18 września 2009 roku
18.57
Drogi pamiętniczku,
kiedyś tatuś miał w swoim pokoju zdjęcie mamy. Inne niż to, które stoi
na kominku. Zabrałam je stamtąd, jak raz nim rzucił. To było w marcu.
Przestraszyłam się, ale kiedy wyszedł na spacer, wzięłam zdjęcie i schowałam je pod swoje łóżko. Myślę, że tatuś o tym wie. Wie, że je
zabrałam. Ale może nawet jest zadowolony, że wzięłam to zdjęcie z jego
pokoju. Myślę, że go złościło. Nie bardzo wiem dlaczego. Czasem na nie
patrzę. Na te rude włosy. Takie jak moje. Mama była ładna. Czasami o niej myślę i wtedy za nią tęsknię. Nie znałam jej, ale tęsknię za nią.
Pewnie by mnie przytulała, a ja tego nienawidzę i może bym jej za bardzo
nie polubiła, ale i tak mi jej brakuje. To takie dziwne. Tęsknić za
kimś, kogo się nie znało. Ale to trochę tak jak ze Świętym Mikołajem.
Nigdy go nie spotkałam, a i tak za nim tęsknię.
Raz, całkiem niedawno, zapytałam, jaka ona była. Tatuś odpowiedział, że
siedmioletnie dziewczynki nie powinny zadawać tylu pytań. Powiedział, że
to wina mamy, że jestem taka ciekawska. Chociaż tego się o niej
dowiedziałam. Nie wiedziałam, że jestem ciekawska. Nigdy wcześniej o tym
nie myślałam. Ale jeśli tak jest, to mi się to podoba. "Ciekawska" brzmi
dobrze.
Ale ciekawość to nie pierwszy stopień do piekła, jak mówi moja głupia
babcia. Przyszła dziś do nas. Wypytywała tatusia o mnie: czy byłam u lekarza, u terapeuty. Czy każe mi próbować nowych potraw. Jest namolna.
Namolna... namolna... Przez nią tatuś się denerwuje. Przecież widzę.
Babcia potrzebuje jakiegoś hobby. Wydaje mi się, że tatuś nie lubi,
kiedy ona do nas przychodzi. Ja zresztą też. Nie lubię również chodzić
do niej w odwiedziny. Czasami tatuś zostawia mnie z nią wieczorem.
Ciekawi mnie, co on wtedy robi, kiedy mówi, że wychodzi. Cokolwiek to
znaczy.
Czasami babcia opowiada tak głupie rzeczy, że jest to zupełnie bez
sensu. Na przykład o wróblach w garści i gołębiach na dachu czy żebym
połamała nogę, kiedy mam mieć prezentację w szkole. Nie wiem, czemu to
robi.
Chociaż mało mówię, tatuś wie, że jestem mądra. Bardzo to w nim lubię.
Moja nauczycielka powiedziała, że jestem mądra, ale też niegrzeczna i uparta. Myśli tak, bo jestem cicha. I dlatego, że zawsze, kiedy trzeba,
zwracam jej uwagę, która godzina. Na przykład jak widzę, że zaraz
spóźnimy się na długą przerwę. Ja tylko chcę, żeby wiedziała, kiedy nie
robimy rzeczy o czasie. Powinna się cieszyć, że pomagam jej robić rzeczy
zgodnie z planem. Ktoś musi pilnować czasu. A ja jestem taka miła, że
się tym zajmuję, żeby nauczycielka mogła się skupić na głośnych i naprawdę niegrzecznych dzieciach.
Po tym, jak tatuś powiedział, że jestem mądra, dodał coś o mamie.
Wspomniał, że lubiła rubiny. Nie wiem, co to. Tatuś powiedział, że
rubiny są czerwone. Podobne do moich włosów. Dlatego nazywam się Ruby.
Ruby Marlowe.
Marlowe z "e" na końcu. To trudne nazwisko do napisania i wymówienia.
Kiedyś mi się myliło. Wtedy moja nauczycielka się wściekała i krzyczała:
"E!". Jak zwierzak. Widziałam kiedyś w telewizji małpę. Krzyczała tak
samo. Nauczycielce nie podobało się, kiedy udawałam przy niej małpę. A ja chciałam tylko pokazać tej pani, jakie dźwięki wydaje. Później dzieci
wołały na mnie "małpa". Skończyło się tym, że nie poszłam na długą
przerwę i nie zjadłam lunchu.
No i dobrze. Nienawidzę długiej przerwy, a tym razem na lunch była
przekąska z masłem orzechowym. Lepkim... paskudnie lepkim. Nienawidzę
lepkich rzeczy, więc dla mnie to żadna strata.
Tatuś był wściekły, kiedy się o tym wszystkim dowiedział.
- Musisz przestrzegać zasad - tak powiedział tatuś.
- Przepraszam tatusiu, postaram się, żeby to było ostatni raz -
odpowiedziałam mu.
Teraz boli mnie ręka, pamiętniczku. Pójdę pooglądać telewizję z tatusiem. Dzisiaj wieczorem jest ten program, do którego ludzie wysyłają
filmiki. Niby mają być śmieszne. Czasami się śmieję, ale nie z tych
głupich filmików, tylko dlatego, że mi o czymś przypominają. Na przykład
o tatusiu, lodach i psie w wesołym miasteczku. To zabawne wspomnienie.
Tatuś myśli, że śmieję się na pokaz. Ale zawsze mówi, że śmiech to
zdrowie, więc oglądamy ten program razem.
Tatuś rzadko się śmieje. Najczęściej tylko się szczerzy i tak jakby
kaszle.
Uważaj na siebie.
Ruby
20 września 2009 roku
18.58
Drogi pamiętniczku,
dzisiaj padało, więc mogłam pobawić się na zewnątrz w moich nowych,
czerwonych kaloszach. Są jasne, jaskrawo-czerwone. Mój ulubiony kolor.
Tatuś patrzył z werandy, jak się taplałam w wielkiej kałuży. Wszędzie
było błoto, ale tatuś się tym nie przejmował. Kiedy skakałam, tylko się
uśmiechał i palił papierosy.
Zwykle nie lubię wody. Deszcz i kałuże są OK, ale nie wanna. Boję się
wody. Zawsze tak miałam. Tatuś musi siedzieć przy mnie, kiedy jestem w wannie, i może wlać do niej tylko troszkę wody. Mówi, że zawsze taka
byłam. Ale kałuże i deszcz są w porządku, a nawet fajne.
Palenie źle robi na płuca. Ciągle powtarzam tatusiowi, że nie powinien
palić. Uczyliśmy się w szkole, że to szkodzi. W papierosach są tysiące
chemikaliów, uzależniają i mogą zabić. Bierne palenie też szkodzi, ale
nie martwię się o siebie, tylko o tatusia. Nie chcę, żeby stało mu się
coś złego. Co ja bym bez niego zrobiła?
Raz, kiedy mówiłam mu o paleniu, tatuś odpowiedział, że trudno się
pozbyć starych nawyków. Nie do końca rozumiem, o co mu chodziło, ale i tak uważam, że nie powinien palić.
Taplałam się w kałużach. Skakałam superwysoko, wyżej niż kiedykolwiek.
Ekstrazabawa! Dzięki moim nowym kaloszom skakanie po kałużach to
prawdziwa frajda.
Jednak samo ich kupowanie było dla mnie trudne. Sprzedawca próbował
dotknąć moich stóp i bardzo się zezłościłam. Tupałam i tupałam, i płakałam w kącie. Nie chciałam płakać, ale czasami moje emocje po prostu
wybuchają jak wulkan, który nasza nauczycielka zrobiła na zajęciach z przyrody. Wtedy nie mogę ich powstrzymać. Jakaś pani była w sklepie ze
swoimi dziećmi. Nazwała mnie wstrętnym bachorem. Przez to było mi
jeszcze bardziej smutno i zaczęłam mocniej płakać. Tatuś brzydko
odpowiedział tej pani. Za pierwszym razem wróciliśmy do domu bez butów.
Ale w końcu tatuś przekonał mnie, żebyśmy dali szansę tym zakupom.
