzeskim) i tam go zastaje 2 sierpnia 1700 urząd grodzki
nowokorczyński, chcąc wykonać wyrok trybunału lubelskiego, zapadły
nań 23 czerwca t. r. Pasek jednak do egzekucji nie dopuszcza,
ratując się wybiegiem, ze Niedzieliska wprawdzie zakontraktował,
ale wsi dotąd jeszcze w posiadanie nie objął. Jest to już ostatnia
o żyjącym Pasku wiadomość. Dnia 5 września 1701 manifestują się w
grodzie krakowskim spadkobiercy naszego Paska, a mianowicie
siostrzeniec, Jan Remiszowski, swojem, tudzież imieniem synowca,
Stanisława Paska, przeciw żydowi nowokorczyńskiemu Meusowi o to, że
tenże żyd przywłaszczył sobie bezprawnie śpichlerz w Nowym
Korczynie, własność ś. p. Paska, razem ze zbożem i innemi rzeczami.
Umarł więc Pasek w lecie, prawdopodobnie w sierpniu 1701 i w tym
też roku pasierb Krzysztof Łącki czyni za jego duszę i za duszę
matki zapis na rzecz kościoła pilczyckiego.
Pasek miał zwyczaj, jak zresztą każdy prawie szlachcic,
owych czasów, zbierać i chować starannie dokumenta i akty
publiczne, pisma ulotne, paszkwile, mowy przy różnych
sposobnościach przez siebie wygłaszane, a przedewszystkiem listy
królewskie lub znakomitych osób, jego osoby dotyczące, "aby - jak
się wyraża -
maneant posteritati pro testimonio vitae meae", "żeby
synkowie wiedzieli, żem
florem aetatis nie na próżnowaniu stracił i w tych
bywałem, jako szlachcicowi należy, okazyach". Tem się tłumaczy, że
Pasek, zabrawszy się w późnym wieku do pisania swych Pamiętników,
mógł w odpowiednich miejscach przytaczać tekst dosłowny owych pism
i dokumentów. Bo, że Pamiętniki powstały dopiero w latach 1690 -
1695, a więc w czasie, kiedy z łaski królewskiej znalazł dla siebie
przystań bezpieczną w Ucieszkowie i spodziewał się tam dokończyć
swego burzliwego żywota, nie ulega zdaniem naszem żadnej
wątpliwości. A naprzód
terminus post quem, t. j. r. 1696, może uchodzić za pewny,
gdyż nigdzie w Pamiętnikach nie znajdujemy najlżejszej nawet
wzmianki ani o śmierci żony ani o śmierci króla Jana. Ponieważ w
lutym t. r. Ucieszków przeszedł w inne ręce, przeto należy zrobić
małą poprawkę i przyjąć r. 1695 za ostatni kres, poza który czas
powstania Pamiętników przesunąć się nie da. Terminu
ante quem z równą dokładnością oznaczyć nie możemy;
dowodów ścisłych niema, są tylko silne poszlaki, które głośno i
wyraźnie przemawiają za naszem przypuszczeniem. Pomijamy dość
częste wzmianki o wydarzeniach późniejszych pod latami, które
znacznie owe wypadki wyprzedzają. Ważniejsze są rażące pomyłki, jak
"czwarta potrzeba" (w r. 1656) pod Warką (7 kwietnia), wspomniana
po bitwie pod Warszawą (28 - 30 lipca 1656) lub pochód z Cielęcina
do Międzyrzecza, gdy rzecz miała się wręcz przeciwnie. Zdobycie
Koldyngu, umieszczone przez Paska pod r. 1658, nastąpiło w
rzeczywistości dopiero w roku następnym. Marcjan Chełmski jest u
Paska już w r. 1677 oboźnym koronnym, choć został nim dowodnie
dopiero 20 lutego 1680. Dymitr Wiśniowiecki zmarł wedle Pamiętników
w r. 1681, zamiast w r. 1682. O Marku Matczyńskim twierdzi Pasek
pod r. 1688, że był "natenczas koniuszym koronnym", podczas gdy pan
koniuszy już od dwóch lat (od 1686) był wojewodą bełzkim. Co jednak
najciekawsze, to, że nasz pamiętnikarz o sobie samym i swoich
najbliższych mylne niekiedy lub bałamutne podaje wiadomości. O
Smogorzewie np. pisze r. 1687, że "trzymał tę wieś podobno lat 17",
