Pamiątka - Jan Kochanowski

Kup ebooka

4.49 zł
3.68 zł (2,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Pamiątka

Tobie niechaj ta karta będzie poświęcona, Zacny Hrabia z Tęczyna, którego kwapiona I niespodziewana śmierć ludzi zasmuciła, A lamentem i płaczem wszytko napełniła. Będą drudzy twym kościom grób zacny budować I twarz twoją w miedzi lać i w marmurze kować; Miedzy którymi snać też miejsce będą miały Rymy moje, na łasce bogiń aby trwały. Wiodłeś swój ród wysoki z domu Tęczyńskiego, Skąd ustawicznie, jako z konia Trojańskiego, Jeden po drugim ludzie wielcy wychodzili, Którzy doma i w polu godni w Polszcze byli.

Pomnią tu pruskie pola, pomni nieszczęśliwa Warna, gdzie nieśmiertelnej chciwa Nie tak ostrożnie, jako śmiele się potkała I zwycięstwo poganom z siebie sławne dała. Tycheś ty nie chciał wydać, a na swoje lata, Dosyć młode, zwiedziłeś część niemałą świata, Przypatrując się pilno wielkich królów sprawie Tak w pokoju, jako i w żołnierskiej zabawie. A chociaś był nieprawie jeszcze dorósł wojny, Szedłeś miedzy lud króla francuskiego zbrojny, Gdy synowie ojcowskiej wiary popierali, A dawszy sobie po łbu, potem się jednali. Kochałeś się w naukach i w piśmie uczonem, Nie przestając na szczęściu, z ojców zostawionem. Ale jako cię znacznym fortuna czyniła, Takeś i dowcipem miał przed inszymi siła, Przeto, skoroś dojachał kraju ojczystego, Obraneś posłem zaraz do króla szwedzkiego, Gdzieś wszytko wedle myśli Pana swego sprawił, Siebieś poprawdzie troski niemałej nabawił. Nie dziwuję się, panno zacnego rodzaju,

Żeć się ten gość podobał z dalekiego kraju. Godzien był za urodą swoją Tytonowe, Godzien był miejsce zasieść Endymionowe. Morskie nimfy, po piersi wydawszy się z wody, Wzdychały, patrząc na twarz i wiek jego młody, Nieśmiertelnemi laty kupować je chciały; Próżno, bo wieczne czasy gdzieindziej mu słały. Tak przed laty Tezeus, chcąc srogiego pożyć Minotaura, a ciężką dań z ojczyzny złożyć, Płynął na prędkiej Nawie przez głębokie morze I stawił się na króla gortynskiego dworze. Tam, skoro go królewska dziewka oglądała, Która na wonnem łożu przy matce siedziała, Jakie mirty nad chłodnym Eurotą się rodzą, Albo kwiatki rozlicznych farb na wiosnę wschodzą, Nie drzewiej oka z niego chciwego spuściła, Aż ognia nieobacznem sercem zachwyciła, Który w niej wszytkich członków zmacał aż do kości I rozpalił niebogę w okrutnej miłości. Wenus, która bogatej Ankonie panujesz, A frasunkami ludzkie rozkoszy fałszujesz, Jakowąś nawałnością dziewkę zapaloną Miotała, urodziwym gościem uszaloną! Jakiej ona bojaźni w sercu używała! Jako częstokroć bledsza nad złoto bywała,

Gdy przeważny Tezeus, pragnąc ręki podnieść Na srogi dziw, albo śmierć, albo cześć miał odnieść. Jednak nie brzydkie Bogu jej objaty były, Bo, jako na Krępaku wiatr ze wszytkiej siły Burząc, dąb stary wyparł, a ten, wykręcony Padł i dobrą część lasu starł na wszystkie strony - Takżeć mężny Tezeus mieszańca srogiego Obalił, rogi na wiatr prózno miecącego. I wyszedł z wielką sławą po nici rozwitej Z labiryntowych błędów i zdrady zakrytej. Tęczyński był twój Tezeus, nowa Aryadno! Który sercem i siłą mógł porównać snadno Z bohaterskimi syny, lubo pieszo wojny, Lubo pragnął na koniu nieprzyjaciel zbrojny. Ten, znając twarz łaskawą i chuć przeciw sobie, Skłonił także cnotliwe swe serce ku tobie, Tak, iż jednaki ogień obiema panował, Jeśli tobie silen był, jemu nie folgował. Oczy pierwsze poselstwa cicho sprawowały, A serdecznych tajemnic sobie się zwierzały. Potem i zobopolna mowa przystąpiła, On twoim sługą chciał być, a tyś nie gardziła. Ale kiedy czas przyszedł, że poseł uczciwy Miał żagle wiatrom podać, twój głos żałościwy Tem go potkał: Gościu mój, a jeśli nie były Omylne twoje słowa, i mój mężu miły! Nierada cię stąd puszczam, a zwłaszcza bez siebie;

Ale iż pospolitej ustąpić potrzebie Swoja własna rzecz musi, jedź w dobrą godzinę, A bywaj zaś, póki się łzami nie rozpłynę. Dalej żal nie dopuścił i płacz znakomity, Który jej z oczu płynął, jako deszcz obfity.

RESZTA TEKSTU DOSTĘPNA W PEŁNEJ WERSJI.