Pamiętam Cię - Małgorzata Szczepańska

Kup ebooka

8.08 zł
6.71 zł (6,87 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Rozdział 3

Aaron

Stałem na podeście z pochyloną głową. Wpatrywałem się w głębie jeziora. Nie dostrzegałem dna. Może przez tę pochmurną pogodę i unoszącą się mgłę. Zresztą to, co chciałem dostrzec było zaciemnione i tak bardzo brudne.

- Aaron!

Zobaczyłem przyjaciela. Niedaleko niego spacerowali Gracjan w towarzystwie Emanuela. Ruszyłem się z miejsca. Zauważyłem ze strony podążającego za nimi Michaela gest. Sięgnął za skrawek twojego materiału. Trzymał go mocno. Spojrzałem na twoją twarz i wtedy nie wiem, jak do tego doszło. Po prostu zrobiłem dość niefortunny krok. Chwila nieuwagi. Zahaczyłem o wystający kołek, który służył do cumowania łódek. To spowodowało, że straciłem równowagę.

- Aaron! - Usłyszałem krzyk Amira.

Popatrzyłem w jego stronę, gdy zacząłem spadać. Emanuel spojrzał na mnie. Następnie już bezwiednie opadłem w głębiny jeziora. Poczułem wodę w ustach i niesamowity ciężar na klatce piersiowej. Przestałem chaotycznie machać dłońmi. Poddałem się temu, co mogło się za chwilę wydarzyć.

Nie mogę znieść świadomości, że cierpiałeś, nadal cierpisz, a ja nic nie mogę z tym zrobić. Nie mogę zabrać części tego ciężaru, chociaż bardzo bym chciał - pomyślałem, zamykając oczy.

Ocknąłem się w pokoju. Podciągnąłem się. Oparłem o zagłówek łóżka. Kiedy syknąłem z bólu, zbliżyli się do mnie przyjaciele.

- Powinieneś bardziej uważać - powiedział Gracjan. - Doktorek, który tu był mówił, że wszystko jest dobrze. Jednak gdyby coś cię zabolało, dajesz znać i zabieramy cię do szpitala.

- Może damy mu odpocząć, co nie? - spytał Amir.

- Dobrze. Wychodzimy - rzekł Gracjan.

Przyjaciele opuścili pomieszczenie. Kiedy zostałem sam, ułożyłem się wygodnie na łóżku. Niespodziewanie zacząłem szlochać. Cicho pochlipywałem, wtedy niespodziewanie objęły mnie czyjeś duże ramiona. Czując ten uścisk, mój cichy szloch zaczął się nasilać, aż w końcu się rozpłakałem.

- Czemu płaczesz?

- Pewnie to dla ciebie kłopotliwa sytuacja. Czujesz się zmieszany. Możesz odejść. - Rozluźnił uścisk. Poczułem ogromny strach. - Zapomnij. Zostań ze mną - wydusiłem, podnosząc głowę do góry.

Emanuel popatrzył na mnie miodowobrązowym spojrzeniem. Nic nie powiedział, tylko ponownie mocno mnie objął. Wtuliłem się w niego. Przypomniałem sobie te wieczory, kiedy byliśmy razem. Potem chciałem zapomnieć o mnie i o tobie. Postanowiłem widzieć tylko ćmy i larwy, aromat mocnej kawy unoszącej się w czterech ścianach, dym tytoniowy, zmatowioną koszulę mającą ten zapach. Zostawiłeś to wszystko mnie.

- Myślę, że chciałbym cię nienawidzić.

- Ucisz się, Aaron.

- Chciałbym cię nienawidzić tak jak ty mnie.

- Powodzenia - burknął.

Nie ciągnąłem tej rozmowy. Przyłożyłem głowę do jego klatki piersiowej, zamknąłem oczy. Potem uchwyciłem w dłonie materiał jego koszulki.

Obudziłem się czując ciepło znajomego ciała. Otworzyłem niespiesznie oczy, wtedy zobaczyłem kątem oka, że mój policzek jest bezpiecznie schowany w jego dłoni. Powoli się przesunąłem. Miałem idealny widok na piękną twarz. Czas domalował mu kilka zmarszczek, a poza tym, nic się w nim nie zmieniło. Nadal był przystojny. Ciekawiło mnie jedno, czy nadal w jego spojrzeniu mogę dostrzec miłość. Odrobinę tamtego, uczucia czy może naprawdę mnie znienawidził, że odebrałem mu człowieczeństwo, kiedy zabił dla mnie.

