1 października
- To co, mogę jutro poznać Adriana? - zapytałam Donię.
- Tak, myślę, że tak - ucieszyła się, że pamiętałam. - Przyjdziesz sama, czy z Jackiem?
- Mam nadzieję, że z Jackiem. Pogadam z nim o tym dzisiaj.
- Jeszcze tego nie zrobiłaś?
- Nie gniewaj się, Donia. Nie było kiedy.
- Obiecaj, że tym razem nie wystawisz mnie do wiatru.
- Będę na pewno.
- A jeśli Jacek się nie zgodzi?
- Przyjdę sama.
- A dlaczego nie było go dziś w szkole?
- Nic ważnego - odparłam. - Jakieś badania miał zrobić, czy coś w tym stylu. Będzie u mnie wieczorem.
- OK - powiedziała.
Czekając na Jacka, weszłam na Formspring. Przez ostatnie tygodnie odpowiadałam na zwyczajne pytania w stylu:
? CO LUBISZ ROBIĆ W WOLNYM CZASIE?
? JAKIEJ MUZYKI SŁUCHASZ?
? CZY LUBISZ TRENINGI Z KOSĄ?
? JAKICH PRZEDMIOTÓW NIE LUBISZ?
I tym podobne. To, co ujrzałam tym razem, wywołało u mnie irytację pomieszaną ze złością:
? CZY UWAŻASZ, ŻE JESTEŚ INTELIGENTNA? BO JA MAM WĄTPLIWOŚCI CO DO FUNKCJONOWANIA TWOJEJ MÓZGOWNICY.
? DLACZEGO CHWALISZ SIĘ TYMI OBLEŚNYMI ZDJĘCIAMI?
? PO CO JESTEŚ Z JACKIEM, SKORO NA NIEGO NIE ZASŁUGUJESZ? PRĘDZEJ CZY PÓŹNIEJ POZNA SIĘ NA TOBIE I CIĘ ZOSTAWI.
Było tego całkiem sporo. Ktoś sobie po prostu po mnie jeździł. Nie wiedziałam, czy mam odpowiadać, czy to wykasować. Postanowiłam odpowiedzieć: Napisałam, że jestem inteligentna, że uważam, że moje zdjęcia są całkiem dobre i myślę, że będą jeszcze lepsze. Napisałam też, że jestem z Jackiem, bo się kochamy, oraz że na Formspring zadaje się pytania, a nie wpisuje opinie.
Nie minęła godzina, gdy dostawałam kolejne komentarze zamiast pytań. Ktoś usiłował mi wmówić, że jestem samotna, nieszczęśliwa, głupia, brzydka i że nic nie potrafię porządnie zrobić. Myślałam, że w trzeciej klasie gimnazjum nie będę prowadziła rozmów na takim poziomie. A jednak! Usunęłam wszystkie wpisy, zostawiając informację:
"Jeśli zamierzasz mnie nadal obrażać, to powiedz mi to prosto w oczy, a nie anonimowo".
- Hej - usłyszałam głos Jacka. - Co się stało? - zapytał, widząc moją minę.
Opowiedziałam.
- Podejrzewasz kogoś?
- Tylko jedna osoba przyszła mi do głowy - szepnęłam nieśmiało.
- Kto? - nie zrozumiał w pierwszej chwili.
- Nie wiesz?
- Nie! Aga taka nie jest - odparł pospiesznie. - Jak mogłaś w ogóle tak pomyśleć?
- Kłóciłam się już z Agą kilka razy i wiem, jaka potrafi być.
- Znam ją lepiej - powiedział stanowczo.
- Czasem wydaje mi się, że w ogóle jej nie znasz - wypaliłam. - Już nie pamiętasz, jak ona i jej koleżanki wyśmiewały moje zdjęcia zamieszczone na Digarcie? Nie pamiętasz kłótni między nami, w której Aga napisała z ironią, że przefarbuje się z Czerwonym na blond, to będzie mądrzejsza? Nie pamiętasz, jaki był poziom tych rozmów? Bo ja bardzo dokładnie pamiętam, że przekopiowałam je dla ciebie, ale wtedy też stanąłeś po stronie Agnieszki, że to niby ja zaczęłam. Tylko że to ona zaczęła - wyrzucałam z siebie słowa. - I wyobraź sobie, że poziom tych dzisiejszych komentarzy jest bardzo podobny do tych z tamtego roku.
- Nie masz pewności, więc nie możesz nikogo oskarżać - powiedział oschle.
- Nie oskarżam. Zapytałeś, czy kogoś podejrzewam, a więc podejrzewam Agę, ale pomiędzy podejrzeniami a oskarżeniem jest różnica. Dlaczego wciąż jej bronisz?
- Nie bronię jej - odparł. - Powiedziałem już. Znam ją lepiej niż ty.
- A ja powiedziałam, że ci się wydaje. Ona zmieniła się dla ciebie, bo chciała z tobą być. Z wyzywającej dziewczyny stała się szarą myszą. Nawet zachowanie zmieniła. Wszyscy ci o tym mówili, a ty upierałeś się, że ona dojrzała, że z potrzeby serca zaszły w niej te zmiany - byłam zła i przez mój ton przebijała kpina.
- Nie wszyscy mi mówili, tylko ty - zauważył.
- To już nie ma znaczenia, bo i tak się myliłeś. Gdyby zrobiła to z potrzeby serca, to nie paradowałaby teraz po szkole z toną tapety na twarzy, czerwonymi pazurami i na szpilkach.
- Co cię ugryzło? - zapytał również wyraźnie zły.
- Nic! Po prostu mówię to, co myślę, a nie to, co chciałbyś usłyszeć.
- Idę do domu - powiedział nagle. - Spotkamy się, jak ci przejdzie.
- Poczekaj - złagodniałam. - Donia chce, byśmy poznali jutro Adriana.
- Mamy się spotkać we czwórkę?
- Nie, ma być jeszcze Karolina i Blanka, bo one też nie zdążyły go poznać.
- Jeśli będzie Blanka, to ja nie idę - stwierdził.
- Dlaczego? - zdziwiłam się.
- Nie znoszę Blanki. Jest pusta i głupia.
- To Donia nas prosi o spotkanie, nie Blanka - zauważyłam. - Z Donią się kumplujesz.
- Nie mam ochoty przebywać w towarzystwie takich tępych panienek jak Blanka.
- W takim razie pójdę sama - powiedziałam, zagryzając z wściekłości wargi.
Jacek obrócił się na pięcie i wyszedł. Wtuliłam twarz w poduszkę. Płakałam. Nie mogłam zrozumieć, dlaczego mi to robił. Przecież był teraz ze mną, nie z Agą, a gdy przychodziło co do czego, to stawał po jej stronie. I to jeszcze dziś, gdy stuknęły nam dwa miesiące bycia razem. Z tą Blanką też wypalił jak nienormalny! Wiedziałam, że za nią nie przepada, lecz mógł się zgodzić na to spotkanie ze względu na Donię. Nikt od niego nie oczekiwał, że będzie słodził Blance.