Zawsze pomaga mi zobaczyć wszystko w lepszym świetle. Długo nie mogłam
się zdecydować, które kalosze będą najlepsze i jaki rozmiar wybrać. Ale
w końcu udało mi się idealnie je dobrać.
Tatuś pomógł mi w przymierzaniu. Kiedy założyłam te najwygodniejsze,
przytaknęłam. Czułam się w nich bardzo dobrze i były w moim ulubionym
kolorze. Czerwonym. Ale to już wiesz.
Nie chciałam ich zdejmować. Wczoraj nawet w nich spałam. Tatuś nie miał
nic przeciwko temu.
A dzisiaj przez cały dzień skakałam po kałużach. Bardzo dobrze się
bawiłam w swoich nowych kaloszach. Testowałam je w każdej kałuży. Było
super. Nie powiedziałam tego tatusiowi, ale - kiedy robiłam chlap, chlap
- udawałam, że skaczę po kałużach w garażu. Czerwonych kałużach.
Wyobrażasz to sobie, pamiętniczku? Jak fajnie by było skakać po
czerwonych kałużach w czerwonych kaloszach? Pięknie by to wyglądało. Ale
wtedy pewnie trudniej byłoby posprzątać. Mam nadzieję, że niedługo tatuś
wróci do garażu, żebym mogła zobaczyć, jak wszystko czyści. Chcę
zobaczyć, co robi i jak to robi.
Jestem zmęczona tym skakaniem. Może dzisiaj wcześniej położę się spać.
Nie wiem. Nigdy nie kładę się wcześniej, ale chce mi się spać.
Uważaj na siebie.
Ruby
25 września 2009 roku
18.57
Drogi pamiętniczku,
dzisiaj w szkole było fajnie.
Nauczycielka kazała nam napisać wiersz. Większość dzieci nie była
zadowolona, ale ja to uwielbiam. Nauczycielka zwróciła uwagę na mój
wiersz. Powiedziała, że jest bardzo ciekawy. Tylko martwiła się, że
króliczka boli nóżka. Opowiedziałam jej o tym, jak kiedyś, kiedy byłam
mała, znalazłam z tatusiem małego króliczka na naszym podwórku. Był
ranny i musiała go boleć nóżka. Tatuś mu pomógł, ale później króliczek i tak umarł. Było mi smutno, ale nie mogłam przestać się na niego patrzeć.
Króliczek był sztywny, ale też jakiś taki oklapły. Nie wiem, jak to
możliwe. Tatuś powiedział mi wtedy, że to się zdarza i ostatecznie
wszystko umiera. "Jak mama?" - zapytałam, ale nie odpowiedział.
Moja nauczycielka dzisiaj się do mnie uśmiechnęła. Powiedziała, że
poezja to sposób na okazywanie uczuć i że mój wiersz był dobry.
Powiedziała: "Świetnie się spisałaś". Myślę, że tym razem naprawdę tak
myślała.
Nasze wiersze musiały się rymować. Lubię układać rymy, jak na przykład
kot i lot, śmietnik i kwietnik czy stryczek i pstryczek.
Ten ostatni rym wymyśliłam, chociaż nie wiem, co to jest stryczek i gdzie usłyszałam to słowo. Będę musiała zapytać o nie moją nauczycielkę.
Ale pstryczki widziałam nieraz. Kiedyś jechałam z tatusiem pociągiem.
Nie pamiętam po co. To było chyba kilka lat temu. Wiem, że maszynista ma
przed sobą różne pstryczki. Napisanie wiersza było dla mnie łatwe.
Pokazałam go tatusiowi. Jemu też się spodobał. Powiesił go na lodówce.
Zapytał, dlaczego króliczka boli nóżka.
Powiedziałam, że nie wiem. Po prostu to mi przyszło do głowy. Chyba nie
pamięta tamtego króliczka. To było jakiś czas temu. Kiedy? Sama nie
wiem.
Napiszę ci mój wiersz, pamiętniczku. O tu, na dole. Mam nadzieję, że ci
się spodoba. Może dzisiaj wieczorem, zamiast oglądać telewizję, napiszę
więcej wierszy. Zdaniem tatusia "dobrze by było przełamać rutynę". Mnie
takie zmiany niezgodne z planem denerwują. Ale tatuś chce, żebym
pracowała nad moją poezją, jeśli mi to sprawia przyjemność. Powiedział,
że każdy potrzebuje dać upust swojej wyobraźni.
Więc może napiszę coś jeszcze. A oto ten wiersz.
Uważaj na siebie.
Ruby
Mały króliczek między kwiatkami,
Odpoczywa godzinami.
Biały jak wiele chmurek,
Jest cichy bidulek.
Miękki jak poduszka
Króliczka boli nóżka.
2 października 2009 roku
18.57
Drogi pamiętniczku,
tatuś jest ostatnio bardzo zmęczony. Po naszym powrocie z pracy i szkoły
razem jemy obiad i odrabiamy lekcje. Czasami, gdy skończę pisać, wchodzę
do salonu, a on już śpi.
Martwię się o niego. Mówi jeszcze mniej niż zwykle. Wczoraj wieczorem
był tak zmęczony, że nie przeczytał mi Dobranoc, księżycu. Przez to
byłam jednocześnie smutna i zła. Sama sobie przeczytałam, ale to nie to
samo.
Czasami tatuś wpada w zły nastrój. Babcia lubi wtedy mówić, że ma swoje
dziwne humorki. Zamyka się w sobie. Zwykle jest taki w październiku. Nie
wiem dlaczego. Babcia powiedziała mi kiedyś, żebym była cierpliwa i dobra dla tatusia, bo październik to dla niego trudny czas. Zapytałam ją
dlaczego, ale wtedy tylko zmarszczyła brwi. Przez to jej twarz wyglądała
na jeszcze bardziej pomarszczoną i dziwaczną. Potrząsnęła głową i powiedziała, żebym o to nie pytała.
Październik to dla tatusia trudny czas, ale marzec też do łatwych nie
należy. Na tym zdjęciu, które było w jego pokoju, ale je ukradłam... na
tym zdjęciu tatusia i mamy jest data. Dwunasty marca. Ciekawe, dlaczego
ta data jest taka ważna. Bardzo chciałabym zapytać o to tatusia, ale się
boję. Ostatnio wygląda na zdenerwowanego. Nie chcę zawracać mu głowy.
Nienawidzę, kiedy ludzie zadają mi pytania, gdy jestem zdenerwowana.
Dlatego staram się niczego nie mówić i przestrzegać zasad. Jak zawsze.
Zastanawiam się, czy tatuś bywa samotny. Ja czasami tak... w szkole,
kiedy dzieci są wredne i nie chcą ze mną rozmawiać. Ale w domu zawsze
jest OK. Podoba mi się, że jesteśmy w nim tylko ja i tatuś. I tak nie
lubię rozmawiać z innymi ludźmi, bo to naprawdę trudne. Oni mnie nie
rozumieją, a wtedy ja się złoszczę. Tatuś nie jest taki jak ja. On umie
rozmawiać z ludźmi. Przynajmniej jak jesteśmy na zakupach, idziemy na
pocztę albo do sklepu z narzędziami. Wtedy tatuś rozmawia z ludźmi.
Uśmiecha się i pyta, co u nich słychać. Wydaje mi się, że wszyscy w mieście go lubią. Ale tatuś nigdy nikogo do nas nie zaprasza. Nie licząc
pań z garażu.
Kiedyś, od czasu do czasu odwiedzał go kolega. Miał na imię Pete.
Przychodził w piątki, pił z tatusiem piwo i oglądali razem telewizję.
Ale potem Pete przestał przychodzić. Nie wiem, co się stało i dlaczego.
Powinnam zapytać o to tatusia.
Teraz najczęściej w domu jesteśmy tylko ja i tatuś. Oczywiście kiedy
babcia nie wpycha do nas swojego wielkiego zadka.
Podoba mi się, że na co dzień jesteśmy tylko my. Zastanawiam się, czy
tatuś czasami się smuci. Zastanawiam się, czy to dlatego w październiku
ma swoje humorki. Zastanawiam się, czy tęskni za mamą. Zastanawiam się
nad wieloma rzeczami.