- Napatrzyłeś się już? - spytał.

- Nie - odpowiedziałem, zasłaniając mu dłonią oczy.

- Co ty robisz?

- Moje wspomnienia o tobie są skamieniałe - wyznałem. - Kiedyś powiedziałem, że ty masz kawałek mojej duszy, a ja twojej i że osobno zawsze będziemy niekompletni. Bez względu na wszystko, ile czasu upłynie lub jak daleko od siebie będziemy, nasze dusze... niezmiennie będą smutne. - Westchnąłem.

- Przestań - rzekł.

- Cholera, nawet tęskniłem za bielą twoich zębów. - Uśmiechnąłem się.

- Przestań, bo wyjdę.

- Nie.

- To przestań - burknął.

- Nie bądź dla mnie opryskliwy, proszę.

Poczułem, że chciałbym go pocałować. Zasłonił usta, więc pocałowałem dłoń, która przysłoniła tę część. Chyba postanowiłem skorzystać z tej chwili. Najpierw przesunąłem usta od palców, aż do nadgarstka. Następnie mój policzek wrócił do początku. Moja twarz gładziła jego dłoń. Pojawiło się przyjemne, znajome ciepło. To była niezwykła intymność.

- Przestań - szepnął, odsuwając się ode mnie.

- Tak, twój głos to tylko echo.

- Przestań.

- Tak, twój uśmiech to tylko zatrzymana klatka w głowie.

- Przestań, do cholery.

- Już zawsze płyniesz w moich żyłach... Zdarzyła mi się raz miłość. Ty przytrafiłeś mi się raz i to na zawsze - powiedziałem patrząc, jak siada na łóżku. Sięgnął po buty. - Emanuel, spałeś z nim?

- Daruj sobie! - podniósł głos. Spojrzał na mnie ze złością. Nie dostrzegłem w jego oczach miłości. - Co chciałbyś usłyszeć?

- Prawdę.

- Najpierw twój zapach zaczął powoli znikać z mojej pościeli, ze skóry, aż w końcu zniknął całkowicie. Z każdym tygodniem coraz mozolniej było mi przywołać w pamięci to, jak wymawiałeś moje imię. - Patrzyłem na niego, a on starał się nie odwracać wzroku. - Zaraz potem zaczął się rozmazywać sposób w jaki mnie dotykałeś, nie wiem czy częściej wywoływał przyjemność, a może...

- Masz rację - wtrąciłem. - Za długo byłeś popsuty i... za często jesteś w kawałkach. - Uśmiechnąłem się. Starałem się też, aby drżenie głosu nie było tak słyszalne. Potem wydusiłem z siebie: - Tak, musisz w końcu poskładać swoje życie.

- Właśnie. Muszę je poskładać... bez ciebie.

Rozdział 4

Emanuel

Skończyłem palić papierosa. Wyrzucając peta dostrzegłem, jak przez chwilę tlił się w nim żar.

- Aaron wyjechał - oznajmił Gracjan.

- I dobrze.

- To nie moja sprawa, ale widziałem ostatnio jak Michael nad ranem wychodził z twojego pokoju.

- Nie spałem z nim.

Popatrzyłem w stronę ścieżki. Teraz spaceruje tu kilka osób. Chociaż patrzę na nich, to widzę cię idącego z walizką w stronę czekającej taksówki. Zanim do niej wsiadłeś, zatrzymałeś się na moment. Nie odwróciłeś się, a jedynie popatrzyłeś w stronę jeziora. Z uśmiechem na twarzy przypomniałeś sobie naszą krótką rozmowę.

- Zostawię cię samego - rzekł przyjaciel, skinąłem głową.

Wiesz, że wtedy chciałem. Wiesz, że teraz też chcę, wtedy czasu nie miałem, żeby się przełamać i powiedzieć ci: Kocham cię. Zabiłem człowieka. Chciałem przeżyć z tobą całe swoje życie. A potem cię straciłem. Nie wiedziałem, co począć, jak wrócić. Zresztą, gdzie miałem wrócić. Poza tym skończyliśmy ze sobą. Ty skończyłeś ze mną. Mimo wszystko czekam na twoje słowo - pomyślałem.

