ROZDZIAŁ 1. Cześć, jestem narcyz
Skoro już wiesz, z kim masz do czynienia, warto poznać mnie lepiej. Jestem narcyzem, a więc według kryterium DSM-V osobą o wyolbrzymionym poczuciu własnej ważności, stale poszukującą podziwu i uznania. Pochłaniają mnie fantazje o nieograniczonym sukcesie, władzy i doskonałości, wierzę, że jestem wyjątkowy i mogą mnie zrozumieć tylko inni, równie wyjątkowi ludzie. Mam głębokie przekonanie, że zasługuję na specjalne traktowanie, a moje potrzeby są ważniejsze niż potrzeby innych. Często wykorzystuję ludzi wokół mnie, aby osiągnąć cele, nie zwracając uwagi na ich uczucia, ponieważ brakuje mi empatii. Jeśli odnoszą sukces, zazdroszczę im, ale jednocześnie wierzę, że inni zazdroszczą mnie. Moje postawy i zachowanie bywają aroganckie i wyniosłe, co często wywołuje konflikty w relacjach. Myślisz, że to okropne? Masz rację. Pewnie gdybym nie był tym, kim jestem, to sam przeraziłbym się wizją kontaktu z taką osobą. Ale jestem narcyzem i dla mnie to normalne, że w ten sposób podchodzę do siebie, ludzi i pozostałych elementów świata. Wiesz, co jest najlepsze? Że oszukuję nie tylko innych, ale też siebie. W mojej fantazji jestem zawsze najlepszy, choć de facto miewam poczucie, że mogę być złym człowiekiem. Ale posiadam sprytny mechanizm służący odciągnięciu mnie od takiego, bardzo niekomfortowego myślenia – znajduję osobę, którą mogę karmić moje narcystyczne (nieadekwatne) ego. I tu pojawia się odpowiedź na pytanie numer jeden: "po co potrzebuję ofiar?". Widzisz, na co dzień jestem uwięziony w świecie konfliktu pomiędzy moim wyolbrzymionym ego a tym, co je boleśnie weryfikuje. Jednocześnie superego, czyli taki "moralny strażnik", wglądowa część mojej psychiki praktycznie nie istnieje, więc nie umiem dostrzec tego, jak bardzo cię ranię, i nie widzę potrzeby zmiany moich zachowań. Zauważyłaś coś ciekawego? Nawet "cię" napisałem małą literą. Nie mam do ciebie szacunku, bo w moich oczach jestem jedyną osobą, którą ludzie powinni szanować i podziwiać. Życie narcyza to one star show – tylko ja się liczę i tylko moje potrzeby mają priorytet. Już teraz odnosisz wrażenie, że zrobiło się niemiło? Poczekaj, aż przeczytasz mój pamiętnik.
Mógłbym napisać, że jestem chory, że na terapii uwodzę terapeutów, nierzadko oszukując większość z nich. Mógłbym teraz roztaczać przed tobą wizję, jakim jestem tchórzem, bo uciekam od odpowiedzialności za swoje zachowania i postawy, ale zamiast tego zrobię z siebie ofiarę. Przecież wiesz, że to nie ja jestem winny. Zachowuję się tak, bo ty źle mnie traktujesz. Bo ty jesteś przewrażliwiona i przypominasz mi tym moją histeryczną byłą. To ty widzisz problem w moich zdradach i ty w końcu żebrzesz o okruchy uczucia, którego nigdy nie byłem w stanie ci dać, bo nie jestem do tego zdolny. Widzisz? To ty jesteś wszystkiemu winna, nie ja. Gdybyś tylko wpisywała się w moje nierealistyczne fantazje, gdybyś była inna, byłbym szczęśliwy. A ty? No cóż. Tkwiłabyś dalej w przekonaniu, że jest między nami okej, mimo że czułabyś się z dnia na dzień coraz gorzej w naszej relacji.
A może masz naturalny odruch zdrowego człowieka i zaczynasz mi współczuć? Może myślisz, że jestem nieszczęśliwy, bo nie dostrzegam, jak bardzo ranię swoją postawą siebie i innych? Zmartwię cię – wcale nie jestem taki biedny. Często świadomie wybieram krzywdzące innych zachowania i zawsze mogę zrobić krok w tył. W każdej chwili mógłbym przestać cię ranić, ale nie chcę tego robić, bo jest to dla mnie niewygodne. I jest to kwestia mojego wyboru. Próbujesz współczuć człowiekowi, który sam podpalił własny dom, a teraz chodzi i płacze, że nie ma gdzie mieszkać. Nie współczuj mi – nie masz komu. Chyba że sobie – bo to ty jesteś ofiarą.