a pod r. 1672 podaje, że "był tam panem 20 lat". Nawet rok śmierci
ojca jest pomylony; miał on wedle zapisków syna umrzeć w r. 1677,
gdy tymczasem wedle dokumentów żył jeszcze 20 października 1679, i
dopiero akt z 16 stycznia 1680 wspomina o nim jako o zmarłym,
dodając przed jego nazwiskiem
olim. Wszystkie te pomyłki byłyby niemożliwe, gdyby Pasek
spisywał swe Pamiętniki rok za rokiem lub ich części w niedługich
po sobie odstępach czasu. Jeżeli zaś redakcję Pamiętników
przesuniemy poza r. 1690, to wszystkie pomyłki i niedokładności
tłumaczą się całkiem naturalnie późnym wiekiem i co za tem idzie,
osłabioną pamięcią pamiętnikarza. Ale ta właśnie okoliczność
musiała znacznie obniżyć ich wartość pod względem historycznym; roi
się w nich od błędów i pomyłek, z datami spotykamy się rzadko, a
jeżeli są, to zazwyczaj nieścisłe, a nawet fałszywe. To też "na
Pamiętnikach tych polegać bezpiecznie nie można i przy korzystaniu
zaleca się jak największą ostrożność". Tam jednak "gdzie chodzi o
szczegóły, o pojedyncze fragmenty i epizody, te zwłaszcza, w
których czynny był sam pamiętnikarz, tam jest on źródłem
nieoszacowanem. Z niedowierzaniem słuchamy jego przesadnych
opowiadań o ogromie sił nieprzyjacielskich, z uśmiechem czytamy
ustępy, w których wypowiada swoje polityczne
credo i wydaje apodyktyczne sądy o dyplomatycznych
działaniach króla i nienawistnych panów z najbardziej skrajnego
stanowiska parcjalnego; ale chętny dajemy posłuch opisom bitew,
niezupełnym i niejednolitym, co prawda, ale tryskającym życiem i
pełnym ognia, zapału i humoru. Nieskorzy zaufać datom
najważniejszych nawet wypadków, gdy je podaje Pasek, zawsze skłonni
jesteśmy natomiast wierzyć, że jeśli powtarza krótkie przemowy
Czarnieckiego, wypowiedziane przed bitwami i w czasie walki, to
powtarza je dokładnie i sumiennie; bo kto przysłuchiwał się
kiedykolwiek opowiadaniom wysłużonych żołnierzy, ten wie, że nic
nie tkwi tak długo w pamięci starych wjarusów, jak postać wodza i
ciepłe, porywające jego słowa". Na poparcie tego sądu zawodowego
historyka możemy od siebie przytoczyć charakterystyczny przykład.
Pomylił się Pasek, podając śmierć ojca o dwa lata za wcześnie; ale
że stary Pasek umarł "
secunda Decembris devotissime i właśnie po chrześcijańsku,
w wigilią św. Barbary, do której on miał wielkie nabożeństwo", że
"z wielką pamięcią i dyspozycyą umierał, bo nie w gorączce, ale tak
prawie usypiał" - te wszystkie szczegóły będą najzupełniej
prawdziwe, gdyż to rzecz powszechnie znana i wielokrotnie
stwierdzona, że daty współczesne mylą się lub nawet zapominają
łatwo, zato szczegóły ważne i bardziej nas obchodzące tkwią stale w
pamięci i przechowują się do najpóźniejszego wieku. Inny przykład. Pasek w owym pamiętnym dla siebie dniu 8
września 1667 r. zapewne na własne zapytanie dowiedział się, że
najmłodsza córeczka ponętnej wdowy liczy dopiero dwa lata. Szczegół
ten, dla przyszłego męża pani Łąckiej bardzo ważny, wspomina nasz
pamiętnikarz jeszcze w kilkadziesiąt lat potem. "Druga racya
cieszyła mię, żem widział córeczkę ostatnią, Marysię, we dwoch lat
i mialem nadzieję, że też jeszcze i dla mnie P. Bog da jakie
chłopczysko". Otóż w tym wypadku można dokumentem stwierdzić prawdę
słów Paska: "ostatnia Marysia" liczyła w r. 1667 istotnie dwa lata.