Udałem się na spacer. Szedłem i szedłem, aż spostrzegłem, że jestem w lesie. Odwróciłem się i zauważyłem piętrzące się drzewa, które zakrywały dość dobrze powrotną drogę do domu. Choć byłem tu pierwszy raz, nie wystraszyłem się, ale poczułem pewien dyskomfort. Popatrzyłem w górę. Drzewa nie wydawały się tak ogromne, jak wtedy gdy byłem przerażonym dzieckiem. No właśnie, wtedy.

- Spłoszona zwierzyna zawsze biegnie w twoją stronę, w kierunku myśliwego. - Uśmiechnął się do mnie, położył dłoń na ramieniu. - Wówczas nadchodzi moment, w którym polowanie dobiega końca. Patrzysz w oczy przestraszonemu i bezbronnemu zwierzątku. Uderzasz w najważniejsze miejsce w serce, bo w umysł nie ma sensu, on szaleje, nie działa poprawnie. Serce. Ono trzeba zaatakować. To ten narząd każe nam trwać w tym, co dla nas najważniejsze w życiu. Każe nam przetrwać za wszelką cenę, a najgorsze jest, gdy zwierzę ma kogoś, kto na niego czeka. Pragnie wtedy wrócić do tych bezpiecznych ramion, ciepłych dłoni i ust składających na policzku pocałunek. Takie zwierzę trzeba zabić od razu, bo jest słabe. Rozumiesz?! - krzyknął, a ja wystraszyłem się, dlatego zrobiłem kilka kroków w tył. - Upolowaną zwierzynę układamy na gałęziach. Wleczemy w miejsce, gdzie nikt nam nie będzie przeszkadzał. Oglądamy się za siebie i widzimy, jak próbuje wstać, ale jest za bardzo oszołomiona.

Pokręciłem głową.

- Grosik za twoje myśli. - Zobaczyłem stojącego na leśnej drodze Michaela. - O czym myślisz? - spytał.

- W tej chwili myślałem o ojcu.

- A w tamtej?

- O Aaronie.

- Mówisz prawdę. - Uśmiechnął się. - To sprawia, że czuję maleńkie ukłucie w sercu.

- Ucieczka od człowieka, którego się kochało, jest łatwa. To opuszczenie go jest cholernie trudne - wyznałem. - Nawet będąc w najgorszym stanie, upewniałem się, że jest tam, gdzieś obok mnie.

- Dlaczego się rozstaliście?

- Nie ponieśliśmy życiowego bagażu.

- To on się poddał nie ty, prawda? - Westchnąłem. - To musiało zaboleć, że ktoś, kogo kochasz, ucieka od ciebie, prawda? - Popatrzyłem w górę. Niebo było przysłonięte gałęziami. - Chciałbym, abyś powiedział mi o wszystkim, abym mógł ci pomóc. Nie odejdę tak jak Aaron - skwitował.

Spojrzałem na niego. Miał niebieski kolor oczu, który przypominał morze. Był miły i uprzejmy. Trochę sentymentalnym, wrażliwym młodym człowiekiem. Miał w sobie za mało powściągliwości. Szukał zbyt prędko i na siłę miłości w ludziach, którzy okazywali mu za dużo uwagi lub wykonali w jego kierunku cieplejszy gest. Przyznaję, lubiłem na niego patrzeć w tej kawiarni. Z przyjemnością z nim rozmawiałem, kiedy miałem gorsy czas, a i wydawało mi się, że dobrze czujemy się trochę ze sobą flirtując.

Wyciągnąłem paczkę papierosów z kieszeni spodni.

- Zanim powstanie papieros, do tytoniu dodaje się wiele aromatów. Na przykład sole powodują, że papieros stale się tli, a te inne konserwanty, jak cukier, poprawiają smak, a chyba gliceryna zachowuje świeżość tytoniu. - Patrzyłem na niego. On natomiast uważnie mnie słuchał. - Wchłanianie dymu zachodzi nie tylko w układzie oddechowym, ale także w przewodzie pokarmowym. Potem wszystko, co zawiera dym tytoniowy, przenika do krwiobiegu i rozprowadza się po całym organizmie. Jest wszędzie, we wszystkim.

- To jak trucizna - rzekł, podchodząc do mnie.

- Kiedyś mówiono, że to grzech, a to po prostu miłość - stwierdziłem.

- Chcesz już tak żyć?

- Naprawdę zadajesz za dużo pytań. - Uśmiechnąłem się do niego.

