Pamiętam Cię - Małgorzata Szczepańska

Kup ebooka

10.10 zł
8.38 zł (8,59 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Rozdział 6

Emanuel

Patrzyłem w otwarte na oścież okno. Poranki robią się coraz chłodniejsze. Coraz dłużej unosi się mgła nad jeszcze ospałym miastem. Podniosłem się, a następnie usiadłem na łóżku. Kiedy zamierzałem wstać, poczułem silne dłonie obejmujące mnie w talii.

- Co robisz? - spytałem.

- Tak chciałbym zostać z tobą jak najdłużej.

- Możesz. Dziś niedziela, więc nie musisz iść do pracy.

Przylgnął całym sobą do moich pleców. Po chwili usłyszałem intensywny płacz, którego nie był w stanie stłumić.

- Każda chwila oddechu biegnie za tobą. Nie pozwala od ciebie odejść - wyznał.

- Przestań - powiedziałem. - Jesteś...

- Żałosny - wtrącił. - Nawet jeśli to żałosne lub bolesne, nie obchodzi mnie to, bo zawsze wyciągnę rękę w twoją stronę. Wszędzie pójdę za tobą - szepnął Aaron.

- Dlaczego tak bardzo się mnie uczepiłeś? - spytałem, odsuwając się od niego minimalnie.

- Ty mi to powiedz. - Otarł łzy z policzka, przy czym nadal kurczowo mnie trzymał.

- Może dlatego, że mam zaburzenia oddychania wywołane uczuciem niepokoju i tylko ty potrafisz to unormować - powiedziałem, a on rozluźnił uścisk. - Aaron...

- Zawsze będę przy tobie - szepnął, całując mnie w policzek.

Potem położył dłonie na mojej klatce piersiowej, głowę na ramieniu. To był najczulszy gest, jakiego doświadczyłem w moim całym pokrzywionym życiu. Po chwili go objąłem.

- Kocham cię - wyznał Aaron.

I to wystarczyło, bym przypomniał sobie tamten wieczór.

Klub, w którym dudniła mocna muzyka, a dym papierosów szczypał w oczy. Tłum ludzi był nie do zniesienia. Ścisk powodował dyskomfort. Kiedy w końcu wszedłem do pomieszczenia na górze, zobaczyłem Aarona z innym mężczyzną. Nieznajomy docisnął go do ściany. Nie widziałem ich dłoni. Dostrzegłem, jak w pewnym momencie mężczyzna sięgnął do szyi Aarona i przejechał wzdłuż językiem, który na pewno zostawił mokre ślady na skórze. Podszedłem, odciągnąłem faceta i bez zastanowienia uderzyłem go w twarz.

- On sam tego chciał.

Odwróciłem się i spojrzałem na pijanego Aarona.

- Wynocha! - krzyknąłem.

Potem wyciągnąłem chłopaka na zewnątrz.

- Zostaw mnie, Emanuel - wycedził.

Spojrzałem na niego. Oparł się o ścianę, a następnie zsunął się w dół. Spostrzegłem, że koszula podciągnęła mu się do góry. Ukucnąłem, chcąc poprawić mu bluzkę, ale on złapał mnie za nadgarstek.

- Wiesz, nagle powietrze tej ulicy, które obaj wdychamy, stało się obce. Czuję to, tłumiąc każdy głębszy oddech, nawet zaciskam mocno usta. Nie chcę płakać, a jednak czuję, że zaraz rozpłaczę się jak dziecko, bo mam obok siebie puste miejsce.

- Daruj sobie - rzekłem.

- Nie wiem jak ty, ale ja kiedyś kochałem i pamiętam to za każdym razem, kiedy cię widzę. Pamiętam stojących bezczynnie ludzi, którzy udawali smutek po stracie bliskiej osoby. I ty byłeś wśród nich, a po twoich policzkach spływały łzy. Ten widok sprawił, że boleśnie zapamiętałem tę ludzką czynność. I to, co u nich było notorycznym zachowaniem, w twoim wykonaniu sprawiało, że czułem każdą cząstką siebie ten ból, żal i palącą namiętność, gorycz oraz ulgę. Kiedy roniłem nawet najmniejszą łzę, pamiętałem o kimś takim jak ty.

- Przestań, Aaron.

- Twoje łzy dały mi do zrozumienia, że w moim życiu już nie będzie nikogo takiego jak ty. - Odwrócił ode mnie twarz.

Może teraz to ja zbyt mocno trzymałem go w objęciach.

- Przepraszam - rzekłem.

- Za co? - spytał Aaron.

- Że wlokę cię za sobą - odpowiedziałem. - Ile to już lat?

Aaron zmienił pozycję. Usiadł obok mnie. Mogłem obserwować jego wyraz twarzy. Uśmiechnął się, a potem uniósł lekko głowę do góry. Zastanawiał się.

- Dwanaście.

- Tak?

- Jedenaście lat temu mieliśmy krótki epizod.

- Epizod? - spytałem z uśmiechem.

- Tak. Potem poznaliśmy się w szkole, a to dokładnie dziesięć lat temu. Teraz się spotkaliśmy... Dwanaście lat ciągnę się za tobą. - Dotknął mojego kolana.

- I dlaczego? Przecież świat jest u twoich stóp, a ty zamknąłeś przed nim drzwi, bo czekasz na lepszy czas, na idealny moment, na bezużytecznego człowieka.