Może tatuś jest po prostu bardzo zmęczony. Często to powtarzał w tym
tygodniu. Ma dużo pracy. Tatuś buduje różne rzeczy. Zbudował wiele w mieście. Pomagał przy budowie kościoła i kilku domów, a nawet dużego
centrum handlowego. Mówi, że zawsze był dobry w budowaniu rzeczy.
Czasami lubię zaglądać na tył ciężarówki tatusia i patrzeć na narzędzia,
które tam trzyma. Łopaty, siekiery i wiele innych rzeczy. Tatuś mówi:
"Przezorny zawsze ubezpieczony", bo nigdy nie wiadomo, kiedy trzeba
będzie coś zbudować.
Podoba mi się, że tatuś jest dobry w majsterkowaniu. Jestem z niego
dumna.
Może jutro poproszę tatusia, żeby pomógł mi coś zbudować. Na przykład
domek dla ptaków. Czasami lubię obserwować ptaki. To dobry pomysł. Może
tatuś nie będzie taki smutny. Zajmie się budowaniem, a nie rozmyślaniem.
Uważaj na siebie.
Ruby
7 października 2009 roku
18.57
Drogi pamiętniczku,
wczoraj był bardzo, bardzo zły dzień.
Z tatusiem działo się coś niedobrego. Ma znowu swoje humorki. Zapomniał
o naszym planie dnia i o tym, co mieliśmy jeść na kolację, a nawet o tym, żeby kupić mleko w sklepie. Chciał, żebym wcześniej poszła spać,
chociaż wie, jak bardzo nienawidzę robić rzeczy o innych godzinach niż
zwykle. Bardzo się śpieszył, kiedy czytał mi Dobranoc, księżycu.
Zauważyłam, że ręce mu się przy tym trzęsły.
- Wszystko dobrze, tatusiu? - zapytałam.
Kiwnął głową, ale nawet na mnie nie spojrzał.
- Wszystko w porządku, Ruby. Wszystko dobrze.
Ale widziałam, że nie było dobrze.
Przykrył mnie kołdrą, a ja bardzo starałam się nie martwić i zasnąć.
Wszystko było dobrze, dopóki nie zaczęła się burza. Straszna burza. Co
chwila widziałam błyskawice i było słychać grzmoty. Boję się błyskawic.
Nienawidzę ich. Ale jeszcze bardziej nienawidzę głośnych grzmotów. Nigdy
nie wiem, kiedy je dokładnie usłyszę. Zaskakują mnie. Boli mnie od nich
głowa i czuję, jak mi się w niej kręci.
Po cichutku wyszłam z pokoju i zeszłam po schodach, żeby znaleźć
tatusia. Zawsze kiedy jest burza, głaszcze mnie po plecach. Dlaczego do
mnie nie przyszedł? Kiedy weszłam na palcach do jego pokoju, zobaczyłam,
że go tam nie ma. Spojrzałam przez okno. Nie było jego ciężarówki. Jak
mogłam nie zauważyć, że wyjechał? Grzmoty były takie głośne... i deszcz
uderzał w dom. Walił w dach jak popcorn w ścianki maszynki. Kiedy zdałam
sobie z tego sprawę, zaczęłam panikować. To było przerażające. Burza
dudniła i huczała, a mnie coraz bardziej bolała głowa. Wróciłam do
swojego pokoju i zapaliłam lampkę. Potem kołysałam się na łóżku w przód
i w tył. W przód i w tył.
Burza minęła, zniknęły błyskawice. Ale ja ciągle się bałam. Gdzie jest
tatuś? Dlaczego go nie ma? Zaczęły mi lecieć łzy. Minęło dużo, naprawdę
dużo czasu, zanim usłyszałam ciężarówkę. Spojrzałam przez okno. Tatuś
wrócił do domu. Zobaczyłam, jak wysiada z ciężarówki zaparkowanej przy
garażu. Śpieszył się jak wariat. Pomyślałam, że skoro już wyschły mi
łzy, to mogę zejść na dół. Chciałam zobaczyć, czy tatuś przywiózł
kolejną panią do zabawy w garażu. Ale nadal byłam na niego wściekła, że
wyszedł. I wtedy się odwrócił, jakby wyczuł, że na niego patrzę.
Zobaczył zapalone światło w moim pokoju. Zesztywniałam. Teraz tatuś się
wścieknie. Ale ja też byłam wściekła.
Tatuś wbiegł do domu. Usłyszałam trzaśnięcie drzwiami. Wbiegł na górę.
Jego stopy uderzały głośno o każdy stopień. Siedziałam na łóżku i się
kołysałam. W przód i w tył.
- Ruby? Wszystko dobrze? Przepraszam... przepraszam... - miał spokojny
głos, ale widziałam, że był zdenerwowany.
Ciągle się kołysałam. Nie odpowiedziałam. Znowu zaczęły mi lecieć łzy.
Chciałam mu wszystko wytłumaczyć, ale nie mogłam. Słowa mi się plątały.
Więc tylko jeszcze bardziej się popłakałam.
- Ruby, powiedz coś, do jasnej cholery. Wszystko dobrze?
Przez cały czas się kołysałam. Waliłam głową o ścianę, aż obraz, który
wisiał nad moim łóżkiem, zaczął postukiwać.
- Burza - tylko tyle byłam w stanie powiedzieć.
Tatuś uklęknął przede mną. Spojrzałam w dół i zauważyłam, że ma brudne
ręce. Czemu były takie brudne?
- Przepraszam, skarbie. Naprawdę bardzo cię przepraszam - westchnął.
Jego głos był teraz łagodniejszy. Patrzyłam na podłogę i jego buty.
Czułam, że już się tak nie złości. - Musiałem wyjść. Próbowałem wrócić
do domu, jak tylko zaczęła się burza. Naprawdę próbowałem.
- Dlaczego? - chciałam zapytać, dlaczego musiał wyjść, ale udało mi się
powiedzieć tylko to jedno słowo. Na szczęście tatuś dobrze mnie zna.
Zrozumiał, o co mi chodzi.
Chrząknął, a potem przez dłuższą chwilę nic nie mówił.
- To był nagły przypadek. Piorun uderzył w drzewo i je przewrócił.
Kolega z pracy potrzebował mojej pomocy. Nie chciałem cię budzić.
Nie przestałam się kołysać. To, co powiedział, było bez sensu. Przecież
tatuś pojechał sobie przed burzą. Kiedy się zaczęła, już go nie było.
Ale nieważne, nie chciałam pytać, żeby nie denerwować tatusia.
Widziałam, że i tak było mu głupio.
- Ruby?
Usiadł obok mnie, ale nic więcej. Nie przytulił mnie ani nic takiego.
Nawet mnie nie dotknął.
- OK - odpowiedziałam. Tatuś wrócił i od razu zrobiło mi się lepiej.
Wszystko inne było nieważne.
- Posiedzę z tobą, dopóki nie zaśniesz - powiedział. - Obiecuję, że
nigdzie sobie nie pójdę.
Położyłam się do łóżka. Myślałam o burzy i o tym, że tatuś sobie dokądś
pojechał. Ale też o tym, że wrócił. Bardzo cieszyłam się z tego powodu.
Leżałam długo, a tatuś przez cały czas siedział obok mnie. Wyglądał na
spokojniejszego. Nie rozumiałam dlaczego. Zamknęłam oczy i udawałam, że
zasypiam. Też się uspokoiłam. Po jakimś czasie usłyszałam, jak gasi moją
lampkę. Wyszedł z pokoju i zszedł po trzynastu skrzypiących stopniach
schodów.
Ale nie poszedł do swojego pokoju. Liczyłam jego kroki. Zrobił ich za
mało. Był w kuchni. Słyszałam, jak otwiera tylne drzwi. Próbował zrobić
to cicho. I wszystko jasne. Nie dotrzymał obietnicy. Nadal padało.
Słabiej, bo słabiej, ale padało. Mimo to nie wstałam i nie spojrzałam
przez okno. Nie chciałam, żeby tatuś był na mnie zły. Nie chciałam, żeby
wiedział, że znam prawdę. Poszedł do garażu. Pewnie po to, żeby
posprzątać. Tak właśnie sobie pomyślałam, a zaraz potem zasnęłam.