Wobec tego i wszystkie inne, tak dziwne okoliczności Paskowego
ożenku nie należą zdaniem naszem do dziedziny romansowych zmyśleń,
lecz są najzupełniej prawdziwe i jeżeli nie co do słowa, to
przynajmniej co do istotnej treści odpowiadają rzeczywistości.
Co jednak musi już przy pobieżnem czytaniu Pamiętników
jeszcze bardziej zastanawiać, to pewna nierównomierność w
oświetlaniu wydarzeń: niektóre wypadki są przedstawione obrazowo,
plastycznie, z wszystkiemi szczegółami, inne ledwo dotknięte, a
nawet zupełnie przemilczane. Z jakąż to szczegółowością np.
opowiada nam Pasek obie zwycięskie bitwy w "szczęśliwym" roku 1660,
pod Połonką i nad Basią, swoje przygody w czasie wyprawy po złote
runo do Wilna (1662), swoje ożenienie (1667), udział w elekcji
króla Michała, w pospolitem ruszeniu (1672), a nawet odsiecz
wiedeńską, choć ją opisuje jedynie z opowiadania swego synowca,
Stanisława. Z drugiej strony znajdujemy w Pamiętnikach całe lata,
zbyte zaledwie kilku lub kilkunastu wierszami, np. 1663, 1670,
1671, 1674 - 1679, 1681, 1682 i pominięte milczeniem wypadki,
skądinąd dobrze nam znane, żeby przytoczyć tylko jeden, ale nader
charakterystyczny przykład. O Śladkowskim i żonie jego,
Myszkowskiej z domu, podaje Pasek pod r. 1667 takie szczegóły,
jakby to był romans, a nie pamiętniki. Aliści po tym roku ginie
wszelki, najmniejszy nawet ślad o nich; a przecie skądinąd wiemy,
że owa tak gorąca opiekunka umarła w kilka lat potem (przed r.
1673), że Śladkowski ożenił się wkrótce z Katarzyną Lanckorońską,
siostrą Franciszka, starosty stobnickiego, i bez Paska i jego
oracji zapewne się na weselu nie obeszło, a już dowodnie asystował
temuż p. kasztelanowi w r. 1675 we wtorek po Wszystkich Świętych w
Rogowie, kiedy to p. Śladkowski musiał pasierbicę swoją, 11-letnią
Teresę, córkę nieboszczki Myszkowskiej z pierwszego małżeństwa
oddawać na mocy wyroku sądu kapturowego w ręce jednego z opiekunów,
Stefana z Wronowa Księskiego. O tem wszystkiem nie znajdujemy w
Pamiętnikach ani słowa. Dlaczego? - Oto Pamiętniki nie powstawały
rok za rokiem pod świeżem jeszcze wrażeniem zdarzeń, lecz zostały
spisane w podeszłym wieku, kiedy wypadki, przesiane przez rzadkie
rzeszoto czasu, należały już do dalekiej przeszłości i jedne
zapadły się w głąb zapomnienia, a inne zdołały się jeszcze utrzymać
na powierzchni. Osobliwie też Pasek, natura prosta i niewybredna,
wygrzebywał i pamiętał z przeszłości tylko to, co czy to z
osobistych, czy też ogólnych względów było warte wspomnienia,
"około czego", jak się wyraża, "było co pisać". Księga, którą Pasek
potomnym przekazał, jest raczej, wspomnieniem lat ubiegłych,
aniżeli pamiętnikiem w właściwem słowa tego znaczeniu.