Zarzuciłem rękę. Przysunąłem go do swojej klatki piersiowej. Moje serce biło naturalnie, spokojnie, bez większych emocji. Kiedy tak szliśmy dłuższą chwilę, wpatrywałem się w coraz bardziej widoczne niebo. W końcu ujrzałem wyłaniający się zza drzew dom, przed którym stała gromadka ludzi. Spojrzałem w inną stronę, gdzie stał Amir i Gracjan w towarzystwie nieznajomego mężczyzny.

- Pójdę do nich - oznajmiłem kuzynowi Sary.

- Zanim odejdziesz, muszę cię o coś spytać. - Popatrzył na mnie zakłopotany. Nagle jego pewność siebie zniknęła. - Czy mógłbyś... Nie, czy chciałbyś się we mnie zakochać?

- Czasem zastanawiam się, czy mógłbym na siłę, na przekór i na krótką chwilę udawać silne uczucie do drugiego człowieka. - Zamyśliłem się. - Nie wydaje mi się, żebym był już do tego zdolny.

Podszedłem do przyjaciół. Stał przy nich nieznajomy, elegancki mężczyzna. Spojrzałem na Amira, który pospiesznie odwrócił wzrok.

- Jestem Brandon Evans. - Wyciągnął rękę w moją stronę.

- Emanuel Sierra. - Uścisnąłem jego dłoń. - Miło poznać.

- Wzajemnie.

Chwilę staliśmy w niezręcznej ciszy, którą przerwało pojawienie się Julie. Wzięła gościa pod rękę. Uśmiechnęła się do niego, a potem do pozostałych.

- Przepraszam za śmiałość. To twój chłopak, Julie? - spytałem.

- Nie. To chłopak Aarona.

- A, rozumiem.

Przypatrzyłem się wysokiemu szatynowi o zielonych oczach. Spostrzegłem kątem oka jak Gracjan i Amir przyglądają się mojej osobie. Jakie to miłe, że chcieli zadbać o mój komfort emocjonalny, zatajając tożsamość mężczyzny.

- Chodźmy do środka - powiedział Gracjan. - Odpoczniesz. Potem skontaktujesz się z Aaronem.

Przyjaciel odszedł w towarzystwie Julie oraz Brandona. Ich rozmowa była coraz mniej słyszalna. O dziwo został przy mnie Amir.

- Powinienem wam podziękować za tę chwilę niewiedzy. - Włożyłem ręce do kieszeni. Spojrzałem w górę i się uśmiechnąłem. - Jego pewnie bardziej lubisz - powiedziałem żartobliwie.

- Nie. - Poklepał mnie po plecach. Byłem zdziwiony jego przyjaznym nastawieniem. - Chodźmy do domu, Emanuel.

Mojej uwadze nie uszło, że spoglądał w kierunku partnera przyjaciela, a następnie lustrował wzrokiem Michaela. Amir pokręcił głową i odszedł bez słowa.

Rozdział 7

Aaron

- Nasze drogi krzyżowały się, wtedy lądowaliśmy w tanich pokojach hotelowych. Sprzątaczki były bardziej zajęte malowaniem paznokci niż sprzątaniem, dlatego unosił się w nich dym tytoniowy. Na podłodze leżały butelki po alkoholu, z których unosił się intensywny, drażniący zapach. - Uśmiechnąłem się. Amir pokręcił głową. - Pamiętam usta błądzące po skórze, oddech i uwielbiałem układać się wygodnie między jego nogami...

- Wychodzę.

Roześmiałem się.

- Zostań - rzekłem.

- A co tu tak wesoło? - spytała Julie, wchodząc do sali szpitalnej.

- Aaron opowiadał mi o... intymnych sprawach. Jeszcze chwila, zacząłby mówić o anatomicznej budowie Emanuela.

- Zawsze pamięta się swój pierwszy raz. - Julie mrugnęła. - Sex z Emanuelem na wycieczce to był twój pierwszy raz, prawda? - Skinąłem głową.

- Wychodzę - powiedział żartobliwie Amir.

- Nie udawaj takiego cnotliwego - burknęła przyjaciółka. - Poza tym to ty jesteś niezdecydowany w dobrze...

- Zamilcz - rzekł Amir.

- Nie wnikam, co się dzieje - skwitowałem.

- Pójdę po kawę - powiedział przyjaciel.