Kiedy rano się obudziłam, tatuś był już w kuchni. Jego oczy wydawały się
jakieś takie ciemne i się nie ogolił. Ale był uśmiechnięty i robił nam
śniadanie. Szczęśliwszy. Nie wiem dlaczego, ale dzięki garażowi więcej
się uśmiecha. Może powinien częściej do niego chodzić. Dlaczego tak
rzadko to robi? Może wczoraj w nocy coś się w tatusiu naprawiło. Ale i tak nadal jestem na niego zła. Boję się zostawać sama. Może kiedyś tatuś
weźmie mnie ze sobą. Chciałabym, żeby pozwolił mi wejść do garażu.
Ale nie sądzę, by tak się stało. Tatuś chyba nie chce, żebym wiedziała,
co się tam dzieje.
To będzie nasz sekret, pamiętniczku. Taki nasz mały sekret. To, że
wiemy, co tatuś tam robi.
Sekrety... sekrety... sekrety... wszyscy mamy swoje sekrety. Moja
nauczycielka mówi, żeby niczego przed nią nie ukrywać. Babcia powtarza,
że przyjaciele nie mają przed sobą tajemnic. Tak czy inaczej, wygląda na
to, że sekrety są złe.
Tylko że ja wcale nie lubię mojej nauczycielki. Babcia też jest
paskudna. Myślę, że sekrety mogą być fajne, a ja i tak nie mam żadnych
przyjaciół oprócz tatusia. Oboje mamy tajemnice... i tylko ja je znam.
Właśnie o tym pomyślałam i się zaśmiałam. Miło jest wiedzieć coś, czego
nikt inny nie wie. Lubię wiedzieć więcej niż wszyscy. I lubię sekrety,
których mogę dochować.
Uważaj na siebie.
Ruby
28 października 2009 roku
18.57
Drogi pamiętniczku,
nareszcie sukces. W końcu udało mi się to wszystko zobaczyć. No może nie
wszystko, ale końcówkę. Jak tatuś sprząta. Tak ładnie mu to wyszło.
Bardzo mi się podobało. Szkoda, że nie mogłam pomóc. Ale wszystko
zapamiętałam, więc mogę ci o tym opowiedzieć. Szkoda, że nie mogłeś tego
zobaczyć.
Kiedy tatuś przyszedł do mnie wieczorem, wiedziałam, że dziś będzie
gdzieś wychodził. Miał na sobie te same buty co noc wcześniej. Wtedy,
kiedy była burza. No i podczas czytania ręce mu się trzęsły. Kiedy czyta
i ręce mu się trzęsą, to znaczy, że wypada noc garażowa (albo niedługo
będzie). Prawie go zapytałam, czy mogłabym wyjść razem z nim. Zapytałam,
czy muszę iść spać.
- Trzymaj się planu dnia, Ruby. Przecież nie chcesz go zburzyć, prawda?
- powiedział.
Wyglądał na zaskoczonego moim pytaniem. Kiwnęłam głową. Chciałam z nim
iść, ale miał rację. Trzeba trzymać się planu dnia. Z resztą widziałam,
że ma swój sekretny plan, o którym nie chce mi nic powiedzieć. Ale ja
wiem wszystko o sekretnych planach tatusia, prawda, pamiętniczku?
Czekałam i czekałam. Tak długo, że aż prawie zasnęłam. Skupiłam się na
moich najlepszych wspomnieniach z tatusiem. Ze wszystkich sił starałam
się nie zasnąć. W końcu usłyszałam jego ciężarówkę i trzask zamykanych
drzwi, kiedy z niej wychodził. Przez cały czas byłam cichutko. Nie
chciałam, żeby tatuś wściekał się na mnie o to, że nie śpię. Poszedł do
garażu. Wiem, bo było go słychać. Dobrze, że nikt obok nas nie mieszka.
Inaczej ktoś mógłby go usłyszeć. Tatuś chyba by nie chciał, żeby ktoś go
obserwował przy pracy. To jego prywatna sprawa. Dobrze, że mieszkamy
daleko od wszystkich, a babcia nie lubi jeździć po nocy. Jesteśmy sami.
Tego właśnie potrzebuje tatuś i to mnie cieszy.
Minęło tyle czasu, że już nie mogłam dłużej czekać. Musiałam zobaczyć,
jak wszystko czyści. Wyobrażałam sobie czerwone, rozmazane kałuże.
Wszędzie. Wyobrażałam też sobie, jak czysto będzie, kiedy tatuś skończy.
Wszystko wróci na swoje miejsce. Chciałam to zobaczyć. Być na miejscu,
żeby wiedzieć, jak to robi. Nie mogłam już dłużej czekać.
Wyszłam z pokoju. Byłam bardzo cicho. Jak myszka. Ale nie jak ta głupia
mysz z książki, którą czytamy w szkole, tylko taka prawdziwa cicha
myszka. A nawet cichsza, bo w ogóle nie piszczałam. Byłam cichutka.
Cichuteńka jak sunący cień albo delikatny wiaterek, który porusza
kwiatkami tak leciutko, że prawie tego nie widać. Nie mogłam dać się
przyłapać. Nie wiem, co zrobiłby tatuś, gdyby mnie zobaczył. Dlatego
schodziłam po schodach cichutko i powoli. Wyszłam na zewnątrz i obeszłam
dom. Liczyłam kroki. Ostrożnie i spokojnie. Najtrudniej było mi się
dostać na tył garażu. Musiałam się skradać przy samej ziemi. Nisko,
cicho i szybko... naprawdę szybko. Udało mi się. Dobiegłam na tył
garażu. Usłyszałam brzęk metalu. I bardzo dobrze, bo to znaczyło, że
tatuś jeszcze nie skończył.
Podeszłam do tego miejsca co zawsze. Do małej dziury, przez którą mogę
zajrzeć do środka. Tatuś był do mnie odwrócony tyłem. Ale kiedy trochę
się przesunął, żeby odłożyć jakieś narzędzia na miejsce, zdążyłam
zobaczyć panią.
Miała czarne, krótkie włosy. Leżała na stole i była cichutko...
cichuteńko... Zaczęłam się zastanawiać, czy ona też nie chce zezłościć
tatusia. Chyba jakaś jej część była na podłodze. Tak to wyglądało. Ale
kiedy tylko zobaczyłam czerwony, nie zwracałam już uwagi na nic więcej.
Długo patrzyłam, jak tatuś pracuje. Był bardzo dokładny. Patrzyłam, jak
czerwień wsiąka. Tym szybciej, im mocniej było czuć zapach wybielacza.
Wybielacz był wszędzie. Tatuś pracował bardzo długo. Pakował też dużo
różnych rzeczy do worków.
Po dłuuugim czasie, kiedy już oczy same mi się zamykały, tatuś wyniósł
czarne worki na zewnątrz. Usłyszałam taczkę, która stoi obok garażu.
Spojrzałam na zegarek. Była 3.45. Bardzo późno. Skradałam się z plecami
przyklejonymi do ściany garażu. Tatuś prowadził taczkę, ale nie
podjazdem w kierunku drogi. Pchał tę czerwoną taczkę do lasu. Po
ścieżce, którą czasami chodzimy.
Dokąd on poszedł? Szkoda, że nie mogłam iść za nim. Tak bardzo chciałam
zobaczyć, jak kończy sprzątanie. Ale musiałam wrócić do swojego pokoju.
Pomyślałam sobie, że tatuś pewnie niedługo skończy. Nie mogłam pozwolić,
żeby mnie zobaczył. Spojrzałam jeszcze raz na podłogę. Była czysta...
czyściutka... czyściusieńka. Żadna plamka nie została, nawet
tyciusieńka. Zrymowało się. Nauczycielka byłaby ze mnie dumna.
Wydaje mi się, że nikt się nie dowie, że ta pani tu była. Po czerwonym
nie było śladu. Został tylko w mojej głowie. W mojej pamięci. Jak skarb.