Ale jeżeli jako źródło historyczne Pamiętniki Paska często
zawodzą, to zato pod względem obyczajowym, a nawet, pomimo swej
prostoty, także pod względem literackim posiadają one wartość
wprost nieocenioną. "Bitwy i sejmiki, burdy i pojedynki, przyjaźni
i kłótnie, konkury i wesela, stosunki sąsiedzkie i rodzinne, uczty
i zjazdy, kłopoty gospodarskie i tarapaty sądowe, myślistwo
(ukochana wydra, którą z bólem serca podarował Janowi III!),
słowem, całe życie szlachcica - rycerza, szlachcica - obywatela i
szlachcica - ziemianina - oto, co stanowi treść, a zarazem ogromną
wartość pamiętników Paska, jako przepysznego źródła do poznania
obyczajowości i charakteru szlachcica polskiego; pod tym względem
ani jeden utwór prozy polskiej XVII wieku równać się z niemi nie
może. Miał słuszność Mickiewicz, mówiąc, że to nie Pamiętniki,
tylko romans historyczny. Nie dosyć na tem; pamiętniki Paska to
przepyszny obraz żywej mowy polskiej XVII w. i niezrównane
arcydzieło stylu gawędziarskiego. Mistrz z Paska nad mistrzami nie
tylko w rąbaniu ręką, ale w obracaniu językiem; rękę wyćwiczył
sobie w bitwach i pojedynkach, a język - przy butelkach i
gąsiorach, w wesołem gronie znajomych i przyjaciół, którym chętnie
opowiadał o swoich "okazyach", "koloryzując" je często, i tak, jak
opowiadał, przekazał piórem potomności. Tak żywo i barwnie, tak
naturalnie i zamaszyście, z humorem może niezbyt wybrednym, ale
szczerym i naprawdę ogromnie zabawnym - nie umiał opowiadać nikt,
chyba... jeden tylko Zagłoba. Literatura staropolska nie zna
lepszego gawędziarza i większego humorysty".
"Księga" pamiętnicza Paska, jak swój pamiętnik sam autor
nazywa, dochowała się do naszych czasów w jednym, jedynym
rękopisie, niegdyś Ces. Bibljoteki w Petersburgu z sygnaturą
Polskaja Otd. IV. N. 104, obecnie odzyskanym i złożonym w
bibljotece Uniwersytetu Warszawskiego. Jest to rps fol. 35X19 cm.,
liczący pierwotnie k. 288; pismo może pochodzić z pierwszej połowy
w. XVIII. Znak wodny (na pustej karcie 118) przedstawia na
postumencie drzewo, którego wierzchołek zakończony żołędzią; na
postumencie widać litery
GN. Skromna tekturowa oprawa pochodzi, jak się zdaje, z
początku XIX w. Nieumiejętny introligator obszedł się z rpsem
prawdziwie po barbarzyńsku; obciął on nietylko brzeg podłużny tak,
że dopiski na boku zostały do połowy uszkodzone, ale, co gorsza,
nie oszczędził także kustoszów u dołu kart, wyrządzając tem
niepowetowaną szkodę, gdyż z dłuższego zwykle kustoszu przenosi
pisarz tylko ostatni wyraz. Na grzbiecie "księgi" przylepiona u
góry karteczka z napisem Łukasza Gołębiewskiego: "Manuskrypt
Paska", u dołu sygnatura Bibl. w Petersburgu. Na pierwszej karcie
siwego papieru, t.j. na wstawce introligatora, napisany tytuł ręką
Gołębiowskiego "Reszty manuskryptu własnoręcznego Jana Chryzostoma
na Gosławicach Paska, deputata z powiatu lelowskiego na koło
rycerskie za króla Michała Korybuta, a pierwej towarzysza
pancernego". Na odwrocie tejże karty tąż samą ręką: "Treść materyi,
o których traktuje autor tego manuskryptu" (wydrukowana w wydaniu
Lachowicza). Dziwne koleje musiała przechodzić "Księga" naszego
pamiętnikarza. Już kopista nie miał przed sobą całego oryginału;
brak mu było kart końcowych, czego dowodzi niezbicie ta
okoliczność, że dochowany rękopis urywa się nagle na ? karty 188,
mimo że jeszcze ? stronicy i cała następna stronica karty 188 była
pusta, a więc mogła być zapisana. Pierwopis był także uszkodzony we
środku, skoro kopista zostawił k. 118 niezapisaną; spodziewał się
widać, że mu się uda swój odpis uzupełnić z innego egzemplarza, do
czego jednak nie przyszło. Sporządzony w ten sposób odpis doznał
naprzód niewielkiego uszkodzenia we środku: po k. 172, między jedną
a drugą kartą, brak przynajmniej jednej, czego jednak właściciel
rękopisu, od którego pochodzi numeracja kart, wcale nie spostrzegł.