Kiedy opuścił pokój, Julie usiadła na łóżku. Zaczęła mi się przyglądać.

- Miałeś kogoś innego niż Emanuel? - spytała.

- Tak. Był cholernie przystojny rehabilitant. Często spotykałem go w szpitalu, gdy chodziłem na kontrole. - Zamyśliłem się. - Wysoki o czarnym spojrzeniu. Gęstych, ciemnych włosach, które zawsze były nonszalancko ułożone. Miał lekki zarost, a w języku kolczyk.

- Brzmi nieźle.

- Rozczaruje cię, Julie. - Uśmiechnąłem się pod nosem. - Zwróciłem na niego uwagę, bo miał podobny głos do Emanuela - wyznałem. - Potem poznałem Ivo. Pracował w warsztacie, do którego rodzice zaprowadzali samochód. Kiedyś w upał odstawił auto, więc mama z grzeczności zaproponowała mu lemoniadę. - Popatrzyłem w stronę drzwi. - Mama pomyślała, że ten blondyn o niebieskim spojrzeniu może naprawić moje serce. - Spojrzałem na przyjaciółkę. - Było kilka randek, a jednak skończyło się na przyjaźni, kilku siniakach na tyłku i takiemu wrażeniu, że w jego spojrzeniu było coś znajomego.

- A Brandon?

- W ogóle nie jest podobny do Emanuela - oznajmiłem, spoglądając w okno.

- Co ci się w nim podoba? - spytała.

- W kim? A, w Brandonie. - Zacząłem się zastanawiać. Trwało to dłuższą chwilę. - Jest poukładany oraz zabawny. Sympatyczny i miły. Świetnie gotuje. Ma ładny kolor oczu.

- Poważnie? - Złapała mnie za dłoń. - Co ci się spodobało w Emanuelu?

- Moja miłość... Ta bliskość i to ciepło. To uczucie było dla mnie czymś więcej niż czystym uczuciem, brudnymi myślami, niewinną miłością czy dziką namiętnością. - Posmutniałem. - Nigdy wcześniej i nigdy później nie doświadczyłem takiego uczucia, a nawet nie chciałem. Zresztą wiedziałem, że on zawsze będzie dla mnie wyjątkowy bez względu na poniesione straty.

Obudził mnie odgłos zamykane okna. To było takie ostre i stanowcze, że wzdrygnąłem się na ten dźwięk. Otworzyłem oczy. Zobaczyłem siadającego na krześle Brandona.

- Dzień dobry. - Uśmiechnął się. - Pielęgniarka poinformowała lekarza, że mało jesz, więc ten zalecił kilka wlewów wzmacniających. - Patrzyłem na niego. - Musisz jeść. Nie chce, aby twoja mama pomyślała, że przez te kilka dni nie opiekowałem się tobą. - Zamilkł. - Powiesz, że zgrywałeś bohatera przed dawną miłością.

- Nigdy nie pytałem cię o mężczyznę, który zostawił po sobie tak głęboki ślad w sercu. - Położył dłoń na moim ramieniu. Ścisnął. - Emanuel spotka się z moim kuzynem, Connorem. To on ciągnie go na dno. - Odwróciłem od niego wzrok. - Skorzystam z toalety. Zaraz wracam.

Leżałem i wpatrywałem się w sufit do momentu, gdy poczułem pikantną świeżość imbiru mieszaną ze słodkimi owocami i głębią oceanu. Kiedy usłyszałem zbliżające się kroki, otarłem pospiesznie twarz, po której spłynęła łza.

- Jak się czujesz? - spytał. Spojrzałem na niego. Oparł się o ścianę, skrzyżował ręce na klatce piersiowej. - Aaron jak się czujesz? - Popatrzył na mnie miodowobrązowym spojrzeniem.

- Dziękuję, lepiej. - Miał poważny wyraz twarzy. - Emanuel, myślałeś o tym, co ostatnio się wydarzyło?

- Nie.

- A o tym, co przytrafiło się kilka lat temu? - Pokręcił głową. - Ja dużo myślę o tym, co się wydarzyło...

- Zapomnij - wtrącił. Usiadł na łóżku. Położył dłoń niedaleko mojej ręki. - Myślę, że gdybym tylko wspominał, trzymał się kurczowo wydarzeń, w których... Znienawidziłbym siebie i ciebie za to, że się nam przytrafiła miłość.