Mój własny. Zaczęłam sobie myśleć o plamach tej pani. O tym, jakie
dziwne miały kształty. Inne niż ostatnio. Uwielbiam to, że nigdy nie
wiadomo, jakie powstaną kałuże. Są jak obraz na podłodze. Za każdym
razem inny. I myślę, że tatuś właśnie tak chce. Uśmiecham się, kiedy to
piszę. Potrafię dochować tajemnicy. Jestem w tym dobra. W skradaniu się
i dochowywaniu sekretów. I tak prawie z nikim nie rozmawiam. Tylko z tatusiem. A skoro on nie chce rozmawiać o swojej zabawie, to ja też nie.
Pobiegłam do domu. Myślałam o tym znikającym czerwonym. Tatuś bardzo
dobrze poradził sobie ze szmatą, z wiadrem i workami. Jego garaż
wyglądał doskonale. Pięknie. Wszystkie narzędzia były równo ułożone na
swoim miejscu. Tak jakby tej pani nigdy tam nie było. Wszystko było
czyste. Doskonałe.
Wiesz, pamiętniczku, wczoraj wieczorem, po tym jak się położyłam i zasnęłam, miałam różne sny. Nie bardzo je pamiętam, ale wiem, że były o czerwonym. Czułam jego zapach i smak. I nawet słyszałam czerwony.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
1 września 2009 roku
18.47
Drogi pamiętniczku,
wczorajsza noc była dziwna. Widziałam tatę robiącego jakieś dziwaczne
rzeczy w garażu.
O wszystkim ci opowiem, pamiętniczku. Tatuś dał mi ciebie, żebym mogła
pisać, o czym chcę. Powiedział, że to tylko dla mnie. Mam wszystko
przelewać na papier, zamiast w sobie dusić. Tak mu powiedział mój pan
doktor. Tatuś już ze sto razy mi mówił, że nikt nie będzie cię czytał.
Cieszę się, że cię mam i mogę z tobą porozmawiać. Moja nauczycielka
ciągle mi mówi: "Naprawdę dobrze piszesz, Ruby". Powiedziała tatusiowi,
że piszę nad wiek dobrze. Jestem z tego dumna. Napisałam nawet wiersz
dla babci, a ona powiesiła go na lodówce, kiedy u niej byłam. Lubię
pisać. Tylko wtedy czuję się dobrze. Mówienie nie jest takie łatwe.
Kiedy mówię, słowa zawsze mi się plączą. Dlatego właśnie będziesz moim
przyjacielem. Zdradzę ci mój sekret. Tylko proszę, nie mów nikomu. Nie
chcę, żeby tatuś był zły.
Powiem ci, co się stało.
Tatuś przykrył mnie kołdrą i czytał mi Dobranoc, księżycu. Taki mamy
zwyczaj. Pocałował mnie w policzek i powiedział: "Dobranoc, Ruby. Kocham
cię". Kiwnęłam głową, jak zawsze. Nacisnął na pstryczek lampki, żeby
zgasić światło. Słyszałam, jak zamyka drzwi do mojego pokoju.
Później się obudziłam. Było ciemno. Wcisnęłam guzik na zegarku. Tatuś
dał mi go na piąte urodziny. Bardzo lubię sprawdzać, która jest godzina.
Dlatego mi go kupił. Jestem szczęśliwa, że mam takiego fajnego tatusia.
Zegarek pomaga mi w pilnowaniu czasu, bo nie jestem w tym zbyt dobra. Na
przykład kiedy nauczycielka mówi, żeby skończyć coś w minutę. To jest
dla mnie trudne. Ale najbardziej lubię patrzeć na cyfry i mówić je na
głos. Nigdy nie zdejmuję mojego zegarka. Czasami patrzę, jak cyfry się
zmieniają. W kolejności. Idealnie. Jakby były zaczarowane. I zegarek
nigdy nie przestaje. Po prostu zmienia cyfry. Jedną po drugiej. Bardzo
mi się to podoba. Szczególnie lubię, kiedy na zegarku jest siódemka.
Nie wiem dlaczego. Siódemka to chyba moja szczęśliwa liczba.
Była 1.04 rano. Usiadłam na łóżku i popatrzyłam przez okno. Usłyszałam
jakiś hałas na zewnątrz. Wtedy zobaczyłam, że w garażu pali się światło.
Dlaczego tatuś tam był? Było już późno. Bardzo późno. Tatuś zabrania mi
wchodzić do garażu. Ciągle mi mówi: "Nigdy tam nie wchodź, Ruby. To
niebezpieczne".
Ale ja się martwiłam. Co tatuś tam robił?
Wiedziałam, że jeśli się dowie, będzie na mnie bardzo zły. Za to, że
podeszłam za blisko garażu. Niebezpiecznego garażu. Ale włożyłam moje
ulubione żółte kalosze i cichutko zeszłam po schodach. Naprawdę
cichutko.
Ciężarówka taty stała na podjeździe. Słyszałam hałasy z garażu. Może coś
budował? Tatuś buduje w pracy. Może ciężko pracował nad niespodzianką?
Nie chciałam jej zepsuć. Skradałam się tak cicho jak kot, którego kiedyś
widziałam w lesie. Ten z dziwnym uchem. Jakby brakowało w nim dużego
kawałka. Skradałam się cicho, cicho, nisko, nisko pochylona. Ostrożna
Ruby.
Zakradłam się na tył garażu. Kiedyś się tam bawiłam i zobaczyłam dziurę
w ścianie. Jest prawie przy samej ziemi. Tatuś na pewno o niej nie wie.
Inaczej by ją naprawił. A ja cieszę się, że ta dziura tam jest. Mogłam
przez nią zerknąć do garażu.
Zajrzałam do środka. Byłam naprawdę cichutko. Nie chciałam, żeby tatuś
mnie zobaczył. Byłam ciekawa. Ciekawość - to jedno ze słówek, które w tym tygodniu mieliśmy w szkole. C-i-e-k-a-w-o-ś-ć. Potrafię je
przeliterować.
"Ciekawość to pierwszy stopień do piekła". Babcia mi tak kiedyś
powiedziała. To głupie. Przecież w piekle nie ma schodów. Czasami babcia
jest dziwna. Każe mi czesać włosy i mówi, że tatuś za mało się stara.
Często jestem na nią zła.
Kucnęłam i naprawdę po cichutku zajrzałam przez dziurę do środka. Tata
trzymał piłę. Było tam bardzo dużo czerwonych plam. Wszędzie. Bardzo
dużo czerwieni.
Widziałam, jak jedna duża czerwona plama płynie po podłodze i łączy się
z innymi, mniejszymi plamami. Tak samo jak farba. Gdy doda się do niej
za dużo wody, to wypływa bokami i wszystko brudzi.
Patrzyłam i patrzyłam, jak tatuś robi coś pani, którą tam trzymał.
Widziałam jej długie czarne włosy. Były piękne, gładkie. Podrapałam się
po szyi. Dobrze, że miałam kucyk. Było mi łatwiej. Nienawidzę swoich
włosów z tyłu szyi. Ta pani miała dużo włosów. Ciekawe, czy jej
przeszkadzały. I co to za pani?
Nie wiedziałam, ale patrzyłam. Patrzyłam, jak tatuś pracuje. Długo to
robił. Obserwowałam go przez cały czas. Parę razy się obrócił i mogłam
zobaczyć jego twarz z boku. Tatuś wyglądał na szczęśliwego. Zwykle jest
taki poważny. Nie wiedziałam, dlaczego był szczęśliwy, ale cieszyło mnie
to.
Martwię się, że tatuś jest samotny. Jesteśmy tylko we dwoje. Ja i tatuś.
Czasami jest jeszcze babcia, kiedy nas odwiedza. To mama tatusia. Od
śmierci dziadka jest samotna. Tak mówi mi tatuś. Babcia też się martwi,
odkąd mama umarła. O nas. Ale myślę, że za często przychodzi. Kręci się.
To było słowo, które też poznałam w tym tygodniu. K-r-ę-c-i-ć s-i-ę.
Tatuś mówi, że jest ze mną szczęśliwy. Zawsze powtarza, że nikogo poza
mną mu nie potrzeba. Tylko on i Ruby kontra cały świat. Ale czasami i tak myślę, że jest samotny. Babcia kiedyś tak powiedziała. Słyszałam. Ale
gdybyś go widział, pamiętniczku. Wyglądał na szczęśliwego. Cieszyło go,
że było tyle tego czerwonego.