Już po numeracji nastąpiło dalsze i już ostatnie uszkodzenie:
dochowany rękopis zaczyna się od k. 51, całych więc kart 50
niepowrotnie, jak się zdaje, przepadło. W jaki sposób dochowany
odpis Pamiętników Paska uległ aż podwójnemu uszkodzeniu, pozostanie
zapewne zagadką; że się z nim zbyt starannie nie obchodzono,
dowodzą mniej lub więcej wyraźne ślady błota na k. 101, 141, 147,
198, 279', 280', 281, 281' i 282. Częściowe uszkodzenie kart 185 -
188 tłumaczy się całkiem naturalnie brakiem oprawy, którą otrzymał
rękopis mniej więcej w sto lat później, bo dopiero w początkach XIX
wieku.
Rękopis wbrew twierdzeniu bibljotekarza autografem nie
jest; pominąwszy już bowiem niesłychane mnóstwo rażących błędów i
pomyłek (zob. Dodatek krytyczny), których Pasek dopuścić się nie
mógł, dadzą się rozróżnić wyraźnie trzy odmienne ręce pisarzy. Cały
oryginał z nieznacznemi wyjątkami przepisał kopista
A, będący zarazem niejako redaktorem rpsu, gdyż opuszczony
przez rękę
C wyraz ?okazya? (str. 442, w. 13) wpisał własnoręcznie do
tekstu; pismo wyraźne, wyrobione, niemal kaligraficzne, z początku
staranne, od k. 274 staje się drobniejsze i jakby niedbałe, ale
zawsze jeszcze wyraźne. Ręka
B pisze mniej wyraźnie, niekaligraficznie, lecz jakąś
indywidualną manierą. O ręce C można powiedzieć, że bazgrze jak
kura; litery dość duże, grube, niekształtne.
Wszyscy dotychczasowi wydawcy obchodzili się z tekstem z
dziwną jakaś i niczem nieusprawiedliwioną dowolnością; opuszczanie
wyrazów, zwłaszcza takich, z któremi nie wiadomo, co począć,
dodawanie słów, których w tekście niema, dowolna zmiana wyrazów i
ich szyku, wreszcie mylne dość często odczytanie - oto spory poczet
grzechów, jakich się dotąd zwykle dopuszczali wydawcy względem
tekstu rękopisu. Osobna wzmianka należy się dość licznym
naleciałościom gwarowym w Pamiętnikach, również pomijanym w
dotychczasowych wydaniach. Pasek wymawia i pisze:
?Kurfistrz? (upodobnione do ?mistrz?, ?burmistrz?);
?brandoburski? (zam. ówczesnej formy ?brandeburski?); do ?lassa?,
?lassem?, ?lassy?, po ?lessie?, z ?lassa? (raz jeden z ?lasa? 178),
?fossę?, ?fossy?, ?balassy?, z ?tarassa?, ?ossy?, ?zatarassować?,
?hałassy?, ?zwieśsił? nos (124), ?powieśsić? (275); ?wielgomożny?,
?Wielgopolska?, ?wielgopolacy?, ?wielgopolski?; ?kożdy? (obok
?każdy?); ?garzć?, (raz: ?garść?), ?garzci?, ?garztka?,
?przygaszn?, ?pierzcień?; ?ucześnik?, ?namieśnik?; ?garło?,
?garłem?, ?garłowa? sprawa, w ?garcu?; ?pole? (obok ?podle?);
?porząnnej?, ?porząnnie? (obok ?porządny?): ?pasterał?; ?ciąn?,
?ciąnem?, ?wyciąnem?, ?cieni?, ?odcięni?, ?ściąn?, ?rościąn?,
?przeciąn?, ?począn?, ?zacząnem?, ?poczęno?, ?zgiąn?, ?wysunąn?
się, ?wyplunąn?, ?zetknęny? się; ?przysiągać?, ?zaprzągać?,
?gnietę?, ?dowiedę?, ?doniesło? się; ?umowioni?, ?postrzaloni?;
?obująłem? (2 razy); ?młożyć? (obok ?mnożyć?);
Obok tych naleciałości gwarowych posługuje się Pasek
zwyczajnie formami języka literackiego. Tuby się nasuwało pytanie,
czyby tych form gwarowych nie należało przypisać raczej kopiście,
niż autorowi Pamiętników. Ale już pobieżne czytanie pism
współczesnego sąsiada Paska, Kochowskiego, przekona nas o mylności
takiego przypuszczenia. Podobnie jak u Paska, spotykamy się i
autora Liryków i Fraszek, a więc u zawodowego niemal literata, dość
często z formami gwarowemi (obok postaci poprawnych). Fraszki: w
?lessie?, ?lassy?, w ?lassach?, ?mięssia?, ?pierzcień?,
?pierzścionek?, ?uniesła?, ?bierę?. Liryki: ?lassy?, w ?lassach?,
?krassy?, ?hałassy?, ?atlassu?, ?hałassu?, ?kożdy?, ?najeźnik?,
?dawią za garło?, ?garzści? (obok ?garść?), ?porząnnie?, ?bez?
dach, ?wzięni?, ?wzięny?, ?poczęny?. Kochowski używa nawet form
takich, jak ?dopirz? (dopiero), ?słucze?, ?słuką? (stłucze),
?sąście?, a zwłaszcza bardzo często ?pedzieć?, ?pedam?, ?pedasz?,
do czego się Pasek nie posunął. Te naleciałości gwarowe u
niektórych pisarzy XVII w. nie powinny nas ani dziwić ani razić; są
to właśnie pisarze (Pasek, Kochowski, W. Potocki), którzy całe
życie stykając się z ludem, nasiąkali gwarą ludową i przejmowali
niektóre formy i wyrazy ludowe, podobnie jak w nowszych czasach
dziś jeszcze nasi kresowcy wschodni ulegają (nawet w poezji) w
pewnym stopniu wpływowi narzeczy ruskich (Mickiewicz, Zaleski).
Wszelkie więc oczyszczanie Paska z rzekomych plam ludowych
uważamy za rzecz chybioną i za stronę raczej ujemną dotychczasowych
wydań.
Wreszcie ostatni zarzut - to zupełny niemal brak
krytycyzmu u poprzednich wydawców. Takie np. kwiatki, jak (str. 45)
"W post Wielki jedli (Duńczycy) z mięsem, nawet i sami jezuici, i
konfundowali, kto nie jadł" (mimo obfitości ryb!) lub "morze jest
tak przeźroczyste, że na sto lutrów psów w głąb obaczyć może", albo
takie niedorzeczności, jak kniaź cesarski (str. 159), lub (str.
192) siedm marszałków (związkowych!) - i tyle, tyle innych (zob.
Dodatek krytyczny) drukowano i czytano najspokojniej blisko przez
sto lat we wszystkich wydaniach.
Że kopista, przekręcał wyrazy oryginału; można i się
dowodnie o tem przekonać, porównawszy tekst Pamiętników w
odpowiednich miejscach ze znanym skądinąd tekstem, a więc cytat z
oryginałem lub akt urzędowy z tekstem tegoż aktu w
Volumina legum. Wprawdzie zmieniał Pasek niekiedy cytat,
czyto że pisał z pamięci, która nie zawsze dopisywała, czy nawet
umyślnie dostosowywał go do swoich celów; ale przecie wychowanek
szkół jezuickich, a więc dobry łacinnik, nie przekręcał go do tyla,
żeby aż wypadła oczywista niedorzeczność, jak to widzimy np. na
cytacie z Seneki (
De ira II 322), gdzie z
magnae ferae zrobił kopista
magno ferre, co już żadnego sensu nie daje. Instrukcji
sejmikowej rawskiej z r. 1667 (str. 409) nie znamy wprawdzie w
oryginale, ale przecie na podstawie
Valumina legum możemy ją w punkcie 17 poprawić. W
instrukcji jest mowa o "recesie
anni 1652" i o "panach Orsztetyn". Tymczasem reces
znajdujemy dopiero w konstytucji r. 1662 i tam też czytamy o panach
Orsetti; więc Orsztetyn należy czytać Orsettym. "Amnestia
generalna" (str. 398) przeszła do konstytucji r. 1667 wprawdzie w
formie znacznie zmienionej, ale mimo to możemy, porównywając oba
teksty, niejedną niedorzeczność z Pamiętników usunąć, np. ustępu
(ma być wstrętu), przeczyły (ma być przyczyny) i t. d. Wobec tak
ujawnionego niedbalstwa czy niedołęstwa przepisywacza można się
było już śmiało zabrać do wymiatania z tekstu owych setek
przekręcań i pomyłek, które w niektórych zwłaszcza miejscach
zniekształciły do niepoznania pierwotną myśl Pamiętnikarza. Długi
poczet poprawek znajdzie czytelnik w Dodatku krytycznym;
uzupełnienia wydawcy objęte są w tekście klamrami . Natomiast
zwykłe pomyłki pisarskie
(lapsus calami) - a jest ich nieprawdopodobna ilość -
poprawiano milcząco. Może jeszcze twardszym do zgryzienia orzechem była dla
wydawcy dziwaczna i nader bałamutna pisownia rękopisu, która jeśli
nie w całości, to przynajmniej w znacznej części będzie zapewne
własnością kopisty. Jest ona naogół fonetyczna.