Patrzyłam jeszcze trochę, jak tatuś tnie, tnie i tnie. To coś pięknie
kroiło.
Zaczęły mnie boleć nogi. Spojrzałam na zegarek. Była 3.05. Naprawdę
byłam tam tak długo? Czy tatusiowi nie chciało się spać?
Ziewnęłam. Musiałam wracać do łóżka. Tatuś miał przyjść rano o 7.07,
żeby mnie obudzić. Uwielbiam siódemki. Najbardziej lubię, kiedy na
zegarku na końcu jest siedem. Dlatego poprosiłam tatusia, żeby budził
mnie dokładnie o tej porze. Zrobił tak, że jego zegarek pokazuje taką
samą godzinę jak mój. Co do minuty.
Wiedziałam, że muszę iść spać, chociaż byłam ciekawa pracy tatusia w garażu. Cicho, cichutko wślizgnęłam się z powrotem do domu. Uważałam,
żeby nie otworzyć drzwi zbyt głośno. Położyłam się znowu do łóżka i myślałam o tym, ile tam było czerwonego. Czerwony, czerwony i czerwony.
Rano przed szkołą tatuś zrobił mi tosty z cynamonem i cukrem. Wyglądał
na zmęczonego, ale szczęśliwego. Chciałam go zapytać o garaż, o tę
panią. Nie zrobiłam tego. Wiem, że tatuś nie lubi, kiedy pytam go o garaż. Nie chce o nim rozmawiać. Mogę go pytać o bardzo dużo rzeczy, ale
nie o garaż. Ani o mamę. A i tak pytam - nie mogę się powstrzymać. Tylko
wtedy tatuś robi się jakiś dziwny.
Zastanawiam się, czy tatuś nie potrzebuje ode mnie odpocząć. Jestem
trudna. Martwię się tym, jak bardzo jestem trudna. Tak mówią o mnie
nauczyciele. Wtedy, kiedy myślą, że nie słyszę. Inne dzieci mówią, że
jestem dziwna. Nie wiem, może jestem. Smuci mnie, że tak mówią.
Chciałabym mieć przyjaciół, ale ludzie są trudni. Czuję się źle. Źle...
źle... bo jestem taka trudna. Tak wielu rzeczy o ludziach nie wiem. Nie
rozumiem.
Tylko tatuś. Tylko Ruby i tatuś kontra cały świat. Nikogo więcej nie
potrzebuję.
Lekcje szybko minęły, bo w kółko myślałam o tym czerwonym. Czerwony,
czerwony i czerwony. Taki ładny. Wszędzie czerwony. Miałam przed oczami
tę doskonałą plamę, która płynęła po betonowej podłodze. Na samym
środku. Ciekawe, czy dzisiaj tatuś znowu pójdzie do garażu.
Na razie to tyle, pamiętniczku. Do zobaczenia jutro o tej samej porze,
czyli o 18.47. Tatuś siedzi teraz przed telewizorem, bo o 19.00 zaczyna
się jego ulubiony serial. Dlatego to najlepszy czas na pisanie.
Jutro dam ci znać, jeśli tatuś znowu pójdzie do garażu.
Ruby
2 września 2009 roku
18.47
Drogi pamiętniczku,
wczoraj dużo pisałam. Moi nauczyciele ciągle mówią, że dużo piszę i jestem w tym bardzo dobra. Lubię to. Pisanie jest łatwe. Chciałabym móc
przez cały czas pisać, zamiast mówić. Nienawidzę, kiedy nauczyciele i babcia zmuszają mnie do mówienia.
Wczoraj wieczorem tatuś znowu czytał mi Dobranoc, księżycu, ale był
zmęczony. Nie udawał głosów tak fajnie jak poprzedniego dnia. Przykrył
mnie kołdrą, pocałował w policzek i powiedział, że mnie kocha. Kiedy
wyszedł z pokoju, usiadłam na łóżku i czekałam. Czekałam i obserwowałam.
Byłam zmęczona, ale nie położyłam się spać. Miałam motylki w brzuchu.
Tak się mówi, prawda? Nie mogłam się doczekać.
Ale w garażu nie zapaliło się światło. Nic się nie działo. Chyba
zasnęłam, bo potem tatuś mnie obudził i powiedział, że już czas iść do
szkoły.
Chciałam znowu zobaczyć garaż.
Dużo o nim myślałam. Czy tatuś często chodzi do garażu? Czy ta pani
nadal tam jest?
Pamiętam, że kiedy miałam może pięć lat, kilka razy słyszałam ciężarówkę
tatusia późno w nocy. Bardzo, bardzo późno. Ale wtedy nie zwracałam na
to uwagi. Byłam za mała. Nie to co teraz. Jestem starsza i więcej
rozumiem.
Podoba mi się, że tatuś ma swoją zabawę. Taką w sekrecie. Mam nadzieję,
że niedługo poznam jej zasady.
Tylko pamiętaj, pamiętniczku, że to nasza tajemnica. Wszystko, co ci
piszę. Nie chcę, żeby tatuś wiedział, że podglądałam część jego zabawy.
Może byłoby mu głupio. Babci też nic nie powiem. Mowy nie ma. Dzisiaj
przyszła. Przyniosła nam ciasteczka z rodzynkami i sałatki. Powiedziała,
że tatuś źle mnie karmi. Nienawidzę rodzynek. Sałatek też. I czasami
nienawidzę babci. Dlatego jej nie powiem. Nikomu nie powiem.
Tatuś mówi mi: "Ruby, wszyscy potrzebujemy odrobiny prywatności. Po to
właśnie masz swój pamiętnik".
Dlatego tak sobie myślę, pamiętniczku, że powinnam dać tacie odrobinę
prywatności. Garaż to dla niego taki trochę pamiętniczek. Tak mi się
wydaje. Nie powiem nikomu. Kocham tatusia. Tak dużo się mną zajmuje.
Jestem mu to winna.
Czasami w szkole dzieci opowiadają o swoich mamach. O przekąskach, które
im robią. I o tym, że kiedy te dzieci wysiadają ze szkolnego autobusu,
mamy je przytulają.
Ciekawe, jaka była moja mama. W domu jest tylko jedno jej zdjęcie. A właściwie jedyne, o którym wie tatuś. To to, które stoi na kominku na
dole. Mama ma na nim rude włosy, tak jak ja. Tatuś nie lubi o niej
mówić. Myślę, że go to smuci. Mama umarła, kiedy byłam bardzo mała. Nie
pamiętam jej.
Ale kiedy dzieci mówią o przytulaniu i innych takich, to nawet się
trochę cieszę, że nie mam mamy. Nienawidzę przytulania. Nie lubię, kiedy
ktoś mnie dotyka. Blee. Ohyda. Nienawidzę tego, tak bardzo nienawidzę.
Tatuś nigdy mnie nie przytula. Wie, że tego nie lubię. I tu mu nie
przeszkadza. Kocham tatusia, a on mnie, ale nie potrzebujemy się
przytulać.
Cieszę się, że nie mam mamy, która by mnie przytulała. Tatuś nie
potrzebuje przytulanek.
Uważaj na siebie.
Ruby
7 września 2009 roku
18.57
Drogi pamiętniczku,
dzisiaj poniedziałek, więc miałam szkołę. Znowu to samo. Wszędzie
naokoło ludzie.
W weekend było fajnie. Tatuś zrobił mi śniadanie. W sobotę były gofry. W sobotę zawsze są gofry. A w niedzielę tatuś usmażył bekon i jajka. Jak
zwykle w niedzielę. Prawie przez cały dzień bawiliśmy się na dworze.
Tatuś pomagał mi jeździć na rowerze. Uczy mnie szybszej jazdy. Niedługo
już nie będę potrzebować tych bocznych kółek.
Jechałam po ścieżce i zatrzymałam się przy garażu. Drzwi były zamknięte.
Nie mogłam przestać myśleć o tej pani. Chciałam zakraść się od tyłu i zajrzeć do środka przez dziurę. Podjechałam bliżej, ale wtedy tatuś
krzyknął:
- Ruby, z dala od garażu! To niebezpieczne. Dobrze wiesz, jakie są
zasady.