A więc
e przed
m i
n wymawia się i pisze
ę: ?trzymałęm?, ?goniłęm?, ?uciekałęm? z ?kminęm?,
?zięmie?, ?plęmie?, ?daręmnie?, ?nabożęnstwo?, ?jęno?.
á (pochylone) przed
m i
n wymawia się i pisze
ą: ?sąm?, ?nąm?, ?sząńc? (ale ?szańca?), ?łąn?; ?dragan?
pisze się trojako: ?dragan? (t.j.
dragán), ?dragąn? i ?dragon? (gdzie
o zastępuje
ą, zob. niżej).
o przed
m i
n wymawia się i pisze
ą: ?umowiąnego?, ?tłąmoczek?, ?tąnąć?, ?żąnaci?,
?gościąm?, ?kapłąna? (obok: ?kapłon?).
o zastępuje niekiedy
ą: ?zasłoniają? (obok ?zasłaniają?), ?sprofonowane? (t.j.
?sprofąnowane?, a to zamiast ?sprofánowane?), ?wzioł?, ?bocioniów?,
?dogonia?, ?stanoć?, ?zginoć?, ?krocą? się (?krącą? się), sztuka z
ryby jest okrągła i tak ją podają na stół ?okrągło? (t.j. okrągłą);
dlatego należy czytać str. 383: ..."ażeby wydało pole (modą l.
fantazją) ?kawalerską? (rps. ?kawalersko?)... nie tak ?urywczą?
(rps. ?urywczo?), jak wilk.
ą zamiast
u: przy ?mężą?, do ?lądą?, z ?początką?, ?znową?, do
?związką?, ?odsąnąwszy?, w ?sekąndzie? (obok ?sekundować?).
Odwrotnie: grozisz jakąś ?zemstu? żeby zaraz poszedł ?łuczyć? się z
Chmielnickim.
é (pochylone) zanika zupełnie w ?nima? i ? piniądze?;
zresztą widać wahanie z wyraźną jednak przewagą ku wymowie ludowej:
?umirać?, ?upirać? się; ?dopiro?, ?Kazimirz?, ?Sęndomirz?;
odwrotnie, daje się zauważyć, lubo rzadko, gwarowe
e zam.
i lub
y: ?teł? (tył), ?pił?, ?podpieł? (tuż obok siebie).
k brzmi niekiedy jak
ch: 'tchnąć? (tknąć), ?trachtu? (traktu), ?nicht? (nikt). Niejasne jest
ę, stale spotykane w słowie ?węsele? i pochodnych:
?węsoło?, ?węsołość?, ?węselić się?: niejasne jest również
kreskowanie końcowego
c: ?nić? (nic), ?wyjeżdżjąć?, (wyjeżdżając). Imiesłowy
-szy, pisane, jak zwykle w XVII w., bez
ł, kilka razy mamy już jednak
ł: ?postrzekłszy? i ?postrzegłszy?, ?przypadłszy?, a nawet
(raz jeden) ?obrałszy?. Wyrazy obce z końcówką
-ia (
ya) piszą się przeważnie fonetycznie
-ija,
-yja, w 2, 3 i 7 przyp. l. p.