- Przepraszam, tatusiu - powiedziałam.
Dobrze wiem, jakie są zasady. Odkąd pamiętam, to była zasada tatusia:
żadnego garażu. Mogę wchodzić do szopy, która jest po drugiej stronie
domu. Tam mieszka mój rower. Ale nie do garażu.
Tatuś wymyślił dla mnie mało zasad. Są po to, żebym była bezpieczna. Te
zasady to:
1. Nie dotykaj kuchenki.
2. Nie rozmawiaj z nieznajomymi (to akurat żaden problem, bo nienawidzę
rozmawiać).
3. Nie odchodź za daleko.
4. Przed przejściem przez ulicę spójrz w obie strony.
5. Nie zbliżaj się do garażu.
To są główne zasady. Są też takie, które ja dla nas wymyśliłam. Na
przykład o której godzinie jemy i robimy różne rzeczy. To dlatego, że
lubię czas. Tatuś to wie. Pozwala mi rządzić czasem.
Dlatego nie podjechałam jeszcze bliżej garażu. Nie chciałam, żeby tatuś
się zezłościł. Kiedyś, jak byłam mała, otworzyłam drzwi do garażu i tatuś był na mnie bardzo zły. Krzyknął wtedy na mnie, a prawie nigdy
tego nie robi. Tylko parę razy mu się zdarzyło. Tak bardzo się wtedy
przestraszyłam, że aż się popłakałam.
Teraz tatuś bardziej uważa na zamek w drzwiach. Drzwi są zawsze
zamknięte. Ale nadal mówi mi, żebym tam nie chodziła. Tak na wszelki
wypadek. Tatuś chyba by się gniewał, że tam zajrzałam i zobaczyłam tę
panią. To jego sekret. Wszyscy mamy sekrety.
Takie jak to, co tutaj piszę.
Ale w ten weekend byliśmy tylko ja i tatuś. Napisałam kilka wierszyków
na lodówkę. Tatuś powiedział, że są naprawdę dobre. Jeden był o króliku.
Był też taki o czerwieni. Kiedy go pisałam, myślałam o czerwonym w garażu. Ale nie powiedziałam tego tatusiowi.
Tyle czerwonego. Taki ładny. Czerwony i czerwony. Jak jabłka. Podobny do
moich włosów.
Lubię czerwony. To chyba teraz mój ulubiony kolor. Może tatuś kupi mi na
urodziny czerwone kalosze. Będą w grudniu, pamiętniczku. Tak jak
Gwiazdka. Jestem gwiazdkowym dzieckiem.
Czasami tatuś prawie nic nie mówi. Tak było w ten weekend. Ale był
spokojny. Nawet bardzo. Cieszę się, kiedy tatuś nic nie mówi, bo lubię,
jak jest cicho.
Dużo czasu spędzamy na werandzie przed domem (garaż jest z tyłu).
Siedzimy i patrzymy dookoła na las, drzewa i ścieżkę. Nie mamy sąsiadów.
Nie ma dzieci, z którymi mogłabym się bawić. Czasami dzieci w szkole
mówią o zabawie ze swoimi sąsiadami. Te, które mieszkają w miasteczku,
niedaleko szkoły. Ale to mnie nie smuci. Podoba mi się tutaj. Jest cicho
i zielono. Miasteczko jest za głośne. Szkoła jest za głośna. A dzieci
mówią, że jestem dziwna, i mnie denerwują. Chodzę do szkoły tylko
dlatego, że tatuś mi każe. Bo on pracuje. A szkoła to tak jakby moja
praca.
Staram się być dobra w swojej pracy, ale to trudne.
Dzieci są głośne i krzyczą. Nienawidzę tego. A nauczyciele próbują mnie
zmusić do mówienia. Nie lubię mówić przy wszystkich. W kółko powtarzają:
- Ruby, patrz na mnie, jak do ciebie mówię. - Ruby, przestań walić w ławkę. - Ruby, przestań drapać się po karku. Skup się. - Ruby, przestań
patrzeć na zegarek. Wciąż trwa lekcja. Ciągle tylko Ruby i Ruby.
Dlaczego zawsze ja? Inne dzieci są głośno, ale to zawsze ja mam kłopoty.
W zeszłym roku w szkole była pani, która wszędzie za mną chodziła. Żeby
mi pomóc. Tak mi powiedzieli. Pomóc mi się dostosować. Nie znosiłam tej
pani. Dużo gadała i próbowała mnie zmusić do tego samego. Mówiła o mnie
przy mnie, jakbym była głupia.
Nie jestem głupia, tylko inna. Tatuś zawsze mi mówi: "Bycie innym to nic
złego, Ruby. Inność jest OK". Ale czasami nie czuję się OK. W szkole nie
uważają, że odmienność jest w porządku. Reszta dzieci też tak myśli.
Tatuś kazał im pozbyć się tamtej pani. Słyszałam. Byłam na tym
spotkaniu. Tatuś powiedział, że nie potrzebuję żadnego asystenta. Nie
pozwoli mnie tak traktować. Powiedział: "Ruby jest mądra i sama dobrze
sobie radzi. Jest po prostu inna. Nie lubi rozmawiać z ludźmi, ale jest
bystra i nauczy się wszystkiego w swoim tempie".
Ale wiem, że to nieprawda. Sama wcale sobie dobrze nie radzę. Na tym
spotkaniu przez cały czas mocno trzymałam tatusia za rękę.
Za to dobrze sobie radzę, kiedy jest ze mną tatuś. Z tatusiem wszystko
jest fajniejsze. Wie, czego potrzebuję. Wie, że jestem inna... i to mu
nie przeszkadza. Kocham go. Jest super.
Nienawidzę szkoły. Nienawidzę. Nienawidzę.
Dlatego najbardziej lubię weekendy. Wtedy jesteśmy tylko ja i tatuś.
Tak jak powinno być.
Dobranoc, pamiętniczku. Uważaj na siebie (tatuś ciągle mi to powtarza i lubię, kiedy to mówi).
Ruby
10 września 2009 roku
18.57
Drogi pamiętniczku,
dzisiaj spóźniłam się do szkoły. To przez tatusia, ale nie jestem zła.
Nigdy się na niego nie złoszczę. Tak bardzo się stara.
Wczoraj wieczorem, po Dobranoc, księżycu, patrzyłam się w sufit. Nie
byłam zmęczona. Myślałam o różnych rzeczach, aż zaczęło mi się kręcić w głowie. Jedna myśl goniła drugą, jakby się bawiły w berka. I tak w kółko. Było zbyt gorąco, a koc za bardzo drapał. A potem usłyszałam za
oknem świerszcza. Nie przestawał cykać. Cyk... cyk... cyk... Uderzyłam
się lekko w głowę, żeby przestał, ale to nigdy nie działa.
Dlatego leżałam przez jakiś czas na łóżku. Usłyszałam kroki tatusia na
dole. A potem drzwi zaskrzypiały. Tatuś starał się być cicho, ale ja go
słyszałam. Ciężarówkę również. Spojrzałam na zegarek. Była 23.00. W środku tygodnia wyszedł w nocy z domu. A przecież jutro mam szkołę.
Dokąd pojechał?
Westchnęłam. Może potrzebował więcej czasu w garażu.
Przez to wszystko zaczęłam się zastanawiać, czy ta pani nadal tam jest.
Jej czarne włosy pięknie wyglądały rozpuszczone. Chciałam jeszcze raz ją
zobaczyć. Tak bardzo chciałam jeszcze raz popatrzeć.
Wiedziałam, że tatuś nie byłby zadowolony z tego, że sama wyszłam z domu, ale nie mogłam się powstrzymać. Musiałam ją zobaczyć.
Dlatego zeszłam cichutko po schodach i wyszłam na zewnątrz. Zakradłam
się do tego miejsca z dziurą za garażem i zajrzałam do środka. Zdziwiłam
się, bo pani z czarnymi włosami już tam nie było. Ani jej białej twarzy,
ani szeroko otwartych oczu. Zniknęła. Ślady czerwieni również. Wszystko
było z powrotem na swoim miejscu.
Piły i inne narzędzia wisiały tam gdzie zawsze. Uśmiechnęłam się i dostałam gęsiej skórki na rękach. Wszystko ładnie poukładane. Podobał mi
się ten porządek. Narzędzia wisiały na tablicy w jednym rzędzie.
Wszystkie w jednej linii. Na środku garażu stał stół. Podłoga pod nim
była czysta. Żadnej czerwonej plamki. Nawet śladu brudu. Wszystko takie
czyste. Czyściusieńkie. Czyściutkie.
Kucnęłam i czekałam. Pomyślałam, że może tatuś pojechał po panią z czarnymi włosami, bo potrzebuje jej do swojej zabawy. Strasznie
ziewałam, ale z całych sił walczyłam, żeby nie zasnąć. Nie mogłam tego
zrobić. Dlatego liczyłam sobie w myślach i w kółko sprawdzałam godzinę
na zegarku.
W końcu tatuś wrócił. O 00.38. Usłyszałam turkot ciężarówki na ścieżce.
Reflektory zgasły i otworzyły się drzwi. Zerknęłam przez dziurę w garażu. Usłyszałam tatusia, który niósł coś ciężkiego.
To była pani. Ta miała włosy rude. Takie jak moje.
O mało nie pisnęłam. Rude... rude... rude... Takie jak moje. Takie
ładne.
Ta pani spała. Jej szyja wyglądała zabawnie, a oczy miała jak u żaby.
Tatuś posadził ją na stole. Była goła. Zamknęłam oczy. Nie wolno
pokazywać nikomu tych części ciała. Tak mówił mi tatuś. Może dla
dorosłych były inne zasady. Kiedyś go o to zapytam.
Otworzyłam oczy i zobaczyłam, że tatuś szeroko się uśmiecha. Podszedł do
ściany i ściągnął z tablicy na narzędzia jakiś sznur. Co on robił? Czy
to była zabawa?
Minęło dużo czasu, zanim zobaczyłam, że tatuś zawiesił tę panią pod
sufitem. Bujała się jak huśtawka z opony. Mamy taką w szkole. Pani
kołysała się do przodu i do tyłu. Czy tatuś robił huśtawkę? Patrzyłam na
to z otwartą buzią.
Wyjął aparat. Mój ulubiony. Lubię go, bo najpierw zdjęcie wychodzi
czarne, a potem bach i już mnie widać. Babcia mówi, że to przeżytek. Nie
wiem, co to znaczy, ale brzmi jak coś złego.
Zrobił jej zdjęcie. Ciekawiło mnie, po co mu ono. Czy je powiesi u nas w domu? Nie widziałam żadnego zdjęcia tej pani z czarnymi włosami. Potem
po prostu się na nią patrzył. Przez chwilę nie wyglądał na szczęśliwego,
tylko tak, jakby miał się zaraz rozpłakać. Chciałam do niego podbiec i zapytać, co się stało, ale zostałam na swoim miejscu.
Dużo, dużo później tatuś ściągnął panią na dół. Zawiesił ją tylko po to,
żeby później ją opuścić. Było to dla mnie dziwne. Położył ją na stole,
tak jak tę panią z czarnymi włosami. Kiedy podszedł do narzędzi, znowu
zaczął się uśmiechać. Wziął piłę. Potem jeszcze jedną. Dwie piły. Wow.
Podszedł do stołu i dotknął jej twarzy. Tak blisko, że myślałam, że ją
pocałuje. Nigdy nie widziałam go tak szczęśliwego. Myślę, że kiedyś był
szczęśliwy. Widziałam jego zdjęcie z mamą. Wyglądał na nim na
szczęśliwego. Miał na sobie garnitur, a mama białą koronkową sukienkę.
Byli na plaży. Tatuś wyglądał na tym zdjęciu na szczęśliwego.
Gapiłam się na to, jak piła tnie. Wszystko było czerwone. Tak dużo
czerwieni. Moje serce zaczęło szybciej bić. Czerwony zbierał się pod
stołem w kałużę. Bardzo mi się to podobało. Jak on to wszystko
posprząta? Chciałam zobaczyć, w jaki sposób to wyczyści.
Patrzyłam i patrzyłam, jak tatuś pracuje i pracuje. Na ziemię spadały
małe kawałki. Nie wiem czego. To było jak zajęcia z plastyki. Tylko
takie, na których używa się tylko czerwonej farby. Może powinnam
spróbować tego w szkole. Malowania samym czerwonym. Może udałoby mi się
namalować tatusiowi obrazek czerwoną farbą. Mógłby go powiesić w garażu.
Tatuś ciągle pracował i pracował. Chciałam zostać dłużej, ale widziałam,
że jest coraz bardziej zmęczony. To, co robił, wyglądało na ciężką
pracę. Wiedziałam, że niedługo pójdzie spać. A ja nie mogłam zostać na
zewnątrz. Nie kiedy tatuś wejdzie do domu. Dlatego musiałam wrócić do
swojego pokoju.
Miałam nadzieję, że kiedyś zobaczę całą resztę. Musiałam zobaczyć
wszystko. Jak on to sprząta? Chciałam wiedzieć, jak on to robi, że
później jest tak czysto.
Położyłam się spać w środku nocy. O 2.41.
Następną rzeczą, którą pamiętam, było to, że tatuś był w moim pokoju.
- Jesteśmy spóźnieni. Musimy już iść - powiedział nieprzyjemnym głosem.
Jak papier ścierny. Otworzyłam oczy i spojrzałam na zegarek. Jak to się
stało, że zaspałam? Nigdy wcześniej mi się to nie zdarzyło. Tatusiowi
też nie.
Byłam bardzo zła. Nie taki był plan. Byliśmy spóźnieni. BYLIŚMY
SPÓŹNIENI! Zrujnowany cały dzień.
Tatuś wyglądał na zmęczonego. Od razu pomyślałam o tej pani. To na pewno
przez nią tatuś zaspał, bo za długo siedział w garażu.
Chciałam mu powiedzieć, żeby skończył z tą zabawą w środku tygodnia.
Żeby zostawił ją na weekendy, bo nie możemy się spóźniać. Ale nie
zrobiłam tego. Nic nie powiedziałam, bo to sekret i takie tam.
Prywatność. Zasady. Byłby zły, że podeszłam do garażu. Nie chciałam,
żeby tatuś pomyślał, że łamię jego zasady. Nigdy tego nie robię. Nie
celowo. Nie, jeśli mogę się powstrzymać. Ale czasami nie mogę.
Nie weszłam do środka. Słowo. Tylko patrzyłam. Ani razu mi nie
powiedział, że nie mogę patrzeć. No ale nie chciałam, żeby pomyślał, że
łamię zasady.
Nie wiem jak, ale jakoś udało mi się przeżyć ten dzień. Tatuś zawiózł
mnie do szkoły, a potem pojechał do pracy. Kiedy wysiadałam z samochodu,
nie powiedział mi, żebym na siebie uważała. To mnie zasmuciło. To był
zły dzień. Zawsze mówił: "Uważaj na siebie".
Ale przynajmniej zawiózł mnie do szkoły. Byłam bezpieczna. Dobre i to. W szkole narysowałam panią czerwonymi flamastrami. Była cała czerwona.
Nauczycielka powiedziała, że mój rysunek jest ciekawy, ale zmarszczyła
przy tym brwi. Chyba tak naprawdę myślała co innego. Niektóre dzieci się
śmiały. Podarłam swój rysunek. Nie chciałam dawać tatusiowi brzydkiego
obrazka. A poza tym byłam zła, że nie powiedział: "Uważaj na siebie". To
była jego wina, że rysunek nie był dobry.
Ale to nic takiego. Wiem, że mimo wszystko jest dobrym tatusiem. Wie, że
w szkolnym autobusie jest dla mnie za głośno, przez co jestem
niespokojna, więc codziennie mnie wozi. Nawet dzisiaj, chociaż wiedział,
że spóźni się przez to do pracy.
Pamiętniczku, lubię opowiadać ci o tym wszystkim. Pisać, co się u mnie
dzieje. Może przed następnym wpisem zdążę kupić sobie czerwony długopis.
Myślę, że będziesz bardzo ładnie wyglądał. Co ty na to?
Uważaj na siebie.
Ruby