-ijej,
-yjej; są jednak liczne wyjątki, w których przeważa zasada
historyczna: ?kompania?, ?Dania?, ?dywizya?, ?potencya?, ?relacya?,
?alteracya?, a końcówką przyp. 2, 3 i 7 l. p. jest
i: w ?relacyi? znak ?alteracyi?, ?potencyi? nie mogli
wytrzymać, z jego ?dywizyi? przeciwko ?Grecyi?; 2 przyp. l. m.
kończy się zwyczajnie
-ij,
-yj, nierzadko także na
-ej: ?materej?, ?fakcej?, ?konsultacej?, ?okazej? (obok
?okazyj?), a stąd ?okazejka?. Kopista zarywa niekiedy z mazurska: ?hacki? (obok
?haczek?), ?sarża? (obok ?szarża?) nie będę się ?sarzał?,
?Tyskowic?, ?puskarz?, ?kartace?, ?w jasełeckach?; to znowu w
obawie mazurowaniu przesadza: ?obczes?, ?oszlep?, ?szlub?,
?szlubować?, ?szpiżarnia?, ?kłócząc? się.
Inne właściwości: ?odar? (odarł), ?przędzej?, z
?gościami?, ?kręptuje? (krępuje), ?kiej?, ?pocieno? (podź jeno),
?tameno? (tam jeno).
Bałamuctwa ortograficzne: ?mory? (mury), ?pobutkę?
(pobudkę), ?doszkożby? (duszkożby), z ?wierze? (z wieże),
?przebierzę?, ?zważywszy? (zwarzywszy) miody, ?spojżysz?.
Niniejsze zupełne wydanie Pamiętników Paska jest pierwszem
krytycznem opracowaniem rękopiśmiennego tekstu. Dziwnem wydać się
może, ale wyznać trzeba, że więcej bodaj trudności przedstawiała
wydawcy bałamutna pisownia rękopisu, aniżeli sam tekst, choć tak
sromotnie zniekształcony i w znacznej części zepsuty. Ścisły
rozdział, orzeczenie, co przypisać autorowi, a co nieudolnemu i
niedbałemu kopiście zapewne przeprowadzić się nie da. Jako ogólną
zasadę przyjęto, że formy i właściwości gwarowe należą do Paska,
natomiast dziwaczna pisownia jest własnością przepisywacza; w
szczegółach mogą zachodzić pewne wątpliwości. Żeby jednak o jednej
rzeczy dwa razy osobno nie mówić, nie uwzględniono powyżej
możliwych odchyleń i wyjątków.
W objaśnieniach pomimo rzetelnej pracy poprzedników, z
której wydawca nie omieszkał korzystać, zostało jeszcze dużo do
zrobienia; niewyzyskane dotąd
Volumina legum, oraz inne źródła tak drukowane, jako też
rękopiśmienne, pozwoliły rozwiązać niejedną zagadkę. Szczegółowy i dokładny spis wydań Pamiętników Paska
znajduje się w pomnikowej Bibljografji Estreichera i w dalszym jej
ciągu do r. 1900. Odtąd, nie licząc popularnych wydań, pojawiło się
jeszcze jedno tylko wydanie krytyczne (Lwów, nakł. Zakł Nar. im.
Ossolińskich, 1923), opracowane przez podpisanego; nie oparte na
rękopisie, dziś już wymaganiom naukowym odpowiadać nie może. Prace
o Pasku i jego Pamiętnikach wymienia Gabrjel Korbut w swojej
"Literaturze polskiej" t. I, str. 598; do podanego tam wykazu
dodaćby jeszcze należało wyborną charakterystykę Paska pióra prof.
Ignacego Chrzanowskiego w "Historji literatury niepodległej Polski"
(wyd. III, str. 358), oraz cenne przyczynki i objaśnienia prof.
Aleksandra Brücknera w recenzji wydania Gubrynowicza (Kwartalnik
Historyczny XII 1898, str. 866) i w rozprawie "Język Wacława
Potockiego" (Rozpr. Wydz. Filolog. A. U. t. 31, str. 275),
wreszcie uwagi tegoż badacza o języku Paska we wstępie do
popularnego wydania Pamiętników (w Bibl. Narodowej, wyd. II, str.
XIV nstp).
Kraków, w styczniu 1929.
J. C.